stefan234
21.05.08, 14:39
Mam 33 lata, od 10 lat jesteśmy małżeństwem. Mam problem, bo przez
seks(raczej jego brak) sypie mi się związek. Moja żona nigdy nie
była wulkanem seksu, powoli się rozkręcała, nie zawsze miała ochotę
ale ja to akceptowałem, zresztą byliśmy ze sobą kilka, nieraz
kilkanaście razy w miesiącu. Powoli jednak żona zaczęła tracić
ochotę na seks. Próbowałem jakoś nasze życie w sypialni urozmaicać,
coraz bardziej zajmowałem się żoną, pytałem, słuchałem co mówi.
Nieraz adoracje mej żonki trwały 90% naszego spotkania ale to żaden
problem, zawsze było mi z tym dobrze. Ale apetyt na seks gasł i
gasł. Powoli akceptowalem fakt, że jesteśmy ze sobą kilka razy w
miesiącu i tylko wtedy, gdy żona miała tzw. dni płodne. W między
czasie był okres kiedy zażywała tabletki, które również odbierały
jej ochote na igraszki. Odstawiliśmy je i teraz kozystamy z
prezerwatywy. Obecnie doszło do tego, że jesteśmy ze sobą 1-2 razy w
miesiącu i proszę sobie wyobrazić jak dziwnie to wygląda, gdy
człowiek czeka na ten jeden dzień. Ja raczej jestem otwarty i ciągle
tłumaczę, że seks jest dla mnie ważny, że jestem młody i brakuje mi
spełanienia. Żona uważa, że seks jest na samym końcu i liczy się
miłośc i jeśli ja tak nie uważam to jej nie kocham. Sądze, że gdybym
nie kochał to nie próbowałbym naprawiać tylko poszedł po
najmniejszej lini oporu - patrz zdrada. Może ktoś ma jakiś namiar na
lekarza, psychologa, terapeute, szamana z wawy i okolic. Moze ktoś
poradził sobie z takim problemem. Proszę o jakieś "dobre rady"
doswiadczonych.