Dodaj do ulubionych

Do żon...

15.09.08, 19:00
Nigdy nie będę w 100 procentach pewna swojego faceta. Tego, że mnie
nie zdradza. A kobietom, którym wydaje się, że one na pewno nie sa
zdradzane polecam lekturę postu pewnego pana:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=84659080&a=84659803
Obserwuj wątek
    • eeela Re: Do żon... 15.09.08, 19:16
      A to to akurat jest jeden post z całej serii jakiegoś początkującego
      pisarza-grafomana, który najwyraźniej bada rynek. Nie wydaje się mieć nic
      wspólnego z rzeczywistością. Niemniej czytywałam już na forach wypowiedzi panów
      o podobnej treści, chociaż może mniej poetyckie i bardziej wzięte z życia.
      Spotkałam też paru notorycznie niewiernych małonków w realu, ale w moim
      otoczeniu nie stanowią oni jakiegoś pokaźnego procentu (oczywiście mówię o tych,
      którzy są niewierni notorycznie i u których miałam okazję to zaobserwować).
      • futile_and_duperele Re: Do żon... 15.09.08, 19:21
        Wooff. A nie czasem reklama strony z ogłoszeniami?
        • liastria Re: Do żon... 15.09.08, 21:22
          Niestety, ja też odniosłam takie wrażenie, że ów pan trochę sobie
          śni na jawie, albo reklamuje swój biznesik.
          No i ta adrenalina ciągle na wysokich poziomach, nie bardzo wiem jak
          to ma się dalej do poziomów testosteronu.
          A tak w ogóle, to wygląda na tekst marzyciela, który chciałby
          pogodzić wszystko w sposób idealny.

          Ponieważ jest to mój pierwszy post - witam i pozdrawiam wszystkich
          serdecznie.
          • futile_and_duperele Re: Do żon... 15.09.08, 21:32
            ad rem: prawdziwe copy that sells!

            ad personam: serdecznie witam na forum!
      • loppe Re: Do żon... 16.09.08, 12:15
        Rzeczywiście, ten passus o ogólnym pie... w trakcie lunch break i
        wzrastającej wydajności zdradza bujną fantazję. Bravo Eeelu:)
    • paulawr Re: Do żon... 15.09.08, 19:44
      zastanow sie, jakby zdradzala swojego meza to potrafilabys
      zachowywac sie jak robot i dalej tak samo zachowywac w stosunku do
      niego?

      nie da rady,wyrzuty sumienia nie daja spokoju. i mimo ze mysli sie
      ze chcesz to ukryc wyrzuty sumienia tak nekaja ze zdradzajacy
      chociazby mowa ciala da znac o swoich wystepkach.
      • maciejka_04 Re: Do żon... 15.09.08, 20:00
        Ale ty Paula pier.....sz
        > nie da rady,wyrzuty sumienia nie daja spokoju. i mimo ze mysli sie
        > ze chcesz to ukryc wyrzuty sumienia tak nekaja ze zdradzajacy
        > chociazby mowa ciala da znac o swoich wystepkach.
        Skąd ty możesz to wiedzieć? Zdradzasz? Lub byłaś zdradzana? Jeżeli ktoś robi to
        z głową a nie myśli ch....em to nie ma mowy o wpadce.
        • kawowaa Re: Do żon... 15.09.08, 21:41
          zgadzam się z Tobą...niestety:(
          moja refleksja...strasznie to smutne.. ale mysle ze prawdziwe.. powoli pozbywamy
          sie zasad..:(a łtwosc dostepu..powoduje takie akcje..po drugie.. to wlasnie
          kobiety kobietom robią takie numeryi co sie dziwic?
          Ostatnio bylam na imprezie.. dziewczyna ktora znam.. tak uatrakcyjniała mojemu
          mezowi impre..ze az stach było patrzec:( narzucała się ..kokietowala..on nic..
          a ona nadal..i takich bab jest wiecej . nawet nie przeszkadzało jej to ze ja
          byłam .. co za kobiety teraz są??!
          • songo3000 Re: Do żon... 15.09.08, 22:07
            Normalne, takie jak zawsze. Cnotki, prostytutki, nudne jak flaki z olejem, ciekawe, zimne ryby i temperamente.

            A Ty na tej imprezie to co robiłaś? Stałaś tylko i się uczyłaś jak się to robi???? To gratuluję....
            • kawowaa Re: Do żon... 16.09.08, 09:44
              byłam zazenowana takim zachowaniem.. a po drugie...nie mam czego sie od niej
              uczyc..ogolnie towarzystwo zwyczajnie potraktowało ją zgóry a faceci robili
              sobie z niej "jaja".. nie rozumiesz..ona i ich zdaniem zwyczajnie się
              ponizała..jej zaloty wywoływały u nich smiech. Potraktowali ją jak głupią
              idiotkę. Trzeba miec choc troche klasy.. nie podaje sie wszystkiego na tacy.. i
              wcale mezczyzni nie polakomili się wiec twoj sarkazm był zbyteczny..
              • songo3000 Re: Do żon... 16.09.08, 12:25
                Skoro było tak zabawnie i tylko się patrzyłaś z góry to ciekawe dlaczego z postu tutaj wyciekała rzeka złości...
                • kawowaa Re: Do żon... 16.09.08, 18:56
                  a gdzie widzisz ta rzeke złosci? opisałam pewna sytuację a ty
                  nadinterpretujesz..i tyle... zle pomyslales wiec wytłumaczylam..ale ty nie
                  potrafisz zrozumiec..ehh
                  • avide Re: Do żon... 17.09.08, 08:30
                    Powiem Ci pewną prawdę o owym poniżaniu jaką napisałaś powyżej o owe pani co uwodziła Twego faceta na Twoich oczach.

                    Teraz się z niej wszyscy śmiali. Fakt. Ale zakładam, że skoro Ty byłaś z mężem, było też kilka (przynajmniej) innych żon. Do tego jeszcze ogólnie znane towarzystwo które w razie czego by plotkowało.
                    Tak więc przejechali się po lasce. "Przejechali" się po niej bo TAK WYPADAŁO.

                    Nie mniej, Kawowaa, miej świadomość, że ci sami co ją palcem wytykali kto wie czy jako pierwsi nie umówią się z nią za plecami wszystkich na "poniżający" ale za to wyuzdany, perwersyjny seks bez zahamowań. Byś może najlepszy jaki im się w życiu trafił. Bo bez zahamowań. Bo to że laska pruderyjna nie jest już wiedzą.
                    A wtedy owe żony, grzeczne, schludne, zadbane i takie beznadziejnie zimne w obejściu, tak zawsze dystyngowane i poprawne politycznie, co to faceta swojego za tyłek wśród innych nie załapią zaznaczając wyraźnie innym "suczką" swój teren, będą siedziały grzecznie w domu nabijając się z owej laski i poniżając ją. A ona będzie się bawiła w najlepsze z ich facetami.

                    Pamiętaj że są kobiety do kochania i do "kochania". Tylko od was samych zależy czy wasi mężczyźni będą widzieć was w obu rolach.

                    Pozdrawiam
                    Avide
                    • kawowaa Re: Do żon... 17.09.08, 10:37
                      wiem o czym mowisz.. Nie rozumiem tylko czemu uwazasz ze jak zona to grzeczna i
                      beznadziejna ..szkoda ze tak uwazasz bo tak nie jest.
                      A co do sytuacji to nie było uwodzenie tylko narzucanie w sposob bezklasy i mało
                      seksowne..oczywiscie zaraz ktos napisze ze dla mnie mało ..a dla panow ohh
                      przeseksowne.. ale wiem ze tak nie było..Dziewczyna zrobiła z siebie idiotkę..a
                      ja wiem na co moj mąż uwagę zwraca a czego nie znosi... i wiem jak się
                      zachowuje kiedy tokobita mu się podoba.. Opisana kobieta.. była w tym swoim
                      zachowaniu odpychająca..i nie robiła dobrego wrazenia poza tym byli inni
                      faceci, którzy to byli singlami..i tez patrzyli na nią z politowaniem..
                      Bo i uwodzic tez trzeba potrafić i robić to zmysłowo.. i chyba o takie uwodzenie
                      Ci chodziło..
                      I nie miało to nic wspolnego z "z bo TAK WYPADAŁO"..
                      Inna juz sprawa ze trzeba miec klasę i swoj honor..ja nigdy nie kokietowałabym
                      faceta ktory przyszedł z zoną i nie przejawia mną zainteresowania.. a uwierz ze
                      roznych sytuacjach się znajdowałam.
                      To chyba zalezy od tego ze aby Ciebie szanowano i traktowano powaznie trzeba
                      tego wymagac od samego siebie.
                      • avide Re: Do żon... 17.09.08, 17:01
                        Kawowa, może to trochę tak zabrzmiało ale uwierz mi mój post powyżej nie miał nic personalnego na celu.
                        Nie znam sytuacji, nie byłem tam, nie wiem jaką jesteś żoną matką czy kochanką. NIE INTERESUJE MNIE TO bo to wasza, Twoja i Twojego męża sprawa.
                        Postem chciałem tylko POKAZAĆ inny punkt widzenia, inny sposób postrzegania tej samej sprawy przez kobiety i mężczyzn.

                        Często w życiu tak właśnie bywa że publicznie coś negujemy, ale czynimy to dla "zasłony dymnej". Zaś swoje myślimy. Kobiety (ale i czasami mężczyźni) notorycznie popełniają podstawowy błąd zaniechania uwodzenia swojego partnera. Bo po co ? Zdobyty przecież.
                        Tak jak kobieta chce poczuć się kobieco poprzez bycie uwodzoną, adorowaną, tak i facet lubi zainteresowanie płci pięknej.
                        Dlatego właśnie często dzieje się to co napisałem w pierwszym poście.

                        Wyjaśnienie pewnego schematu z MĘSKIEGO punktu widzenia. To że kobiety będą zupełnie inaczej postrzegać podobną sytuacje udowodniła poniżej internautka przetaczając się po mnie "ad-persona" nazywając pseudo-coś-tam.

                        ;-))))

                        Pzdr.
                        Avide.
                        • gardenersdog Re: Do żon... 17.09.08, 17:31
                          >> notorycz
                          nie popełniają podstawowy błąd zaniechania uwodzenia swojego partnera. Bo po co
                          ? Zdobyty przecież.
                          Tak jak kobieta chce poczuć się kobieco poprzez bycie uwodzoną, adorowaną, taki
                          facet lubi zainteresowanie płci pięknej.

                          Hehe, avide, teraz wygładzasz. W poprzednim poście nie pisałeś o "uwodzeniu",
                          "okazywaniu pożądania", a o "zaznaczaniu terenu" (ścisk za genitalia pro publico
                          bono;)
                          • avide Re: Do żon... 17.09.08, 17:40
                            Ja pierdziele, Gardensdog, przecież form uwodzenia jest setki. Każdy lubi i ma
                            swoje metody. Pisałem o przysłowiowym "załapaniu za jaja" bo wielu np. coś
                            takiego może się wydać nie do pomyślenia a nawet nie wiedzą, że ich partnera
                            dałby się pokroić za coś takiego.
                            Niby są grzeczni, ale gdzieś tam w środku siedzą demony.

                            Nie wygładzam, choć wiesz... czasami na tym forum trzeba uważać bo jeszcze toś
                            pojedzie cię od pseudo czy quasi-coś-tam i wiesz...
                            Zgodzisz się ze mną Gardensdog co nie ???? ;-)))).

                            ;-)
                            A.
                    • gardenersdog Re: Do żon... 17.09.08, 11:19
                      >> ci sami co ją palcem wytykali kto wie czy jako pierwsi nie umówią się z nią
                      za plecami wszystkich na "poniżający" ale za to wyuzdany, perwersyjny seks bez
                      zahamowań. Byś może najlepszy jaki im się w życiu trafił. Bo bez zahamowań. Bo
                      to że laska pruderyjna nie jest już wiedzą.

                      Robienie sobie nadziei na wyuzdany seks na podstawie prowokującego zachowania
                      jest bardzo krótkowzroczne i można się rozczarować "tonacją jęków":)

                      >>A wtedy owe żony, grzeczne, schludne, zadbane i takie beznadziejnie zimne w
                      obejściu, tak zawsze dystyngowane i poprawne politycznie, co to faceta swojego
                      za tyłek wśród innych nie załapią zaznaczając wyraźnie innym "suczką" swój teren,

                      Kolejny pseudoliterat, quasi-kynologiczny etolog-amotor, znawca kobiecego
                      zachowania w ujęciu dualistycznym://
                      • avide Re: Do żon... 17.09.08, 17:05
                        gardenersdog napisała:

                        > >> ci sami co ją palcem wytykali kto wie czy jako pierwsi nie umówią si
                        > ę z nią
                        > za plecami wszystkich na "poniżający" ale za to wyuzdany, perwersyjny seks bez
                        > zahamowań. Byś może najlepszy jaki im się w życiu trafił. Bo bez zahamowań. Bo
                        > to że laska pruderyjna nie jest już wiedzą.
                        >
                        > Robienie sobie nadziei na wyuzdany seks na podstawie prowokującego zachowania
                        > jest bardzo krótkowzroczne i można się rozczarować "tonacją jęków":)
                        __________

                        A i owszem, zgadzam się ale często tak właśnie funkcjonuje wielu mężczyzn. Proste, banalne, ale... ;-))) o dziwo często bardzo skuteczne. Zwłaszcza na niewybredne osobniki płci pięknej.


                        >
                        > >>A wtedy owe żony, grzeczne, schludne, zadbane i takie beznadziejnie z
                        > imne w
                        > obejściu, tak zawsze dystyngowane i poprawne politycznie, co to faceta swojego
                        > za tyłek wśród innych nie załapią zaznaczając wyraźnie innym "suczką" swój tere
                        > n,
                        >
                        > Kolejny pseudoliterat, quasi-kynologiczny etolog-amotor, znawca kobiecego
                        > zachowania w ujęciu dualistycznym://


                        ________


                        Hymmmmm czyżbym nadepnął na jakiś odcisk ???
                        Aułłłłł ;-))).
                        No to żeś mi dowaliła. ;-)))
                        Nie wiem zupełnie czemu, ale... jakie to ma w sumie znaczenie.
                        Anonimowo przetoczyć się po kimś... jakie to typowe...
          • krzysztof-lis Re: Do żon... 16.09.08, 10:21
            > a łtwosc dostepu..powoduje takie akcje..

            Rzeczywiście, jeśli nie ma w okolicy możliwości do zaspokajania potrzeb, facet
            będzie się bardziej starał w małżeństwie.

            Ale chyba nie o to chodzi...
          • gardenersdog Re: Do żon... 16.09.08, 11:12
            >> a łtwosc dostepu..powoduje takie akcje..po drugie.. to wlasnie
            kobiety kobietom robią takie numeryi co sie dziwic?

            Jest popyt, jest podaż. Nie odwrotnie.
        • paulawr Re: Do żon... 16.09.08, 10:27
          bylam.
          klamstwo predzej czy pozniej wychodzi na jaw.
          • maciejka_04 Re: Do żon... 16.09.08, 12:39
            Widocznie twój partner (bo zakładam że to ty byłaś zdradzana) myślał czymś
            innym, a nie głową.
    • songo3000 Re: Do żon... 15.09.08, 21:13
      Ale babom gul stanął ;) szczególnie przy kawałku o statystyce. Jak wielka jest oglądalność odlotów.pl to łatwo zbadać. A i dziewczyny tam (na zdjęciach przynajmniej :), że palce lizać...

      Dla mnie jednak najbardziej prawdziwy był ten kawałek:

      > Uuuu co za światłe podsumowanie.
      > Współczuję Ci beznadziejnego życia. :-)
      >
      Zgadza sie. W sumie co ja mam z tego beznadziejnego zycia? Mam
      wrazenie, ze haruje od rana do wieczora, wszystko dla innych. Od
      malego musialem pracowac nad soba. Nauka, wyksztalcenie,
      ksztaltowanie charakteru. Pozornie wiec jestem przykladnym mezem,
      dobrym ojcem, ukochanym synem, bratem. Dobrym szefem i podwladnym
      zarazem. Zostalem wrzucony w jakas machine, od ktorej nie da sie
      uciec. Zyje z zegarkiem w reku. Moja Zona i dziecko sa radosciami w
      moim zyciu, nie jedynymi. Ale wierzcie, niczym sie nie chwale.
      Nie jestem dumny z tego, co robie.
      • eeela Re: Do żon... 15.09.08, 22:09
        Nauka, wyksztalcenie,
        > ksztaltowanie charakteru. Pozornie wiec jestem przykladnym mezem,
        > dobrym ojcem, ukochanym synem, bratem. Dobrym szefem i podwladnym
        > zarazem. Zostalem wrzucony w jakas machine, od ktorej nie da sie
        > uciec. Zyje z zegarkiem w reku.

        A co byś chciał, być gwiazdą rockową? Sportowcem wyczynowym? Wędrownym
        śpiewakiem? Wszyscy jesteśmy wrzuceni w machinę, bo wrzucenie w machinę jest
        częścią naszej natury. Każdy ma swoje chwile buntu i swoje chwile pokoju.
        Rozsądni ludzie rozumieją jednak, że w machinie nic złego nie ma, i że bez niej
        byłoby im o wiele trudniej żyć.
      • mujer_bonita Re: Do żon... 15.09.08, 22:45
        Ojojoj! Biedny człowiek... został wrzucony w 'maszynę' OJEJ!
        Współczuć mu należy! Zmuszany przez życie, społeczeństwo i Bóg wie
        kogo do Bóg wie czego! Dziwki rekompensują mu funkcjonowanie w
        społeczeństwie?

        Rzygać się od takich pesudo-psyhologicznych wywodów chce!

        Facet jest po prostu maksymalnym egoistą. Chce mieć WSZYSTKO, żonę,
        rodzinę, poważanie, pracę, samorealizację, dziwki. A w życiu trzeba
        niestety wybierać. Więc co jest winne? ŻYCIE! Żenada.

        --
        Hobby czy uzależnienie?
        • songo3000 Re: Do żon... 16.09.08, 12:56
          Co się unisisz, akurat tutaj pokazał odrobinę tego co się naprawdę dzieje mu pod łepetyną. Powiem więcej, wiele ludzi spogląda właśnie tak na swoje życie - gonitwa za czymś i harówka dla rodzinki, szefa, społeczności dla chuj-wie-czego.

          I faktem jest, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła :). Jak sobie to uświadomisz to będziesz nieszczęśliwy. Tylko niektórych stać na zerwanie z takim schematem. Nie wiem jak to jest u kobiet ale w przypadku facetów w zwiazkach kobietki zaraz podnoszą larum o widmowych 'kryzysach wieku średniego', no bo jak to? misio grzecznie zasuwał na 'rodzinę' (czyli mnie i potomstwo), całe swoje życie podporządkował temu szczytnemu celowi a teraz śmie sugerować, że do szczęścia to potrzeba mu czegoś więcej! tragedia po prostu.

          Rozumiem mechnizm u autora. Wcale nie popieram jego działań, a ja widzę w nich (dla mnie) szereg minusów. Jednak Ty Bonitka w życiu nawet nie zbliżysz się nawet do zrozumienia o co tu chodzi ... bo jesteś kobietą :) Sam fakt wystąpienia czegoś takiego godzi w Twoje żywotne interesy, łatwo dostępne i fizycznie atrakcyjne prostututki budzą niepokój a spojżenie na kobietę jako 'mięcho' (cycki, tyłek, itp) najzwyczaniej Cię obraża.

          Aha. Ja swój 'kryzys' zaczęłem w wieku dwudziestu kilku lat :) Po prostu wybrałem swoją ścieżkę życiową, często kontorwersyjną (z punktu widzenia otoczenia), z adrenaliną właśnie i 'podnietami'. Tyle, że mimo młodego wieku miałem na tyle głowę na karku aby zaprosić na nią partnerkę co trochę upraszcza życie.
          • eeela Re: Do żon... 16.09.08, 19:11
            Powiem więcej, wiele ludzi spogląda właśnie tak na swoje życie - go
            > nitwa za czymś i harówka dla rodzinki, szefa, społeczności dla chuj-wie-czego.

            > Rozumiem mechnizm u autora. Wcale nie popieram jego działań, a ja widzę w nich
            > (dla mnie) szereg minusów. Jednak Ty Bonitka w życiu nawet nie zbliżysz się naw
            > et do zrozumienia o co tu chodzi ... bo jesteś kobietą :)

            Tak, jasne, bo bóle egzystencjalne i poczucie uwięzienia w 'machinie' to tylko
            mężczyźni odczuwają. Kobiety bowiem, co powszechnie wiadome, są predestynowane
            do znoszenia kieratu nie tylk z cierpliwością, ale wręcz rozkoszą.

            Przechodząc od ironii do wypowiedzi śmiertelnie poważnej: są ludzie, którzy
            potrafią pogodnie nieść swoje życiowe ciężary i cieszyć się tą odrobiną
            wolności, którą potrafią sami odnaleźć. Inni będą malkontencić o uwięzieniu w
            machinie i szukać gorączkowo dodatkowych wrażeń, które bynajmniej ich z
            malkontenctwa nie wybawią. I to dotyczy obydwu płci, więc nie piernicz mi tutaj,
            że Śliczna Kobieta czy jakakolwiek inna kobieta nie może tego zrozumieć, bo jest
            kobietą.
            • aandzia43 Re: Do żon... 16.09.08, 19:55
              Jednak Ty Bonitka w życiu nawet nie zbliżysz s
              > ię naw
              > > et do zrozumienia o co tu chodzi ... bo jesteś kobietą :)

              Hmmm... i znowu te próby wykluczania ciemnych mas z magicznego
              kręgu "ludzi czujących i rozumiejących problem". Że też trzeba się
              imać takich sposobów by zbudować sobie poczucie elitarności.
              • songo3000 Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 00:33
                Kobiety! Ludzie! ;)

                Co Wy sobie znowu ubzdurałyście? Wskazałem, że Bonitka nie spojży na problem autora jak mężczyzna bo mężczyzną nie jest (mam nadzieję). Tyle i tylko tyle.
                Czy w choć jednym moim poście doszukałyście się prób wciśnięcia kobiet w jakiś schemat? Narzucenia im z góry upatrzonych, 'właściwych' ról czy zachowań? Predyspozycji??? Sorry, ale takie (często, bardzo często słuszne) pretensje to nie do mnie.
                I jaki znów, kurde elitaryzm? Jedna osoba 'zaczai' o co chodzi rozmówcy, inna nie. Nie ma co tworzyć spiskowych teorii.

                Co do wydumanych problemów egzystencjonych to obserwuję, rozmawiam, oceniam. Wychodzi mi to co opisałem - model 'szczęśliwej rodzinki', model 'wzorcowego pracownika', model 'dobrego sąsiada' ... jak z podręcznika szkoleniowego SS. To moja opinia i jak widać nie tylko moja.

                • eeela Re: Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 02:16
                  > Co Wy sobie znowu ubzdurałyście? Wskazałem, że Bonitka nie spojży na problem au
                  > tora jak mężczyzna bo mężczyzną nie jest (mam nadzieję).


                  Rzecz w tym, że problem owego przykładowego pana nie jest typowo męskim
                  problemem. Jest typowo ludzkim problemem i każdy może się pod tym albo podpisać,
                  albo zauważyć w swoim otoczeniu, nie tylko w męskim wydaniu. Ponadto - moim
                  skromnym zdaniem - jest to problem wynikający z malkontenctwa, braku wyobraźni i
                  schematyzmu. W tych wszelkich trybach 'machiny' bycia matką, ojcem, żoną, mężem,
                  podwładnym czy szefem można odnaleźć mnóstwo pola do kreatywności, wyobraźni,
                  satysfakcji, a także wolności. Wszystko zależy od podejścia. Jak ktoś jest
                  malkontentem z ograniczoną wyobraźnią, będzie narzekał, że jest 'uwięziony',
                  mimo że to, jak sobie ułożył życie, jest najczęściej kwestią jego własnych
                  wyborów. Jak ktoś skłonności do malkontenctwa nie ma, za to obdarzony jest
                  wolnym i lotnym (jak gaz) umysłem, żadna codzienna rutyna nie da rady go
                  'więzić'. Tyle.

                  Oczywiście opisałam to w sposób uproszczony i bardzo czarno-biały - każdy ma
                  swoje chwile słabości i swoje chwile siły. Rzecz tkwi w proporcjach. Mocium panie.
                  • songo3000 Re: Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 02:56
                    > Rzecz w tym, że problem owego przykładowego pana nie jest typowo
                    > męskim problemem. Jest typowo ludzkim problemem i każdy może się
                    > pod tym albo podpisać
                    Oczywiście. Nie rozróżniam czy dotyczy babki czy faceta. Nadmieniłem tylko, że autor ma na niego męskie (bo niby jakie inne) spojżenie.

                    Co do reszty ... może i masz rację :)
                • mujer_bonita Re: Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 10:31

                  songo3000 napisał:
                  > Jedna osoba 'zaczai' o co chodzi rozmówcy, inna n
                  > ie. Nie ma co tworzyć spiskowych teorii.

                  Tylko, że 'czajenie' tej kwestii nie zależy od płci. Rozumiem o co
                  chodzi autorowi. Doskonale rozumiem. Tyle, że jego dywagacje to
                  żałosne rozczulanie się nad własną egzystencją. Szukanie
                  usprawiedliwień na swój egoizm. Jest w takiej samej sytuacji jak my
                  wszyscy i jest stawiany przed takimi samymi wyborami. Wybacz - nie
                  potrafię wzbudzić w sobie ani odrobiny współczucia.

                  > Co do wydumanych problemów egzystencjonych to obserwuję,
                  rozmawiam, oceniam. Wy
                  > chodzi mi to co opisałem - model 'szczęśliwej rodzinki',
                  model 'wzorcowego prac
                  > ownika', model 'dobrego sąsiada' ... jak z podręcznika
                  szkoleniowego SS. To moj
                  > a opinia i jak widać nie tylko moja.

                  Owszem model. Wybierasz go albo nie. Nikt nie zmusza. Tyle, że jak
                  zdecydujesz się na coś to się tego trzymaj! A nie marudź, że chcesz
                  mieć i jedno i drugie a świat Ci nie pozwala!

                  --
                  Hobby czy uzależnienie?
                • futile_and_duperele Re: Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 11:01
                  Szanowne Panie i Szanowni Panowie

                  Czegoś tu nie rozumiem. Czy Wy patrzycie na ten tekst jako na szczerą wypowiedź
                  faceta, który pisze o (swoich lub swojego otoczenia) problemach? Tak się składa,
                  że mam do czynienia zawodowo z reklamą i uważam, że cały tekst z tamtego forum,
                  o który kruszycie kopie, jest dość wyrafinowaną formą reklamy portalu z
                  ogłoszeniami panienek i agencji, przemyconą na forum w postaci postu.

                  Czy nie uważacie, że dyskusja nad tym jest bliska dyskusji na temat "orędzia" w
                  wykonaniu Marka Kondrata reklamującego pewien bank? Czy może uważacie ten tekst
                  z forum za wart zastanowienia niezależnie od tego, czy jest szczery, czy też
                  "zamówiony" i reklamowy?
                  • maciejka_04 Re: Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 11:11
                    Też siedzę w tej podłej branży i nie uważam tego tekstu za reklamowy. Po
                    pierwsze o odlotach na tym forum to było dużo, dwa gdyby gość chciał
                    zareklamować odloty to wspomniałby o innym forum które panienki z odlotów
                    weryfikuje. A tak to pomyśl, ilu osobom chce się tyle czytać, żeby wyłuskać z
                    tekstu nazwę burdelportalu? Mnie
                    • futile_and_duperele Re: Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 11:15
                      Mnie też :-))

                      Ale ta nazwa pojawia się takim mimochodem, tak wpleciona w tok rozumowania, tak
                      niby nic, a jednak, że mnie tknęło. Może to instynkt, a może skrzywienie zawodowe?

                      Sam pisałem przez parę miechów bloga, którego jedynym celem było budowanie
                      klimatu wokół kampanii reklamowej jednej znanej marki...
                  • eeela Re: Szanowna Eeelu i Aandziu :) 17.09.08, 11:29
                    Czy Wy patrzycie na ten tekst jako na szczerą wypowiedź
                    > faceta, który pisze o (swoich lub swojego otoczenia) problemach?

                    Nie. Dalam juz wyraz swojemu przeswiadczeniu i na tym forum, i na
                    Kobiecie, ze watkodawca zdaje sie uprawiac wprawki stylistyczne
                    przed publikacja taniej erotyki. Nie dyskutowalam z watkodawca,
                    tylko z Songo, ktory raptem zaczal sie wykazywac glebokim
                    zrozumieniem wzgledem watkodawcy.
          • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 10:02
            Songo - po takim tekście aż nie chciało mi się odpowiadać. Głupoty
            piszesz takie, że aż głowa boli!

            > Jednak Ty Bonitka w życiu nawet nie zbliżysz się naw
            > et do zrozumienia o co tu chodzi ... bo jesteś kobietą :)

            BZDURA TOTALNA. Problem, który opisujesz nie jest MĘSKI tylko
            LUDZKI! Wyobraź sobie, że mnie jako KOBIECIE też nie zawsze życie w
            tym społeczeństwie nie odpowiada. Nie pasuje mi rola jaką przypisują
            mi ludzie. Nie lubię społecznych etykietek. Tylko, że ja w
            przeciwieństwie to autora wątku moimi frustracjami nie krzywdzę
            partnera. I nie usprawiedliwiam swoich słabości. Nie kłamię, nie
            oszukuję. Mogę spokojnie rano spojrzeć w lustro!

            > Sam fakt wystąpienia
            > czegoś takiego godzi w Twoje żywotne interesy, łatwo dostępne i
            fizycznie atrak
            > cyjne prostututki budzą niepokój a spojżenie na kobietę
            jako 'mięcho' (cycki, t
            > yłek, itp) najzwyczaniej Cię obraża.

            A myślisz, że dostępnego dla mnie 'mięcha' nie ma? Wystarczy przejść
            się do pierwszego lepszego klubu. Max godzina i amator szybkiego
            seksu się znajdzie. Ba! Nawet nie będę musiała mu płacić :) Parę
            maili na odpowiednim portalu i znajdziesz faceta na każdą godzinę
            dnia i nocy. Mogę 'odreagowywać' frustracje społeczne kiedy i ile
            chcę!

            Tyle, że zdaje sobie sprawę, że to ma swoje konsekwencje. Tak jak
            napisałam - autor wątku jest maksymalnym egoistą - chce mieć
            poważenie jako mąż, ojciec i erotyczne podniety. Wie, że jakby
            chodził na panienki jawnie straciłby rodzinę i szacunek. Chce
            WSZYSTKIEGO a życie każe wybierać. Zarówno ja jak i on mamy wybór.
            Mój jest taki, żeby nie krzywdzić bliskich mi ludzi.

            --
            Hobby czy uzależnienie?
            • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 11:42
              > Mój jest taki, żeby nie krzywdzić bliskich mi ludzi.

              Autor wątku też nie krzywdzi bliskich mu ludzi.
              • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 11:53
                krzysztof-lis napisał:
                > Autor wątku też nie krzywdzi bliskich mu ludzi.

                Oszukiwania i narażania zdrowia żony nie uważasz za krzywdę?

                --
                Hobby czy uzależnienie?
                • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 12:17
                  > Oszukiwania i narażania zdrowia żony nie uważasz za krzywdę?

                  Kwestia narażania zdrowia przy zabezpieczeniu jest w mojej opinii marginalna.

                  Nie wiem natomiast, w jaki sposób oszukiwanie żony wyrządza jej krzywdę.
                  • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 12:23
                    > Kwestia narażania zdrowia przy zabezpieczeniu jest w mojej opinii
                    > marginalna.
                    Niedawno był wątek w tym temacie: HPV...

                    > Nie wiem natomiast, w jaki sposób oszukiwanie żony wyrządza jej
                    krzywdę.
                    Zapytaj żonę co otym sądzi...
                    • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 12:27
                      > Niedawno był wątek w tym temacie: HPV...

                      W którym było mowa o współżyciu bez prezerwatywy. I była też mowa, że HPV można
                      się zarazić na basenie. Więc to kiepski argument.

                      > Zapytaj żonę co otym sądzi...

                      Krzywda jest wtedy, gdy żona się dowie, że coś jest nie tak, jak ona by chciała.
                      • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 12:36
                        > W którym było mowa o współżyciu bez prezerwatywy. I była też mowa,
                        że HPV można
                        > się zarazić na basenie. Więc to kiepski argument.

                        Jednak prawdopodobieństwo zarażenia wirusem najwyższe jest właśnie
                        podczas stosunku. Czyli w ten sposób zwiększa się "szanse", że
                        pojawią się problemy zdrowotne.

                        > Krzywda jest wtedy, gdy żona się dowie, że coś jest nie tak, jak
                        > ona by chciała.
                        Skoro Twoja żona tak twierdzi...
                      • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 12:52

                        krzysztof-lis napisał:
                        > Krzywda jest wtedy, gdy żona się dowie, że coś jest nie tak, jak
                        ona by chciała

                        Nie tak jak ona by CHCIAŁA czy jak mąż PRZYSIĘGAŁ?

                        I weźmy przykład z zarażeniem. Mąż idze na dziwki po czym zaraża
                        żonę. Ona o chorobie dowiaduje się po pół roku. Kiedy została
                        wyrządzona krzywda? Wtedy gdy ją zaraził czy kiedy się dowiedziała?
                        I jeszcze może powiesz, że lekarz jej krzywdę wyrządził bo przecież
                        on jej powiedział!

                        --
                        Hobby czy uzależnienie?
                        • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 12:56
                          > > Krzywda jest wtedy, gdy żona się dowie, że coś jest nie tak, jak
                          > > ona by chciała
                          >
                          > Nie tak jak ona by CHCIAŁA czy jak mąż PRZYSIĘGAŁ?

                          Tak, jak ona chciała i tak, jak on przysięgał. Co to zmienia?

                          > I weźmy przykład z zarażeniem. Mąż idze na dziwki po czym zaraża
                          > żonę. Ona o chorobie dowiaduje się po pół roku. Kiedy została
                          > wyrządzona krzywda?

                          W momencie zarażenia żony. Ale co to ma do rzeczy? Teraz rozmawiamy o kwestii
                          tego, że się łamie dane słowo i okłamuje żonę. A nie o tym, że się ją zaraża
                          jakąś chorobą.
                          • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 13:06
                            krzysztof-lis napisał:
                            > Tak, jak ona chciała i tak, jak on przysięgał. Co to zmienia?

                            Dużo zmienia. Bo wina leży w 100% po jego stronie. Jakiekolwiek
                            mieszanie w to 'chcenia' lub 'niechcenia' żony jest niesprawiedliwe.

                            > W momencie zarażenia żony. Ale co to ma do rzeczy? Teraz
                            rozmawiamy o kwestii
                            > tego, że się łamie dane słowo i okłamuje żonę. A nie o tym, że się
                            ją zaraża
                            > jakąś chorobą.

                            A no to do rzeczy ma, że krzywda jest wyrządzana w momencie
                            dokonania czynu. Osoba krzywdzona może nigdy się o tym nie
                            dowiedzieć, co nie zmienia faktu, że krzywda została dokonana. Jest
                            krzywda jest wina. Owszem - może jak się nigdy nie dowie to będzie
                            żyła długo i szczęśliwie. Tyle, że jest to budowanie zamków na
                            lodzie. Odbieranie jej szansy na prawdziwie szczęście bez oszustw z
                            kimś innym.

                            --
                            Hobby czy uzależnienie?
                            • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 13:15
                              > Dużo zmienia. Bo wina leży w 100% po jego stronie. Jakiekolwiek
                              > mieszanie w to 'chcenia' lub 'niechcenia' żony jest niesprawiedliwe.

                              Leży po jego stronie. Nikt tego nie neguje.

                              > A no to do rzeczy ma, że krzywda jest wyrządzana w momencie
                              > dokonania czynu.

                              Właśnie nie jest to oczywiste.

                              Kłamstwo powoduje krzywdę dopiero wtedy, gdy wychodzi na jaw.

                              Chyba, że inaczej pojmujemy "krzywdę". Ja to rozumiem w ten sposób, że "krzywdą"
                              jest kiedy jest mi z jakiegoś powodu przykro.

                              > Owszem - może jak się nigdy nie dowie to będzie żyła długo
                              > i szczęśliwie.

                              Gdzie krzywda w takim wypadku?
                              • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 13:18
                                krzysztof-lis napisał:
                                > Chyba, że inaczej pojmujemy "krzywdę".

                                Tak, zupełnie inaczej to rozumiemy.

                                --
                                Hobby czy uzależnienie?
                            • eeela Re: Do żon... 17.09.08, 17:39

                              > Dużo zmienia. Bo wina leży w 100% po jego stronie. Jakiekolwiek
                              > mieszanie w to 'chcenia' lub 'niechcenia' żony jest niesprawiedliwe.


                              Odchodząc trochę od omawianego przypadku (wyimaginowanego zresztą), ja tam widzę
                              szereg możliwości, w których wina nie jest tak jednoznacznie rozłożona.
                  • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 12:27
                    krzysztof-lis napisał:
                    > Kwestia narażania zdrowia przy zabezpieczeniu jest w mojej opinii
                    marginalna.

                    Marginalne to większe niż 0. Pytanie czy się zabezpiecza np. przy
                    oralu? Nie sądzę. Chęć 'erotycznych doznań' jest zwykle silniejsza.

                    > Nie wiem natomiast, w jaki sposób oszukiwanie żony wyrządza jej
                    krzywdę.

                    Popularny frazes 'czego oczy nie widzą...'. Krzywdzi tym, że żona
                    buduje swoje życie na kłamstwie. Przysiągł jej coś a ona zaufała.
                    Nikt nie zasługuje na to by być oszukiwanym. Ona wybrała coś co nie
                    istnieje. Pomyśl jakbyś się czuł gdyby okazało się, że Twoja żona
                    jest jedną z tych panienek na odlotach. Nie uznałbyś tego co robi za
                    krzywdę?
                    • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 12:30
                      > Krzywdzi tym, że żona buduje swoje życie na kłamstwie.

                      Krzywda będzie dopiero wtedy, gdy się wyda.

                      > Pomyśl jakbyś się czuł GDYBY OKAZAŁO SIĘ, że Twoja żona jest
                      > jedną z tych panienek na odlotach. Nie uznałbyś tego co robi
                      > za krzywdę?

                      Jak najbardziej. Wytłuszczenie moje, ma kluczowe znaczenie dla rozumienia
                      kwestii krzywdy.
                      • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 12:45
                        krzysztof-lis napisał:
                        > Krzywda będzie dopiero wtedy, gdy się wyda.

                        No własnie moim zdaniem nie. Samo oszukiwanie jest dla mnie
                        wyrządzaniem krzywdy, można ją nazwać moralną. Wydanie się faktu
                        jest jedynie ujawnieniem. Ponadto samo ujawnienie rodzi dodatkowe
                        krzywdy np. utrata dobrego imienia żony w oczach otoczenia itp.

                        --
                        Hobby czy uzależnienie?
                        • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 12:53
                          > No własnie moim zdaniem nie. Samo oszukiwanie jest dla mnie
                          > wyrządzaniem krzywdy, można ją nazwać moralną. Wydanie się faktu
                          > jest jedynie ujawnieniem.

                          Mam wrażenie, że nie wiesz o czym mówisz.

                          Potraktujmy na moment "mówienie przez męża prawdy" jak rzecz, którą można
                          stracić, zapodziać, zgubić.
                          Będzie Ci przykro w chwili, gdy uświadomisz sobie, że tę wartościową rzecz zgubiłaś.
                          Ale nie będzie Ci przykro dopóki sobie tego nie uświadomisz.
                          • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 12:58
                            krzysztof-lis napisał:
                            > Będzie Ci przykro w chwili, gdy uświadomisz sobie, że tę
                            wartościową rzecz zgub
                            > iłaś.
                            > Ale nie będzie Ci przykro dopóki sobie tego nie uświadomisz

                            Jeżeli ktoś zarazi mnie HIV i umrę faktu nieświadoma to i tak
                            wyrządzi mi krzywdę.

                            --
                            Hobby czy uzależnienie?
                            • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 13:00
                              > Jeżeli ktoś zarazi mnie HIV i umrę faktu nieświadoma to i tak
                              > wyrządzi mi krzywdę.

                              Zgadza się.

                              Ale ja Cię pytam o coś zupełnie innego.

                              Fakt wyrządzenia krzywdy przez zarażenie żony jest bezdyskusyjny. My toczymy
                              dyskusję o tym, czy krzywdą jest kłamstwo czy krzywda pojawia się, gdy kłamstwo
                              wychodzi na jaw.
                              • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 13:17
                                krzysztof-lis napisał:
                                > Fakt wyrządzenia krzywdy przez zarażenie żony jest bezdyskusyjny.
                                My toczymy
                                > dyskusję o tym, czy krzywdą jest kłamstwo czy krzywda pojawia się,
                                gdy kłamstwo
                                > wychodzi na jaw.

                                No więc właśnie tłumaczę Ci. Krzywda jest pojęciem względnym. Dla
                                mnie okłamywanie mojej osoby jest krzywdą.

                                Również to, co napisałam wyżej - odebranie możliwości ułożenia sobie
                                życia z człowiekiem, który nie kłamie, nie oszukuje. Odebranie tej
                                możliwości jest również dla mnie krzywdą.

                                --
                                Hobby czy uzależnienie?
                                • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 13:28
                                  > No więc właśnie tłumaczę Ci. Krzywda jest pojęciem względnym. Dla
                                  > mnie okłamywanie mojej osoby jest krzywdą.

                                  Którą to krzywdę uświadamiasz sobie dopiero wtedy, gdy wychodzi na jaw. Co było
                                  do udowodnienia.
                          • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 13:01
                            > Mam wrażenie, że nie wiesz o czym mówisz.

                            Ta fraza Twojej wypowiedzi wygląda wręcz groteskowo. Dwie kobiety
                            (Mujer i ja) tłumaczą Ci jak na kwestie szczerości patrzy kobieta, a
                            Ty upierając się przy swojej wersji (domyślam się, że żony nie
                            pytałeś) mówisz, że Bonita nie wie o czym mówi.
                            • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 13:16
                              > Dwie kobiety (Mujer i ja) tłumaczą Ci jak na kwestie szczerości
                              > patrzy kobieta,

                              Ustalmy: dwie kobiety tłumaczą mi, jak same patrzą na kwestie szczerości.
                              • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 13:21
                                > dwie kobiety tłumaczą mi, jak same patrzą na kwestie szczerości.
                                Masz rację, ale podejrzewam, że nasza opinia jest zbliżona do
                                poglądów Twojej żony. Żeby sprawę rozstrzygnąć trzeba zapytać Twoją
                                żonę o zdanie.
                                • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 13:27
                                  > Żeby sprawę rozstrzygnąć trzeba zapytać Twoją żonę o zdanie.

                                  Ani myślę to robić.

                                  Moja żona ma głupi zwyczaj wyciągania głupich wniosków z tego, że nie odbieram
                                  telefonu albo zadaję takie pytania...
                                  • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 13:30
                                    > Moja żona ma głupi zwyczaj wyciągania głupich wniosków z tego, że
                                    > nie odbieram telefonu albo zadaję takie pytania...

                                    głupi zwyczaj, glupie wnioski - smutne to...
                                    • krzysztof-lis Re: Do żon... 17.09.08, 13:47
                                      Nie da się ukryć.
                                • songo3000 ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 14:09
                                  Czy jak bym się 'puszczał' a ona by o tym nie widziała i się nie dowiedział to czy stała by sie jej krzywda.

                                  "Jak krzywda? przecież o niczym nie wiem to i się nie wścieknę (...) przecież to LOGICZNE..."

                                  Później nastąpiła seria gróźb i opisów apokalipsy co będzie jak wydam chodźby 1 PLN na "jakieś dziwki", które to mogłaby przepuścić na ciuchy :DDD

                                  No tak, ale pewnie ta moja żona to nie kobieta jest, bo potrafi logicznie myśleć...
                                  • kachna79 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 14:14
                                    > Czy jak bym się 'puszczał' a ona by o tym nie widziała i się nie
                                    dowiedział to
                                    > czy stała by sie jej krzywda.
                                    >
                                    > "Jak krzywda? przecież o niczym nie wiem to i się nie wścieknę
                                    (...) przecież t
                                    > o LOGICZNE..."
                                    >
                                    > Później nastąpiła seria gróźb i opisów apokalipsy co będzie jak
                                    wydam chodźby 1
                                    > PLN na "jakieś dziwki", które to mogłaby przepuścić na ciuchy :DDD
                                    >
                                    > No tak, ale pewnie ta moja żona to nie kobieta jest, bo potrafi
                                    logicznie myśle
                                    > ć...

                                    Najważniejsze, że macie te same poglądy.
                                    A co do uwagi o logicznym myśleniu: czy zasada "czego oczy nie
                                    widzą" jest logiczna".. Dla mnie to głupota i krótkowzroczność - dla
                                    Ciebie logiczne myślenie.
                                    • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 14:54
                                      Uwaga ta jest logiczna nie 'dla mnie' czy 'dla Ciebie' tylko z punktu widzenia budowy i implikacji znaczeniowych. Przepraszam, ale to nie zależy od czyjegoś 'widzimisie' czy 'spojżenia'.

                                      Równie dobrze możesz stwierdzić, że dla Ciebie ziemia w cale nie jest kulista tylko płaska jak patelnia. Bo Ty przyjełaś nieeuklidesowską geomerię jako sposób patrzenia na świat. Tylko nie stosuj jej wybiórczo i powiedz to wyraźnie. Uszanuję to.
                                      • kachna79 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 15:02
                                        No nie mogę to już dyskusja przechodzi na poziom euklidesowej lub
                                        nieeuklidesowej geometrii:)
                                        Już mi się nawet nie chce dyskutować z Tobą. Ale Euklides miał
                                        lepsze uzasadnienie dla swego wywodu niż Ty:)
                                        • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 15:10
                                          OK, nie śmiem pretendować do poziomu inteligencji Euklidesa :)

                                          PS. Chciałem tylko zauważyć, że w tego typu dyskusjach wcale nie chodzi o to, żeby pod koniec ktoś się z kimś zgodził ;)
                                  • kawowaa Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 16:18
                                    > "Jak krzywda? przecież o niczym nie wiem to i się nie wścieknę (...) przecież t
                                    > o LOGICZNE..."
                                    >
                                    > Później nastąpiła seria gróźb i opisów apokalipsy co będzie jak wydam chodźby 1
                                    > PLN na "jakieś dziwki", które to mogłaby przepuścić na ciuchy :DDD

                                    na wstepie wspołczuje żony;(
                                    bo jesli Twoja kobieta nie chce abys sie puszczał bo przepuscisz kase na
                                    "jakies dziwki"//?????!!!
                                    Ja bym nie chciała aby mój mąż się puszczał bo go kocham.. Pal licho kase.. mam
                                    ją gdzies .. ale ta sfere- erotyczną chciałabym abysmy zostawili tylko dla
                                    siebie. Nasza intymnosc we dwoje.
                                    Dziwne poglądy ma Twoja kobieta.. a jakos nie chce mi sie w to wierzyc ze wogole
                                    ją zapytales i ze udzieliła takiej odpowiedzi.. a moze konfabulacje się włączyły
                                    na poparcie wlasnych tez...
                                    • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:17
                                      Jasne. Jak ktoś Ci nie przyklaśnie i jeszcze śmie mieć coś do powiedzenia to jest co najmniej żałosny, dziwny i tak dalej. No, w ostateczności pewnie to sobie wymyślił, hehe. Argumenty przedszkolaka.

                                      Zachowaj swoje pseudo-współczucie dla siebie, oby Ci się nigdy nie przydało (taki ze mnie dobry samarytanin). Mi jest z moją żoną dobrze od nastu lat i na szczęście to co Ty o tym sądzisz czy 'masz gdzieś' na nasz swiązek nie wpływa.

                                      Opisałaś tutaj pewną sytuację. Przeczytałem i popukałem się w czoło, dałem do przeczytania żonie - zrobiła to samo. Parę osób tutaj miało podobną reakcję.
                                      Napisałem, że żal Ci się wylewa uszami a teraz mam radochę bo widzę, że się nie myliłem.
                                      • kawowaa Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:24
                                        rozumiem twoją złość;) w koncu przyłapany na wymyslaniu.. tylko tak moze sie
                                        zachowac.
                                        a zoniw daj do poczytania takze inne swoje posty moze czegos sie o tobie dowie.
                                        • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:34
                                          kawowaa napisała:

                                          > rozumiem twoją złość;) w koncu przyłapany na wymyslaniu.. tylko
                                          > tak moze sie zachowac.
                                          Tak, tak, idź w zaparte i żyj w swoim świecie. Liczę na to że jeszcze coś wyskrobiesz.

                                          > a zoniw daj do poczytania takze inne swoje posty moze czegos sie o > tobie dowie.
                                          Może właśnie siedzi obok i czyta te wszystkie wypociny? Nieważne, Ty i tak wiesz lepiej i tak sobie to wytłumaczysz.

                                          Tak jak niejednemu (sorry, żadne z Cienie novum) powiedziałem: pisz, piiiisz ile wlezie. Może Ci ulży? a przynajmniej my będziemy mieli trochę zabawy.
                                          • kawowaa Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:56
                                            i vice versa;) gorszy jestes od przysłowiowej "baby z bazaru"..mielesz i
                                            mielesz.. :)
                                            • gardenersdog Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 18:01
                                              MLESZ!!!! Polszczyzna, ludzie!!
                                              • kawowaa Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 18:10
                                                zapraszam do słownika www.sjp.pl/co/mieli%E6
                                                forma jest dopuszczona do użycia.
                                                • gardenersdog Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 19:24
                                                  Nie wiem, czy forma została dopuszczona do użycia, w każdym razie słownik języka
                                                  polskiego PWN (darujmy sobie jakies "swiaty książki") jeszcze jej nie notuje:
                                                  sjp.pwn.pl/lista.php?co=mieli%E6
                                                  jest za to "mleć":
                                                  sjp.pwn.pl/lista.php?co=mle%E6
                                                  Pozdrawiam.
                                                  • gardenersdog Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 19:27
                                                    Przypomniał mi się dowcip:

                                                    "Mielim kawę...ale już nie mamy!"
                                                    ;))
                                                  • kawowaa Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 19:45
                                                    ok mleć
                                                    ale Ty napisałas mi "MLESZ" a takiej formy tez nie widze ;)
                                                    zresza mniejsza o wiekszosc;)

                                                    ahhhh ten JEZYK POLSKI:)
                                              • blackone76 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 19:07
                                                MLESZ jest niepoprawną formą.
                                                Polszczyzna ludzie? No własnie polszczyzna!!!hahah dobre to było:)
                                  • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 16:25
                                    songo3000 napisał:

                                    > "Jak krzywda? przecież o niczym nie wiem to i się nie wścieknę
                                    (...) przecież t
                                    > o LOGICZNE..."

                                    To trochę jak myślenie, że mając raka, ale nie wiedząc o tym, nie
                                    zachoruj się ;-)
                                    • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:25
                                      Sama się podłożyłaś :)))

                                      Jeżeli ktoś już JEST chody na raka (nie sprecyzowałaś, więc mówimy o jednym rodzaju) to nie może na niego zachorować.

                                      ... dobra kij z logiką, i tak jesteście urocze :P
                                      • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:30
                                        songo3000 napisał:

                                        > Sama się podłożyłaś :)))

                                        Czepianie się słówek;-)
                                        Ktoś oszukiwany, zdradzany przez to, że nie wie o tym, nie czyni go
                                        niezdradzanym i nieoszukiwanym.
                                        Ktoś kto choruje na raka, nie wiedząc o tym, nie sprawi, że tej
                                        choroby nie ma.
                                        Świadomość lub jej brak nie zmienia faktu zaistnienia danej
                                        sytuacji.
                                        • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:42
                                          Ja zupełnie nie rozumiem postrzeganie zdrady jako choroby :))))

                                          Z tego, co rozumiem, mówisz o implikacjach zdradzania: zauroczenie, choróbska, wydojenie z kasy ;) wyjałowienie emocjonalne związku, itp. One też mogą doprowadzić do ujawnienia zdrady i/lub skrzywdzenia partnera - jasne.
                                          Jeśli jednak ich nie ma a zdrada nie jest ujawniona to nie ma i krzywdy partnera.
                                          • gardenersdog Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 17:53
                                            Wydaje mi się, ze na potrzeby niniejszej dyskusji, tak, aby usatysfakcjonować
                                            obie strony, nalezy wprowadzić pojęcie krzywdy "obiektywnej" i "subiektywnej".

                                            Zatem songo, tak długo, jak wychowujesz "kukułcze jajo", dziecko, które
                                            biologicznie nie jest twoje, dzieje Ci się krzywda obiektywna.
                                            Z chwilą, gdy się o tym dowiesz - jesteś pokrzywdzony i obiektywnie i
                                            subiektywnie, czyli w dwójnasób. :)

                                            Pozdrawiam.
                                            • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 18:13
                                              No i popsułeś zabawę ;)
                                          • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 18:11
                                            songo3000 napisał:
                                            >Ja zupełnie nie rozumiem postrzeganie zdrady jako choroby :))))
                                            # Absolutnie tego nie napisałam;))))), to było porównanie dwóch
                                            sytuacji, w których nie ma się świadomości istienia danej sytuacji

                                            >Z tego, co rozumiem, mówisz o implikacjach zdradzania: zauroczenie,
                                            choróbska, wydojenie z kasy ;) wyjałowienie emocjonalne związku,
                                            itp. One też mogą doprowadzić do ujawnienia zdrady i/lub
                                            skrzywdzenia partnera - jasne.
                                            Jeśli jednak ich nie ma a zdrada nie jest ujawniona to nie ma i
                                            krzywdy partnera.
                                            # Całkiem inaczej myślałam. Fakt zdrady/choroby zaistniał. Nie
                                            jestem tego świadoma, ale to zaistniało.
                                            Nie uszczęśliwia mnie brak wiedzy na ten temat, ale jest dla mnie
                                            krzywdzące samo zdarzenie. Nie istotne jest moja świadomość w tym
                                            momencie. Nie chodzę smutna, bo nie wiem, że mnie zdradzono/mam
                                            raka, ale nie zmienia to faktu, że to zaistniało, jest to krzywdzące
                                            dla mnie.
                                            Dla Ciebie nieposiadanie świadomości czegoś, sprawia trochę, że tego
                                            nie ma. W samej świadomość tak;-), nie ma zdrady, nie ma choroby.
                                            Ale sam fakt jest, zaistniał i jest krzywdzący. Mam wrażenie, że jak
                                            czegoś nie wiem, to ta druga strona nie jest winna, ma odpuszczone,
                                            nie krzywdzi mnie. To, że tego nie wiem, nie ma znaczenia dla faktu
                                            zaistnienia zdrady.
                                            • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 18:22
                                              Było już o Euklidesie i jego następcach więc dyskusja siłą rzeczy przeniosła się na wyższy poziom ;)

                                              Świat postrzegamy zmysłami, z których zbieramy informację. Zdarzenie typu 'krzywda' także. Jeżeli przeleci przez Ciebie kula wytworzona z energii punktu zerowego to Ty tego raczej nie poczujesz. Dla Ciebie tej kuli NIE MA. Moim zdaniem tak samo jest z różnorakimi przykrościami.
                                              • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 18:29
                                                songo3000 napisał:

                                                >Świat postrzegamy zmysłami, z których zbieramy informację.
                                                Zdarzenie typu 'krzywda' także. Jeżeli przeleci przez Ciebie kula
                                                wytworzona z energii punktu zerowego to Ty tego raczej nie
                                                poczujesz. Dla Ciebie tej kuli NIE MA.
                                                # Kula była, fakt zaistniał, ale nie zaistniała w mojej świadomości
                                                a nie dla mnie samej. Ja nie jestem tylko świadomością, ale i
                                                fizycznym ciałem. To drobny niuans;-)

                                                >Moim zdaniem tak samo jest z różnorakimi przykrościami.
                                                #Dlatego porównałam to do raka.
                                                Skutki raka są i będą bez względu na to, czy o tym wiem, czy jeszcze
                                                nie;-).
                                                • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 18:36
                                                  kropeczka-b napisała:

                                                  > songo3000 napisał:
                                                  >
                                                  > >Świat postrzegamy zmysłami, z których zbieramy informację.
                                                  > Zdarzenie typu 'krzywda' także. Jeżeli przeleci przez Ciebie kula
                                                  > wytworzona z energii punktu zerowego to Ty tego raczej nie
                                                  > poczujesz. Dla Ciebie tej kuli NIE MA.
                                                  > # Kula była, fakt zaistniał, ale nie zaistniała w mojej
                                                  > świadomości
                                                  > a nie dla mnie samej.
                                                  W tym sęk, ze w punktu widzenia Twojego uniwersum kuli nie ma. Ale tutaj ocieramy sie o kwantówkę więc dajmy spokój ;)


                                                  > Ja nie jestem tylko świadomością, ale i
                                                  > fizycznym ciałem. To drobny niuans;-)
                                                  Oczywiście, tyle że to ciąło nijak nie wejdzie w interakcję z kulą czy krzywdą.

                                                  > >Moim zdaniem tak samo jest z różnorakimi przykrościami.
                                                  > #Dlatego porównałam to do raka.
                                                  > Skutki raka są i będą bez względu na to, czy o tym wiem, czy jeszcze
                                                  > nie;-).
                                                  HA! Zastrzegałem, że mówię o sytuacji, gdzie zdrada nie implikuję problemów dla osoby zdradzanej (wiem, prędzej czy później mocno teoretyczna sytuacja).
                                                  • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 19:14
                                                    songo3000 napisał:
                                                    >Ale tutaj ocieramy sie o kwantówkę więc dajmy spokój ;)
                                                    # Podpisuję się pod wnioskiem;-))

                                                    >HA! Zastrzegałem, że mówię o sytuacji, gdzie zdrada nie implikuję
                                                    problemów dla osoby zdradzanej (wiem, prędzej czy później mocno
                                                    teoretyczna sytuacja).
                                                    #Zawsze implikuje prędzej czy później;), tak jak rak nie zawsze
                                                    prędzej daje o sobie znać, czasami później.
                                                    Ale sam fakt zdrady ma zawsze skutki dla osoby zdradzanej. Wiem, że
                                                    na śliski grunt wkraczam ;), ale nawet to, że małżonek przez fakt
                                                    zdrady zaczyna być „lepszym, dbającym mężem”, to też jest skutek.
                                                    Przynajmniej na czas wyjścia na jaw przyczyny „polepszenia się”
                                                    relacji małżeńskich skutki są „pozytywne”. Z czasem nabierają tego
                                                    właściwego skutku… wrzasku żony i wystawienie walizek za drzwi;-)
                                                  • songo3000 Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 19:35
                                                    No dobra, zapomniałem jak się kończy dyskusję z kobietą :)

                                                    khe, khe ... masz rację.
                                                  • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 17.09.08, 19:58
                                                    songo3000 napisał:

                                                    > No dobra, zapomniałem jak się kończy dyskusję z kobietą :)
                                                    > khe, khe
                                                    #Podać Ci chusteczkę? Katar masz, czy się zakrztusiłeś;-)

                                                    ... masz rację.
                                                    # chyba se w ramki to zdanie oprawię;))
                                            • krzysztof-lis Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 18.09.08, 08:26
                                              > Nie uszczęśliwia mnie brak wiedzy na ten temat, ale jest dla mnie
                                              > krzywdzące samo zdarzenie. Nie istotne jest moja świadomość w tym
                                              > momencie. Nie chodzę smutna, bo nie wiem, że mnie zdradzono/mam
                                              > raka, ale nie zmienia to faktu, że to zaistniało, jest to krzywdzące
                                              > dla mnie.

                                              Rany, przecież to, co napisałaś, jest właśnie najlepszym dowodem na to, że
                                              krzywda następuje w momencie, gdy się o tym dowiesz. Przecież dopiero wtedy
                                              zaczynasz być smutna.
                                              • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 18.09.08, 08:43
                                                krzysztof-lis napisał:
                                                > Rany, przecież to, co napisałaś, jest właśnie najlepszym dowodem
                                                na to, że krzywda następuje w momencie, gdy się o tym dowiesz.
                                                Przecież dopiero wtedy zaczynasz być smutna.

                                                Panie Krzysiu;), Przeczytałeś całą dyskusję do końca?
                                                Krzywda dzieje się mi bez względu na to, czy jestem smutna, czy nie.
                                                Nie umrę na raka, bo o nim nie wiem? Absurd. Zawsze poczuję skutki
                                                zdrady/choroby itp. Zawsze! A czy będą dzisiaj czy za 10lat, to już
                                                inna dyskusja. Wybacz, nie mam już ochoty bawić się przekonywanie
                                                kogokolwiek, do swojego punktu widzenia. Uważasz inaczej… Twoja
                                                wola. Jeżeli czujesz się dobrze, ze świadomością, że Twoja partnerka
                                                może mieć na boku kogoś innego, ona jest na tyle sprytna,
                                                przebiegła, wyrafinowana, że Ty o tym nie wiesz, to wesołego i
                                                szczęśliwego pożycia Ci życzę, bez złośliwości to piszę;-)).
                                                Pozdrawiam
                                                • krzysztof-lis Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 18.09.08, 08:57
                                                  > Nie umrę na raka, bo o nim nie wiem? Absurd.

                                                  I znowu trzymasz się tego porównania, które nijak do sprawy nie pasuje.

                                                  > Zawsze poczuję skutki zdrady/choroby itp. Zawsze!

                                                  Nie zawsze. Możesz nigdy nie dowiedzieć się o tym, że zostałaś zdradzona.
                                                  Jednorazowa zdrada wcale nie musi przynieść jakichkolwiek skutków dla Ciebie. A
                                                  skoro jedna zdrada nie musi ich przynieść, to dwie też nie muszą, tysiąc też nie
                                                  musi. Szansa na to robi się coraz mniejsza, ale jednak istnieje. Więc nie zawsze
                                                  poczujesz skutki zdrady.
                                                  • bi_chetny Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 18.09.08, 10:46
                                                    niektórzy zabierają tajemnicę do grobu. i wtedy nigdy się nie dowiesz. nie
                                                    będziesz mieć poczucia krzywdy. podobieństwo z rakiem praktycznie zerowe.
                                                  • kropeczka-b Re: ZAPYTAŁEM POŁOWICĘ 18.09.08, 13:26
                                                    Zadałam wcześniej pytanie, widać, nie masz w zwyczaju czytać
                                                    uważnie;)
                                                    Poczytaj wcześniejsze wątki i tam pisałam o skutkach, wczytaj się ze
                                                    zrozumieniem;-), nie chce mi się powtarzać. Skutki zawsze są. Jest
                                                    akacja- jest reakcja.;-)
      • maciejka_04 Re: Do żon... 16.09.08, 12:44
        Widzisz songo3000, baby nie są w stanie nas facetów zrozumieć. Ja też czasem
        czuje się jak w maszynie. Dlatego też nie jestem dumny z tego co robię, ale
        robię. Staram się to ograniczać, ale robię.
        • songo3000 Re: Do żon... 16.09.08, 12:58
          Oj widzę, widzę. Właśnie to napisałem Bonitce piętro wyżej. Ba, napisałem też dlaczego nie mogą zrozumieć :)
    • dobro-czynca Re: Do żon... 15.09.08, 23:03
      Ja też nie będę nigdy w 100 procentach pewny swojej żony. Chyba, że
      zamnkę ją w piwnicy, ale na razie nie planuję. Cóż takie życie,
      trzeba sobie po prostu ufać. Mogę cie jedynie zapewnić, że nie każdy
      facet na okrągło myśli o zdradzie. Chociaż na młode ładne ciałka
      oczywiście miło jest popatrzeć ;)
      • romulus11 Re: Do żon... 15.09.08, 23:26
        Oj widze ze Panie nie znaja przeciwnej plci.Duzo
        pisza,fachowo,doswiadczone,z zazenowaniem na takie "realistyczne"
        posty.A to jest"samo zycie'.Facet to swinia i stac go na wiele.Znam
        w swoim otoczeniu sporo przykladow,takich pseudo wzorowych
        malzonkow,ktorzy dbaja o rodzine a regularnie odwiedzaja burdele.A
        mowia o zasadach,sa autorytetami,wychowawcami z tytulami nie tylko
        magistrow.A facet napisal prawde,chcial tego ekshibicjonizmu,a Wy mu
        nie wierzycie.Wierzcie,prosze,bo to wlasnie jest zycie.A i wnioski z
        tego wyciagnijcie,jezeli chcecie.
        • driadea Re: Do żon... 16.09.08, 08:01
          A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ten facet-świnia wraca potem do swojej
          żony i jest autentycznie przekonany, że ona przez ten cały czas, który on spędza
          na, naturalnym przecież, bzykaniu czego popadnie, siedzi w domu i prasuje jego
          koszule... ROTFL
      • gardenersdog Re: Do żon... 16.09.08, 11:03
        >> Ja też nie będę nigdy w 100 procentach pewny swojej żony. Chyba, że zamnkę ją
        w piwnicy, ale na razie nie planuję

        ZASTANOWIłBYS SIE!!
        Circumcised or circus sized???
    • kachna79 Re: Do żon... 16.09.08, 07:43
      Dla mnie ten facet to mitoman, ale mogę się mylić:)
      Natomiast co do ogólnego stwierdzenia, że "facet to świnia" to
      zauważyłam, że staje się ono wygodną wymówką - my mężczyźni tacy już
      jesteśmy...
      • krzysztof-lis Re: Do żon... 16.09.08, 10:20
        > my mężczyźni tacy już jesteśmy...

        Fakty są takie: ze zdradą jest jak z korupcją. Urzędnika można skorumpować
        wszędzie, ale im wyższą ma płacę, tym mniej jest skłonny wziąć w łapę.
        • kachna79 Re: Do żon... 16.09.08, 10:32
          Są mężczyźni (i kobiety), którzy nie zdradzają - choćby z szacunku
          do siebie... Tym zdradzającym łatwiej jest myśleć, że każdy kiedyś
          zdradzi.
          • eeela Re: Do żon... 16.09.08, 10:50
            A ja nie zdradzam, a mimo wszystko sie nie ludze, ze wszyscy wokol
            sa krysztalowi ;-P
            • kachna79 Re: Do żon... 16.09.08, 11:59
              Czyli dokładnie zgadzamy się w tej kwestii:)
          • krzysztof-lis Re: Do żon... 16.09.08, 12:01
            > Są mężczyźni (i kobiety), którzy nie zdradzają - choćby z szacunku
            > do siebie...

            Są.

            Ale nie jest to argument przeciwko mojej propozycji, mam nadzieję?
            • kachna79 Re: Do żon... 16.09.08, 12:10
              > Fakty są takie: ze zdradą jest jak z korupcją. Urzędnika można
              > skorumpować wszędzie, ale im wyższą ma płacę, tym mniej jest
              > skłonny wziąć w łapę.

              W mojej wypowiedzi odniosłam się do powyższego tekstu.
              • krzysztof-lis Re: Do żon... 16.09.08, 12:40
                Wiem.

                Na świecie są ludzie, którzy nie zdradzają. Ale tego "urzędnika" z przykładu i
                tak trzeba hojnie opłacać.

                Bo "urzędnik", który jest słabo opłacany i nie bierze w łapę jest godny pożałowania.
                • kachna79 Re: Do żon... 16.09.08, 12:47
                  > "urzędnik", który jest słabo opłacany i nie bierze w łapę jest
                  > godny pożałowania.
                  I tu się nie zgadzam, taki "urzędnik" powinien wystąpić o podwyżkę,
                  a jeśli jej nie dostanie, to powinien oficjalnie przejść do nowego
                  pracodawcy.
                  • krzysztof-lis Re: Do żon... 16.09.08, 12:50
                    Masz rację, powinien spróbować dostać podwyżkę. Jeśli się nie uda, poszukać
                    nowego pracodawcy. Dokładnie o to chodzi.
                    • kachna79 Re: Do żon... 16.09.08, 12:54
                      Tylko, że moim zdaniem powinien *oficjalnie* rozstać się ze starym
                      pracodawcą, a nie szukać na boku drugiego.
                      • krzysztof-lis Re: Do żon... 16.09.08, 13:01
                        Też tak myślę, choć z drugiej strony może być to straszne marnowanie czasu.

                        Lepiej dać szefowi czas na podwyżkę a po upłynięciu tego terminu zacząć szukać
                        nowej pracy.
                      • songo3000 Re: Do żon... 16.09.08, 13:03
                        Taaa, szczególnie jak ma długoterminowy kontrakt, za zerwanie którego grożą poważne kary...

                        Jakoś ten 'drobiazg' taktownie przemilczałaś koleżanko.
                        • kachna79 Re: Do żon... 16.09.08, 13:08
                          > Taaa, szczególnie jak ma długoterminowy kontrakt, za zerwanie
                          > którego grożą poważne kary...

                          Tak to jest, że ponosimy konsekwencje swoich decyzji - przynajmniej
                          tak to wygląda w świecie dorosłych.
                          I chyba nie nazwałabym tego karą. No chyba, że ... kobieta Cię bije.
                      • avide Re: Do żon... 17.09.08, 08:53
                        Kachna plizzzz w jakim ty świecie żyjesz.

                        Jak "płaca" nie wystarcza idziesz po "podwyżkę". Jak jej nie dostajesz, albo
                        szukasz "drugiego etatu" i "dorabiasz na boku" tak by zapiąć "budżet" albo
                        ciągle uczciwie "pracując" szukasz po cichu drugiej "pracy". Jak już ją
                        znajdziesz składasz oficjalne "wymówienie" nie zastanawiając się co pocznie bez
                        ciebie biedny "pracodawca", który nie reagował na Twoje ostrzeżenia, gdy
                        mówiłeś, prosiłeś, sugerowałeś.

                        Takich co to rzucą "robotę" i odejdą w ciemno, później zastanawiając się jak tu
                        i z czego dalej "żyć" jest nieliczny odsetek. Nazwałbym takich głupcami, bo
                        żaden rozsądny człowiek posiadający instynkt samozachowawczy czegoś takiego by
                        nie zrobił.

                        hehehe ale fajna dwuznaczność wyszła z tą "pracą" ;-))). Złapałaś drugie dno tej
                        wypowiedzi Kachna ???? ;-))
                        Zwracam uwagę na słowa w cudzysłowach ;-))).

                        Pozdrawiam
                        Avide.
                        • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 09:06
                          Przykład z "pracą" i "pracodawcą" nie oddaje sytuacji w związku -
                          miałam tego świadomość whodząc na ten śliski teren.
                          Natomiast podtrzymuje swoją opinię: dla mnie zdrada to świństwo bez
                          usprawiedliwienia (i nieważne, że żona wredna, a mąż bije...).
                          Najpierw trzeba skończyć stary związek zeby wejść w nowy. Dla mnie
                          tak jest uczciwie.
                          • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 09:18

                            kachna79 napisała:
                            > Natomiast podtrzymuje swoją opinię: dla mnie zdrada to świństwo
                            bez
                            > usprawiedliwienia (i nieważne, że żona wredna, a mąż bije...).
                            > Najpierw trzeba skończyć stary związek zeby wejść w nowy. Dla mnie
                            > tak jest uczciwie.

                            Podpisuję się w 100%. Dla mnie również nie ma usprawiedliwienia dla
                            zdrady! ŻADNEGO! Rozumiem, że w pewnych sytuacjach różnice mogą być
                            nie do pogodzenia ale najpierw rozstanie/rozwód a później nowy
                            partner/partnerka. W takiej kolejności!

                            Gadanie, że 'dzieci', 'kasa', 'mieszkanie', 'firma' i inne to zwykłe
                            tchórzostwo!

                            --
                            Hobby czy uzależnienie?
                            • songo3000 P I S 17.09.08, 14:13
                              Ależ Wy Prawe i Sprawedliwe jesteście. Oby nie wyszło potem jak z moralnością pewnej partii ... równie radykalnej i nieżyciowej.
                              • kachna79 Re: P I S 17.09.08, 14:52
                                > równie radykalnej i nieżyciowej
                                Nie wciskaj mi, że moja postawa jest nieżyciowa - skoro ja tak żyje
                                to znaczy, że jak najbardziej jest życiowa. Zresztą Tobie nie muszę
                                tego tłumaczyć - wszak Ty logicznie rozumujesz.

                                P.S. Myślisz, że jak mnie obrazisz to Ci argumentów przybędzie?
                                • songo3000 Re: P I S 17.09.08, 14:59
                                  A gdzie ja Cię obrażam??? Co najwyżej jestem pesymistą co do Twojej postawy. Wyraziłem swoją opinię. W/g mnie Amisze równiesz funkcjonują nieżyciowo a jednak ... żyją. Dowodzi to tylko tego, że tak można i niczego więcej.
                                  • kachna79 Re: P I S 17.09.08, 15:04
                                    Tekst o PISie i sugestia, że nie myślę logicznie jest dla mnie
                                    obraźliwa. Porównanie mojej postawy życiowej z Amiszami też w Twoich
                                    ustach nie brzmi życzliwie.
                                    Myślę, że czas się wyłączyć z tej dyskusji.
                                    • songo3000 Re: P I S 17.09.08, 15:20
                                      Jeżeli poczułaś się obrażona - przepraszam, nie to było moim celem.

                                      Przykład jedynie słusznej partii miał zaznaczyć, że szczytne idee bardzo łatwo się 'naginają' czy kruszą w zdeżeniu z już mniej szczytnymi sytuacjami życiowymi.

                                      Przykład Amiszów (których jako społeczność akurat podziwiam) pokazuje, że żyć można właściwie na każdy sposób. Co nie dowodzi słuszności tak obranej drogi.

                                      Nie za bardzo wiem, dlaczego bierzesz tą dyskusję do siebie. Myślałem, że ścieramy się tu poglądami a nie personami. Jak komuś będę chciał przysolić to napiszę per. "idiotka", skasują mnie lub nie ale z mojej strony jest konkret.
                          • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 09:25
                            oczywiście - wchodząc - :/
                            • maciejka_04 Re: Do żon... 17.09.08, 09:35
                              No i myślcie panie tak dalej.
                              • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 09:53
                                A wiesz dlaczego tak myślę? Bo mam dobrego, uczciwego Męża i sama
                                jestem wobec niego uczciwa.

                                I nie pisz mi, że jestem naiwna, bo w ten sposób obrażasz mojego
                                Męża, a On na to nie zasługuje.
                                • maciejka_04 Re: Do żon... 17.09.08, 10:17
                                  Przecież ja w pełni ciebie popieram. Ironicznie ale popieram. Życie jest długie.
                                  I pewne w życiu są 2 sprawy: śmierć i płacenie podatków.
                                  • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 10:22
                                    Komu mam ufać jeśli nie Mężowi?
                                    • mujer_bonita Re: Do żon... 17.09.08, 10:33
                                      kachna79 napisała:
                                      > Komu mam ufać jeśli nie Mężowi?

                                      Ja bym to sformułowała inaczej:

                                      Po co się wiązać/żenić jeżeli nie można ufać partnerowi?

                                      --
                                      Hobby czy uzależnienie?
                                      • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 10:37
                                        > Po co się wiązać/żenić jeżeli nie można ufać partnerowi?

                                        Ten warunek spełniłam wcześniej - wyszłam za porządnego człowieka, a
                                        teraz pozostaje mi ufać mu.
                          • nina-3 Re: Do żon... 17.09.08, 14:02
                            zdrada świństwo bez usprawiedliwienia...
                            to bardzo radykalny pogląd
                            jestem z moim mężem 17 lat po ślubie , znamy się od 22 lat i mamy troje fajnych
                            dzieciaków.
                            czasem wydaje mi się że zdradzę go wlaśnie po to żeby ratować nasz związk.
                            on typ chłodny żeby nie powiedzieć zimny,diabelnie przystojny i wciąż otoczony w
                            pracy wianuszkiem sporo młodszych dziewczyn[jak ja ich nie cierpię]
                            ja sfrustrowana żona lubiąca sex,spragniona bliskości iciągle oczekująca[własna
                            inicjatywa nie mile widziana]
                            nie wystarczy mi to że rano przyniesie mi kawę do łóżka,w wolnej chwili
                            przygotuje moją ulubioną sałatkę
                            ja potrzebuje zwykłego pieprzenia częściej niż raz na miesiąc
                            taka sytuaja rodzi ciągłe konflikty, podejrzenia i najzwyczajniej niszczy
                            poczucie własnej wartości.
                            a kochanek.....choć raz na kwartał....tylko żeby ładny i namiętny.... no dobra
                            wystarczy namiętny
                            a tak na poważnie to uwielbiam swojego nie do końca doskonałego ,nie do końca
                            wiernego męża ale potrzebuje nabrać trochę dystnsu
                            przez 17 lat byłam wierną i oddaną żoną a teraz chcę się poczuć kobietą...
                            kochanką,nie chcę być traktowana tylko jak matka naszych dzieci,nie chcę
                            przegrywać z telewizorem,komputerem,sekretarką


                            • kachna79 Re: Do żon... 17.09.08, 14:08
                              Ty zdradę akceptujesz - ja nie...
                            • kaachna1 Re: Do niny 17.09.08, 14:40
                              Nina bardzo dobrze rozumiem jak się czujesz i jaka jesteś rozżalona,ale facet o
                              którym była mowa w poście nie narzekał na brak seksu lub brak inicjatywy ze
                              strony jego żony on się tłumaczył zwykłą adrenaliną,czyli facet jednym słowem
                              znudzony był i szukał sobie przygód,a dla mnie jest to ogromna różnica
    • blacky80 Re: Seks za kasę 16.09.08, 11:01
      Płacić za seks? Sorrry ale to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. W sumie
      nie ma się czym chwalić.
      • kaachna1 Re: Seks za kasę 16.09.08, 12:11
        Tutaj mamy piękny przykład tego jak można sobie wszystko wytłumaczyć i
        rozgrzeszyć się przed samym sobą,jeśli ktoś chce zdradzać to zawsze znajdzie
        jakieś wytłumaczenie,facet zwyczajnie się w tym wszystkim pogubił,może nie bez
        powodu mówi się,że to kryzys wieku średniego,brakowało mu jak pisze tej
        adrenaliny,szkoda tylko,że ją znalazł w taki sposób,mógł np.skakać na bungee
        albo ze spadochronem to by miał adrenalinę za tą samą kasę i przynajmniej mógłby
        spojrzeć w lustro i powiedzieć,że jest ok.a tak mimo wszystko męczy go poczucie winy
        • maciejka_04 Re: Seks za kasę 18.09.08, 12:14
          Jeżeli ty wolisz skakanie na bungee niż dobre ruch....e, to powodzenia w życiu.
          Kochasz męża on ciebie i niech tak zostanie. Nie próbuj innych umoralniać, sama
          święta nie jesteś. Zapomniałaś o swoich grzeszkach?
          • kaachna1 Re: Seks za kasę 18.09.08, 14:37
            maciejka_04 napisał:

            > Jeżeli ty wolisz skakanie na bungee niż dobre ruch....e, to powodzenia w życiu.


            Akurat tak się składa,że lubię dobre ruch...e,ale tylko z mężem

            > Kochasz męża on ciebie i niech tak zostanie.
            Amen

            Nie próbuj innych umoralniać, sama
            > święta nie jesteś. Zapomniałaś o swoich grzeszkach?

            A skąd ty możesz wiedzieć jakie ja mam grzeszki?co jesteś moim
            spowiednikiem?Akurat zdrady nie mam na sumieniu

            I jeszcze jedno,nie mam najmniejszego nawet zamiaru nikogo tu umoralniać każdy
            żyje w zgodzie ze swoim sumieniem
            • maciejka_04 Re: Seks za kasę 18.09.08, 15:41
              > Akurat tak się składa,że lubię dobre ruch...e,ale tylko z mężem

              No i ok. Obyś nie musiała się przekonywać, że jest inaczej. Bo przecież nikt nie
              próbuje ciebie przekonywać że białe jest białe a czarne jest czarne...
    • loppe Re: Do żon... 16.09.08, 12:11
      ciężkie jesienne klimaty zagościły
      • liastria Re: Do żon... 16.09.08, 12:31
        Jak widać seks nie zawsze bywa samą radością, wystarczy różnica
        poglądów,oczekiwań itp. i....szybko przychodzą jesienne klimaty. :-)
        • loppe Re: Do żon... 16.09.08, 12:35
          różnice to tu chleb powszedni
          miałem na myśli cykl tytułów
          wykraczających
          np. HIV i teraz ten sequel:)
          • loppe Re: Do żon... 16.09.08, 12:36
            współżyć się odechciewa...
            • songo3000 Re: Do żon... 16.09.08, 13:05
              Ja tam zawsze chciałem się >pieprzyć<. "Wspóżycie" jest dla oazowców :)))
              • loppe Re: Do żon... 16.09.08, 13:17
                Chwała Panu, że nie "byzkać"
    • plk7 Re: Do żon... 17.09.08, 17:50
      To jakiś zboczek. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym miał erekcję na
      sam widok idącej ulicą ( choćby nie wiem jak skąpo ubranej )
      kobiety. No, chyba, że ze mną coś nie tak.
    • fiona-only Re: Do żon... 18.09.08, 11:26
      Potrzeba sexu i potrzeba miłości to dla większości mężczyzn DWIE
      RÓŻNE potrzeby i czy to się komuś podoba czy nie to taka niestety
      jest rzeczywistość.U kobiet niestety połączyły się w jedną. Dlatego
      przelot jakiejś panienki urasta do rangi końca świata, a przecież to
      jedynie zaspokojenie potrzeby podobnej do wypicia piwka z kolegami
      po pracy. Prawdziwa zdrada dokunuje się w sercu i w mózgu kiedy poza
      penisem do włączają się uczucia.I taka jest moja życiowa prawda
      którą wyznaję i której się trzymam.
      • bi_chetny Re: Do żon... 18.09.08, 11:48
        to cię fiona rozczaruję. zarówno kobiety jak i meżczyźni mogą uprawiać seks dla
        seksu i seks jako dopełnienie miłości.
      • kropeczka-b Re: Do żon... 18.09.08, 13:21
        fiona-only napisała:

        > Potrzeba sexu i potrzeba miłości to dla większości mężczyzn DWIE
        > RÓŻNE potrzeby i czy to się komuś podoba czy nie to taka niestety
        > jest rzeczywistość.U kobiet niestety połączyły się w jedną.
        Dlatego
        > przelot jakiejś panienki urasta do rangi końca świata, a przecież
        to jedynie zaspokojenie potrzeby podobnej do wypicia piwka z
        kolegami po pracy. Prawdziwa zdrada dokunuje się w sercu i w mózgu
        kiedy poza penisem do włączają się uczucia.I taka jest moja życiowa
        prawda którą wyznaję i której się trzymam.


        Wiesz kochanie-mówi żona do męża- mam ochotę dzisiaj na sam seks.
        Idę do sąsiada. Z Tobą się kocham, ale boli mnie głowa i nie mam
        nastroju na miłość . Miłego wieczoru kochanie;-))
        Fajna teoria, trzymaj się jej rękoma i nogami;-)
    • skrzydlate Re: Do żon... 18.09.08, 16:39
      Ktoś tu napisał, ze to nie ma nic wspólnego z życiem, ten ktos nie zna zycia, po
      prostu> Niektorzy mężczyxni tak robią, zwłaszcza ci którzy maja samodzielna
      pracę, dobrze zarabiaja, nienormowany czas pracy. A jakimi sa cudownymi mężami!

      Nic banalniejszego.

      Tyle, że ci bardziej ambitni wola zdobywać, a nie miec na wyciagniecie ręki.
      Większy honor.

      Jako osoba samotna przez jakiś czas w życiu, od czasu do czasu wysyłająca stado
      feromonów to tu, to tam, spotykałam się z rozmaitymi propozycjami, to jest
      normalka, serio. Kiedyś żyłam w kompletnej ułudzie, będąc w związku zresztą,
      dopiero mi się oczy otworzyły, kiedy zaczęłam żyć sama i zkonieczności wyszłam
      z tego akwarium...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka