markus218
19.06.08, 10:11
Witam. Jestem żonaty od kilkunastu miesięcy. Z żoną spotykaliśmy się
od 2 i pół roku. Na początku wszystko pięknie się układało. Częsty
seks, eksperymenty itd. Tuż przed ślubem przestaliśmy się kochać.
Żona tłumaczyła to napiętą sytuacją związaną z przygotowaniami do
ślubu. Pomyślałem sobie: OK. Może tak być. Jak już będzie po sprawie
to wszystko wróci do normy. Nie wróciło. Od czasu ślubu kochałem się
z żoną dwa razy. Ja już powoli wariuje. Nie mogę się nawet skupić na
pracy, bo ta sytuacja skutecznie mnie rozbija. Nieustannie próbuję
dociec przyczyny. Rozmowy z żoną na ten temat kończą się zazwyczaj
kłótnią, podczas której pada z ust żony stwierdzenie, że już jej nie
kocham (co nie jest prawdą: kocham i pożądam, nawet jeszcze bardziej
niż na początku), bo jakbym ją kochał to nie byłoby to problemem, że
nie szanuję jej i traktuję przedmiotowo. Od jakiegoś miesiąca
zastanawiam się, czy jednak nie lepiej byłoby, gdybyśmy zakończyli
ten związek. Ona jest cudowną kobietą i fakt, że w mojej głowie
dzieje się coś takiego sprawia, że czuję się podle. Nie chce jej
krzywdzić, ale sam też nie chce być krzywdzony. Może powinienem
przeczekać ten kryzys? Tylko, że ja już nie bardzo wierzę w poprawę.