kuriozalna
31.03.08, 14:34
Właściwie to....
nie mam do czego sie przyczepić, mam dobrego męża który kocha
mnie i naszego synka, jest dla mnie dobry, ale ostatnio
czuje taka wewnętrzną pustkę. To co mi sie kiedyś podobało
w mężu, teraz mnie drażni i po prostu wkurza. Mam wrażenie
że cały nasz świat kręci się wokół seksu. Jak jest to mąż
ma dobry humor, jak nie daj Boże jeden dzień nie ma to już
katastrofa. U niego 2 dni bez seksu urasta do rangi tygodnia
a tydzień do rangi miesiąca i tyle gadania o tym, że aż
głowa boli. Nie o to chodzi, że unikam seksu, kochamy się
średnio 3 razy w tygodniu i z tego co mówi mąż nasze życie
łóżkowe należy do udanych, więc właściwie nie ma na co narzekać.
A ja się od niego odsuwam z każdym dniem coraz bardziej.
Patrze na niego i chciałabym włączyć guzik i cofnąć czas.
Widze gościa, ktoremu rośnie brzuchal, który coraz mniej mnie
pociąga i staje sie dla mnie obcym facetem...
W zeszłym tygodniu spotkałam sie ze swoim byłym facetem, od lat
utrzymujemy ze sobą przyjacielskie stosunki i nigdy poza to
nie wykraczalismy. On mieszka daleko i jeśli jest akurat w
u swoich rodziców to sie spotykamy na kawie. I tak coś we mnie
pękło. Wygadałam mu się ze swoich boleści, że nie jestem do
końca szczęśliwa w małżeństwie i spojrzałam na niego z tej
innej strony, z tej seksualnej...wiem wiem głowa siwieje dupa
szaleje...i ten wieczór mógł się skończyć w łóżku ale się
nie skończył bo nie chciałam ranić mojego męża bo na swój
sposób nadal go kocham. Czasem czuję sie jakbym była w tym
naszym związku tylko dla dziecka, dla pozorów. Staram się jakoś
sklejać resztki tego uczucia do męża. Rozmawiamy ale nie możemy
dojść do konsensusu, każda rozmowa kończy sie kłotnią albo
cichymi dniami. Czuje się jak egoistka, bo skoro powinnam
być szczęśliwa bo mam ku temu powody, to nie potrafie być!!!
Czuje że lepiej byłoby mi bez niego, traktuje go chyba jak
przyjaciela a nie jak męża.
Ahhh, musiałam sie wygadać....