Dodaj do ulubionych

Nauczyć się żyć bez seksu...

14.10.08, 15:19
Jak się tego nauczyć? Jak za tym nie tęsknić? Jak nie czuć braku? Jestem w
trakcie rozwodu. Od prawie 3 lat żyję całkowicie bez seksu, także dotyku czy
przytulenia. Czasem mi tego brakuje, czasem nawet o tym nie myślę. Ponieważ
jestem osobą wierzącą seks poza małżeński odpada. Na nowy związek na tym
etapie raczej się nie zdecyduję. Czuję się rozbita i wewnętrznie rozdarta.
Czyżbym była już skazana na celibat do końca moich dni?
Obserwuj wątek
    • krzysztof-lis Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 15:29
      > Jak się tego nauczyć? Jak za tym nie tęsknić

      Zapytaj księdza.

      Poważnie.

      Po pierwsze, jesteś wierząca.

      Po drugie, ksiądz powinien wiedzieć, jak sobie z takim problemem radzić. No,
      przynajmniej w teorii...
    • mujer_bonita Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 15:38
      Walczyć o unieważnienie małżeństwa.
      • anula36 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 15:52
        dokladnie - tylko uniewaznienie.
        Inaczej bedziesz sie cale zycie szarpac miedzy pragnieniami, a zasadami.
        • zakletawmarmur Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 15.10.08, 08:56
          > dokladnie - tylko uniewaznienie.
          > Inaczej bedziesz sie cale zycie szarpac miedzy pragnieniami, a
          zasadami.

          Można jeszcze zostać ateistką. Wtedy można bzykać się do woli:-)
    • magda0177 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 16:14
      Jak się tego nauczyć? Jak za tym nie tęsknić? Jak nie czuć braku?

      Ale po co?? Dlaczego??
      Dlaczego "biczować się" tylko dlatego, że jest się wierzącym??
      To nie są powody aby skazywać się na celibat...


      ps.a może wibrator?;)) (żartowałam)
      • glamourous Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 16:21
        Tym bardziej, ze z punktu widzenia KK nawet ponowne zawarcie
        malzenstwa - z nowym mezczyzna - nie dopuszcza uprawiania z nim
        seksu, bo wedlug katolickich wymogow spolzyc przeciez mozna tylko
        ze "slubnym-koscielnym" mezem.

        Czyli rzeczywiscie, delikatnie mowiac, pat.
    • gacusia1 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 17:51
      Ale kto Ci kaze zyc bez sexu? Albo kto kaze wiazac sie z
      kimkolwiek??? Przeciez sex sam w sobie jest super i wcale nie musi
      byc uprawiany z UKOCHANYM.Wystarczy miec kochankow,facetow tylko na
      sex. To zdrowe i bezpieczne rozwiazanie w momencie "urazu
      rozwodowego". Korzystaj z zycia bo zgnusniejesz a wtedy ciezko
      bedzie o partnera,nawet TYLKO na sex.
    • manahmanah77 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 18:16
      Krzysztof_Lis ma rację, pogadaj z księdzem, jeśli wiara jest dla Ciebie tak ważna.

      Co do unieważnienia małżeństwa - wiem, że teraz to się robi powszechnie, ale
      stanowisko KK jest tu dość sceptyczne, więc nie można tak na to liczyć.

      Ostatnie i najważniejsze - skoro potrafiłaś zdecydować się na rozwód, może
      mogłabyś zdecydować się też na seks pozamałżeński? Nie musisz iść do łóżka z
      pierwszym lepszym, ale nie odmawiaj sobie intymnego kontaktu z drugim
      człowiekiem prawdopodobnie na resztę życia (chyba, że się uda unieważnić
      pierwsze małżeństwo)
      • renebenay Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 19:37
        No tak,zyc tylko dla zasad i wiary.Prawdopodobnie jej facet tez mial tych
        chorych zasad po dziurki w nosie a teraz pozostala nadzieja w poswieconym
        wibratorze albo swiecach i alleluja.
        • songo3000 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 19:41
          Trzeba tylko uważać z tzw. gromnicami, no chyba że rozmiar nie przeszkadza ;)
          • anula36 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 20:14
            sorry panowie,ale jestescie niesmaczni- to w jaki sposob traktujecie alternatywne style zycia bliznich swiadczy tylko o was. Takiego prymitywnego poczucia humoru nie spodziewalam sie po was, zwlaszcza panu R.
            • rumpa Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 20:46
              panowie się trochę zagalopowali i pewnie jest to spowodowane
              frustracją i złością, jaka człowiek odczuwa, gdy ma do czynienia z
              alternatywnym stylem życia, jak to określiłaś, zostawiajacym człowieka
              w sytuacji patowej, i w zamian za oczekiwaną nagrodę w niebie,
              przynoszącym mu piekło na ziemi. w dodatku bez jakichkolwiek
              namacalnych korzyści podobnie jak nieszczęść i tragedii w przypadku
              luźnego potraktowania. Oczywiście poza torturami sumienia.

              • nawrocona5 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 20:59
                Księdza nie ma sensu pytac.
                Większość z nich nie przestrzega tak rygorystycznie zakazów jak autorka postu, a
                przeciez są równiez wierzący :)
                • labadine Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 21:33
                  Dlaczego ci panowie sie zagapolowali?A czy istnieje inna alternatywa bo przeciez
                  wg statutu koscielnego wszystkie obojetnie jakie rozwiazania sa grzechem za
                  wyjatkiem wspolzycia ze slubnym, a ten z kolei niestety odchodzi w sina dal.
                  • anula36 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 14.10.08, 21:54
                    dlatego ze zawsze mozna swoje racje wylozyc w formie ktora nie rani czyichs uczuc/pogladow.Nawet na forum.
              • sad-man Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 17.10.08, 01:01
                Nie jestem katolikiem, ale czy nie jest przesadą twierdzenie, że katolicyzm to
                alternatywny tryb życia? To chyba przesada...
        • sad-man Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 16.10.08, 12:30
          Ale kolega poziom wypowiedzie osiągnął, a z wcześniejszych wpisów wynikało, że
          gość na poziomie... Skąd wiesz, co spowodowało rozpad ich małżeństwa? Nie każdy
          katolik jest ortodoksem, który uprawia seks wyłącznie prokreacyjnie. Nawet
          stanowisko KK się w tej materii dawno zmieniło, ale niektórzy lubią bazować na
          stereotypach.
          A już ten "poświęcony wibrator"...?! Człowieku, czy ci katolicy zrobili Ci jakąś
          krzywdę? Poświęconym pogrzebaczem albo obcęgami może?
        • sad-man Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 16.10.08, 12:35
          Ale się kolega popisał wysmakowanym poczuciem humoru.
          Czyżby katolicy zrobili ci jakąś krzywdę poświęconym pogrzebaczem lub obcęgami?
      • wilczypajak Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 15.10.08, 00:02
        Podobno z księdzem to nie grzech, a z lekarzem to zdrowo ;-)
        Przepraszam za żart, ale na pytanie w temacie niestety odpowiedzi
        nie znam, co więcej sam chciałbym znać odpowiedź, bo mimo, że żonę
        mam (i w trakcie rozwodu nie jestem) to seksu jak na lekarstwo i tez
        całkiem poważnie myślę o sposobach wygaszania swoich potrzeb
        seksualnych.
        • janznepomuka Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 15.12.08, 00:01
          > żonę mam (i w trakcie rozwodu nie jestem) to seksu jak na
          lekarstwo i tez
          > całkiem poważnie myślę o sposobach wygaszania swoich potrzeb
          > seksualnych.

          Nawet nie próbuj o tym myśleć. Zdradzać od razu nie trzeba, ale
          nawet nie myśl o myśleniu o wygaszaniu się.

          Dramatycznie w tej materii doświadczony Jan z N.
    • kachna79 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 15.10.08, 07:30
      Skoro wiara jest dla Ciebie ważna to poszukaj duszpasterstwa osób
      żyjących w związkach niesakramentalnych. Ty jako osoba samotna nie
      do końca do nich "pasujesz", ale tam powinnaś trafić na księdza
      fachowca. Nie wiem skąd pochodzisz, ale np. w Krakowie takie
      duszpasterstwo działa przy kościele Św. Anny.
      Poza tym jesśli zdecydujesz się na rozmowę z księdzem to radzę
      poszukać kogoś godnego zaufania, a nie pierwszego lepszego
      proboszcza.
      Jest jeszcze opcja trzecia: chrześcijański psycholog.
    • lambert77 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 15.10.08, 07:33
      rozwodzisz się więc już grzeszysz... jeden grzech więcej czy mniej ... co za
      różnica. Wiem wiem to diabelskie podszepty ale czy warto urządzać sobie piekło
      na Ziemi?? Myślisz, że Boga interesuje z kim sypiasz???
    • avide Tylko po co ?????? 15.10.08, 08:10
      Opowiem Ci moją historię z wiarą.
      Przed ślubem musiałem zrobić bierzmowanie bo wcześniej jakoś się nie udało. Aby to zrobić musiałem się oczywiście wyspowiadać. Za świadka bierzmowania postanowiłem wziąć sobie dobrego kumpla. W tym czasie żyłem z obecna żoną pod jednym dachem i oczywiście sypialiśmy w jednym łóżku itd. Bzykaliśmy się też, żeby nie było niejasności. Słowem grzeszyliśmy ale było jasne, że chcemy się pobrać.
      Kumpel zaś to był klasyczny wolny strzelec. Bzykał wszystko co się dało. Nie przepuścił żadnej okazji, ale... (uwaga) nie mieszkał z żadną kobietą na stałe pod jednym dachem.

      Poszliśmy obaj jednego dnia razem do spowiedzi do jednego księdza.
      No i teraz najlepsze.

      Oczywiście pełen ideałów powiedziałem wszystko co i jak by się porządnie wyspowiadać żałując za grzechy itp. Wtedy na prawdę byłem z tych głęboko wierzących.

      Coż... w konfesjonale po wyartykółowaniu swej historii usłyszałem, że żyję w grzechu, a to co robię jest niewyobrażalne. Usłyszałem że z "dziewuchą" nie powienienem pod jednym dachem itp. i dopóki będę tak żył rozgrzeszenia nie dostanę ze względu na owe "życie w grzechu". Tak też było.

      Zaraz po mnie do tego samego księdza szedł kumpel-"przelatywacz". Cóż, jemu też się oberwało, ale on usłyszał że "ULEGA POKUSOM". Że musi nad tym popracować bo "szatan go zwodzi" itp. Oczywiście z rozgrzeszeniem nie było problemu. On nie żył w ciągłym grzechu.

      Istotna różnica między nami była taka. Ja żyłem w ciągłym grzechu, choć żyłem z kobietą którą kochałem, kumpel "kochał" wszystkie dookoła kobiety, ale w ciągłym grzechu nie żył a tylko ulegał pokusom. Czytaj "błądził".

      Także, wiesz. Rozwód wcale nie oznacza życia bez seksu. Po prostu nie pakuj się do faceta na stałe i będziesz co najwyżej ulegać chwilowym pokusom. W końcu rzeczą ludzką jest błądzić :D:D:D:D:D.

      Wiara to jedno, doktryny KK to zupełnie inna para kaloszy. Dla mnie czysta polityka i hipokryzja.

      Pozdrawiam
      Avide.

      PS. Oczywiście zaraz po wspomnianej spowiedzi poszedłem prosto do drugiego konfesjonału i tam nie było problemu ;-)))))). Brak słów.
      • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:19
        20 lat temu widziałam film dokumentalny - nie wiem o czym był.
        Zapamietałam z niego jeden fragment - wywiad z włoskimi
        katoliczkami. Wszystkie po kilka skrobanek , rekordzistka chyba z
        10. No więc naiwny redaktor się pyta dlaczego nie używają
        prezerwatyw albo pigułek?
        - bo to grzech śmiertelny
        - no ale skrobanka też
        - ale po skrobance mogę obiecać poprawę i ksiądz da rozgrzeszenie, a
        po pigułkach nie i ksiądz nie da rozgrzeszenia :ooooo
        niedawno był wywiad z księdzem prowadzącym duszpasterstwo dla
        rozwiedzionych - poszukaj , poczytaj
        a propos ślubu - moja psiapsióła brała ślub,po iluś latach
        mieszkania z facetem. Ksiądz powiedział żeby przyszła do spowiedzi
        dzień przed, bo będzie tak wykończona psychicznie, że nie da rady
        już pogrzeszyć i może z czystym sumieniem obiecać poprawę :)))
        i tak do końca nie wiem - hipokryzja czy zdrowy rozsądek? :)
        • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:25
          Rumpo nie traktuj opinii tych włoskich katoliczek jako stanowiska
          KK:)
          • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:34
            a jak mam traktować? :)))
            przecież babki nie dostawały rozgrzeszenia za pigułki a za skrobanki
            tak

            bo obiecały poprawę

            ale Cię rozumiem, też mam problem, jak słyszę brednie wygadywane
            przez rozhisteryzowane wegetarianki i potem się człowiek musi
            wstydzić albo tłumaczyć :(((

            • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:41
              > ale Cię rozumiem, też mam problem, jak słyszę brednie wygadywane
              > przez rozhisteryzowane wegetarianki i potem się człowiek musi
              > wstydzić albo tłumaczyć :(((

              Może masz rację, że odbieram to osobiście. Co do stanowiska KK to są
              inne, bardziej wiarygodne źródła.
              Co do kwestii rozgrzeszenia to myślę, ze trzeba sobie uświadomić, że
              moralność katolicka odrzuca istnienie "mniejszego zła". Tzn. nie
              można unikać grzechu aborcji stosując grzeszną antykoncepcję (brzmi
              archaicznie, ale Ty zrozumiesz). Rozgrzesznie dostaję jeśli żałuje
              za grzech, obiecuję poprawę i chcę zadośćuczynić. Tego warunku nie
              spełnia para stosująca antykoncepcję hormonalną. Natomiast sam
              ciężar grzechu nie wyklucza rozgrzeszenia.
              • anula36 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:45
                ten przyklad tylko potwierdza lacznosc polskich i wloskich pseudokatolikow ktorzy modla sie co prawda pod figura,ale zasady KK wymyslaja i intepretuja dla siebie indywidualnie,moze ten diabelza skora tak ich korci:)
              • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:51
                ale można zabić aby ratować własne lub czyjeś życie?

                • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:53
                  tak... np. kapelani służą w wojsku.
                  można też dostać rozgrzeszenie za "zwykłe" morderstwo...
                  • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:00
                    czyli jest "mniejsze zło"
                    i przecież żołnierz nie może obiecać poprawy

                    :(


                    • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:03
                      podałaś przykład obrony siebie i innych - gdzie tu jest mniejsze zło?
                      • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:12
                        mniejsze zło to wyprawienie na tamten swiat kogoś kto chce cie zabić -
                        ale nie zmienia to faktu że to zabójstwo, czyli zło
                        oczywiście z Twojego punktu widzenia :))) z jego sprawa wygląda nieco
                        inaczej

                        • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:22
                          ja to widzę tak: ktoś chce skrzywdzić moje dziecko, a moim
                          obowiązkiem jest je chronić...

                          • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:40
                            popełniając zły uczynek którego konsekwencje będą - dobre?, lepsze?
                            szukam właściwego slowa niż gdybyś nic nie zrobiła i nadstawiła drugi
                            policzek
                            tutaj mamy już nie tylko mniejsze zło ale i relatywizm moralny :)


                            • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:55
                              > tutaj mamy już nie tylko mniejsze zło ale i relatywizm moralny :)

                              obrona słabszych nie jest przejawem relatywizmu moralnego - to w
                              odniesieniu do dzieci.
                              JA jakoś po ludzku czuję, że mam prawo i obowiązek chronić siebie i
                              swoją rodzinę, chronić przed złem (w tym wypadku kimś kto nas
                              atakuje) - natomiast nie jestem w stanie dyskutować o tym na
                              płaszczyźnie filozoficznej.
                              • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 12:32
                                ale czy ja mówię że nie?
                                pewnie że trzeba chronić

                                ale fakt faktem, czasem chroniąc te dzieci czy kogo innego robi się
                                rzeczy które są określane mianem złych - Marta ukradła, kto inny
                                zabił, to są złe rzeczy, robimy je bo wierzymy że nie da się
                                inaczej, że przyniesie do dobry rezlutat - dziecko nie będzie głodne
                                albo będzie bezpieczne

                                ale to nie zmienia faktu że są określane jako złe - kradzież,
                                pozbawienie życia
                                chyba że zmieniamy moralność na właśnie relatywną i oceniamy czyny w
                                zależności od ... sytuacji

                    • mujer_bonita Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:35

                      rumpa napisała:

                      > czyli jest "mniejsze zło"
                      > i przecież żołnierz nie może obiecać poprawy
                      >
                      > :(

                      Przykład nie do końca trafny. 'Mniejsze zło' istnieje w przypadku,
                      kiedy musisz wybrać a opcje są dwie. Jak w przypadku obrony
                      kobiecznej - życie atakującego czy Twoje.

                      Przy wyborze gumki czy aborcja są inne rozwiązania (szklanka wody
                      zamiast, NPR). W związku z tym nie ma 'mniejszego' tylko świadomy
                      wybór jednego lub drugiego zła (z punkru widzenia wiary oczywiście).
                      • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:51

                        Mniejsze zło' istnieje w przypadku,
                        > kiedy musisz wybrać a opcje są dwie

                        nie, może być tych opcji więcej i każda gdzies tam się lokuje na skali
                        zła i dobra pod względem skutków jakie przynosi

                        • mujer_bonita Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 11:06
                          rumpa napisała:
                          > nie, może być tych opcji więcej i każda gdzies tam się lokuje na
                          skali
                          > zła i dobra pod względem skutków jakie przynosi

                          Może być więcej ale jest OK kiedy wybieramy najmniej szkodzące
                          rozwiązanie z dostępnych.

                          Jak ktoś Cię atakuje to masz do wyboru Ty czy napastnik. Wybierasz
                          mniejsze zło (oczywiście ze swojego punktu widzenia).

                          W przypadku gumek i aborcji wybór jednego z tych rozwiązań kiedy
                          istnieją inne 'mniej złe' raczej nie może być usprawiedliwiony.
                          • rumpa Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 12:36
                            Jak ktoś Cię atakuje to masz do wyboru Ty czy napastnik. Wybierasz
                            > mniejsze zło (oczywiście ze swojego punktu widzenia).

                            oczywiście ze swojego punktu widzenia).

                            podkreslam to :)))

                            W przypadku gumek i aborcji wybór jednego z tych rozwiązań kiedy
                            > istnieją inne 'mniej złe' raczej nie może być usprawiedliwiony.
                            >

                            a gdzie tu mój punkt widzenia?
                            i mojego męża?

                            • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 12:41
                              > W przypadku gumek i aborcji wybór jednego z tych rozwiązań kiedy
                              > > istnieją inne 'mniej złe' raczej nie może być usprawiedliwiony.
                              > >
                              >
                              > a gdzie tu mój punkt widzenia?
                              > i mojego męża?

                              Jestem członkiem KK i przyjmuję jego naukę z całym bogactwem
                              inwentarza, również wtedy, gdy pewne nakazy i zakazy są niewygodne.
                              • glamourous Kachna 15.10.08, 14:29
                                kachna79 napisała:


                                > Jestem członkiem KK i przyjmuję jego naukę z całym bogactwem
                                > inwentarza, również wtedy, gdy pewne nakazy i zakazy są niewygodne.


                                Kachna, skoro juz tak zabrnelismy w ten off topic, to (sorry za
                                niedyskrecje ale zyczliwie, nie zlosliwie) pytam : co w takim razie
                                z seksem oralnym w Waszym zwiazku?
                                Przeciez o ile sie orientuje, KK nie pochwala takiej formy
                                erotycznej ekspresji....?
                                • kachna79 Re: Kachna 15.10.08, 14:35
                                  KK nie pochwala takiej formy
                                  > erotycznej ekspresji....

                                  zgodnie z moją wiedzą seks oralny nie jest zakazany:) - dla mnie to
                                  forma gry wstępnej. Wykładzik na ten temat znajduje się chyba na
                                  stronie szansaspotkania.pl.
                                  • glamourous Re: Kachna 15.10.08, 14:46
                                    Ja z kolei wielokrotnie slyszalam ze dla KK mozna sie cieszyc seksem
                                    do woli, ale pod warunkiem, ze malzonkowie daza do pelnego stosunku.
                                    Wedlug Kosciola seks oralny w malzenstwie to nie grzech, jezeli
                                    zakonczy sie klasycznym wytryskiem nasienia w pochwie. Czyli lodzik
                                    z polykiem lub bez nie wchodzi w gre. Tak czy nie?
                                    A czy maz moze doprowadzic zone jezykiem do orgazmu? czy tez musi
                                    ona zakonczyc rzecz "klasycznie"?

                                    (z ciekawosci pytam, bez zadnych ironicznych podtekstow)
                                    • kachna79 Re: Kachna 16.10.08, 07:59
                                      > Wedlug Kosciola seks oralny w malzenstwie to nie grzech, jezeli
                                      > zakonczy sie klasycznym wytryskiem nasienia w pochwie

                                      Według mojej wiedzy tak właśnie to wygląda. Co do orgazmu kobiety
                                      osiąganego poprzez stymulację oralna to chyba nie jest zakazana. Nie
                                      zacytuję jednak konkretnego dokumentu KK, bo go nie znam. Ja
                                      osobiście traktuję seks oralny jako grę wstępną i dlatego nie
                                      drążyłam tematu.
      • zakletawmarmur Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:49
        To co piszesz oczywiście ma logikę ale problem nie leży w "randze"
        grzechu...

        Jednym z warunków spowiedzi jest postanowienie poprawy. Żyjąc w
        grzechu ciągłym pokazujesz, że na poprawie Ci nie zależy bo grzech
        ciągle trwa a Ty nic z tym nie chcesz zrobić... Ksiądz miał pełne
        prawo nie dać Ci rozgrzeszenia. Z drugiej strony, ślub kościelny to
        też forma "postanowienia poprawy". Swoją drogą czy wspólne
        mieszkanie jest grzechem ciągłym? Nie wystarczyło zapewnić księdza o
        przedślubnej abstynencji? Chyba że nie wchodziła w grę:-)

        Kolega wcale nie musiał mieć w planach rezygnacji z życia
        seksualnego, jednak nie sądzę żeby tą informacją podzielił się z
        księdzem... Ksiądz musi ufać w dobre intencje spowiadającego.
        Przecież nie powie "Synu, nie dam Ci rozgrzeszenia bo widać że
        lubisz bzykać co popadnie i to się szybko nie zmieni".
        • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:58
          > Swoją drogą czy wspólne mieszkanie jest grzechem ciągłym? Nie
          > wystarczyło zapewnić księdza o przedślubnej abstynencji?

          Jest to sytuacja stałego narażenia się na grzech i kłóci się z
          mocnym postanowieniem poprawy, bo jeśli zeczywiście chę zmienić
          swoje zachowanie to unikam pokus. Poza tym "gorszenie" innych też
          jest złem.
          • zakletawmarmur Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:34
            > Jest to sytuacja stałego narażenia się na grzech i kłóci się z
            > mocnym postanowieniem poprawy, bo jeśli zeczywiście chę zmienić
            > swoje zachowanie to unikam pokus.

            Czy ksiądz jest w stanie ocenić lepiej od nas kiedy narażamy się na
            pokusę? Jeśli faktycznie robimy to celowo w naszym obowiązku leży
            wyspowiadanie się również z tego grzechu:-) Właściwie całe nasze
            życie jest jednym wielkim narażaniem się na grzech. Wg tej teorii to
            można doszukiwać się grzechów tam gdzie ich nie ma. Czy robienie
            makijażu jest grzechem? Czy chodzenie na randki nim jest? A może
            mieszkanie w akademiku zdominowanym przez facetów (gdy jest się
            dziewczyną)?

            Co do "gorszenia" innych. Czy dobry chrześcijanin powinien oceniać
            innych? Skąd ludzie wiedzą co oni w tym mieszkaniu robią? W
            akademiku często odwiedzał nas kolega. Spaliśmy w jednym łóżku.
            Czasami nawet w trójkę. I nigdy się nie bzykaliśmy. Jeśli ktoś czuł
            zgorszenie to tylko dlatego że oceniał nas ze swojej "grzesznej"
            perspektywy:-)
            Poza tym nie ma dokładnej definicji "gorszenia". Niektóre osoby są
            bardzo wyczulone. Czy dobra katoliczka powinna się do nich
            dostosowywać?
            • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:41
              > Czy ksiądz jest w stanie ocenić lepiej od nas kiedy narażamy się
              na pokusę?

              Czy mieszkając ze swoim chłopakiem nie narażam się na ryzyko, że
              jednak pójdę z nim do łóżka?
              Dla mnie jest jasne, że pokusa częściej będzie się pojawiać, gdy
              zamieszkamy pod jednym dachem.

              Czy jeśli wścieknę się na sąsiada i pójdę na rozmowę z naładowanym
              pistoletem to nie ryzykuję, że go użyję?
              Wiem, że przykład przerysowany, ale może przez to bardziej czytelny.
              • zakletawmarmur Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 11:30
                > Czy mieszkając ze swoim chłopakiem nie narażam się na ryzyko, że
                > jednak pójdę z nim do łóżka?

                E tam. Dla mnie ryzyko seksu jest większe gdy nie mieszkam z moim
                chłopakiem a tylko się regularnie spotykamy:-)

                > Czy jeśli wścieknę się na sąsiada i pójdę na rozmowę z naładowanym
                > pistoletem to nie ryzykuję, że go użyję?

                To oczywiste, jednak spróbuj to odnieś w jakiś sposób do
                mieszkającej razem pary, bo ja nie bardzo potrafię...
                • kachna79 Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 11:39
                  > To oczywiste, jednak spróbuj to odnieś w jakiś sposób do
                  > mieszkającej razem pary, bo ja nie bardzo potrafię...

                  Narzędzie zbrodni pod ręką, nawet w sytuacji chwilowej
                  niepoczytalności...
                  • zakletawmarmur Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 12:05
                    Tylko, ze ja w stan "niepoczytalności" wpadnę prędzej po kilku
                    dniowej nieobecności w domu. Wtedy faktycznie jestem gotowa na
                    wszystko:-)
                    • bi_chetny chrzest i hipokryzja 15.10.08, 12:18
                      mój syn przystępuje w tym roku do komunii - moja żona jest wierząca [choć jak na
                      moje wyobrażenie to tzw. wierząca niepraktykująca]. mamy ślub cywilny. nie
                      wtrącam się w to że żona chce żeby przystępował do komunii. to nie krzywda, bo
                      przecież i tak potem będzie myślał to co będzie chciał.
                      Problem polega na tym, że nie chcę kłamać synowi kiedy pyta mnie o moje poglądy.
                      staram się nie indoktrynować go w drugą stronę, bo sam wiem jakie to przykre w
                      tę pierwszą.
                      Pewnie niektórzy nazwą mnie hipokrytą, ale ja tylko nie staję okoniem.
                      • kachna79 Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 12:27
                        Jest taka opcja, że osoba wierząca bieże ślub kościelny z
                        niewierzącym. KK wymaga od strony niewierzącej, że umożliwi ona
                        stronie wierzącej religijne wychowanie dzieci - Ty chyba taką
                        postawę prezentujesz (pomimo braku ślubu kościelnego).
                        • bi_chetny Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 13:38
                          kachna: próbowaliśmy zawrzeć taki związek - kazano mi napisać list do kurii,
                          czemu nie wierzę. napisałem. nie przyjęli i powiedzieli że nie mogą pomóc.
                          zastanawiam się nad apostazją, ale to nie będzie łatwy krok ze względu na żonę
                          chociażby
                          • kachna79 Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 13:46
                            > kachna: próbowaliśmy zawrzeć taki związek
                            Ja Cię nie namawiam do ślubu w kościele. Tylko Twoja sytuacja
                            dotycząca wychowania dzieci skojarzyła mi się z tą formą zawierania
                            małżeństwa.
                            Rozumiem, że jesteś ochrzczony i dlatego myślisz o apostazji...
                            Decyzja trudna...
                            • bi_chetny Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 13:49
                              jestem ochrzczony i komunijny. hipokryzji nie lubię i w innej sytuacji nie
                              chrzciłbym dziecka. Ale jest żona, która jest wierząca. z tym że do kościoła nie
                              chodzi, do spowiedzi nie chodzi, itd. jak większość niby katolików. Żeby nie
                              było - szanuję ludzi wierzących którzy tę wiarę przyjmują z całym bagażem
                              obowiązków itd. Ale takich jest maleńko :)
                              • krzysztof-lis Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 14:05
                                > Ale jest żona, która jest wierząca. z tym że do kościoła nie
                                > chodzi, do spowiedzi nie chodzi, itd. jak większość niby katolików.

                                Mam taką samą żonę.

                                Powiedziałem, że jak ochrzci dzieci wbrew mnie, to się z nią rozwiodę. :)

                                Szczęśliwie mój punkt widzenia zrozumiała i zaakceptowała ze względu na
                                argumenty a nie na to ultimatum (no... taką mam przynajmniej nadzieję). ;)
                                • anula36 Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 14:15
                                  a po co chodzic do spowiedzi jak sie nie zaluje,nie obiecuje poprawy,ani nie dostanie rozgrzeszenia?
                                  Dla zabicia czasu?
                                  • bi_chetny Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 14:18
                                    anula, ja się zgadzam. tylko po co ta cała chrześcijańska otoczka ?
                                    mnie się śmiać chce, bo gdybym uważał że jestem wierzący, to praktykowałbym
                                    również. Ale u nas to wychowanie, otoczenie...
                                  • krzysztof-lis Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 14:25
                                    > a po co chodzic do spowiedzi jak sie nie zaluje,nie obiecuje
                                    > poprawy,ani nie do stanie rozgrzeszenia?

                                    A bo ja wiem? Nie jestem ani wierzący ani praktykujący, więc Ci nie odpowiem na
                                    te pytania. ;)

                                • bi_chetny Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 14:18
                                  krzysztof-lis: ochrzciliście czy nie ?
                                  • krzysztof-lis Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 14:25
                                    Na razie się nie urodziło jeszcze, ale plan jest taki, że chrzcić nie będziemy.
                      • zakletawmarmur Re: chrzest i hipokryzja 15.10.08, 18:32
                        Jestem ateistką. Cała rodzina, przyjaciele, a nawet dalsi znajomi są
                        wierzący. Ślub kościelny dla mnie odpada, jeśli facet nie potrafiłby
                        tego zaakceptować to nie wyobrażałabym sobie naszego wspólnego życia
                        razem. Akceptacja życiowych poglądów jest dla mnie podstawą związku.
                        Na chrzest dziecka zgodzić musiałam się bo mój facet chciał. Miał
                        dbać o jej rozwój duchowy... Na obietnicach się niestety skończyło,
                        w kościele nie byli razem od czasu chrztu.

                        Córka chodzi do przedszkola więc i zaczęła zauważać moją "inność".
                        Nie jest to problem. Takie małe dzieci przyjmują wszystko za
                        oczywistość dlatego nie powinno się odkładać odpowiedzi na trudne
                        pytania na później.
                        Jakiś czas temu padło pytanie "mamusiu a ty w bozie nie wierzysz?".
                        Powiedziałam szczerze że nie wierzę:-) Że jedni ludzie wierzą a inni
                        nie. Przy okazji porozmawiałyśmy trochę o innych wiarach, nie
                        tylko "w bozię". Przyjęła to bardzo naturalnie.

                        Gdy pyta o coś kontrowersyjnego np. "co jest gdy się umiera",
                        odpowiadam że jest na ten temat kilka teorii i opisuje je szczerze.
                        Mówię jej także jakie jest moje zdanie na ten temat.
                        Nie uważam, żeby było w tym coś niestosownego. Może i jest to
                        indoktrynacja, ale chyba nie szkodliwa? W końcu w moim obowiązku
                        jako rodzica leży wpajanie dziecku jakiś przekonań. Gdybym uważała,
                        że moje przekonania są gorsze od przekonań katolika to nawróciłabym
                        się:-)
                        • bi_chetny Re: chrzest i hipokryzja 16.10.08, 11:28
                          i słusznie. mówiąc o indoktrynacji miałem raczej na myśli wpajanie na siłę
                          innych wartości. również mówię mojemu synowi prawdę, ale nie odwodzę go na siłę
                          od tego.
        • avide Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 10:08
          Wiem że ksiądz miał prawo itp.

          Tyle, że stosując pokrętną semantykę można by sprawę przedstawić tak:

          Jak żyjemy pod jednym dachem i nie sypiamy ze sobą jest ok ?? Tak??

          Zatem żyjemy i nie sypiamy a jak się przez przypadek bzykniemy (np co drugi
          dzień ;-)) to "ulegliśmy pokusie". Mamy postanowienie poprawy ale, że człowiek
          grzesznym jest więc znowu ulegamy pokusie. I tak w kółko.

          Jak dla mnie czysta hipokryzja.
          Ale czyż tak nie można by tego uzasadnić ???? Jedyna różnica, że ja ulegam
          "jednej i tej samej pokusie" a ktoś inny ulega ciągle nowym pokusom.
          • zakletawmarmur Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 11:22
            Nie mogę się zgodzić.
            Kiedy para postanawia ze sobą zamieszkać to raczej ma świadomość że
            będzie się regularnie bzykać.
            Mój kolega wynajmował mieszkanie z różnymi ludźmi, kiedyś trafił na
            fajną laskę. Nikogo nie zdziwi fakt, że pewnego razu wykorzystał
            okazję i ją bzyknął... Dziewczyna, żałowała tego bo "miała zasady"
            jednak z czasem zliberalizowała je. W końcu zostali parą i bzykali
            się bez zahamowań.

            Efekt faktycznie może być taki sam ale nie musi.
            Spróbuj dostrzec tą subtelną różnicę na początku ich znajomości i po
            dłuższym czasie...
            Początkowo dziewczyna żałuje i obiecuje poprawę. Oczywiście
            wychodzimy z założenia, że jest szczera:-)
            Gdy mieszkają już razem jako para i sex jest normą to raczej nikt
            tego nie żałuje lub/i nie chce zmieniać stanu rzeczy...
            Nie zawsze potrafimy dobrze założyć czy coś się stanie czy się nie
            stanie… Ulec pokusie możemy jedynie wtedy gdy tego nie chcemy.
            Inaczej to przestaje być pokusą...
            • avide Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 14:50
              zakletawmarmur napisała:

              > Nie mogę się zgodzić.
              > Kiedy para postanawia ze sobą zamieszkać to raczej ma świadomość że
              > będzie się regularnie bzykać.


              ;-))))))))))))))))))))))))))))))
              Chcesz powiedzieć to tym wszystkim facetom i mężczyznom którzy seks w związku mają kilka razy w roku lub rzadziej :D:D:D:D

              Jak widać różnie to z tą oczywistością bywa ;-)))))).
              • zakletawmarmur Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 15:35
                :-))))))))))))

                No wiesz. Można raz do roku ale regularnie...

                Jeśli założymy, że ograniczenie lub całkowite wyeliminowanie grzechu
                jest pozytywne... To z punktu widzenia kk w wielu przypadkach
                wspólne mieszkanie przed ślubem powinno być uważane za dobry
                pomysł:-)
      • marek_gazeta Re: Tylko po co ?????? 15.10.08, 09:50
        Ksiądz to tylko człowiek. Mógł mieć zły dzień. Poza tym, nie wiadomo, co dokładnie kumpel powiedział w konfesjonale - i JAK to powiedział.
    • sara.pl Re: żyć bez seksu...TYLKO CO TO ZA ŻYCIE?? 15.10.08, 08:27
      Zebra,

      podpisuję się pod tym, co napisał Avide.

      Jak byłam panną miałam narzeczonych, a którymi mieszkałam i
      prowadziłam "urozmaicone" zycie osobiste i nie było żadnego
      problemu, żeby otrzymać rozgrzeszenie.

      Od 8 lat współżyję z mężem wyłącznie, mamy dom wspólny, dziecko,
      tyle, że mamy ślub cywilny - i tu już "ni kuku" nie dostanę
      rozgrzeszenia. Trudno również w mojej sytuacji mówić o stałym
      grzeszeniu - bo grzeszenie odbywa się 5 razy do roku -i oczywiście
      informuję o tym księdza.

      Kiedy bardziej grzeszyłam?
      Do przemyślenia.

      Sara
      • anula36 Re: żyć bez seksu...TYLKO CO TO ZA ŻYCIE?? 15.10.08, 09:24
        zawsze mnie fascynowalo ze ludzie ludzie ktorzy wybrali zwiazek niesakramentalny ze wszystkimi jegokonsekwencjami z uporem maniaka biegaja czy chcieliby biegac do spowiedzi, jakby fakt tego wyboru byl jakas okolicznoscia od nich niezalezna.
        • sara.pl Re: do Anuli 15.10.08, 09:43
          Anula,

          nie biegam do spowiedzi.
          Byłam raz, kiedy moje dziecko miało mieć chrzest.

          pzdr,
          Sara
          • anula36 Re: do Anuli 15.10.08, 09:49
            nie tylko ty tak masz, to raczej powszechna hipokryzja.Znam wielu ludzi dla ktorych slub koscielny to bleee ( choc przeszkod brak),ale dzieci chrzcza. Na wszelki wypadek, gdyby sie jednak okazalo ze jakas sila wyzsza istnieje?
            • manahmanah77 Re: do Anuli 15.10.08, 09:56
              Nie na wszelki wypadek, a ze względu na odium społeczne.

              Nie ochrzciliśmy synów, przy pierwszym zwierzchnik zawołał żonę na dywanik i
              "przyjaźnie" oznajmił, że MUSIMY to zrobić bo inaczej złamiemy dziecku życie i w
              ogóle co to za zwyczaje.
              Część rodziny przestała dzwonić i przysyłać kartki na święta.
              Znajomi, jak o tym słyszą, śmieją się bardzo nerwowo.
              Nie wiemy, jak to będzie w szkole, to dopiero nas czeka.

              Nie dziwię się tym, którzy dla świętego spokoju dzieci chrzczą.
              • anula36 Re: do Anuli 15.10.08, 09:59
                w szkole bedziecie robic dobre wrazenie:)
                Biezmowania mozna juz uniknac dosc prosto i bez wielkiego ostracyzmu.
                • rumpa Re: do Anuli 15.10.08, 10:08
                  ochrzciłam a raczej dałam ochrzcić syna mężowi
                  po podpisaniu parafki że weźmiemy ślub koscielny
                  wstyd mi do dziś
                  ale umiarkowanie
                  bo generalnie mi to wisi

                  przy drugim powiedziałam mężowi, żeby sam załatwiał, bo ja nie mam
                  zamiaru się wygłupiać - do dziś biega nie ochrzszczony

                  na religię nie chodzą

                  w szkole w Warszawie nie było problemu
                  ale w małym mieście?
                  wcale się nie dziwię że ludzie sie poddają
                  bo to co potrafią zrobić tacy odmóżdżeni, uczciwi katolicy w stylu
                  tych Włoszek z mojego programu jest naprawdę przerażające
                  zawsze najbardziej się bałam "uczciwych" kobiet o wąskich
                  horyzontach
                  ich siła jest przerażająca
                  lawina błota to przy tym pikuś
              • kachna79 Re: do Anuli 15.10.08, 10:01
                Zaznaczam, że nie chcę polemizować z Twoimi przekonaniami, ale wierz
                mi, że bycie praktykującym katolikiem też naraża na odium społeczne.
                Doświadczam tego na co dzień. Ci ludzie, którzy "śmieją się bardzo
                nerwowo" słysząc o braku chrztu Twoich dzieci równie nerwowo reagują
                na fakt, że np. stosuę NPR...
                • anula36 Re: do Anuli 15.10.08, 10:05
                  Mysle Kachna ze jednak latwiej poruszac sie wsrod nerwowo chichoczacego spoleczenstwa zgodnie ze swomi przekonaniami niz im wbrew (tylko dla swietego spokoju).
                  Mam duzo szacunku do takich ludzi jak Ty.
                  • kachna79 Re: do Anuli 15.10.08, 10:19
                    Dokładnie o to chodzi - jak żyjesz zgodnie ze swoimi przekonaniami
                    to radzisz sobie z ostracyzmem innych. Dlatego wyżej cenię
                    konsekwentnych nie-katolików niż osoby ustawiające się "z wiatrem".
                    Zresztą żeby żyć zgodnie z własnymi przekonaniami trzeba te
                    przekonania mieć...
                    • anula36 Re: do Anuli 15.10.08, 10:28
                      Zresztą żeby żyć zgodnie z własnymi przekonaniami trzeba te
                      przekonania mieć...

                      otoz to...
                    • rumpa Re: do Anuli 15.10.08, 10:30
                      Kachna, jest duża różnica pomiędzy nerwowym chichotem a pogardą i
                      potepieniem


                      • kachna79 Re: do Anuli 15.10.08, 10:36
                        > Kachna, jest duża różnica pomiędzy nerwowym chichotem a pogardą i
                        > potepieniem

                        określenie "nerwowy chichot" zapożyczyłam od przedmówcy, który
                        doświadcza go właśnie z powodu braku chrztu dzieci. Często spotykam
                        się z pogardą dla moich poglądów. Każdy sam wybiera drogę dla
                        siebie - tylko chciałam uświadomić niektórym, że bycie katolikiem w
                        naszym katolickim kraju też nie jest stąpaniem po płatkach róż.
                        • sara.pl A propos chrztów:) 15.10.08, 10:43
                          Ej Kobietki,

                          dajmy spokój tym chrztom na tym forum:)
                          Może niepotrzebnie dałam ten przykład - za co przepraszam.

                          miłego dnia,
                          Sara
                          • anula36 Re: A propos chrztów:) 15.10.08, 10:49
                            tak sie akurat dyskusja rozwinela:) Co poradzic, ze forumowicze nie sa ograniczeni dojednego tematu:)
      • kachna79 Re: żyć bez seksu...TYLKO CO TO ZA ŻYCIE?? 15.10.08, 09:30
        > Kiedy bardziej grzeszyłam?
        To złe pytanie, bo rozgrzeszenie dostajesz bez względu na ciężar
        gatunkowy grzechu. Natomiast niezbędne jest spełnienie pięciu
        warunków dobrej spowiedzi, w tym żal za grzechy, postanowienie
        poprawy i zadośćuczynienie - mieszkając z partnerem nie spełnisz
        tych warunków.
        • renebenay Nareszcie zrozumialem ze, 15.10.08, 14:10
          brak seksu czy wspolzycia z powodow kulturalno-obyczajowych a wiec przekonan
          religijnych jest chyba choroba albo przynajmniej efektem prania mozgow.
          • anula36 Re: Nareszcie zrozumialem ze, 15.10.08, 14:33
            no wlasnie nasunela mi sie refleksja ze wyzwolenie religijno obyczajowe jakos wyzwolonego seksu nie gwarantuje...
            • bi_chetny Re: Nareszcie zrozumialem ze, 15.10.08, 14:42
              anula36: a dlaczego ? problem pojawia się wtedy, kiedy obie strony mają trochę
              inne poglądy i wychowanie ?
              • anula36 Re: Nareszcie zrozumialem ze, 15.10.08, 14:49
                a nie wiem dlaczego. Moze wyzwolenie jest tylko pozorne- pseudowyzwolenie pseudokatolikow?
                • bi_chetny Re: Nareszcie zrozumialem ze, 15.10.08, 14:54
                  wyzwolenie obyczajowe, akceptacja siebie, otwartość powodują większą radość z
                  seksu. Religia często hamuje te procesy.
                  • anula36 Re: Nareszcie zrozumialem ze, 15.10.08, 14:58
                    ja widac nie ma 100% regul:)Na szczescie.
          • kachna79 Re: Nareszcie zrozumialem ze, 15.10.08, 14:42
            > brak seksu czy wspolzycia z powodow kulturalno-obyczajowych a wiec
            przekonan
            > religijnych jest chyba choroba albo przynajmniej efektem prania
            mozgow.

            Z powodów kulturalno-obyczajowych mamy pseudokatolików, którzy
            udają, że wierzą bo tak zostali wychowani, bla bla bla...
            Przekonania religijne natomiast to coś co wybieram sama, bo się
            przekonałam, że dla mie to ważne i wartościowe.
            A co do prania mózgu to chyba przesadzasz, ale każdy ma swoje zdanie.
    • zebra12 To nie takie proste 16.10.08, 11:20
      Jestem wierząca od ponad 20 lat. Zawsze starałam się żyć wg zasad, w które
      wierzę. Dlatego do ślubu szłam jako dziewica...
      Po kilkunastu latach małżeństwa zdecydowałam się na rozwód. Już to jest samo w
      sobie grzechem. Dlatego powinnam przynajmniej zachować wierność byłemu mężowi i
      żyć sama do końca życia. Ale jest mi z tym bardzo ciężko. Nie mam do kogo się
      odezwać wieczorem (poza dziećmi), nie mam wsparcia, pocieszenia, no po prostu
      kogoś bliskiego. Dodam, że NIE jestem katoliczką. Należę do kościoła
      ewangelicznego i nas nie ma spowiedzi, a za cudzołóstwo wylatuje się ze
      społecznosci. Jeśli ktoś chce pozostać, to musi wyznać grzech przed ... całą
      społecznością! I oczywiście nie popełnić go znów. Dlatego u nas dyskusji nie ma.
      Już sam rozwód mnie wyklucza. A już nowy partner zupełnie. Dlatego zupełnie nie
      wiem co robić. Sytuacja patowa. Dzieci ochrzciłam w zeszłym roku w KK. Raz dla
      świętego spokoju, dwa, zeby jednak miały kontakt z kościołem. Ochrzcili mi je,
      mimo, że ja nie jestem ochrzczona w KK... Mało tego, ksiądz powiedział, ze mogę
      wziąć ślub kościelny, bo jeszcze tutaj go nie brałam! Jak dla mnie to dziwne, bo
      Bóg jest jeden dla wszystkich denominacji i przysięga jest przysięgą.
      Ale mam zagmatwane życie.
      • manahmanah77 Re: To nie takie proste 16.10.08, 12:11
        Oj, napisałem dłuższą odpowiedź i poooszła gdzieś w otchłań Internetu. Ta będzie
        krótsza, ale do rzeczy.

        Faktycznie, masz zagmatwaną sytuację, nie zazdroszczę. Ale może tak naprawdę, to
        upraszcza sprawę?

        Dzieci już należą do KK, może pójdziesz za nimi? Nie uchybisz swojej wierze,
        zachowasz kontakt z żywym kościołem, a przez "sztuczkę proceduralną" będziesz
        mogła zbudować życie na nowo. A choć nie jestem wierzący, z tego co wiem, Bóg
        jest miłością, nie sądzę, aby miał Cię za to potępić.

        Jeśli samotność doskwiera Ci teraz, pomyśl jak będzie, jak dzieci będą miały
        swoje życie i nie będą spędzały czasu z Tobą.

        To trudny wybór i ciężka sprawa, ale zrób tak, żebyś była szczęśliwa. Jesteś to
        winna sobie, swoim dzieciom, swoim rodzicom - wszystkim, którym na Tobie zależy.
      • rumpa Re: To nie takie proste 16.10.08, 13:10
        wbrew pozorom jest bardzo proste
        1) uważasz że życie wieczne jest warte tego doczesnego, żyjesz i
        starzejesz się w samotność, trując bądź nie, tego nie wiemy i nie
        umiemy przewidzieć, swoje dzieci
        nie ryzykując też kolejnych problemów z mężczyznami
        jesteś co prawda nieszczęśliwa ale moralna i zbawienie jak w banku -
        co powinno Ci pocieszać, no i wspólnota nie wykopie - swoją drogą -
        urocze stosunki i zasady - powiedziałabym, zaprzeczenie
        chrześcijaństwa, ale co mi tam, nie moja sprawa, rodzina
        zorganizowana w ten sposób to dla mnie koszmar,a co dopiero
        społeczność, no nic
        2)rezygnujesz z bezpieczeństwa, włączasz umysł analityczny i
        działasz - chcesz zachowywać zasady czy zdrowy rozsądek i szczęście,
        wierzysz w Boga Miłosiernego czy Karzącego, czy ludzie którzy tak
        traktują bliźnich - Twoja wspólnota, godni są tego abyś dla ich
        aprobaty i łaskawego dopuszczenia do kręgu wybrańców zmarnowała
        szansę na szczęście i miłość, ciepło, zaufanie i wsparcie -
        prawdziwe wsparcie, bezwarunkowe, a nie to coś, co w Twoich kręgach
        wsparciem jest nazywane. Przecież nie masz zamiaru puszczaś się na
        prawo i lewo, tylko zbudować dobry związek.
        Ale w tym wypadku zostajesz sama i w niepewności, jak to zostanie na
        Sądzie Ostatecznym potraktowane. Musisz odbudować swoje życie na
        nowo, walczyć, mysleć, postawić się. I ufać, że jesteś mądrą i dobrą
        osobą, która wie lepiej co jest dla niej i jej dzieci dobre niż cała
        reszta razem wzięta.
        Nie da się zjeść cukierka i mieć cukierka.
        To naprawdę jest proste.
        Natomiast nie jest łatwe :(((

        zainteresował mnie ten fragment - wierząca od 20 lat?
        mogłabyś coś bliżej?

        • zebra12 Co tu tłumaczyć? 17.10.08, 05:48
          Wcześniej byłam niewierząca. Nie chodziłam do żadnego kościoła, nie byłam
          ochrzczona. Tyle.
          • lobuz5 Re: Co tu tłumaczyć? 17.10.08, 13:45
            A jeśli Cię wykluczą to co z tego?? Pójdziesz do kościłoa
            katolickiego. Przeciez to praktycznie ta sama wiara a wykluczają
            tylko jak się nie chce płacić:)) Sama sobie zrobiłaś więzienie,
            żyjesz w sztucznie stworzonym świecie i jeszcze się żalisz.
    • sad-man Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 17.10.08, 01:10
      Autorka wątku szukała porady, a teraz ma przed sobą lekturę niezbyt ciekawego
      starcia między zwolennikami KK i przeciwnikami.
      Off topic zjadł topic.
      • rumpa Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 17.10.08, 01:20
        bo na jej problem nie ma tak naprawdę rady - kobita widzi że ją
        zżerają jej własne zasady - i albo zmieni zasady albo zasady ją
        zeżrą.
        W każdej sytuacji ma jakieś plusy i minusy. Ale ona musi wybrać -
        czy idzie dalej jak szła czy ...szuka innej drogi.
        Tzn nie musi wybierać = może się toczyć i liczyć na to że powiedzmy
        spotka tak fantastycznego faceta że rozterki diabli wezmą.
        Ale na krótko i pewnie wtedy nic nie wyjdzie, bo nie wyrobi
        psychicznie.
        Może się okazać że będzie musiała swoją drogę wyrąbać maczetą w
        absolutnej głuszy.
        Ale ciagle ma nadzieję że ktoś ją przytuli do memłona, pogłaszcze po
        główce i da odpowiedź że wszystko można pogodzić.
        No niestety, nie wszystko.
      • misiaczek47 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 13.12.08, 10:00
        Kiedy słucham wywodów na temat seksu, robi mi się niedobrze. Większość z nas ma
        "wyrobione" pojęcie na ten temat, więc jest "za", bo cementuje małżeństwo, albo
        jest "przeciw", ponieważ powinno się go uprawiać tylko w celu prokreacji.
        Ci pierwsi z nas do których należę i ja, najczęściej nie mają udanego seksu w
        związku, zatem szukają go poza nim, ci drudzy natomiast, najczęściej nie poznali
        wspaniałych zalet, naprawdę dobrego seksu, więc chowają się za parawanem
        bezdusznych zasad KK, który chociaż jest autorem tych zasad, sam je ma za nic i
        kiedy tylko nadarzy się okazja wykorzystuje własne przyrodzenie, by przypadkiem
        mu nie uwiądł z bezużyteczności "interes".
        Beznadzieja... Rzadko zdarza się tak, że para uznaje seks, jako doskonały
        element cementujący związek i podtrzymujący, a nawet rozpalający ogień miłości w
        związku.
        Przykro to stwierdzić, ale większość kobiet nie traktuje seksu, jako czegoś
        pozytywnego, czegoś co nie tylko przydaje uroku, ale także wzmacnia związek,
        zapewne z tego powodu, że ich partnerzy nie dbają o nie podczas fizycznego
        zbliżenia (facet myśli tylko o sobie), ale są też mężczyźni, którzy nie mają
        takich potrzeb i w tym przypadku sytuacja jest o wiele poważniejsza, chyba, że
        jest on wielbicielem tzw. miłości francuskiej i należycie pojmuje słowa płynące
        z biblii "więcej szczęścia wynika z dawania, aniżeli z otrzymywania".
        Co zatem robić?
        Korzystać z życia, dopóki ona jest. Mieć w d.... wszelkie zasady, bo głupio
        będzie umierać w poczuciu, że się to życie zmarnowało. Lepiej bowiem przeżyć
        coś, czego później będzie się żałowało, aniżeli żałować czegoś z czego kiedyś w
        życiu się zrezygnowało.
    • clooney_g Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 17.10.08, 05:06
      wista-wio !
      • happybean Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 17.10.08, 13:53
        a czemu sie rozwodzi skoro jest wieząca? a i do wczesniejszych postów wg wiary
        katolickiej nie ma czegos takeigo jak uniewaznienie małzenstwa mozna tylko
        stwierdzic jego niewaznosc ze ono od poczatku jest niewazne gdy np druga osoba
        ukrywał chorobe psychiczna
        • renebenay Dziwne 17.10.08, 14:52
          Zebra12,jest matka i dziwne ze,nie potrafi podjac normalnej decyzji.
          Jakby jej dziecko bralo narktyki czy palilo papierosy to by nastapila
          jej prawidlowa reakcja ale sama gdy grzeznie staje sie bezbronnie naiwna.
    • zebra12 No dobra, poddaję się! 03.12.08, 11:28
      Nie dam rady żyć bez seksu! Nosi mnie pościanach, właśna rączka nie
      wystarcza a i tak jest potrzebna kilka razy dziennie. Na dole
      powódź, ciężko chodzić, bo czuć, hmmm, coś czego nie powinno być
      normlanie czuć...
      Umówiłam się na seks. Z byłym :) On też chcętny. Bez zobowiązań, bo
      on już kogoś ma. Muszę to zrobić i to szybko, bo mi mózg nie działa
      normalnie!
      A nigdy nie byłam demonem seksu...
      • mujer_bonita Re: No dobra, poddaję się! 03.12.08, 13:24
        zebra12 napisała:
        > Bez zobowiązań, bo
        > on już kogoś ma.

        Wielkie halo o religię ale to Ci akurat nie przeszkadza?
        • nawrocona5 Re: No dobra, poddaję się! 03.12.08, 13:37
          Jeśli dobrze zrozumiałam, to wobec kościoła były mąż jest nadal mężem a jego
          nowa pani cudzołoznicą:)
          Więc autorka grzechu nie popełni, ani religii sie nie sprzeniewierzy:)
          • mujer_bonita Re: No dobra, poddaję się! 03.12.08, 13:42
            nawrocona5 napisała:
            > Więc autorka grzechu nie popełni, ani religii sie nie
            sprzeniewierzy:)

            I to jest chyba właśnie ten przypadek, gdzie zasady krzywdzą
            ludzi :P Choć tu w zasadzie to wybiórcze ich stosowanie ;)
    • nawrocona5 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 03.12.08, 13:40
      Morał z tego dwojaki:
      Po pierwsze - nie sytuacji bez wyjścia
      Po drugie - przestrzeganie zasad tez może sprowadzić człowieka na manowce
      :)))))))))))
      • nowaak Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 03.12.08, 19:02
        kiedyś wracałem z nart i włączyłem po drodze Radio Maryja.Akurat jakaś bardzo
        starsza (po głosie sądząc) pani dzwoniła do księdza z pytaniem CO ONA MA ZROBIĆ,
        bo jej sąsiedzi chcą się rozstać a mają trójkę dzieci, chociaż nie mają ślubu
        kościelnego.Ksiądz pochwalił, że zadzwoniła i przyznając, ze sytuacja bardzo
        trudna (związek bez sakramentów, no ale w końcu chodzi o dobro
        dzieci)poradził:"Córko, ty do nich idź i namów, żeby się nie rozstawali ale ze
        sobą nie współżyli". Autentyk!!!
        • misiaczek47 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 13.12.08, 09:13
          Kiedy słucham wywodów na temat seksu, robi mi się niedobrze. Większość z nas ma
          "wyrobione" pojęcie na ten temat, więc jest "za", bo cementuje małżeństwo, albo
          jest "przeciw", ponieważ powinno się go uprawiać tylko w celu prokreacji.
          Ci pierwsi z nas do których należę i ja, najczęściej nie mają udanego seksu w
          związku, zatem szukają go poza nim, ci drudzy natomiast, najczęściej nie poznali
          wspaniałych zalet, naprawdę dobrego seksu, więc chowają się za parawanem
          bezdusznych zasad KK, który chociaż jest autorem tych zasad, sam je ma za nic i
          kiedy tylko nadarzy się okazja wykorzystuje własne przyrodzenie, by przypadkiem
          mu nie uwiądł z bezużyteczności "interes".
          Beznadzieja... Rzadko zdarza się tak, że para uznaje seks, jako doskonały
          element cementujący związek i podtrzymujący, a nawet rozpalający ogień miłości w
          związku.
          Przykro to stwierdzić, ale większość kobiet nie traktuje seksu, jako czegoś
          pozytywnego, czegoś co nie tylko przydaje uroku, ale także wzmacnia związek,
          zapewne z tego powodu, że ich partnerzy nie dbają o nie podczas fizycznego
          zbliżenia (facet myśli tylko o sobie), ale są też mężczyźni, którzy nie mają
          takich potrzeb i w tym przypadku sytuacja jest o wiele poważniejsza, chyba, że
          jest on wielbicielem tzw. miłości francuskiej i należycie pojmuje słowa płynące
          z biblii "więcej szczęścia wynika z dawania, aniżeli z otrzymywania".
          Co zatem robić?
          Korzystać z życia, dopóki ona jest. Mieć w d.... wszelkie zasady, bo głupio
          będzie umierać w poczuciu, że się to życie zmarnowało. Lepiej bowiem przeżyć
          coś, czego później będzie się żałowało, aniżeli żałować czegoś z czego kiedyś w
          życiu się zrezygnowało.
          • nawrocona5 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 13.12.08, 10:04
            misiaczek47 napisał:
            ci drudzy natomiast, najczęściej nie poznal
            > i
            > wspaniałych zalet, naprawdę dobrego seksu, więc chowają się za parawanem
            > bezdusznych zasad KK

            Przesadzasz. "Chowanie sie za parawanem" -jak piszesz- nie jest wcale takie
            proste. Jednym przychodzi łatwo, inni zmagaja się codziennie ze swym sumieniem i
            zasadami, a mimo to trzymają sie tych zasad. I wcale nie dlatego, że uważają, iż
            seks=prokreacja.
            Wystarczy poczytać dokładnie to forum, aby stwierdzic, że twój post jest -
            delikatnie mówiąc - mało przemyślany.
            Ja akurat należę do samej grupy co ty. Tyle, że - szukając seksu poza związkiem
            - nie dorabiam do tego jakiejś wielkiej ideologii.
            Po prostu - każdy żyje tak jak potrafi. Nie trzeba nikogo nawracać:)))
    • agus.1981 Re: Nauczyć się żyć bez seksu... 13.12.08, 14:37
      Witam szukam do programu tv osób które po narodzinach dziecka nie
      maja ochoty na seks...jeśli byliby Pańswto skłonni porozmawiać na
      ten temat z dziennikarzem proszę o kontakt na numer gg 10138298
      pozdrawiam serdecznie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka