Dodaj do ulubionych

"Oddana" żona...

24.02.09, 11:05
Problem jest taki. Od dobrych 2-3 miesięcy praktycznie nic się nam
nie układa w łóżku. Na początku tłumaczyłem dzieckiem, mały ma w tym
momencie 6 miesięcy. OK., myślę, matka skupia się na dziecku, noce
zarwane, nerwowość i raczej akcenty kładzione na innych niż seks
klimatach. Ale im dłużej trwała „posucha”, tym dłuższe były okresy
między jednym „działaniem” a drugim. Potem kilka szczerych w miarę
rozmów, z których wynika, że ona zgadza się na seks, bo wie, że ja
nie mogę długo wytrzymać BEZ, że marudzę itd. No, wiedziała, jak mi
zepsuć jakąkolwiek motywację do prowokowania seksu.
Czyli schemat jest taki – ona ABSOLUTNIE nie myśli o kochaniu się,
gdy mamy wieczorem parę godzin dla siebie, czyta książki, ogląda TV,
siedzi przed netem itd. Ja czekam, ale nic nie mogę wskórać, bo gdy
przychodzi, „jestem już taka zmęczona i za chwilę mały się obudzi”
( choć śpi w pokoju obok). Gdy mówię odpowiednio wcześnie, że liczę
na coś, mówi, że ona tak nie umie, gdy cos jest „zaplanowane”, woli
spontanicznie… ale spontanicznie nigdy nie jest…
Raczej jest pełne oddanie ( dosłownie) – leżenie na plecach lub na
boku ze mną jako jedyna aktywną stroną. No i świadomość, że gdybym
nie naciskał, NIGDY BY NICZEGO NIE BYŁO, a gdy naciskam, zmuszam ją
do robienia czegoś , na co nie ma ochoty lub jest jej to CAŁKOWICIE
OBOJĘTNE.
Załamka…

PS

Boję się sytuacji jak z kawału:
„Stary, chyba moja żona nie żyje.
Skąd wiesz?
No, seks jest jak zawsze, ale brudnych naczyń w zlewie przybywa”
Obserwuj wątek
    • gardenersdog Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 11:16
      Żarło, żarło i zdechło, co? To może weź pozmywaj te naczynia, gdy żona zajmuje
      się dzieckiem. Nie masz pojęcia, jakie to męczące. Ja wytrzymałam 5 dni i
      spasowałam. Jedyne o czym marzyłam, to zaszyć się w kącie z książką:)
    • twardycukierek Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 11:21
      A czy przed urodzeniem dziecka była wulkanem seksu, czy była aktywna, wykazywała
      inicjatywę? Czy mieliście udane współżycie?

      Współczuje Ci, jednak zmuszanie kogokolwiek do seksu nie jest w porządku
      pomijając już fakt, że jest totalnie kontraproduktywne, jak sam piszesz. Seks z
      kompletnie zimną, niezainteresowaną kobietą, która robi to dla świętego spokoju
      - żadna przyjemność.
      Daj jej na jakiś czas spokój, może wróci do 'dawnej formy', jeśli kiedykolwiek w
      niej była, stąd moje pierwsze pytanie.
      Przeczekaj, ale powiedz jej wyraźnie, że taka sytuacja na dłuższą metę jest nie
      do zaakceptowania.
    • mujer_bonita Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 11:22
      minstrelboy napisał:
      > No i świadomość, że gdybym
      > nie naciskał, NIGDY BY NICZEGO NIE BYŁO, a gdy naciskam, zmuszam

      > do robienia czegoś , na co nie ma ochoty lub jest jej to
      CAŁKOWICIE
      > OBOJĘTNE.
      > Załamka…

      Ja rozumiem, że Ty rzeczy których nie lubisz robisz z chęcią, pasją
      i ogniem w oczach? ;)
      • krzysztof-lis Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 11:36
        > Ja rozumiem, że Ty rzeczy których nie lubisz robisz z chęcią, pasją
        > i ogniem w oczach? ;)

        Jak się nie lubi seksu, warto o tym powiedzieć partnerowi przed małżeństwem,
        nieprawdaż?
        • mujer_bonita Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 11:41
          krzysztof-lis napisał:
          > Jak się nie lubi seksu, warto o tym powiedzieć partnerowi przed
          małżeństwem,
          > nieprawdaż?

          Zdecydowanie. Jak się przestaje lubić w trakcie również - co chyba w
          tym przypadku nastąpiło:
          'Potem kilka szczerych w miarę rozmów, z których wynika, że ona
          zgadza się na seks, bo wie, że ja nie mogę długo wytrzymać BEZ, że
          marudzę itd.'
          • krzysztof-lis Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 12:36
            Zgoda!

            A jakie jest rozwiązanie takiego problemu?
            • mujer_bonita Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 12:45
              krzysztof-lis napisał:
              > A jakie jest rozwiązanie takiego problemu?

              1) wspólna praca nad rozwiązaniem problemu braku przyjemności żony
              2) pogodzenie się przez obie strony z faktem 'poświęcalstwa'
              3) rozstanie i poszukanie innych partnerów

              Wybór opcji zależy tylko od chęci i nastawienia obu stron. Widzisz
              jakieś inne?
              • krzysztof-lis Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 13:05
                > 1) wspólna praca nad rozwiązaniem problemu braku przyjemności żony

                Słuszna koncepcja. Byle nie oznaczało to tyle, że żona zrobi listę czynności do
                wykonania a mąż będzie miał te rzeczy zrobić.

                > Wybór opcji zależy tylko od chęci i nastawienia obu stron. Widzisz
                > jakieś inne?

                Jasne: zwolnienie męża z obowiązku wierności małżeńskiej. Skoro żona miałaby być
                zwolniona z małżeńskiego obowiązku współżycia z mężem, nie powinien na nim
                ciążyć obowiązek bycia wiernym.
                • mujer_bonita Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 13:13
                  krzysztof-lis napisał:
                  > Słuszna koncepcja. Byle nie oznaczało to tyle, że żona zrobi listę
                  czynności do
                  > wykonania a mąż będzie miał te rzeczy zrobić.

                  Prawda.

                  > Jasne: zwolnienie męża z obowiązku wierności małżeńskiej. Skoro
                  żona miałaby
                  > być zwolniona z małżeńskiego obowiązku współżycia z mężem, nie
                  powinien na
                  > nim ciążyć obowiązek bycia wiernym.

                  W takim razie żonę należałoby zwolnić z obowiązku dbania o meża i
                  rodzinę, wspierania etc. I tak możemy w kółko.

                  Może to mało popularny pogląd ale dla mnie współżycie nigdy nie
                  było, nie jest i nie będzie obowiązkiem małżeńskim. Jeżeli tak to
                  rozumiesz to w omawianym przypadku żona wywiązuje się z obowiązku -
                  współżyje z mężem.
                  • eeela Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 16:06

                    > W takim razie żonę należałoby zwolnić z obowiązku dbania o meża i
                    > rodzinę, wspierania etc. I tak możemy w kółko.

                    Ależ niby dlaczego? Uprawniona do tego mogłaby być, gdyby mąż zaprzestał dbania
                    o żonę, rodzinę, wspierania etc. Ale tu chodzi tylko o wymiar seksu. Żona nie
                    daje, a facet potrzebuje - nie ma nic wspólnego dbaniem i wspieraniem rodziny.
                    • twardycukierek Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 16:17
                      Tak eeela, pomijając już taki mały detal: z jakiej racji ma być zwolniona z
                      obowiązku dbania również o r o d z i n ę? Dzieci będą głodne i brudne, czy to
                      ich wina, że się dorośli nie dogadali?
                      • mujer_bonita Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 17:00
                        twardycukierek napisała:
                        > Tak eeela, pomijając już taki mały detal: z jakiej racji ma być zwolniona z
                        > obowiązku dbania również o r o d z i n ę? Dzieci będą głodne i brudne, czy to
                        > ich wina, że się dorośli nie dogadali?

                        Precyzuję:
                        Rodzinę w sensie on i ona (małżeństwo) nie dzieci. Teraz jaśniej?
                    • mujer_bonita Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 17:01
                      eeela napisała:
                      > Ale tu chodzi tylko o wymiar seksu. Żona nie
                      > daje, a facet potrzebuje

                      Taki drobny, aczkolwiek ważny szczegół - żona daje ;) Skoro daje a on i tak może zostać zwolniony z obowiązku wierności to równie dobrze może się poczuć zwolniona z innych obowiązków wobec niego i małżeństwa.
                      • eeela Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 17:37
                        A no w sumie wiesz, że masz rację - dopóki daje (chociaż byle jak ;-) ), to on
                        nie ma moralnej podstawy do niewierności, chyba że sama mu wyraźnie da do
                        zrozumienia, że wolałaby, żeby robił na boku niż ją męczył.
            • zakletawmarmur Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 12:49
              Idealne?

              Zatrudniają ze dwie super opiekunki, sprzątaczkę i kucharkę... Tak
              żeby żona miała czas i energie dla siebie i dla męża:-)

              No jeśli to nie pomoże to znaczy, że żona już na pewno seksu nie
              polubi:-)
              • krzysztof-lis Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 13:02
                > No jeśli to nie pomoże to znaczy, że żona już na pewno seksu nie
                > polubi:-)

                Masz na myśli przypadek stereotypowej kobiety, która rodzi dziecko i seksu od
                męża już nie potrzebuje?
              • twardycukierek Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 13:47
                ' jeśli to nie pomoże to znaczy, że żona już na pewno seksu nie
                polubi:-)'

                Zaklęta, należy Ci się Nobel :D To powinno być standardowo zapewniane przez ZUS,
                do diabła z terapią.
    • juzia214 Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 13:30
      a mowisz jej ,ze kochasz?
      pogłaszczesz w ciagu dnia po glowie czy policzku ot tak niezobowiazujaco?
      mowisz,że wciąz jest dla ciebie bardzo atrakcyjna i TESKNISZ za nią?
      inaczej mowiąc-czy masz świadomośc ,ze kobieta potrzebuje okazywania rowniez
      innych uczuc POZA pożądaniem?
      idealnie byloby gdybyście rowniez OBOJE zechcieli porozmawiac jak kazdemu z was
      minął dzień (i ona slucha co ty mowisz i ty sluchasz co ona mowi),co myslicie o
      tym co sie obecnie dzieje w waszym zwiazku , jak to rozwiazac.
      teoretycznie jest to trudne ,bo kazde z was obecnie zyje w roznych swiatach-ona
      matka (niepracująca zawodowo? ) ty niby ojciec ale jakis taki zdystansowany do
      ojcostwa (realizujacy sie w robocie doskonale?).
      przeciez nie jestescie ciagle tymi samymi ludzmi.
      to jest uroda/dla niektorych przekleństwo - zwiazku ,ze trzeba sie wciąz na nowo
      poznawac.
      a seksualnośc kobiety-co dla niektorych jest nie do przyjecia-niestety jest
      zmienna i zalezna od wielu czynnikow.
      ale dobrze jest pamiętac ,ze tak po prostu jest.
      łatwiej wtedy szukac rozwiazania.
      • markos28mr Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 17:39
        Juzia, powiem Ci ,że proponujesz siódme niebo dla małżonki, tylko,że ona nie chce 7 nieba.
    • al9 minstrel - to jest proste jak drut 24.02.09, 16:31
      zastosuj sposoby
      nie wywieraj zadnej presji - nic
      w razie jej akcji - Ciebie boli głowa
      popros kumpli zeby Ci przysłali kilka smsów po 23
      spóźnij sie kilka razy i tłumacz dość mętnie...
      Jesli to nie zadziała - daj sobie na luz na pół roku (tylko uzywaj
      prezerwatyw w burdelach) a po pół roku powtórz operację..
      Jesli nie będzie zazdrosna - trudno - szukaj nowej kobiety..
      pozdr
      al
      • angelina_smith Re: minstrel - to jest proste jak drut 24.02.09, 22:09
        al9 napisał:

        >(tylko uzywaj
        > prezerwatyw w burdelach)

        Jaka świadomość w narodzie!
      • martawolpia Re: minstrel - to jest proste jak drut 24.02.09, 23:25
        jak to trzeba uważać na słowa...


        BOZE DROGI

        chodzę codziennie do pracy i wytrzymuję tam 8 godzin, podczas gdy
        żona siedzi sobie w domu. Chę, żeby wiedziała, co musze znosic,
        więc proszę Cię, pozwól, by jej ciało stało się moim na jeden
        dzień. Amen."

        Bóg w swej nieskończonej madrosci spełnił prosbę mężczyzny.
        Następnego ranka mężczyzna obudził się jako kobieta.

        Wstał, szybko przygotował sniadanie dla swej drugiej połówki,
        obudził dzieci, przygotował im ubrania do szkoły, podał im
        sniadanie, zapakował drugie sniadanie dla nich i odwiózł je autem
        do szkoły.
        Poszedł do domu,zebrał rzeczy do prania i nastawił je,poszedł do
        banku,aby wypłacić pieniądze.
        Poszedł na bazarek po zakupy, potem wrócił do domu, rozpakował
        zakupy, zapłacił rachunki i wpisał je do ksiażki rachunkowej.
        Wyczyscił kuwetę kota i wykapał psa.
        Była juz 13. więc spieszył się, by poscielić łóżka, powiesić
        pranie, wytrzeć kurze, zamiesć i wytrzeć podłogę w kuchni.
        Poszedł do szkoły, by odebrać dzieci, a w drodze powrotnej
        rozmawiał z nimi.

        Przygotował im mleko i herbatniki, i dopilnował by odrobiły lekcje.

        Potem wyjał deskę do prasowania i prasujac ogladał telewizję.
        O 16.30 zaczał obierać ziemniaki i warzywa na sałatkę i
        przygotował kotlety schabowe.
        Po kolacji posprzatał w kuchni, nastawił zmywarkę, poskładał
        pranie, wykapał dzieci i położył je do łóżka.
        O 21.00 był juz zmęczony, ale jego codzienne obowiazki jeszcze się
        nie skończyły, gdy poszedł do łóżka, odbył stosunek, zanim zdążył
        zaprotestować.

        Następnego ranka gdy tylko się obudził.uklakł koło łóżka i
        powiedział:
        ,,Boże nie wiem, co ja sobie wyobrażałem. Jakże się myliłem
        zazdroszcząc mojej żonie, że może cały dzień być w domu.Proszę,
        bardzo Cię proszę,czy mógłbys to wszystko przywrócić tak jak było?"


        Bóg w swej nieskończonej madrosci odpowiedział:


        ,,Mój synu,widzę że czegos się nauczyłes i bardzo chętnie bym to
        wszystko zamienił, tak jak było,
        ale musisz poczekać dziewięć miesięcy. Wczoraj w nocy zaszedłes w
        ciążę"
        • urquhart Re: minstrel - to jest proste jak drut 25.02.09, 07:19
          co za martyrologia :)

          a babka w tym czasie co obudziła się facetem?
          poszła za faceta do pracy usiadła i rozpłakała się bo nie miała pojęcia co i jak i po przepłakaniu połowy dnia wywalili ją z hukiem z roboty
          :)
          • martawolpia Re: minstrel - to jest proste jak drut 26.02.09, 20:49
            Glupis ty, glupis...
          • misssaigon ????? 07.03.09, 22:31
            z kim ty pracujesz?
    • juzia214 Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 18:22
      Markos wiesz jak to jest:>>jak nie posmarujesz nie pojedziesz<< ;)
      jesli facet naprawde szuka rozwiazania-to nawet jesli nie wykorzysta dobrej
      rady to się nad nia zastanowi.
      a jesli chce sam siebie przekonac ,ze on ma rację i szuka potwierdzenia ,ze to
      zona powinna stac na głowie i klaskac uszami, zeby spelnily sie tylko jego
      oczekiwania wobec zwiazku to i tak nawet najlepsze rady go nie przekonają.
      poza tym czemu uważasz ,ze to co proponuję to 7 niebo dla małżonki?
      ja uważam ,ze to co proponuję daje fajny efekt dla OBOJGA.
      oboje sie musza poznawac na nowo,oboje sie wzajemnie powinni o siebie
      troszczyć.tyle tylko ,ze sprawiedliwie to nie zawsze znaczy po równo ;)

    • angelina_smith Re: "Oddana" żona... 24.02.09, 22:17
      Kurcze! Miałam to samo po urodzeniu dziecka. Kompletnie przeszła mi
      ochota na seks z mężem. Po jakimś czasie zorientowałam się, że w
      relacji z nim chodziło mi tylko o dziecko. Uświadomienie przyniosło
      megaulgę, bo przestałam mieć poczucie winy.

      Ale każdy przypadek jest inny.
      • jedenon Re: "Oddana" żona... 26.02.09, 09:58
        nie angelina nie każdy przypadek jestem pod wrażeniem że sama sobie to
        uświadomiłaś bo to naprawdę trudne. To o czym pisze autor to sytuacja taka jak
        Twoja niestety moja również tak jest bardzo często i sex to tylko jeden z
        kłopotów chodzi właśnie o to że partnerzy sprowadzani są do roli ojca i matki
        natomiast więź która była wcześniej zamiera ona jest zawiedziona bo nie słyszy
        już słów kocham Cię zależy mi na tobie on jest zawiedziony bo raz sex jest po
        prostu żałosny dwa nie czuje już że ona jest jego kobietą. Co może pomóc? Tylko
        rozmowa a powinna zacząć się od słów : tęsknię za tobą...
        • angelina_smith Re: "Oddana" żona... 27.02.09, 16:23
          jedenon napisał:

          jestem pod wrażeniem że sama sobie to
          > uświadomiłaś bo to naprawdę trudne.

          Dziękuję za uznanie. ;)

          Co może pomóc? Tylko
          > rozmowa a powinna zacząć się od słów : tęsknię za tobą...

          Ale jak tęsknię, kiedy nie tęsknię???
          • jedenon Re: "Oddana" żona... 27.02.09, 16:31
            to powiedz mu to najpierw trzeba uświadomić sobie wzajemnie że tej drugiej
            osobie zależy jeśli mamy taką podstawę na niej można zacząć budować wszystko od
            początku -) Do dzieła -)
            • angelina_smith Re: "Oddana" żona... 01.03.09, 21:21
              Dziękuję Ci za wsparcie :-)

              Natomiast chyba nie zrozumieliśmy się do końca....:-)

              Po urodzeniu dziecka przestałam wykazywać jakiekolwiek
              zaiteresowanie mężem, odkryłam z przerażeniem, że był mi on
              potrzebny tylko do zapłodnienia. Wybrałam sobie bardzo fajny
              egzemplarz człowieka na ojca dziecka :-) i w tym temacie świetnie
              się dogadujemy do dziś. Po wielu nieudanych próbach wykrzesania z
              siebie miłości, odeszłam, bo tak było uczciwie.

              Pozdrawiam! :-)))
              • yayamiomur Re: "Oddana" żona... 03.03.09, 18:32
                brawo! oto kobieta uczciwa!
                podła ale uczciwa. szkoda, że podła przed, a uczciwa po fakcie.
                ciekaw jestem co by było, gdyby to mąż po ślubie powiedział, że tak właściwie to wziął cię tylko dla seksu a dzieci z tobą to nie ma zamiaru mieć...

                tak to jest kiedy popęd (tak, tzw. "parcie na macicę" to też ogłupiający popęd) przesłania rozsądek. tak sobie normalnie czasami myślę, że jakieś obowiązkowe testy powinny być przed ślubem. psychologiczne. żeby wykluczyć takie patologie.
                • miss_mass Re: "Oddana" żona... 03.03.09, 22:03
                  yayamiomur napisał:


                  > tak to jest kiedy popęd (tak, tzw. "parcie na macicę" to też
                  ogłupiający popęd)
                  > przesłania rozsądek.

                  właśnie dlatego, że przesłania rozsądek nie można Angeliny do końca
                  potępić :)

                  tak sobie normalnie czasami myślę, że jakieś obowiązkowe
                  > testy powinny być przed ślubem. psychologiczne. żeby wykluczyć
                  takie patologie??????? :>

    • martawolpia Sposob zeby wieczorem miec sex z chcaca zona: 24.02.09, 23:22
      Sposob zeby wieczorem miec sex z chcaca zona:
      1) zadzwon do niej kilka razy w ciagu dnia tylko aby powiedziec ze
      myslisz o niej, ze podoba ci sie, Ze smakowala ci wczorajsza
      kolacjia, itd...
      2) Jak przyjdziesz do domu pozmywaj naczynia, poodkurzaj, zajmij
      sie dzieckiem (szczegolnie w nocy jak placze). Daj zonie troszke
      odpoczac po calym dniu pracy.
      3) Poczestuj zone lampka wina, gdy TY bedziesz nosil dziecko na
      rekach.

      Pamietaj ze dla kobiet gra wstepna moze zaczac sie juz z rana, z
      pocalunkiem w czulko gdy maz wychodzi do pracy, i zostawia jej
      malutki liscik mowiacy jak bardzo docenia cala jej prace w domu.

      Kobiety lubia seks. Dla mnie nie ma nic przyjemniejszego gdy moj
      maz dzwoni do mnie do pracy mowiac jak bardzo o mnie mysli.
      Wieczorem mu sie rewanrzuje.
      • urquhart Re: Sposob zeby wieczorem miec sex z chcaca zona: 25.02.09, 07:25
        > Sposob zeby wieczorem miec sex z chcaca zona:

        Ja wiadomo kobiety o niczym innym nie marzą tylko o pantoflarzach domatorach
        doceniających ich pracę w domu i wyręczających ich jak największej ilości prac
        domowych. Robią się mokre na samą myśl :)

        Że też nikt jeszcze nie zrobił kariery badając ten wątek kobiecych fantazji :)

        • mujer_bonita Re: Sposob zeby wieczorem miec sex z chcaca zona: 25.02.09, 08:24
          urquhart napisał:
          > Ja wiadomo kobiety o niczym innym nie marzą tylko o pantoflarzach
          domatorach
          > doceniających ich pracę w domu i wyręczających ich jak największej
          ilości prac
          > domowych. Robią się mokre na samą myśl :)
          >
          > Że też nikt jeszcze nie zrobił kariery badając ten wątek kobiecych
          fantazji :)

          Ależ kobiety nie marzą o niczym innym jak obowiązkowy sex po dniu
          pracy, sprzątania, prania, gotowania, prasowania, biegania za
          dzieckiem po którym będą musiały wstać 3 razy w nocy jak potomek
          obudzi się z krzykiem po czym na 8 rano stawić się w pracy :)
          Normlanie odjazd :P

          Między pantoflarzem a troglogytą jest coś pośrodku. Przynajmniej w
          moim świecie :)
        • kachna79 Re: Sposob zeby wieczorem miec sex z chcaca zona: 25.02.09, 08:43
          > Ja wiadomo kobiety o niczym innym nie marzą tylko o pantoflarzach
          domatorach
          > doceniających ich pracę w domu i wyręczających ich jak największej
          ilości prac
          > domowych.

          Moim zdaniem mylisz pojęcia: pantoflarz sam bez gadania wykonałby
          czynności domowe. Natomiast tutaj mówimy o docenieniu (i ewentualnej
          pomocy) w obowiązkach zwyczajowo przypisanych żonie (notabene jak
          dla mnie to głupi zwyczaj). Przy czym pomoc nie byłaby
          bezinteresowna:)
          Dla zobrazowania opiszę niedawną scenkę z mojego życia: w sobotę od
          rana pomiędzy mną i mężem iskrzyło i umówiliśmy się na miły wieczór
          (obecność małoletnich wykluczyła konsumpcję ochoty natychmiast). W
          międzyczasie okazało się, że będziemy mieli gości. W efekcie do
          godziny 16 ja z trudem łapałam zakręty (prania stosy, obiad,
          sprzątanie, upieczenie ciasta...), tymczasem mojemu M czas płynął
          przez palce. Finał był taki, że zasnęłam podczas oglądania
          wiadomości. Mój M ponoć próbował nawiązać kontakt, ale ja taktownie
          odwóciłam się na drugi bok:) Natomiast w niedzielę M kilkakrotnie
          podkreślał, że bardzo liczył, że bedzie miło. A ja... no cóż też na
          to liczyłam:(
        • martawolpia Re: Sposob zeby wieczorem miec sex z chcaca zona: 26.02.09, 20:50
          Nie ze domator, ale dobry maz.

          Sprobuj, i zdaj relacjie.
      • gacusia1 Hahaha,gdyby nagle 25.02.09, 21:33
        moj maz takie "chwyty" zastosowal,natychmiast nabralabym
        podejrzen,ze
        1.Wlasnie bzyknal jakas panne
        2.Zamierza mi powiedziec,ze stracil prace
        3.Rozbil samochod
        4.Przegral nasz dom w kasynie...
        Na pewno nie podejrzewalabym go o to,ze chce sie kochac .-D
        • martawolpia Re: Hahaha,gdyby nagle 26.02.09, 20:52
          Moze dlatego Twoj maz nigdy tego nie probuje... Wie, ze czy bedzie
          sie staral czy nie - i tak zona bedzie weszyc podstepu.
    • yayamiomur Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 10:50
      ech, to schemat. mam wrażenie, że tą historię słyszeliśmy już 1000 razy: wulkan seksu przed i równia pochyła po ślubie / dziecku.
      chyba tak już jest i nic na to nie poradzisz - kobiety wypracowały w ramach ewolucji cały arsenał środków ułatwiałących przetrwanie:
      1. siedzimy wieczorem najdłużej jak się da (telewizja, książka, net) a potem jest już tak późno... i jestem taka śpiąca...
      2. prowokacja małej awanturki prewencyjnej kiedy zbliża się wieczór (niebezpieczeństwo!)
      3. utyskiwanie, marudzenie, zrzędzenie, narzekanie... i tak aż do wyrzygania (ochota przechodzi nie tylko na seks ale i na życie wogóle)
      4. zniechęcanie - uważaj ciągniesz mnie za włosy! przygniotłeś mi ręke! coś mnie uwiera! tak jest mi niewygodnie! w łóżku są okruszki! drapiesz - jesteś nieogolony! za mocno! za lekko - łaskoczesz! jesteś taki bezpośredni! no ci się tak czaisz?!

      chłopie... nie masz szans.
      • twardycukierek Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 10:53
        'ech, to schemat. mam wrażenie, że tą historię słyszeliśmy już 1000 razy: wulkan
        seksu przed i równia pochyła po ślubie / dziecku.'

        Ale właśnie nie wiemy, czy tym wulkanem kiedykolwiek była :) To było moje
        pierwsze pytanie do faceta.
      • kachna79 Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 10:57
        yayamiomur napisał:

        > ech, to schemat. mam wrażenie, że tą historię słyszeliśmy już 1000
        razy: wulkan
        > seksu przed i równia pochyła po ślubie / dziecku.
        > chyba tak już jest i nic na to nie poradzisz - kobiety wypracowały
        w ramach ewo
        > lucji cały arsenał środków ułatwiałących przetrwanie:
        > 1. siedzimy wieczorem najdłużej jak się da (telewizja, książka,
        net) a potem je
        > st już tak późno... i jestem taka śpiąca...
        > 2. prowokacja małej awanturki prewencyjnej kiedy zbliża się
        wieczór (niebezpiec
        > zeństwo!)
        > 3. utyskiwanie, marudzenie, zrzędzenie, narzekanie... i tak aż do
        wyrzygania (o
        > chota przechodzi nie tylko na seks ale i na życie wogóle)
        > 4. zniechęcanie - uważaj ciągniesz mnie za włosy! przygniotłeś mi
        ręke! coś mni
        > e uwiera! tak jest mi niewygodnie! w łóżku są okruszki! drapiesz -
        jesteś nieog
        > olony! za mocno! za lekko - łaskoczesz! jesteś taki bezpośredni!
        no ci się tak
        > czaisz?!

        Opisujesz skutek czyli zachowanie kobiety, a czy próbowałeś dociec
        jaka jest przyczyna, że Twoja żona unika zbliżeń z Tobą na wszelkie
        możliwe sposoby?
        • yayamiomur Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 11:42
          droga Kasiu.

          ależ ja nie napisałem niczego o swojej żonie. ja napisałem o
          kobietach wogóle - łącznie z Tobą.

          ja nie widzę w tym zachowaniu relacji typu "przyczyna-skutek".
          zachodzi tu relacja "kobieta-schemat".

          i bardzo proszę, nie mów, że wiesz lepiej bo jesteś kobietą - ja
          wiem lepiej bo Ty nigdy nie musiałaś próbować sprostać wymaganiom
          kobiety.

          ludzie w związkach żyją w (przepraszam za wyrażenie) cyklach
          falowych. raz facet się bardziej stara (sprząta, kwiaty przynosi,
          dziećmi się zajmuje) a innym razem kobiecie jest lepiej (mniej
          zrzędzi, męża docenia) potem jedno albo drugie ma doła i on kanapa-
          telewizor, ona furia lub ciche dni.

          ...i wiesz co Kasiu? nie ma tu żadnych zależności bezpośrednich -
          kobiety wcale się bardziej nie starają w reakcji na "lepszy okres"
          partnera. (bo co to za wyczyn - aj waj - że przez ostatni tydzień
          byłeś jak skarb jak złoto jeśli dwa lata temu prosiłam żebyś śmieci
          wyniósł a ty zwlekałeś z tym przez całe dwie godziny!)

          tak już jest z kobietami...
          • kachna79 Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 11:52
            yayamiomur napisał:

            > droga Kasiu.
            >
            > ależ ja nie napisałem niczego o swojej żonie. ja napisałem o
            > kobietach wogóle - łącznie z Tobą.

            W sumie domyślałam się, że to zbiór pogłosek:) Ale nie ma sprawy - w
            końcu to forum karmi się stereotypami i dyskusją o nich. Więc
            zachęcam pisz, pisz, pisz... im kontrowersyjniej tym lepiej:)
            • minstrelboy Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 13:06
              Cieszę się, że aż tylu z Was postanowiło się odezwać na temat.
              Doprecyzuję niektóre wątki – tak, w czasie „chodzenia” ze sobą
              było „łóżkowo” świetnie. Byliśmy swoimi pierwszymi partnerami ( tak,
              cuda się zdarzają, bo spotkaliśmy się pod koniec studiów) i
              chłonęliśmy swoje ciała wszędzie, gdzie się dało. W domach
              rodzinnych, po imprezach u znajomych, czasem delikatnie na łonie
              natury. No zero zastrzeżeń.
              Potem ślub i pierwsze stateczności – dłuższe dni bez, dłuższe okresy
              przerwy, no ale to norma, gdy się pracuje i czasami zarywa wieczory
              ( mamy dużo pracy w domu oprócz pracy poza), ale często się
              zdarzało, że po prostu przychodziła do łóżka naga, gdy ja już spałem
              i się działo. Żona brała pigułki, więc w oczywisty sposób nieco
              spadło jej libido. Braliśmy to pod uwagę. Tak przeżyliśmy 3 lata
              narzeczeństwa i trzy lata małżeństwa. Potem decyzja o dziecku, po
              drodze oczywiście typowe małżeńskie klimaty – kłótnie, godzenie się
              itd.
              Po urodzeniu dziecka rzecz oczywista kobieta jest „rozstrojona” –
              cieleśnie, hormonalnie, psychicznie. Oczywiście przez pierwsze trzy
              miechy po porodzie zero seksu, normalka. Ale potem teoretycznie
              kobieta powinna już „móc.” Ale tutaj nie „mogła.” Na dodatek
              rozbroiła mnie jej opowieść o przyjaciółce ( w wieku mojej zony),
              która ma już dwójkę dzieci i kiedyś jej powiedziała, że oni z mężem
              już tak „nie szaleją” i „seks jest dla gówniarzy.” Nawet nie
              komentuję…
              Ktoś pisał, że „seks zaczyna się rano” – dobre. Tylko jak
              zrozumieć „bycie miłym” cały dzień i traktować to jako środek
              płatniczy? A co w przypadku ( rozumiem, patologia), gdy przez
              tydzień jestem mega miły, uczynny, a wieczorami sytuacja niczym się
              nie różni od sytuacji opisywanych przeze mnie wcześniej? Wtedy to
              jest dolina, bo się nagle okazuje, że się „ nie opłaciło.”
              A kwestia „urabiania” też się nie sprawdza – gdy mówię, że szałowo
              wygląda, że ma piękną figurę, że jest śliczną itd., jest to
              kwitowane: „fajnie, że ci się jeszcze podobam”, albo „dziękuję” lub
              z reguły nic, gdy jakoś bardziej namiętnie wypowiadam się o jej
              walorach.
              „agencje usług publicznych” tez nie wchodzą w grę – jestem wierzącą
              osobą i PRZYSIĘGAŁEM. I jest to pewnie jedyna obietnica w życiu,
              której nie chciałbym złamać. Nie jestem Kazio (pre)M(ier).
              Tak to teraz wygląda – pewnie się zmieni, gdy dziecko zacznie lepiej
              sypiać lub w ogóle podrośnie ( za jakieś 5-6 lat, heh ). W sumie –
              gdy kobieta przestaje mieć ochotę, to zawsze znajdzie „pretekst”, by
              się nie bawić z mężem. A to dziecko ma kłopoty w szkole, a to ona ma
              kłopoty w pracy, a to kryzys, a to to, a to siamto.
              I nie wiem, dlaczego najczęściej wini się o takie klimaty drugą
              stronę związku? Może druga strona jest bez winy, a po prostu coś się
              wypaliło, coś umiera, coś już nie jest pożądane tak jak było kiedyś.
              Gorzej, gdy następuje to tak wczesnie…
              • mujer_bonita Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 13:22
                minstrelboy napisał:
                > I nie wiem, dlaczego najczęściej wini się o takie klimaty drugą
                > stronę związku?

                Nie wini tylko szuka przyczyny. Zwykle najprościej jest poprzez
                wykluczenie/potwierdzenie wymówek.

                Nadal nie napisałeś nic o podziale obowiązków ani jak Twoja żona
                tłumaczy brak przyjemności z seksu.
              • mujer_bonita Na marginesie 25.02.09, 13:27

                minstrelboy napisał:
                > Doprecyzuję niektóre wątki – tak, w czasie „chodzenia” ze sobą
                > było „łóżkowo” świetnie. Byliśmy swoimi pierwszymi partnerami (
                tak
                > cuda się zdarzają, bo spotkaliśmy się pod koniec studiów) i
                > chłonęliśmy swoje ciała wszędzie, gdzie się dało. W domach
                > rodzinnych, po imprezach u znajomych, czasem delikatnie na łonie
                > natury. No zero zastrzeżeń.
                (...)
                > jestem wierzącą osobą i PRZYSIĘGAŁEM.

                Politycznie niepoprawne pytanie - a co to za religia? ;)
              • twardycukierek Minstrelboy 25.02.09, 13:42
                'Ktoś pisał, że „seks zaczyna się rano” – dobre. Tylko jak
                zrozumieć „bycie miłym” cały dzień i traktować to jako środek
                płatniczy?'

                Dobre, ale nie dla wszystkich. :) Chęć do seksu nazywa się pożądaniem a
                pożądanie składa się w dużej części z pamięci, jak było ostatnim razem. Był
                odlot: chce się więcej. I więcej i więcej. Pozytywna spirala się nakręca.
                Pożądanie, dla mnie, nie ma wiele wspólnego z szeroko pojętymi 'zajęciami
                gospodarczymi'.
                Mój mąż nie jest 'miły cały dzień', w ogóle się nie widzimy :D A kiedy już się
                spotkamy i mamy na siebie ochotę to przysłowiowe 'niewyrzucone śmieci' jakoś
                mnie nie zajmują.
                Nie mam dla Ciebie lepszej rady niż: daj jej jeszcze czas aby doszła do siebie,
                nie zmuszaj, wyeliminujcie ewntualne problemy zdrowotne, które mogą wpływać na
                jej niskie libido i spróbujcie odnaleźć ten odlotowy seks, który kiedyś
                mieliście. Powodzenia. :)
                • sagittka Re: Minstrelboy 25.02.09, 13:52
                  > Nie mam dla Ciebie lepszej rady niż: daj jej jeszcze czas aby
                  doszła do siebie,
                  > nie zmuszaj, wyeliminujcie ewntualne problemy zdrowotne, które
                  mogą wpływać na
                  > jej niskie libido i spróbujcie odnaleźć ten odlotowy seks, który
                  kiedyś
                  > mieliście. Powodzenia. :)

                  Dodałabym do tego jeszcze możliwość nierównowagi hormonalnej, w
                  końcu to DOPIERO 6 miesięcy po porodzie. Czy żona karmi piersią?
                  Nawet jeśli już nie, to może się utrzymywać w organizmie wysoki
                  poziom prolaktyny, który obniża libido.

                  Oczywiście sam fakt zmniejszonego popędu seksualnego nie powinien
                  skutkować zaniedbaniem męża, ale tu już trzeba włączyć myślenie i to
                  perspektywiczne, mając na celu dobry stan związku do czasu powrotu
                  chęci na seks. Wiele kobiet po urodzeniu dziecka zapomina o tym,
                  organizm (zwłaszcza matki karmiącej) nie dopomina się mężczyzny, a
                  głowa też zajmuje się organizacją życia i dostosowaniem się do
                  nowych zmian.
                  Biorąc pod uwagę wiek dziecka, twój problem jest typowy. Poczytaj
                  trochę na ten temat (w każdym magazynie dla rodziców, także w
                  necie), daj też do poczytania żonie. Warto poważniej o tym pogadać,
                  bo taka sytuacja prowadzi często do kryzysu małzeńskiego, zdrady,
                  osłabienia relacji ojciec-dziecko, itd.
                  • 35years Re: Minstrelboy 25.02.09, 14:02
                    Rozumiem, gojenie się, choroby i hormony ale ile miesięcy czy lat
                    może to trwać ? Trzeba być wyrozumiałym i cierpliwym ale ile czasu?
                    • twardycukierek Re: Minstrelboy 25.02.09, 14:10
                      Latami na pewno nie. Każdy sam zna swoją granicę, ważne jest aby wyraźnie
                      powiedział żonie, czego chce. Ocena sytuacji zdrowotnej (hormony etc) tez nie
                      trwa latami. Reszta...to miłość i dobra wola.
              • al9 minstrelboy hipokryta 25.02.09, 14:07
                agencje usług publicznych” tez nie wchodzą w grę – jestem wierzącą
                osobą i PRZYSIĘGAŁEM.

                -----
                to bardzo ładnie
                ale tabletka???
                ksiądz to zaakceptował?
                al
              • martawolpia Re: "Oddana" żona... 26.02.09, 21:04
                w takim razie ja bym wziela zone za reke i zaprowadzila do
                seksuologa. Jezeli robisz wszystko mozliwe ze swojej strony, to
                musicie porozmawiac ze specjialista. Byc moze zlec jej badania
                hormonalne, a jezeli cos bedzie nie tak z jej hormonami, to zwykle
                tabletki powinny zalatwic sprawe.

                To jest 21 wiek, i nie mozna po prostu czekac 5-6 lat.
    • juzia214 Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 14:21
      Minstrelboy- niby bierzesz pod uwagę ,ze twoja kobieta nie jest juz dokladnie tą
      samą osobą co ta sprzed ciązy a jednoczesnie masz do niej o to pretensje.
      cos za coś panie kolego.
      masz dziecko ale jednoczesnie twoja kobieta sie zmienila.teraz ty musisz
      dorownac jej kroku.
      ona ci komunikuje ,ze obecnie ma mniejsze potrzeby -byc może rowniez z przyczyn
      fizjologicznych lub psychicznych lub obu rownoczesnie, ktore sa skutkiem ciązy a
      ty nie bierzesz tego pod uwagę, bo nie.
      i dalej swoje ,ze to zla kobieta jest ;)
      kobieta po urodzeniu dziecka jest tak samo roztrojona jak kobieta przed
      urodzeniem dziecka ;)
      taki nasz kurna pech ,ze mamy cykliczne comiesieczne zmiany fizyczno-hormonalne.
      tyle ,ze trudno to ci bylo pewnie do czasu ciazy zaobserwowac bo oboje byliscie
      na pewnego rodzaju >>haju<<.
      mysle ,ze nie tyle -jak to odbierasz cos umiera ale na pewno sie zmienia.
      priorytety,potrzeby,oczekiwania.
      moze twoja zona postrzega cie teraz rownież jako ojca swojego dziecka-a ty
      jeszcze nie wszedles w ta role?
      nic nie piszesz o sobie jako ojcu,a przeciez nim jesteś.

      poza tym ty ciagle nic nie rozumiesz...
      ja np.napisalam -kobieta oczekuje od mężczyzny okazywania rowniez innych uczuć
      niz tylko pożądanie-ty interpretujesz uczucia jako srodek platniczy:
      >> Tylko jak
      zrozumieć „bycie miłym” cały dzień i traktować to jako środek
      płatniczy? A co w przypadku ( rozumiem, patologia), gdy przez
      tydzień jestem mega miły, uczynny, a wieczorami sytuacja niczym się
      nie różni od sytuacji opisywanych przeze mnie wcześniej? Wtedy to
      jest dolina, bo się nagle okazuje, że się „ nie opłaciło.”
      A kwestia „urabiania” też się nie sprawdza – gdy mówię, że szałowo
      wygląda, że ma piękną figurę, że jest śliczną itd., jest to
      kwitowane: „fajnie, że ci się jeszcze podobam”, albo „dziękuję” lub
      z reguły nic, gdy jakoś bardziej namiętnie wypowiadam się o jej
      walorach.<<

      nie masz płacić slowami i wymagac za to dostepnosci.
      to co mowisz,to jak sie zachowujesz jest potrzebne po to zeby stworzyc miedzy
      wami konkretna atmoswerę, w ktorej efekcie nastepuje seks -bo to
      najprzjemniejsze rozladowanie napiecia ktore sie miedzy wami wytwarza.przez cały
      dzien.albo i przez caly tydzien, bo czasem lepiej odpuscić sobie codzienne-byle
      jak, i przez tydzień nic po to ,zeby w nidzierrrle było odpalowo ;)
      • minstrelboy Re: "Oddana" żona... 25.02.09, 18:14
        ACo do podziału obowiązków - robię co mogę - z reguły zrywam się
        około 5 rano, bo wtedy mały niemiłosiernie szarpie piersi zony i
        godzinkę się z z nim wydurniam.
        Około szóstej ubieram się i zbieram do roboty. W robocie siedzę do
        około 15. przyjeżdzam, jakiś obiad i na jakieś 1,5 odciążam zonę.
        Potem ona się zabiewra za karmienie, potem razem go kąpiemy i ja go
        karmię butlą na noc. Kładę go do łóżeczka około 19:45 i jest wolne.

        Nie wiem, czy o to chodzi, gdy mówimy o podziale obowiązków.
        W wolne dni też się udzielam, ale powtarzam - mam tez sporo pracy w
        domu ( taki zawód), więc automatycznie też mam mniej czasu
        na "kwestie rodzinne"

        A co do hipokryzji - sorry, ale antykoncepcja i te klimaty nijak
        mają się do wierności i dotrzymywania słowa. Jezeli ktoś nie
        rozumie, że dotrzymywanie przysięgi ( mniejsza o to, czy przed
        ołtarzem czy przed panem w łańcuchu na szyi) jest mega ważne i jakby
        się zastanowić, stanowi podstawę cywilizowanego świata, to już
        trudno...

        Nie moim zadaniem jest tłumaczenie tak podstawowych kwestii.
        • al9 minstrelboy wyjaśnię 26.02.09, 09:33
          A co do hipokryzji - sorry, ale antykoncepcja i te klimaty nijak
          mają się do wierności i dotrzymywania słowa. Jezeli ktoś nie
          rozumie, że dotrzymywanie przysięgi ( mniejsza o to, czy przed
          ołtarzem czy przed panem w łańcuchu na szyi) jest mega ważne i jakby
          się zastanowić, stanowi podstawę cywilizowanego świata, to już
          trudno...
          ------
          minstrel gdybys napisał, że uważasz że przysięg sie dotrzymuje -
          przytaknąłbym z radością..
          ale to Ty napisałeś: jestem WIERZĄCY..
          w potocznym znaczeniu - jestem członkiem KK i praktykująca owieczką..
          OK - to wyłacznie Twoja sprawa - ale jesli w tym samym kapicie
          piszesz o tabletkach - wiedz, ze naruszasz nauczanie Kościołą w
          sposób niezwykle poważny. Fundamentalny. Ale - cytując Ciebie - nie
          moim zadaniem jest tłumaczenie tak podtsawowych kwestii..
          al
          • minstrelboy Re: minstrelboy wyjaśnię 03.03.09, 07:38
            Aha, czyli stosunek do antykoncepcji to "fundamentalna" kwestia - widzę, że
            doktrynę Koscioła to TY chyba znasz z katechizacji z przedszkola...
            • mujer_bonita Re: minstrelboy wyjaśnię 03.03.09, 17:54
              minstrelboy napisał:
              > Aha, czyli stosunek do antykoncepcji to "fundamentalna" kwestia -
              widzę, że
              > doktrynę Koscioła to TY chyba znasz z katechizacji z przedszkola...


              Minstrelboy, nie ośmieszaj się bardziej :)
            • songo3000 Re: minstrelboy wyjaśnię 04.03.09, 01:48
              Oczywiście, że fundamentalna dla katolika ponieważ dotyczy prokreacji czyli kwintesencji życia. Nie wiesz tego? bo ja wiem. Jak to się mówiło: "trzeba znać język swoich wrogów", hehe.

              To, że jeszcze do niedawna KK w ogóle nie obchodziły embriony, zygoty tudziesz po prostu nieochszczone dzieci a twierdzenia hierarchów jakoby tematem interesowali się 'od zawsze' to zwykłe kłamstwa (znaczy grzech :) to inna sprawa.
      • songo3000 Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 11:31
        Babeczki jak zwykle ;) coś pomieszały. Bycie 'miłym', staranie się przez cały dzień nie ma szans przerodzić się na zwiększenie czy 'uaktywnienie' pożądania. IMHO to nie te bodźce, nie ta bajka.

        Niemniej jednak często jest to warunek konieczny ale niewystarczający, że to tak matematycznie ujmę. Czyli brak zainteresowania, pomocy czy o czym tam sobie marzymy może tłumić już istniejące pożądanie.
        Jeżeli jednak takowego nie ma to mamy potem posty w stylu "starałem się przez cały miesiąc a ona/on dał mi tylko buzi na dobranoc"

        Może nie mylmy tych spraw i nie wciskajmy ludkom 'bycia miłym' jako remendum na brak pożądania.
        • twardycukierek Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 12:22
          Songo, ściągasz ode mnie czy to telepatia? ;D Słuchaj, to temat na nowy wątek:
          zaczynaj Waść ;)
          • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 19:30
            Hehe, a może masz rozdwojenie jaźni a ja jestem alter ego :D
            • twardycukierek Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 20:01
              Songo, wszystko jest możliwe ;D Patrz, mnie to też interesuje:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=91812981&wv.x=2&a=91876389
              • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 27.02.09, 02:17
                Kurczę, oficjalnie zaczynam się bać. Przecież jak już się wyleczysz to ja sobie po prostu zniknę :)))
              • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 27.02.09, 04:09
                Kurczę, oficjalnie zaczynam się bać. Przecież jak już się wyleczysz to ja sobie po prostu zniknę :)))
              • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 27.02.09, 04:09
                Kurczę, oficjalnie zaczynam się bać. Przecież jak już się wyleczysz to ja sobie po prostu zniknę :)))
                • twardycukierek Songo 27.02.09, 07:54
                  songo3000 napisał:

                  > Kurczę, oficjalnie zaczynam się bać. Przecież jak już się wyleczysz to ja sobie
                  > po prostu zniknę :)))

                  :D Songo, dzięki za salwę śmiechu tak z rana :) Spoko, nie znikniesz. To co z
                  tym wątkiem? Bądź miły, co? :DDD
              • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 27.02.09, 09:27
                Kurczę, oficjalnie zaczynam się bać. Przecież jak już się wyleczysz to ja sobie po prostu zniknę :)))
                • twardycukierek Houston, we have a problem! n/t 27.02.09, 09:43
                  • songo3000 Re: Houston, we have a problem! n/t 27.02.09, 21:59
                    Ojej, bo w nocy to trza spać a nie posty wysyłać. Potem jakieś matrixy mi odpowiedzi klonują...
                • juzia214 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 27.02.09, 10:47
                  Songo zamiast płakac bierz przyklad z kolegi opisanego przez Hansa Christiana
                  Andersena w rozprawie popularno-naukowej pt:"Cień" ;)
                  • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 27.02.09, 21:54
                    Ja nie płaczę, ja się wymądrzam :P
        • poitevin Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 20:32
          songo3000 napisał:

          > Babeczki jak zwykle ;) coś pomieszały. Bycie 'miłym', staranie się
          przez cały d
          > zień nie ma szans przerodzić się na zwiększenie czy 'uaktywnienie'
          pożądania. I
          > MHO to nie te bodźce, nie ta bajka.

          Zdecydowanie tak, powiem więcej, w chwilach kiedy M. jest dla
          mnie "niemiły" również mam na niego chęć. Bywa nawet, że większą:)
          Ale ja nie jestem całkiem normalna, więc zaburzam statystyki:P

          A poważnie - jak się facet stara tylko po to, żeby dostać nagrode,
          to zajeżdża fałszem. Czasem może nie być cukierkowo i lukrowo, ale
          wystarczy zobaczyć błysk w jego oku i już majtki same spadają.
          • twardycukierek Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 20:46
            'Zdecydowanie tak, powiem więcej, w chwilach kiedy M. jest dla
            mnie "niemiły" również mam na niego chęć. Bywa nawet, że większą:)
            Ale ja nie jestem całkiem normalna, więc zaburzam statystyki:P'

            Jak zwykle podpisuję się całą klawiaturą, Poitevin. Czyba, że wolisz
            'nienormalna' sama być? :DDDD

            'Czasem może nie być cukierkowo'

            Mega-foch! ;-PPP ;-DDDD

            To idę, Niemiły wzywa ;)
            • juzia214 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 21:57
              protestuje przeciwko jednej jedynej slusznej opcji.
              czy nie mozna potraktowac tych wywodow jak propozycji do poznania rożnych
              potrzeb ,roznych kobiet?
              przeciez tak naprawde wyglada na to ,ze nawet pan mąz nie wie jaka ta jego żona
              jest i co lubi.
              moze rozpala ją pacnięcie maczugą w łebek a moze kwiecie z pobliskich łąk?
              niech probuje rozności moze w końcu znajdzie sposob na to, zeby znow stac sie
              łakomym kąskiem dla swojej wybranki.
              • mujer_bonita Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 22:35
                juzia214 napisała:
                > protestuje przeciwko jednej jedynej slusznej opcji.
                > moze rozpala ją pacnięcie maczugą w łebek a moze kwiecie z pobliskich łąk?

                I słusznie - ja na przykład jestem z tego drugiego bieguna - bycie miłym działa na mnie zdeeeecydowanie bardziej :) Ale zdaję sobie sprawę, że większość kobiet jest gdzieś po środku albo na przeciwnym biegunie :)
                • avide Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 22:50
                  Na moją żonę bycie miłym też raczej działa. Jednak krótko. Później muszę się
                  zamienić na chwilę we wrednego kutasa, by później jak znowu jestem "miły"
                  poczuła to. Permanentne bycie miły spowoduje aneksję takiego stanu jako czegoś
                  oczywistego ;-)).
                  Zatem moja rada. Być miłym jak najbardziej... ale nie za często i nie za długo
                  ;-))))))))).
                  Spadam do łóżeczka. Dziś byłem miły ;-), czas odebrać zapłatę ;-))).
                  Udanej nocy pełnej seksualnych uniesień wszystkim życzę ;-).
                  • prosta-kobieta56 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 26.02.09, 22:59
                    Oj avide jestes super
                  • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 04.03.09, 01:34
                    I tym sposobem dochodzimy do dychotomii dobra i zła, hehe.
                • songo3000 Re: Bycie miłym nie przekłada się na pożądanie 04.03.09, 01:39
                  Taa, a najzabawniejsze jest to, że wszystko u babeczek może się zmienić jak w kalejdoskopie. Rada jest jedna - piep..yć to ;)))
    • kalendarzowa_wiosna Re: "Oddana" żona... 27.02.09, 16:40
      Jak na mój gust przyczyną są hormony i choćbyś na głowie stawał, nic
      nie zdziałasz.
      U mnie po urodzeniu dziecka ten stan trwał 3 lata! Seks tylko i
      wyłącznie z inicjatywy męża, czasem godziłam się dla "świętego
      spokoju" ale czułam się wręcz, jakby mnie gwałcił :-(
      A przecież wcześniej i później seks przynosił mi bardzo dużo
      satysfakcji.

      Gdybym miała wtedy tę wiedzę, co teraz - odstawiłabym dziecko od
      piersi po kilku miesiącach, a nie po 2 latach i poszła do lekarza po
      leki.

      Minstrelboy daj jej jeszcze trochę czasu (jeśli karmi piersią, do
      końca okresu karmienia oraz + - 2-3 miesiące) prawdopodonie sytuacja
      się unormuje. A jesli nie - seksuolog i ginekolog endokrynolog
      wskazani.
    • tipika20 Re: "Oddana" żona... 07.03.09, 19:02
      naprawdę współczuję, ja mam inny lecz prawie taki sma problem. mam
      21 lat jestem z chlopakiem 18 miesiecy , bardzo sie kochamy, ale do
      tej pory nie wspolzylismy ze soba;-( nie to ze jestem jakas zimna
      dziewczyna czy cos wrecz przeciwnie.zawsze jestem zadbana, pachnaca,
      w seksownej bieliznie, kiedy mamy randke zawsze jestem czula i do
      niczego nie zmuszam swojego chlopaka. jesli on ma ochote mnie
      piescic to piesci ale kiedy zbliza sie moment kiedy powinnismy sie
      kochac on nie moze( brak erekcji) i tak od ponad 15 mieisecy jest
      odkad postanowilismy wspolzyc ze soba. najgorsze sa chwile kiedy
      jestem bardzo podniecona i naprawde tak bardzo pragne zblizenia a
      tu "nici" to ogarnia mnie rozpacz. nie potrafie sobie poradzic z
      podnieceniem i zaczynam plakac. nie potrafie tego opanowac, ale jest
      to silniejsze ode mnie. najgorsze jest to ze chlopak przyznal sie ze
      gdy mnie nie ma przy nim to ma wielka ochote i wszystko jest z nim
      ok i sie masturbuje a gdy mam randke to jest konkretna klapa.
      probowalam wszystkiego, bylismy z dala od domu na wycieczce w gorach
      cisza spokoj zero stresu, przejal paleczke i na tym sie skonczylo.
      zasnal a ja ze lzami w oczach pytalam dlaczego go nie moge miec? jak
      to moze byc -miec chlopaka ktorego bardzo sie kocha, bardzo
      przystojnego o pieknej sylwetce a a nie wiedziec jak to jest go miec
      w sobie? planujemy razem przyszlosc ale nie wiem jak to bedzie bo ja
      nie wyobrazam sobie ze bede miala meza z ktorym nie bede sie
      kochala. bo jak starac sie o dzieci? jak cieszyc sie soba w mlodym
      wieku? jak sie czuc kobieta? czasem mam takie zalamania ze nie wiem
      co ze soba robic. tak bardzo brak mi seksu z ukochanym chlopakiem ze
      to az boli. chcialabym choc raz poczuc jak po udanej nocy przytula
      sie do mnie i szepnie udalo sie;jestem mlodakobieta a czuje sie
      jakbym juz byla do niczego nie potzrebna. nie zgadzam sie z opiniami
      ze seks nie jest najwazniejszy w malzenstwie otoz jest bardzo wazny,
      bo dzieki niemu ludzie czuja sie dla swoich malzonkow
      atrakcyjni.potrzebni, kochani, i inne takie.nie wiem co robic jak
      pomoc sobie i chlopakowi bo wszystkie pomysly mi sie wyczerpaly,
      dlugie szczere rozmowy , przejecie przeze mnie inicjatywy tez nie
      daje rezuttatow. czasem lezymy kolo siebie i zaczynam go calowac a
      on mowi ze mnie bedzie nic z tego bo nie ma ochoty. czy do konca
      zycia tak bedzie? ze nie zaznam co to znaczy byc z ukochanym
      mezczyzna-mezem? nie chce wyjsc za maz a kiedy przyjdzie noc kazde z
      nas odwroci sie plecami i pojdzie spac.nie wiem...
    • inverti Re: "Oddana" żona... 13.03.09, 09:23
      U mnie podobny stan trwa juz od 2 lat. Seks 1-2 w miesiacu po tym jak go dosc
      intensywnie "wymusze". W zwiazku z tym, ze kochamy sie tak rzadko trwa to
      zenujaco krotko (nie daje rady). Kiedys bylo normalnie.
      Probowalem juz generalnie wszystkiego, od wspomnianego calodziennego glaskania,
      mowienia cieplych slow, etc. Zeby bylo zabawniej wiele lat siedzialem z dziecmi
      w domu (i pracowalem), do dzis wiekszosc obowiazkow zwiazanych z dziecmi jest na
      mojej glowie (poranne budzenie, ubieranie, karmienie i wyprawianie do
      przedszkola), wiec pod tym wzgledem moja zona nie moze narzekac na nadmiar
      obowiazkow i zmeczenie.

      Wiem natomiast, ze ma stresujaca prace i nie ma rowniez absolutnie ochoty na
      seks. Od dawna juz, nie pamietam chwili zeby sama cos zainicjowala.

      Byl okres ze kochalismy sie czesciej, ale wtedy naprawde intensywnie dzialalem
      na tym polu, starajac sie organizowac "mile" wieczory prawie codziennie
      (przegialem chyba z tymi zabiegami), wliczajac w to kolacje, wino, masaze itd.

      Teraz niestety jestem na takim etapie, ze za bardzo nie mam juz sily starac sie
      tak jak kiedys, skoro efekty sa mizerne lub zadne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka