minstrelboy
24.02.09, 11:05
Problem jest taki. Od dobrych 2-3 miesięcy praktycznie nic się nam
nie układa w łóżku. Na początku tłumaczyłem dzieckiem, mały ma w tym
momencie 6 miesięcy. OK., myślę, matka skupia się na dziecku, noce
zarwane, nerwowość i raczej akcenty kładzione na innych niż seks
klimatach. Ale im dłużej trwała „posucha”, tym dłuższe były okresy
między jednym „działaniem” a drugim. Potem kilka szczerych w miarę
rozmów, z których wynika, że ona zgadza się na seks, bo wie, że ja
nie mogę długo wytrzymać BEZ, że marudzę itd. No, wiedziała, jak mi
zepsuć jakąkolwiek motywację do prowokowania seksu.
Czyli schemat jest taki – ona ABSOLUTNIE nie myśli o kochaniu się,
gdy mamy wieczorem parę godzin dla siebie, czyta książki, ogląda TV,
siedzi przed netem itd. Ja czekam, ale nic nie mogę wskórać, bo gdy
przychodzi, „jestem już taka zmęczona i za chwilę mały się obudzi”
( choć śpi w pokoju obok). Gdy mówię odpowiednio wcześnie, że liczę
na coś, mówi, że ona tak nie umie, gdy cos jest „zaplanowane”, woli
spontanicznie… ale spontanicznie nigdy nie jest…
Raczej jest pełne oddanie ( dosłownie) – leżenie na plecach lub na
boku ze mną jako jedyna aktywną stroną. No i świadomość, że gdybym
nie naciskał, NIGDY BY NICZEGO NIE BYŁO, a gdy naciskam, zmuszam ją
do robienia czegoś , na co nie ma ochoty lub jest jej to CAŁKOWICIE
OBOJĘTNE.
Załamka…
PS
Boję się sytuacji jak z kawału:
„Stary, chyba moja żona nie żyje.
Skąd wiesz?
No, seks jest jak zawsze, ale brudnych naczyń w zlewie przybywa”