13.07.08, 19:28
Ostatnio pojawiło się sporo wpisów przejawiających negatywny stosunek do
masturbacji i określających ją mianem nałogu. O ile mi wiadomo, "nałóg" jest
słowem, które określa coś *szkodliwego*, np. papierosy są przyczyną chorób,
nadużywanie alkoholu - przyczyną chorób i często nieodpowiedzialnego
zachowania, uzależnienie od gier komputerowych - przyczyną braku czasu na np.
pracę. Itd.

Proszę wymienić jedną szkodliwą właściwość onanizmu. Poza tym, że być może
łamie czyjeś bardzo silne tabu.

Pomijam (podkreślam, *pomijam*!) sytuację, kiedy onanizm jednej ze stron
faktycznie - przyczynowo - wpływa na pogorszenie się życia seksualnego pary.
Pomijam, ponieważ zakładam, że zdarza się rzadko. Po pierwsze, częstość
onanizmu zwykle koreluje pozytywnie, a nie negatywnie z częstością uprawiania
seksu z partnerem. Po drugie - rzecz zdawałoby się oczywista - jeśli ktoś woli
onanizm od seksu z partnerem/ką, to onanizm nie jest tu *przyczyną*, tylko
*efektem*, natomiast przyczyną jest partner/ka, a dokładniej mówiąc
całokształt relacji z parnerem/ką.

Zatem czekam.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • matkapolka2 Re: Onanizm 13.07.08, 19:37
      ..ja mogę wymienić tylko pozytywne...więc kompletnie nie na temat..:)szkodliwy
      byłby dla mnie brak....tego rodzaju aktywności...
      • ferro2 Re: Onanizm 13.07.08, 19:47
        Gdyby ktos sie wlasnie nigdy nie onanizowal, mozna by rzecz, chory
        czlowiek.Onanizm jest normalna rzecza, ale bywaja chorobliwe
        przypadki gdzie naduzywa sie tego sportu.
    • glamourous Re: Onanizm 13.07.08, 20:28

      yoric napisał:

      > Pomijam (podkreślam, *pomijam*!) sytuację, kiedy onanizm jednej ze stron
      > faktycznie - przyczynowo - wpływa na pogorszenie się życia seksualnego pary.
      > Pomijam, ponieważ zakładam, że zdarza się rzadko.


      Pomijasz akurat główną i najczęściej występującą szkodliwą właściwość onanizmu -
      innych nie ma, wiec jakiej oczekujesz odpowiedzi?
      Nie rozumiem tez, dlaczego zakładasz, ze zdarza to się rzadko?

      Coz rzadkiego może być w sytuacji, kiedy partner - nałogowy onanista - mógłby
      się kochać częściej z zona (bo starcza mu na to i libido i fizjologii) ale
      częsta nałogowa masturbacja znacznie okraja ich życie seksualne - odbierając
      parze szanse na częstsze współżycie, którego sfrustrowana niedoborem seksu zona
      bardzo by sobie życzyła...

      I nie mowie tutaj o sytuacji, kiedy zona facetowi obrzydła, czy związek się
      sypie i dlatego on woli onanizm. Mowie o całkiem zdrowych relacjach, gdzie mimo
      to zona czeka na mężowską inicjatywę wieczór w wieczór, a mąż za jej plecami
      odwala nie do końca zamierzony sabotaż. Po prostu jest to silne uwarunkowanie z
      czasów kawalerskich, nałóg który pozostał i ciężko mu z tego zrezygnować... Bo
      jest to tak kompulsywne jak obgryzanie paznokci...

      No i druga szkodliwa właściwość onanizmu. Faceci długo i nałogowo skazani na
      Renie R. mogą mieć problemy z "dojściem" w trakcie normalnego stosunku z
      kobieta, kiedy już do niego dojdzie. Przypadek często opisywany przez
      seksuologów jako zafiksowanie się na określonym rodzaju bodźców do tego stopnia,
      ze ciężko się potem facetowi przestawić na normalny seks. Zdarza się ponoć dość
      często, miałam kiedyś koleżankę z podobnym problemem w dopiero rozpoczynającym
      się związku. Nieciekawa historia, zwieńczona niestety rozstaniem.
      • druginudziarz Re: Onanizm 13.07.08, 20:58
        glamourous napisała:

        >
        > yoric napisał:
        >
        > > Pomijam (podkreślam, *pomijam*!) sytuację, kiedy onanizm jednej ze stron
        > > faktycznie - przyczynowo - wpływa na pogorszenie się życia seksualnego pa
        > ry.
        > > Pomijam, ponieważ zakładam, że zdarza się rzadko.
        >
        >
        > Pomijasz akurat główną i najczęściej występującą szkodliwą właściwość onanizmu
        > -
        > innych nie ma, wiec jakiej oczekujesz odpowiedzi?
        > Nie rozumiem tez, dlaczego zakładasz, ze zdarza to się rzadko?

        A to racja.
        Takie założenie a priori nie jest niczym umocowane.

        > Coz rzadkiego może być w sytuacji, kiedy partner - nałogowy onanista - mógłby
        > się kochać częściej z zona (bo starcza mu na to i libido i fizjologii) ale
        > częsta nałogowa masturbacja znacznie okraja ich życie seksualne - odbierając
        > parze szanse na częstsze współżycie, którego sfrustrowana niedoborem seksu zona
        > bardzo by sobie życzyła...

        Tym razem glam sama popełniasz taki sam błąd.
        Zakładasz apriori, że on to robi "zamiast" a nie "oprócz".
        Skąd wiesz, że jeśli by się nie onanizował to kochałby się z Tobą częściej?

        > No i druga szkodliwa właściwość onanizmu. Faceci długo i nałogowo skazani na
        > Renie R. mogą mieć problemy z "dojściem" w trakcie normalnego stosunku z
        > kobieta, kiedy już do niego dojdzie. Przypadek często opisywany przez
        > seksuologów jako zafiksowanie się na określonym rodzaju bodźców do tego stopnia
        > ,
        > ze ciężko się potem facetowi przestawić na normalny seks.

        Dokładnie tak.

        pzdr.
        • abutollong Re: Onanizm 13.07.08, 21:14
          Po tym co cztam to pewnie coniektórym to na stałe obwiśnie i nawet
          nie bedą mogli się onanizować, kurde nawet nie wiem co to jest. ale
          flaczki wiedza no nie? Jak dobrze, ze nasza para nie ma takich
          problemów. Na razie nie, a po siedemdziesiątce to raczej juz będzie
          niepotrzebne :)
          • druginudziarz Re: Onanizm 13.07.08, 21:36
            abutollong napisała:

            > Po tym co cztam to pewnie coniektórym to na stałe obwiśnie i nawet
            > nie bedą mogli się onanizować, kurde nawet nie wiem co to jest. ale
            > flaczki wiedza no nie? Jak dobrze, ze nasza para nie ma takich
            > problemów. Na razie nie, a po siedemdziesiątce to raczej juz będzie
            > niepotrzebne :)

            Po pierwsze to dla większości par to nie jest żaden problem!
            A po drugie to mój kuzyn "przyłapał" kiedyś naszego dziadka na onanizowaniu się
            (w łazience). Dziadek miał wtedy chyba już jakoś z 90 lat. No zobacz jaki
            obleśny staruszek z niego :P Więc ja nie wiem (w każdym razie nominalnie) o
            jakich 70 latach piszesz.
    • druginudziarz Re: Onanizm 13.07.08, 20:29
      yoric napisał:

      > Ostatnio pojawiło się sporo wpisów przejawiających negatywny stosunek do
      > masturbacji i określających ją mianem nałogu. O ile mi wiadomo, "nałóg" jest
      > słowem, które określa coś *szkodliwego*, np. papierosy są przyczyną chorób,

      To ja podam. Wysoce szkodliwym było onanizowanie się wątróbką w Kompleksie
      Portnoja :)) Bohater miał potem myśli natrętne (szkodliwe dla zdrowia
      psychicznego!) że "zgwałcił obiad własnej rodziny".
      pzdr.
      • anais_nin666 Re: Onanizm 13.07.08, 21:17
        Onanizowanie się wątróbką czy w wątróbkę? Bo mi się zdaje, że w wątróbkę.
        Młodzian ją lekko doprawił;)
        • druginudziarz Re: Onanizm 13.07.08, 21:24
          anais_nin666 napisała:

          > Onanizowanie się wątróbką czy w wątróbkę? Bo mi się zdaje, że w wątróbkę.
          > Młodzian ją lekko doprawił;)

          No kurcze nie pamiętam w takim razie :) a nie mam jak sprawdzić bo mój
          egzemplarz został zaczytany kilkanaście lat temu.
          Ale na pewno pamiętam że spowiadał się psychoanalitykowi mniej więcej w ten
          sposób: tak panie doktorze, zgwałciłem obiad mojej rodziny.
          pzdr.

          p.s. Ale z nas oblechy, takie książki czytujemy i to w wieku licealnym ;)
    • zyg_zyg_zyg Re: Onanizm 13.07.08, 20:46
      > Proszę wymienić jedną szkodliwą właściwość onanizmu.

      Uzależnienie od ściśle określonych bodźców - fizycznych i
      psychicznych - utrudniające, a czasem nawet uniemożliwiające
      osiągnięcie pełnej satysfakcji (tudzież zwykłego orgazmu :-))
      podczas seksu z partnerem.

      Ja myslę, że trzeba odróznić "zwykły", nieszkodliwy, a wręcz
      pożyteczny onanizm od tego nałogowego. Tak jak, przykładowo,
      codzienne picie kieliszka czerwonego wina do obiadu od alkoholizmu.
    • audwork Re: Onanizm 13.07.08, 22:23
      yoric napisał:

      > Ostatnio pojawiło się sporo wpisów przejawiających negatywny stosunek do
      > masturbacji i określających ją mianem nałogu.

      ...moze badzmy bardziej precyzyjni i obiektywni?

      Na forum pojawilo sie TROCHE wpisow na temat NALOGOWEGO onanizmu,
      a nie przejawow negatywnego stosunku do masturbacji jako takiej.

      Ponizej wklejam adres strony (niesty w j.angielskim), gdzie pewien mezczyzna
      opisuje problemy zdrowotne ktore go dopadly, ale juz w zyciu doroslym.
      Z jego listu wynik, ze:

      * zaczal miec klopoty z utrzymaniem na zadawalajacym poziomie swojego wspolzycia
      seksualnego z zona ;

      * bardziej satysfakcjonowal go seks oralny oraz zwiekszylo sie jego
      zaintersowanie prostytucja;

      * komletnie wylysial, co rowniez kojarzyl ze zmianami hormonalnymi ktore u niego
      wystapily po zaniechaniu mesturbacji, tzn. akurat w jego przypadku, zaniechanie
      mesturbacji moglo przyczynic sie do kompletnego wylysienia ( mial prawdopodobnie
      zbyt wysoki poziom testosteronu i mesturbacja w jego przypadku byla jakims
      antidotum na przedwczesne lysienie:) - lekarka ktora odpowiada na jego list,
      dokladniej wyjasnia ten problem od strony biochemicznej (rownowaga hormonalna).

      www.herballove.com/article.asp?art=98

      Wklejam odpowiedz lekarki, bo interesujaca:

      Dr Lin’s Response:

      No doubt, over-masturbation is the most effective way to burn out testosterone
      into DHT and to melt down the brain's acetylcholine, dopamine and serotonin
      nervous systems.
      Binding of DHT into the hair rooting cells results in premature hair loss.
      Disbanding DHT from the hair rooting cells will regrow hair.

      Melting the acetylcholine system and its associated parasympathetic nervous
      function will mess up the liver functions for loss of good enzymes essential for
      the hormonal and neurotransmitter syntheses, resulting malfunction of
      neuro-endocrine disorder. With less acetylcholine in the nervous synapses and
      the ending, the nervous signal transmission is blocked and the nervous circuits
      encounter high "resistance."

      Screwing up the brain's dopamine system kills libido and deactivate the brain
      (hypothalamus)/Pituitary/thyroid axis, resulting in less acetylcholine synthesis
      in the brain, deactivation of the brain/pituitary/adrenal/testicular axis, and
      over-production of prolactin (orgasm inhibitor) in the pituitary and Sex-Hormone
      Binding Globulin (SHBG) that freezes testosterone availability. Dopamine is also
      essential for the signal amplification of vision and hearing.

      Killing the serotonin system triggers misfiring of co-located neurons in the
      interneuron junctions (co-location of dopamine/acetylcholine/serotonin/GABA in
      the brains, somatic/sympathetic/serotonin in the spinal cords, or
      somatic/parasympathetic/serotonin in the spinal cords), resulting in ADD,
      depression, anxiety, stress and premature ejaculation.
    • yoric Re: Onanizm 14.07.08, 02:46
      Glam:

      na Twój wpis odpowiedziałem już w moim pierwszym wpisie, więc nie będę się
      powtarzał :). A gdybym nawet chciał się powtórzyć, to już mnie ubiegł Drugi;
      zrobił to krócej i zgrabniej.

      Audwork:

      > Na forum pojawilo sie TROCHE wpisow na temat NALOGOWEGO onanizmu,
      a nie przejawow negatywnego stosunku do masturbacji jako takiej.

      Na Forum pojawiło się *sporo* wpisów z negatywnym stosunkiem do onanizmu w
      ogóle, w tym część skoncentrowanych na tak zwanym nałogowym onanizmie.

      reszta wpisu - konkret. Fajny tekst, bo dał mi do myślenia; usiadłem do netu i
      poczytałem na temat i generalnie dzięki temu wiem więcej.

      Niestety jeśli chodzi o meritum, to z cytowanymi treściami jest słabo.
      Herballove delikatnie mówiąc nie jest medycznym autorytetem, a poza tą stronką
      właściwie nie da się znaleźć potwierdzenia takich rewelacji. Inne źródła
      potwierdzają właściwie tylko tyle, że masturbacja wpływa na wzrost poziomu DHT
      (co, owdrotnie, niż piszesz, pogłębiałoby, a nie łagodziło łysienie); gdyby to
      jednak był zauważalny efekt, to rzesze sportowców i kulturystów zamiast
      ryzykując zdrowiem ładować "teścia" w żyłę nałogowo waliłoby konia w służbie
      wzrostu mięśni. Co do innych rzeczy (neuroprzekaźniki, itd.) - w innych źródłach
      brak wzmianki na ten temat.

      Tu np. piszą, że historie z Herballove i im podobne to mity (wiarygodność obu
      stronek IMO podobna).

      www.steadyhealth.com/articles/Consequences_of_over_masturbation_a589_f8.html
      Choć ta i inne stronki piszą o czymś takim jak "nadmierna masturbacja", ciężko
      podać zarówno definicję, jak i jakieś konkretne złe efekty. Jedynym poważnym
      jest wspominana już możliwość 'zafiksowania się' na ten rodzaj bodźców (inne to
      np. możliwe uszkodzenia mechaniczne miejsc intymnych :)). Trzeba by zbadać jak
      często faktycznie dochodzi do czegoś takiego.

      Generalnie źródła internetowe są zgodne, że masturbacja "kilka razy w tygodniu"
      jest zjawiskiem normalnym, bezpiecznym i pożytecznym:

      sexuality.about.com/od/masturbation/p/masturbation_fx.htm
      Pozdrawiam
    • avide Oanaistyczna teoria względności ;-))) 14.07.08, 09:59
      Yoric, wg mnie jesteś w błędzie.
      Onanizm jak prawie wszystko inne w życiu może być nałogiem. Tzn czasami jest a
      czasami nie jest.
      Kłania się tutaj teoria względności.;-)))

      Powinniśmy teraz zdefiniować pojęcie nałogu.
      Jak poprzez nałóg rozumiem potrzebę czegoś (cokolwiek) co sprawia, że nie możemy
      się bez tego obejść. Ciągle o tym myślimy i zaczynamy tego potrzebować w
      ilościach nienaturalnych.

      Picie wina, kieliszek do obiadu, nałogiem nie jest i nawet podobno działa
      zdrowotnie. Upijanie się codzienne winem to alkoholizm. Nałóg.

      Jedzenie potrzebne jest nam do życia. Opychanie się zaś ponad to co
      potrzebujemy, takie bez umiaru to już obżarstwo i w niektórych przypadkach może
      uznać za nałóg. Np. słodycze.

      Seks to potrzeba naturalna. Ale onanizm jest tylko elementem seksu,
      spełniającym określone funkcje w życiu seksualnym człowieka. Nie mniej jeśli
      dochodzi do momentu w którym zamiast partnera/ki wybieramy własną rękę bo tak
      cholernie nas do tego ciągnie, to już jest nałóg.

      Zatem nadmierne onanizowanie się w przypadku dostępnego partnera seksualnego jak
      najbardziej jest nałogiem.
      Co rozumiem poprzez słowo "nadmierne". Każdorazowe wybieranie własnej ręki
      zamiast chętnej, gotowej partnerki.
      Wg mnie w ZDROWYM związku kolejność jest taka. Najpierw zaspokajanie siebie
      wzajemnie, a dopiero potem jak jedno ma już dość a drugie jeszcze nie, to to
      drugie dokańcza się samo tak by rozładować napięcie seksualne.

      Jeżeli kolejność jest odwrotna możemy mówić zaburzeniach, których przyczyną może
      być np. nadmierny pociąg do masturbacji czyli potocznie "nałóg". No bo z jakiejś
      przyczyny wybiera się siebie a nie partnera seksualnego.

      W wymienionej przeze mnie "zdrowej" sytuacji tez w zasadzie można mówić o
      nałogowym onanizowaniu się ale powiedzmy, że ta forma nałogu jako nieszkodliwa
      społecznie można uznać za pomijalną. Dlaczego ? dlatego że mimo faktycznego
      istnienia nałogu dany osobnik potrafi normalnie funkcjonować na zasadach jakich
      stworzyła nas natura.

      Co innego gdy nie mamy partnera seksualnego. Wtedy jest to sposób rozładowania
      napięcia.
      Zatem ta sama ilośc onanizacji raz nałogiem jest innym razem nie.
      Choć... byłbym skłonny podważyć sam to co napisałem. Bo w sumie onanizowanie się
      "dla sportu" nawet w przypadku nieposiadania partnera seksualnego nazwałbym
      nałogiem.

      Dlatego właśnie piszę o teorii względności.

      A nałóg jak każdy nałóg ma swoje wady.
      W przypadku onanizmu może to być uzależnienie od takiej a nie innej konkretnej
      stymulacji powodującej tak naprawdę upośledzenie życia seksualnego. Po prostu
      (zwłaszcza w przypadku mężczyzn), uzależnienie od autostymulacji może
      spowodować, że w łóżku z kobietą mogą wystąpić problemy z erekcją, utrzymaniem
      erekcji, czy wreszcie z osiągnięciem orgazmu (ejakulacją). To trzy najbardziej
      znane przypadki.

      Nie mniej, wracając na moment do forum a odbiegając od tematu.
      Wyrażę swoje spostrzeżenie.
      Ciekawe dlaczego temat masturbacji mężczyzn wywołuje zwykle takie poruszenie,
      zaś masturbacja kobiet jakoś nie jest "tępiona" przez mężczyzn z taką
      zaciekłością. ??? ;-))

      Wystarczy spojrzeć na wątki o onanizacji męskiej. Wątki po
      kilkadziesiąt-kilkaset postów, zawzięte dyskusje, wymiany zdań, polemiki. Nie
      powiem często ciekawe, nie mniej ... jakoś nie przypominam sobie wątku w którym
      facet skarży się na onanizm żony/dziewczyny.
      Kwestia płciowego podejścia do tematu ?????

      Pozdrawiam
      Avide.
      • aandzia43 Re: Oanaistyczna teoria względności ;-))) 14.07.08, 11:08
        Avide, lepiej bym nie napisała:-)

        Też sie zastanawiałam, dlaczego panowie na tym forum nie skarżą się
        na nadmierny (według nich) onanizm żon. Czy kobiety onanizują się
        rzadziej, rzadziej robią to nałogowo, czy panowie nie zauważają
        takich praktyk u swoich żon, czy może nie kojarzą ich z brakiem
        pożycia? Ja nie wiem, ale może ktoś ma jakiś pomysł?
        • zyg_zyg_zyg Re: Oanaistyczna teoria względności ;-))) 14.07.08, 11:41
          Na onanizm kobiet skarżyły się tutaj czasem kobiety - ostatnio np. tu
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=81438604&a=81657714
          Różnica jest mniej więcej taka, że facet, który za bardzo
          przyzwyczaił się do własnej ręki albo nie jest zdolny do odbycia
          stosunku z kobietą, albo nie odbywa go tak często, jak by ona tego
          sobie życzyła (jeśli onanizm jest "zamiast" a nie "obok") - wiadomo,
          mężczyźni się eksploatują znacznie szybciej niż kobiety... :-)
          Mówiąc krótko jemu może zwyczajnie nie stawać. A kobiecie zdolności
          pozostają, ma "najwyżej" problem z osiągnięciem orgazmu czy pełnym
          zadowoleniem ze współżycia.

          Poza tym męski onanizm jest chyba łatwiejszy do przyuważenia.
          Zostawia więcej śladów... ;-)
        • gomory Re: Oanaistyczna teoria względności ;-))) 14.07.08, 12:05
          Mysle, ze na to naklada sie kilka przyczyn.
          Mimo raportu Kinseya i tak nadal pokutuja spoleczne oczekiwania: to
          mezczyzna ma byc ekspansywny seksualnie, kobiecie nie wypada.
          Mezczyzni wiec raczej nie beda eksponowac tego, ze moga nie wyrabiac
          normy - wiec sa mniej czepliwi. Zabawy kobiet postrzegaja tez jako
          podszyte wyuzdaniem (bo przeciez paniom nie wypada) - z tego powodu
          nawet podniecajace.
          Rytualizacja masturbacji u plci pieknej nie jest az tak meczaca dla
          partnera. Czesto wiaze sie to co najwyzej z siegnieciem po wibrator,
          wlaczeniem muzyki, kapiela, zapalonymi kadzidelkami, swiecami,
          fantazjami. Mezowi dosc latwo nie dostrzec, ze to nie on odgrywa
          glowne role kochankow pod zmruzonymi oczami maloznki ;).
          Dostepnosc pornografii internetowej umozliwia mezczyznom ogladanie
          obrazow gdzie jawna podnieta nie jest zona. No a jest ona bardziej
          wyczulona na swoja atrakcyjnosc i ocenia sie czestokroc gorzej niz
          erotyczne modelki. Zwlaszcza w czasie ciazy, pologu, dostrzegania
          oznak utraty mlodosci.
          W tym miejscu moge odpowiedziec na pytanie Yorica. Wieloletnia
          masturbacja uprawiana wciaz w okreslony sposob powoduje
          przyzwyczajenie ktore moze byc trudno wyeliminowac w stosunkach z
          kobieta. Ona po prostu nie da rady scisnac z taka moca i pod takim
          katem jak prawica, jednoczesnie wyswietlajac przed oczami sceny
          pornograficznych orgii ;).
      • eeela Re: Oanaistyczna teoria względności ;-))) 14.07.08, 15:05
        > Jak poprzez nałóg rozumiem potrzebę czegoś (cokolwiek) co sprawia, że nie możem
        > y
        > się bez tego obejść. Ciągle o tym myślimy i zaczynamy tego potrzebować w
        > ilościach nienaturalnych.
        >
        > Picie wina, kieliszek do obiadu, nałogiem nie jest i nawet podobno działa
        > zdrowotnie. Upijanie się codzienne winem to alkoholizm. Nałóg.


        To nie jest do końca precyzyjne. Picie wina do obiadu też może być nałogem,
        czyli czymś, bez czego nie możemy się obejść. Tak samo jak filiżanka czarnej
        kawy do śniadania, i tak samo jak zabawienie się siurkiem przynajmniej cztery
        razy w tygodniu, najlepiej przed zaśnięciem, ewentualnie przed śniadaniem. A
        mycie rąk? Kiedy jest dbaniem o higienę, zdrowym przyzwyczajeniem, a kiedy staje
        się nałogiem, obsesją, objawem choroby?

        To są nasze drobne życiowe rytuały i równie trudno je nam wykorzenić jak
        prawdziwy nałóg, który zawiera w sobie poważne przedawkowanie danej używki czy
        zachowania. Trudno jest wrzucać wszystko do jednego worka: rytuały, do których
        jesteśmy przywiązani, i nałogi. Trzeba zachować jakąś wyrozumiałość w stosunku
        do rytuałów, dopóki nie zaczynają POWAŻNIE utrudniać nam czy naszym partnerom życia.
    • yoric Re: Onanizm 14.07.08, 14:14
      W pierwszym wpisie świadomie starałem się ująć onanizm obu płci, chociaż
      faktycznie baty na Forum zbiera ten męski.

      Wszyscy zgadzamy się, że nadmierny onanizm jest niedobry. Tylko co to znaczy
      "nadmierny"? Pada porównanie z kieliszkiem wina po obiedzie a upijaniem się. Z
      tym, że już w pierwszym wpisie zaznaczałem, że taka analogia jest niespecjalnie
      trafna, ponieważ znamy konkretne i bardzo poważne efekty nadużywania alkoholu,
      natomiast nie bardzo wiadomo, jakie są negatywne efekty nadużywania masturbacji.

      Dotychczas udało nam się ustalić jeden taki efekt - uzależnienie się od tej
      formy pobudzenia. Dobrze byłoby jeszcze mieć konkretne dane na ten temat, ale
      rozumiem, że to raczej nierealne oczekiwanie.

      Poza tym jest jeszcze druga propozycja - robienie "tego" zamiast seksu z
      chętną/ym partnerem/ką. O tym, że "zamiast" jest tu przemycone pisałem w
      pierwszym wpisie i pisał o tym Drugi.

      Pozdrawiam
      • zyg_zyg_zyg Re: Onanizm 14.07.08, 16:14
        Rozmawiamy chyba o dwóch różnych sprawach. Ty, Yoric, domagasz się
        wskazania negatywnych fizjologicznych skutków nadmiernej
        masturbacji, które dla Ciebie są wyznacznikiem "zgubności"
        uzależnienia.

        Ale uzależnienie wcale nie musi siać spustoszenia w ciele, żeby było
        szkodliwe czy nawet śmiertelne. Uzależnić sie można zarówno od
        substancji (alkohol, narkotyki, nikotyna), jak i od czynności
        (hazard, praca, net). W tym pierwszym przypadku łatwo wskazać
        negatywne skutki fizjologiczne (i być może łatwiej znaleźć wymierne
        granice między normalnością a nienormalnością - choć wcale o tym nie
        jestem przekonana), w tym drugim trudniej, o ile jest to w ogóle
        możliwe. Co wcale nie świadczy o tym, że uzależnienie niechemiczne
        jest mniej straszliwe od chemicznego. Jedno i drugie ma wspólny
        mianownik - m.in.
        wewnętrzny przymus, utratę kontroli - jedno i drugie może równo
        człowieka zeszmacić.

        Ja bym raczej szukała negatywnych skutków onanizmu pośród
        negatywnych skutków uzależnienia w ogóle.
        • zyg_zyg_zyg errata 14.07.08, 16:16
          Oczywiście "negatywnych skutków nałogowego onanizmu", a nie po
          prostu "onanizmu" :-)
        • yoric Re: Onanizm 14.07.08, 17:27
          Konkret, konkret. Jak "zeszmaca", jak "powoduje utratę kontroli" i czym różni
          się od np. "nadmiernego" mycia rąk (przykład Eeeli wyżej), czy zbieraniem wafli
          z piwem, poza tym, że tamte rzeczy są społecznie akceptowane?
          • avide Jajko czy kura Yoric ????? 14.07.08, 17:57
            Yoric ... co było pierwsze jajko czy kura ??
            Może pogadamy sobie o tym bo to temat bez końca, podobnie jak rozmowa na temat czy masturbacja męska może być uzależnieniem czy nie z człowiekiem, który chce sobie pogadać, ale tak naprawdę i tak już dawno ma własną, jedyną właściwą opinię na ten temat wyrobioną.

            Bodajże Gomory kiedyś na tym forum napisał, że przekonanie kogoś o słuszności swoich racji w dyskusji jest bezcelowe. Pogadać możemy ale i tak nikt nikogo nie przekona bo każdy ma swoją racje. Każdy musi dojść do niej sam. Jeśli to co napisali Ci do tej pory forumowicze to mało... cóż... pozostaje przekonać się o tym na własnej skórze ;-))))))))).

            Yoric, choćbyś dostał i 50 przykładów i tak zapytasz na końcu "konkret". A widzisz Yoic, konkret jest tylko jeden. Zacznij walić gruchę tak często jak tylko możesz i po 2 latach powiedz czy jesteś uzależniony czy nie ;-))))). Bo inaczej i tak nikt cię nie przekona bo zawsze słowo będzie słowem. Pozostaje zatem jedyna właściwa droga .... empiryka ;-)).

            Jak dla mnie dotychczasowe posty jasno i dobitnie wyjaśniają zagadnienie. Ale to dla mnie... może jestem mało wymagający, nie wiem, wiem jedno nie dziele włosa na czworo.

            O trym, że onanizacja bywa uzależnieniem mówią największe tuzy z dziedziny seksuologi.
            Sam na własne uszy słyszałem bo dwóch takich odwiedziłem i rozmawiałem z nimi w 4 oczy. Stało się to przy okazji jak żona się dowiedziała że "to" robię a była wtedy jeszcze na etapie, że myślała że jak człowiek kocha to takich rzeczy nie robi ;-)))) bo to jakby zdradzał ;-))). Na szczęście całkowicie się z tego wyleczyła i już ma zdrowe podejście.

            Niestety stenogramu z rozmowy nie posiadam. Zapisu na taśmie również wiec wiesz ... "konkretu" ode mnie nie dostaniesz. Możesz to przyjąć jako prawdę objawioną lub nie. Twoja sprawa ;-))).

            Pozdrawiam
            Avide
          • zyg_zyg_zyg Re: Onanizm 14.07.08, 18:02
            Jakiego konkretu ode mnie oczekujesz? Odpowiedzi na pytanie czym się
            różni uzależnienie od nieuzależnienia? Nie wiem, czy najlepsze, ale
            pierwsze z brzegu z googli:
            pl.wikipedia.org/wiki/Uzale%C5%BCnienie
            albo bliżej omawianego tematu (drugie z brzegu):
            pl.wikipedia.org/wiki/Uzale%C5%BCnienie_seksualne

            Cytując bywającą tu ongiś Trzydziestoletnią: "Uzaleznienie to
            robienie rzeczy, po ktorych placzesz i obiecujesz sobie, ze to
            ostatni raz, a potem znow tylko o tym myslisz i robisz to, by po
            wszystkim nie moc popatrzec na siebie w lustrze." Zbierając wafle od
            piwa raczej nie tracisz szacunku do siebie.

            Obawiam się, że to, co dla Ciebie jest konkretem, dla mnie jest
            suchą i nic nie mówiącą statystyką. Nie mam dostępu do statystyk,
            nie interesują mnie zresztą - cenniejsze jest dla mnie osobiste
            doświadczenie drugiego człowieka. Możemy się więc nie dogadać... :-)
          • aandzia43 Re: Onanizm 14.07.08, 18:19
            Tak zeszmaca i tak powoduje utratę kontroli, jak każda nałogowo
            powtarzana czynność. Czy to takie trudne do wyobrażenia sobie?
            Wyobrażenia sobie na bazie tego nałogu, z którym każdy z nas się
            zetknął w swoim życiu. Paliłam kiedyś papierosy i chociaż bardzo to
            lubiłam z wielu (oczywistych) względów chciałam zaprzestać tej
            działalności. No i jakoś nie mogłam się zebrać. Czułam się podle.
            Cienias, cienias, myślałam sobie. (Ale jak się wku..am, to rzuciłam
            za pierwszym podejściem) Patrzyłam na ludzi borykających się z
            alkoholizmem - nie wyglądali na szczęśliwych. Nieustająco zawodzili
            rodzinę i samych sibie. Palenie i picie sa w pewnym zakresie
            akceptowane społecznie i co z tego? Ludziom uzależnionym od tych
            substacji i posiadających swiadmomość uzależnienia jakoś nie do
            śmiechu.
            Nawet jak jeszcze działa system racjonalizacji, to też radość życia
            z nich nie bije. No, papierosy to lajtowy przykład, bez takich
            dramatów.

            Nałóg to niewolnictwo, a co może dać bliskiej osobie niewolnik?
            Czasem coś jeszcze może, ale i tak bez porówniania mniej, niż gdyby
            był człowiekiem wolnym. W tym sensie też zeszmaca - bo nie pozwala
            połączyć się z bliską osobą w wymiarze takim, jaki byłby możliwy bez
            tego szamotania się w zaklętym i zamkniętym kręgu przymusów.

            Bardzo to niekonkretne. I kompletnie niesatysfakcjonujące, zapewne.
            • yoric Re: Onanizm 14.07.08, 21:45
              Niesatysfakcjonujące, bo pewnie zapomniałem o tym wspomnieć, ale papierosy i
              (nadużywany) alkohol bardzo negatywnie odbijają się na stanie zdrowia i są
              ogólnie niefajne (kosztują, papierosy trują innych, alkohol sprzyja wypadkom
              itd.). A onanizm nie. Nie pisałem tego? Moja wina.
              • aandzia43 Re: Onanizm 14.07.08, 22:17
                A jedzenie, mycie rąk i robienie zakupów? Zacne czynności, które
                wykonujemy codziennie, i których niewykonywanie trudno sobie
                wyobarzić. Też się można uzależnić i tak samo można czuć rozpacz z
                powodu rujnowania sobie zdrowia i życia przy pomocy np. obżerania
                się, jak z powodu zapijania się. Naprawdę, substancja czy czynność,
                uzależnienie jest rujnujące i wyjaławiające. Mechanizm pozostaje ten
                sam. Heroinista oczywiście nie pożyje tak długo jak obżartuch, a
                nałogowy onanista raczej nie straci tak szybko żony/męża, jak
                alkoholik, ale każdy z nich żyje trochę na pół gwizdka. Albo i na
                mniej niż pół. Marnuje siebie, swoje zasoby, a bliskim każe się
                zadowalać resztkami.
                • glamourous Re: Onanizm 14.07.08, 23:07
                  aandzia43 napisała:

                  > Mechanizm pozostaje ten sam.


                  Bo tez wszystko rozbija się o tzw. społeczną szkodliwość ;-) Oczywista, ze
                  istnieją nałogi o wysokiej s.sz (np. alkoholizm), oraz o niskiej (mycie rak).
                  Kwestia klasyfikacji. To tak jak z przestępstwami - gwałt to przestępstwo, ale
                  jest nim tez kradzież samochodowego lusterka - w kryminologii rożni je tylko
                  stopień społecznej szkodliwości. Nałogowe mycie rak nie szkodzi - może być
                  jedynie wkurzające dla samego zainteresowanego. Zbieranie wafli od piwa od biedy
                  tez - jeżeli przeradza się w upokarzającą obsesje, bo delikwent jest przeganiany
                  miotłą z każdej knajpy pod którą koczuje w poszukiwaniu zdobyczy. Moze to w
                  jakiś sposób wpłynąć negatywnie na jego życie (czy samotne, czy w związku
                  partnerskim), lecz ogólna szkodliwość wyżej wymienionych nałogów jest niska.
                  Gorzej z onanizmem. Ten jest mało społecznie szkodliwy, jeżeli uzależniony żyje
                  sobie w pojedynke, samotnie wali gruchę i nikomu nie wadzi. Jeżeli jednak ktoś
                  taki decyduje się na poważny związek z kobieta, wtedy ta szkodliwość
                  automatycznie się zwiększa - ponieważ cierpi drugi człowiek. W tym wypadku zona,
                  systematycznie okradana z cennego dla niej seksualnego potencjału męża. I tak
                  jak to napisała Aandzia : z onanista da się łatwiej żyć niż z alkoholikiem (ale
                  zdecydowanie trudniej niż z facetem kompulsywnie myjącym ręce :-) niemniej z
                  powodu kulejącego i konfliktogennego pożycia seksualnego trudno jest parze
                  osiągnąć szczęście i harmonie. Ciężko jest zbudować coś trwałego kiedy jedna
                  strona systematycznie folguje nałogowi, rzucając drugiej jedynie okazjonalne,
                  marne ochłapy. W takim układzie brak jest symetrii, są za to konflikty,
                  nieporozumienia i jest cierpienie - najczęściej obu stron. I to jest właśnie owa
                  konkretna szkodliwość, o którą tak bardzo chodzi Yoricowi.
                  • avide Re: Onanizm 14.07.08, 23:38
                    Glam no dobra napisałaś się ale "konkrety" podaj jakieś konkrety
                    ;-)))))))))))))))))))))))).
                    Pozdrawiam
                    Avide
                    • yoric Re: Onanizm 15.07.08, 01:09
                      Spokojnie :).

                      Chyba nie ma co się obrażać za prośbę o przeniesienie rozmowy na poziom
                      konkretnych argumentów z poziomu indywidualnych odczuć. Rozumiem, że może trochę
                      drażnić, że z alkoholem czy papierosami od razu przychodzi na myśl 10 nazw
                      chorób, wygrane procesy przeciw koncernom tytoniowym, obniżona średnia wieku,
                      itd. itp. - a z onanizmem nic takiego nie mamy i trzeba kombinować. No i że
                      najbardziej konkretny wpis paradoksalnie pochodził od trolla (niestety dane były
                      o małej wiarygodności). Może to drażni, ale po co zaraz się złościć.

                      IMO na razie niekontrowersyjnie ustaliliśmy, że zagrożenie może płynąć z
                      uzależnienia się od konkretnego rodzaju bodźców itd... (jak wyżej).

                      Natomiast nie zgadzam się z drugim podawanym przykładem, tj. że będąc w związku
                      robi się to kosztem seksu z partnerem/ką. Po prostu nie wiadomo, czy tak jest.
                      Nie ma żadnych powodów by sądzić, że np. pan, który rzadko robi to z żoną, a
                      częściej sam, robiłby to częściej z żoną, gdyby nie robił sam. A po lekturze
                      Forum są wręcz powody by sądzić, że tak nie jest. To znaczy: powody rzadszego
                      seksu z żoną są zwykle inne i głębsze, i onanizm nie jest tu żadnym zamiennikiem.

                      Pozdrawiam
                      • audwork Re: Onanizm 15.07.08, 02:39
                        yoric napisał:

                        > No i że najbardziej konkretny wpis paradoksalnie pochodził od trolla (niestety
                        dane były o małej wiarygodności).

                        ..o matko, ale awansowalam :)))...a ja uwazalam do tej pory, ze jestes jedna z
                        sensowniej piszacych tutaj osob:)

                        ...ale OK, mysle, ze ulegles tylko sugestii pewnej grupy osob, wiec
                        zrobie jeszcze jeden wpis w tym watku, zwlaszcza, ze w pierwszym poscie ktory
                        zamiescilam, rzeczywiscie strzelilam *byka*,co zreszta sam wylapales.
                        Chodzi mi konkretnie o ta czesc tekstu:

                        *No doubt, over-masturbation is the most effective way to burn out testosterone
                        into DHT and to melt down the brain's acetylcholine, dopamine and serotonin
                        nervous systems.
                        Binding of DHT into the hair rooting cells results in premature hair loss.
                        Disbanding DHT from the hair rooting cells will regrow hair.*

                        Nie bede juz tego wyjasniala, bo sam lepiej to juz zdazyles zrobic.

                        Napisze moze tylko tyle, ze byc moze iz informacje ktore sa podane na stronie
                        ktora zamiescilam, wydaja sie malo miarodajne, bowiem nie podano tam odnosnikow
                        literaturowych.
                        Chce jednak zwrocic Twoja uwage na to, ze moga one jednak sluzyc jako
                        przyczynek do dalszych rozwazan w temacie, ktory jak widze chyba Cie interesuje.

                        Ja znalazlam tam taka podstrone:

                        www.herballove.com/solution/over_masturbation.asp
                        Korzystajac z zamieszczonych tam krytycznych informacj, mozna zaczac sie bawic w
                        poszukiwanie w sieci informacji uzupelniajacych
                        i ukladac puzzle.

                        Moim zdaniem warto np. zwrocic uwage na haslo *testosteron* i jego
                        wplyw na rownowage nie tylko hormonalna calego organizmu oraz jak wpywa czesta
                        masturbacja lub zbyt czeste wspolzycie seksualne na jego poziom w organizmie. U
                        kobiet rowniez ten hormon przeciez wystepuje.

                        Proponuje Ci rowniez przejrzec nieco kontrowersyjna publikacje zatytulowana
                        *Intercourse and Intelligence*.
                        Nie bede jej juz komentowala, bo moga na moja glowe spasc gromy:))

                        www.gnxp.com/blog/2007/04/intercourse-and-intelligence.php


                        www.gnxp.com/blog/2007/04/intercourse-and-intelligence.php






                        Wprawdzie
                        • druginudziarz Re: Onanizm 15.07.08, 10:06
                          audwork napisał:

                          > yoric napisał:
                          >
                          > > No i że najbardziej konkretny wpis paradoksalnie pochodził od trolla (nie
                          > stety
                          > dane były o małej wiarygodności).
                          >
                          > ..o matko, ale awansowalam :)))...a ja uwazalam do tej pory, ze jestes jedna z
                          > sensowniej piszacych tutaj osob:)
                          >
                          > ...ale OK, mysle, ze ulegles tylko sugestii pewnej grupy osob, wiec
                          > zrobie jeszcze jeden wpis w tym watku, zwlaszcza, ze w pierwszym poscie ktory
                          > zamiescilam, rzeczywiscie strzelilam *byka*,co zreszta sam wylapales.

                          W Hiszpanii mówią: Jeśli ktoś Cię nazwał osłem - nie przejmuj się, jeśli znów
                          Cię ktoś nazwał osłem - nie przejmuj się, jeśli znów Cię ktoś nazwał osłem -
                          kup sobie siodło.


                          > Proponuje Ci rowniez przejrzec nieco kontrowersyjna publikacje zatytulowana
                          > *Intercourse and Intelligence*.
                          > Nie bede jej juz komentowala, bo moga na moja glowe spasc gromy:))
                          >
                          > www.gnxp.com/blog/2007/04/intercourse-and-intelligence.php

                          Przeczytałem, z bólem, więc zapewne niedokładnie. Ale już z wierzchu widać, że
                          publikacja ta jest w typie publikacji wykazujących korelację pomiędzy liczbą
                          kupowanych zapalniczek a prawdopodobieństwem zapadnięcia na raka płuc.

                          pzdr.
                          • audwork Re: Onanizm 15.07.08, 14:46
                            ...taaaak...a Polsce, mowi sie: jak sie wejdzie miedzy wrony trzeba krakac jak i
                            łone....

                            Przeczytałem, z bólem, więc zapewne niedokładnie.

                            ...przeczytaj rowniez dyskusje i przejrzyj link o wplywie nadmiernej ilosci
                            testosteronu na mozg...
                            • druginudziarz Re: Onanizm 15.07.08, 17:57
                              audwork napisał:

                              > ...taaaak...a Polsce, mowi sie: jak sie wejdzie miedzy wrony trzeba krakac jak
                              > i
                              > łone....
                              >
                              > Przeczytałem, z bólem, więc zapewne niedokładnie.
                              >
                              > ...przeczytaj rowniez dyskusje i przejrzyj link o wplywie nadmiernej ilosci
                              > testosteronu na mozg...

                              Wszystko wpływ ana mózg, tlen też, chcesz na to jakiś link? I co z tego wynika?
                              Czytałem i nic, już pisałem dlaczego, cóż z tego że jest jakaś korelacja
                              pomiędzy IQ a ilością stosunków? Cóż z tego że spada IQ od czegoś tam? (nota
                              bene anegdotyczna jest już od dawna fakt, że studentom medycyny w trakcie
                              studiów spada IQ coś o 10 punków).
                              Próbuję zrozumieć o co Ci tak naprawdę chodzi i niestety nie jestem w stanie,
                              chyba za dużo w młodości się onanizowałem.
                              pzdr.
                              • audwork Re: Onanizm 15.07.08, 18:15
                                druginudziarz napisał:

                                > Próbuję zrozumieć o co Ci tak naprawdę chodzi i niestety nie jestem w stanie,

                                ...mnie osobiscie o nic, ale to chyba yorkowi i cos chodzilo:))
    • krissdevalnor100 Re: Onanizm 14.07.08, 16:03
      Pomijać IMO nie mozna, bo to chyba o to właśnie chodzi osobom
      piszącycm o "nałogu". W moim prywatnym odczuciu jest to właśnie ten
      jedyny minus/zagrożenie(?), które można wymienić. Plusów widzę
      więcej, bo faktycznie, tendencja do onanizowania sie "w granicach
      rozsądku" czyli NIE ZAMIAST seksu koreluje pozytywnie z ogólnym
      rozbudzeniem i fantazja seksualną, zwłaszcza u kobiet.
      Jestem sobie jednak w stanie wyobrazić taki rodzaj nałogu ze szkodą
      dla "normalnego" pozycia. Uważam też, że nader często jest to sposób
      na rozładowanie fantazji o innym partnerze niż ten posiadany, ale to
      juz inna para kaloszy:). Wściekłośc partnerów porzucanych na rzecz
      onanizmu stąd też chyba wynika, że takie właśnie podłoze przeczuwają.
      • songo3000 Re: Onanizm 14.07.08, 22:30
        Właśnie komponuję szkolenie z zarządzania jakością :) i takie mnie refleksje o jakości pożycia naszły:
        Ja to widzę tak. W seksie generalnie dążymy do robienia tego co nam sprawia największą przyjemność. Jeżeli lubimy różnorodność to onanizm jest dodatkową formą dla naszej seksualności. Jeśli seks z partnerem (jakościowo) znacznie odbiega od zabaw solo to chętniej wybieramy taką a nie inną formę zaspokojenia.
        Należy na to nałożyć jeszcze sprawę fantazji. Podczas masturbacji fantazjujemy i to IMHO przeważnie NIE o osobie partnera (co jest kolejnym gwoździkiem do trumny z napisem monogamia ;) Zwiększa atrakcyjność tej formy i jest niejako wyrazem niezależności seksualnej w związku.

        Kiedy robi się niemiło? Ano wtedy, gdy jednemu z partnerów masturbacja drugiego zaczyna przeszkadzać.
        Co można wtedy zrobić? Ano maksymalizować jakość pożycia wprowadzając pozycje, techniki, sytuacje, itp., które pojawiają się w fantazjach partnera. Pytanie tylko, gdzie zaczyna się 'poświęcalstwo'.
        Na co nie mamy wpływu? Na sytuację, w której fantazje silnie oscylują wokół INNOŚCI, inne osoby, inne typy urody lub po prostu - inny tyłek :) Wtedy (znów IMHO) albo pogodzimy się z sytuacją albo pakujemy walizy. 'Przetłumaczenie' partnerowi aby przystopował nie zmniejszy jego >pragnień<. A niespełnianie pragnień dla >kogoś< rodzi 'poświęcalstwo' i frustrację.

        W tym kontekście w ogóle nie widzę miejsca dla czegoś takiego jak 'nałogowy onanizm'. Jest za to duża grupa potrzeb jednego partnera, która nijak nie może być spełniona z tą druga połówką. Połówka widzi/wyczuwa sytuacje a to rodzi frustrację.

        Do omówionego kontekstu nie wliczam masturbacji z przyczyn POZASEKSULANYCH (czym BTW pachnie mi w wątku Sisi).
    • prosty_facet Tylko woda i onanizm 15.07.08, 08:17
      uratuje Twój organizm ;-)

      Jak nie ma z kim, to ze sobą też jest fajnie - ale oczywiście ... każda przesada
      jest niewskazana :-)
      • sibeliuss Re: Tylko woda i onanizm 15.07.08, 09:28
        I to jest chyba zdrowe podejscie do tematu.
      • glamourous Re: Tylko woda i onanizm 15.07.08, 09:34

        prosty_facet napisał:

        > Jak nie ma z kim, to ze sobą też jest fajnie


        JAK NIE MA Z KIM - no i właśnie o to się wszystko rozbija...

        Dla mnie (nie wdając się w szczegóły) sprawa jest prosta :

        onanizm "z braku laku" = OK
        onanizm okazjonalny w związku (z dyspozycyjnym partnerem) = OK
        onanizm NAGMINNY w związku (jak wyżej) = PROBLEM
        • cityangel do masturboentuzjastów jaki i masturbosceptyków 15.07.08, 16:06
          Jestem kobietą i jestem uzależniona od masturbacji.(brzmi śmiesznie,
          już widzę te komentarze). Odkryłam ,że można samemu sobie zrobić
          dobrze w wieku bardzo wszesnym, tak że nawet nie jestem w stanie
          stwierdzić kiedy.Może miałam lat siedem , może osiem. Teraz mam lat
          31,mam partnera, jestem zakochana, za soba mam 2 poważne związki. I
          przez te wszystkie lata to robiłam i robię to nadal.
          Chcę przestać, nie mogę. Znów ''to'' robię, 2 minuty, szybki orgazm,
          lekka przyjemność,po wszystkim. Czuję sie podle. Ostatni raz to był-
          myślę, przecież już mogę ''tego'' nie robić, przecież mam faceta,
          przecież to proste.
          Ale już następnego dnia robię to w biurowej toalecie, potem jeszcze
          w samym biurze(siedząc sama w pokoju, drzwi nie zamknięte na klucz),
          licząc ,ze nikt akurat nie przejdzie (masturbuję się przez ubranie,
          nie jest mi potrzebny dotyk bezpośredni).Cierpię. Czuję się podle.
          Nie panuję nad tym.
          A jakie są ''konkrety"?
          1.tak przyzwyczaiłam sie do określonej stymulacji, że nie potrafię
          dojść do orgazmu w czasie stosunku, nawet łechtaczkowego, pomimo
          stymulacji łachtaczki, bo to musi być ten ''konkretny'' sposób
          nacisku (czasem udaje się w pozycji klasycznej uzyskać ''ten''
          efekt). Penetracja nie sprawia mi przyjemnosci, członek w pochwie
          zakłóca drogę do orgazmu, rozprasza,
          2. Zeby dojśc w czasie stosunku z partnerem MUSZĘ fantazjować.Nie
          chodzi o jakość fantazji, ale fakt,że fantazjuję.
          3. kiedy nachodzi mnie ochota, to jestem w stanie zrobić ''to''
          gdziekolwiek.Czasem boję się,że się zapomnę i zacznę się masturbować
          w dużym pokoju ogladając telewizję z rodziną. Czasem mam ''ciągi'' i
          robie ''to'' po parę razy z rzędu, bez żadnego podniecenia.
          4. Poczucie obrzydzenia do siebie , podejrzewam ,ze tak jak w każdym
          nałogu. Straszny przymus, któremu ulegam sprawia,że poczucie mojej
          wartości spada na łeb, na szyję. Np. ostatnio wracałam z ukochanym
          samochodem z długiej podróży i nagle dopadła mnie przemożna chęć i
          dokonałam aktu masturbacjiw obskurnej toalecie, na stacji
          benzynowej, gdzie była mała kolejka i zaraz przy kabinie pan z
          zbierający opłaty, a mój facet stał na zewnątrz i czekał.
          5. Orgazmy z masturbacji są coraz słabsze, własciwie to już nie jest
          doznanie rozkoszy, tylko chwilowa, bardzo płytka przyjemność.
          6.Partnera traktuję przedmiotowo w seksie tzn. gra wstępna ok, on
          mnie pociaga itd. ale żeby mieć orgazm muszę się nim masturbować i
          fantazjować czyli nie jestem obecna duchem, a wręcz partner mnie
          czsem rozprasza mówiac do mnie lub wykonując ''zbędne ruchy''. Przez
          to czuję się podle.
          7. Mam wrazenie,że masturbacja zmniejsza moją wrażliwośc erotyczną-
          liczy sie tylko szybki orgazm.

          Czy za mało komuś ''konkretów''?

          Pomimo tego otoczenie uważa mnie za w miarę ''normalną'' osobę. Więc
          jest to nałóg o małej szkodliwosci społecznej, ale z pewnością
          wpływajacy na jakość życia osoby dotkniętej nim jak i partnera.



          • glamourous Cityangel, pytanie... 15.07.08, 16:14
            Jak jest u Ciebie z seksem oralnym? Czy fakt czestej masturbacji i
            uwarunkowania na okreslony rodzaj bodzcow sprawia ze masz rowniez
            klopoty z "dojsciem" kiedy Twoj facet piesci Cie oralnie?

            No i czy ta masturbacja odbiera Ci ochote na normalny seks na
            zasadzie "juz mi sie nie chce bo juz to zrobilam"?
            • cityangel Re: Cityangel, pytanie... 15.07.08, 16:48
              Glam,
              Generalnie mam problemy z ''dojściem'' wobec braku okreslonych
              bodżców do ktorych jestem przyzwyczajona, a własciwie to jest
              niemożliwe.Sądzę,że to przez mój wczesny wiek inicjacji w tej
              materii. Gdy jestem pieszczona oralnie to czasem mam orgazm, a
              własciwie mogę mieć go zawsze, pod warunkiem fantazji... I to jest
              zamknięte koło, gdyż ja już nie chcę tych fantazji gdy jestem z moim
              facetem, czuję,ze coś mi ucieka,że tak naprawdę nie jestem w stanie
              przeżyć wielkiego uniesienia.
              W moim przypadku masturbacja nie odbiera mi ochoty na seks, ale
              zdarza się,że nie chcę seksu bo wiem,że to oznacza kolejne gierki
              myślowe i skupienie by ''dojść'' czyli udawanie przed moim facetem,
              męczące to trochę.
              Natomiast zaobserwowałam taką sytuację,ze seks wzmaga u mnie chęć na
              onanizm. Tzn, po stosunku, jestem tak rozbudzona,że mam ochotę sama
              sobie to zrobić.
              • glamourous Re: Cityangel, pytanie... 15.07.08, 17:06
                Dzieki za odpowiedz, a spytalam dlatego, ze sama mialam troche
                problem z onanizmem jako nastolatka. Zapowiadalam sie na niezlego
                nalogowca - a tez zaczelam baardzo wczesnie ;-) Tyle ze ja nigdy nie
                uzywalam w tym celu fantazji, to bylo czysto mechaniczne. Problem
                jednak naturalnie zniknal wraz z pierwszym partnerem i odkryciem ze
                prawdziwy seks jest o niebo atrakcyjniejszy - chocby emocjonalnie, o
                reszcie nie wspomiawszy.

                Coz, wyglada na to ze moje aktualne problemy z partnerami-onanistami
                to KARMA ktora mnie dopadla za onanistyczne grzechy mlodosci ;-))))
              • eeela Re: Cityangel, pytanie... 15.07.08, 17:14
                > Generalnie mam problemy z ''dojściem'' wobec braku okreslonych
                > bodżców do ktorych jestem przyzwyczajona, a własciwie to jest
                > niemożliwe.Sądzę,że to przez mój wczesny wiek inicjacji w tej
                > materii.


                Nie sądzę, żeby wiek inicjacji miał tu jakieś pierwszorzędne znaczenie.
                Mechanizm uzależnienia jest o wiele bardziej skomplikowany. Ja zaczęłam bawić
                się ze sobą w wieku lat dziesięciu, robiłam to często i regularnie, a mimo to
                nie miałam problemów z płynnym przejściem do partnerskiego życia seksualnego.

                Nie mam zamiaru twierdzić, że posiadam wiedzę na temat powstawania uzależnień,
                broń Boże. Mówię tylko, że sam wiek inicjacji nie jest żadnym szczególnym
                uwarunkowaniem prowadzącycm do powstawania nałogu.
                • cityangel Re: Cityangel, pytanie... 15.07.08, 17:30
                  Próbuję sobie to moje uzależnienie jakoś wytłumaczyć. Myslę,ze wiek
                  o tyle miał znaczenie,że powody dla których to robiłam i okazje w
                  których ''te'' praktyki miały miejsce, były z grubsza mówiąc
                  pozaseksualne. Onanizowałam się nie dlatego że byłam tak podniecona
                  seksualnie,tak rozbudzona erotycznie ale żeby po prostu sparwić
                  sobie małą przyjemnośc, to było tak jak zjedzenie czekoladki a
                  przecież nic nie kosztowało. No i jako rozładowanie sytuacji
                  stresowych. np. w trakcie nauki do klasówki. uczenia sie na pamięć,
                  takie małe przerywniki. Mało to miało wspólnego z prawdziwymi
                  erotycznymi wyobrażeniami o seksie. Nie odkrywałam swego ciała tak
                  jak teraz o tym mówia masturboentuzjaści, po co , skoro wiedzialam,
                  ze wystarczy tam potrzec nawet przez ubranie i za parę chwil ma się
                  błogą przyjemność i relaks? Ja wręcz uważam ,ze onanizm zablokował
                  mi drogę do poznania siebie i swego ciała.
                  • hradok Re: Cityangel, pytanie... 15.07.08, 17:49
                    Nie uważam, że onanizm ma wpływ na jakość seksu z parterem -ką. Robiąc to samemu
                    bardziej można sobie "pomóc" w osiągnięciu orgazmu. Zna się miejsce, siłę
                    nacisku, rytmiczność itd. Onanizm nieraz pomaga. Można rozładować stres, jak
                    również może być zamiast, kiedy druga osoba nie ma ochoty lub ma mały
                    temperament. Onanizm trzeba traktować jak coś normalnego i tyle..
                    • cityangel Re: Cityangel, pytanie... 15.07.08, 21:09
                      hradok,
                      albo kompletnie nie przeczytałeś mojej wypowiedzi, albo ignorujesz
                      istnienie problemu na zasadzie:" mi się nie zdarzyło, więc nie
                      istnieje".
                      W moim przypadku akurat jest odwrotnie, niż tak jak TY uważasz.
    • yoric Re: Onanizm 15.07.08, 21:20
      Cityangel: przyznaję, że Twój wpis to były ten konkret, o który mi chodziło.
      Szczerze mówiąc to nawet nie przypuszczałem, że masturbacja może w ogóle
      przybrać takie rozmiary. [nb. dopuszczam też możliwość, że jesteś 'klonem'
      innego forumowicza, który zawitał tu z wymyśloną historią, ale summa summarum
      brzmi to wszystko dość wiarygodnie].
      Sądzę, że taka skala zjawiska to duża rzadkość, ale muszę przyznać, że objawy są
      na tyle niefajne, aby uznać je za poważną, a nie wydumaną, negatywną
      konsekwencję nałogowego onanizmu.

      Pozdrawiam
      • zyg_zyg_zyg Re: Onanizm 15.07.08, 21:32
        yoric napisał:
        > dopuszczam też możliwość, że jesteś 'klonem'
        > innego forumowicza, który zawitał tu z wymyśloną historią,

        ale Cityangel wspominała o tym już trochę wcześniej, w innym wątku -
        linkowałam jej wypowiedź powyżej :-)
        • cityangel Re: Onanizm 15.07.08, 23:13
          Teraz staram się całkowicie odstawić masturbację, bo tak już mam
          albo wszystko albo nic. Widać jestem szczególnie podatna na nałogi,
          nie potrafię palić fajek np. tylko wieczorkiem do drinka, albo
          jestem palczem,albo tego nie tykam.
          Zauważyłam,że gdy nie onanizuję się przez jakiś czas to potem trochę
          łatwiej mi podniecić się pieszczotami mojego faceta. Może nawet uda
          mi się wyzwolić z tego zupełnie i zatracić w seksie tak po prostu,
          bez onanistycznych natręctw.
          Pozdrawiam
      • renebenay Trudne... 15.07.08, 22:20
        Onanizm nie jest zadnym nalogiem i w kazdym badz razie Cityangel opisuje dosc
        odwaznie prawdziwe zaburzenia w swojej podswiadomosci.Tym samym problem sa
        dotknieci rowniez i mezszczyzni ktorzy podobnie jak kobiety aby osiagnac orgazm
        czy ejakulacje potrzeboja odwolac sie do osobistych "fantazji".Bardzo czesto
        takie osoby po samym zblizeniu zmuszone sa do onanizacji aby poprostu rozladowac
        osobiste emocje i aby doznac pelnej satysfakcji z milosnego wieczoru.W czasie
        stosunku wielce klopoptliwe sa ich wrazenia bo kobiety i mezszczyzni identycznie
        odczuwaja tak jakby ich organy seksualne byly martwe i czy bez czucia.

        Najlepsza metoda aby powrocic do normalnych wrazen seksualnych jest
        "fantazjowanie" o swoim stalym partnerze czy partnerce,rowniez wielka pomoc moze
        dac hipnoza pod kontrola psychiatry.
        • yoric Re: Trudne... 16.07.08, 00:29
          Zyg:

          pomyślałem, że linkujesz któryś z tych tasiemców i sobie odpuściłem :).
          Cityangel to Forumowiczka, która wpisuje się od lipca tego roku, w ograniczonym
          zakresie i tylko na naszym Forum, a więc teoretycznie idealny profil klona :).
          Ale jak już zaznaczałem historia jest wiarygodna, więc nie rzucam takich 'oskarżeń'.

          Rene:
          też uważam, że przypadek City jest wyjątkowy, prawdopodobnie o jakimś specjalnym
          podłożu psychologicznym i ogólnie nie kładzie się cieniem na wizerunku praktyki,
          o której tu dyskutujemy :). Niemniej muszę oddać przynajmniej tyle, że pojawił
          się wymagany przeze mnie "konkret" :).

          Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka