24.10.08, 12:36
Pewnie banalne - byle jakie pytanie ..Jak to jest mieś kochanka -
być żoną i matką ..Jak długo to trwa - kto traci na takiej zabawie -
a może nikt ? moze tak jest lepiej - utrzymać zwiazek jesli są
dzieci a kochanek na wieczór ?
Obserwuj wątek
    • prosty_facet Re: Kochanek? 24.10.08, 12:45
      jagularka4 napisała:

      > Jak to jest mieś kochanka?

      Sprawdź ;-)
      • glamourous :-)) 24.10.08, 12:50

        Prosty, musze Ci to powiedziec : po prostu POWALASZ sygnaturką ;-))
        • prosty_facet Re: :-)) 24.10.08, 13:54
          glamourous napisała:

          >
          > Prosty, musze Ci to powiedziec : po prostu POWALASZ sygnaturką ;-))
          >
          Dzięki ;-) Ale to nie moje - to cytat ;-)
          • marcin_rz Re: :-)) 27.10.08, 13:14
            tak, tak, to Maleńczuk
      • jagularka4 Re: Kochanek? 24.10.08, 12:53
        Sprawdzę :)) z pewnoscia ..
        • teklana Re: Kochanek? 24.10.08, 13:09
          i odpowiesz sobie na nurtujace Cię pytanka ;-)Baw sie dobrze
    • avide Re: Kochanek? 24.10.08, 13:03
      Z chęcią bym Ci powiedział coś mądrego ale nie nigdy kochanka nie miałem i nie
      zamierzam mieć ;-))))
      Jestem zdecydowanie hetero ;-)).
      W zasadzie to nie wyobrażam sobie jak to można chcieć mieć KOCHANKA ;-)))
      Kochankę to rozumiem, ale kochanka ?Bryyyyy ;-)).
      • jagularka4 Re: Kochanek? 24.10.08, 13:11
        Ha ha ha ha dzieki
    • nawrocona5 Re: Kochanek? 24.10.08, 13:45
      Nie wiem czy moja odpowiedź cos wniesie do tej dyskusji. Nie zabierałam dotąd
      głosu, mimo że czytam wasze forum od pewnego czasu. Ale jakoś mi głupio
      przyznawać się i pisać hymny pochwalne na temat seksu pozamałżeńskiego, bo temat
      jest śliski.

      Ale jagularka zadała pytanie -jak to jest
      Odpowiadam: w moim przypadku bardzo pozytywnie. W zasadzie mogłabym napisać
      rozprawę pt "wartości terapeutyczne zdrady" :))
      W moim małżeństwie seksu nie ma w ogóle od lat. Nie sypiam więc z dwoma
      mężczyznami.
      Istnienie kochanka paradoksalnie poprawiło moje relacje z mężem.
      On nie wie że jest oszukiwany i mysli chyba że po latach konfliktów nasz związek
      się ustabilizował.
      Prawda jest taka, że odkąd mam kogoś przestałam moje małżeństwo widziec jako
      pułapkę bez wyjścia. Nie czuję się już upośledzona w tej dziedzinie, nie czuję
      tego skrępowania kiedy słyszę rozmowy lub dowcipy o seksie. Nie czuję zawiści,
      kiedy oglądam film na którym ludzie się pragną i kochają.
      Wreszcie jestem normalną kobietą, bez tego strasznego uczucia,że coś mnie w
      życiu omija a lata lecą..
      Dlatego jestem spokojniejsza, bardziej tolerancyjna, mniej skłonna do kłotni.

      Zdradziłam pierwszy raz kilka lat temu będąc już po 40tce, od tego czasu miałam
      dwóch partnerów.
      To mężczyźni dokładnie w takiej samej sytuacji - długoletni związek, dzieci, dom
      całkiem w porządku, mowy nie było o rozwodach.
      Chodziło tylko deficyt seksu, miłości, czułości.

      Na tym forum pojawiają się kobiety młode, z małymi dziećmi którym nie
      polecałabym pójścia w moje ślady.
      Bo to jednak zupełnie inna sytuacja. Dopóki moje dziecko nie stało się prawie
      dorosłe panicznie bałam się rozpadu rodziny - może niesłusznie.
      Z perspektywy lat mam wątpliwości, czy takie małżeństwo jak moje powinno trwać.
      Mimo, że z moim mężem łączyło mnie i nadal łączy duzo - podobne poglądy na
      większość życiowych problemów, podobne poczucie humoru, lata wspólnego
      dorabiania sie, wychowywania dziecka i wiele niezłych chwil. Wszystko z
      wyjątkiem jednego - jesteśmy zupełnie niedopasowani w łóżku.

      Gdybym wiedziała iles lat temu to co wiem teraz - że nie może istnieć związek
      bez seksu, bo wszystkie więzi też rozpadają sie powoli ale systematycznie - to
      bym się rozwiodła.

      Przepraszam za zbyt długą wypowiedź:))


      • avide Re: Kochanek? 24.10.08, 14:05
        Bardzo, bardzo, bardzo mądry post.
        Nic tylko czytać, myśleć i wyciągać wnioski.
        Pozdrawiam
        Avide
      • mujer_bonita Re: Kochanek? 24.10.08, 14:12
        nawrocona5 napisała:
        > Odpowiadam: w moim przypadku bardzo pozytywnie. W zasadzie
        mogłabym napisać
        > rozprawę pt "wartości terapeutyczne zdrady" :))

        Obawiam się jednak, że jak mąż by się dowiedział ta moc
        terapeutyczna szybko zamieniła by się w moc destrukcyjną.

        Skoro uważasz, że to jest odpowiedź na problemy Twojego związku to
        czemu nie powiesz tego mężowi otwarcie?

        PS. Dobrze, że nazywasz oszukiwanie męża po imieniu, mało który
        zdradzający potrafi się na to zdobyć.
        • jagularka4 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:24
          Chyba trochę za ostro - nawrocona jest szczera - myslę że to mądra
          kobieta w odróznieniu od nie jednej z nas :)zakłamane - udajace że
          są święte :0 takie jest moje zdanie
          • kachna79 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:25
            > zakłamane - udajace że
            > są święte :0 takie jest moje zdanie

            nie trzeba być swiętym żeby nie zdradzać:P
          • mujer_bonita Re: Kochanek? 24.10.08, 14:38
            jagularka4 napisała:
            > Chyba trochę za ostro - nawrocona jest szczera - myslę że to mądra
            > kobieta w odróznieniu od nie jednej z nas :)zakłamane - udajace że
            > są święte :0 takie jest moje zdanie

            Ostro? A ja tu niby uchodzę za obrończynię kobiet za wszelką cenę ;)

            A tak serio to nie rozważam mojej wypowiedzi w kontekście osta czy
            nie. Popieram Kachnę - nie trzeba być świętym, żeby nie zdradzać.
            Czy mniejszym zakłamaniem jest udawać super żonę, matkę, zgodne
            małżeństwo i mieć kochanka po cichu? Autorka opisuje jak to teraz
            jest dobrze a jednak męża oszukuje. Niby czego oczy nie widzą... a z
            drugiej strony nie rób drugiemu...
            • eeela Re: Kochanek? 25.10.08, 12:59

              > Ostro? A ja tu niby uchodzę za obrończynię kobiet za wszelką cenę ;)


              Nie. Ty tu uchodzisz za obrończynię kobiet, które odmawiają seksu lub w nim
              urozmaiceń. Nigdy by mi nie przyszło do głowy nazywać cię obrończynią kobiet za
              wszeką cenę, a zwłaszcza kobiet 'upadłych' - przymiotnik użyty celowo, aby
              oddać, jaki prezentujesz wobec kobiet zdradzających stosunek.
              • mujer_bonita Re: Kochanek? 25.10.08, 20:14
                I znowu coś nie poparte moimi słowami. Ale coż - Ty już chyba tak
                masz. Nie wiem tylko po co ciągle szukasz zaczepki. Jak mały
                ratlerek - szczeka, szczeka i udaje rottweilera ;)
                • eeela Re: Kochanek? 25.10.08, 21:07
                  Nie szukam zaczepki. Gdybym szukała, nie mogłabyś się ode mnie opędzić.
                  Tymczasem wręcz przeciwnie, przy większości twoich postów po prostu macham ręką.
      • kachna79 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:24
        Twój post bardzo daje do myślenia. Choć zwyczajnie "to nie moje
        klimaty".

        > Z perspektywy lat mam wątpliwości, czy takie małżeństwo jak moje
        > powinno trwać.

        Właśnie tak ja to widzę: dla mnie takie małżeństwo nie ma sensu. Nie
        mam prawa i zamiaru Cię oceniać, ale dla mnie pewnym zgrzytem w
        Twojej wypowiedzi jest fakt, że mąż jest oszukiwany. Czy na to
        zasłużył?
        • prosty_facet Re: Kochanek? 24.10.08, 14:30
          kachna79 napisała:
          > dla mnie pewnym zgrzytem w
          > Twojej wypowiedzi jest fakt, że mąż jest oszukiwany. Czy na to
          > zasłużył?

          Oczywiście że zasłużył ... Czy on jej nie oszukał nie mówiąc, że jest impotentem
          ???? (nie wnikam czy fizycznym czy mentalnym).
          • kachna79 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:32
            > Oczywiście że zasłużył ... Czy on jej nie oszukał nie mówiąc, że
            jest impotente
            > m
            > ???? (nie wnikam czy fizycznym czy mentalnym).

            Byłąbym pewniejsza gdyby taką opinię wyraziła żona. Poza tym
            proponujesz postawę "oko za oko - oszustwo za oszustwo"...
        • jagularka4 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:34
          Jeśli przez 10 lat człowiek czeka na odrobinę bliskości i żebże o
          seks to nie jest juz normalny !!!! Czy zdrada w tej sytauacji jest
          zła :)Wybaczcie ale to dla mnie jedyne mądre rozwiazania..10 lat
          bólu głowy i słuchania ,,nie dzisiaj,, to upokażajace pod każdym
          względem i tak właśnie się teraz czuje!!
          • kachna79 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:40
            > to upokażajace pod każdym
            > względem i tak właśnie się teraz czuje!!

            Doskonale rozumiem Twoje emocje. Natomiast rozwiązanie wybrałaś
            masochistyczne. Prostsze wydaje mi się zostawienie męża i budowanie
            pełnej relacji z kimś kto Cię doceni. Pozastając z mężem nadal
            narażasz się na ból odrzucenia.
            • jagularka4 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:42
              To rozwiazanie nie dla mnie - są dzieci - więc dla nich zostaniemy
              razem ...jak kolwiek to razem bedzie :)
              • kachna79 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:46
                > To rozwiazanie nie dla mnie - są dzieci - więc dla nich zostaniemy
                > razem ...jak kolwiek to razem bedzie :)

                A nie boisz się co będzie kiedy dzieci się wyprowadzą? Istnieje duże
                prawdopodobieństwo, że w końcu zostaniesz sama z mężem.
              • femme.fatale1978 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:54
                No właśnie, ludzie zazwyczaj idą na łatwiznę, tak po najmniejszej linii oporu.

                Łatwiej jest latami zdradzać męża po kryjomu z kochankiem tłumacząc to dobrem
                dzieci, niż definitywnie zakończyć toksyczne małżeństwo i po rozwodzie zbudować
                prawidłowe i ciepłe relacje ojciec-dzieci, były mąż-była żona.

                To się wielu osobom udaje. Trzeba tylko dużo odwagi, siły charakteru, mądrości i
                zwyczajnej uczciwości. A to niestety wartości deficytowe u współczesnego człowieka.
                • mujer_bonita Re: Kochanek? 24.10.08, 15:17
                  Femme - podpisuję się obiema rękami :)
                • prosty_facet Re: Kochanek? 24.10.08, 17:02
                  femme.fatale1978 napisała:

                  > No właśnie, ludzie zazwyczaj idą na łatwiznę, tak po najmniejszej linii oporu.
                  >
                  > Łatwiej jest latami zdradzać męża po kryjomu z kochankiem tłumacząc to dobrem
                  > dzieci, niż definitywnie zakończyć toksyczne małżeństwo i po rozwodzie zbudować
                  > prawidłowe i ciepłe relacje ojciec-dzieci, były mąż-była żona.
                  >
                  > To się wielu osobom udaje. Trzeba tylko dużo odwagi, siły charakteru, mądrości
                  > i
                  > zwyczajnej uczciwości. A to niestety wartości deficytowe u współczesnego człowi
                  > eka.

                  Tak podchodząc do rzeczy to 90% małżeństw by się rozpadało a każdy człowiek
                  miałby w życiu po kilkoro mężów / żon. Po prostu namiętność wygasa po 4 - 7
                  latach i co ? Za każdym razem się rozwodzić i na nowo pobierać ???? Bez przesady
                  .... Kochanek / kochanka to super rozwiazązanie. Ja tylko nie rozumiem podejścia
                  niektórych żon / mężów, co stosują zasadę psa ogrodnika - sam nie zje innemu nie
                  da. Sami odmawiają sexu współmałżonkowi a nie pozwalają mu na zaspokojenie
                  potrzeb z kimś innym. I tak się ludzie męczą latami....
                  • femme.fatale1978 Re: Kochanek? 27.10.08, 10:47
                    prosty_facet napisał:


                    > Tak podchodząc do rzeczy to 90% małżeństw by się rozpadało a każdy człowiek
                    > miałby w życiu po kilkoro mężów / żon. Po prostu namiętność wygasa po 4 - 7
                    > latach i co ?


                    Nie wiem skąd te statystki ale wydaje mi się, że zbyt pesymistycznie patrzysz na
                    rzeczywistość - uczestnicy tego forum to tylko niewielki, naprawdę maleńki odsetek.


                    >Za każdym razem się rozwodzić i na nowo pobierać ???? Bez przesad
                    > y
                    > .... Kochanek / kochanka to super rozwiazązanie.


                    Świetne rozwiązanie dla kogo? Zazwyczaj po takim pytaniu pada słowo dzieci.
                    Przykro mi, ale ten argument do mnie nie trafia. To nieprawda że dzieci mogą być
                    szczęśliwe tylko wtedy gdy mają ojca i matkę obok siebie w tym samym mieszkaniu.
                    Szczęśliwe dzieci to szczęśliwi rodzice. Czasami warto pokazać dziecku, że w
                    życiu należy podejmować też trudne i bolesne decyzje, a nie tchórzliwie uciekać
                    od nich żyjąc latami w kłamstwie, fałszu, utrzymując fikcyjne małżeństwo.


                    >Ja tylko nie rozumiem podejści
                    > a
                    > niektórych żon / mężów, co stosują zasadę psa ogrodnika - sam nie zje innemu ni
                    > e
                    > da. Sami odmawiają sexu współmałżonkowi a nie pozwalają mu na zaspokojenie
                    > potrzeb z kimś innym. I tak się ludzie męczą latami....


                    Tu się z tobą w pełni zgadzam, ja również tego nie rozumiem. Dla mnie też jest
                    to sytuacja nie do zaakceptowania. Różnica między nami polega na tym, że mnie
                    półśrodki nie interesują. Gdyby mój mąż latami odmawiał mi seksu, otwarcie
                    powiedziałabym mu, że nie będę tak żyć, że znajdę mężczyznę, który moje potrzeby
                    będzie zaspokajał. Jeśli on nie byłby w stanie tej trzeciej osoby zaakceptować,
                    odeszłabym. Rozwód, podział majątku itd. Dziecko zostałoby ze mną ale robiłabym
                    WSZYSTKO żeby on z dzieckiem miał jak najlepszy kontakt do końca swoich dni.
                    Choć tak sobie myślę, że wariant z osobą trzecią też prędzej czy później
                    doprowadziłby do rozwodu, tylko trochę okrężną drogą.

                    Dla mnie kluczowym zdaniem idealnie podsumowującym całą tę dyskusję jest cytat z
                    Nawróconej5:
                    "Gdybym wiedziała iles lat temu to co wiem teraz - że nie może istnieć związek
                    bez seksu, bo wszystkie więzi też rozpadają sie powoli ale systematycznie - to
                    bym się rozwiodła."
                    Ona to przetestowała we własnym życiu, ja nie muszę tego przerabiać bo już teraz
                    wiem, że tak właśnie jest. Ale przecież każdy z nas żyje na własny rachunek.
                    Jedni do pewnych spraw dochodzą latami, inni mają ich świadomość od początku, a
                    jeszcze inni wcale ;)
                    Pozdr.
                    Pozdrawiam.
          • mujer_bonita Re: Kochanek? 24.10.08, 14:41
            jagularka4 napisała:
            > Jeśli przez 10 lat człowiek czeka na odrobinę bliskości i żebże o
            > seks to nie jest juz normalny !!!! Czy zdrada w tej sytauacji jest
            > zła :)Wybaczcie ale to dla mnie jedyne mądre rozwiazania..

            Moim zdaniem zdrada ZAWSZE jest zła. Można się rozstać. Można...
            zdradzić łatwiej. Po co przecież rezygnować z dotychczasowego,
            wygodnego (oprócz seksu) życia?

            Ja to widzę w kontekście egoizmu i zyciowych wyborów.
            • jagularka4 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:44
              Nie chcę niczego zmieniać - burzyć relacji ojciec - dzieci -
              egoistycznie wybiorę zdrade bo tak będzie mi wygodnie.
              • mujer_bonita Re: Kochanek? 24.10.08, 15:01
                jagularka4 napisała:
                > Nie chcę niczego zmieniać - burzyć relacji ojciec - dzieci -
                > egoistycznie wybiorę zdrade bo tak będzie mi wygodnie.

                I o to chodzi. Kierujesz się swoją wygodą, patrzysz co dla Ciebie
                będzie dobre. Większość zdradzających wyciąga masę bzdurnych
                argumentów na usprawiedliwienie własnych czynów z pominięciem tego,
                że to oni dokonują wyboru.
    • nawrocona5 Re: Kochanek? 24.10.08, 14:57
      kachna79 napisaa:
      >Nie
      >mam prawa i zamiaru Cię oceniać, ale dla mnie pewnym zgrzytem w
      >Twojej wypowiedzi jest fakt, że mąż jest oszukiwany. Czy na to
      >zasłużył?

      No pewnie że jest zgrzytem.. Bo to nie miała byc bajeczka ku pokrzepieniu serc.
      Kiedy ktoś ma romas to jest to niewątpliwie zgrzytem i to dużym
      Ale ja pisałam nie po to aby dostać tu rozgrzeszenie.
      Moją wypowiedź kierowałam do ludzi, którzy tu na tym forum zastanawiają się co
      dalej z ich małżeństwem.
      Bo czasami wszystko inne jest cudowne, tylko seksu nie ma.
      Otóż moim zdaniem takie mażeństwo skazane jest na powolny rozkład. Ten proces
      jest zdradliwy i niezauważalny.
      Nic nie nastepuje z dnia na dzień.
      Tylko stopniowo znika czułość, intymności a potem reszta uczuć.
      Tego się nie odczuwa na co dzień, lata mijaja, mysli się "skoro zyjemy w ten
      sposób tak długo to dlaczego TERAZ mam się rozwodzić, przecież nic się
      wydarzyło, czego nie byłoby wcześniej"
      A potem przychodzi moment, w którym jest w zasadzie za późno na zmiany - bo po co?

      Kiedy się przeżyło dwadzieścia pare lat razem, to niełatwo podjąć decyzje o
      rozstaniu. I nie sądzę aby mąż chciał teraz zostać sam.
      Dla niektórych ludzi uczciwość i wierność zawsze będzie najważniejszą kwestią w
      małżeństwie.
      Ale małżeństwo to nie tylko związek kobiety i mężczyzny - to rodzina.
      Jak pogodzić dobro rodziny, odpowiedzialność z własnymi potrzebami?
      Czy poświęcic się całkowicie?
      Czy istnieje niebezpieczeństwo, że po latach właśnie małżonka i dzieci będziemy
      postrzegać jako współwinnych tego, że nasze życie uważamy za nieudane, zmarnowane?

      Takie pytania stawia przed nami życie. Odpowiedzi są trudniejsze niż ocenianie,
      co jest uczciwe a co nie.
      • marecki567 Re: Kochanek? 24.10.08, 15:01
        Mądrze napisane
      • kachna79 Re: Kochanek? 24.10.08, 15:08
        > Takie pytania stawia przed nami życie. Odpowiedzi są trudniejsze
        > niż ocenianie, co jest uczciwe a co nie.

        Tak dla porządku: oceny dokonałaś sama pisząc, że oszukujesz męża. W
        wypowiedzi skierowanej do Bonity przyznałaś, że kierujesz się własna
        wygodą więc po co teraz patetyczne wywody o rodzinie.
        Ty wybrałaś taką opcję i możnaby uznać, że to Twoja sprawa, ale
        dotyczy ona bezpośrednio Twojego męża i dzieci, i stąd kontrowersje.
      • mujer_bonita Re: Kochanek? 24.10.08, 15:14
        nawrocona5 napisała:
        > Takie pytania stawia przed nami życie. Odpowiedzi są trudniejsze
        niż ocenianie,
        > co jest uczciwe a co nie.

        Dobra puenta. To co jest uczciwe a co nie większość ludzi wie.
        Gorzej, że to co uczciwe nie zawsze jest dla nas przyjemne. Więc
        zamiast uczciwe wybierają 'dobre dla mnie'.
      • aandzia43 Re: Kochanek? 24.10.08, 19:11
        Ładnie napisane. Zadumałam się w tonacji e-moll...

        > Jak pogodzić dobro rodziny, odpowiedzialność z własnymi potrzebami?
        > Czy poświęcic się całkowicie?
        > Czy istnieje niebezpieczeństwo, że po latach właśnie małżonka i dzieci będziemy
        > postrzegać jako współwinnych tego, że nasze życie uważamy za nieudane, zmarnowa
        > ne?

        Bliskich będziemy postrzegać, jako współwinnych naszego zmarnowanego życia
        właśnie wtedy, kiedy poświęcimy się całkowicie. Kochanek jako zawór
        bezpieczeństwa właśnie po to, by nie zrobić NA RESZTE ZYCIA piekła sobie,
        dzieciom i męzowi? Kiedy już wyczerpało się wszystkie inne sposoby? Czemu nie.
        > Takie pytania stawia przed nami życie. Odpowiedzi są trudniejsze >niż
        ocenianie, co jest uczciwe a co nie.
        Zgadza się.
    • marek_gazeta Moje 3 grosze 24.10.08, 15:27
      Nie byłem pewien, pod który post się podpiąć, więc daję do głównego nurtu.

      Wielokrotnie na tym forum zetknąłem się z poglądem, że współmałżonek powinien sobie zdawać sprawę, że jeśli "nie daje", to sobie poszukamy kogoś na boku. I jesteśmy do jakiegoś stopnia usprawiedliwieni - no bo przecież seks to potrzeba absolutnie podstawowa. Wg mnie takie myślenie nie jest do końca OK.

      Żyjąc z drugim człowiekiem, akceptujemy jego wady (te, które zaakceptować możemy) i kochamy go za jego zalety. Jeśli wady okażą się nie do zaakceptowania, związek pada. Np. bałaganiarstwo może być cechą nie do zniesienia dla pedanta, chroniczna niepunktualność i niesłowność - dla kogoś pod tym względem solidnego. Gdzie jest problem? Ano, osoba aseksualna prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy, jak ważną rzeczą jest seks dla jej współmałżonka. Być może autentycznie liczy na to, że partner się "wygasi" i przestanie czuć potrzebę seksu, a dalej jakoś będzie. I dlatego może się zdarzyć, i pewnie się zdarzać będzie, że współmałżonek, odkrywszy zdradę, będzie autentycznie zszokowany.

      A pozostają jeszcze mniej wyraźne przypadki, kiedy seks mimo wszystko jest - jedna osoba uważa, że i tak bardzo się stara, "seksząc" częściej niż potrzebuje, a drugiej ciągle mało. Tak, jak bałaganiarz stara się od czasu do czasu posprzątać i nie rozumie, że to nie wystarcza. Może to nie do końca adekwatne porównania, ale chyba rozumiecie, co mam na myśli.

      Dlatego już wyraziłem oponię n/t forum o aseksualnych - i zamieszczonego tam wątku o "trudnych związkach" - osoby seksualnej z aseksualną. I dlaczego takie związki nie mają żadnego sensu. Tylko że dyskutanci pewnie nie będą kumać, o co chodzi i jakie seks ma znaczenie dla ich "drugich połówek".

      Uważam, że w przypadku braku seksu uczciwe jest postawienie sprawy prosto i rozstanie. Jednocześnie nie chciałbym, aby ta uwaga odczytana została jako potępienie tych, którzy myślą inaczej - każdy ma swoje życie i swoje decyzje.
      • mujer_bonita Re: Moje 3 grosze 24.10.08, 15:44
        marek_gazeta napisał:
        > Wielokrotnie na tym forum zetknąłem się z poglądem, że
        współmałżonek powinien s
        > obie zdawać sprawę, że jeśli "nie daje", to sobie poszukamy kogoś
        na boku. I je
        > steśmy do jakiegoś stopnia usprawiedliwieni - no bo przecież seks
        to potrzeba a
        > bsolutnie podstawowa. Wg mnie takie myślenie nie jest do końca OK.

        Według mnie też nie jest OK. Byłoby OK gdyby założyć, że durga
        strona może a nie daje. Niestety zwykle jest tak, że druga strona
        nie może (z tych czy innych wzgędów). Libido nie jest czymś
        całkowicie zależnym od naszej woli, ne decydujemy świadomie 'ile
        chcemy'.

        A w pół drogi jest często frustrujące dla obu stron.

        Dlatego miedzy innymi nieuczciwe jest IMO stwierdzenie 'A czego się
        spodziewałeś/aś', zasłanianie się 'odreagowniem' i całą serią tego
        typu argumentów. Zdrada wynika z wygody jak było powiedziane wyżej.
        Łatwiej znaleść kochanka/ę i 'rozgrzeczać się' zwalając winę na
        partnera niż odejść.
        • nawrocona5 Re: Moje 3 grosze 24.10.08, 16:33
          Na tym forum mamy okazję śledzić dramaty ludzi którzy są skazani na bycie istota
          aseksualną - wbrew naturze.
          Wiem dokładnie co sie czuje będąc w takiej sytuacji, w odróżnieniu od niektórych
          ludzi specjalizujących się w ferowniu wyroków w nieswoich sprawach.

          Część osób tu piszących to osoby głęboko religijne i te będą zawsze doradzać
          pogodzenie się z losem. Bo ani zdrada nie wchodzi w grę ani rozwód, prawda?

          Ale nie każdy musi podzielac takie poglądy.
          Ja akurat w przypadku małżeństw bez perspektyw uważam rozwód za lepsze wyjście
          niż zdradę. Pisałam o sobie bardziej w formie przestrogi przed powtarzaniem
          moich błędów niż w formie zachęty do romansow.
          Wątek był o tym co się czuje w takiej sytuacji - więc opowiedziałam co ja czuję.
          To nie musi się nikomu podobac.

          Jeżeli ktokolwiek sądzi, że to była opowieść- temat do dyskusji o wyższości
          wierności nad niewiernością to odpowiadam:
          WIEM że zdrada jest "be" a wierność "cacy"
          Mam prawie 50 lat, przez ponad 20 lat małżeństwa nie zdradzałam i naprawdę nikt
          nie musi uświadamiać mnie co dobre a co złe.

          Nigdzie w swoich postach nie napisałam, że zalecam posiadanie kochanka jako
          receptę na problemy małżeńskie.






          • mujer_bonita Re: Moje 3 grosze 24.10.08, 16:45
            Nie wiem, czy Twoja wypowiedź odnosi się do moich słów ale jest pod
            moją wypowiedzią więc odpowiem.

            Po pierwsze - aseksualizm to dość skrajne zjawisko oznaczające
            totalny brak pociągu do żadnej płci. W praktyce zdarza się bardzo
            rzadko. Większość z ludzi tu wypowiadających się żyje raczej z
            osobami o średnim, niskim, bardzo lub nawet skrajnie niskim libido.

            > WIEM że zdrada jest "be" a wierność "cacy"

            I właśnie o to mi chodzi. Podjełaś świadomą decyzję i nie
            usprawiedliwiasz jej na siłę dobrem 'wszystkich' i winą partnera.
            • nawrocona5 Re: Moje 3 grosze 24.10.08, 17:23
              Po pierwsze - nie usprawiedliwiam tylko wyjasniam motywy. Moje motywy.
              Usprawiedliwiać się nie zamierzam, bo nie odczuwam takiej potrzeby.
              Pisałam o swoich uczuciach. Po to chyba jest forum - ludzie mają różne uczucia,
              motywacje i różnie postępują. Piszemy po to aby skonfrontować to z
              doświadczeniami i poglądami innych. Nie tylko po to aby bawić sie w sąd
              ostateczny i wydawać wyroki.

              I polecam przed każdym następnym postem przeczytanie pytań jagularki.
              To tym tematem mamy się zajmować a nie moim małżeństwem prawda?

              Jesli nie masz nic do powiedzenia, bo nie zdradzasz, to spróbuj odpowiedzieć
              TEORETYCZNIE byle na temat.
              Dlaczego większość wątków musi zbaczać z tematu tylko dlatego, że ludzie
              wiecznie chcą kogoś pouczać i umoralniac?

              • nawrocona5 Re: Moje 3 grosze 24.10.08, 17:47
                mujer bonita wydawało mi się ze piszesz " ...nie usprawiedliWIAJ..."
                Dlatego taka odpowiedź bojowa:))
                Przepraszam
                • jagularka4 Re: Moje 3 grosze 24.10.08, 19:46
                  zrobiło sie ciepło i goraco
                  ja na rozstaju troche stoje - pomiedy wyborami
                  zapytałam - dostałam odpowiedzi
                  wybór mój
                  jaki by nie był będzie zły
                  jeśli zostanę w związku którym jestem bęąc wierną żona - zatracę
                  samą siebie - osobowość a z biegiem lat moja chęć na seks wreszcie
                  przycichnie - o szczęćiu mowy być nie może
                  drugie wyjscie - pozostanie w zwiazku i decyzja o kochanku -
                  moralnie nie moralne - egoistyczne wyjscie tylko dla mnie - kłamstwo
                  i bycie w zwiazku dla wygody
                  jest trzecie wyjscie - rozwód-rozstanie - na to nie jestem gotowa -
                  chłopcy potrzebują nas obojga

                  jak płęta - jakie wnioski
                  ja już chyba wybrałam ...
                  • jess6 Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 01:31
                    Nawrócona, dobrze, że wspomniałaś o Jagularce, bo inaczej ten wątek skierowany
                    byłby wyłącznie na Ciebie. Co tu dużo mówić? Zdrada w naszym społeczeństwie
                    zawsze będzie piętnowana. Wszystko to składa się na brak naszej komunikacji
                    seksualnej.Można o tym pisać w nieskończoność,co z tego kiedy mało mówimy...Źle
                    się dobieramy i tak pewnie będzie długo, pod względem seksualności. Co tu dużo
                    prawić.Na dzień dzisiejszy trzeba się jakoś ratować i to szybko. Zanim pojawią
                    się nieodwracalne zmiany w psychice:) Z powodu braku seksu.Jak dla mnie to ta
                    Twoja zdrada nie jest zdradą, to jest próba ratowania związku, który już ciągnie
                    ku ruinie.Pozdrówka
                  • herbatka.jasminowa Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 10:00

                    > ja już chyba wybrałam ...

                    ja z ciekawości zapytam, co wybrałaś? kogo? męża czy kochanka?
                    szukasz tutaj odpowiedzi na swoje rozterki? jedni polecą kochanka, inni nie.
                    Wybór jest twój. I sumienie też twoje.
                    • jagularka4 Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 11:29
                      Wybrałm kochanka bo tak wygodniej
                      Wybrałm rodzinę czyli bycie razem dla dzieci
                      i kłamstwo dla męża
                      jawi sie to dla mnie jako mniejsze zło
                      • herbatka.jasminowa Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 12:22
                        Autorka wątku napisała:
                        "...Wybrałm rodzinę... "

                        gdybyś wybrała rodzinę, to nie wybrałabyś kochanka, zaspokoisz swoją chuć i będziesz udawać czystą mamusię przed dziećmi i wierną żonkę dla męża.
                        Kłamstwo ma krótkie nogi, prędzej czy później twoja zdrada wyjdzie na jaw. Zdradzającym wydaje się, że jak dobrze się ukrywają, to nikt ich nie nakryje. Wszystko do czasu.
                        Ale to twoja du...pa i twoja rodzina - zdecydowałaś, bo przecież nie możesz "zatracić samej siebie"
                        • eeela Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 14:08
                          Zawsze mnie zastanawia, skąd się w ludziach tyle zakorzenionej w
                          piczości-zasadniczości agresji bierze. Uważasz, że zdrada małżeńska jest zła?
                          Więc nie rób tego. A innym daj spokój ze swoimi agresywnie umoralniającymi
                          gadkami. Zdrada nie jest czynem karalnym, zbrodni w ten sposób nikt nie popełnia.
                        • jagularka4 Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 15:29
                          Każdy to odbira na swój sposób - dla Ciebie to złe i dobrze - bo
                          dobrem nazwać tego nie mogę
                          Nie usprawdieliwiam sie i nie tłumaczę
                          chce mi się faceta - zaspokojenia fizycznego - czy to zbrodnia?
                          moje sumienie
                          • nomistake Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 18:30
                            Jagularko zrób tak żebyś potem nie żałowała decyzji, żebyś nie
                            czuła, że życie Ci uciekło, niezależnie czy zdecydujesz sie na
                            kochanka czy nie. Mąż swoim zachowaniem sam Ciebie do tego
                            sprowokował, więc uważam że nie będzie miał prawa mieć do Ciebie
                            pretensji. Masz prawo do własnego szczęścia, i rozumiem że nie
                            jesteś gotowa na rozbijanie rodziny decydując sie na rozwód. Jest
                            przecież jeszcze przyjaźń z mężem, też wiele watra, ale jednak to
                            nie wystarcza zamiast seksu i pożądania. Musisz się jednak liczyć z
                            tym, że jeśli mąż się dowie, to może chcieć rozwodu z Twojej winy.

                            Nawrocona, Ciebie szczególnie pozdrawiam, za szczerość i odwagę, być
                            może kiedyś też podejmę taką decyzję, ale jeszcze nie teraz, mam 35
                            lat, jeszcze zaczekam, jeszcze dziecko jest za małe.

                            Mujer, ty chyba masz za dużo wolnego czasu, siedzisz ciągle na
                            forum, a nie zauważyłam żebyś była ekspertem. Jeśli nie byłaś nigdy
                            w takiej sytuacji, to po co w ogóle zabierasz głos? Nie zrozumie
                            głodnego ktoś kto nigdy głodny nie był. A życie jest krótkie i
                            drugiego nie będzie. To nie sztuka wziąć rozwód a potem w samotności
                            płakać w poduszkę. Tym bardziej jeśli poza seksem wszystko jest ok.
                            • mujer_bonita Re: Moje 3 grosze 25.10.08, 20:11
                              nomistake napisała:
                              > Mujer, ty chyba masz za dużo wolnego czasu, siedzisz ciągle na
                              > forum, a nie zauważyłam żebyś była ekspertem. Jeśli nie byłaś
                              nigdy
                              > w takiej sytuacji, to po co w ogóle zabierasz głos? Nie zrozumie
                              > głodnego ktoś kto nigdy głodny nie był. A życie jest krótkie i
                              > drugiego nie będzie. To nie sztuka wziąć rozwód a potem w
                              samotności
                              > płakać w poduszkę. Tym bardziej jeśli poza seksem wszystko jest ok.

                              Kiedy kończą się argumenty merytoryczne, zaczynają się personalne ;)

                              To jest forum dyskusyjne i każdy ma prawo do wyrażenia własnej opini
                              niezależnie od tego czy się ona innym podoba czy nie. Uważasz, że
                              trzeba zabić, żeby stwierdzić że zabójstwo jest złe?

                              Staram się jedynie zwracać uwagę na pewne aspekty, na które część
                              osób chciałaby przymknąć oko. Mam wrażenie, że niektórzy tu
                              chcieliby usłyszeć, że zdrada jest OK, że nikogo nie skrzywdzą, że
                              tak jest lepiej, mniejsze zło itp. Ja tak nie uważam i mam do tego
                              całkowite prawo. Jak się komuś nie podoba to po co pyta, zakłada
                              wątek?
    • avide Po co ta moralna inkwizycja ??????????? 25.10.08, 19:05
      Kurde jak mnie to wkurza.
      Odpowiadajcie w temacie albo darujcie sobie.
      Jak chcecie rozważać temat moralności pewnych postępowań skopiujcie post, załóżcie nowy wątek i nawiążcie do niego. Tam kontynujcie swoje rozważania.
      Stroje tutaj oczywiście murem za nawróconą. Odpowiedziała w temacie i koniec kropka.
      Moujer_Bonita, Kachna79 i cała reszta świętej iunkwizycji na rzecz wierności w związku, dajcie sobie na wstrzymanie.
      Ten watek nie temu ma służyć !!!!!!!!!!!!!!!!!
      ODNOŚCIE się do wątku głównego, a nie oceniajcie postawy innych którzy się odnieśli do TEMATU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Plizzzz ;-))).

      Avide ;-))
      • mujer_bonita Avide! 25.10.08, 19:59
        Oczywiście - Ty możesz powiedzieć 'szkukaj kochanka' ale już
        powiedzenie, że zdrada jest zła to 'święta inkwizycja? Sam sobie weź
        na wstrzyamnie ;)

        Dyskusja jest jak najbardziej w temacie. W pierwszym poście autorka
        pyta 'kto traci na takiej zabawie', 'może tak jest lepiej'. Jeżali
        ktoś nie uważa, że tak jest lepiej i że ktoś jednak traci to co - ma
        siedzieć cicho?

        To jest forum dyskusyjne i każdy ma prawo do wyrażania własnych
        opini nawet tych, które nie spodobają się innym.
        • gundzia Re: 26.10.08, 02:07
          lepiej nie probowac,ja jeszcze nie mam kochanka a mam juz wojne jakby byl...
          • jagularka4 Re: 26.10.08, 07:42
            Lepiej nie próbować:)
            Ach zadałam pytanie kobirtom doświadczonym przez los - takim które
            życie zawiało nie zawsze tam gdzie prosto i łatwo
            Nie można wyjść na ulice i pytać ludzi czy zdradzają bo nie powiedzą
            prady a tu można spytać ..
            Niewiele osób mówi otwarcie o zdardzie - to jest temat nie moralny w
            naszym społeczeństwie- napiętnowany - tego tematu wogule być nie
            powinno
            Dlaczego? Bo ludzie chcą widzieć dobre losy - śliczne dzieci i
            rodziny uśmiechniete jak z katalogu:)
            Błagam niech każdy spojrzy wokół siebie - w każdym domu - w każdej
            rodzinie są zgrzyty te które wiedzą o nich wszyscy już nie mówiąc o
            tym czego nie widać
            Być może są prawi - dobrzy ludzie - może pozornie prawi - może
            stłamszeni przez otoczenie ? niewiem...
            Usprawiedliwianie się nie ma sensu bo i po co ?
            Jestem z moim mężem 15 lat w zwiazku od 11 lat
            Zakochaliśmy sie w sobie jako bardzo młodzi ludzie - potem praca -
            wir zajęć - obowiązków i zanim zorientowałam się żę miedzy nami już
            dawno wieje chłodem trudno było cokolwiek naprawić
            Osobne łóżka - inni znajomi - upokażające prośby żeby sie ze mną
            kochał ..ech co tu dużo mówić - zostało przyzwyczajenie - garstka
            przyjażni i nasze wspólne życie - więc niech trwa takie jakie
            jest ......

            • nawrocona5 Re: 26.10.08, 09:06
              Dziękuje za wszystkie miłe słowa pod moim adresem :) (za krytyczno - wyrozumiałe
              również)

              Jagularko coś mi mówi że kandydat jakis jest na horyzoncie i dlatego założyłaś
              wątek..:)))
              Skoro już zdecydowałas to mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę również ze
              skutków ubocznych:)
              Przede wszystkim z tego, że w ślad za seksem idzie zaangazowanie emocjonalne.
              Nie znam kobiety, która potrafiłaby robic to na zimno i nie zakochać się chociaż
              troszeczkę:)
              Mężczyźni mają lepiej - seks i miłość to dwie zupełnie różne rzeczy.
              Nasza babska przeklęta natura (a raczej ta chemia mózgu - dziedzina ostatnio
              modna i szeroko opisywana)działa zupełnie inaczej.
              Tak więc przygotuj się na to, że rozwiążesz jeden problem ale pojawi się inny.
              Będzie przyjemnie, ale niełatwo.
              Mam nadzieję, że masz mocną głowę.:))
              Pozdrawiam i życzę powodzenia

              • soledad_28_09 Re: 26.10.08, 09:51
                Jagularko,
                Uprzedzila mnie Nawrócona, (która pozdrawiam;-) i która naswietlila
                juz jeden aspekt sprawy.

                Po drugie: nie musisz sie tumaczyc. Nie musisz nic wyjasniac. To
                Twoje zycie i Twoje decyzje. Nikt tu nie ma prawa oceniac czy dobre
                czy zle. W zyciu bywaja tak rózne uwarunkowania, emocjonalne,
                materialne, które nas wiaza jak kajdany i tylko Ty mozesz zdecydowac
                czy podejmujesz rewolucje zyciowa czy trwanie w istniejacym ukladzie.
                Cokolwiek wybierzesz, zawsze kogoś bedzie bolalo,... strasznie to
                brzmi, ale takie jest życie. I za te wybory placi sie wysoka cene.
                W sytuacji, gdy jesteś za kogoś już odpowiedzialna (dzieci), nie ma
                dobrych wyborów... czasem bywa jedynie mniejsze zło.

                Zanim podejmiesz decyzje o kochanku zapytaj tez siebie czy znasz
                dobrze niszczaca sile samozwanczych moralizatorow i czy potrafisz
                stawic im czola. Bo w przypadku jakiejkolwiek niedyskrecji nie
                zabraknie takowych w Twoim srodowisku.

                Cokolwiek zdecydujesz, zycze powodzenia ;)
              • jagularka4 Re: 26.10.08, 09:52
                Kandydat jest z pewnoscia ale ja go jeszcze nie poznałam :)
                Nawrocona dzięki za madre słowa
                Jeśli ktoś sie pojawi - a nie ja szukać na siłe nie bedę - to z cała
                pewnością 1000 razy sie jeszcze zastanowię czy warto
                Piszesz o emocjach i o naszej babskiej naturze - wiem zdaję sobie
                sprawe że będzie miło i że może boleć bo jesli się łamie zasady to
                zawsze musi to jakoś odbić na emocjach
                • kalabrvia dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 11:09
                  3 lata temu pisałam na tym forum. Szukałam ratunku, bo oczywiście mąż nie chce.
                  Może nie może?
                  Ale nie chce tego zmienić.
                  Zrobiłam wszystko, co można zrobić, aby to poprawić. Aby zrozumiał, że to dla
                  mnie ważne. Miał to w nosie.Odrzucił wsparcie, zrozumienie, prośby.
                  Poświęciłam 13 lat prawie w celibacie, bo 2 razy w roku to chyba nie jest
                  zbytnia rozpusta?
                  Nie myślałam o zdradzie, bo to
                  niemoralne
                  nielojalne
                  krzywdzące

                  Nie byłam kobietą. Byłam kimś uśpionym, zahibernowanym, nie widzącym mężczyzn
                  (no bo jak to? przecież to niemoralne)
                  Bardzo cierpiałam. Jestem kłębkiem nerwów.
                  Wiem, że to nie jest najważniejsze w życiu, ale to jest ważne.
                  Nie mogę się dłużej oszukiwać.
                  Bez tego nie ma więzi.

                  Aż kilka miesiecy temu coś się zaczęło ze mną dziać.
                  Proces, który uświadomił mi, że moje życie jest przegrane.
                  Życie jako kobiety. Moja kobiecość przegrała.
                  Może nie tak jak jagularka, którą pozdrawiam i trzymam kciuki, u mnie trwało to
                  jakoś tak....nieświadomie do końca.

                  pojawił się on.
                  Ktoś o kim nie pomyślałabym, że mogę go chcieć, i że on będzie mnie chciał. Że
                  jemu mogę się podobać.
                  Myślałam, że żartuje.
                  Ale nie.

                  Widać to po mnie.
                  Wszyscy mówią, że odmłodniałam, że pięknie wyglądam.
                  Nagle pojawiło się wielu facetów.

                  Jest mi trudno, bo żyję w schizofrenii.
                  Bo źle czuję się moralnie. (ale już coraz mniej)

                  Źle to zrobił mój mąż odrzucając mnie. Pozbawiając mnie bliskości.
                  Małżeństwo to nie jest klasztor. Według prawa świeckiego i kanonicznego. Według
                  MORALNOŚCI do cholery!
                  Mój mąż razem ze mną ponosi odpowiedzialność za to.
                  Zresztą nawet mu to specjalnie chyba nie przeszkadza. Sam nie raz sugerował
                  "abym sobie kogoś znalazła, jak tak mi się chce".

                  Do umoralniających - spróbuj pożyć 13 lat samotnie w najpiękniejszych latach życia.
                  Zobacz co to znaczy być wyrzuconą z łóżka, wyzwaną od dziwek i szmat.
                  A potem spójrz mi w oczy i powiedz, że jestem niemoralna.
                  • jagularka4 Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 11:32
                    znam bardzo każde uczucie i każdą gorycz wieczorów o których pisze
                    kalabrvia - nik kto nie poczuje na własnej skórze co to odrzucenie
                    przez najbliższego człowieka trfajace latami nie będzie wiedział o
                    czym tu jest mowa
                    nie mądrze się ale żeby to zrozumieć trzeba poczuć na własnej skórze
                    • rumunus Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 11:43
                      Jeśli nie chcesz stać się starą zgreda nie do życia to zrób to, co
                      jest Ci potrzebne do normalnego funkcjonowania.
                      Normalny człowiek sexu długo nie pociągnie.
                      Inaczej odwali Ci zupełnie i wtedy mąż się z Tobą rozwiedzie z
                      innych powodów.
                      A jeśli podejmiesz już decyzję na tak czeka nowy problem.

                      Znalezienie normalnego kochanka, który zrozumie Twoja sytuacje i
                      zrobi wszystko co by ryzyko, wyjścia na jaw waszego związku,
                      ograniczyć do minimum.

                      Pozdrawiam
                  • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 11:32

                    > Do umoralniających - spróbuj pożyć 13 lat samotnie w najpiękniejszych latach ży
                    > cia.
                    > Zobacz co to znaczy być wyrzuconą z łóżka, wyzwaną od dziwek i szmat.
                    > A potem spójrz mi w oczy i powiedz, że jestem niemoralna.


                    Zawsze mi się wydawało, że ci, którzy są skłonni do kategorycznych ocen w stylu
                    jak wyżej ukazane, mają po prostu za mało wyobraźni, żeby postawić się na czyimś
                    miejscu i zrozumieć ich ból, ich punkt widzenia.
                    • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 13:27
                      eeela napisała:
                      > Zawsze mi się wydawało, że ci, którzy są skłonni do kategorycznych
                      ocen w stylu
                      > jak wyżej ukazane, mają po prostu za mało wyobraźni, żeby postawić
                      się na czyimś
                      > miejscu i zrozumieć ich ból, ich punkt widzenia.

                      Wyobraźni? I kto to mówi ;)

                      Można wiele sobie wyobrazić, zrozumieć, wczuć się w sytuację. Ale
                      morlaność nie jest z gumy. Przynajmniej u niektórych.

                      I btw. Czy to nie Ty na którymś z forów (Mężczyzna?) stwierdziłaś
                      coś w stylu 'uczciwi ludzie najpierw się rozstają a potem szukają
                      kogoś innego'?
                      • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 13:53
                        Ja, chociaż nie jestem pewna, czy zostało to dokładnie tak sformułowane. Tak
                        wierzę, że postąpiłabym, czy też raczej, tak wierzę, że inaczej nie potrafiłabym
                        postąpić. Ale nie wiem nic na pewno, bo nie przeżyłam takiej sytuacji, i daleka
                        jestem od potępiania tych, którzy radzą sobie z sytuacją inaczej. Moja moralność
                        nie jest z gumy, ale i nie jest sztywna. Uwzględniam szereg czynników
                        łagodzących dla rozmaitych ludzkich zachowań. Sztywne, nienaruszalne zasady moim
                        zdaniem wyznają ci, którym brak doświadczenia albo też ci, którym brak
                        wyobraźni. Mnie jej nie brak, cokolwiek by ci się nie wydawało.
                      • bi_chetny Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 17:02
                        mujer_bonita napisała:
                        > Można wiele sobie wyobrazić, zrozumieć, wczuć się w sytuację. Ale
                        > morlaność nie jest z gumy. Przynajmniej u niektórych.

                        mujer, taką postawę ma się do jakiegoś czasu, a potem życie ją weryfikuje. Im
                        bardziej będziesz pewna że czegoś nigdy nie zrobisz, tym mocniej potem zaboli.
                        Autopsja.
                        • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 18:09
                          bi_chetny napisał:
                          > mujer, taką postawę ma się do jakiegoś czasu, a potem życie ją
                          weryfikuje. Im
                          > bardziej będziesz pewna że czegoś nigdy nie zrobisz, tym mocniej
                          potem zaboli.
                          > Autopsja.

                          Nie rozważamy zrobi czy nie tylko moralne czy nie. To, że kiedyś
                          życie zmusi mnie do kradzieży nie znaczy, że uznam kradzież za
                          moralną.

                          Czy Ty, jako osoba zdradzająca potrafiłbyś powiedzieć 'zdrada jest
                          moralna'? Czy powiedziałbyś raczej, że nie jest ale nie zawsze w
                          życiu wychodzi bycie fair?
                          • felixs Re: dopiszę się do dziewczyn 01.11.08, 20:23
                            Dulszczyzna...

                            Normy moralne - normy nakładane przez dany system filozoficzny, religijny.

                            Zasady moralne przyjmują często formę zdań rozkazujących lub zakazujących,
                            rzadziej oznajmujących. Przykładem zasady moralnej jest np. zakaz "nie zabijaj".
                            Większość ludzi ma zasady moralne głęboko zinternalizowane (wpojone w swój
                            system indywidualny, podświadomość, duszę) w trakcie procesu wychowawczego i
                            często w ogóle nie zastanawia się nad ich pochodzeniem (szczególnie, gdy są to
                            nakazy religijne). Naruszenie tych zasad powoduje zwykle wewnętrzny konflikt
                            psychiczny, zwany poczuciem winy.

                            dla chętnych źródło:
                            pl.wikipedia.org/wiki/Moralno%C5%9B%C4%87
                            Umoralniający - żyjcie zgodnie ze swoją wiarą i przekonaniami i pozwólcie żyć
                            innym z własnymi i nie sądźcie, gdyż sami zostaniecie osądzeni. Przyjmijcie że
                            być może Ci, których chcecie ochronić przed popełnieniem tego co w Waszym
                            rozumieniu jest błędem nie potrzebują od Was takiej torski.

                            ... to tak do przemyślenia ...
                  • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 13:22
                    kalabrvia napisał:
                    > Do umoralniających - spróbuj pożyć 13 lat samotnie w
                    najpiękniejszych latach ży
                    > cia.
                    > Zobacz co to znaczy być wyrzuconą z łóżka, wyzwaną od dziwek i
                    szmat.
                    > A potem spójrz mi w oczy i powiedz, że jestem niemoralna.

                    Kalabravia - moralność nie zależy od stopnia ludzkiego cierpienia.
                    To czego chcesz to względność moralna, która jest bardzo
                    niebezpieczna prowadzi prosto do braku morlaności (takiej czy innej).

                    Mogę zgozumieć Twój ból, cierpienie, traumę. Mogę wyzwać faceta od
                    nieczułych, egoistycznych sukinsynów. Ponosi zapewne winę za rozpad
                    waszego małżeństwa. Nie zasłużyłaś na to co Ci zrobił. I co? Zdrada
                    nadal jest dla mnie niemoralna.

                    Pytanie brzmi - czemu żyłaś w tym piekle zamiast się rozwieść? Czemu
                    nie odeszłaś od męża i nie znalazłaś sobie mężczyzny który jak sama
                    piszesz sprawił, że odmłodniałaś i czujesz się piękna?

                    I jeszcze jedno - coś na co ma się przyzwoelnie męża/żony to nie
                    zdrada. To po prostu seks pozamałżeński.
              • bi_chetny Re: 27.10.08, 16:51
                nawrocona5 napisała:
                > Mężczyźni mają lepiej - seks i miłość to dwie zupełnie różne rzeczy.

                Nieuzasadnione uogólnienie. Wielu z nas przeżywa to równie mocno.
                Nie potępiam zdradzających, sam mam to za sobą. Nie uważam też zdrady za dobro,
                bo nim nie jest. W efekcie końcowym przynosi ból sporej ilości osób. Mimo to
                czasem jest jedynym wyjściem z trudnej sytuacji. Rozwód, odejście nie jest wcale
                takie łatwe jak się wydaje. Czasem po latach walki, prób, dostawania łopatą po
                głowie poddajemy się, tracimy wiarę w siebie. I wtedy z reguły zjawia się ktoś
                kto nas rozumie, dla kogo jesteśmy gralem. Choć przez chwilę...
                • nawrocona5 Re: 27.10.08, 17:56
                  bi_chetny napisał:

                  > nawrocona5 napisała:
                  > > Mężczyźni mają lepiej - seks i miłość to dwie zupełnie różne rzeczy.
                  >
                  > Nieuzasadnione uogólnienie. Wielu z nas przeżywa to równie mocno.

                  Naczytałam się ostatnio męskich wypowiedzi na forum - stąd uogólnienie..:)
                  Sama wcale nie mam ochoty tak myśleć, ale takie teksty padaja ze strony
                  internautów płci męskiej -jako ostrzeżenie dla naiwnych kobiet - więc ja
                  przyjmuję do wiadomości i wierzę..Twoja wypowiedź podnosi na duchu:))


      • kachna79 Re: Po co ta moralna inkwizycja ??????????? 27.10.08, 08:07
        > Moujer_Bonita, Kachna79 i cała reszta świętej iunkwizycji na rzecz
        wierności w
        > związku, dajcie sobie na wstrzymanie.

        Wiesz Avide święta inkwizycja raczej nie zasugeruje nikomu rozstania
        z mężem i szukania kogoś innego (ja zapytałam Nawróconą czy taka
        opcja nie wchodzi w grę), ale pewnie nie doczytałeś...

        > dajcie sobie na wstrzymanie.

        Raczej unikam osobistych tonów, ale czy Ty jesteś cenzorem na tym
        forum? Jeśli masz uprawnienia do decydowania, która wypowiedź
        powinna pojawić się w konkretnych wątkach to możesz wyciąć
        moje "niepasujące" opinie, a jeśli nie to... daj sobie na
        wstrzymanie.
        • avide Re: Po co ta moralna inkwizycja ??????????? 27.10.08, 09:39
          Prawa do cenzurowanie nie posiadam i wcale nie chce go mieć.
          Jedynie chciałem zwrócić uwagę, że rozmowa już dawno zeszła na krytykę postawy moralnej nawróconej5 a nie dotyczyła tematu.
          Były tam osobiście skierowane posty itp.
          Zawsze staram się pisać w wątku na temat wątku a nie jechać po ludziach za ich poglądy i czy postawy jakiekolwiek by one nie były. Odnoszę się do tematu a nie do osobistych wyborów każdego człowieka krytykując je. Tego też oczekuję od innych.

          Pytanie było jak to jest miec kochanka.
          Masz doświadczenia, napisz, nie masz napisz co myślisz o POSIADANIU KOCHANKA, a nie co myślisz o postawie reprezentowanej np. przez Nawróconą. Bo że były na nią ataki sama na to zwróciła uwagę. Ty Kachna przyznaję rację, dużo delikatniej się odniosłaś, prym wiedzie co by nie mówić Bonita.

          Temat seksu pozamłżeńskiego zawsze budzi kontrowersje i czasmai ludzie zapominają jakie było pytanie jadąc bez pardonu po tych trochę inaczej myślących w temacie.

          Jeśli "święta inkwizycja" Cię uraziła - wybacz. Na pewno nic osobistego z mojej strony.

          Pzdr.
          Avide.
          • kachna79 Re: Po co ta moralna inkwizycja ??????????? 27.10.08, 09:56
            W sumie uraziło mnie wrzucenie moich postów do jednego worka np. z
            Bonitą, bo świadomie starałam się rozmawiać z Nawróconą, by ją
            lepiej zrozumieć i unikałam oceny.
            Rozumiem, że komuś może się nie podobać zboczenie z tematu, ale
            zauważ, że jak spróbowałam rozwinąć temat w wątku "poza seksem
            wszystko OK" to pojawiły się nieporozumienia i ogólnie temat
            obumiera.
            A hasło święta inkwizycja zadziałało na mnie drażniąco, bo zdaję
            sobie sprawę, że użyłeś go w odniesieniu do moich przekonań
            religijnych, z którymi się nie kryję. I w sumie powinnam się takich
            reakcji spodziewać:)
          • marek_gazeta Re: Po co ta moralna inkwizycja ??????????? 27.10.08, 10:16
            > Jeśli "święta inkwizycja" Cię uraziła - wybacz. Na pewno nic osobistego z mojej
            > strony.

            Nie powinna urazić - o czym można się przekonać np. czytając

            www.datapolis.com/grzes/inkw_rz.htm
    • jagularka4 Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 16:39
      Wiecie jak to jest naprawdę kiedy człowiek rozumie ze nasz partner
      ma inne potrzeby
      że zauważa się że nasze potrzeby są na marginesie
      - kiedy ryczysz w poduszke bo mąż Cie nie chce - zwyczajnie
      niechce !!!
      Walczysz - czytasz poradniki - kupujesz bieliznę - próbujesz obudzić
      w nim namietność
      potem beznadziejnie prowokujesz chociaż do zazrości wracajac
      wieczorem z czerwona różą w ręku - a On co ? pyta czy może iść
      pierwszy do łazienki - nie pyta od kogo ta róża - od kogo? sama ja
      sobie kupujesz żeby zwrócił na ciebie uwage - ale On juz nie
      patrzy ........

      To nie ludzkie i nie moralne !!!

      I co mam sie rozwieść bo lubie seks ?

      A dzieci - a odpowiedzialność za nie? przecież potrzebują obojga
      rodziców i uwielbiają Ojca - nie chcę i nie rozbiję rodziny - to nie
      jest wyjscie

      Decyzja o byciu z kimś dzieki któremu poczuje się kobietą nie jest
      ani łatwa - ani prosta - choć chyba już podjęta ...

      Szukam nowych pomysłów - chcę żyć normalnie bez wyrzutów sumienia -
      jestem silną kobieta ale boje sie że następne rozczarowanie może
      boleć bardziej od tego które teraz jest

      ...... i aspekt społeczny - ważny - bardzo ważny - kiedy coś nie
      wyjdzie - kiedy najbliższe osoby dowiedzą się że zdradzałam nikt nie
      zapyta ,,dlaczego?,, tylko będę puszczalską ..taka nasza mentalność
      społeczna...

      Mysle ze aby zdradzić każda kobieta musi mieć świadomość fatalnego
      upadku i bardzo dużo rozsądku aby tak sie nigdy nie stało .
      • herbatka.jasminowa Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:06
        jagularko wysłałam ci coś na poczte gazetową

        mądry post napisałaś :-)
        • jagularka4 dzieki 26.10.08, 17:29
          poczytam jeszcze
          dziękuje
      • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:43
        jagularka4 napisała:
        > A dzieci - a odpowiedzialność za nie? przecież potrzebują obojga
        > rodziców i uwielbiają Ojca - nie chcę i nie rozbiję rodziny - to
        nie
        > jest wyjscie

        A jesteś zbsolutnie pewna, że chcesz aby Twoi synowie wychowywali
        się w takiej rodzinie i uczyli od ojca traktowała kobiety/żony/matki?
      • krzysztof-lis Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 10:31
        > Walczysz - czytasz poradniki - kupujesz bieliznę - próbujesz obudzić
        > w nim namietność

        Z tą bielizną to jest tylko pułapka na naiwne kobiety...

        > I co mam sie rozwieść bo lubie seks ?

        Nie byłoby to głupie.

        Potem znajdziesz sobie faceta na stałe, takiego, jakiego Ci potrzeba. I będziesz
        móc się z nim rżnąć wtedy, gdy tylko tego zapragniesz. Taniej, mniej kłopotów,
        przyjemniej. Dla zdrowia psychicznego też lepiej.

        Jasne, że łatwiej jest zdradzać, niż się rozejść. Wiem to doskonale, z własnego
        doświadczenia.
      • femme.fatale1978 Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 11:11
        jagularka4 napisała:


        >
        > Szukam nowych pomysłów - chcę żyć normalnie bez wyrzutów sumienia -
        > jestem silną kobieta


        Silna kobieta nie tkwi latami cierpiąc w toksycznym, upokarzającym związku, z
        mężczyzną który ignoruje ją jako osobę, dla którego już nie jest kobietą. Z
        mężczyzną, który nie zaspokaja jej potrzeb emocjonalnych i fizycznych, który
        egoistycznie nie dostrzega jej bólu i cierpienia, a nawet jeśli dostrzega to ma
        je głęboko w du... nosie. Silna kobieta nie boi się życia w pojedynkę, na własny
        rachunek - bycia w zgodzie z samym sobą, nawet za cenę samotności lub ostracyzmu
        społecznego.
        >
        > ...... i aspekt społeczny - ważny - bardzo ważny - kiedy coś nie
        > wyjdzie - kiedy najbliższe osoby dowiedzą się że zdradzałam nikt nie
        > zapyta ,,dlaczego?,, tylko będę puszczalską ..taka nasza mentalność
        > społeczna...
        >
        > Mysle ze aby zdradzić każda kobieta musi mieć świadomość fatalnego
        > upadku i bardzo dużo rozsądku aby tak sie nigdy nie stało .
    • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 16:42
      A gdzie ja napisałam/zasugerowałam, że traktują to lekko?

      > i mają świadomość tego że jest to rozwiązanie krzywdzące

      Przecież właśnie o tym piszę i one piszą. Jest to rozwiązanie
      krzywdzące, wynika w dużej mierze z egoizmu. Same to przyznały.

      Nie bardzo rozumiem sens Twojego ataku na moją osobę. Krytykujesz
      mnie za coś w czym zgadzam się z jagularką 4 czy nawroconą5?
      • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:14
        Myślę, że atak został wywołany tym, że międlisz bez przerwy morały kobietom,
        które doskonale zdają sobie sprawę z dwuznaczności moralnej drogi, którą obrały.
    • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:42
      nas-daq napisała:
      > A skoro nie byłaś, nie jesteś i nie
      > zamierzasz być kochanką, nie wiesz jak to jest żyć w trudnym
      > związku, w odrzuceniu, to wyłącz sie z dyskusji, bo problem nie
      jest
      > kierowany do Ciebie. Tyle z mojej strony.

      O sytuacji tych kobiet wiem znacznie więcej niż Ci się wydaje. Z
      WŁASNEGO domu rodzinnego. I to uważam daje mi bardzo dobry wgląd w
      sytuację.

      A krytykowana jestem za zdanie inne niż tu 'politczynie poprawne'.
      • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:52

        >
        > A krytykowana jestem za zdanie inne niż tu 'politczynie poprawne'.

        Dopisujesz sobie spiskową teorię dziejów. Jedyną poprawną politycznie przyjętą
        tu formą jest umiarkowanie w ferowaniu osądów - wcale zresztą niekoniecznie
        powszechnie przestrzeganą.
        • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:59
          eeela napisała:
          > Jedyną poprawną politycznie przyjętą
          > tu formą jest umiarkowanie w ferowaniu osądów - wcale zresztą
          niekoniecznie
          > powszechnie przestrzeganą.

          Ja obserwuję coś zgoła innego. To forum dla ludzi, którzy seksu za
          mało mają więc wszelkie 'wsparcie' dla nich jest mile widziane. Ci
          co chcą mniej lub czegoś nie chcą są tymi 'be'. Sama taką postawę
          prezentujesz.
          • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 18:07
            Jesteś na tym forum od paru miesięcy, a już doskonale wiesz, jaką ja tu postawę
            prezentuję. Powierzchowne postrzeganie, dość typowe dla wizerunku, który
            zdążyłaś tu sobie wyrobić. Ja krytykuję jedynie postawę 'nie bo nie', nie
            krytykuję lęków, zahamowań, braku umiejętności czy braku namiętności, bo to są
            rzeczy od człowieka nie do końca zależne. Spędziłam na tym forum dwa lata,
            starając się pomóc ludziom w ich problemach, a tu wyskakuje mi nagle taka
            mądrala i wie wszystko o tym, jakie ja zwykłam prezentować postawy. Zgaduję, żeś
            jakimś kolejnym (chyba najmniej ciekawym) wcieleniem pewnej pani, którą mi
            przyszło spotkać na forum Mężczyzna. Jeśli tak jest, to aż szkoda patrzeć, jak
            jakość spada na łeb i na szyję.
            • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 18:12
              Pomóc? Tylko według tego co sama sądzisz o tym co dobre a co złe?
              Gratulacje :)

              A na forum Mężczyzna się nie wypowiadam.
              • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 18:37

                > Pomóc? Tylko według tego co sama sądzisz o tym co dobre a co złe?
                > Gratulacje :)
                >

                Każdy pomaga według tego, co sam sądzi. Nie rozumiem zaskoczenia. Ani zasadności
                ironii.


                > A na forum Mężczyzna się nie wypowiadam.

                Pod tym nickiem - istotnie nie. Zresztą mam nadzieję, że jednak nie jesteś tamtą
                panią. Jesteś do niej podobna w swej upierdliwości i stosowanych wybiegach
                retorycznych, ale ona pod wszystkimi swoimi wcieleniami była jednak osobą, z
                którą dało się konstruktywnie wymieniać opinie. Trudno mi uwierzyć, że
                zechciałaby sama z siebie tak się stoczyć.
    • nawrocona5 Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:44
      jagularka4 napisała:
      I co mam sie rozwieść bo lubie seks ?

      No właśnie. Decyzja o rozwodzie jest trudna podwójnie.
      Nie mamy do czynienia z sytuacją typu: pije, bije lub zdradza.
      Przed sądem ma stanąc kobieta, której mąz jest porządnym spokojnym człowiekiem,
      dobrym ojcem itp.
      I ma zażądać rozwodu z powodu braku seksu lub niedostatecznej częstotliwości.
      Ma również stawić czoła rodzinie, znajomym którzy prawdopodobnie są przekonani
      że mają do czynienia z bardzo dobrym małżeństwem. Bo o ile inny rodzaj problemów
      małżeńskich widać czasami gołym okiem i dla osób postronnych nie jest to
      zaskoczeniem - to ten akurat przypadek pozostaje na ogół wstydliwą tajemnicą i
      nikt się nim nie chwali.
      A jak już się pochwali - jak jest postrzegana/y ?
      Kobieta która chce rozbić rodzinę i pozbawić dzieci ojca - bo chce się częściej
      kochać?
      Jak oceniany będzie facet, który zostawia żonę z małymi dziecmi/dzieckiem tylko
      dlatego że ona nie lubi seksu?

      Czy ich otoczenie na pewno wpadnie w zachwyt nad ich uczciwością i moralnością,
      która zabrania im oszukiwać?
      Wersja optymistyczna jest taka, że rozwód odbywa się za obopólną zgodą bez
      orzekania winy i dyskretnie.
      Wersja pesymistyczna - taka jak opisałam wyżej.

      Napisałam już na początku dyskusji, że moim zdaniem takie "białe" małżeństwa są
      bez sensu.
      Ale zdaję sobie sprawę dlaczego ludzie jednak się nie rozwodzą - nie jest to
      takie proste jak sie wydaje niektórym moralizatorom.

      • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 17:56
        nawrocona5 napisała:
        > Ale zdaję sobie sprawę dlaczego ludzie jednak się nie rozwodzą -
        nie jest to
        > takie proste jak sie wydaje niektórym moralizatorom.

        Nikt przecież nie mówi, że proste. Ale powiem Ci z doświadczenia
        własnej matki - bardzo często TAK JEST LEPIEJ. Rozwiązania
        łatwiejsze 'co ludzie powiedzą' są okupione ogromną ceną. Moja matka
        się nie rozwiodła i to był jej życiowy błąd. Zmarnowała najlepsze
        lata życia bo otoczenie wmówiło jej, że dla mnie tak będzie lepiej.
        Nie było. Z perspektywy czasu płakać mi się chce, nad jej decyzją.
        • kateoz Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 21:15
          Nikt przecież nie mówi, że proste. Ale powiem Ci z doświadczenia
          własnej matki - bardzo często TAK JEST LEPIEJ. Rozwiązania
          łatwiejsze 'co ludzie powiedzą' są okupione ogromną ceną. Moja matka
          się nie rozwiodła i to był jej życiowy błąd. Zmarnowała najlepsze
          lata życia bo otoczenie wmówiło jej, że dla mnie tak będzie lepiej.
          Nie było. Z perspektywy czasu płakać mi się chce, nad jej decyzją.

          mujer
          bardzo przykro mi z powodu twojego nieszczesliwego
          dziecinstwa.wyglada na to ze twoja mama tkwila(dla ciebie) w zwiazku
          malzenskim nie kochajac twojego tate.tak przynajmniej wnioskuje bo
          nie piszesz szczegolow.
          cos mi jednak podpowiada ze postawilas sobie za punkt honoru wygac
          na forum te rozgrywke roznicy pogladow lapiac sie roznych chwytow.
          zreszta juz jedna z kolezanek zauwazyla ze musissz miec ostatnie
          zdanie nie zaleznie od tego jakie ono jest.najpierw umoralniasz
          kolezanke(ki)jak nie w porzadku wobec meza jest zdrada zupelnie nie
          starajac sie choc w malym stopniu postawic w ich sytuacji a kiedy to
          nie skutkuje pakujesz w to dzieci......????uwazasz ze dla dzieci
          rozwod to lepsze zlo???musialabys poznac pare takich doroslych osob
          z rozbitych rodzin to zmienilabys zdanie.choc czy ty akurat to nie
          wiem ale osoba obiektywna napewno.
          powiem ci co jest najlepsze dla dziecka...najlepsza jest rodzina z
          reklamy ale zycie to nie bajka..
          kobiety ktore tu pisza zdaja sobie sprawe z tego czym jest zdrada i
          jakie moga byc jej konsekwencje choc WCALE byc nie musza.a nie chca
          nie biora pod uwage rozwodu bo oprocz tego PROBLEMU malzenstwo jest
          udane.jest porozumienie,szacunek,przyzwyczajenie,dzieci,wspolnosc
          majatkowa,znajomi,zainteresowania.
          po coz wiec sie rozstawac???bo nie ma sexu???rujnowac zycie mezowi i
          dzieciom??? to jest, bylby dopiero egoizm.
          prosze powiedz mi wobec tego czy uwazasz ze zdrowa normalna kobieta
          powinna zyc w celibacie wbrew swojej naturze???brak sexu dla osoby
          potrzebujacej nie wplywa dobrze ani na kondycje psychiczna ani
          fizyczna.z koleji czy dla tej huci warto przewracac zycie rodziny do
          gory nogami?
          ty i tobie podobne dziewczyny obstawiacie skrajne rozwiazania a ja
          uwazam ze kochanek to ze wszystkich opcji najmniejsze zlo.
          nie mam takiej pewnosci czy dalej nucilabys swoja melodie gdybys nie
          miala sexu 13 lat...nie sadze.
          • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 26.10.08, 21:59
            Swoje zdanie na temat związków utrzymywanych 'dla dobra dzieci'
            wyrażałam już niejednokrotnie.

            > rozwod to lepsze zlo???musialabys poznac pare takich doroslych
            osob
            > z rozbitych rodzin to zmienilabys zdanie.

            Uważam, że rozwód to mniejsze zło. Lepiej jest pochodzić z rozbitej
            rodziny niż w niej żyć. I wiem co mówię. Rozwód nie musi być końcem
            świata na jaki niektórzy go kreują. Wiele się mówi o tym ile złego
            przynosi dzieciom rozwód ale kwestia tkwienia w dysfunkcyjnej (nie
            koniecznie patologicznej) rodzinie jest pomijana szeroki łukiem.

            > po coz wiec sie rozstawac???bo nie ma sexu???

            Bo nie ma MAŁŻEŃSTWA. Nie ma szacunku, miłości, czułości, normalnych
            ludzkich emocji. Dzieci nie są ślepe. Widzą, czują, uczą się. Owszem
            były tu przypadki kiedy małżeństwo było utrzymywane dla dzieci ale
            za porozumieniem OBU stron.

            Uważasz, że gorszy jest rozwód niż słyszeć jak ojciec wyzywa matkę
            od dziwek (przypadek jednej z kobiet)?
            • kateoz Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 09:09
              Uważasz, że gorszy jest rozwód niż słyszeć jak ojciec wyzywa matkę
              od dziwek (przypadek jednej z kobiet)?

              gdyby mnie maz wyzywal od dziwek nie zaleznie od tego jak
              fantastyczny sex bylby miedzy nami,odeszlabym.ale sa takie ktore maz
              tlucze i nie odchadza.
              ja jednak pisalam o innej grupie kobiet.dysfunkcja to szerokie
              pojecie i wlasciwie wszystko mozna pod nia podciagnac.rozwody sa w
              dzisiejszych czasach bardzo modne,ale czy zawsze rozsadne???

              > po coz wiec sie rozstawac???bo nie ma sexu???

              Bo nie ma MAŁŻEŃSTWA. Nie ma szacunku, miłości, czułości, normalnych
              ludzkich emocji.

              jest malzenstwo!!!!jest szacunek ,milosc, czesto i czulosc ale bez
              SEXU itp .itd.
              az dziw ze nie potrafisz tego zrozumiec ?????
            • avide Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 09:25
              mujer_bonita napisała:
              (...)
              > Uważam, że rozwód to mniejsze zło. Lepiej jest pochodzić z rozbitej
              > rodziny niż w niej żyć.
              (...)


              Bonita przeczytałem co napisałaś powyżej o swojej rodzinie.
              Muszę Cię rozczarować. NIE MASZ POJĘCIA JAK TO JEST.
              W Twoim domu Twoja matka z tego co piszesz została dla Ciebie.
              Ty zarzekasz się, że to był jej największy błąd. Ty byś się rozwiodła... właśnie dla dzieci. Bo fundując kochanka jaki byś dała przykład itp.

              No to powiem Ci ja pochodzę z rodziny w której zapadła opcja nr 2. Mój ojciec odszedł od matki. Dlaczego ? Bo nie potrafił żyć z kochanką na boku. Zdecydował, że woli odejść i żyć z kobietą którą pragnie nie patrząc na dzieci. Bo podobno dzieciom byłoby lepiej tak niż w małżeństwie dwojga nie do końca rozumiejących się ludzi.

              Jego decyzja spowodowała, że nagle z dnia na dzień w wieku 15 lat musiałem dorosnąć bo stałem się jedynym facetem w domu.
              Moja rodzina, mój świat runął jak domek z kart. Jak się później okazało miało to ogromny wpływ na późniejsze życie. Moje oraz mojej siostry. Siostra do dziś jest kłębkiem nerwów. Nie poradziła sobie z tym. Odbija się to bezpośrednio na jej rodzinie, a już matką jest. Walczy z tym, ale piętno pozostało.
              Ja jako facet łagodniej się z tym obszedłem. Nie mniej i na mnie wywarło to wpływ, który rzutuje do dziś. Jestem silnym psychicznie człowiekiem, bo przez lata wiedziałem że mogę liczyć tylko na siebie, ale wiem że gdyby rodzice byli, miałbym oparcie w nich, w kilku kluczowych momentach mojego życia kilka decyzji podąłbym innych. Decyzji które zmieniły CAŁE moje życie. Czy ja uważam że lepiej było, że ojciec odszedł ? Czy dla mnie i mojej siostry było to mniejsze zło ???

              A teraz droga Bonito podam Ci jeszcze jeden przykład. Moi dziadkowie ze strony ojca. Moi dziadkowie to bardzo ciekawy przykład związku dwojga ludzi. Pobierali się 3 razy i rozwodzili 2 razy. Wszystko prawnie i formalnie ;-)))Jednak cały czas żyli razem. Jakoś nie potrafili, mimo formalnego rozwodu od siebie odejść (z różnych względów. Jak oczywiście z arytmetyki wynika obecnie są razem. ;-))

              Ale w czym rzecz.
              Z tego co się dowiedziałem, dziadek zawsze był temperamentny babcia zaś (najukochańsza kobieta w mojej rodzinie) cytuję "wiedziała że dla dziadka to była ważna sprawa". Takie podejście do tematu mówi mi wprost o jej temperamencie. Wytrzymali razem do pierwszego rozwodu hymm... tak do ok 50-tki. Właśnie przez dzieci. Była dość spora rozbieżność między najstarszym a najmłodszym. Dlatego tyle to trwało.
              Wszystkie dzieci, które wychowali miały i mają jak najbardziej normalne życie i poglądy na świat. Wiedzą co to jest miłość, szacunek, rodzina i takie schematy przekazują dalej. Z wyjątkiem mojego ojca, który jako młody głupi chłopak dał się "złapać" (dosłownie) mają szczęśliwe, pełne szacunku i miłości rodziny. Czy potrafiliby to gdyby ich rodzice rozeszli się 15 lat wcześniej ? Nie wiem.

              Dziadkowie jak dzieci się usamodzielniły, pozakładały własne rodziny zaczęli swoje rozwodowe harce. Rozwodzili się i schodzili. Oczywiście przez seks. Dzieci patrzyły na to z boku. Już jako ukształtowani posiadający własne osobowości ludzie. Jakoś przetrwali to do ok 55-60 ostatecznie będąc znowu razem. Temperament osłabł, sprawy seksu zeszły na dalszy plan. Co się okazało ? Do dziś spotykamy się wszyscy razem u nich przy różnych okazjach. Jestem pewien że dziadek miał kochanki, ale o tamtych sprawach się już nie mówi. Teraz ważne są inne rzeczy. Babcia niedawno w wolnej rozmowie mówiła mi, że zdradę można wybaczyć ale nie da się jej zapomnieć. Nie mniej żyją dziś względnie szczęśliwie. I oni i my. Cała rodzina. Myślę że WSZYSCY jesteśmy zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Dzieci maja dalej rodziców, wnuki mają dziadków, dziadkowie jakoś się po burzliwych latach dogadali i tez maja siebie.

              Co z tego wynika Bonito. Ano to że postawa "odejść a nie zdradzać" nie zawsze jest jedyną właściwą. To nie jest takie proste jak Ci się wydaje. Mój ojciec postąpił inaczej niż jego ojciec. Ja i moja siostra za to płacimy. On (ojciec) nie.
              Do dziś się Bonita zastanawiam jak to jest mieć ojca i matkę do których się jedzie np. na święta ??? Nie wiem, nie pamiętam. Wiem jak to jest z teściami, dziadkami, ciociami i wujkami itp.
              Do dziś się zastanawiam jakby to było, gdyby ojciec po bzykał dyskretnie na boku a w domu był przykładnym ojcem oraz mężem. Bo do czasu, gdy powiedział "odchodzę" NIKT niczego się nie spodziewał. NIKT o niczym nie miał pojęcia. Ani że kochankę, ani, że w połowie jego ciuchów nie ma juz w domu, nic, zero. Do samego końca w domu był dobrym ojcem i mężem. On wybrał własne szczęście, swoje szczęście i właściwą (wg Ciebie) postawę moralną. Dziś mi mówi, że dobrze zrobił. Dobrze z jego punktu widzenia. Jak patrzę na siostrę, mocno się nad tym zastanawiam, jaka sytuacja byłabym najwłaściwsza. Jedno jest pewne, wiele, wiele lat temu popełnił błąd, owocem czego była moja siostra ;-). I później pewne czyny były konsekwencją. Nie mniej, on wybrał. Wybrał swoje szczęście. Przez bardzo wiele lat go nie rozumiałem. Nienawidziłem go za to że myślał "fiutem". Dziś z perspektywy lat patrze na to zupełnie inaczej. Patrząc z jego punktu widzenia rozumiem go i nie potępiam. Każdy człowiek chce być, czuć się szczęśliwy.
              Patrząc z MOJEGO punktu widzenia jaki wpływ na moje życie miała jego decyzja, mam ogromny żal. Żal że nie został te 10 lat dłużej. Wolałbym by miał dyskretna kochankę.
              Wiek co najmniej do 20-25 roku życia każdego to taki okres w którym kształtuje się jego osobowość. Istotną, ja nie kluczową rolę pełni rola domu rodzinnego. Ojciec i matka. Dają wzorce, dają poczucie bezpieczeństwa, dają spokój. Gdy tego brakuje, ma to swoje konsekwencje.

              Podsumowując Bonita.
              Zdradzać bo człowiek ma potrzeby i pragnienia i trwać bo dzieci ?
              Nie zdradzać i zostać bo dzieci ale poświęcić siebie ?
              Odejść, bo moralność tak mówi, tez dla dzieci (?) (czy aby na pewno) ?
              To wszystko są trudne pytania i odpowiedź w każdym przypadku będzie inna. W momencie kiedy pojawia się mały człowiek, który jest częścią Ciebie, sprawa przestaje być czarno-biała. Wtedy pojawiają się niedostrzegalne wcześniej odcienie szarości. Inaczej będzie w przypadku zimnego na maxa małżeństwa w którym ojciec śpi na jednym piętrze a matka na drugim. Inaczej w przypadku gdy bije i pije. Inaczej gdy w domu mimo braku lub niewystarczającej ilość seksu gra reszta sfer małżeńskich. Inaczej gdy jest tylko dwoje ludzi, choć też nie jest łatwo, jest jednak dużo prościej. Wtedy dużo łatwiej potępiać i napiętnować.

              Pamiętaj o tym wydając jednoznaczne sądy. Mnie już życie nauczyło wielu odcieni szarości, a mam niespełna 30 lat.

              Pozdrawiam
              Avide.
              • arronia Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 11:10
                Nie wiem, ile sensu jest w przerzucaniu się historiami swoich rodzinnych domów??
                Życie to nie laboratorium, jak się jedną opcję wybierze, nie można sprawdzić tej
                drugiej (no dobra... banał).

                Moi rodzice się rozeszli (małżeństwo "ze studiów", tzw. niedopasowanie
                charakterów, różne błędy, pewnie z obu stron, jak było akurat z seksem - nie
                wiem). I dobrze. To znaczy oczywiście w miarę, każdy by wolał sielankę "i żyli
                długo i szczęśliwie". Ale i tak sądzę, że to był ich najlepszy wybór. Mam matkę,
                mam ojca. Nie razem - trudno. Przeżyłam wiele lat w szczęśliwej rodzinie - którą
                mama jakiś czas po rozwodzie założyła z innym mężczyzną. Nie jest przyjemnie
                tęsknić za drugim rodzicem (ojciec wyjechał, więc widywaliśmy się, ale rzadko),
                pod różnymi innymi względami też nie jest fajnie, jakieś rozdarcie na długo
                (choć niekoniecznie na zawsze) zostaje. Ale wzór uważam mi matka dała dobry -
                wychodzić z toksycznych układów, jak się w nie wlezie, szukać zdrowych.

                Tylko czego ta historyjka dowodzi? Pewnie niczego. Czasem lepiej się rozejść
                "mimo dzieci". To nie musi być wcale najgorsze rozwiązanie. Ale - różnie bywa.
                • avide Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 11:19
                  arronia napisała:
                  (..)
                  > Tylko czego ta historyjka dowodzi? Pewnie niczego. Czasem lepiej się
                  rozejść"mimo dzieci". To nie musi być wcale najgorsze rozwiązanie. Ale - różnie
                  bywa.

                  Właśnie tego dowodzi Aronio, różnie bywa. Dlatego pisanie, że coś jest super a
                  coś jest "be" zawsze i wszędzie jest dla mnie nieporozumienie. ZAWSZE trzeba
                  rozpatrzyć sytuację. Czasami kochanek-ka będą najlepszym wyjściem, czasami
                  najgorszym. Czasami rozwód będzie najlepszym czasami wręcz przeciwnie. Zniszczy
                  życie wszystkim dookoła nie wnosząc nic dobrego.
                  Właśnie to chciałem pokazać. Tylko i wyłącznie.
                  WSZYSTKO ZALEŻY OD SYTUACJI.

                  Jednego jestem pewien. Jak się podejmuje decyzje, trzeba umieć brać za nie
                  odpowiedzialność, trzeba być ich świadomym. Jakiekolwiek by one nie były. Nie
                  każdy to potrafi.
                • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 14:48

                  > Nie wiem, ile sensu jest w przerzucaniu się historiami swoich rodzinnych domów?

                  Możemy się przerzucać do woli. Ja nie żałuję, że moi rodzice się rozwiedli, bo
                  było to tak wiele lat temu, że trudno byłoby nie zdążyc przyzwyczaić się do
                  sytuacji. Ale co przeżyłam ze względu na rozbitą rodzinę, to moje.

                  Nie da się wychować z dzieci ludzi bez żadnych traum. Każdy musi jakieś mieć w
                  życiu. Nikt nie przechodzi przez życie nienaruszony przez cierpienie. Dopóki
                  jesteśmy rodzicami niedorosłych dzieci, mamy obowiązek mieć na uwadze to, aby
                  tych traum dostarczać im możliwie jak najmniej. I wcale nie jest powiedziane, że
                  istnieje jedyny słuszny - jak to nam Bonita usiłuje wytłumaczyć - model na
                  postępowanie w takiej sytuacji. Zarówno rozwód rodziców jak i trzymanie
                  kochanków na boku mogą być dla dzieci źródłem traumy, jeśli zostanie to
                  rozegrane nieumiejętnie.
                  • avide Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 14:52
                    AMEN !

                    ;-)
                  • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 14:54
                    Wiesz co Eeelu - wykazujesz niezwykłą umiejętność przeinaczania
                    moich słów.

                    Gdzie ja napisałam o jedynym słusznym modelu? Napisałam, że z mojego
                    doświadczenia tak jest lepiej. W odpowiedzi właśnie na lansowany
                    schemat 'dla dobra dzieci lepiej się nie rozwodzić'. Nie zawsze,
                    czego jestem najlepszym przykładem. I to jest właśnie dla pokazania
                    sprawy z RÓŻNYCH stron a nie 'jedynej słusznej'.

                    Proszę - czytaj uważnie i nie przypisuj mi wypowiedzi, których nie
                    ma OK?
                    • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 15:11
                      "Uważam, że rozwód to mniejsze zło. Lepiej jest pochodzić z rozbitej
                      rodziny niż w niej żyć. I wiem co mówię. "


                      Ach, prawda, wybacz, nie użyłaś słowa 'jedyny słuszny model', i to całkowicie
                      dyskwalifikuje moją wiarygodność jako dyskutanta, zaiste.
                      • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 16:26
                        eeela napisała:
                        > Ach, prawda, wybacz, nie użyłaś słowa 'jedyny słuszny model', i to
                        całkowicie
                        > dyskwalifikuje moją wiarygodność jako dyskutanta, zaiste

                        No właśnie Eeelu. Nie napisałam a Ty ja zwykle to zobczyłaś.

                        I podtrzymuję swoje zdanie. To jest przypadek w którym rozwód jest
                        lepszy. Przypadek nie 'jedyny słuszny model' jak starasz mi się to
                        włożyć w usta.
                        • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 19:12
                          Użyłaś przypadku do zilustrowania głoszonej reguły, a nie opisywałaś jeden
                          przypadek. Każdy głupi to może dostrzec, panno nieudolna manipulantko, tak
                          kochająca doaptrywać się manipulacji u innych :-)
                          • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 20:10
                            eeela napisała:
                            > Użyłaś przypadku do zilustrowania głoszonej reguły,


                            Można Ci 100 razy napisać, że nie piszę o regule a Ty i tak swoje.
                            Ale czego się spodziwewać. Monolog i tyle. Kolejny raz. Już mnie to
                            nie dziwi.
                            • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 20:22
                              Dzieweczko, nie pierwszy raz to ty wykręcasz się nieumiejętnie z tego, co
                              napisałaś, choć podobno 'nie miałaś na mysli'.
                              • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 20:25
                                eeela napisała:
                                > Dzieweczko, nie pierwszy raz to ty wykręcasz się nieumiejętnie z
                                tego, co
                                > napisałaś, choć podobno 'nie miałaś na mysli'

                                No właśnie NIE NAPISAŁAM. Ty odczytałaś coś czego nie było. Nie
                                napisałam i to się właśnie liczy.
                                • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 20:28
                                  Wielokrotne powtarzanie zdania nieprawdziwego nie zamieni go w zdanie prawdziwe.
                                  • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 20:36
                                    eeela napisała:
                                    > Wielokrotne powtarzanie zdania nieprawdziwego nie zamieni go w
                                    zdanie prawdziwe

                                    Otóż to Eeelu. Możesz pisać 100.000 razy napisałaś 'XYZ' co nie
                                    sprawi, że to stanie się prawdą :)
                                    • eeela Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 20:50
                                      Och, brawo, co za mistrzostwo celnej riposty - myślisz, żeś dzięki niej bardziej
                                      wiarygodna?
                                      • mujer_bonita Re: dopiszę się do dziewczyn 27.10.08, 21:07
                                        Nie. Mam nadzieję (ale to raczej naiwność), że w końcu przestaniesz
                                        wkładać mi w usta słów, których nie wypowiedziałam.
    • kici10 Re: Kochanek? 26.10.08, 22:15
      Jest jeszcze inne rozwiązanie. Można póść na układ z mężem, aby
      każde z was mogło prowadzić swoje niezależne życie, mieszkając dalej
      pod wspólnym dachem i żyjąc w przyjaźni dla dobra dzieci. Ryzykowne
      posunięcie, ale komfort życia w zgodzie ze sobą. Dajesz w ten sposób
      sobie i partnerowi prawo bzykania wszystkiego, co się nawinie, bez
      wyrzutów sumienia. Ryzykujesz zaś, że się nie zgodzi i zechce
      zakończyć to małżeństwo, albo nie zechce finansować twojego nowego
      życia.
      Wybierając zdradę i tak stawiasz na szali swoją rodzinę. Musisz
      bowiem brać pod uwagę, że cała sprawa się rypnie i mąż zażąda
      rozwodu. A ponadto ryzykujesz ostracyzm otoczenia i swoich własnych
      dzieci. Dzieciom wisi, czy wam się układa dobrze w seksie. Powiem
      więcej, wolałyby myśleć, że robiliście to tylko dwa razy w życiu -
      kiedy ich spłodziliście. Dlatego obarczą cię winą za rozbijanie
      rodziny.
      Ponadto, chcąc zdradzać musisz mieć świetną pamięć, stalowe nerwy i
      umiejętność oddzielania seksu od uczuć. I dużo wolnego czasu. A
      ponadto umiejętność zagłuszania wyrzutów sumienia. Musisz też umieć
      dobrze kłamać. Powinnaś też wybierać raczej samotnych, niż żonatych,
      bo ryzykujesz obicie buzi przez zazdrosną żonę. Tylko proszę cię,
      nie pisz, że ty będziesz sprytna. Jeśli w to wchodzisz, to musisz
      się liczyć z tym,że ktoś będzie sprytniejszy, choćby zwykły
      przypadek.
      Wybierając zdradę, musisz liczyć się z tym, że rozwalisz rodzinę.
      Cokolwiek nie zrobisz, sama poniesiesz konsekwencje. Dlatego lepiej
      przemyśl to teraz, niż później.
      • nawrocona5 Re: Kochanek? 26.10.08, 22:54
        Jedno zdanie z postu kici10 muszę oprotestować:))
        Zdecydowanie jestem przeciwna związkom osób zamężnych/żonatych z samotnymi.
        Jednorazowa przygoda - tak, stały romans - absolutnie bez sensu.
        Poza tym tylko kobiety bywaja tak nierozsądne aby wiązać się z żonatymi i
        cierpieć.Mężczyźni są pragmatyczni - wiążąc się z kobieta chcą mieć z kim
        spędzic święta, Sylwestra, bywać na imprezach czy spotkać się na całą noc i
        zjeść razem sniadanie.
        Tak więc znalezienie stałego WOLNEGO kochanka widzi mi się mało realne.

        Piszę oczywiście pół żartem pół serio, ale faktycznie tak myślę.


        • kici10 Re: Kochanek? 26.10.08, 23:26
          To był żart, w kontekście uniknięcia obicia facjaty. Praktyka w
          większości jest całkiem inna.
          • kalabrvia Re: Kochanek? 27.10.08, 11:40
            Ktoś napisał o niemoralności.
            OK. Niech będzie. Nie będę się o to bić.
            Codziennie zdarza się nam łamać zasady moralne.
            Ja tę zasadę łamię, bo zmuszono mnie do tego.
            Powiedzmy, taki stan wyższej konieczności.

            Rozwód.
            Różnie to bywa.
            Śmieszy mnie powiedzenie: "jakby mżą mnie wyzwał od dziwek, to bym odeszła".
            Skąd wiesz?
            Wyzwał Cię?
            Jak to zrobi, to wtedy pogadamy, ok?
            No i gdzie Wasza moralność moraliści?
            Każecie się rozwodzić z człowiekiem jednak ułomnym, słabym?
            Przecież małżeństwo ma być na dobre i na złe.

            Ja też byłam kiedyś taka radykalna w ocenach.
            Ale tak dostałam po tyłku, że teraz siedzę cichutko. ;)

            Do nawróconej:
            spotkałam samotnego.
            • kachna79 Re: Kochanek? 27.10.08, 11:47
              > Ale tak dostałam po tyłku, że teraz siedzę cichutko. ;)

              hmm...
              • kalabrvia tak, kachno, słucham? 27.10.08, 11:53
                Coś nie tak?
                Następna moralistka na pokładzie?
                :)
                • kachna79 Re: tak, kachno, słucham? 27.10.08, 11:55
                  Nie wszystko OK - taka buźka to raczej wyraz sympatii a nie
                  spodziewałam się agresji.
                  Ogólnie spodobało mi się Twoje stwierdzenie na końcu dość długiego
                  wywodu, że siedzisz cicho.

                  > Następna moralistka na pokładzie?
                  Nawet jeśli jestem moralistką to przecież masz swoje zdanie i moja
                  opinia nie ma znaczenia:P
            • kalabrvia bonita 27.10.08, 11:52
              Ona nie rozumie.
              Nic nie rozumie.
              W moim domu też były kochanki. Wieczne kochanki.
              Ojciec, który był sukinsynem.
              Ale jak umarł, to nie mogłam się pozbierać przez kilka lat.
              Kochałam tego sukinsyna nad życie.


              Dla Ciebie bonito wszystko musi być ładne, pachnące, zdrowe.
              Jesteś nieprzystosowana do życia. Cierpisz na natręctwo i żyjesz w jakieś iluzji.
              Takiej mocno postulatywnej iluzji. To co mówisz jest nierealne po prostu.
              • kachna79 Re: bonita 27.10.08, 11:59
                > Dla Ciebie bonito wszystko musi być ładne, pachnące, zdrowe.
                > Jesteś nieprzystosowana do życia. Cierpisz na natręctwo i żyjesz w
                jakieś iluzj
                > i.
                > Takiej mocno postulatywnej iluzji. To co mówisz jest nierealne po
                prostu.

                Zaznaczam, że nie odnoszę się bezpośrednio do postów Bonity.
                A teraz ode mnie: masz złe doświadczenia z dzieciństwa, Twój związek
                też nie jest udany, ale to nie znaczy, że nie ma małżeństw, które
                się kochają i żyją ze sobą uczciwie. To naprawdę nie jest
                niespotykane zjawisko i zapewne wśród swoich znajomych też spotykasz
                szczęśliwych małżonków.
                • kalabrvia kachna 27.10.08, 12:12
                  Oczywiście, że tak!
                  Mnóstwo dobrych małżeństw znam.

                  To, że mój ojciec miał kochanki nie ma żadnego wpływu na to, że mój mąż jest
                  aseksualny. Przepraszam bardzo, ale nie ma to żadnego związku. A to z tego
                  powodu moje ( a raczej z tego, ze przez 13 lat nie chciał nic z tym zrobić)
                  małżeństwo jest nieudane i moje dzieciństwo nie ma tu nic do rzeczy. Na siłę
                  można powiedzieć, że dzieciństwo wpłynęło na moją mocną postawę lojalności
                  małżeńskiej i dlatego męczyłam sie przez 13 lat, a nie krócej.

                  Ja mówię o czym innym. Sposób widzenia cudzych problemów przez bonitę świadczy o
                  jej braku wyobraźni i takiej zwykłej empatii. I tego, że właśnie nie umie
                  dostrzec, że ludziom różnie się w życiu układa. I nie ma prostej recepty:
                  rozwiedź się, nie zdradzaj.
                  • kachna79 Re: kachna 27.10.08, 12:22
                    > I nie ma prostej recepty
                    Z tym się zgadzam - zresztą jest to prawda ogólna.
                    Natomiast czy zasięgałaś porady w sprawie związku pomiedzy
                    dzieciństwem, a problemami w małżeństwie. Wiesz, skoro Twój
                    ojciec "grzeszył" poprzez seks to może wybór aseksualnego partnera
                    nie jest przypadkowy.
                    • kalabrvia Re: kachna 27.10.08, 12:25
                      Coś w tym może być, nie przeczę.
                      Przy czym on przed ślubem nie był aseksualny.
                      Może nie miał potrzeb jak poprzedni facet, ale było w miarę ok.
                      Dopiero z czasem okazało się, że to dla niego nie jest ważne jak też to, co dla
                      mnie jest ważne. Ważny jest tylko on.
                      • kalabrvia jeszcze coś 27.10.08, 12:27
                        A co mi da zasięgnięcie porady w tej kwestii?
                        Że się dowiem, dlaczego wybrałam takiego a nie innego.
                        Fakty są takie, że mi to nie odpowiada, i nie tak się z nim umawiałam.
                        Nie powiedział mi wcześniej o tym.
                        • kachna79 Re: jeszcze coś 27.10.08, 12:47
                          Moja sugestia pojawiła się w związku z tym, że uznałaś, że taki
                          związek przyczynowo-skutkowy nie istnieje.

                          > A co mi da zasięgnięcie porady w tej kwestii?
                          Ja lubię znać przyczyny problemów... Zresztą wtedy
                          byłabyś "współwinna" jeśli okazałoby się, że podświadomie szukałaś
                          aseksualnego partnera i może byłoby w Tobie mniej żalu do męża.
                          Ale to już dalekoposunięte gdybanie...
                        • rumpa Re: jeszcze coś 27.10.08, 13:04
                          może to że nie powtórzysz błędu albo że nie przegniesz w drugą
                          stronę

                          zwiazek aż wali po oczach jak dla mnie

                          wiesz, przeprowadzono kiedyś doświadczenie - wpuszczono ludzi do
                          sali i kazano im się grupować - no i potem się okazało że się
                          przyciagały podobne problemy, a pod ścianą zostali - ludzie z domu
                          dziecka

                          historia naszego życia jest w naszym ciele i sposobie poruszania się
                          najłatwiej jest to widoczne w realcji ofiara - drapieżnik


                          • kalabrvia rumpo 27.10.08, 13:15
                            Tłumaczę, że facet nie okazywał problemów przed ślubem.
                            Wierzysz, że byłam wróżką i podświadomie wiedziałam, że nie będzie chciał?
                            przecież to absurd.
                            To, że ojciec miał kochanki nie oznacza, że ja mam wstręt do seksu.
                            Bo go nie mam.
                            Związek to ma taki, że zawsze byłam i chyba wciąż jestem sceptycznie nastawiona
                            do zabierania komuś męża.
                            i tego bym nie zrobiła.
                            Chociaż jak już pisałam, nabrałam pokory wobec takich pryncypialnych osądów. Bo
                            może bym zrobiła.
                            Na pewno jest to coś, co tkwi we mnie bardzo głęboko. Poczucie lojalności wobec
                            innych kobiet.
                            • kachna79 Re: rumpo 27.10.08, 13:18
                              > Tłumaczę, że facet nie okazywał problemów przed ślubem.
                              > Wierzysz, że byłam wróżką i podświadomie wiedziałam, że nie będzie
                              chciał?
                              > przecież to absurd.

                              Ale jak to: przed ślubem ogier, a potem mu się odechciało? Pisałaś,
                              że aseksualny jest...
                              • kalabrvia bonito 27.10.08, 13:36
                                Znasz jakieś stany pośrednie?
                                Czy musi być zaraz OGIER?
                                Nie wykazywał aseksualności. Po prostu.
                                Ale potem się to zmieniło.
                                Tak, zapewne z mojego powodu. :)
                                Tak sobie tłumaczyłam to zresztą, wpędzając się w poczucie winy,
                                nieatrakcyjności, ale myślę, że jak facetowi się chce to pójdzie do innej.A jemu
                                się nie chce.
                                Dlaczego tak jest to już inna sprawa.
                                problemem jest brak chęci zmiany tego stanu rzeczy. I konsekwencje tegoż.
                                • kachna79 Re: bonito - kachno? 27.10.08, 13:41
                                  Ogier to przenośnia - myślałam, że zrozumiała.

                                  > Tak, zapewne z mojego powodu. :)
                                  A to już nadużycie:) - nic takiego nie napisałam i daleka jestem od
                                  zwalania winy za nieudany seks na partnera.
                                • rumpa Re: bonito 27.10.08, 13:43
                                  nie z TWOJEGO powodu
                                  Ty go sobie wybrałas, patrzyłas jak sie porusza, co mówi, przekaz
                                  podprogowy, niezauważalny
                                  to w nim już BYŁO
                                  nie wzieło sie znikąd

                                  a tak apropos - we wsi mojej babci była rodzina z kompletnie
                                  pieprznietą, chorą aseksualną religijnością
                                  jedna córka została zakonnicą, druga prostytutką

                                • mujer_bonita Re: bonito 27.10.08, 14:09
                                  Powyższa wypowiedź to nie do mnie chyba bo ja tego nie mówiłam (a
                                  może przez sen stukam w klawiaturę?) ;)
                            • rumpa Re: rumpo 27.10.08, 13:26
                              tak, nie okazywał
                              podobnie jak większość znanych mi alkoholików
                              i tak jakos jest że moje koleżanki córki alkoholikow wybierały bez
                              pudła co soczystsze egzemplarze
                              mój mąż też nie okazywał problemów
                              po czym jebneło mnie to mocą pioruna kulistego i rownym zaskoczeniem
                              dokładnie w najmiększy punkt - nie seksualny bynajmniej

              • mujer_bonita Re: bonita 27.10.08, 12:26
                kalabrvia napisał:
                > Ona nie rozumie.
                > Nic nie rozumie.
                > W moim domu też były kochanki. Wieczne kochanki.
                > Ojciec, który był sukinsynem.
                > Ale jak umarł, to nie mogłam się pozbierać przez kilka lat.
                > Kochałam tego sukinsyna nad życie.

                JA NIE ROZUMIEM?????? Chyba żartujesz! Ty chyba nie rozumiesz, że
                rozwód bierze się ze współmałżonkiem a nie z dziecmi jak to robią
                niektórzy. Rozwód nie musi oznaczać zaniku miłości do rodziców. Ja
                moich kocham ale zawsze sądziłam, że DLA MNIE lepiej by było gdyby
                się rozwiedli. JA Z PERSPEKTYWY DZIECKA TAKIEGO ZWIĄZKU.

                I znamienne jest to, że mając taki dom wpadłaś później w takie
                GÓWNO. Czym skorupka za młodu nasiąknie? Wartości wyniesione z domu?
                Nauczyłaś się od matki utrzymywać małżeństwo za wszelką cenę?
                • kalabrvia Re: bonita 27.10.08, 12:34
                  Głupoty piszesz, że aż żal to czytać. :)
                  Nie pisz o moim życiu, że wpadłam w gówno, ok?
                  To jest moje życie, może nie tak piękne i udane jak Twoje, ale to jest jedyne
                  życie jakie posiadam, i właśnie zaczyna ono się powoli zmieniać.

                  Tak, przez tyle lat, walczyłam o mojego męża. Nie dlatego, bo moja matka...tylko
                  dlatego, że nie taktuję małżeństwa tak jak Ty - jak zabawki, którą popsutą
                  wywala się na śmietnik.
                  Poświęciłam temu tyle czasu, bo mi zależało.
                  Nie udało się. I teraz moje życie będzie już inne.
                  Rozwód niewykluczony, na razie niemożliwy, z całkiem błahych powodów zapewne
                  według Ciebie, choćby takich, że któreś z nas musiałoby mieszkać pod mostem.
                  Chociaż Ty zapewne w takiej sytuacji poszłabyś mieszkać do Monaru.
                  Ja nie pójdę. Tylko będę powoli prostować życie i oswajać siebie i dać szansę
                  mężowi, a przede wszystkim dziecku na zrozumienie tej sytuacji.
                  A co najważniejsze, zabiegam o to, abyśmy się rozstali w zgodzie i przyjaźni.
                  Dla dziecka.
                  I to jest trudne, bo on tego nie chce.
                  • mujer_bonita Re: bonita 27.10.08, 12:49
                    kalabrvia napisał:
                    > Tak, przez tyle lat, walczyłam o mojego męża. Nie dlatego, bo moja
                    matka...tylk
                    > o
                    > dlatego, że nie taktuję małżeństwa tak jak Ty - jak zabawki, którą
                    popsutą
                    > wywala się na śmietnik.
                    > Poświęciłam temu tyle czasu, bo mi zależało.
                    > Nie udało się. I teraz moje życie będzie już inne

                    Nie traktuję małżeństwa jak zabawki. Przykład matki nauczył mnie
                    jednak, że w życiu są pewne rzeczy, których naprawić się NIE DA.
                    Dlatego wiem, że są sytuacje, kiedy trzeba odejść zamiast walczyć z
                    wiatrakami. Ty walczyłaś i co Ci to dało? Frustrację, zmarnowane
                    lata. I jesteś w punkcie wyjścia bo prawdopodobnie do rozstania i
                    tak dojdzie.

                    > A co najważniejsze, zabiegam o to, abyśmy się rozstali w zgodzie i
                    przyjaźni.
                    > Dla dziecka.

                    I własnie o to chodzi. Nikt nie mówi, że jest to łatwe. Wręcz
                    przeciwnie. Czasem piekielnie trudne. Tyle, że to co łatwe nie
                    zawsze jest lepsze.

                    Życzę Ci powodzenia w życiu. Z obecnym mężem pewnie Ci się nie uda
                    ale z całego serca życzę Ci kogoś kto wynagrodzi Ci zmarnowane lata.
                    • kalabrvia Re: bonita 27.10.08, 12:56
                      Naprawdę myślisz, że nie warto było walczyć?
                      Teraz wiem, że to nic nie dało, ale kilka lat temu miałam nadzieję, że to się
                      zmieni.
                      Z takim podejściem, że na pewno się nie uda, to nic nie ma sensu robić w życiu.
                      Ja z kolei myślę, że Twoja sytuacja w dzieciństwie zaważyła bardzo mocno na tym
                      jak podchodzisz do życia teraz.
                      • mujer_bonita Re: bonita 27.10.08, 13:11
                        kalabrvia napisał:
                        > Naprawdę myślisz, że nie warto było walczyć?
                        > Teraz wiem, że to nic nie dało, ale kilka lat temu miałam
                        nadzieję, że to się
                        > zmieni.
                        > Z takim podejściem, że na pewno się nie uda, to nic nie ma sensu
                        robić w życiu.
                        > Ja z kolei myślę, że Twoja sytuacja w dzieciństwie zaważyła bardzo
                        mocno na tym
                        > jak podchodzisz do życia teraz.

                        Bardzo zaważyła. Przede wszystkim wiem, że miłość to nie wszystko.
                        Związek to głównie ciężka OBUSTRONNA praca nad wspólnym szczęściem.

                        Nie mówię, że nie warto walczyć tyle, że nie z wiatrakami. Jedna
                        osoba związku nie pociągnie choćby nie wiem jak mocno się starała.
                        Są też 'różnice charakterów', które nie dadzą się pogodzić. Różne
                        cele, różne wartości = osobne życia.

                        Ty z perspektywy lat widzisz, że walka nic nie dała. Nie znam
                        sytuacji ale prawdopodobnie to schemat 'różnice nie do pogodzenia'
                        + 'praca nad związkiem tylko jednej ze stron'. Ja wiem, że taki
                        układ to prosta droga do katastrofy.
                        • kalabrvia Re: bonita 27.10.08, 13:41
                          Ja też to wiem, ale musiałam się tego dowiedzieć.
                          Nie w rok, nie w dwa.
                          Życie toczy się także poza seksem, i przygnieciona różnymi problemami,
                          wychowywaniem dziecka odkładałam to na bok, tłumacząc sobie, że nie mogę z tego
                          robić tak wielkiego problemu.
                          Ale to się nawarstwiło i spowodowało rozkład.
                          I efekt jest jaki jest.
                          Tyle, że może nie tak jakbyś chciała, trwało to dłużej. :)
                          • mujer_bonita Re: bonita 27.10.08, 14:16
                            kalabrvia napisał:
                            > Ja też to wiem, ale musiałam się tego dowiedzieć.

                            I właśnie o to chodzi. Patrząc z perspektywy czasu wstecz zapewne
                            zauważysz pewne symptomy, które kiedyś zignorowałaś lub
                            stwierdziałaś, że da się z nimi walczyć, zmienić. Może nie
                            zauwazyłaś czegoś po dordze, co teraz wydaje się się oczywiste?
                            Jasne, że mądry Polak po szkodzie - wtedy wydawało się inaczej, że
                            się da, że nie jest tak źle. Ja z perspektywy moich doświadczeń
                            jestem po prostu na takie 'sygnały alarmowe' bardzo wyczulona, możę
                            nawet przeczulona.

                            Nie winię Cię przecież w żaden sposób za to, że walczyłaś. Wiara
                            jest bardzo silnym motorem naszych działań. TY walczyłaś, starałaś
                            się a mąż jak piszesz nic. Więc z góry wiadomo, że będzie
                            katastrofa. Uważam, że za te wszystkie lata należy Ci się coś od
                            życia. Nie kochanek na boku ale normalne, prawdziwe życie z faceem
                            który Cię doceni.
                            • kalabrvia Re: bonita 27.10.08, 14:31
                              Symptomy były dość szybko, ale to przecież nie jest tak, że nie dajemy sobie szansy.
                              Ja mu tę szansę dałam jeszcze 3 miesiące temu, kiedy na horyzoncie pojawił się
                              ktoś, z kim wiedziałam, że coś może być.
                              Zawalczyłam. Ale on po dwóch nocach znowu uciekł do innego pokoju, i znowu
                              zaczął ze mną wojnę.

                              Wyrzuty sumienia mam ogromne. pomimo tego, że mnie skrzywdził jest mi go
                              strasznie żal. Także z powodu jego dupowatości życiowej (do mnie nie, do mnie
                              nie jest ostry i przebojowy)

                              Nie wiem, czy uda mi się stworzyć trwały związek. Nie zanosi się na to, bo
                              trafił mi się bardzo trudny egzemplarz. :)Bardzo trudny charakter.
                              Ale tak się przyciągamy, że jest to nieprawdopodobne. Chyba nie przeżyłam czegoś
                              takiego. I co dziwne, jemu jestem w stanie wybaczyć wszystko. I jestem potulna
                              jak baranek. Nie dlatego, że jestem mu wdzięczna, tylko dlatego, że tego chcę.
                              • mujer_bonita Re: bonita 27.10.08, 14:42
                                kalabrvia napisał:
                                > Symptomy były dość szybko, ale to przecież nie jest tak, że nie
                                dajemy sobie sz
                                > ansy.

                                Jasne, tylko te szansy nie mogą się ciągnąć w nieskończoność. To, że
                                małżeństwa nie da się uratować uświadomił mojej matce psycholog na
                                terapii małżeńskiej. Powiedział jej wprost, że nic się nie da zrobić
                                bo ojciec nie współpracuje, po czym zaproponował pomoc w przejściu
                                przez rozwód.

                                > Ale tak się przyciągamy, że jest to nieprawdopodobne. Chyba nie
                                przeżyłam czegoś
                                > takiego.

                                Ja przez lata patrząc na własną matkę tak bardzo chciałam, żeby
                                znalazła sobie kogoś kto by ją kochał tak jak na to zasługuje. Żeby
                                się uśmiechała i była szczęśliwa. Szybko zrozumiałam, że w tym
                                małżeństwie tak nie będzie. I naprawdę wolałam, żeby się rozwiedli i
                                znaleźli szczęście gdzie indziej niż tkwili w jałowym, pozbawionym
                                podstaw związku.

                                Wiele się mówi o dzieciach z tzw. 'rozbitych rodzin'. Nikt nie
                                wspomina jak to jest w takiej rodzinie żyć. Ja wiem i powiem tylko,
                                że nic ciekawego.
                                • avide Re: bonita 27.10.08, 14:50
                                  I w tym momencie całkowicie rozumiem Twoje podejście do tematu ;-)))
                                  A jednak dzieciństwo i to takie baaardzo głębokie ;-).
                                  Ty miałaś taki wzorzec, ja miałem inny.
                                  Ty masz takie poglądy ja mam inne. ;-))

                                  Dla mnie to jest niesamowite jak relacje z domu rodzinnego kształtują i
                                  determinują późniejsze nasze życie

                                  Aż się chce rzec: czym skorupka za młodu nasiąknie ....

                                  Teraz już wiem że nikt nie jest w stanie zmienić Twojego poglądu.
                                  Jest go w stanie zmienić tylko ŻYCIE.

                                  Nie potępiam, nie popieram. Rozumiem, choć się nie zgadzam i ...
                                  Pozdrawiam
                                  Avide ;-)
                                  • mujer_bonita Re: bonita 27.10.08, 15:09
                                    > Ty miałaś taki wzorzec, ja miałem inny.
                                    > Ty masz takie poglądy ja mam inne. ;-))
                                    > Aż się chce rzec: czym skorupka za młodu nasiąknie ....

                                    No właśnie o to chodzi. Cokolwiek by nie zrobić będzie źle ;)

                                    Jasne - moje doświadczenia determinują moje podejście. Nie popełnię
                                    błędów rodziców ale... swoje własne ;)

                                    Ważne jest, żeby mieć pogląd z różnych stron. Wypowiadające się
                                    tu 'zdradzające' kierują się dobrem dziecka w utrzymywaniu martwego
                                    małżeństwa. A ja mam doświadczenia właśnie z perspektywy takiego
                                    dziecka. Nic ciekawego.

                                    Nie mówię, że rozwód jest zawsze najlepszym wyjściem. Głęboko
                                    wierzę, że dla dobra dzieci małżonkowie mogą się porozumieć i jakoś
                                    się to uda. Problem polega na tym, że to wymaga współpracy OBU
                                    stron. A jak chcą to równie dobrze mogą pracować nad związkiem aby
                                    go uratować. Niestety - w omawianych przypadkach o związek walczy
                                    tylko jedna strona a to już równia pochyła.

                                    Piszesz, że w Twoim domu było OK do momentu jak ojciec oświadczył,
                                    że się wyprowadza. Po pierwsze - z tego co piszesz wynika, że on nie
                                    tylko zostawił żonę ale i dzieci a to już osobna kwestia. Poza tym,
                                    jeżeli udało im się utzymywać pozory przez taki długi czas to pewnie
                                    nie było źle. Ale jak czytam o wyzywaniu żony od dziwek to zaczynam
                                    się zastanawiać czy to aby na pewno lepsze?
                              • rumpa Re: bonita 27.10.08, 14:44
                                o cholera
                                wygląda fatalnie

                                Bardzo trudny charakter.
                                > Ale tak się przyciągamy, że jest to nieprawdopodobne. Chyba nie
                                przeżyłam czego
                                > ś
                                > takiego. I co dziwne, jemu jestem w stanie wybaczyć wszystko. I
                                jestem potulna
                                > jak baranek. Nie dlatego, że jestem mu wdzięczna, tylko dlatego,
                                że tego chcę.


                                absolutnie bez złośliowści i z prawdziwego zmartwienia - pogadaj z
                                dobrym fachowcem od ludzkich dusz na temat swojego dzieciństwa,
                                tatusia z bogatym życiorysem i obecnych uniesień :(((

                                może lądowanie będzie ... mniej bolesne

                                • kalabrvia rumpo 27.10.08, 14:52
                                  Ja po prostu nie wierzę, że istnieją ludzie idealni. Przestałam zmieniać ludzi.
                                  Nie zmienię kogoś po 40 tce.
                                  Sama też nie jestem ideałem.
                                  Więc co?

                                  Staram się podchodzić z dystansem do tego uniesienia, ale faktem jest, że bardzo
                                  się przyciągamy. To chyba nie jest nic złego?

                                  A bolesnego lądowania się boje, jasne. W końcu zdecydowałam się na jasny układ.
                                  Mogłam jeszcze zrezygnować i nie przeżyć tego.
                                  Pozostać w tym, czym jestem.
                                  Inne opcji nie było i nie ma.
                                  • nawrocona5 kalabrvia:) 27.10.08, 15:03
                                    Skoro jest wolny to istnieje przynajmniej teoretyczna szansa, że to nie tylko
                                    romans ale może nowy rozdział w twoim zyciu:))
                                    Zyczę szczęścia.
                                    Jesli okaże się, że nie będzie związku na stałe- przeżyjesz przynajmniej coś
                                    pięknego.
                                    Nawet jesli z facetem się nie ułoży, być może doda ci to odwagi do zmiany
                                    swojego życia, bo uwierzysz we własne możliwości i w to, że zasługujesz na coś
                                    lepszego niż twoje małżeństwo.
                                    Pozdrawiam
                                    • kalabrvia nawrócona 27.10.08, 15:12
                                      Bingo!
                                      Ja już się zmieniłam.
                                      On przywrócił mi kobiecość.
                                      Nie tylko komplementami, ale tym, że ktoś taki może mnie chcieć.
                                      Mojemu mężowi wspominałam na początku o jego zainteresowaniu. Łudziłam się, że
                                      może go to otrzeźwi, ale usłyszałam: "Ty chyba nie myślisz, że ktoś taki by Cię
                                      chciał"
                                      No, bardzo się pomylił.
                                      Oczywiście to nie jest tak, że mi imponuje jego pozycja, ale chyba
                                      dowartościowuje.Jestem krytyczna wobec niego i on wie, że "nie lecę" na jego
                                      pozycję i to kim jest, ale w tym moim totalnym braku samoakceptacji i braku
                                      wiary w siebie naprawdę odżyłam.
                                      Niesamowite, że można się tak zmienić fizycznie pod wpływem faceta.
                                      Ja sama nie mogę oderwać oczu od siebie.:)
                                      I nie przesadzam, ale faceci bardzo zaczęli zwracać uwagę na mnie.
                                      Co ważne, on zaczął się starać o mnie od pierwszego spotkania,długo przed moją
                                      fizyczną przemianą i z wieloma kilogramami więcej.Wtedy kiedy nie dbałam
                                      przesadnie o siebie.

                                      Pozdrawiam
                                  • rumpa Re: rumpo 27.10.08, 15:08
                                    ależ przeżywaj, tylko jak?

                                    I co dziwne, jemu jestem w stanie wybaczyć wszystko. I
                                    jestem potulna
                                    > jak baranek

                                    o tym masz porozmawiać, bo z takim podejściem to nawet przecietnego
                                    faceta da się zmienić w psychopatę

                                    Mogłam jeszcze zrezygnować i nie przeżyć tego.
                                    > Pozostać w tym, czym jestem.
                                    > Inne opcji nie było i nie ma.

                                    a co na taką opcję - idziesz do speca, prześwietlasz własną głowę i
                                    próbujesz jednak wypracować coś nieco mniej destruktywnego?
                                    bo tak odbieram Twoją wypowiedź


                                    > Ja po prostu nie wierzę, że istnieją ludzie idealni. Przestałam
                                    zmieniać ludzi.
                                    > Nie zmienię kogoś po 40 tce.
                                    > Sama też nie jestem ideałem.
                                    > Więc co?

                                    jedno to nie zmienianie ludzi, a drugie to ... takie emocje jak te
                                    zacytowane przeze mnie po raz drugi
                                    nie u dojrzałej (?) kobiety która wie czego chce
                                    raczej u nieszczęśliwej kobiety, wymęczonej niesatysfakcjonującym
                                    życiem i to od dzieciństwa, kobiety, która rozpaczliwie chce się
                                    poczuć szczęsliwa, pożądana, ukochana ... ważna i jedyna
                                    która przez lata się stara i nic z tego nie ma
                                    smutne to
                                    • kalabrvia Re: rumpo 27.10.08, 15:17
                                      rumpa napisała:

                                      > ależ przeżywaj, tylko jak?
                                      >
                                      > I co dziwne, jemu jestem w stanie wybaczyć wszystko. I
                                      > jestem potulna
                                      > > jak baranek
                                      >
                                      > o tym masz porozmawiać, bo z takim podejściem to nawet przecietnego
                                      > faceta da się zmienić w psychopatę


                                      No może przesadziłam. Jestem dość niezależna i traktuję go bez służalczości
                                      (ocenione przez koleżankę) ale potrafię zrozumieć pewne jego zachowania i nie
                                      robię awantur. to nazwałam potulnością.
                                      Faktem jest, że szukam kodu dostępu do niego, ale na razie się uczymy siebie.

                                      > Mogłam jeszcze zrezygnować i nie przeżyć tego.
                                      > > Pozostać w tym, czym jestem.
                                      > > Inne opcji nie było i nie ma.
                                      >
                                      > a co na taką opcję - idziesz do speca, prześwietlasz własną głowę i
                                      > próbujesz jednak wypracować coś nieco mniej destruktywnego?
                                      > bo tak odbieram Twoją wypowiedź


                                      Gdzie tu jest coś destruktywnego?
                                      Gdzie?
                                      To, że poznałam faceta, który mnie bardzo kręci, a ja jego?

                                      >
                                      > > Ja po prostu nie wierzę, że istnieją ludzie idealni. Przestałam
                                      > zmieniać ludzi.
                                      > > Nie zmienię kogoś po 40 tce.
                                      > > Sama też nie jestem ideałem.
                                      > > Więc co?
                                      >
                                      > jedno to nie zmienianie ludzi, a drugie to ... takie emocje jak te
                                      > zacytowane przeze mnie po raz drugi
                                      > nie u dojrzałej (?) kobiety która wie czego chce
                                      > raczej u nieszczęśliwej kobiety, wymęczonej niesatysfakcjonującym
                                      > życiem i to od dzieciństwa, kobiety, która rozpaczliwie chce się
                                      > poczuć szczęsliwa, pożądana, ukochana ... ważna i jedyna
                                      > która przez lata się stara i nic z tego nie ma
                                      > smutne to

                                      Tak, chcę się poczuć kochana i pożądana.
                                      Albo inaczej, to się stało, a ja to zaakceptowałam, bo mi się to cholernie podoba.
                                      nikogo wcześniej nie szukałam.
                                      Stanęłam na rozdrożu i pojawił się on.
                                      On stanął na rozdrożu i pojawiłam się ja.
                                      I jakoś bardzo zaiskrzyło.
                                      I jest nam fajnie.
                                      • rumpa Re: rumpo 27.10.08, 15:42
                                        Gdzie tu jest coś destruktywnego?
                                        > Gdzie?
                                        > To, że poznałam faceta, który mnie bardzo kręci, a ja jego?

                                        nie, to że napisałaś tak jak napisałaś - I co dziwne, jemu jestem w
                                        stanie wybaczyć wszystko. I
                                        > > jestem potulna
                                        > > > jak baranek

                                        teraz się wycofujesz rakiem
                                        może słuszne jest to co Ci się ulało spontanicznie, a może to co
                                        teraz piszesz o tej niezależnosci
                                        mam nadzieję że będzie Wam się wiodło
                                        • kalabrvia rumpo 27.10.08, 15:50
                                          Przestań.
                                          Z niczego się nie wycofuję.
                                          Inaczej widzę jego wady, bo jest mi bliski.
                                          To jest właśnie efekt bliskości.
                                          Z mężem, który mnie odrzucił i nie mam od niego czułości tylko agresję, inaczej
                                          wygląda akceptacja jego wad.
                                          To chyba oczywiste.


                                          Niezależność jest, nawet on sam to często podkreśla.
                                          I dlatego często radzi się mnie w sprawach zawodowych, bo wie, że ja nie będę mu
                                          ściemniać. ;)
                                          Ale jak jest napięcie, bo on jest potwornie zestresowany pracą, to ja nie
                                          dolewam oliwy do ognia tylko staram się to przeczekać. Choć oczywiście po
                                          wszystkim mówię, że mi się to nie podoba i tego nie akceptuję. W odpowiedzi on
                                          się stara trzymać nerwy na wodzy.Wobec mnie. Widzę te starania i bardzo to doceniam.
                                          • rumpa Re: rumpo 27.10.08, 16:00
                                            a co się dzieje jak nie da rady utrzymać nerwów na wodzy?
                                            tak przez ciekawość
                                            bo jak mówisz nie podoba Ci się to i tego nie akceptujesz

                                            wiesz sa różne kobiety, niektóre nawet za "kurwa" rzucone w stresie
                                            żądają przeprosin :)))
                                            a ja sama klnę jak szewc

                                            Inaczej widzę jego wady, bo jest mi bliski.
                                            > To jest właśnie efekt bliskości.

                                            mnie ten efekt jest obcy :)))
                                            moje wkurwienie na czyjeś postepowanie nie zależy od tego czy ktoś
                                            jest "bliski" czy nie...
                                            podobnie jak reakcja
                                            no czasem jest gorsza w przypadku "bliskiego" bo od takowego wymagam
                                            WIECEJ


                                            • kalabrvia Re: rumpo 27.10.08, 16:05
                                              No właśnie trochę dużo kurew leci. :)
                                              I jest wkurzony. Początkowo myślałam, że ja go irytuję i byłam trochę przerażona
                                              jego raptownością. Ale okazało się, że to taki uroczy styl bycia.
                                              Na razie się stara.
                                              Z drugiej strony tak bardzo mi to nie przeszkadza, bo szybko mu to mija.
                                              A bliskość jest dla mnie ważna w ocenie zachowania, bo jestem bardziej wyrozumiała.
                            • glamourous Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 15:08
                              mujer_bonita napisała:

                              należy Ci się coś od
                              > życia. Nie kochanek na boku ale normalne, prawdziwe życie z faceem
                              > który Cię doceni.


                              Jak zwykle idealizujesz i upraszczasz. Nie wszystko jest zawsze
                              takie oczywiste, ze kobiecie wystarczy tylko uczciwie odejsc, a
                              kolejka gotowych do zwiazku z nia, fajnych, dobrych i do tego
                              swietnych w lozku mezczyzn ustawi sie sama. Ty, Bonita idealizujesz
                              z perspektywy wolnej, bezdzietnej dwudziestoparoletniej kobiety, w
                              dodatku zapewne - jak mozna domyslec sie z nicka - atrakcyjnej.
                              Szast prast - koniecznie ROZWOD i dalsze, uslane rozami zycie mozna
                              zaczynac od nowa. W Twojej sytuacji zapewne by tak bylo i moglabys
                              pozwolic sobie na taki luksus. Poki co. Tyle ze sytuacja kobiety,
                              ktora ma z mezem dwojke, albo powiedzmy trojke dzieci i do tego
                              dobiega czterdziestki jest nieco inna. Przede wszystkim rozstanie
                              moze byc niemozliwie ze wzgledu na problem mieszkaniowy. Albo
                              finansowy. Z tymi dziecmi to tez nie taka oczywista sprawa, tak
                              sobie odejsc i juz - zwlaszcza kiedy aseksualnym maz jest
                              jednoczesnie swietnym ojcem oraz odciaza kobiete w wielu domowych
                              obowiazkach zwiazanych z ich wychowaniem i nie tylko. Sprobuj odejsc
                              od meza TYLKO z powodu seksu i zaczac zycie od nowa, z dziecmi na
                              karku. Sprobuj potem borykac sie ze wszystkim w pojedynke, zyc z
                              jednej pensji (alimenty nie zastapia pelnego finansowego wkladu
                              mezczyzny w zycie rodziny, a jego dochodzenie w weekendy nie zastapi
                              codziennego wkladu faceta w wychowanie potomstwa) Sprobuj znalezc
                              chetnego do stalego zwiazku z matka dwojki/trojki dzieci faceta.
                              Znam kilka dzieciatych kobiet po rozwodzie, i do zadnej jakos
                              kandydaci do zycia w konkubinacie w kolejce sie nie ustawiaja. A one
                              nie dosc ze placza samotnie w poduszke, to jeszcze dzwigaja caly
                              ciezar nielatwej rodzinnej codziennosci.

                              Nie kazda kobieta ma charyzme, srodki finansowe, przebojowosc i na
                              tyle duza wartosc na rynku damsko-meskim, ze rozstanie bedzie
                              oznaczalo dla niej NA PEWNO LEPSZE jakosciowo zycie! Dlatego
                              opcja "kochankek jako panaceum na brak seksu poprawnym pod innymi
                              wzgledami malzenstwie" - choc byc moze niezbyt uczciwa i
                              asekurancka - jest zdecydowanie bezpieczniejsza z praktycznego
                              punktu widzenia!

                              W zyciu nalezy czasem pokierowac sie zdrowym realizmem, niz uparcie
                              promowac utopijne idealy.
                              • nawrocona5 Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 15:28
                                glamourous dzięki:)
                                Zrobiłaś to za mnie - poruszyłaś temat, którego jakos boimy sie tknąć w tej
                                dyskusji.
                                DRASTYCZNE POGORSZENIE WARUNKÓW BYTOWYCH
                                Zbierałam sie , żeby o tym napisać. I przyznam że nie chciało mi sie odpowiadac
                                za moment na ataki "masz kochanka i nie rozwodzisz się - w dodatku jestes
                                wyrachowana itp"

                                Kobieta, która ma własne , należące tylko do niej mieszkanie i wysoką pensje na
                                pewno nie czeka latami z decyzją o rozwodzie.
                                Ale w przypadku większości kobiet ta decyzja jest nieco samobójcza w sensie
                                ekonomicznym.
                                Gorzej, że konsekwencje ponosza również dzieci.
                                Jesli mąż jest łachudrą z którym nie da się żyć - faktycznie należy spieprzac
                                choćby pod most.
                                Ale jesli w domu panuje jakaś normalność - nie jest to juz takie łatwe.
                                Ja sama pochodzę z rozbitej rodziny i klepałam biede dopóki sie nie
                                usamodzielniłam przez małżeństwo właśnie - i pracę.
                                Byłam dzieckiem, które nie stać na wycieczki szkolne i wszystkie składki itp.
                                Oprócz braku ojca cierpiałam jeszcze z powodu biedy.
                                Przyznaję, że jednym z powodów dla których się nie rozwiodłam była niechęć do
                                skazywania na to samo własnej córki.
                                Bo z mojego punktu widzenia (jako kobiety) to małżeństwo jest bez sensu. Z
                                punktu widzenia mojej córki jesteśmy normalna rodziną, nie jakąś patologią.
                                Fakt, że ona nie widzi przytulających się i całujących rodziców nie spowodował u
                                niej urazu psychicznego:)
                                • mujer_bonita Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 20:22
                                  nawrocona5 napisała:
                                  > Fakt, że ona nie widzi przytulających się i całujących rodziców
                                  nie spowodował
                                  > u niej urazu psychicznego:)

                                  Nie? Jesteś tego pewna? Wiesz jak się to odbije na niej jak dorośnie
                                  i będzie chciała stworzyć związek?

                                  Ja po sobie widzę skutki. Po latach. Jestem świadoma, że takie czy
                                  inne moje zachowania / zahamowania wynikają z dzieciństwa. Twoja
                                  córka może nigdy nie uświadomi sobie, że np. będzie wybierała takich
                                  czy innych partnerów lub prezentowała taką czy inną postawę w
                                  związku. Ale jedno jest pewne. Ślad zostaje.
                              • mujer_bonita Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 16:28
                                Galm - przypisujesz mi coś czego nie napisałam (a na pewno nie
                                sądzę) więc nie odnoisę się do zarzutów.

                                Jak chcesz dyskutować o tym co sądzę bądź nie to czytaj posty. Nie
                                ma nic więcej niż jest tam napisane.
                                • jagularka4 Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 16:43
                                  Czytam Wasze posty - uuu :)
                                  Każda historia jest inna - pogmatwana w innym miescu - każdy z Was
                                  ma inne podejscie - nie którzy bywają zgodni w podobnych kwestiach -
                                  jak to w życiu

                                  Pisałam ze jestem silna a tu zażucono mi że jestem słaba bo nie
                                  potrafie odejśc od męża - czy aby to jest słąbość ? Że trwam bo
                                  jestem odpowiedzialna za moje dzieci .

                                  Mój mąż nigdy mi nie ubliżył - nie kłócimy się - żyjemy obok siebie
                                  to fakt ale tworzymy rodzinę dla naszych synów .Wiem że zaraz mnie
                                  zakrzyczycie że tak być nie powinno - że powinnam mieć odwagę
                                  samodzielnie żyć - tyle że ja już niemogę myśleć tylko o sobie .

                                  Piszę teraz z punktu widzenia matki nie żony ...Kobiety mają dramaty
                                  w swoich czterech ścianach - są poniewierane fizycznie - bite -
                                  niejednokrotnie molestowane fizycznie i psychicznie - ja przywykłam
                                  do obojętności i oziębłości ale reszta aspektów naszego życia jest
                                  na poziomie więc niech tak pozostanie .

                                  Jeśli w moim życiu pojawi się ktoś kto będzie chciał mnie jako
                                  kobiety to będę kłamać dla paru chwil przyjemności - mam 30 lat
                                  wiec wszytko przede mną .

                                  Mój post skierowałam do kobiet które już to przeszły- chciałm
                                  usłyszeć jak to jest kiedy jest się matka - żoną i kochanką .

                                  A wybory i tak zawsze będą nasze

                                  Wczoraj jaśminowa herbatka przesłała mi na pocztę artykuł - o
                                  ludziach podobnych do mnie - o sytuacjach takich jak moja -
                                  przeczytałam wiele razy - podsumowujący był tekst a właściwie
                                  pytanie
                                  ,,czy cuda się zdażają ,, - odpowiedz brzmi nie - ludzie tacy jak
                                  mój mąż nie potrafią żyć inaczej - nawet gdyby chcieli....
                                • glamourous Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 17:36

                                  mujer_bonita napisała:

                                  > przypisujesz mi coś czego nie napisałam (a na pewno nie
                                  > sądzę) więc nie odnoisę się do zarzutów.


                                  Bonita, niczego Ci nie zarzucam, a juz na pewno Cie nie atakuje.
                                  Atakowanie kogokolwiek nie lezy w moich forumowych (ani zyciowych)
                                  zwyczajach.

                                  > czytaj posty. Nie
                                  > ma nic więcej niż jest tam napisane.

                                  Nie rozumiem tej uwagi. Odnioslam sie wlasnie do Twoich postow, w
                                  ktorych jako panaceum na niedobory seksualne nie do pogodzenia
                                  zdecydowanie opowiadasz sie za rozwodem, zas kategorycznie odrzucasz
                                  opcje kochanka. Staram Ci sie uzmyslowic ze kwestia rozwodu nie
                                  zawsze jest taka prosta i oczywista, a kochanek jest czasem
                                  najrozsadniejszym i najbezpieczniejszym rozwiazaniem. Rozne sa
                                  zyciowe konfiguracje i nie zawsze mozna tak po prostu odejsc. A na
                                  odrobine szczescia zasluguje kazdy. To chyba oczywiste.
                                  • femme.fatale1978 Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 17:45
                                    glamourous napisała:

                                    >kochanek jest czasem
                                    > najrozsadniejszym i najbezpieczniejszym rozwiazaniem.



                                    Przepraszam, że się wtrącam, ale po przeczytaniu tego fragmentu nasunęło mi się
                                    pytanie - kochanek jest najrozsądniejszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem dla
                                    kogo?
                                    • rumpa Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 17:52
                                      dla wszystkich

                                      to tak jak samolot - najbezpieczniejszy sposób podróżowania
                                      ale jak coś nawali...

                                      i to jest jedyne ryzyko


                                  • mujer_bonita Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 18:06
                                    glamourous napisała:
                                    > Staram Ci sie uzmyslowic ze kwestia rozwodu nie
                                    > zawsze jest taka prosta i oczywista, a kochanek jest czasem
                                    > najrozsadniejszym i najbezpieczniejszym rozwiazaniem.

                                    Po pierwsze nigdzie nie napisałam, że to rozwiązanie proste WRĘCZ
                                    PRZECIWNIE. Zdecydowanie jednak twierdzę, że dla dzieci (a tym się
                                    tu niektóre kobiety zasłaniają) w niektórych sytacjach jest LEPSZE.
                                    Prostsze rozwiązanie (tu i tak pozornie) nie oznacza lepsze.

                                    Po drugie dla kogo to rozwiązanie jest 'najrozsadniejszym i
                                    najbezpieczniejszym'. Właśnie dla tych kobiet co wynika z różnych
                                    czynników w tym wygody i egoizmu co panie same przyznały. Po co
                                    chcesz mi uświadamiać coś o czym sama napisałam?

                                    > A na
                                    > odrobine szczescia zasluguje kazdy. To chyba oczywiste.

                                    I tego im życzę. Nie odrobiny, nie namiastki, złudzenia w postaci
                                    kochanka. Szczęścia prawdziwego.
                                    • eeela Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 19:23
                                      Zdecydowanie jednak twierdzę, że dla dzieci (a tym się
                                      > tu niektóre kobiety zasłaniają) w niektórych sytacjach jest LEPSZE.


                                      Czyli równie zdecydowanie twierdzisz, że w innych sytuacjach jednak nie jest
                                      lepsze? Czy tez jak mamy odczytywać i jak tłumaczyć użycie słowa 'niektóre'?
                                      • mujer_bonita Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 20:13
                                        eeela napisała:
                                        > Czyli równie zdecydowanie twierdzisz, że w innych sytuacjach
                                        jednak nie jest
                                        > lepsze? Czy tez jak mamy odczytywać i jak tłumaczyć użycie
                                        słowa 'niektóre'?

                                        Słownik języka polskiego:
                                        sjp.pwn.pl/lista.php?co=niekt%F3ry
                                        • eeela Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 20:25
                                          Dużo ci ten wykręt nie daje :-) Jeżeli używasz słowa 'niektóre', to znaczy, że
                                          uwzględniasz tez przypadki, w których brak rozwodu i środki zastępcze w postaci
                                          kochanków są lepszym rozwiązaniem, czyli przeczysz wszystkiemu, co głosisz w
                                          wątku. Nie pierwszy raz plączesz się, usiłując nieudolnie asekurować się przed
                                          krytyką, a zarazem przeforsować swoje nie wytrzymujące krytyki opinie.
                                          • mujer_bonita Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 20:34
                                            Eeeelu skoro nie potrafisz czytać będzie westja 'dla opornych'
                                            specjalnie dla Ciebie:

                                            - uważam, że są przypadki kiedy rozwód jest lepszy z uwagi na dobro
                                            dziecka
                                            - zdradę uważam za niemoralną w każdym przypadku mimo szeroko tu
                                            opisywanych 'okoliczności łagodzących'
                                            - nie uważam, że posiadanie kochanka służy rodzinie, jeżeli zachodzi
                                            konieczność jego posiadania to znaczy, że małżeństwo a tym samym
                                            rodzina jest martwa - w tym przypadku IMO lepszy jest rozwód

                                            Głównymi argumentami za kochankiem są tu:
                                            - wygoda (rozwód nie jest łatwy)
                                            - problem z tłumaczeniem się przed rodziną i znajomymi
                                            - finanse, brak kasy

                                            A to wszystko polewane jest 'dobrem dzieci'.

                                            IMO gdyby wypowiadające się kobiety miały wystarczająco pieniędzy,
                                            żeby się usamodzielnić, nie widziały problemów ze stroby męża i nie
                                            bały się ostracyzmu dyskusji co jest dobre dla dzieci by nie było.

                                            Teraz jasne? Czy jeszcze coś wymaga tłumaczenia w bardziej
                                            łopatologicznej wersji?
                                            • eeela Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 20:56
                                              > IMO gdyby wypowiadające się kobiety miały wystarczająco pieniędzy,
                                              > żeby się usamodzielnić, nie widziały problemów ze stroby męża i nie
                                              > bały się ostracyzmu dyskusji co jest dobre dla dzieci by nie było.


                                              Przeczytałaś bardzo mądry post Glamorous po łebkach i z głęboką chęcią
                                              niezrozumienia. Dobro dzieci zasadza się także w warunkach ekonomicznych i w
                                              tym, że mają obydwoje rodziców, którzy zapewniają sobie nawzajem wsparcie.
                                              Rodzina to nie jest wspólnota zasadzająca się przede wszystkim na wielkiej
                                              miłości i namiętności, ale na umiejętnej i efektywnej współpracy. Miłość i
                                              namiętność miedzy rodzicami to czynniki te współpracę niejednokrotnie
                                              ułatwiające, ale nie będące warunkami sine qua non. Zarzucono ci bardzo słusznie
                                              wydumany idealizm, a ty dalej swoje, na zapartego, nie czytając (tak, nie
                                              czytając) co się do ciebie pisze.


                                              > Eeeelu skoro nie potrafisz czytać będzie westja 'dla opornych'
                                              > specjalnie dla Ciebie:

                                              Potrafię czytać. I czytam, że miotasz się w swojej argumentacji, nie potrafiąc
                                              dobrać odpowiednich słów, by uczynić swoje opinie przekonującymi. Dużo jeszcze
                                              przed tobą pracy, zanim osiągniesz poziom średni dla tego forum.
                                              • mujer_bonita Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 21:06
                                                Eeelu - po raz kolejny nie czytasz tego co piszę. Standard.

                                                > Rodzina to nie jest wspólnota zasadzająca się przede wszystkim na
                                                wielkiej
                                                > miłości i namiętności, ale na umiejętnej i efektywnej współpracy.
                                                Miłość i
                                                > namiętność miedzy rodzicami to czynniki te współpracę
                                                niejednokrotnie
                                                > ułatwiające, ale nie będące warunkami sine qua non. Zarzucono ci
                                                bardzo słusznie
                                                > wydumany idealizm, a ty dalej swoje, na zapartego, nie czytając
                                                (tak, nie
                                                > czytając) co się do ciebie pisze.

                                                I właśnie to napisałam klikanaście postów wyżej dokładnie tu.
                                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=86357475&wv.x=2&a=86463576

                                                Jakby nie chciało Ci się klikać:
                                                'Przede wszystkim wiem, że miłość to nie wszystko.
                                                Związek to głównie ciężka OBUSTRONNA praca nad wspólnym szczęściem.'

                                                Jaki 'idealizm' w tym widzisz? IMO dzieciństwo mnie tego idealizmu
                                                pozbawiło. Ale tego już nie zauwazyłaś. Po co. Lepiej zarzucić mi
                                                coś mimo, że nieco wyżej piszę coś dokładnie odwrotnego.
                                                • eeela Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 21:09
                                                  To, co cytujesz, niewiele ma wspólnego z tym, o czym ja pisałam i co ci
                                                  zarzucałam. Masz powazne problemy z rozumieniem komunikatów i ze zrozumiałym
                                                  komunikowaniem swojego zdania. Szkoda, bo masz zacięcie. Za parę lat może będzie
                                                  mozna z tobą efektywniej dyskutować. No ale ćwicz, dziecko, ćwicz.
                                                  • mujer_bonita Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 21:13
                                                    eeela napisała:
                                                    > To, co cytujesz, niewiele ma wspólnego z tym, o czym ja pisałam i
                                                    co ci
                                                    > zarzucałam

                                                    To się uśmiałam. Mało wspólnego. Jasne. Bardzo mało. ciekawe czy w
                                                    ogóle przeczytałaś tę wypowiedź i z czego ona wynikała. Sądząc po
                                                    czasie odpowiedzi nie. Ale czego się spodziewać.
                                                  • eeela Re: Bonita, na milosc boska... :-/ 27.10.08, 21:18
                                                    Przeczytałam. Ty piszesz (mało konkretnie) o ciężkiej pracy nad związkiem, a ja
                                                    piszę, że związek to spółka ekonomiczno-organizacyjna, i ze z twoim wyobrażeniem
                                                    związku to się nie do końca pokrywa. Ale, jak już wspomniałam, masz powazne
                                                    problemy z komunikowaniem i przyjmowaniem komunikatów, więc no big surprise.
                                                    Dobranoc, koniec ćwiczeń na dzisiaj.
                                                  • selfmademan DO BONITY 27.10.08, 22:32
                                                    czytam to forum od dawna i bardzo często - pisuję zaś wyjątkowo
                                                    rzadko, ale tutaj przyłączę się do apelu/opinii kilku osób: Bonita -
                                                    piszesz w sumie od niedawna, wyjątkowo często (porównaj sobie ilość
                                                    wypowiedzi różnyh osób), Twoja (z reguły dosyć kategoryczna ) opinia
                                                    jest w zdecydowanej większości wielu róznych postów.
                                                    Wątpię byś miała aż tyle doświadczenia życiowego w
                                                    poruszanych kwestiach, to raczej kwestia temperamentu, ilości
                                                    wolnego czasu (tak, tak - mało kto pojawia się tu niemal o każdej
                                                    porze dnia i nocy)i paru innych spraw (tzw.dojrzałości zyciowej...)
                                                    mam propozycję (całkiem serio) - wybierz się na kilka dni gdzieś
                                                    bez komputera, przemyśl co ci daje taka coraz częstsza i coraz
                                                    bardziej zacietrzewiona paplanina (bo tak zaczyna to wyglądac...)
                                                    Owocnych wniosków :) (JA SWOJE wyciągnąłem w stosownym czasie - to
                                                    tak uprzedzając chęc dyskusji na ten temat z Twojej strony..)


                                                  • avide Bonita oraz eeela 28.10.08, 10:20
                                                    Moja Prośba.
                                                    Dziewczyny zapędziłyście się.
                                                    Zaraz się zaczniecie obelgami obrzucać.
                                                    Macie różne poglądy, jedna drugiej nie przekona.
                                                    Starłyście się, fajnie. Myślę że wystarczy. Nie dlatego, że zaczynamy gadać w
                                                    kółko. Dlatego, że zaczynają się mocno osobiste teksty skierowane pod wzajemnymi
                                                    adresami. Po co ???

                                                    Bonita, ne zgadzam się z Tobą w bardzo wielu aspektach. Mniejsza z tym. Ale
                                                    wiesz co fajnie, że się udzieliłaś i że masz takie zacięcie. Sprowokowałaś
                                                    dzieki temu wiele innych osób do baaardzo ciekawych postów dzięki czemu z
                                                    pozornie banalnego tamety pod tytułem "Kochanek" mamy tutaj wielowątkowe studium
                                                    seksu pozamałżeńskiego.

                                                    Ciekawa dyskusja. Nie psujmy jej wzajemnymi docinkami.
                                                    Taka prośba ;-).

                                                    Pozdarwiam
                                                    Avide.
                                                  • mujer_bonita Re: Bonita oraz eeela 28.10.08, 10:39
                                                    avide napisał:
                                                    > Ciekawa dyskusja. Nie psujmy jej wzajemnymi docinkami.
                                                    > Taka prośba ;-).

                                                    Obiecuję, że będę się maksymalnie starać ;)
                                                  • eeela Re: Bonita oraz eeela 28.10.08, 13:29
                                                    Nie ja rozpoczęłam serię oskarżeń o manipulanctwo, ale mogę sobie dać na
                                                    wstrzymanie. Zwłaszcza, że i zdrowiej dla mnie będzie, co się mam żółcią
                                                    niepotrzebnie zalewać ;-P
    • femme.fatale1978 Re: Wszystkim tym, którzy... 27.10.08, 12:01
      ...tłumaczą utrzymanie nieudanego małżeństwa dobrem dzieci, polecam lekturę:
      wyborcza.pl/1,76842,5189912.html
      Ogrom bólu i cierpienia jak się wyłania z prawdziwych historii ludzkich jest
      naprawdę porażający :(
      • eeela Re: Wszystkim tym, którzy... 27.10.08, 15:46
        Hmmm, jakbym ja tam napisała list, to byś polecała tę lekturę w celu
        uświadomienia tym, którzy decydują się na rozwody. Na dwoje babka wróżyła.
        • femme.fatale1978 Re: Wszystkim tym, którzy... 27.10.08, 17:05
          W tej książce są też i takie listy jak twój. Dlatego zawsze warto poznać obie
          strony i z tego wyciągnąć odpowiednie wnioski.
    • sara.pl Re: Kochanek? 28.10.08, 09:18
      Podłączam się pod główny watek, ale tak naprawdę chciałam dodać
      jeszcze jeden komentarz do ozywionej dyskusji na temat wyższości
      jednego z rozwiązań - rozwodu bądź posiadania kochanka.

      Pisaliście już o wielu aspektach, plusach i minusach. Też o sprawach
      praktycznych, jak lepsza organizacja codziennych obowiązków
      związanych z dziećmi, finansowania, jeśli pozostaniemy w związku i
      zdecydujemy się na kochanka, zamiast rozwodu.

      Ale może być też jeszcze jeden argument, o którym nikt nie pisał. W
      niektórych związkach, może się okazać, że decyzja poprawnie moralna
      o rozwodzie jednej strony, może totalnie zburzyć świat i życie
      drugiego małżonka.

      Tak jest w moim przypadku. Mąż mnie bardzo kocha. Cały jego świat
      kręci się wokół mnie. Ja nie jestem zadowolona z naszego związku.
      Oczywiście zero seksu. Jemu na tym nie zalezy. Jemu zależy, żebym
      była w jego domu, żebyśmy się przytulili, razem zjedli kolację i
      poszli na spacer w niedziele.

      Jeśli jest dobrze, obowiązki dzielimy, dogadujemy się dobrze,
      jesteśmy partnerami, wspólnie wychowujemy syna i tylko nie ma między
      nami więzi fizycznej - czy to jest wystarczający powód, żeby to
      zburzyć???

      W mojej ocenie, nie.

      Jak Ktoś słusznie zauważył - rodzina to nie tylko seks, to również
      obowiązki, przyjemności, święta, pierwsze słowo dziecka, wspólny
      wypad na rowery, itd...

      Dlatego uważam, że w takich przypadkach, jak mój, decyzja o zdradzie
      seksulanej wydaje się być znacznie bardziej rozsądna.

      pozdrawiam,
      Sara
      • nawrocona5 Re: Kochanek? 28.10.08, 09:35
        Takimi argumentami też nie przekonasz obrońców moralności. Bo jak pokazuje
        dyskusja - dla niektórych ludzi istnieje pojęcie mniejszego zła, a dla
        niektórych nie . Koniec kropka.
        Jesli ktoś uważa że tego rozwiązania wybierać nie wolno, to nie ma takich
        argumentów, które zachwieją tym przekonaniem.
        Dlatego nie nalezy zapominać, że dyskusja na forum to po prostu prezentacja
        postaw i różnych sytuacji w życiu człowieka.
        Nikt nikogo nie musi zrozumieć, ani akceptować jego decyzji.
        Powinno to być jedynie źródłem wiedzy o życiu innych ludzi.
        Jak ktoś chce z tego czerpać satysfakcję i przekonanie o wyższości własnych
        poglądów nad innymi - niech czerpie, życzę smacznego:)
        • mujer_bonita Re: Kochanek? 28.10.08, 10:35
          nawrocona5 napisała:
          > Jak ktoś chce z tego czerpać satysfakcję i przekonanie o wyższości
          własnych
          > poglądów nad innymi - niech czerpie, życzę smacznego:)

          W dyskusji nie chodzi o czerpanie satysfakcji czy uznawanie jednych
          poglądów za lepsze od innych. IMO chodzi o to, żeby widzieć sprawę z
          różnych perspektyw. Ty piszesz z perspektywy sfrustrowanej
          żony/kobiety ja... z perspektyw dziecka takiego jak Twoja córka. Nie
          chodzi o wzajemne przekonywanie się ale o to, żeby zdawać sobie
          sprawę z konsekwencji takich czy innych wyborów.

          Piszesz:
          'Fakt, że ona nie widzi przytulających się i całujących rodziców nie
          spowodował u
          niej urazu psychicznego:)'

          A ja właśnie z perspektywy takiego dziecka mogę stwierdzić, że
          trwanie w martwiej rodzinie pozostawia uraz. Czy większy niż rozwód?
          To już temat na inną dyskusję. Ale musisz być świadoma, że
          konsekwencje będą chociażby po to, żeby córce w odpowiednim momencie
          pomóc.
          • glamourous Re: Kochanek? 28.10.08, 11:01
            mujer_bonita napisała:


            > Piszesz:
            > 'Fakt, że ona nie widzi przytulających się i całujących rodziców
            nie
            > spowodował u
            > niej urazu psychicznego:)'
            >
            > A ja właśnie z perspektywy takiego dziecka mogę stwierdzić, że
            > trwanie w martwiej rodzinie pozostawia uraz. Czy większy niż
            rozwód?



            No coz, ja tez jako dziecko nigdy nie widzialam moich rodzicow
            przytulajacych sie czy calujacych. I szczerze mowiac mialam to
            gleboko w nosie. Nie interesowalo mnie, czy mieli udane zycie
            seksualne, czy tez nie mieli go wcale. Rodzice to byli rodzice,
            istotnie dla mnie jako dla dziecka bylo czy zyja zgodnie, czy mnie
            kochaja, czy sa dla mnie oparciem, czy pojedziemy razem na narty.
            Ich wiez jako pary byla dla mnie kompletnie bez znaczenia. Juz
            pisalam tu kiedys, ze dzieci z reguly nie zaprzataja sobie glowy
            pomiarem temperatury uczuc rodzicow (byc moze akurat Ty bylas
            niezwykle wrazliwym wyjatkiem) a juz zwlaszcza nie zajmuja sie
            analiza ich zycia seksualnego. Dlatego przychylam sie do zdania
            przedmowczyn i z cala stanowczoscia twierdze, ze jezeli relacje
            rodzicow sa - pomimo braku seksu - POPRAWNE i cieple (tak jak to
            opisala Sara) a zycie rodzinne dobrze zorganizowane, stabilne
            finansowo, i nastawione na dawaniu dzieciom poczucia bezpieczenstwa,
            to zdecydowanie mniejszym zlem jest poszukanie sobie seksu na boku -
            czy to ze strony zony czy meza. I bledem jest nazywanie tego
            egoizmem ze strony zdradzajacego. Nie widze w tym zadnego egoizmu,
            wrecz przeciwnie. Bo nie jest chyba altruizmem rozwalenie dzieciom
            poprawnej i dobrze funkcjonujacej rodziny, zalamanie ich poczucia
            bezpieczenstwa, oraz odebranie im potrzebnej na codzien obecnosci
            ojca tylko dlatego, ze tata nie dostarcza mamie orgazmow??
            • mujer_bonita Re: Kochanek? 28.10.08, 11:31
              Glam - nie wydaje Ci sie znamienne, że mając przykład takiego
              rozwiązania sprawy u rodziców sama jesteś teraz w małżeństwie
              typu 'nie warto się rozwodzić przez seks'?
              • glamourous Re: Kochanek? 28.10.08, 14:37
                Nie wydaje mi sie, zebym byla aktualnie w malzenstwie pt. "nie warto
                sie rozwodzic przez seks." W moim malzenstwie przeciez JEST chemia i
                JEST seks : nie narzekam ani na czestotliwosc (srednio co 2 dni) ani
                na brak pozadania czy olewanie ze strony meza. Absolutnie nie moge
                wiec na dzien dzisiejszy powiedziec, ze w moim zwiazku seks
                szwankuje a ja jestem z mezem POMIMO fatalnego pozycia.
                Bo tak nie jest.
                Lecz gdyby nagle moj maz drastycznie zanizyl nam czestotliwosc czy w
                jakikolwiek sposob zaczal mnie odrzucac lub okazywac brak
                zainteresowania seksem ze mna (tak jak to sie dzieje w przypadku
                Jagularki, Nawroconej5 czy Sary) to zareczam, ze teraz - czyli
                dopoki nie mam jeszcze z nim dzieci - ODESZLABYM NA PEWNO.

                Gdyby jednak zaserwowal mi seksualna posuche, gdybysmy mieli
                wspolnie dwojke uroczych maluchow, poukladane zycie, a on bylby
                dobrym zaangazowanym ojcem i mezem.... z duzym prawdopodobienstwem
                wybralabym OPCJE KOCHANKA, nie rozwodu.
                • wiek_chrystusowy Re: Kochanek? 28.10.08, 15:28
                  fajne to teoretyzowanie ;-)

                  Z dwoch opcji: zdradzac nie zdradzac, popatrze na pierwsza: zona
                  niedo..wartosciowana przez meza szuka (skutecznie) kochanka.
                  Komu jest dobrze w tym ukladzie? Zonie, na pewno (+). Mezowi - na dwoja babka
                  wrozyla - moze odetchnac jesli to zimna, niemal zdechla lozkowa ryba, ze ktos
                  zdjal ciezar z jego barkow, moze tez potraktowac rzecz w kategoriach zdrady,
                  zszarganej meskiej dumy i ambicji i kopnac niewierna w tylek (+/-). Dzieciom
                  bedzie sie podobalo, jezeli kobieta nareszcie doceniona w swojej kobiecosci
                  odpusci sobie awantury, histerie, narzekania i beda mialy zadowolona z zycia
                  matke ale tez moga sie dowiedziec o drugim zyciu mamusi i poczuc sie nie bardzo
                  komfortowo, kiedy runie pielegnowany przez rodzicow domek z kart pt. zgodna,
                  szczesliwa rodzinka. Licze (+/-)

                  Uwaga: kobiety bzykajace sie z osobami postronnymi, lubia poczuc do owych osob
                  miete przez rumianek i moga miec coraz wiekszy klopot z zyciem na dwa fronty.
                  Uwaga 2: kobietom zdarzaja sie ciaze. Niestety.
                  Uwaga 3: kochankom zdarzaja sie choroby weneryczne. Niestety x 2
                  Uwaga 4: czy naprawde dzieci sa slepe, gluche, glupie i obojetne na prawdziwe
                  stosunki panujace miedzy rodzicami?
                  • bi_chetny Re: Kochanek? 28.10.08, 16:22
                    jeżeli relacje między rodzicami są w porządku, to nie zwrócą uwagi
                    jeśli małżonek odczuje to jako zdjęcie ciężaru i będzie udawał że nie wie, to
                    relacje się znacznie poprawią, bo strona niezadowolona z seksu, będzie go dostawać.
                  • glamourous Re: Kochanek? 28.10.08, 16:45
                    Zawsze jest jakies ryzyko. Zawsze sa plusy i minusy. W takiej
                    sytuacji nigdy nie ma lekko i nie ma idealnego rozwiazania. A
                    powiedz, czy w wyniku radykalnego odejscia od meza kobieta nie moze
                    zlapac - z nowym facetem - choroby wenerycznej? Albo zajsc w
                    niechciana i nieplanowana ciaze? Na jedno przeciez wychodzi - co za
                    roznica : kochanek czy nowy facet. Kobieta moze rowniez zostac
                    zdradzona/porzucona/skrzywdzona przez nowego partnera. I odbije sie
                    to niekorzystnie rowniez na dzieciach. Roznie moga sie potoczyc losy
                    samotnej kobiety po rozwodzie, bo NIGDY przeciez NIE MA
                    stuprocentowej gwarancji ze wszystko sie ulozy po naszej mysli, a
                    my, wychodzac z kiepskiego (tylko seksualnie!) zwiazku na pewno
                    automatycznie wskoczymy w lepsze zycie, lepszy zwiazek i lepszy
                    seks. Tak mysla tylko mlode, niezalezne dziewczyny z bojowniczo-
                    idealistycznym podejsciem do sprawy : "NA PEWNO nastepnym razem
                    trafie LEPIEJ". Ja z kolei znam kilka dzieciatych rozwodek, ktore X
                    lat temu trzasnely drzwiami bo cos tam im z mezem nie podpasilo, i
                    do dzis placza samotnie w poduszke, desperacko uganiajac sie po
                    randkowych portalach w poszukiwaniu nastepnej milosci, ktora jakos
                    nie chce przyjsc. A jesli juz przychodzi to jej obiekt nie do konca
                    jest zainteresowany wspolnym zyciem i wychowywaniem cudzych dzieci.
                    Coz, taki lajf. Nazwijcie mnie asekurantka, ale ja nie odeszlabym z
                    dziecmi "w pustke" z ogolnie dobrego i sprawdzonego zwiazku TYLKO Z
                    POWODU SEKSU. No chyba, ze mialabym naprawde sprawdzonego "asa w
                    rekawie", takiego "pewniaka" z ktorym moglabym rozpoczac wspolne
                    zycie z jakas tam szansa na powodzenie. Ale to oznacza tylko jedno -
                    ten facet musialby najpierw przejsc przez dluugi "testowy" etap
                    kochanka i przyjaciela ;-)
            • jagularka4 Re: Kochanek? 28.10.08, 11:48
              Podpisuje się pod tym
      • marek_gazeta Re: Kochanek? 28.10.08, 09:49
        Ładnie napisałaś - ale zdrada kiedyś się wyda; jak wtedy zareaguje mąż? Być może już nigdy w życiu normalnie się do Ciebie nie odezwie.
        • nawrocona5 Re: Kochanek? 28.10.08, 09:56
          Może się wyda może nie:)
          Skąd ta pewność? Większość zdrad nigdy nie wychodzi na jaw, to co słyszymy
          czasem od ludzi to tylko fragment rzeczywistości.
          Być może będzie tak jak piszesz - to jest ryzyko wkalkulowane w to, co robię.
          Mam 100procentową pewność, że nie powiem sobie potem "nie warto było"
          • kateoz Re: Kochanek? 28.10.08, 20:29
            kiedys nie bylo rozwodow,naprawde.rozwodke wskazywano palcam na
            ulicy.to teraz jest taka moda i duza tolerancja
            spoleczenstwa.zreszta wiele kobiet stac w obecnych czasch na
            wychowanie dziecka samotnie.
            my nie wiemy dlaczego twoja mama nie odeszla od twojego ojca,moze
            nie miala dokad???moze nie miala pracy,pieniedzy???moze nawet gdyby
            ciebie nie bylo nadal tkwilaby w tym zwiazku???
            mysle ze mialas normalny dom i dziecinstwo a jak dojrzalas i
            zaczelas rozumiec co sie dzieje do okola dostrzeglas ze mama cierpi
            i zdalas sobie sprawe ze zawsze cierpiala.teraz piszesz ze dla jej
            dobra powinnabyla dawno sie rozstac....no i dla twojego tez jako
            dowod....masz jakies depresje???a moze zakorzenione komplesky???co
            jest z toba nie tak???w jaki negatywny sposob obilo sie na tobie
            twoje dziecinstwo???bo ja nic nie zauwazylam oprocz tupetu i braku
            elastycznosci...
            skad u ciebie ta pewnosc ze jesli twoja matka rozwiodlaby sie to ty
            mialabys szczesliwsze dziecinstwo????
            dziewczyno ty naprawde grzeszysz i nie zdajesz sobie sprawy co to
            znaczy nieszczesliwe dziecinstwo.obys sobie nie krakala na
            przyszlosc tym wyolbrzymianiem albo nawet sklonna jestem powiedziec
            wymyslaniem.
            cenie u ludzi wlasne zdanie ale trzeba tez rozumiec ze drugi
            czlowiek moze rozumowac calkiem inaczej i nie narzucac mu wlasnych
            pogladow.
            • mujer_bonita To chyba było do mnie 28.10.08, 21:47
              Post był chyba skierowany do mnie ale wybracz. Nie sądzę, żebyś
              chciała poznać odpowiedź. I tak już ułożyłaś sobie historyjkę wedug
              własnego mniemania i nie zamierzam Ci udowadniać, że się mylisz.

              > dziewczyno ty naprawde grzeszysz i nie zdajesz sobie sprawy co to
              > znaczy nieszczesliwe dziecinstwo

              Bardzo ciekawe stwierdzenie, jak na osobę, która nie wie o moim
              dzieciństwie nic. Wróżka?
    • mujer_bonita PS. 30.10.08, 00:25
      Bardzo ciekawych, rzeczy można się tu dowiedzieć ;) Dziękuję za
      szczegółową analizę mojego jakże przecież szczęśliwego dzieciństwa
      oraz niezwykle cenne pouczenie, że powinnam być wdzięczna matce za
      to, że zmarnowała sobie życie :) Uroczo :)

      Ciekawe są zarzuty pod moim adresem: brak doświadczenia, radykalizm,
      brak wyobraźni czy umiejętności postawienia się w sytuacji drugiego
      człowieka. Tylko jakoś osoby mi to zarzucające w mojej sytuacji się
      nie postawiły, tylko z góry coś założyły/oceniły/potępiły. Za mało
      wyobraźni?

      Taka a nie inna moja postawa życiowa nie wynika z braku
      doświadczenia czy młodzieńczego zapału. Piszecie ‘życie weryfikuje
      radykalne poglądy’. Mało, kto rozumie, że to działa również w drugą
      stronę. Mój radykalizm moralno-związkowy wynika z lat obserwacji jak
      wygląda świat, kiedy wszystko jest moralnie względne. Jak się raz
      zacznie to potem jest już tylko gorzej. Jedno kłamstwo prowadzi do
      drugiego, czwartym kryjesz trzecie. Wiem jak wygląda ten postulowany
      tu ‘wybiórczy’ szacunek, okłamywanie, ‘czego oczy nie widzą’.
      Założenie, że dzieci są ślepe, głuche i nic ich nie obchodzi u mnie
      nie zadziałało - męczyłam się okropnie. I po tych wszystkich latach
      jedyne, co mogę powiedzieć to NIE NIE NIE!

      Postawić się w sytuacji innej osoby? Jasne, że potrafię. W sytuacji
      opisywanej przez zdradzające nawet mocno wysilić się nie muszę. Wiem
      jak wygląda ratowanie związku w pojedynkę. Ocenić zdradę jako
      moralnie uzasadnioną? NIE! Z dzieciństwa wyniosłam alergię na
      oszukiwanie bliskich. Egoizm? Popieram! Róbta co chceta BYLE nie
      krzywdzić innych a w szczególności rodziny (partner/mąż też się tu
      wlicza).

      I na koniec po raz kolejny życzę ‘zdradzającym’ szczęścia. Nie
      odrobiny, nie namiastki, złudzenia w postaci kochanka. Szczęścia
      prawdziwego.
      • filmozerca_jeden Re: PS. 31.10.08, 15:42
        Dlatego rzadko się udzielam na forach: wielu piszącym zbyt łatwo przejść od merytoryki do obelg i wycieczek personalnych ;/ Szkoda, że mod(ów) tu jak na lekarstwo. Gdzie indziej temat miałby kilkanaście merytorycznych wypowiedzi, a nie prawie 200 z czego połowa to wycieczki osobiste.

        A żeby nie było OT:

        Zdradzałem, bo seks małżeński był (i jest) mdły, nijaki. Letni po prostu. Wymuszony, wyproszony, wyżebrany. Zero spontaniczności. Nie jestem pewien czy żona wie, gdzie ma łechtaczkę... Ponadto nie miałem w niej partnera w problemach. Raczej walczyłem z nią i problemami jednocześnie. Ale mamy dwójkę dzieci i czuję się za nie odpowiedzialny. Dlatego się nie rozwodzę. Rodzice wychowali mnie na przyzwoitego człowieka brzydzącego się kłamstwem. Ale życie czy wręcz paradoksalnie małżeństwo pod rękę ze świadomością przemijania czy omijania zweryfikowało moje poglądy.
        I choć wciąż niełatwo mi żyć z kłamstwem, wciąż będę zdradzał... ;/
        • glamourous Re: PS. 31.10.08, 17:12
          filmozerca_jeden napisał:


          > Zdradzałem, bo seks małżeński był (i jest) mdły, nijaki. Letni po
          prostu. Wymus
          > zony, wyproszony, wyżebrany.
          > Ale mamy dwójkę dzieci i czuję się za nie odpowiedzialny. Dlatego
          się nie rozwodzę

          Doskonale rozumiem. Potrafie sobie doskonale wyobrazic taki dylemat
          i wiem, ze postapilabym podobnie - a kazda sytuacja, kazdy zwiazek
          ma swoj wlasny kontekst i swoje wlasne okolicznosci. I wylacznie do
          nas - nie do innych - nalezy ocena naszej wlasnej sytuacji oraz
          wyrokowanie czy mamy racje postepujac tak a nie inaczej, czy tez nie.

          PS. A propos uwagi o dlugosci watku : moze moderatorzy uznali
          owe "wycieczki personalne" za wnoszace cos do ogolnej dyskusji i
          dlatego nie okroili watku? Kto wie...? ;-)
      • rumpa Re: PS. 31.10.08, 17:36
        niezwykle cenne pouczenie, że powinnam być wdzięczna matce za
        > to, że zmarnowała sobie życie :)

        po pierwsze sorry Mujer, trzeba mieć niezły tupet żeby powiedziec o
        kims że sobie zmarnował życie - jak byłam mloda i durna, to też taki
        tekst wstawiłam MOJEJ matce - dostałam odpowiedź ,żebym łaskawie jej
        zostawila ocenę czy i jak życie zmarnowała, bo guzik wiem co jest
        dla niej ważne.
        Jeszcze sie trochę rzucałam, że przeciex widzę itd, niestety, bo
        bardzo nie lubie przyznawać matce racji, miała rację a ja guzik
        widziałam i wiedziałam. Obecnie uważam że jak na swoje możliwości
        emocjonalne i świat w jakim żyła - miala dość udane życie.
        Oczywiscie jak przyłożymy do tego wyobrażenia zbuntowanej nastolatki
        (niektorzy z tego etapu nie wyrastają) to jej życie to nędza. Ale
        tylko z takiego poziomu. Którego staram się wystrzegać.
        Średnio watpię żeby matka Cie wprowadzila tak głeboko w swój świat,
        bo byłoby to co najmniej chore, żebyś mogła znac prawdę o jej
        lękach, pragnieniach, problemach, może przede wszystkim seksualnych.
        zapewniam cię że twoja matka, jak wiekszość z nas, w przecietnych
        okolicznosciach, miała najbardziej udane życie jakie mogła mieć.ONA,
        a nie kto inny.

        Założenie, że dzieci są ślepe, głuche i nic ich nie obchodzi u mnie
        > nie zadziałało - męczyłam się okropnie

        właśnie dlatego sie męczyłaś - bo zakładano że nic nie zauważysz.Co
        zresztą, w połaczeniu z Twoim przekonaniem, że matka zmarnowała
        życie, prowadzi mnie do wniosku, że jednak miałas zauważyć i docenić
        poświęcenie :(((

        Natomiast jesli to Twoja Matka Ci powiedziała sama że zmarnowała
        życie, to cóż, ja tam nie wierzę w taka trzeźwosć umysłu i to raczej
        sugeruje depresyjne widzenie swiata i nadmiar wyobrażeń na swoj i
        tegoż swiata temat.

        a propos szczęscia - zapytali de Gaulla czy szuka szczęscia? A on na
        to - czy panstwo mnie biorą za idiotę?


        • mujer_bonita Re: PS. 31.10.08, 21:29
          rumpa napisała:
          > Średnio watpię żeby matka Cie wprowadzila tak głeboko w swój świat,
          > bo byłoby to co najmniej chore, żebyś mogła znac prawdę o jej
          > lękach, pragnieniach, problemach, może przede wszystkim seksualnych

          Znam prawdę. Sporo rozmawiałyśmy, fakt raczej nie o seksie. Ale właśnie o lekach, pragnieniach, problemach. Częściowo po to, żebym nie popełniła tych samych błędów. Nie widzę w tym nic 'chorego'. To Ty preferujesz 'cichociemne dzieci'.

          > zapewniam cię że twoja matka, jak wiekszość z nas, w przecietnych
          > okolicznosciach, miała najbardziej udane życie jakie mogła mieć.ONA,
          > a nie kto inny.

          Wiesz co Rumpa - PRZEGINASZ. Wiem, że jesteś jedną z aktywniejszych osób na tym forum, ale wmawianie innym FAKTÓW to już ostra przesada. Tak, moja matka miała na takie życie jakie podjęła wybory. Jej życie było maksymalnie dobre przy BŁĘDACH jakie popełniła. Poważnych błędach, których DAŁO się uniknąć. ONA MOGŁA MIEĆ LEPSZE ŻYCIE!

          > Natomiast jesli to Twoja Matka Ci powiedziała sama że zmarnowała
          > życie, to cóż, ja tam nie wierzę w taka trzeźwosć umysłu i to raczej
          > sugeruje depresyjne widzenie swiata i nadmiar wyobrażeń na swoj i
          > tegoż swiata temat.

          Moja matka sama to wie i otwarcie mówi. I nie ma to nic wspólnego z depresją bo z niej już wyszła. Walczyła całe życie o rodzinę, której nigdy nie było i została w zasadzie z NICZYM. Oprócz mnie nie zrealizowała żadnego swojego marzenia. Po 20 latach małżeństwa mało brakowało a zostałaby bez dachu nad głową! Teraz po 50-tce stara się coś nadrobić ale nie jest jej łatwo. Z resztą wymarzonej trójki dzieci już mieć się nie da.

          Rumpa apeluję - ugryź się czasem w język zanim zaczniesz wmawiać innym FAKTY! Nie baw się w Boga oceniając jakie kto miał życie.
          • rumpa Re: PS. 10.11.08, 14:45
            Tak, moja matka miała
            > na takie życie jakie podjęła wybory

            i o to mi chodzi Mujer
            te błedy nie błedy nie wzięly się z niczego
            to była ona i jej życie
            najlepsze jakie mogła mieć
            tych błędów NIE MOGŁA UNIKNĄĆ
            zrozum to dziewczyno, nie mogła!!!
            była konkretną osobą i dlatego je popełniła
            jesteś w stanie to pojąć?
            konkretna osoba z konkretną historią, otoczona konkretnymi ludźmi k
            kulturą

            ONA MOGŁA MI
            > EĆ LEPSZE ŻYCIE!
            nie nie mogła
            :(((

            Teraz
            > po 50-tce stara się coś nadrobić ale nie jest jej łatwo. Z resztą
            wymarzonej tr
            > ójki dzieci już mieć się nie da.

            to wszystko nie sa powody do uważania życia za zmarnowane.
            zwlaszcza sorry jak ma tylko 50 lat
            tu mnie rozwaliłaś na całego bo pomyslałam że może ma 80 lat i jest
            sparaliżowana
            50 lat i zmarnowane życie - cholera, moja znajoma miała 105 lat jak
            sadziła jabłonki czy brzoskiwnki, wszyscy stukali sie w głowę, a ona
            doczekała sie owoców
            troje dzieci jej umarło jak były małe, a reszta przed nią
            moja ciotka straciła jedyna córkę,piekną i inteligentną dziewczynę,
            zapiła się na śmierc, mąż ją zdradzał na prawo i lewo, cham był do
            kwadratu, potem jedynego wnuka - umarł na zawał w tym samym wieku co
            matka, straciła dom jak miała 80 lat i ostatnie 10 lat przeżyła
            kontem - i jakos nie uważała że życie ma zmarnowane
            ale ona nie miała depresji
            wątpię żeby Twoja mama wyszła z depresji - na pewno jej sie
            poprawiło, ale depresja to chyba jeszcze króluje

            Rumpa apeluję - ugryź się czasem w język zanim zaczniesz wmawiać
            innym FAKTY! N
            > ie baw się w Boga oceniając jakie kto miał życie.
            >
            Tylko Mujer, tu nie o fakty chodzi, a o stosunek do nich.
            I dlatego uważam że mam rację mówiąc że ona miała najlepsze życie
            jakie mogła mieć, a że jej nie satysfakcjonuje - to już inna para
            kaloszy.

            Zresztą sama to napisałas

            Jej życie było maksymalnie dobre przy BŁĘ
            > DACH jakie popełniła.

            ale one nie były do uniknięcia i tyle. Musiałaby byc inną osobą.w
            innym świecie.

            To takie trudne do zaakceptowania?


            • mujer_bonita Re: PS. 10.11.08, 22:37
              rumpa napisała:
              > ale one nie były do uniknięcia i tyle. Musiałaby byc inną osobą.w
              > innym świecie.
              >
              > To takie trudne do zaakceptowania?

              Uważasz, że człowiek jest bezwolnym liściem na wietrze? Ja nie.
              Uważam, że człowiek ma wolną wolę, całe życie dokonuje wyborów i
              ponosi ich konsekwencjie. Czasem życie zawęża opcje do wyboru ale
              mimo to mamy duży wpływ na to, jakie będzie. Moja matka dokonała
              swoich wyborów i ponosi ich konsekwencje. MOGŁA wybrać inaczej.
              Wtedy jej życie byłoby inne.

              Tak trudno zaakceptować, że dorośli ludzie MOGĄ świadomie podejmować
              decyzje dotyczące ich życia?
              • rumpa Re: PS. 13.11.08, 11:39
                Jakby mogła, to by wybrała.
                Wybór jest abstrakcją, a najlepiej sie go ocenia po 20 latach i
                tyłku skopanym przez konsekwencje.
                Mylisz real i abstrakt.
                A między liściem i wolną wolą jest jeszcze całkiem duża przestrzeń.

                Świadome podjecie decyzji nie chroni przed decyzją której się będzie
                żałować. Ale przede wszystkim - jest ograniczone do "świadomości" a
                czasem znacznie gorzej - również przez "podświadomość". A to właśnie
                często widac dopiero po latach.

                MOGŁA wybrać inaczej.

                w teorii. w praktyce - nie za bardzo. inna osoba w podobnej sytuacji
                mogłaby wybrać inaczej, nie ona. I mylisz rzeczy dostepne wielu
                różnym osobom ze zbiorem rzeczy dostepnych konkretnej jednej
                osobie.Mogą sie pokrywać ale nie muszą.
                Znaczy pani X zrobiłaby to, pani Y zrobiłaby to, pani Z jeszcze cos
                innego - ale pani A nie zrobiłaby żadnej z tych rzeczy, mimo że w
                teorii by mogła - bo dajmy na to jest bardziej odważna albo mniej
                inteligentna niż tamte, albo jej doświadczenie doradza jej co
                innego.

                Wtedy jej życie byłoby inne.

                nie znaczy że lepsze.
                moja matka wybrała inaczej
                i też żałuje

                ja się znalazłam w podobnej sytuacji jak moja matka, wybralam
                inaczej, ale ... moja sytuacja była tak naprawde inna - była już
                psychoterapia, miałam koleżanke która mnie wysłała do DOBREGO
                psychoteraputy, gdy moja matka trafila na idiotkę, przykład co sie
                dzieje z człowiekiem, gdy robi to i to i dość inteligencji (co jest
                ode mnie niezależne, wiesz?) żeby wyciagnąc z tego wnioski, itd...
                i nagle sie okazuje że sytuacja jednak jest zupełnie inna, a rzeczy
                decydujące o moim wyborze - doswiadczenie życiowe, poziom
                inteligencji, czas i miejsce "akcji" - kompletnie ode mnie
                niezależne. Dobrze mi się ułożyło i tyle. W tym punkcie.

      • eeela Re: PS. 01.11.08, 11:36
        > Taka a nie inna moja postawa życiowa nie wynika z braku
        > doświadczenia czy młodzieńczego zapału. Piszecie ‘życie weryfikuje
        > radykalne poglądy’. Mało, kto rozumie, że to działa również w drugą
        > stronę.

        Czyli w jaką? Że zbyt 'rozmyte' i umiarkowane poglądy w miarę nabywania
        doświadczenia ulegają radykalizacji? Nie sądzę. A w każdym razie nie jest to
        norma, tylko wyjątki.

        Mój radykalizm moralno-związkowy wynika z lat obserwacji jak
        > wygląda świat, kiedy wszystko jest moralnie względne.


        Rozumiem, że te lata to lata obserwacji rodziny, w której wyrosłaś. A ile lat
        obserwujesz, jak wygląda świat, z perspektywy kobiety w związku z mężczyzną? Nie
        licząc, rzecz jasna, romansów i 'chodzenia' razem?

        Egoizm? Popieram! Róbta co chceta BYLE nie
        > krzywdzić innych a w szczególności rodziny (partner/mąż też się tu
        > wlicza).

        I w tym, i w sąsiednim wątku przedyskutowaliśmy szereg sytuacji, w którym
        uczciwość jest większą krzywdą dla bliskich niż kłamstwo. Nie podjęłaś z tym
        dyskusji.


        > I na koniec po raz kolejny życzę ‘zdradzającym’ szczęścia. Nie
        > odrobiny, nie namiastki, złudzenia w postaci kochanka. Szczęścia
        > prawdziwego.

        Również wiele razy w obydwu wątkach była poruszana kwestia prawdopodobieństwa
        czy też szans, jakie prawdomówna i uczciwa kobieta ma na rynku owego szczęścia,
        którego tak gorąco jej życzysz. Zgodnie stwierdzono, że szanse są nikłe. Twoje
        życzenia nie zaklną rzeczywistości, aby się zmieniła, i aby kobietom w
        omawianych sytuacjach przestało opłacać się cieszyć ową 'namiastką', jak ty to
        określasz, szczęścia.
        • mujer_bonita Re: PS. 01.11.08, 12:23
          Eeeelu, w którymś momencie zarzuciłaś mi 'międlenie'. Twoje posty w odnoszące się do mnie ostatnio już nic innego nie przypominają. Nawet ciężko się do nich odnieść bo to takie bla bla bla.

          > Czyli w jaką? Że zbyt 'rozmyte' i umiarkowane poglądy w miarę nabywania
          > doświadczenia ulegają radykalizacji? Nie sądzę. A w każdym razie nie jest to
          > norma, tylko wyjątki.

          No widzisz - piszę 'moje życie właśnie tak zadziałało' a ty mi na to 'nie sądzę'. Zastanawiasz się nad tym co piszesz czasami? Czy tylko klikasz, żeby klikać?

          Dwadzieścia lat doświadczeń w takiej rodzinie spowodowało mój radykalizm. I nie jest to zjawisko rzadkie. Wręcz bardzo częstym jest postawa 'nie chcę żyć tak jak rodzice' w przypadku nieszczęśliwego dzieciństwa. Twoje 'sądzenie' nie ma tu nic do rzeczy. Uważasz się za taką 'ekspertkę'?

          Rozmowa z Tobą naprawdę schodzi poniżej poziomu krytyki. Mogę Ci mówić 'przeszłam przez ulicę' a Ty mi 'nie sądzę, masz za mało doświadczenia' etc. Zastanów się czasem zanim coś napiszesz. Oszczędzaj klawiaturę :)
          • glamourous Re: PS. 01.11.08, 13:15
            mujer_bonita napisała:

            > I na koniec po raz kolejny życzę ‘zdradzającym’ szczęścia. Nie
            > odrobiny, nie namiastki, złudzenia w postaci kochanka. Szczęścia
            > prawdziwego.

            eeela napisała :

            > Również wiele razy w obydwu wątkach była poruszana kwestia
            > prawdopodobieństwa czy też szans, jakie prawdomówna i uczciwa
            > kobieta ma na rynku owego szczęścia,
            > którego tak gorąco jej życzysz. Zgodnie stwierdzono, że szanse są > nikłe.
            Twoje życzenia nie zaklną rzeczywistości, aby się zmieniła, > i aby kobietom w
            omawianych sytuacjach przestało opłacać się
            > cieszyć ową 'namiastką', jak ty to określasz, szczęścia.


            Jasne. Zamiast odpowiedziec merytorycznie na bardzo zasadny (i niewygodny dla
            Ciebie) argument, lepiej zabrac zabawki i wykrecic sie od dyskusji w taki oto
            sposob :


            > Twoje posty w odnoszące się do mnie ostatnio już nic innego nie
            > przypominają. Nawet ciężko > się do nich odnieść bo to takie bla
            > bla bla. Zastanów się czasem
            > zanim coś napiszesz. Oszczędzaj klawiaturę :)


            Jakos nigdy nie podjelas, Bonita, poruszanego przez nas tematu o szansach
            pelnego ulozenia sobie zycia po rozwodzie kobiety nie pierwszej juz mlodosci i
            atrakcyjnosci obarczonej dwojka dzieci.
            Idealizm - fajna rzecz. Zawsze mozna wierzyc ze spotka sie cudownego ksiecia z
            bajki, ktory osuszy lzy i z ktorym reszta zycia bedzie juz uslana rozami. Ale
            kobieta nie ma wiecznie 25ciu lat, wysokiej pozycji na rynku damsko meskim oraz
            super warunkow na wicie nowego gniazka z nowym - oczywiscie juz obowiazkowo
            idealnym - facetem.
            • mujer_bonita Re: PS. 01.11.08, 13:45
              glamourous napisała:
              > Jakos nigdy nie podjelas, Bonita, poruszanego przez nas tematu o szansach
              > pelnego ulozenia sobie zycia po rozwodzie kobiety nie pierwszej juz mlodosci i
              > atrakcyjnosci obarczonej dwojka dzieci.

              A tak trudno jest pojąć, że dla kobiety może być coś gorszego od samotności (w sensie nie posiadania faceta)? Tą gorszą alternatywą może być samotnym w związku.

              Wybór należy do Ciebie. Mnie to nie przeraża. Nie jest to idealizm powtarzam po raz kolejny. To skutek obserwacji alternatywy.
              • glamourous Re: PS. 01.11.08, 14:59
                mujer_bonita napisała:


                > A tak trudno jest pojąć, że dla kobiety może być coś gorszego od samotności (w
                > sensie nie posiadania faceta)? Tą gorszą alternatywą może być samotnym w związku.


                Mnie rowniez zycie (jako takie) bez faceta nie przeraza, ale ciezko byloby mi je
                zniesc wlasnie ze wzgledu na BRAK SEKSU.
                Bo w takim wypadku rozwod jest klasycznym "z deszczu pod rynne", nie uwazasz?
                Kobieta odchodzi z dobrego zyciowo i organizacyjnie zwiazku z powodu,
                przypominam, TYLKO niedoboru seksu - i skazuje sie w rezultacie na potencjalny
                kompletny jego brak. Tudziez na brak wsparcia, przyjazni na codzien. Gdzie tu
                sens???


                > Nie jest to idealizm powtarzam po
                > raz kolejny. To skutek obserwacji alternatywy.
                >

                Idealizmem jest zalozenie "rozwiode sie i na pewno spotkam kogos z kim bede
                szczesliwsza". Na takim podejsciu mozna sie BARDZO PRZEJECHAC. Zas alternatywa
                dla niedoborow seksualnych w przyjacielskim malzenstwie jest odejscie i byc moze
                dalsze zycie bez seksu - bardzo czesty scenariusz, gdy kobieta nie jest juz
                smakowita dwudziestolatka bez zobowiazan.
                • mujer_bonita Re: PS. 01.11.08, 17:58
                  glamourous napisała:
                  > Idealizmem jest zalozenie "rozwiode sie i na pewno spotkam kogos z
                  kim bede
                  > szczesliwsza".

                  W związku z tym odnosisz się do czegoś, czego nie napisałam. Tak, to
                  jest trudne i może nie nastąpić. Coś jak wygrana na loterii. Dlatego
                  jest to coś, co się ludziom ŻYCZY. Rozumiesz?
                  • glamourous Re: PS. 01.11.08, 19:05

                    mujer_bonita napisała:


                    > W związku z tym odnosisz się do czegoś, czego nie napisałam.


                    ;-)
                    Bonito, dlaczego Twoja argumentacja polega zazwyczaj na odbijaniu pileczki
                    "tego/tamtego nie napisalam"? Pewnie, ze nie napisalas toczka w toczke tak jak
                    ja powyzej, ale jak w takim razie mozna zinterpretowac Twoje powyzsze slowa? :


                    > I na koniec po raz kolejny życzę ‘zdradzającym’ szczęścia. Nie
                    > odrobiny, nie namiastki, złudzenia w postaci kochanka. Szczęścia
                    > prawdziwego.


                    > Tak, to
                    > jest trudne i może nie nastąpić. Coś jak wygrana na loterii. Dlatego
                    > jest to coś, co się ludziom ŻYCZY. Rozumiesz?


                    ;-)
                    Tylko ze na poboznych zyczeniach zycie sie nie konczy, zwlaszcza kiedy trzeba
                    udzwignac ciezar codziennosci z dziecmi na karku. Na tej samej zasadzie
                    zebrzacemu na ulicy staruszkowi mozna pozyczyc zeby wygral w totka. Tylko co mu
                    to w praktyce da?
                    • mujer_bonita Re: PS. 02.11.08, 21:21
                      glamourous napisała:
                      > Bonito, dlaczego Twoja argumentacja polega zazwyczaj na odbijaniu
                      pileczki
                      > "tego/tamtego nie napisalam"?

                      Bo nie napisałam. Nie sądzę więcj niż piszę. Taka jestem, od
                      urodzenia. To stereotyp, że kobiety zawsze myślą więcej niż mówią,
                      że 'tak to nie' a 'nie to tak' i takie tam. Ja zawsze wypowiadałam
                      się 'po męsku' czyli ściśle o tym co chcę przekazać.

                      PROSZĘ nie dośpiewuj sobie czegoś więcej OK? Jeżeli nie do końca
                      rozumiesz to ZAPYTAJ!Zamiast napisać 'Ty uważasz XYZ' można
                      napisać 'Czy twoje słowa należy interpretować jako XYZ' lub 'Czy mam
                      przez to rozumieć, że XYZ'?

                      Co do tej konkretnej wypowiedzi: po raz kolejny - nigdzie nie
                      napisałam, że znalezienie partnera po rozwodzie jest łatwe. Nie
                      napisałam, bo nie uważam, że jest łatwe. Tylko, jak już wiele razy
                      tu pisałam łatwe rozwiązania nie zawsze są lepsze. Istnieje ryzyko
                      pozostania bez faceta. Ale też szansa ułożenia sobie życia na nowo -
                      lepiej. I tego im życzę. Nie można być miłym dla ludzi? Jasne, że
                      nie zaklnę tym rzeczywistości. Życie nie jest sprawiedliwe.

                      W tym wątku wiele osób zarzuciło mi jakiś 'brak zrozumienia'
                      i 'umoralnianie' zdradzających. Nie wiem czy stwierdzenie, że zdrada
                      jest niemoralna jest już 'umoralnianiem' - dla mnie nie jest ale jak
                      widać różne są definicje. Natomiast z brakiem zrozumienia zgodzić
                      się nie mogę. Bo naprawdę rozumiem ich sytuację. I choć z
                      usprawiedliwianiem zdrady zgodzić się nie mogę, naprawdę im
                      współczuję i głeboko wierzę, że przez to wszystko co przeszły
                      podwójnie zasługują na szczeście. Gdyby były kimś z mojej rodziny
                      starałabym się w miarę możliwości pomóc. W tym przypadku mogę
                      jedynie życzyć szczęścia.

                      Czy coś jest jeszcze niejasne?
          • eeela Re: PS. 01.11.08, 15:27
            > No widzisz - piszę 'moje życie właśnie tak zadziałało' a ty mi na to 'nie sądzę
            > '. Zastanawiasz się nad tym co piszesz czasami? Czy tylko klikasz, żeby klikać
            > ?

            Nie napisałaś 'moje życie tak zadziałało'. Napisałaś 'Mało kto sobie zdaje
            sprawę, że to działa w odwrotną stronę' (z kontekstu czyt.: że nabywanie
            doświadczenia sprzyja radykalizacji poglądów). Sformułowałaś to jako regułę, nie
            jako opis osobistego doświadczenia. Ja więc odpowiedziałam 'nie sądzę' na
            sformułowaną regułę, nie na jednostkowy przypadek, którego nie znam.

            > Rozmowa z Tobą naprawdę schodzi poniżej poziomu krytyki. Mogę Ci mówić 'przeszł
            > am przez ulicę' a Ty mi 'nie sądzę, masz za mało doświadczenia' etc. Zastanów s
            > ię czasem zanim coś napiszesz. Oszczędzaj klawiaturę :)


            Widzę, że nie potrafisz długo wytrzymać w pakcie o nieagresji. Ja jednak
            obiecałam coś Avidemu i nie zamierzam odpowiadać na zaczepki. Od tej pory więc,
            jeśli nie otrzymasz żadnej odpowiedzi w dyskusji, wybacz, ale będzie tak
            dlatego, że uznałam twoją wypowiedź za niemerytoryczną zaczepkę i nie będę się
            do takowych odnosić.
            • mujer_bonita Re: PS. 01.11.08, 17:56
              eeela napisała:
              > Nie napisałaś 'moje życie tak zadziałało'. Napisałaś 'Mało kto
              sobie zdaje
              > sprawę, że to działa w odwrotną stronę' (z kontekstu czyt.: że
              nabywanie
              > doświadczenia sprzyja radykalizacji poglądów). Sformułowałaś to
              jako regułę, nie
              > jako opis osobistego doświadczenia. Ja więc odpowiedziałam 'nie
              sądzę' na
              > sformułowaną regułę, nie na jednostkowy przypadek, którego nie
              znam.

              Napisałam dokładnie tak:
              'Piszecie ‘życie weryfikuje radykalne poglądy’. Mało, kto rozumie,
              że to działa również w drugą stronę. Mój radykalizm moralno-
              związkowy wynika z lat obserwacji jak wygląda świat, kiedy wszystko
              jest moralnie względne.'

              Zdanie które cytujesz miało coś takiego jak KONTEKST. To, czego
              podobno nie napisałam było w kolejnym zdaniu.

              A regłuą jest to, że w miarę zdobywania doświadczeń odrzucamy to, co
              nie zdaje egazminu. Ja odrzucam względność moralną i naginanie zasad.
              • eeela Re: PS. 01.11.08, 18:15

                > 'Piszecie ‘życie weryfikuje radykalne poglądy’.

                Wstęp.

                Mało, kto rozumie,
                > że to działa również w drugą stronę.

                Ogólna teza.


                Mój radykalizm moralno-
                > związkowy wynika z lat obserwacji jak wygląda świat, kiedy wszystko
                > jest moralnie względne.'


                Poparcie jednostkowym przykładem.


                Na co ja odpowiadam (i to nie odnosząc się do jednostkowego przykładu (który
                został skomentowany osobno):

                > Czyli w jaką? Że zbyt 'rozmyte' i umiarkowane poglądy w miarę > nabywania
                > doświadczenia ulegają radykalizacji? Nie sądzę. A w każdym razie > nie jest to
                > norma, tylko wyjątki.

                Piszę wyraźnie i po polsku, że moje 'nie sądzę' odnosi się do normy, nie do
                jednostkowych przykładów.
                • kawitator takie ogólne spostrzeżenia 01.11.08, 19:15
                  Bardzo pouczające watki Jagularki i Avide poza oczywiście takimi kobiecymi przepychankami Eli i Bonity
                  Naprawdę nie potraficie się powstrzymać ? Zawsze można odświeżyć wątek „waleni” i tam sobie poużywać do woli.

                  Po przeczytaniu prawie całości nasunęło mi się jedno spostrzeżenie Piszecie dziewczyny tak jak byście miały pełna kontrole nad życiem Będzie tak jak chcecie jak postanowicie, jak jest według was najlepiej Inne osoby w waszym życiu jako podmioty nie występują Mąż czy żona zagra dokładnie wyznaczoną role Otóż nic bardziej błędnego Częściej robimy nie to co chcemy a to co musimy lub to do czego zmusiła nas działalność innych osób lub natury która nas nie lubi.
                  Należy sobie zdawać sprawę. że tak jak wy chcecie się tu kierować swoimi „potrzebami „ ( jak ja kocham to sformowanie ;-PPP ) oraz waszym pojęciem dobra w stosunku do dzieci czy partnerów to inni mogą robić tak samo i na dodatek mogą mieć zupełnie inne zdanie na temat co jest a co nie jest tym dobrem.

                  Jest taka cecha ludzkiej psychiki która powoduje ze wykonamy największe łamańce logiczne i uznamy ich wagę aby tylko przedstawić swoje postępowanie w korzystnym świetle Nie zdradzam tylko jestem zmuszony bo wstrętna niedajka mnie nie lubi Nie upijam się jak prosię tylko muszę odreagować stresy którymi chłoszcze mnie życie a na dodatek pije za swoje W tym wątku jest wiele takich ekwilibrystycznych konstrukcji

                  Bonita może w taki jeszcze dziecinny sposób ( z mojej perspektywy wszyscy jesteście dzieciaki ;-))) ) próbuje przedstawić swoje poglądy wynikające ze świeżych jeszcze doświadczeń dzieciństwa Poglądy przedstawia radykalnie ale je rozumiem i mam zbliżone choć dochodziłem do nich z innych pozycji wyjściowych

                  Masz ochotę na coś na boku to ludzkie ale najpierw zakończ to co masz teraz Taka podstawowa zasada przyzwoitości
                  Zresztą mówić teraz o tak egzotycznych pojęciach jak przyzwoitość , słowo ,honor, gronie kobitek powyżej to strata czasu
                  W momencie wykrycia, wysypania się, donosu życzliwej, motylki dreszczyk emocji zmieniają się w dreszcz przerażenia i niewczesne żale .

                  Z poczucia panowania nad swoim życie wynika sprawa której tu nie poruszaliście lub pomijaliście

                  W roku 2007 było 66,6 tys. rozwodów
                  przyczyny rozwodów .
                  niezgodność charakterów: 32%, zdrada: 24%, alkohol: 23%, i inne
                  Ponieważ wiele osób szczególnie facetów podaje za przyczynę niegodność charakterów nie chcąc obnosić się ze swoimi rogami zakłada się ze przyczyną 34-36% rozwodów jest zdrada jednej ze stron.
                  Daje to 63 małżeństwa codziennie wczoraj dzisiaj i jutro przez cały rok ta głupsza strona dowiaduje się i kończy się to na sali sadowej rozwodem Wam się to nie trafi ? Na pewno ?
                  • eeela Re: takie ogólne spostrzeżenia 01.11.08, 19:24
                    poza oczywiście takimi kobiecymi prz
                    > epychankami Eli i Bonity

                    Zasługujesz na porządne manto od najbardziej zaperzonych i nieprzejednanych
                    feministek. Co to ma być 'takie kobiece przepychanki'? Takie męskie przepychanki
                    są równie powszechne i na dużo niższym poziomie zazwyczaj.

                    Piszecie dz
                    > iewczyny tak jak byście miały pełna kontrole nad życiem Będzie tak jak chcecie
                    > jak postanowicie, jak jest według was najlepiej Inne osoby w waszym życiu jako
                    > podmioty nie występują Mąż czy żona zagra dokładnie wyznaczoną role


                    Po pierwsze w obydwu wątkach rozważaliśmy modele różnych sytuacji, a nie
                    sytuacje prawdziwe, nie dziwne więc, że nakładamy na osoby w tych modelach
                    jakieś konkretne role. Nikt nigdzie nie napisał nic, co by wskazywało, że
                    ktokolwiek z dyskutantów uważa, iż ma pełną kontrolę nad życiem.


                    > Zresztą mówić teraz o tak egzotycznych pojęciach jak przyzwoitość , słowo ,hon
                    > or, gronie kobitek powyżej to strata czasu

                    Powtórna wkopa. Mężczyźni Twoim zdaniem lepiej rozumieją i stosują te pojęcia?


                    > Daje to 63 małżeństwa codziennie wczoraj dzisiaj i jutro przez cały rok ta g
                    > łupsza strona dowiaduje się i kończy się to na sali sadowej rozwodem Wam się
                    > to nie trafi ? Na pewno ?

                    Czy ktoś w ogóle pisał o tym, że się im nie trafi, że się nie może trafić? Chyba
                    czytaliśmy inne wątki.
                  • aandzia43 do moderatorów 02.11.08, 11:38
                    > Zresztą mówić teraz o tak egzotycznych pojęciach jak przyzwoitość , słowo ,hon
                    > or, gronie kobitek powyżej to strata czasu

                    Stwierdzenie na poziomie wynurzeń w stylu: każdy chłop to świnia, każda baba to
                    dziwka (oprócz mojej matki oczywiście); albo bardziej wyszukanie: mówienie o
                    takich egzotycznych pojęciach jak miłość, czułość i empatia w gronie facetów to
                    strata czasu. Apel do moderatorów o usuwanie postów z tego typu obraźliwymi, a
                    nic nie wnoszącymi do dyskusji mądrościami.

                    P.S. Rozumiem, że np. Avide, prezentujący w sąsiednim wątku pogląd na zdradę i
                    rozwód odmienny od twojego (i mojego zresztą też) nie zalicza się do elitarnego
                    grona mężczyzn?
                    • kawitator Re: Aandzi 02.11.08, 17:49
                      A w wiekiej dyskusji na 200 wypowiedzi padły gdzies te słowa lub ich zamienniki? Ktos to poruszył ?
                      Avide Lubię czytać i cenię jak Ciebie zresztą też co nie znaczy ze sie z wami zawsze zgadzam :-PPP

                      Reszta wypowiedzi ze względu na słownictwo i prezentowane poglady nie nadaje sie na to poprawne forum więc przesłałem Ci na poczte gazetową


                      • aandzia43 Re: Aandzi 02.11.08, 22:20
                        kawitator napisał:

                        > A w wiekiej dyskusji na 200 wypowiedzi padły gdzies te słowa lub ich zamienniki
                        > ? Ktos to poruszył ?
                        > Avide Lubię czytać i cenię jak Ciebie zresztą też co nie znaczy ze sie z wami z
                        > awsze zgadzam :-PPP
                        >
                        > Reszta wypowiedzi ze względu na słownictwo i prezentowane poglady nie nadaje si
                        > e na to poprawne forum więc przesłałem Ci na poczte gazetową

                        Wiadomości na poczcie gazetowej nie otworzyłam i nie otworzę. Jak masz coś do
                        przekazania, to pisz na forum. Parę wulgaryzmów jakoś zniesiemy. Jeśli zaś masz
                        zamiar zaskoczyć czy porazić nas radykalizmem poglądów na zdradę, to mnie raczej
                        nie zaskoczysz i nie porazisz. Podejrzewam, że są mogą być bardzo podobne do
                        moich (zapraszam do wątku o egoizmie, gdybyś chciał zapoznać się z nimi, by
                        pouczając mnie w kwestiach moralnych nie musieć wyważać otwartych już dawno
                        drzwi). I Bonity. Bonity, z którą w ogóle bardzo często się zgadzam. I której
                        już właściwie nie czytam. Tak, jak nie czytałam od pewnego momentu Glosatora.
                        Nie mówiąc juz o tym, by wchodzić z nimi w dyskusję.

                        Jeśli nie zrozumiałeś, o co mi chodzi, to powtórzę. Dlaczego napisałeś:
                        >Zresztą mówić teraz o tak egzotycznych pojęciach jak przyzwoitość , >słowo
                        ,honor, gronie kobitek powyżej to strata czasu
                        zamiast np:
                        Moim zdaniem grono dyskutantów powyżej zapomniało chyba o istnieniu takich pojęć
                        jak honor, przyzwoitośc...

                        Pytanie retoryczne, oczywiście.
                        • kawitator Re: Aandzi 03.11.08, 13:49
                          Jeśli nie zrozumiałeś, o co mi chodzi, to powtórzę. Dlaczego napisałeś:
                          Bo tak uważam na podsstawie swojego długoletniego doświadczenia życiowego, lieratury psychologicznej i opracowań kryminalistycznych (tak,tam też się o tym pisze)

                          Pytanie retoryczne, oczywiście.
                          Odpowiadam na pytanie retoryczne
                          Bo post był 212 postem w wątku. Z poprzednich 211 tylko 186 napisały kobitki Więc niby dlaczego nie miałem tak napisać.
                          W imię poprawności politycznej ?


                          • aandzia43 Re: Aandzi 03.11.08, 18:58
                            > Bo post był 212 postem w wątku. Z poprzednich 211 tylko 186 napisały kobitki
                            > Więc niby dlaczego nie miałem tak napisać.
                            > W imię poprawności politycznej ?

                            Kiedy uczestniczymy w wykładzie, na którym przytłaczająca większość słuchaczek
                            to kobiety, słyszymy, że prowadzący zaczyna (i w trakcie wykładu wtrąca)
                            słowami: Szanowne Panie i Panowie. Nawet, jeśli szanownych pań jest 60, a pan 1.
                            Przestrzega się tego skrupulatnie. W tym wątku pań wypowiadało się około 20, a
                            panów około 10 (liczyłam szybko i niekoniecznie bardzo dokładnie). Zarówno
                            panie, jak i panowie reprezentowali różne poglądy. Nie było polaryzacji na
                            jakieś poglądy żeńskie i męskie. Twoje uogólnienie jest więc nie tylko na
                            wyrost, ale i na miejscu.

                            Co do osobistych doświadczeń, indoktrynacji, jakiej się ulegało i siły bezwładu
                            przy wygłaszaniu poglądów, to mogłabym sobie radośnie pisać i głosić różne
                            bzdety. Np.: faceci są nieodpowiedzialni, myślą tylko o jednym, nie są dobrymi
                            rodzicami, są niefrasobliwymi pijakami itd. Nie głoszę. Bo obojętnie, co mi się
                            wydaje jakimś kawałkiem głowy, reszta kawałków obserwuje, że moje spostrzeżenia,
                            bóle, efekty indoktrynacji są TYLKO MOIMI spostrzeżeniami. No i jeszcze
                            oczywiście sporej grupy kobiet z podobnymi do mnie przeżyciami, dzieciństwem,
                            środowiskiem itd. Ale świat jest bardziej złożony i nie uchodzi mi obrażać całej
                            reszty mężczyzn, tylko dlatego, że ja miałam kiepskie doświadczenia lub dlatego,
                            że mnie tak wyedukowano. Bardzo się pilnuję, by ten twardogłowy kawałek mojej
                            głowy nie zdominował tej rozsądnie myślącej reszty.
                    • kici10 Re: do moderatorów 02.11.08, 18:06
                      A ja wnoszę o nie usuwanie takich wątków.
                      Przecież zdrada, jak sama nazwa wskazuje ociera się o brak
                      przyzwoitości, brak honoru, złamanie słowa. Z samej swojej
                      definicji. Nie ma się więc co oburzać, tylko łykać tę żabę.
                      Sama dyskusja bardzo mi się nie podobała. Wiele przepychanek, wiele
                      obraźliwych słów, próba sprowadzenia Bonity do parteru, tylko za to,
                      że śmie mieć ideały. Gdzie te dyskusje sprzed trzech lat???
                      Piszecie, że dyskusja jest o modelu postępowania. Ale co to za
                      model, w którym świadomie pomija się niewygodne dane? To manipulacja
                      i myślenie życzeniowe.
                      • pipiblond Re: do moderatorów 02.11.08, 18:30
                        Tak sobie poczytałam troszeczkę, jestem od wczoraj, więc nie znam Was, ale
                        jestem śmiała i otwarta na świat, poglądy. Dla mnie zdrada, to najgorsza
                        zdrada duchowa, a nie cielesna. Pożądanie to zdrada ?. To uspokojenie, ukojenie
                        nerwów. Jeżeli ktoś ma kochanka to druga osoba jest też winna. Oboje nie mają
                        pomysłów na nie nudzenie.
                      • eeela Re: do moderatorów 02.11.08, 18:34
                        Wiele przepychanek, wiele
                        > obraźliwych słów, próba sprowadzenia Bonity do parteru, tylko za to,
                        > że śmie mieć ideały.

                        Nie, nie dlatego, że śmie mieć ideały. Dlatego, że prezentuje je jako jedyną
                        słuszną prawdę, a także dlatego, że bardzo brzydko się zachowuje jako
                        dyskutantka, pomijając niewygodne argumenty, manipulując wypowiedziami,
                        oszukując, że czegoś nie napisała, kiedy dla wszystkich jest jasne, jaka była
                        intencja wypowiedzi - po prostu zachowując się bardzo nieelegancko. Mnie przez
                        to puściły nerwy, czego żałuję i postaram się na to więcej nie pozwolić.
                        Niemniej mówienie, że sprowadzam Bonitę do parteru dlatego, że ośmiela się mieć
                        ideały, to totalne nieporozumienie.
                        • kici10 Re: do moderatorów 02.11.08, 18:58
                          Każdy tutaj prezentuje tylko własną prawdę. Każda opinia jest więc
                          subiektywna, przesiana przez sito własnych doświadczeń, wyobrażeń. I
                          chyba tylko od temperamentu zależy jak ją przedstawia, jako prawdę
                          objawioną, czy pełną wątpliwości.
                          Bonita takie ma doświadczenia i takie wysnuła z nich wnioski. Czy
                          słuszne, czas pokaże. Ale ma do tego święte prawo.
                          Razi mnie natomiast atak na nią, dlatego, że ma odmienne zdanie niż
                          większość. Każdy do swoich wniosków dochodzi sam i tylko sam może je
                          zmienić. W sumie to smutne, że idealistyczne poglądy Bonity wywołały
                          taki szturm na nią. Bliżej mi do jej poglądów, niż do większości tu
                          opisywanych, choćby tylko z tego powodu, że lubię czuć się
                          komfortowo we własnej skórze. Mam nadzieję Eeela, że nie będziesz
                          dołować Bonity, z której widać, że wyrosną porządne ludzie.
                          • eeela Re: do moderatorów 02.11.08, 19:05
                            Moim zdaniem ataki innych również nie wypływały bezpośrednio z odmienności
                            poglądów Bonity, ale ze sposobu ich przedstawiania i z maniery dyskutowania.
                            Moim zdaniem zresztą deklaracje tu się rozmijają z praktyką - osoba, która tak
                            zażarcie walczy o uczciwość w związkach, sama uczciwej postawy jako dyskutantka
                            nie zabiera. Mam o wiele więcej ufności w to, że taka Glam, która stara się w
                            dyskusji być fair i uczciwa wobec rozmówców, jest o wiele porządniejszym
                            człowiekiem w życiu i związku niż kiedykolwiek może być Bonita, wbrew głoszonym
                            ideałom.
                            • kawitator Re: do moderatorów 02.11.08, 19:17
                              Sam miałem spięcia z Bonitą i poddawałem w wątpliwość jej sposób prowadzenia dyskusji ale kładłem to na karb młodści i zapczywości co nie sprzyja dyscyplinie w myśleniu i wypowiedziach
                              a poza tym

                              Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

                              I tylko dlatego was czytam ;-PPPPPPPP
                              • mujer_bonita Re: do moderatorów 02.11.08, 20:40
                                kawitator napisał:
                                > Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchając też tego, co mówią
                                inni: nawet głu
                                > pcy i ignoranci, oni też mają swą opowieść.

                                Dzięki :) Taka prawda - co osoba to historia. Podobno człowiek uczy
                                się na własnych błędach a inteligentny człowiek również na błędach
                                innych. Ja czytając to forum staram się zrozumieć, co w każdej
                                historii poszło nie tak, gdzie popełniono błąd. Może uda się uniknąć
                                choć kilku z nich w przyszłości :)
                            • mujer_bonita Re: do moderatorów 02.11.08, 20:34
                              eeela napisała:
                              > Mam o wiele więcej ufności w to, że taka Glam, która stara się w
                              > dyskusji być fair i uczciwa wobec rozmówców, jest o wiele
                              porządniejszym
                              > człowiekiem w życiu i związku niż kiedykolwiek może być Bonita,
                              wbrew głoszonym
                              > ideałom.

                              Masz więcej ufności wobec Glam bo głosisz te same poglądy co ona.
                              Twoje stwierdzenie, że porządniejsza w związku jest osoba która
                              popiera zdradę oddaję pod ocenę innym dyskutantom.

                              Kolejny tym razem pod płaszczykiem 'odpowiedzi' na obronę mojej
                              osoby. Kolejny raz szafujesz określeniami 'wszyscy rozumieją, że
                              ona...' podczas gdy właśnie znalazły się osoby (kawitator, kici10)
                              które jakoś zrozumiały moje słowa. Może dlatego, że nie doszukiwały
                              się (tak jak Ty czy Glam) niczego poza słowamu, które napisałam. Nie
                              ma w nich 'intencji' czy 'tonu'. Jest treść. Nie szukaj więcej. Jak
                              widać da się :)
                              • eeela Re: do moderatorów 02.11.08, 20:56

                                > Masz więcej ufności wobec Glam bo głosisz te same poglądy co ona.
                                > Twoje stwierdzenie, że porządniejsza w związku jest osoba która
                                > popiera zdradę oddaję pod ocenę innym dyskutantom.

                                Twierdzę jedynie, że wolę oceniać ludzi po tym, jak postępują, niż po tym, co
                                deklarują.
                              • aandzia43 Re: do moderatorów 02.11.08, 22:31
                                > Masz więcej ufności wobec Glam bo głosisz te same poglądy co ona.
                                > Twoje stwierdzenie, że porządniejsza w związku jest osoba która
                                > popiera zdradę oddaję pod ocenę innym dyskutantom.

                                Ten jeden raz odpowiem na twój post.
                                Ja również, tka jak Eeela, mam więcej ufności i szacunku do Glam, chociaż moje
                                poglądy na kwestie poruszane ostatnio mocno odbiegają od jej poglądów. Właściwie
                                często bliższe są twoim. Jako dyskutant Glam jest rewelacyjna: inteligentna,
                                taktowna, merytoryczna. Lubię ją czytać, obojętnie, czy się z nią zgadzam, czy
                                nie. I dyskutować z nią. A w życiu myślę, że też bym to zaufanie do niej miała.
                                Obojętnie, jakie ma poglądy na poszczególne sprawy, to NIE jest typ podpalający
                                stosy. I takich ludzi lubię.
                          • mujer_bonita Re: do moderatorów 02.11.08, 20:35
                            Dzięki kici :)

                            Jak widać da się zrozumieć to co piszę nie szukając w moich słowach
                            jakiś ukrytych słów, przekazów czy intencji :)
                            • niezapominajka333 No tak ... 02.11.08, 21:02
                              Nie podobają mi się te słowne przepychanki. Trochę żenujące.
                              Ale poczytałam i właściwie mam kilka pytań.

                              Avide
                              Podałeś przykład własnej rodziny.
                              Z twojego punktu widzenia lepiej by było, żeby ojciec miał kochankę
                              na boku, a nie odchodził.
                              Rozumiem, że tą kochankę miał od dawna. Po rozwodzie się z nią
                              związał, a powodem jej znalezienia był brak seksu?
                              Na podstawie własnych przeżyć uważasz, ze rozwód rodziców, w
                              sytuacji, gdy dzieci nie mają pojęcia o problemach rodziców jest
                              gorszym wyjściem i może nawet większym egoizmem ze strony rodzica,
                              niż tzw. bzykanie na boku.
                              Ktoś napisał, że życie to nie laboratorium i wybierając jedną opcję,
                              nie da sie sprawdzić drugiej.
                              I to prawda. Rozumiem, że przyjmujesz optymistyczne założenie typu
                              rodzice są razem, zdrada nie wychodzi na jaw, nikt o niczym nie wie,
                              siostra jest dorosła, tato może spokojnie odejść do wieloletniej
                              kochanki, która oczywiście grzecznie czeka i nie suszy mu broń Boże
                              głowy o to, że jest sama (albo w podobnym związku czeka, kiedy jej
                              dzieci się usamodzielnią) zostawiając twoją mamę która w tym
                              momencie nie przeżywa żadnej traumy i spokojnie żyje sobie dalej
                              zadowolona, że wypełniła swoją misję wychowania dzieci w
                              szczęśliwej, spokojnej rodzinie i do głowy jej nie przyjdzie, żeby
                              odczuwać jakąkolwiek frustrację albo mieć poczucie zmarnowanego
                              życia. Ewentualnie żyją sobie dalej a tato zdradza ją z kolejną
                              kochanką bo nie chce komplikacji w rodzinie. Albo libido mu spada i
                              nie potrzebuje seksu, a w kochance się odkochuje.
                              To jest wersja optymistyczna.
                              Mam nadzieję, że potrafisz sobie wyobrazić wersję z komplikacjami?

                              Z drugiej strony opisałeś sytuację swoich dziadków.
                              Różnica temperamentów, z tego powodu zdrady wybaczane przez babcię.
                              Napisałeś, że wychowali swoje dzieci tak, że nie odczuły konfliktów
                              w rodzinie.
                              Na żadnego nie miało to wpływu. Wszyscy założyli szczęśliwe, pełne
                              miłości rodziny, tylko twój ojciec się wyłamał.
                              Dziadkowie zaczęli swoje rozwodowe harce, jak napisałeś, koło
                              pięćdziesiątki. Rozumiem, że powodem była również różnica
                              temperamentów.
                              Kto zdecydował sie na rozwód?
                              Babcia miała dość zdrad, czy dziadek dość jej oziębłości?
                              Sądzę, że przy okazji sporo się żółci wylało.
                              To, co ty odbierasz tak lekko, dla twojego ojca pewnie miało spore
                              znaczenie.
                              Może sytuacja w domu jego rodziców miała spory wpływ na jego decyzję
                              o odejściu. Może właśnie on widział i wyciągał wnioski. Widział i
                              słyszał inaczej niż ty? I gdy stanął wobec perspektywy życia w
                              oszustwie przez tyle lat wybrał inaczej.
                              • niezapominajka333 Re: No tak ... 02.11.08, 21:09
                                Glam
                                napisałaś:
                                " ... W moim malżeństwie przeciez JEST chemia i
                                JEST seks : nie narzekam ani na czestotliwosc (srednio co 2 dni) ani
                                na brak pozadania czy olewanie ze strony meza. Absolutnie nie moge
                                wiec na dzien dzisiejszy powiedziec, ze w moim zwiazku seks
                                szwankuje a ja jestem z mezem POMIMO fatalnego pozycia.
                                Bo tak nie jest...."

                                W twoim małżeństwie jest chemia, ale z tego co pisujesz na forum
                                wynika, że znacznie obniżyłas poprzeczkę.
                                Narzekasz i na jakość i na ilość i opcja kochanek też już była
                                rozważana, mimo, że nie macie dzieci. Na razie się nie trafił, ale
                                moim zdaniem w waszym związku jest spora podatność na zdradę z
                                twojej strony.
                                Masz oczywiście nieporównanie więcej seksu niż Jagularka, Nawrócona
                                czy Sara, ale nie masz go tyle i takiej jakości, jak byś chciała.
                                A gdyby twój mąż drastycznie obniżył jedno i drugie, to prawdę
                                mówiąc nie jestem pewna, czy byś odeszła. Jeśli już, to wcześniej
                                byłaby opcja romans. Ale to moje zdanie.

                                I jeszcze jedno.
                                Napisałaś, że znasz kilka dobrych związków, które się rozleciały, bo
                                żonie coś nie pasiło.
                                "Znam kilka dzieciatych kobiet po rozwodzie, i do zadnej jakos
                                kandydaci do zycia w konkubinacie w kolejce sie nie ustawiaja. A one
                                nie dosc ze placza samotnie w poduszke, to jeszcze dzwigaja caly
                                ciezar nielatwej rodzinnej codziennosci"
                                To prawda. Nie jest łatwo. Ale może w związku płakały by bardziej?


                                • niezapominajka333 Re: No tak ... 02.11.08, 21:11
                                  Bonito.
                                  Rozumiem twoje podejście.
                                  Ale wynika ono z twoich przeżyć w dzieciństwie.
                                  Jak to już cytowałam, życie to nie laboratorium, nie da się
                                  przeprowadzić eksperymentu co by było gdyby...
                                  Przez jaka drogę przeszłaby twoja matka, gdyby odeszła.
                                  Na razie ma poczucie zmarnowanego życia i tego, ze nic dobrego jej
                                  już w życiu nie czeka. Być może nawet najgorszy scenariusz z opcji
                                  rozwodu byłby lepszy od tego, co jest teraz. Ale może niekoniecznie?
                                  Nie wiem, czy zauważyłaś, ale Nawrócona doszła do podobnych
                                  wniosków, jakie ty wyciągnęłaś ze swojego dzieciństwa, chociaż nie
                                  wiem, czy głównym problemem twoich rodziców też był brak seksu.
                                  Pozwolę sobie wkleić:
                                  "Na tym forum pojawiają się kobiety młode,z małymi dziećmi którym nie
                                  polecałabym pójścia w moje ślady.
                                  Bo to jednak zupełnie inna sytuacja. Dopóki moje dziecko nie stało
                                  się prawie
                                  dorosłe panicznie bałam się rozpadu rodziny - może niesłusznie.
                                  Z perspektywy lat mam wątpliwości, czy takie małżeństwo jak moje
                                  powinno trwać.
                                  Mimo, że z moim mężem łączyło mnie i nadal łączy duzo - podobne
                                  poglądy na
                                  większość życiowych problemów, podobne poczucie humoru, lata
                                  wspólnego
                                  dorabiania sie, wychowywania dziecka i wiele niezłych chwil.
                                  Wszystko z
                                  wyjątkiem jednego - jesteśmy zupełnie niedopasowani w łóżku.

                                  Gdybym wiedziała iles lat temu to co wiem teraz - że nie może
                                  istnieć związek
                                  bez seksu, bo wszystkie więzi też rozpadają sie powoli ale
                                  systematycznie - to
                                  bym się rozwiodła".

                                  Jako młoda kobieta z dzieckiem. Mając doświadczenie jakie wyniosła
                                  ze związku bez seksu. Mimo tego, co łączyło ją z mężem.
                                  Oczywiście należy mieć świadomość, że to tylko deklaracja, ale
                                  świadczy o tym, ze minusy życia w takim związku przeważają nad
                                  plusami, przynajmniej dla Nawróconej.
                                  Pytanie jak się ta sytuacja odbiła na jej córce?
                                  Nie widziała? Nie słyszała? Nie przełoży się to na jej życie?

                                  • mujer_bonita Re: No tak ... 02.11.08, 21:34
                                    niezapominajka333 napisała:
                                    > Jak to już cytowałam, życie to nie laboratorium, nie da się
                                    > przeprowadzić eksperymentu co by było gdyby...
                                    > Przez jaka drogę przeszłaby twoja matka, gdyby odeszła.
                                    > Na razie ma poczucie zmarnowanego życia i tego, ze nic dobrego jej
                                    > już w życiu nie czeka. Być może nawet najgorszy scenariusz z opcji
                                    > rozwodu byłby lepszy od tego, co jest teraz. Ale może
                                    niekoniecznie?

                                    Najgorszym przypadkiem w przypadku rozwodu dla niej byloby, że
                                    zostałaby do końca życia sama. Teraz jest sama (po części z wyboru)
                                    więc ma ten 'najgorszy' scenariusz. Dla niej rozwód byłby szansą na
                                    coś więcej. Niestety, nie skorystała :(
                                • glamourous Do Niezapominajki 02.11.08, 22:21
                                  Wywolana do tablicy odpowiadam ;-)

                                  niezapominajka333 napisała:

                                  > Narzekasz i na jakość i na ilość i opcja kochanek też już była
                                  > rozważana, mimo, że nie macie dzieci.


                                  Opcja kochanek byla rozwazana, mimo ze nie mamy dzieci, BO jest to na dzien
                                  dzisiejszy za dobry zwiazek zeby sie rozwodzic. Seksu tez nigdy nie mialam NA
                                  TYLE MALO zeby podjac decyzje o odejsciu. Z mojej strony wyglada to tak, ze
                                  odchodzi sie od zupelnie kiepskiego czy wrecz nieistniejacego fatalnego zycia
                                  seksualnego (dla mnie czestotliwosc raz na tydzien kwalifikowalaby sie juz do
                                  tego przedzialu) jednak w moim zwiazku ten krytyczny dla mnie pulap nigdy nie
                                  zostal osiagniety.


                                  > Masz oczywiście nieporównanie więcej seksu niż Jagularka, Nawrócona
                                  > czy Sara, ale nie masz go tyle i takiej jakości, jak byś chciała.


                                  Tak, owszem jeszcze jakies pare miesiecy temu narzekalam na ilosc, chociaz nigdy
                                  nie siegnela ona nawet pulapu forumowej sredniej - bo nasz seks nigdy nie byl
                                  rzadki, tylko moje potrzeby i wymagania duze :-) JEDNAK od momentu kiedy maz
                                  przestal sie onanizowac (lub baaaardzo powaznie to ograniczyl, nie wiem do konca
                                  ;-) pod tym wzgledem bardzo sie poprawilo. Teraz jest tak, ze to ja czasem
                                  mezowi (szczerze, nie strategicznie) odmawiam. Nie wiem czy to dlatego, ze
                                  libido mi troche spadlo, czy dlatego, ze nie musze juz gonic kroliczka ktory
                                  przestal uciekac i sam zabiega o seks. Byc moze i jedno i drugie. Swiadomosc
                                  obfitosci troche przytepia nam apetyt - to znane psychologiczne zjawisko.

                                  Widzisz, zycie charakteryzuje ciagla ewolucja, wiec nie mozna zalozyc ze to co
                                  pisalam dwa lata temu czy rok to jakis constans,a skoro wtedy sie skarzylam to
                                  znaczy ze nadal musi byc tak samo zle. Jesli przesledzic moje posty, to od
                                  jakiegos czasu na ilosc juz nie narzekam. No moze jakosc moglaby byc lepsza - a
                                  konkretnie moze nie tyle nawet jakos samego seksu - ile KLIMAT, tworzenie
                                  erotycznego napiecia na codzien, czego moj maz nie bardzo potrafi robic.

                                  Ja po prostu w pewnym momencie zrozumialam, ze nie mozna byc az taka
                                  niemilosierna zwiazkowa perfekcjonistka. Mam w domu faceta obdarzonego naprawde
                                  slusznym temperamentem (po 6 latach zwiazku taka czestotliwosc jak nasza jest
                                  naprawde OK) czuje jego pozadanie, zainteresowanie, milosc, wsparcie... A ze sa
                                  jakies jakosciowo-klimatyczne niedociagniecia, to coz - NIE MOZNA PRZECIEZ W
                                  ZYCIU MIEC PELNEJ NIRWANY.


                                  > A gdyby twój mąż drastycznie obniżył jedno i drugie, to prawdę
                                  > mówiąc nie jestem pewna, czy byś odeszła. Jeśli już, to wcześniej
                                  > byłaby opcja romans. Ale to moje zdanie.


                                  Tak, istotnie - gdyby drastycznie obnizyl i czestotliwosc i jakosc - odeszlabym.
                                  Na sto procent. Dopoki nie mam z nim dzieci. Ggdyby te wspolne dzieci juz byly a
                                  on okazalby sie swietnym ojcem i nadal tak pozaseksualnie dobrym mezem jak jest
                                  teraz - sto razy zastanowilabym sie nad rozstaniem i RACZEJ (nie jestem az taka
                                  arogantka zeby pisac "NA PEWNO") wybralabym opcje kochanka.


                                  > > "Znam kilka dzieciatych kobiet po rozwodzie" To prawda. Nie jest > łatwo.
                                  Ale może w związku płakały by bardziej?


                                  Dwie z nich do dzis zaluja rozwodu (z ich winy : byly zbyt wymagajace - takie
                                  wspolczesne Emmy Bovary ;- )szamoczac sie miedzy praca, samotnym wychowaniem
                                  dzieci, a dorywczymi facetami z ktorych zaden jakos nie jest skory zeby ulozyc
                                  sobie z nimi zycie na stale, bo cudze dzieci itp, itd... Ciezko wyczuc jak
                                  byloby z mezem, wiem tylko ze zostawily bardzo sensownych chlopow z powodu
                                  wlasnych, zbyt wysrubowanych idealow i nigdy nie znalazly godnego zastepcy...
                      • aandzia43 Re: do moderatorów 02.11.08, 21:59
                        kici10 napisała:

                        > A ja wnoszę o nie usuwanie takich wątków.

                        Chyba czegoś nie doczytałaś. Ja nie mam nic przeciwko wątkowi. Wątek jest spoko.
                        • niezapominajka333 Re: do moderatorów 03.11.08, 04:54
                          Bonito
                          Obawiam się, że opcja "byłaby sama" nie jest najgorszym wypadkiem.
                          Nie zawsze trafia się szczęśliwa miłość, albo przynajmniej spokojne
                          życie.
                          Równie dobrze mogłaby mieć na koncie kilka związków, trafić na
                          oszustów, damskich bokserów czy "miłośników dzieci", dla których
                          najwiekszym atutem twojej matki byłby fakt, że ma małą córeczkę.
                          Mogłaby po każdym związku zostać z kolejnym dzieckiem i tak dorobić
                          się wymarzonej trójki, tylko bez udziału tatusiów w wychowaniu.

                          Powiesz, że to czarny scenariusz. Zbyt czarny, zeby mógł się
                          zdarzyć. Czemu miałoby być właśnie tak?
                          A czemu nie?
                          Równie dobrze życie po rozwodzie mogło jej przynieść o wiele więcej
                          gorzkich rozczarowań, o których nawet teraz nie myśli, bo widzi
                          tylko traumę i bezsens małżeństwa dla dobra dziecka.

                          Widzisz Bonito nie ma możliwości sprawdzenia, jakby jej się życie
                          ułożyło.
                          Może powinna dziękować losowi, że nie poszła tą drogą?
                          Tego się nie dowie.
                          Ale warto mieć świadomość, że ta druga droga mogłaby prowadzić przez
                          piekło dla ciebie i dla niej.
                          • niezapominajka333 Re: do moderatorów 03.11.08, 05:27
                            Glam
                            Cieszę się bardzo, że w sprawach seksu się u ciebie poprawiło.
                            A tak ogólnie to w życiu często stosujemy zasadę mniejszego zła.
                            Wybieramy wygodę. Unikamy przykrości.
                            Po co robić w życiu rewolucję, skoro wystarczy prosty zabieg.
                            Łagodzimy objawy, jeśli nie warto ryzykować operacji.
                            Tabletka przeciwbólowa, zamiast leczenia.
                            Na drastyczne zmiany decydujemy się albo przyparci do muru, albo pod
                            wpływem nagłego impulsu.
                            Albo wtedy, gdy ryzyko porażki jest bardzo małe.

                            Jak życie pokazuje, można znieść bardzo wiele, bojąc się zmian.
                            Nawet zdrady czy znęcanie się partnera. Dla każdego gdzie indziej
                            przebiega granica tego, co jeszcze można zaakceptować, a czego już
                            nie.

                            A pozostając w temacie braku seksu...
                            Przypominają mi się historie z tego forum.
                            Mreck -Opcja "kochanka"
                            Kraszan - opcja trzaśnięcie drzwiami i rozwód
                            Kampai -opcja leczenie przeciwdepresyjne i spadek libido
                            Niestety już nie pisuja na forum, ale można sięgnąć do archiwum.
                            • glamourous Re: do moderatorów 03.11.08, 11:22

                              niezapominajka333 napisała:

                              > Przypominają mi się historie z tego forum.
                              > Mreck -Opcja "kochanka"
                              > Kraszan - opcja trzaśnięcie drzwiami i rozwód
                              > Kampai -opcja leczenie przeciwdepresyjne i spadek libido
                              > Niestety już nie pisuja na forum, ale można sięgnąć do archiwum.


                              I jeszcze byl Abdulian, ktory wybral rozstanie - ucieczke od
                              zwiazkowego bezseksia i bardzo sobie to chwalil... No, ale to byl
                              mlody facet, jeszcze bezżenny i bezdzietny ;-)

                              A historia Mrecka byla bardzo pouczajaca. Facet mial kochanke, potem
                              odszedl dla niej od zony, kochanka zaszla w ciaze, urodzila... A
                              Mreck po jakims czasie zorientowal sie, ze jego nowe zycie
                              przypomina ta stara wersje - kobieta znow niekoniecznie chetna do
                              seksu w dzien i w nocy, musowa abstynencja itp. Taka ironia losu.

                              I widzisz, Niezapominajko, takiej wlasnie ironii losu obawiam sie
                              rowniez w moim przypadku. Stosunkowo latwo byloby mi teraz, kiedy
                              nie mamy jeszcze potomstwa, trzasnac drzwiami "sorry, nie pasi mi,
                              wsadz sobie mezu w tylek ten swoj seks raz na 2 dni, bo ja
                              potrzebuje czegos bardziej spektakularnego" ;-) I zostawic moj
                              cieply, przyjacielski zwiazek, dobrego, wiernego faceta z ktorym
                              fajnie mi sie zyje i na ktorego moge liczyc. Z ktorym wiele razem
                              przeszlismy i ktorego po prostu kocham. Odejsc, a potem trafic na
                              faceta, ktory na poczatku da mi moje upragnione erotyczne
                              fajerwerki, ale potem hormony znow opadna i okaze sie ze moj nowy
                              ogier tak wlasciwie to potrzebuje raz na tydzien ;-/ I do tego
                              jeszcze mnie zdradza...

                              Juz dawno zauwazylam, ze w zyciu czesto lepsze jest wrogiem dobrego,
                              a zbytni idealizm i kompletne zatracenie sie w dazeniu do perfekcji
                              obraca sie z reguly przeciwko nam.
                              • kici10 Re: do moderatorów 03.11.08, 15:40
                                A historia Mrecka byla bardzo pouczajaca. Facet mial kochanke,
                                potem
                                > odszedl dla niej od zony, kochanka zaszla w ciaze, urodzila... A
                                > Mreck po jakims czasie zorientowal sie, ze jego nowe zycie
                                > przypomina ta stara wersje - kobieta znow niekoniecznie chetna do
                                > seksu w dzien i w nocy, musowa abstynencja itp. Taka ironia losu.

                                Czyżby coś mi umknęło? Nic nie wiem o dziecku i powtórnej
                                abstynencji. Zostałam na etapie, że zaczął mu dokuczać nadmiar seksu
                                i brak rozmów z kochanką.

                                Juz dawno zauwazylam, ze w zyciu czesto lepsze jest wrogiem dobrego,
                                > a zbytni idealizm i kompletne zatracenie sie w dazeniu do
                                perfekcji
                                > obraca sie z reguly przeciwko nam.
                                Czyli, krótko mówiąc - "uważaj o czm marzysz, bo może się
                                spełnić"))))
                                • glamourous Re: do moderatorów 03.11.08, 16:13

                                  kici10 napisała:


                                  > Czyżby coś mi umknęło?

                                  Hmmmm, nie pamietam juz, cos mi sie majaczy ze byla chyba ciaza
                                  ktora spadla na niego troche niespodziewanie, ale glowy sobie nie
                                  dam uciac, moze to tylko byly jakies plotki. Jesli cos
                                  przeinaczylam, to sorry.
                                  M. pisal, wydaje mi sie, swojego czasu pod innym nickiem i wynikalo
                                  z tego ze nowa kobieta tez fundowala mu jezeli nie abstynencje (moze
                                  to za duze slowo), to przynajmniej jakies przestoje w seksualnym
                                  pozyciu...

                                  > Czyli, krótko mówiąc - "uważaj o czm marzysz, bo może się
                                  > spełnić"))))

                                  Ja bym to raczej ujela "z deszczu pod rynne" lub "zamienil stryjek
                                  siekierke na kijek" :-) Na ogol jakos jest tak, ze kiedy chcemy
                                  sobie poprawic cos wzglednie dobrego, to niechcacy sprawiamy, ze nam
                                  sie pogarsza... Przyslowie "lepsze jest wrogiem dobrego" istnieje
                                  chyba we wszystkich jezykach ;-) Jednoczenie zadziwiajace jest to,
                                  ze poprawianie w zyciu rzeczy ewidentnie zlych przewaznie wychodzi
                                  nam na dobre. Taka jakas dziwna prawidlowosc...
                                  • bi_chetny Re: do moderatorów 03.11.08, 16:23
                                    jest jeszcze jedna ważna rzecz - często w taki sam sposób budujemy nowy związek,
                                    jak budowaliśmy poprzedni. I wpadamy w te same pułapki, bo mamy uwarunkowania,
                                    które nas kształtują. Żeby nowy związek był lepszy, musimy zdawać sobie sprawę z
                                    tych uwarunkowań i próbować panować nad nimi.
                                    • kici10 Re: do moderatorów 03.11.08, 21:35
                                      Z tego co piszesz wynika, że sami jesteśmy po części odpowiedzialni
                                      za to, co złego nas spotyka w związku. Taki, a nie inny sposób
                                      zachowania, który wyzwala takie, a nie inne reakcje.
                                      I z drugiej strony, czy do następnego związku nie szuka się
                                      podświadomie partnera, w jakiś sposób przypominającego poprzedniego?
              • bi_chetny Re: PS. 03.11.08, 10:09
                mujer_bonita napisała:
                > A regłuą jest to, że w miarę zdobywania doświadczeń odrzucamy to, co
                > nie zdaje egazminu. Ja odrzucam względność moralną i naginanie zasad.
                >

                mujer, to tylko oznacza, że jeszcze nie dotarłaś do momentu kiedy weryfikujemy
                swoje wartości. naprawdę :)
                • eeela Re: PS. 03.11.08, 12:24
                  Ale w to się nie wierzy, dopóki się nie przeszło własnych kopniaków i własnych
                  błędów. Dopóki nie ma się za sobą tego pierwszego razu w swoim dorosłym życiu,
                  kiedy wszystko się sypie i życie rozpada, człowiek żyje złudzeniami wyniesionymi
                  z dzieciństwa, wierząc, że jest taki a taki, i że w tej i tamtej sytuacji
                  zrobiłby to i to. A potem, kiedy po raz pierwszy w dorosłym życiu sufit wali się
                  i pali, nagle wiele rzeczy okazuje się być zupełnie innymi, niż uprzednio
                  wierzyliśmy, a my stajemy się o wiele ostrożniejsi w naszych ocenach dotyczących
                  świata, ludzi i siebie samych.
                  • bi_chetny Re: PS. 03.11.08, 13:50
                    moja żona na przykład uważała, że zdrady i romanse to są tylko w filmach. w
                    dodatku była przekonana, że jakbym ją zdradził, to wywaliłaby mnie z domu. ot,
                    takie przekonania.
                  • mujer_bonita Re: PS. 03.11.08, 18:32
                    eeela napisała:
                    > Ale w to się nie wierzy, dopóki się nie przeszło własnych
                    kopniaków i własnych
                    > błędów.

                    Własnych owszem. Inteligentny człowiek uczy się róznież na błędach
                    innych.

                    Uparcie twierdzisz, że takie jak moje poglądy biorą się z
                    niedoświadczenia i złudzeń. Tak ciężko jest zrozumieć, że można
                    nauczyć się przez doświadczenie zwiąku obserwowanego przez 20 lat?
                    • eeela Re: PS. 03.11.08, 18:57
                      Ja nie mówię, że twoje poglądy biorą się z braku wiedzy i doświadczenia. Mówię,
                      że twoja wiara w swoją niezłomność i niezawodnośc obranych przez siebie zasad
                      wynika z braku wiedzy i doświadczenia. A to:


                      > Własnych owszem. Inteligentny człowiek uczy się róznież na błędach
                      > innych.

                      Sama pamiętam, jak mówiłam, zaledwie jakieś pięć lat temu :-) Niestety, nie jest
                      to prawda. A w każdym razie nie do końca. Można się w ten sposób nauczyć i
                      zrozumiec rzeczy proste (np. nie należy wiązać się z alkoholikiem albo damskim
                      bokserem, nie należy zapominać o antykoncepcji, nie należy siadać na gorącym
                      piecu, nie należy wsadzać palców do kontaktu). Kiedy sytuacje życiowe się
                      komplikują, owa rzekomo pozyskana na otaczających nas przykładach wiedza okazuje
                      się całkowicie nieprzydatna - przede wszystkim dlatego, że wszystkie sytuacje
                      wyglądają inaczej z zewnątrz niż od wewnątrz, i nasza dotychczasowa wiedza
                      okazuje się niewystarczająca. I właśnie dlatego

                      Tak ciężko jest zrozumieć, że można
                      > nauczyć się przez doświadczenie zwiąku obserwowanego przez 20 lat?

                      nie, nie można.
                      • mujer_bonita Re: PS. 03.11.08, 19:21
                        eeela napisała:
                        > nie, nie można.

                        Można :) W prosty sposób. Widząc skutki takich a nie innych wyborów.
                        Zwykle wybory, które przed nami stoją są trudne bo nie znamy
                        skutków. Ja znam skutki trwania w nieudanym związku.

                        Zadam to samo pytanie co bi. Czy naprawdę prawdziwie wierzysz w to,
                        że stająć przed takim wyborem jak moja matka 'zweryfikowałabym'
                        swoje poglądy i wybała tak jak ona wiedząc jak to się skończyło?

                        Ja wiem, że nie. Już parę razy stałam przed wyborem (oczywiście
                        znacznie mniejszego kalibru). Czy być z tym facetem, docierać się,
                        dostosowywać? Odpowiedź za każdym razem brzmiała NIE. Dlaczego? Bo z
                        doświadczenia dzieciństwa wiem co to są 'różnice nie do pogodzenia'
                        i wiem, że zaczynanie związku z takigo poziomu jest błędem.

                        Co ciekawe w zeszłym roku przed decyzją o rozwodzie staneła moja
                        kuzynka. I wiesz co? Ona też obserwując moją matkę i mnie
                        stwierdziła, że nie popełni tego błędu. Odeszła mimo dwójki dzieci.

                        Tak więc można się uczyć na błedach innych ludzi.
                        • eeela Re: PS. 03.11.08, 21:49
                          > Zadam to samo pytanie co bi. Czy naprawdę prawdziwie wierzysz w to,
                          > że stająć przed takim wyborem jak moja matka 'zweryfikowałabym'
                          > swoje poglądy i wybała tak jak ona wiedząc jak to się skończyło?
                          >
                          > Ja wiem, że nie. Już parę razy stałam przed wyborem (oczywiście
                          > znacznie mniejszego kalibru).

                          Naprawdę wierzę, że nigdy nie staniesz przed identycznym wyborem, jak twoja
                          matka. Naprawdę wierzę, że nie masz tak naprawdę pojęcia, przed jakimi wyborami
                          ona się czuła postawiona. Ja jestem dla swojej matki najbliższą przyjaciółką,
                          której ona od lat mówi więcej niż komukolwiek innemu na świecie, a mimo to nie
                          odważyłabym się twierdzić, że wiem dokładnie, przed jakimi wyborami czuła się
                          postawiona i co czuła, będąc przed nimi postawiona. Uważać, że zna się kogoś do
                          tego stopnia, jest zaślepioną pychą - tyle że trzeba czasu, żeby się o tym
                          przekonać - i właśnie brak tej świadomości uważam, że świadczy o twojej
                          niedojrzałości.

                          Naprawdę wierzę, że nigdy nie staniesz przed identycznym wyborem, jak twoja
                          matka z tego względu, że od środka każda sytuacja wygląda na inną niż wszystkie,
                          chociażby z zewnątrz wydawała się jak najbardziej powszechną klasyką. Dlatego
                          właśnie często bywa tak, że ludzie z zewnątrz widzą dla sytuacji proste, wręcz
                          oczywiste rozwiązania, które dla osoby wewnątrz są skomplikowane i wcale nie
                          takie oczywiste. Możesz być postawiona przez życie w sytuacji z zewnątrz bardzo
                          podobnej do tej, w której się znajdowała twoja mama, ale tobie od wewnątrz
                          będzie się wydawało, że jest zupełnie inna, a twoje decyzje będą powodowane
                          szeregiem złudzeń, które się budzą, gdy się kogo kocha, niezależnie od "nabytej"
                          na cudzych przykładach mądrości.

                          Taka jest ludzka natura, że nawet najinteligentniejsi muszą się własnoręcznie
                          poparzyć. Widzę to po swojej o dziesięć lat młodszej siostrze, która jest
                          niesamowicie bystrym stworzonkiem, ale z chłopcami musi koniecznie popełnić
                          własne błędy i ani jej obserwacje, ani innych rady nie ratują jej przed
                          popełnianiem ich.
                          • mujer_bonita Re: PS. 04.11.08, 20:22
                            Dziękuję za kolejny atak na moją osobę. Jak widzę zawieszenie broni
                            odwołane.

                            > Naprawdę wierzę, że nigdy nie staniesz przed identycznym wyborem,
                            jak twoja
                            > matka z tego względu, że od środka każda sytuacja wygląda na inną
                            niż wszystkie

                            Inteligentni ludzie wiedzą również co to ANALOGIA. Nie ma dwóch
                            identycznych sytuacji ale są analogiczne. Może Ty nie potrafisz
                            wnioskować przez analogię - ja tak. Staram się zrozumieć historie
                            różnych ludzi, konsekwencje ich wyborów. Dlatego między innymi
                            czytam to forum - żeby na doświdczeniu innych postarać się uniknąć
                            błędów, które oni popełnili. Wyciągnąć wnioski. Nie musisz dotykać
                            wszystkich gorących rzeczy, żeby wiedzieć, że się sparzysz. Nie
                            trzeba zjeść wszystkich ciastek, żeby wiedzieć że są słodkie. Jasne -
                            własne doświadczenia są najlepsze ale nie da się przeżyć
                            wszystkiego.

                            A umiejętność czerpania z wiedzy i doświadczenia innych osób jest
                            właśnie oznaką dojrzałości.

                            > Taka jest ludzka natura, że nawet najinteligentniejsi muszą się
                            własnoręcznie
                            > poparzyć. Widzę to po swojej o dziesięć lat młodszej siostrze,
                            która jest
                            > niesamowicie bystrym stworzonkiem, ale z chłopcami musi koniecznie
                            popełnić
                            > własne błędy i ani jej obserwacje, ani innych rady nie ratują jej
                            przed
                            > popełnianiem ich.

                            Żeby uczyć się na cudzych doświadczeniach i błędach trzeba CHCIEĆ.
                            Widocznie Twoja siostra nie chce. Chce przeżyć zycie po swojemu i
                            nie słuchać rad innych - bycie 'bystrym' nie ma tu nic do rzeczy.
                            Jej życie - jej sprawa. Wiele młodych osób tak ma. Ja nie.
                            • eeela Re: PS. 04.11.08, 22:35

                              > Dziękuję za kolejny atak na moją osobę. Jak widzę zawieszenie broni
                              > odwołane.


                              Nie wiem, gdzie zobaczyłaś atak na swoją osobę. Ja nie napisałam, że lepiej
                              byłoby, abyś oszczędzała klawiaturę. Ja nie napisałam, że wszystko, co piszesz,
                              to jest bla bla bla. Ja w sposób kulturalny choć bezpośredni zakomunikowałam ci
                              swoje stanowisko. Nie usiłuj, proszę, zwalać winy na mnie za złamanie
                              zawieszenia broni, bo to nie ja jestem tą, która od początku forsuje element
                              agresji w naszych dyskusjach.

                              > Inteligentni ludzie wiedzą również co to ANALOGIA. Nie ma dwóch
                              > identycznych sytuacji ale są analogiczne. Może Ty nie potrafisz
                              > wnioskować przez analogię - ja tak.

                              Ależ oczywiście, że potrafisz. Teoretycznie. Czeka cię jeszcze sprawdzenie tego
                              wszystkiego w praktyce.

                              Jedyne, co twierdzę, to to, że dopóki człowiek się nie sprawdzi w praktyce, nie
                              jest w stanie na pewno określić, jak jego zachowanie w sytuacji praktycznej
                              będzie wyglądać. Życie przynosi mnóstwo niespodzianek, a największe z nich
                              pochodzą od nas samych.
                              • mujer_bonita Re: PS. 04.11.08, 22:50
                                eeela napisała:
                                > Nie wiem, gdzie zobaczyłaś atak na swoją osobę. Ja nie napisałam,
                                że lepiej
                                > byłoby, abyś oszczędzała klawiaturę. Ja nie napisałam, że
                                wszystko, co piszesz,
                                > to jest bla bla bla.

                                Napisałam tak, kiedy po raz kolejny odpowiadałaś na mój post nie
                                przeczytawszy go chyba po to tylko, żeby poprowadzić swój monolog.

                                Używasz pod moim adresem wielu negatywnych słów. Oczywiście DLA
                                CIEBIE to jest 'kulturalne'. Dla mnie nie. Z Twoich wypowiedzi
                                wynika, że jesteśmy w tym samym wieku i mamy podobny poziom
                                doświadczeń, jednak z uporem maniaka kreujesz się na 'znawczynię
                                wszystkiego'. Może wywyższanie się sprawia Ci przyjemność? Nie znam
                                Cię, nie będę wnikać. To tylko wniosek z czytania Twoich postów.
                                • eeela Re: PS. 04.11.08, 23:03

                                  > Napisałam tak, kiedy po raz kolejny odpowiadałaś na mój post nie
                                  > przeczytawszy go chyba po to tylko, żeby poprowadzić swój monolog.

                                  Mam zwyczaj cytować dokładne fragmenty wypowiedzi swoich rozmówców, do których
                                  się odnoszę. Jeśli nie rozumiesz związku między swoją wypowiedzią a moim
                                  responsem, powiedz mi to, a nie próbuj mnie obrazić.

                                  Z Twoich wypowiedzi
                                  > wynika, że jesteśmy w tym samym wieku i mamy podobny poziom
                                  > doświadczeń, jednak z uporem maniaka kreujesz się na 'znawczynię
                                  > wszystkiego'. Może wywyższanie się sprawia Ci przyjemność?

                                  Nie. Przyjemność mi sprawia posiadanie i nabywanie wiedzy. Z tego powodu zapewne
                                  lubię się nią od czasu do czasu popisywać. Z twoich zaś wypowiedzi NIE wynika,
                                  że mamy podobny poziom doświadczeń.
                                  • mujer_bonita Re: PS. 04.11.08, 23:12
                                    eeela napisała:
                                    > Nie. Przyjemność mi sprawia posiadanie i nabywanie wiedzy. Z tego
                                    powodu zapewne
                                    > lubię się nią od czasu do czasu popisywać. Z twoich zaś wypowiedzi
                                    NIE wynika,
                                    > że mamy podobny poziom doświadczeń.

                                    Znacznie więcej mówisz o swoich doświadczeniach, niż ja. Blog też
                                    dużo daje. Może dlatego mam przewagę wiedz w czym jesteśmy podobne a
                                    w czym nie. Zdziwiłabyś się.

                                    Natomiast co do wynikania z moich wypowiedzi - już nie raz
                                    wywnioskowałaś z moich wypowiedzi coś czego tam nie było. Mamy też
                                    bardzo różne definicje. Z Twoich wypowiedzi zgaduję, że dla Ciebie
                                    doświadczenie to coś w rodzaju 'otwartności/elastyczności'. Dla mnie
                                    to tylko bycie życiowym kameleonem. Ale to już temat na zupełnie
                                    inną dyskusję :)
                                    • eeela Re: PS. 05.11.08, 13:26
                                      Otwartosc i elastycznosc absolutnie nie rownaja sie byciu zyciowym
                                      kameleonem. Ale to, masz racje, temat na calkowicie inna dyskusje.
                • mujer_bonita Re: PS. 03.11.08, 18:27
                  bi_chetny napisał:
                  > mujer, to tylko oznacza, że jeszcze nie dotarłaś do momentu kiedy
                  weryfikujemy
                  > swoje wartości. naprawdę :)

                  Nie do końca. Ponoć inteligentny człowiek uczy się rónież na błędach
                  innych. Czy naprwawdę myślisz, że jeżeli życie postawi mnie w
                  sytuacji mojej matki to 'zweryfikuję' swoje poglądy i postąpię tak
                  jak ona wiedząc jak to się skończyło?
                  • glamourous Re: PS. 03.11.08, 20:29
                    mujer_bonita napisała:

                    Czy naprwawdę myślisz, że jeżeli życie postawi mnie w
                    > sytuacji mojej matki to 'zweryfikuję' swoje poglądy i postąpię tak
                    > jak ona wiedząc jak to się skończyło?


                    Szkopul w tym, ze zycie nie postawi Cie dokladnie w sytuacji Twojej matki, z
                    tego prostego przykladu, ze nie ma dwoch identycznych scenariuszy. Kazdy zwiazek
                    jest inny, a haslo "niedopasowanie w zwiazku" moze miec wiele twarzy i wiele
                    niuansow. Latwo jest podjac decyzje o rozstaniu, kiedy niedopasowanie jest
                    ewidentne, jednoznaczne i tego ciezszego kalibru - tak byc moze bylo w przypadku
                    Twojej mamy. To samo dotyczy problemow z seksem. Jednak
                    czesto wchodza w gre subtelne odcienie szarosci o ktorych wytrwale tutaj
                    klarujemy. I wtedy trudno nam przylozyc znana z obserwacji oraz doswiadczen
                    innych ludzi miarke. Nie mozemy wtedy powiedziec ze "nauczylismy sie na czyichs
                    bledach", bo i sytuacja nie jest ta sama, a bledy pewnie tez inne.

                    Ciezko jest sobie wszystko przewidziec i zawczasu wykalkulowac, zwlaszcza gdy ma
                    sie niewiele ponad 20 lat. Tak czy owak zazwyczaj okazuje sie, ze jedna z
                    pierwszych lekcji do nauczenia sie w doroslym zyciu jest "nie zarzekaj sie i
                    nigdy nie mow nigdy".
                    • glamourous errata 03.11.08, 20:30
                      Mialo byc "z tego prostego powodu", oczywiscie.
                  • bi_chetny Re: PS. 04.11.08, 08:51
                    nawet nie wiesz w jakiej sytuacji życie cię postawi. na pewno nie będziesz
                    chciała popełnić błędu matki, więc popełnisz diametralnie inny :)
                    • mujer_bonita Re: PS. 04.11.08, 20:23
                      bi_chetny napisał:
                      > nawet nie wiesz w jakiej sytuacji życie cię postawi. na pewno nie
                      będziesz
                      > chciała popełnić błędu matki, więc popełnisz diametralnie inny :)

                      Jasne - popełnię swoje własne :D
                      • kici10 Re: PS. 04.11.08, 21:45
                        Rzeczywiście Bonita, ciężko z Tobą dyskutować. I nawet nie dlatego,
                        że prezentujesz arogancję przynależną bardzo młodym ludzim, tylko
                        dlatego, że wymagasz od innych stosowania się do paktu o nieagresji,
                        sama się do niego nie stosując.
                        • mujer_bonita Re: PS. 04.11.08, 22:21
                          kici10 napisała:
                          > Rzeczywiście Bonita, ciężko z Tobą dyskutować. I nawet nie
                          dlatego,
                          > że prezentujesz arogancję przynależną bardzo młodym ludzim, tylko
                          > dlatego, że wymagasz od innych stosowania się do paktu o
                          nieagresji,
                          > sama się do niego nie stosując.

                          W czym konkretnie widzisz moją 'agresję'?
                          • zielonymotylek czytam Was 04.11.08, 22:45
                            Czytam Was i nie wiem śmiać się czy płakać.
                            Żonglujecie słowami w temacie, który 90% w Was nie ma pojęcia.
                            Ma prawo mieć kochanka/ nie ma prawa mieć. To moralne, a to nie moralne.
                            Powinni jak rycerze i szlachetne damy unieść wysoko głowę przy pisaniu papierów
                            rozwodowych, albo zapomnieć o seksie jako akt miłości dla drugiej osoby, która
                            stwierdziła, że ma taki kaprys i już.
                            A ile z Was doświadczyło nocy spędzonych odrzuconych i wyśmianych?
                            Nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić tego, a co dopiero doświadczyć.
                            No ale niestety głodny nigdy nie zrozumie sytego.
    • wulewu Re: Kochanek? 04.11.08, 23:39
      myślę, że to co najbardziej irytujące u Bonity to paradoks
      polegający na stwierdzeniu, że można uczyć się na błędach innych (a
      nie tylko swoich) i jednoczesna niechęć brania pod uwagę
      doświadczenia innych forumowiczów (wyrażanego jedynie werbalnie - to
      fakt).
      eeela - nie zgodzę się z Tobą, że człowiek z wiekiem staje się mniej
      radykalny. Jest w tym oczywiście sporo prawdy ale... przykład
      staruszków wołających o karę śmierci dla bandytów? myślisz, że
      zawsze mieli takie poglądy?
      • mujer_bonita Re: Kochanek? 04.11.08, 23:55
        wulewu napisał:
        > myślę, że to co najbardziej irytujące u Bonity to paradoks
        > polegający na stwierdzeniu, że można uczyć się na błędach innych
        (a
        > nie tylko swoich) i jednoczesna niechęć brania pod uwagę
        > doświadczenia innych forumowiczów (wyrażanego jedynie werbalnie -
        to
        > fakt).

        Ależ jak najbardziej biorę pod uwagę. Już kilka razy na tym forum
        mówiłam, że IMO celem dyskusji jest rozważenie kwestii z RÓŻNYCH
        stron.

        Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia gdzie został popełniony
        ten 'błąd', którego można spróbować w swoim życiu uniknąć :)
        • nawrocona5 Re: Kochanek? 05.11.08, 08:52
          Nie jestem pewna bonito, czy uczenie się na błędach innych polega dokładnie na
          tym, co ty prezentujesz w tej (i każdej innej) dyskusji.
          Odwołujesz się właściwie wyłącznie do przykładu z twojego domu rodzinnego i
          traktujesz to jako regułę nie do obalenia.
          Twój tok myślenia jest następujący: skoro decyzja twojej mamy okazała się po
          latach złą, to znaczy, że decyzja przeciwna byłaby dobra. I na tej podstawie
          zbudowany jest twoj światopogląd w sprawach, o których dyskutuje się na forum.
          W ogóle nie bierzesz pod uwagę, że różni ludzie mogą te same problemy przeżywać
          odmiennie, że skutki psychiczne tych samych zdarzeń bywają zupełnie różne u
          każdego człowieka.

          To jest tak, jak w dyskusji o aborcji: fanatyczni przeciwnicy twierdzą, że każda
          kobieta będzie do końca zycia miała traumę i wyrzuty sumienia. A prawda jest
          taka, że jedne mają, inne wcale.
          A więc istnieje jedynie RYZYKO a nie PEWNOŚĆ, że sprawy potoczą się w pewnym
          kierunku.I o tym nalezy pamiętać.
      • eeela Re: Kochanek? 05.11.08, 13:36
        Jest w tym oczywiście sporo prawdy ale... przykład
        > staruszków wołających o karę śmierci dla bandytów? myślisz, że
        > zawsze mieli takie poglądy?

        Trudno mi powiedziec, jaka jest ogolnoswiatowa prawidlowosc, ale z
        przykladow z mojego otoczenia wnioskuje, ze ci staruszkowie, ktorzy
        sa radykalni, byli radykalni zawsze i zycie nie zaoferowalo im
        mozliwosci weryfikowania ich pogladow - a na starosc wszystkie nasze
        przywary poteguja sie. Nie twierdze, ze kazdy obowiazkowo orzechodzi
        przez sciezke od mlodzienczego radykalizmu do doroslego
        umiarkowania. Na to sie sklada mnostwo roznych czynnikow. Niektorzy
        sa skazani na radykalizm - srodowiskowo, charakterologicznie. To, ze
        radykalizm Bonity mnie tak 'rusza', jest prawdopodobnie wynikiem
        tego, iz widze w niej odbicie swojego wlasnego niegdysiejszego
        radykalizmu, ktory zostal zweryfikowany przez zycie, a ze widze w
        niej potencjal dla rozumienia rzeczy i wnikliwej obserwacji, tym
        bardziej mnie drazni, gdy widze jej nieprzejednanie. Im bardziej
        bowiem ow mlodzienczy idealizm jest nieprzejednany, tym mocniej
        odczuwa sie upadki z jego wysokosci, ktore oferuje nam zycie.
        • kachna79 Re: Kochanek? 05.11.08, 13:43
          Eeela zapytam wprost: ile masz lat? Jeśli nie chcesz ujawniać to
          zrozumiem...
          • kachna79 już wiem n/t 05.11.08, 14:09
          • eeela Re: Kochanek? 05.11.08, 14:10
            Ja sie z niczym nie kryje i wszystko o mnie wiadomo ;-) Mam lat 28,
            za soba czteroletni konkubinat, obecnie w drugim od lat dwoch z
            kawalkiem. Dzieci brak :-)
        • nawrocona5 Re: Kochanek? 05.11.08, 13:51
          eeela napisała:
          To, ze
          > radykalizm Bonity mnie tak 'rusza', jest prawdopodobnie wynikiem
          > tego, iz widze w niej odbicie swojego wlasnego niegdysiejszego
          > radykalizmu, ktory zostal zweryfikowany przez zycie, a ze widze w
          > niej potencjal dla rozumienia rzeczy i wnikliwej obserwacji, tym
          > bardziej mnie drazni, gdy widze jej nieprzejednanie.

          A ja to sobie przełożę z polskiego na nasze:))
          Radykalizm nie przeszkadza u ludzi głupich, bo takich zwykle spisujemy na straty
          jako potencjalnych dyskutantów.
          A że bonita jest postrzegana niewątpliwie jako mądra i inteligentna młoda
          kobieta, to jej dziki upór przed uznaniem cudzych racji jest denerwujący
          podwójnie:)))
          • eeela Re: Kochanek? 05.11.08, 14:05
            > A ja to sobie przełożę z polskiego na nasze:))
            > Radykalizm nie przeszkadza u ludzi głupich, bo takich zwykle
            spisujemy na strat
            > y
            > jako potencjalnych dyskutantów.
            > A że bonita jest postrzegana niewątpliwie jako mądra i
            inteligentna młoda
            > kobieta, to jej dziki upór przed uznaniem cudzych racji jest
            denerwujący
            > podwójnie:)))

            O, to to wlasnie!
            • mujer_bonita Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 05.11.08, 21:09
              Po pierwsze dziękuję za wiarę w moją inteligencję ;)

              Nie jest tak, że nie uznaję racji przedstawionych w tym wątku. Tak -
              rozwód może być traumatyczny dla dzieci, może spowodować gwałtowne
              pogorszenie sytuacji materialnej, można być później samotnym całe
              życie. MOŻE tak być. Ale jak wszystko - pewnik to nie jest. Może być
              tak, może inaczej. Może być lepiej, może gorzej. W życiu bywa
              różnie. Mojej matce byłoby lepiej gdyby się rozwiodła. Mam prawo tak
              twierdzić, z różnych bardziej lub mniej obiektywnych względów (temat
              na osobną dyskusję).

              Nawrócona - napisałaś:
              'A więc istnieje jedynie RYZYKO a nie PEWNOŚĆ, że sprawy potoczą się
              w pewnym kierunku. I o tym nalezy pamiętać.’
              A z drugiej strony poprzednio o swojej córce:
              'Fakt, że ona nie widzi przytulających się i całujących rodziców nie
              spowodował u niej urazu psychicznego’

              Zarzucasz mi coś, co sama robisz. Skąd bierze się Twoja pewność, że
              Twój wybór nie pozostawi (negatywnych) konsekwencji? Ciebie zasada
              ryzyka nie dotyczy?

              Zdaję sobie sprawę, że idę w życiu pod prąd przy takiej postawie
              życie daje i będzie dawało mi ostro w tyłek. Ale taki jest mój WYBÓR
              i jestem ŚWIADOMA jego konsekwencji. Konsekwencji, które ponoszę
              każdego dnia. Wolę to od życia w moralnej szarzyźnie. Tego miałam
              dotychczas za dużo.

              Potrafiłybyście w prosty sposób wytłumaczyć, w czym względność
              moralna jest lepsza od radykalizmu? Poza ewidentnym faktem wygody.
              Bo z tego co czytam to ‘życie narzuca względność moralną’. Moim
              zdaniem to nie tak - życie stawia przed wyborem - kierować się
              zasadami czy własnym dobrem. Tyle, że to nadal wybór. Można wybrać
              opcję A lub opcję B. Nie ma ‘jedynej słusznej’ dla wszystkich
              przypadków. Nie ma takiej ‘dobrej dla wszystkich’.

              Moim wyborem jest jednak trzymanie się zasad, nie krzywdzenie
              bliskich (w tym partnera) i ponoszenie związanych z tym
              konsekwencji. Dlaczego mój wybór miałby być gorszy od innych?
              • eeela Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 06.11.08, 11:07
                Poza ewidentnym faktem wygody.
                > Bo z tego co czytam to ‘życie narzuca względność moralną’. Moim
                > zdaniem to nie tak - życie stawia przed wyborem - kierować się
                > zasadami czy własnym dobrem.


                Właśnie o to chodzi, że w miarę czasu okazuje się, że ten podział wcale nie jest
                taki oczywisty. Okazuje się, że zasady mogą być szkodliwe, albo poświęcenie
                własnego dobra zbyt kosztowne, ponad nasze siły, albo nawet w rezultacie
                krzywdzące dla większej ilości osób. Ileż to ja razy zastanawiałam się,
                rozważając różne życiowe problemy, czym ja się właściwie kieruję - bo to też
                wcale nie tak łatwo uczciwie określić samemu przed sobą: czy decyzja, do której
                się skłaniam, jest powodowana czyimś dobrem, moim dobrem, czy zasady które
                definiuję jako podstawę do danej decyzji są naprawdę w tym momencie uzasadnione,
                czy też podświadomie wybieram ładnie pasujące pod swoje widzimisię argumenty?
                Człowiek nigdy nie pozostanie wobec siebie samego obiektywny, choćby nie wiem
                jak się starał, i nigdy nie może mieć pewności, że jego decyzje są słuszne -
                wybiera się po prostu to, do czego czuje się najbardziej przekonanym.

                > Moim wyborem jest jednak trzymanie się zasad, nie krzywdzenie
                > bliskich (w tym partnera) i ponoszenie związanych z tym
                > konsekwencji. Dlaczego mój wybór miałby być gorszy od innych?

                O to cały czas się rozchodzi, że ja i kilka innych osób usiłujemy ci
                wytłumaczyć, że to właśnie trzymanie się ślepo zasad może się niejednokrotnie
                okazać krzywdzące dla twoich bliskich.

                Była kiedyś taka czytanka w którejś z pierwszych klas szkoły podstawowej,
                wprowadzająca niewinną dziatwę na ścieżki względności moralnej. Była sobie
                rodzina, do której na święta w gościnę przyjechała dziewczynka, która zawsze
                mówiła prawdę. Wszyscy bardzo się tym zachwycali i mówili, jak to pięknie z jej
                strony, że nigdy nie kłamie. Po czym dziewczynka dostała pod choinkę
                plastikowego jeża (tak mi się zdaje), i w głos oświadczyła, że jest to bardzo
                brzydki jeż. Prosty morał historyjki: nie zawsze należy mówić prawdę. To jest
                oczywiście śmieszne exemplum dla małych dzieci, ale dla dorosłych można by takie
                mnożyć bez końca. Z tym że obawiam się, że niektórzy mają już dość rozważania
                egzystencjalnych dylematów na forum :-)
                • glamourous Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 06.11.08, 11:39
                  eeela napisała:


                  > Po czym dziewczynka dostała pod choinkę
                  > plastikowego jeża (tak mi się zdaje), i w głos oświadczyła, że
                  jest to bardzo
                  > brzydki jeż.


                  Poniewaz zawsze malam pamiec do tzw. dupereli, do dzis dobrze
                  pamietam te czytanke. Kontrowersyjną zabawką byl rozowy, plastikowy
                  slon, a okrutna dziewczynka miala na imie... Elunia ;-))

                  PS. Zgadzam sie z Eeela w calej rozciaglosci. Pal licho zasady, dla
                  mnie rowniez najwazniejszy jest "czynnik ludzki".
                  • kachna79 Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 06.11.08, 12:30
                    > Pal licho zasady, dla
                    > mnie rowniez najwazniejszy jest "czynnik ludzki".

                    Moje zasady mają na celu obronę czynnika ludzkiego również przed
                    moją skłonnością do usprawiedliwiania siebie. W sumie to ja właśnie
                    w tym widzę sens wprowadzania jakiś odniesień moralnych, że chronią
                    one ludzi. Jak dotychczas nie stanęłam przed dylematem: skrzywidzić
                    człowieka czy przestrzegać zasad. Dlatego uważam, że stawianie tych
                    dwóch spraw w opozycji to pomyłka.

                    A wracając do cytowanej czytanki. Czy puenta była w stylu skłam i
                    powiedz, że zabawka jest super czy raczej podziękuj i doceń czyjeś
                    starania?
                  • mujer_bonita Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 06.11.08, 17:00
                    glamourous napisała:
                    > PS. Zgadzam sie z Eeela w calej rozciaglosci. Pal licho zasady,
                    dla
                    > mnie rowniez najwazniejszy jest "czynnik ludzki".

                    Tylko dlaczego według Ciebie "czynnik ludzki" nie obejmuje
                    męża/partnera? Bo sobie 'zasłużył'?

                    Sory - to tylko wybór. On czy ja. Moje dobro czy jego dobro.
                    Usprawiedliwianie na siłę 'wzniosłymi' sloganami nie ma
                    najmniejszego sensu.
                • mujer_bonita Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 06.11.08, 17:22
                  eeela napisała:
                  > O to cały czas się rozchodzi, że ja i kilka innych osób usiłujemy
                  ci
                  > wytłumaczyć, że to właśnie trzymanie się ślepo zasad może się
                  niejednokrotnie
                  > okazać krzywdzące dla twoich bliskich.

                  Dokładnie tak samo jak skrzywdzić może NIE trzymanie się zasad.

                  Kwestia sprowadza się TYLKO do wyboru a KAŻDY wybór ma swoje
                  konsekwencje. Udowadnianie na siłę, że 'robię tak bo dla wszystkich
                  będzie tak najlepiej' nie ma najmniejszego sensu. Zawsze ktoś traci
                  i dziwnym przypadkiem zwykle nie jest to wybierający (tu:
                  zdradzający). A do tego okazuje się, że podjęty wybór jest w
                  zasadzie 'jedynym słusznym'. Oczywiście dla 'dobra wszystkich'.

                  Ja wybieram trzymanie się zasad i ponoszenie ich konsekwencji.
                  Bardzo popieram to co napisała kachna:
                  > Moje zasady mają na celu obronę czynnika ludzkiego również przed
                  > moją skłonnością do usprawiedliwiania siebie.

                  Czynnik ludzki w moim otoczeniu zasady zna. Wie na co może liczyć a
                  na co nie. Zna konsekwencje takich czy innych wydarzeń. I w związku
                  z tym podejmując takie czy inne działania musi się liczyć z
                  określonymi konsekwencjami. Ja nie decyduję ZA NICH, mówiąc, że to
                  dla nich najlepsze. W stosunku do małoletnich dzieci decydują
                  rodzice, fakt. Konsekwencje niestety ponoszą dzieci. A co do
                  partnera/małżonka? Dalczego podejmowana jest decyzja ZA dorosłego
                  człowieka?
                  • eeela Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 06.11.08, 17:51
                    > > wytłumaczyć, że to właśnie trzymanie się ślepo zasad może się
                    > niejednokrotnie
                    > > okazać krzywdzące dla twoich bliskich.
                    >
                    > Dokładnie tak samo jak skrzywdzić może NIE trzymanie się zasad.


                    Dokladnie. Raz mozna skrzywdzic trzymaniem sie zasad, a w innym
                    przypadku ich przestrzeganiem. I wlasnie dlatego w zyciu potrzebna
                    jest pewna elastycznosc. Kazda indywidualna sytuacja potrzebuje
                    osobnego rozstrzygniecia. Zbytnia zasadniczosc jest krzywdzaca w
                    wielu przypadkach; tak samo bycie choragiewka na wietrze.

                    Masz zasade: nie zabijac. A co, jesli poprosi cie o to niesamowicie
                    cierpiacy czlowiek? Masz zasade: nie zdradzac. A co, jesli wszelkie
                    sygnaly na niebie i ziemi wskazuja, ze twoj partner woli byc
                    zdradzany niz pozostawiony? Masz zasade: nie klamac. A co, jesli
                    sprawisz tym przykrosc komus, kto ofiarowal ci rozowego plastikowego
                    slonia?

                    Zasady powinny byc sformulowane jak konstytucja: ogolne, mieszczace
                    w sobie jak najwieksza ilosc rozsadnych rozwiazan. Na przyklad moja
                    zasada jest starac sie nie krzywdzic ludzi. W miare mozliwosci
                    pomagac. Ale wlasnie 'starac sie' i 'w miare mozliwosci', bo dobrze
                    wiem, ze jesli omine te sformulowania, nie wytrwam przy zasadach z
                    wielu roznych, nie zawsze ode mnie zaleznych wzgledow. Jak to
                    powiedzial Gimli: 'Przysiega moze utwardzic rozchwiane serca' A
                    Gandalf na to: 'A moze tez je zlamac. Nie nalezy wymagac przysiegi,
                    ze sie pojdzie w ciemnosc od kogos, kto jeszcze nie zaznal zmroku.'

                    Czy jakos tak. Nie pamietam doslownie.
                    • mujer_bonita Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 06.11.08, 18:39
                      eeela napisała:
                      > Zasady powinny byc sformulowane jak konstytucja: ogolne,
                      mieszczace
                      > w sobie jak najwieksza ilosc rozsadnych rozwiazan. Na przyklad
                      moja
                      > zasada jest starac sie nie krzywdzic ludzi. W miare mozliwosci
                      > pomagac. Ale wlasnie 'starac sie' i 'w miare mozliwosci', bo
                      dobrze
                      > wiem, ze jesli omine te sformulowania, nie wytrwam przy zasadach z
                      > wielu roznych, nie zawsze ode mnie zaleznych wzgledow.

                      Zgadzam się. Nie da się ustalić wszystkich zasad 'case by case'.
                      Problem polega na tym, że kiedy pojawiają się wyjątki rzadko tak
                      naprawdę są one 'siłą wyższą' a niestety częściej wynikają z naszego
                      wewnętrznego egoizmu.

                      Co ciekawe ja bardzo często stosuję w życiu określenia 'w miarę
                      możliwości' lub 'postaram się'. I jest to częścią zasady 'nie
                      obiecywać czegoś, czego nie jest się pewnym' :) Z tym, że zwykle
                      podaję warunki ograniczające powodzenie danej kwestii (czas, siły
                      etc.) W związku z tym paradoksalnie to też jest zasada ;)

                      I chciałabym zwrócić uwagę na jeden aspekt tej dyskusji.
                      Stwierdzenie 'nie rozwiodę się dla dobra dzieci' to właśnie nic
                      innego niż radykalizm bez elastyczności. Decyzja o pozostaniu w
                      martwym związku nie koniecznie jest dobra (to wiem z doświadczenia).
                      Może, nie musi. Odgórne zakładanie, że 'tak jest dla dziecka lepiej'
                      może być bardziej krzywdzące niż rozwód.

                      I w sumie przeciw temu tu protestuję. Jak również odgórnemu 'dla
                      wszystkich tak jest lepiej' jako przykrywce własnego egoizmu.
                      • czerwona.piwonia Re: Do dziewczyn w kwestii radykalizmu... 16.11.08, 12:56
                        Aleście się tutaj nieźle rozwineły w temacie "siostry", chyba nie macie nic lepszego do roboty, tylko siedzieć na forach. Coniektóre mogłyby doktoraty pisać z psychologii małżeństwa.

                        Tylko coś was sama zainteresowana porzuciła...czyżby dorwała wreszcie chętnego?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka