Dodaj do ulubionych

"...no przecież seks nie jest najważnieszy!"

25.02.09, 16:07
"są ważniejsze rzeczy w związku: zaufanie, czułość, wzajemne
wspieranie się..."
wygląda na to, że wielu forumowiczów słyszało podobne stiwerdzenie
od swojego partnera - w ten czy inny sposób ("ty to tylko o
seksie!")
proszę zauważyć, że nie mówię o kobietach lub mężczyznach - jedna
osoba w związku chce bardziej niż druga (płeć nie jest ważna) i stąd
krótka droga do powyższej konwersacji.
no wiec (nie zaczynamy zdań od "więc" itp), stawiamy sobie i
partnerowi pytanie:
Q: czy seks jest najważniejszy?
A: oczywiście, że nie.
Wymienione wyżej rzeczy (te o przyjaźni i zaufaniu) są ważniejsze.

A teraz wyobraźmy sobie sytuację, kiedy nasz partner / partnerka
zaprzyjaźnia się z inną osobą (powiedzmy, że przeciwnej płci). Czy
to jest zdrada? Tak, tak - wiem, że to głupie pytanie. Nie, to nie
jest zdrada.

kontynuujmy. opisana powyżej para przyjaciół zaczyna się "mnieć ku
sobie". powiedzmy, że mail'ują do siebie i tam się pojawia jakaś
czułość, tęsknota, jakieś podteksty erotyczne. słowem, nasz partner
się zakochuje, żeby nie używać wielkich słów - poddaje się
zauroczeniu. uwaga: do niczego nie doszło - tylko słowa i myśli.
czy to jest zdrada? tu myślę, że zdania będą podzielone ale sporo
osób będzie to postrzegać to jako zdradę.
pytanie zasadnicze do scenariusza nr 2: czy wybaczysz taką "zdradę"?
nie znam waszych odpowiedzi ale badania (niestety robione tylko w
Kanadzie) mówią, że ogromna większość ludzi dość łatwo wybacza. (bo
do niczego nie doszło)

ok. przechodzimy do sytuacji nr 3. jeden z partnerów ma
pozamałżeńską (pozazwiązkową) przygodę. zero uczuć - tylko seks. np.
seks z profesjonalistką(ą).
nie będę się pytał czy to jest zdrada - zakładam, że większość
odpowie "TAK, zabije s..." (tu wpisać stosowne epitety).
pytanie zasadnicze, jak powyżej - czy jesteś skłonny(a) wybaczyć?
w tym wypadku (znowu Kanada, trochę chłodniej, więcej opanowania)
większość nie wybacza a spora część (44% kobiet, 35% męskich
szowinistycznych...) jest zdecydowana zakończyć związek.

czy z powyższego wywodu wynika (poprawcie mnie jeśli się mylę), że w
związku seks wcale nie jest najważniejszy ale jeśli jest
pozamałżeński to urasta do problemu nr 1?

w przypadku forumowiczów, którzy mają problem z partnerem, który
seksem nie jest zainteresowany, to sytuacje podobna trochę do "psa
ogrodnika": nie zje i innym nie da spróbować...
Obserwuj wątek
    • ewolwenta Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 25.02.09, 16:20
      Dla mnie seks na zimno jest o tyle nie do zaakceptowania, że niesie
      ryzyko przywleczenia jakiegoś choróbska. Nie postrzegałabym go jako
      zdradę a jako brak odpowiedzialności.
      Zaangażowanie emocjonalne (zauroczenie), którego miarą jest czas
      poświęcony treciej osobie to zdrada.

      • yayamiomur Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 25.02.09, 16:25
        ewolwenta, miło mi Cię poznać bo jestś wyjątkowa.

        jesteś jedną z 0,8% kobiet (badania w USA), które nie uważają
        stosunku seksualnego (precyzyjnie rzecz biorąc stosunku waginalnego
        - tak było w tych badaniach) za zdradę.
        • twardycukierek Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 25.02.09, 16:40
          Czyż Bill Clinton nie powiedział: 'I did not have sex with this woman, Monica
          Lewinsky!'? Bo sex oralny to...nie jest sex? :D

          A poważnie: fajny wywód napisałeś. Wiesz, unikam cobygdybalstwa, cholera wie jak
          człowiek w danej sytuacji zareaguje. To spekulacje. Zdradzona nie byłam a
          przynajmniej o tym nie wiem ;)), sama nie zdradziłam (to wiem). Seks mamy
          świetny, o niebo lepszy niż na początku związku. Sądzę, że moja reakcja byłaby
          inna w sytuacji gdy:

          1. Zdrada ma miejsce mimo, że mamy świetny seks i jest nam pod każdym względem
          dobrze razem.
          2. Zdrada ma miejsce kiedy wiem, że od dawna (czas, pojęcie względne) ignoruję
          męża i nie mam zamiaru zrobić nic, aby to poprawić. Innymi słowy tkwię w pustym
          związku.

          To tak na pierwszy ogień :)
          • yayamiomur Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 25.02.09, 17:56
            a'propos Bill'a Clinton'a...

            3,4% mężczyzn i 1,1% kobiet uważa, że seks oralny nie jest zdradą. (te same, przytaczane przeze mnie badania w USA)
            czyż to nie urocze?
            • twardycukierek Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 07:58
              Te 1,1% to Hillary i jej koleżanki? :D
    • black-antoinette Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 25.02.09, 17:09
      Właśnie przeprowadziłam dyskusję na ten temat z partnerem. Oboje jesteśmy
      przekonani, że seks jest ważny w związku, ale raczej nie poważny. Oboje bardziej
      dotknęła by zdrada uczuciowa niż fizyczna przygoda bez uczuć, choć to też by
      bolało. Seks jest doskonałą przyprawą dopełniającą nasze danie zwane małżeństwem.
    • yoric Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 01:35
      Z perspektywy ewolucyjnej kobiety mają (miały w ewolucyjnej przeszłości) inne
      zagrożenia wynikające ze zdrady, niż faceci, stąd inaczej na nią reagują.

      Dla faceta (samca) zaangażowanie emocjonalne jego samicy nie jest groźne o ile
      nie prowadzi do seksu. Groźny jest seks, bo w wyniku tego samiec może wydatkować
      zasoby na nieswoje dziecko.

      Dla kobiety (samicy) nie jest groźny sam seks jej samca, bo ona na tym nic nie
      traci. Traci dopiero wtedy, jeśli samiec się zaangażuje i swoje zasoby zacznie
      inwestować gdzie indziej.

      Z tego co wiem (choć oczywiście mogę się mylić) faktycznie kobiety są bardziej
      skłonne wybaczyć 'seks bez uczucia', faceci nie bardzo, natomiast z
      zaangażowaniem bez seksu jest na odwrót. Nb. zacytowane badanie zdawałoby się
      temu przeczyć, jeśli dobrze je rozumiem?
      • avide Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 01:47
        Dużo prędzej bym wybaczył głębokie uczucie i zakochanie się niż bzyknięcie na chłodno się mojej partnerki.

        Dokładnie z powodów o jakich napisał Yoric. Jak sobie pomyślę, że mógłbym nieświadomie wychowywać nie moje dzieci to zimny pot mi spływa po plecach. Nie miałbym nic przeciwko wychowaniu nie swojego dziecka, wszak pod jednym warunkiem. Miałbym zadowalającą liczbę własnych dzieci oraz owe nie moje dziecko nie byłoby efektem pozamałżeńskiego seksu mojej żony. Za każdym razem jakbym na nie patrzył widziałbym żonę w objęciach innego. Długo bym tego nie wytrzymał. Tego jestem pewien.
        • yoric Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 13:31
          Wydaje mi się, że ściślej rzecz biorąc jest tak: myśl o wychowywaniu nieswojego
          dziecka nie jest jakoś szczególnie przerażająca, bo jest dość abstrakcyjna,
          natomiast zimny pot występuje, gdy facet wyobrazi sobie partnerkę w trakcie
          seksu z innym - mam rację?
          • avide Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 15:50
            Nie wiem jak to działa u mnie ale u mnie działają dwa schematy
            1) Myśl o wmanewrowaniu w nie moje dziecko ale tylko dlatego że mógłbym w
            niewiedzy wychowywać np. jedyne moje dziecko które nie było by moje. Gdyby owe
            dziecko byłoly jednym z np. 4-ech waga wydazrenia mnieła bym prawie marginalne
            znaczenia, gdyz w końcu i tak w pozostałych 3 przypadkach moje geny przekazałem
            dalej. Im mniejsza liczba dzieci tym istotniejsze potwierdzenie genetyki.

            2) Tak, wiedząc że to nie moje dziecko, spłodzone w trakcie trwania związku
            miałbym przed oczami wyobraźni za każdym razem scenę jak się bzykają. W takiej
            sytuacji nie ma zmiłuj. "Jak nie uważałaś jak robiłaś to teraz rób jak uważasz",
            ale już beze mnie.

            Przypadek w którym poślubiam kobietę z dzieckiem, fakt wychowywania obcego
            dziecka nie ma dla mnie większego znaczenia. Takie dziecko to wręcz można
            traktować jako inwestycję, gdyż alimenty płacone przez ojca można spożytkować na
            własne dzieci ;-). Podobnie nie mając wpływu na wcześniejsze życie nowej
            wybranki życia nie ma tematu patrzenia na dziecko i widzenia oczami wyobraźni
            zdrady.

            Niby sytuacje co do faktów takie same tzn. tutaj dziecko innego samca i tutaj a
            jednak jakościowo sytuacje diametralnie inne. To co przechodzi w jednym
            przypadku jest nie do przyjęcia w drugim.
            Zycie... chciałby się rzecz.
            • glamourous Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 16:43

              avide napisał:

              > Takie dziecko to wręcz można
              > traktować jako inwestycję, gdyż alimenty płacone przez ojca można
              spożytkować na własne dzieci ;-)

              Avide, lol ;-)) Czyli rozumiem, ze wychowywac obce dziecko to
              owszem, ale tylko pod warunkiem, ze ma tatusia Krezusa? A juz
              dziecko ojca NN lub faceta siedzacego w kiciu za nieplacenie
              alimentow nie wchodziloby w gre ze wzgledow praktycznych? Hehehe,
              dobre ;-))))
              • marek_gazeta Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 17:22
                No chyba nie o to chodzi.

                Jeśli facet "bierze" sobie kobietę z dzieckiem, to z góry akceptuje taką sytuację. Nikt nikogo nie oszukuje, to jest sytuacja uczciwa, a inny samiec nie depcze jego "terytorium". Honor nie cierpi.

                W przypadku zdrady jakiś inny samiec, s..syn, wpycha się na jego terytorium nie tylko z łapami, ale dodatkowo z wackiem, a zapłodnienie "własnej" samicy przez innego samca to straszliwa plama na honorze i w dodatku oszustwo, które wiedzie do marnowania zasobów na obce geny. Nie wiem, co - nadwyrężony honor czy nieświadome inwestowanie w obce geny - boli bardziej.
                • glamourous Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 21:38
                  Marek, nie musisz mi tych prawidlowosci tlumaczyc - moj powyzszy post pod
                  adresem Avide byl napisany z WIELKIM przymruzeniem oka ;-)
      • glamourous Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 15:18
        yoric napisał:


        > Dla kobiety (samicy) nie jest groźny sam seks jej samca, bo ona na
        tym nic nie
        > traci. Traci dopiero wtedy, jeśli samiec się zaangażuje i swoje
        zasoby zacznie
        > inwestować gdzie indziej.
        >

        Mala niekonsekwencja. Jak to "sam seks samca jest niegrozny", bo
        stala partnerka na tym "nie traci"? Przeciez nigdy nie bylo czegos
        takiego jak "sam seks" - ze skokow w bok jak swiat swiatem rodzily
        sie dzieci, ktore same w sobie byly juz zagrozeniem dla prawowitej
        rodziny i implikowaly (przynajmniej teoretycznie) inwestycje
        faceta "gdzie indziej". Wiadomo, dziecko slubne czy nieslubne - moze
        chcac niechcac zwiazac mezczyzne z jego matka i stanowic potencjalna
        inwestycje uczuciowa i finansowa na wiele lat.

        Dlatego wcale nie uwazam, ze kobiety maja wbudowana atawistyczna
        akceptacje meskich zdrad dla sportu. Z moich obserwacji wynika
        raczej cos zupelnie odwrotnego : kobiety sa zazdrosne zarowno o
        emocje swoich facetow jak i o ich seksualne odruchy. Kobiety pragna
        emocjonalnej i seksualnej wylacznosci. Zauwaz, jak agresywnie
        reaguja kobiety na takie zjawisko jak ogladanie przez faceta golych
        panienek w necie. Albo jak pluja jadem na krecaca tylkiem w TV Dode
        w kusej mini ;-)) Ostatnio przyjaciel opowiadal mi, jak to jego zona
        zrobila mu w samochodzie awanture, bo jadac spojrzal (na wysoce
        apetyczny, fakt!) bilboard z reklama bielizny Intimissimi ;-) Jak
        myslisz, dlaczego meskie ogladactwo wirtualnej - czyli zupelnie w
        praktyce nieszkodliwej - konkurencji dziala na kobiety jak plachta
        na byka?? Bo kobiety boja sie kazdej formy przeniesienia seksualnego
        zainteresowania mezczyzny na kogos innego. One instynktownie
        postrzegaja to jako zagrozenie. Boja sie konkurencji w kazdej jej
        postaci. Nie wazne czy meskie podniecenie inna kobieta to tylko
        odruch bezwarunkowy, "sport", ONS, "wypadek przy pracy", czy
        prawdziwe zaangazowanie uczuciowe. Dopiero z nabytym doswiadczeniem
        oraz z intensywnymi przemysleniami pojawia sie u kobiet cos w
        rodzaju coolness. I uwierz mi, ze musza sie one mozolnie uczyc
        akceptacji faktu, iz meska seksualna uwaga nie bedzie sie skupiac
        wylacznie na stalej partnerce. I akceptuja, pomimo ze instynkt
        podpowiada im co innego.
        • avide Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 15:29
          glamourous napisała:

          Ostatnio przyjaciel opowiadal mi, jak to jego zona
          > zrobila mu w samochodzie awanture, bo jadac spojrzal (na wysoce
          > apetyczny, fakt!) bilboard z reklama bielizny Intimissimi ;-)


          Heheheh nie on jeden miał awanturę o tą reklamę :D.
          Fakt baaaardzo apetyczna. Ciężko się na drodze skoncentrować.
          W większych miastach można zobaczyć jeszcze jedną godną uwagi bilbordówkę.
          Reklama sklepu z bielizną Palmers. Oj... cudna iście reklama ;-).
        • marek_gazeta Ojoj 26.02.09, 17:17
          > bo jadac spojrzal (na wysoce
          > apetyczny, fakt!) bilboard z reklama bielizny Intimissimi ;-)

          Wysoce apetyczny to za mało powiedziane; po prostu zjawiskowy.
    • prosty_facet Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 07:12
      Taaaa - w przypadku zdrady sex rzeczywiście staje się numerem jeden :-)
      I rzeczywiście zasada psa ogrodnika występuje w większości przypadków. Ale
      oczywiście są chlubne wyjątki :-)
    • mistalovalova no bo nie jest 26.02.09, 14:16
      bo jesli jest to kazdy zwiazek powinien sie rozpasc. Przeciez
      porownaj 16 czy 18 latke z 40+ letnia kobieta w okolicach menopauzy.
      O ile nie jestes gerontofilem i xzmarszczki i zwiatczala skora nie
      przeszkadza to wbierzessz ZAWSZE mlodsza.

      Yoric ma racje - to instnkt. mlodsza mzoe rodzic dzieci a starsze
      juz unie.

      Co do zdrady prawie 100% zgody z youricem. Ba ja nawet wybacze sesk
      z innym facetem pod 2 warunkami:

      1) zadnych obcych dzieci
      2) zadnych STD

      Wychowywac obce dziecko moge pod jednym warunkiem: adopcja, ktora
      uwazam za cos bardzo szlachetnego i godnego podziwu. Wtedy wiem na
      co sie decyduje a nie wychowuje "podrzutka".

      Uszanowania
      mll
      • yayamiomur Re: no bo nie jest 26.02.09, 14:49
        > porownaj 16 czy 18 latke z 40+ letnia kobieta w okolicach
        menopauzy.
        > O ile nie jestes gerontofilem i xzmarszczki i zwiatczala skora nie
        > przeszkadza to wbierzessz ZAWSZE mlodsza

        rany boskie! przestańcie z tymi zmarszczkami!

        mll,
        to nie do ciebie to tak ogólnie.

        jeśli kobieta uważa, że jest nieatrakcyjna to będzie się tak
        zachowywać.
        nie patrz w lustro!
        popatrz w oczy męża (partnera, kochanka...). jest zakochany? pożąda
        cię? widzisz błysk (diabliki vel kurwiki)?
        to jest najważniesza miara bo wy (kobiety, puchu...) nie jesteście
        dla siebie ani sprawiedliwe ani łaskawe!

        a jak mi jeszcze ktoś będzie chciał napisać, że kobieta po
        czterdziestce nadaje się już tylko na oddział geriatyczny to niech
        się najpierw puknie w ten durrrrny... (ciach - ustawa o kontroli
        publikacji)...
        • mistalovalova ja tez tak ogolnie ;) 26.02.09, 14:55
          patrzenie w oczy kochanka po 40? jakiego kochanka. toz to
          gieontofilia. Dlatego zawsze twierdze ,ze seks nie mzoe byc pdostawa
          zwiazku. Jesl itak jest to kazdy zwiazek po krotkim czasie sie musi
          rozpasc.


          A to ,ze "seks z latami jest coraz lepszy" to tak jedzenie marmolady
          przez 10 lat zwiaksza na nia apetyt ;D

          Zwiazek to cos znacznie bardziej wiekszego niz seks. popatrz w oczy
          partnerki i zobacz ona widzie supermena czy kogos na kim moze sie
          oprzec?

          Uszanowania
        • juzia214 Re: no bo nie jest 26.02.09, 15:07
          yayamiomur napisał:
          >>a jak mi jeszcze ktoś będzie chciał napisać, że kobieta po
          czterdziestce nadaje się już tylko na oddział geriatyczny to niech
          się najpierw puknie w ten durrrrny... (ciach - ustawa o kontroli
          publikacji)...<<
          ok.kobieta po czterdziestce nadaje sie nie tylko na geriatryczny odzdzial ale
          jeszcze moze kilka pozytecznych rzeczy robic .moze ziółka parzyć, moze skarpety
          prać,moze po piwo skoczyć,moze na dzialce grzadki wypielic ;)

          a te cholerne zmarchy naprawde są dolujące.na cale szczęscie przynajmniej madrzy
          ludzie wynalezli farby do wlosow...
          • mistalovalova Re: no bo nie jest 26.02.09, 15:12
            juzia214 napisała:

            > yayamiomur napisał:

            > ok.kobieta po czterdziestce nadaje sie nie tylko na geriatryczny
            odzdzial ale
            > jeszcze moze kilka pozytecznych rzeczy robic .moze ziółka parzyć,
            moze skarpety
            > prać,moze po piwo skoczyć,moze na dzialce grzadki wypielic ;)
            > a te cholerne zmarchy naprawde są dolujące.na cale szczęscie
            przynajmniej madrz
            > y
            > ludzie wynalezli farby do wlosow...

            napisalem to by obalic mit o tym, ze skes wiaze zwiazek. No bo zaden
            zwiazek nie rpztrwalby menopauzy. Kobetom tyka zegar biologiczny
            szybciej a zadne farby, botoksy i kremy tego nei zmienia. Jesli seks
            i mlodassa jedynymi wartosciami z zwiazku to mi zal takich ludzi.

            Uszanowania
            mll
            • yayamiomur Re: no bo nie jest 26.02.09, 15:52
              juzia, mll,
              wygląda na to, że oboje macie dwie opcje po czterdziestce:
              a. brak seksu (no bo baba po 40 to tylko ziółka)
              b. kochanka na boku (bo wiem, że trudno w to uwierzyć ale faceci po 40 ciągle myślą o seksie)

              a teraz, bardzo proszę o kliknięcie poniżej i mll powie mi, którą z tych babek wysyła do geriatyka a którą by zaprosił do siebie...
              bix.yahoo.com/contest/6892
              • mistalovalova po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 16:25
                Zadnej z powyzszych jesli mowimy nie o 1 nocy. Na pare to jedynie
                Lucy Liu ;)

                A powaznuiej ? Chcesz je zobaczyc za 4-5 late ? jak bardzo beda
                atrakcyjne z botksami, naciagnaiem skory i udawaniem mlodszych niz
                sa za WSZELKA cene. No bo liczy sie mlodosc i seks tylko ;)

                BTW a ile jeszcze dzieci urodza? a jak urodzoa to ile nie bedzie
                mialo zaspolu downa?


                Skoro mowimy o kobietach z szolbiznesu to oczywiscie czyo
                teoretycznie to ja chentie zaprosilbym te panie. Kolejnosc
                nieprzypadkowa - zaczynam od najchetnie zaproszonej ;):

                1) Keira Knightley
                2) Jessica Alba
                3) Scarlett I. Johansson


                Uszanowabnia
                • yayamiomur Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 16:34
                  ...no to mamy trochę inne gusta - i chwała ci panie!

                  a tak a'propos rodzenia dzieci itp... zdaje się, że mówiliśmy o
                  trwającym związku, który ma już za sobą jakiś szmat czasu, dzieci
                  już nie takie małe, kobieta ma 40 lub trochę więcej...
                  w takiem właśnie scenariuszu nie zgadzam się z twierdzeniem, że
                  kobieta w tym wieku to już "do niczego" (tak, ziółka, wiem).
                  • mistalovalova Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 16:56
                    yayamiomur napisał:

                    > ...no to mamy trochę inne gusta - i chwała ci panie!

                    jasne ja nie mam nic przeciw gerontofilli. Mnie po prostu
                    pomarszczone ciala NIE PDNIECAJA. I nie wierze, ze stare raszpel sa
                    lepszymi kochnakami. I mnie tez cieszy, ze lubisz stare raszple ;)


                    > a tak a'propos rodzenia dzieci itp... zdaje się, że mówiliśmy o
                    > trwającym związku, który ma już za sobą jakiś szmat czasu, dzieci
                    > już nie takie małe, kobieta ma 40 lub trochę więcej...
                    > w takiem właśnie scenariuszu nie zgadzam się z twierdzeniem, że
                    > kobieta w tym wieku to już "do niczego" (tak, ziółka, wiem).

                    jesli mowimy o zwiazku trwajacaym a opartym jedynie na seksie (u
                    niej wyglad u niego erkecja) to to juz ostani dzwonek dla takiego
                    zwiazku. A chcesz zobaczyc realne 40tki voila :

                    randki.o2.pl/profil.php?id_r=1228863
                    randki.o2.pl/profil.php?id_r=1484603
                    randki.o2.pl/profil.php?id_r=1116005

                    ja tam do tych spraw wole 18 ski ;D

                    • yayamiomur Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 17:06
                      >
                      > ja tam do tych spraw wole 18 ski ;D

                      rozumiem:
                      żona - ziółka
                      18ka - lody

                      a co na to twoja 40-letnia (kiedyś) żona?
                      • mistalovalova i tu kolega sie mocno myli 26.02.09, 18:33
                        yayamiomur napisał:

                        > >
                        > > ja tam do tych spraw wole 18 ski ;D
                        >
                        > rozumiem:
                        > żona - ziółka
                        ja tam na homeopatii sie nie znam

                        > 18ka - lody
                        isc na lod ydo grycana? czy ona ma je robic? jesli opcja b to kolega
                        nie trafim bo akurat robirnie lodiow stoi baaardzo nisko w
                        hierarchii moich sekualnych potrzeb. Ale 18 od czasu do czasu czemu
                        nie ;D



                        > a co na to twoja 40-letnia (kiedyś) żona?
                        jakby kolega uwazniej czytal to dowiedzialby sie, ze dla mnie seks
                        niejest zwiazkotworczy. Seks jest dodatkiem w zwiazku. I dlatego
                        moja zona moze nie spogladac w lusterko ze strachem ze ja wykopie
                        jak tylko pojawi sie jej peirwsza zmarszczka...

                        W zwiazkach gdzie seks jest taki wazny i kestia fizycznej milosci na
                        piedestale to sa strachy. Sems strchy i stresy - facet, ze mu nie
                        stanie a ona ze sie robi malo atrakcyjna po 20 latach jak kochanka
                        (he he po 20 altach to jeszcze kochanka?! ;)

                        Uszanowania
                        mll


                • glamourous Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 16:48
                  mistalovalova napisała:

                  > 1) Keira Knightley

                  Rany boskie...!!
                  No, ale de gustibus...
                  • mistalovalova Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 16:57
                    a co masz duzo piersi i zazdroscisz? ;)
                    • glamourous Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 17:18
                      Tu nie chodzi tylko o piersi ;-) No, ale jak juz wyzej napisalam :
                      de gustibus non est autobus, czy jakos tak to szlo, wiec nie
                      zamierzam kontynuowac rozwazan czy/czego zazdroszcze pannie K.N ;-))
                      • mistalovalova Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 17:23
                        glamourous napisała:

                        > Tu nie chodzi tylko o piersi ;-) No, ale jak juz wyzej napisalam :
                        > de gustibus non est autobus, czy jakos tak to szlo, wiec nie
                        > zamierzam kontynuowac rozwazan czy/czego zazdroszcze pannie K.N ;-
                        ))

                        Slusznia prawisz wacpani.

                        Ja wole mloda, arakcyjna fgizycznie KN niz pomarszczona, wklepujaca
                        kremy "skorna pormonetke" patrzaca ze strachem codziennie w lusterko
                        i zadajaca codziennych zachwytow nad niknaca uroda ;)

                        Uszanowania
                        • glamourous Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 17:37
                          No dobra, ja rozumiem, ze panie po 40 sa dla Ciebie totalnie out, bo
                          skora pomarszczona itd, a nie kazda polska czterdziestolatka ma
                          pieniadze/ochote/ambicje/fizyczne warunki zeby wygladac jak Demi
                          Moore czy Halle Berry (a gdyby nawet to dziecka ci przeciez 40 latka
                          nie urodzi - taka argumentacje tez rozumiem). No, ale CO w takim
                          razie, drogi Misterze, powiesz za 20 lat (zakladam, ze teraz jestes
                          mlody) kiedy Twoja partnerka (ta ktora teraz ma apetyczne 18 lat,
                          robi ci laske i urodzi dziecko) tez sie zestarzeje i pomarszczy?
                          Cynicznie wymienisz ja na nowszy model, choc sam tez bedziesz
                          pomarszczony jak mumia Ramzesa II?

                          Chyba tylko baaardzo mlody facet - lub przeciwnie - 50 latek w
                          pelnoobjawowym midlife crisisie à la Kazik M. moze tak arogancko-
                          cynicznie podchodzic do sprawy ;-)
                          • mistalovalova Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 18:28
                            glamourous napisała:

                            > No dobra, ja rozumiem, ze panie po 40 sa dla Ciebie totalnie out,

                            jak to baba czyta a nie rozumie ;) owszem jesli seks jest tak wazny,
                            ze cementuje zwiazek i bez seksu nijak nie mozna to powyzej 40 po co
                            byc z taka kboeta? ani kochanak ani matka?

                            no chyba. ze w zwiazku to nei seks cementuje


                            > skora pomarszczona itd, a nie kazda polska czterdziestolatka ma
                            > pieniadze/ochote/ambicje/fizyczne warunki zeby wygladac jak Demi
                            > Moore czy Halle Berry

                            ale dlaczego tyel kobiet z takim niepokojem patrzy w lusterko? skoro
                            nei kazda chce ;)


                            > mlody) kiedy Twoja partnerka (ta ktora teraz ma apetyczne 18 lat,
                            > robi ci laske i urodzi dziecko) tez sie zestarzeje i pomarszczy?

                            Dziekuje nie mam jeszcze dlugonogiej blond 18 latki ale moze kiedys
                            zasponsoruje jaka maturzystke ;)

                            A co do mojej lepszej polowu -> nie, nie planuje wymieniac bo u mnie
                            seks nie jest sila zwiazkotworcza. I ona nie musi patrzec z
                            niepokojem w lustro patrzac kiedy odejde jak jesli sie 1 zmarszczka
                            pojawi.



                            > Cynicznie wymienisz ja na nowszy model, choc sam tez bedziesz
                            > pomarszczony jak mumia Ramzesa II?

                            He he facetowi zmarszczki i wiek nie przeszkadzaja tlko brak kasy,
                            stsatusu, odwagi ;)

                            Oboje o ty mwiemy.


                            > Chyba tylko baaardzo mlody facet - lub przeciwnie - 50 latek w
                            > pelnoobjawowym midlife crisisie à la Kazik M. moze tak arogancko-
                            > cynicznie podchodzic do sprawy ;-)

                            jesli mownienie prawdy a nie chowanie sie za PC tabu to bycie
                            arganckim cynikiem ok to niem jestem.

                            Uszanowania
                            mll
                            • aandzia43 Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 23:15
                              > A co do mojej lepszej polowu -> nie, nie planuje wymieniac bo u
                              mnie
                              > seks nie jest sila zwiazkotworcza. I ona nie musi patrzec z
                              > niepokojem w lustro patrzac kiedy odejde jak jesli sie 1
                              zmarszczka
                              > pojawi.

                              Czy dla szanownej małzonki seks też nie jest siłą związkotwórczą? Bo
                              w związku z tym, musi się ona pogodzić z tym, że chociaż nie
                              zostanie wykopana z domu z pierwszą zmarszczką, to zostanie wykopana
                              z mażłeńskiego łoża z pierwszą zmarszczką. Czyli czeka ją zanik
                              seksu po 30/40-tce. Przynajmniej seksu z tobą (hi,hi). Co ona na to?
                              Bo oczywistym jest, że ciebie nie wzruszy fakt, że jakiś gerontofil
                              posuwa twoją straruchę od ziółek. To jasne jak słońce. Nie będziesz
                              przecież psem ogrodnika.
                              No więc co twoja połowica na to, że nie będziesz w stanie być jej
                              kochankiem po kilku latach małżeństwa i spłodzeniu ustalonej liczby
                              dzieci? Czy taki układ jej odpowiada?

                              A tak bardziej serio: sądzę, że nie tyle seks nie jest dla ciebie
                              siłą związkotwórczą. Myślę, że seks NIGDY NIE POŁĄCZYŁ SIĘ W TWOJEJ
                              GŁOWIE Z UCZUCIAMI.

                              No, kończę te sklerotyczne wywody, bo muszę przetrzeć okulary,
                              zaparzyć sobie ziółka, zażyć coś na pamięć, puścić bąka i podreptać
                              do łóżka;-)

                              (Kurcze, Mistaolvalova, jak dobrze że jesteś. Dawno się tak dobrze
                              nie bawiłam;-))) Zazwyczaj tak kwiczę z radości, tylko kiedy trafiam
                              na posty pewnego wielbiciela głupich środziemnonorskich cip (to już
                              określenie nieocenionego Songa).
                              • mistalovalova Re: po 40 to gerontofilia ;) 26.02.09, 23:30
                                aandzia43 napisała:

                                > Czy dla szanownej małzonki seks też nie jest siłą związkotwórczą?
                                +
                                > dzieci? Czy taki układ jej odpowiada?

                                no chyba nie skoro jest ze mna jeszcze



                                > A tak bardziej serio: sądzę, że nie tyle seks nie jest dla ciebie
                                > siłą związkotwórczą.

                                n owidzisz a dla 90% rodzodzacy sie byl

                                > Myślę, że seks NIGDY NIE POŁĄCZYŁ SIĘ W TWOJEJ GŁOWIE Z
                                UCZUCIAMI.
                                >

                                fakt trzeba miec niesamowite oddanie udajac podniecenie na widok
                                starej partnerki - tylko czy to jest milosc?

                                > No, kończę te sklerotyczne wywody, bo muszę przetrzeć okulary,
                                > zaparzyć sobie ziółka, zażyć coś na pamięć, puścić bąka i
                                podreptać do łóżka;-)
                                >

                                Slusznie, aha nie zapomiaj o zebach do szklaneczki. W koncu takie
                                ladne po babci !

                                No i pasowaluy bez przerobek.

                                Uszanowania
                                mll
                                • mistalovalova errata 26.02.09, 23:40
                                  mistalovalova napisała:
                                  > > A tak bardziej serio: sądzę, że nie tyle seks nie jest dla
                                  ciebie
                                  > > siłą związkotwórczą.
                                  >
                                  > no widzisz a dla 90% rochodzacych sie byl

                                  mailo byc ;)
                                • aandzia43 Re: po 40 to gerontofilia ;) 27.02.09, 00:00
                                  Trafiłam! Hi, hi, a więc jednak nie połączył ci się ten seks z
                                  uczuciami jak miałeś naście lat. Nie wnikam w przyczyny, pewnie
                                  bolesne.

                                  Jak na strauszkę przystało będę upierdliwa: więc nie przeszkadza ci
                                  listonosz-gerontofil delektujący się zwiędłymi resztakmi świetności
                                  twojej 40-letniej małżonki? Czy mógłbyś mi odpowiedzieć jasno na to
                                  pytanie? I jeszcze jedno: czy masz wystarczająco dużo kasy na częste
                                  wiztyw burdelu zatrudniającym apetyczne 20-latki? Częste, bo
                                  zakaładam, że trzydziestoparolatek czy czterdziestolatek dużo
                                  jeszcze może (przynajmniej moi znajomi panowie mogą, w dodatku ze
                                  swoimi starymi żonami).

                                  A jak tam twoja sztuczna szczęka? Bardzo uwiera?
                                  • yayamiomur Re: po 40 to gerontofilia ;) 27.02.09, 11:50
                                    andzia - respect & rotfl
                                    respect za diagnozę, rotfl za resztę.

                                    mml,
                                    z nicka wynika (jakoś dziwnie to brzmi), że taki młody i głupi to
                                    nie jesteś - ta piosenka to chyba lata 80-te więc żeby ją pamiętać
                                    musiałeś mieć kilkanaście lat conajmniej i jak to wszystko dodamy...
                                    wychodzi, że masz 30 minimum. jest takie (amerykańskie chyba)
                                    powiedzenie, że gorszy od głupca jest tylko stary głupiec. (nie
                                    bierz tego do siebie, to tylko powiedzenie)
                                    mam taki pomysł: wyobraź sobie, że masz duży dom (może nie musisz
                                    sobie wyobrażać), że masz panią do sprzątania, panią do gotowania...
                                    tak, tak, panią do seksu też. no ale w tym wypadku, twoja żona
                                    powinna mieć pana do seksu.
                                    zastanawiam się tylko, czy śniadanie będziecie jedli we czwórkę czy
                                    też pan i pani od seksu będą jadali "ze służbą"?
                                    • mistalovalova Re: po 40 to gerontofilia ;) 27.02.09, 12:12
                                      szanowny jajami (to chyab tak sie czyta -nie bierze tego do siebie ;)


                                      nie wiem ile masz ty lat - zakladam ze jzu szkoly ukonczyles i nauki
                                      nie pobierasz. Teoretycznie wiec powinienes rozumiec co czytasz. A
                                      jednak. Weic powtoze p oraz ostani jko czlek zgodny:

                                      Nigdzie nie pisalem, ze nie kocha moej zony anie nie uprawiam z nia
                                      seksu. Pisalem, ze skes nie jest zwiazkotworzczy. A dla tych co jest
                                      to ich sprawa jak chca meic smutne zycie to ich sprawa.

                                      Aha czy do m mam duzy? kwestia standardow, pania do sprzatania,
                                      prasowani i zmywania takze. Zona nie msui sie tym zajmowac ma czas
                                      dla mnie.


                                      Uszanowania
                                      mll
                                  • mistalovalova Re: po 40 to gerontofilia ;) 27.02.09, 12:05
                                    aandzia43 napisała:

                                    > Trafiłam! Hi, hi, a więc jednak nie połączył ci się ten seks z
                                    > uczuciami jak miałeś naście lat. Nie wnikam w przyczyny, pewnie
                                    > bolesne.

                                    oo widz, ze gerontofilia zabolala. Oj zabolala ;)


                                    >
                                    > Jak na strauszkę przystało będę upierdliwa: więc nie przeszkadza
                                    ci
                                    > listonosz-gerontofil delektujący się zwiędłymi resztakmi
                                    świetności
                                    > twojej 40-letniej małżonki? Czy mógłbyś mi odpowiedzieć jasno na
                                    to
                                    > pytanie?


                                    moaj malzonka jeszcze dluugo nei bedzie zwiadla 40stka ;) ale jesl
                                    ibedzie chcial sie zadawac z listonoszem coz kto poel me orze plug
                                    moj oszczedza.

                                    Wazne szczecis zony nieprawdaz?



                                    > I jeszcze jedno: czy masz wystarczająco dużo kasy na częste
                                    > wiztyw burdelu zatrudniającym apetyczne 20-latki?

                                    Poki co stac. Na sp0nsoring studentek tez. (tych co pozniej sa
                                    takimi kochajacymi zonami, ktore nie widza zeiazku bez seks)
                                    Ale jak wiadomo idzie kryzys jakiego nie bylo i moze nie bedzie mnie
                                    stac ktoz to wie...

                                    > Częste, bo
                                    > zakaładam, że trzydziestoparolatek czy czterdziestolatek dużo
                                    > jeszcze może (przynajmniej moi znajomi panowie mogą, w dodatku ze
                                    > swoimi starymi żonami).

                                    jassne a skad wiesz co moga - sparawdzalas z nimi wszystkimi czy
                                    byli werbalnei szczesliwi ja ty? ;)

                                    > A jak tam twoja sztuczna szczęka? Bardzo uwiera?
                                    >
                                    pytasz sie mei o swoja szczeke?

                                    Uszanowania
                                    mll
                                    • aandzia43 Re: po 40 to gerontofilia ;) 27.02.09, 15:13
                                      > oo widz, ze gerontofilia zabolala. Oj zabolala ;)

                                      Chciałbyś, robaczku;-D Za dobrze mi się póki co wiedzie. Oby natomiast nie
                                      zabolała niedługo twojej żony. No a przecież szczęście zony ważne, nieprawdaż?

                                      Zwróciłam uwagę na twoje posty dopiero w momencie, kiedy zacząłeś kojarzyć mi
                                      się z facetem, którego znałam kiedyś w realu.( Moze to ty?;-). Inteligentna
                                      bestia, z którą cudnie się gada, wysłuchuje jej wywodów i podziwia kuriozum, ale
                                      żyć by się z nią nie chciało za żadne pieniądze (a ma je, ma). W każdym razie
                                      jakiś perwersyjny sentyment do tej postaci mam:-)

                                      A propos dowodów na szczęśliwe pożycie moich paru znajomych starszych panów z
                                      ich starszymi paniami. Żebyś ty widział te błyszczące oczy, kiedy patrzą na
                                      swoje połowice... Ale myślę, ze nawet gdybyś się o ten blask przewrócił, i tak
                                      byś go nie zobaczył. Nie mówiąc już o tym, byś poczuł.

                                      Pozdrawiam i życzę ci pomyslnych wiatrów w twoim matrixie. Sposobów na
                                      zadowalające przejście przez to życie jest dużo:-) Twój też jest dla ludzi.

                                    • glamourous Re: po 40 to gerontofilia ;) 27.02.09, 16:01

                                      mistalovalova napisała:

                                      > moaj malzonka jeszcze dluugo nei bedzie zwiadla 40stka ;)

                                      Wiekowo moze jeszcze dlugo nie, ale cielesnie? Kto wie? Urodzi
                                      dziecko lub dwoje i... roznie moze sie porobic z jedrnoscia skory
                                      tudziez strategicznych czesci kobiecego ciala. Poczytaj sobie posty
                                      Wifki, skoros taki esteta i radykal w kwestii swiezosci i
                                      nieskazitelnej urody kobiecego ciala.
    • mujer_bonita Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 17:25
      yayamiomur napisał:
      > czy z powyższego wywodu wynika (poprawcie mnie jeśli się mylę), że
      w
      > związku seks wcale nie jest najważniejszy ale jeśli jest
      > pozamałżeński to urasta do problemu nr 1?

      IMO ma to dość proste wytłumaczenie - seks był i chyba nadal jest
      cechą odróżniającą (nie jedyną ale jednak bardzo istotną) relację
      związku/małżeństwa od innych relacji z otoczeniem (przyjaciółmi,
      rodziną etc.) W teorii, bo w praktyce różnie to działa. I tak - jak
      jest pozamałżeński to w jakiś sposób oznacza to nawiązanie relacji z
      kimś z zewnątrz czyli urasta do problemu nr 1 ;)
    • jedenon Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 17:26
      no pewnie że nie to tak jak z wodą też nie jest najważniejsza ważniejsze jest
      powietrze. Tylko jak długo wytrzymasz bez wody?
      • galaxyradio Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 18:45
        Ze zwiazkow bez seksu zwykle "wypisuje sie"badz
        zostaje "wypisana"przez druga osobe.
        Zwiazki oparte wylacznie na seksie,nawet na super nieziemsko dobrym
        seksie(ach raz mi sie trafilo...)to raczej romanse.Bo jak tu
        planowac przyszlosc jesli niebawem mam pielic ogrodek i parzyc
        ziolka ,bo starosc odbierze mi resztki urody i nikt nie bedzie mnie
        chcial?I partner moze sie zniechecic?Jak tu kolejny raz "zamknac
        oczy i skakac na glowke"jesli wg mlodych i arogantow moje miejsce
        jest na oddziale geriatrycznym?
        Seks jes bardzo wazny.Chce sie nim cieszyc jak najdluzej.Bede
        ryzykowac.
        Zaczynam po raz kolejny nowy zwiazek,tym razem z mezczyzna mlodszym
        odemnie 8lat.Znalam go wczesniej.Wiem ze tylko stosujac kompromisy
        wytrwam w tym zwiazku.
        Zdecydowalam sie dlatego,iz pomimo seks nie jest najwazniejszy jest
        wazny jak jedzenie,chce sie cieszyc zyciem i usmiechac sie,chce
        przestac byc glodna.Chocby to nie bylo na dlugo.
        • juzia214 Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 26.02.09, 21:14
          no dobra to teraz powaznie-bo o tych ziolkach ,pieleniu ogrodka itd.to byl zart ;)
          dla mnie seks jest wazny ale nie najwazniejszy.albo inaczej.jesli wiem ,ze moj
          zwiazek ma przejsciowe klopoty bezproblemowo zamykam sklepik na klucz i nie
          rozdzieram szat.jakos tam mi tego brakuje ale łączy nas przeciez jeszcze
          wzajemna troska,szacunek,poczucie humoru,wspolne cele,lubimy siebie tak po
          prostu.wiem ,ze wroci i seks.
          ale jesli procz braku seksu jest miedzy nami zle-nawet mi sie nie chce probowac
          nic naprawiac.pakuje sie i wychodze.
    • yoric Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 27.02.09, 01:38
      Glam:

      > Mala niekonsekwencja. Jak to "sam seks samca jest niegrozny", bo
      stala partnerka na tym "nie traci"?... [itd.]

      Słuszna uwaga. Tj. teoretycznie jest tak, jak ja piszę: poza-związkowy seks
      samca, sam w sobie, nie jest groźny dla partnerki, kropka. W praktyce jednak są
      dwa 'ale' - tak jak mówisz, w praktyce seks często nie jest 'sam w sobie'. Po
      drugie, jak zauważył Mista, są choroby weneryczne.

      To, że w seksie poza związkiem może powstać dziecko jak sądzę nie było presją
      selekcyjną w naszej historii ewolucyjnej i raczej nie miało wpływu na relacje w
      związku. Jeśli jednak samiec wystarczająco często odchodził do 'kochanki', z
      którą się przespał, mogło to wystarczyć do wyewoluowania zazdrości 'o sam seks'.
      Co do obserwacji jak jest w życiu, to są one po Twojej linii - faktycznie babki
      są mocno zazdrosne nawet o oglądnie się za innymi (nb. to [oglądanie się - nie
      zazdrość] jest właśnie jedna z kluczowych rzeczy, do których moja przyszła
      partnerka będzie przyzwyczajona od początku :D).
      Ale jest i argument w drugą stronę. Babki, przynajmniej w naszej kulturze, są o
      wiele (o WIELE) bardziej tolerancyjne wobec innych kobiet w kontekście stricte
      seksualnym, niż faceci wobec facetów. Zdecydowana większość facetów nigdy nie
      zaakceptowałaby trójkąta MMF ze swoją partnerką, zaś bardzo dużo kobiet nie
      miałoby nic przeciwko trójkątowi FFM ze swym lubym.

      Pozdrawiam
      • mistalovalova Re: "...no przecież seks nie jest najważnieszy!" 27.02.09, 12:14
        nie wiem dlaczego ale cie lubie ;)

        Uszanowania
        mll

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka