Dodaj do ulubionych

My i nasze dzieci

03.04.09, 17:26
Songo w watku o lodzie napisal 'Śmiem twierdzić, że wszyscy z domu rodzinnego w sprawach seksu mieliśmy pod górę - takie pokolenie.'

I tak sie zastanawiam, co my, jako rodzice mozemy zrobic, by nasze dzieci nie mialy pod gorke?

Pewne rzeczy wydaja sie oczywiste - nie robic z seksu jakiegos tabu, odpowiadac szczerze na pytania dzieci na kazdym etapie.
Ale czy to wystarczy?
Moze nie tylko chodzi o to, by dzieci nie mialy pod gorke, ale powinnismy jakos dzialac, by mialy z gorki?

Co z nastolatkami?
Czy rodzice powinni uczulac dzieci na na bledy, ktore sami popelnili i jakos im sie odbijaja czkawka, by te mogly ich uniknac?
Czy zostawic sprawy swojemu biegowi..

f.
Obserwuj wątek
    • loppe Re: My i nasze dzieci 03.04.09, 17:32
      Najlepsze kochanki/kochankowie to Polki, Hiszpanie, Włosi - a więc
      reprezentanci populacji gdzie obowiazuje pewne luźne ale jednak
      taboo. Pikantne napięcie. Tam gdzie nie ma żadnego tabu jest już
      tylko fucking. Krótko mówiąc - możecie być z siebie dumne, tak
      trzymać!
      • urquhart Re: My i nasze dzieci 03.04.09, 17:49
        Dobrze że sam zauważyłeś to że kochanki/kochankowie bo przecież nie żony i mężowie :)
        Bo jednocześnie mają najsilniejszy zespół MiL.
        Najlepszy seks dopóty nie ma ślubu i nie tworzą rodziny. Po ślubie i założeniu rodziny najgorszy w porównaniu do innych nacji w związku. Ale na szczęście to co dzieje się poza małżeńską sypialnią poprawia narodowe statystyki.
        • loppe Re: My i nasze dzieci 03.04.09, 18:25
          No nie. Chodziło o rolę w jaką wcielaja się dowolni partnerzy w
          trakcie koitacji. W imieniu koitacji proszę - chrońmy te
          pewną...tajemnicę koitacji...Nie pozwólmy nieromantycznym
          seksulożkom co tydzień gadać o tym na portalu:)
      • glamourous Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 11:03
        loppe napisał:

        > Najlepsze kochanki/kochankowie to Polki, Hiszpanie, Włosi - a więc
        > reprezentanci populacji gdzie obowiazuje pewne luźne ale jednak
        > taboo.

        Eeeee tam, najlepsi kochankowie to Wlosi? Hiszpanie? Jezeli juz, to
        pewnie spora role gra tu goracy poludniowy temperament i co za tym
        idzie spore libido, a nie jakies tam wyniesione z domu taboo.
        Ciezko to zreszta zmierzyc na podstawie stereotypow. Ja slyszalam z
        kolei od zaprzyjaznionych cudzoziemcow, ze Polki sa owszem chetne,
        ale nie sa dobrymi kochankami, bo maja sporo zahamowan. Ech, te
        stereotypy. Koles przespi sie z dwiema Polkami poderwanymi gdzies na
        sluzbowym wyjezdzie w Warszawie, a potem dorabia stereotyp calej
        nacji. Niezbyt inteligentne.
        • yayamiomur Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 15:24
          > stereotypy. Koles przespi sie z dwiema Polkami poderwanymi gdzies na
          > sluzbowym wyjezdzie w Warszawie, a potem dorabia stereotyp

          glam jak zwykle masz rację. polacy mają ogromny bagaż zachamowań i jakiś strasznie wypaczonych wyobrażeń.

          zadziwiające jest, że dość często polacy zmieniają swój schemat w kontaktach z cudzoziemcami - panie stają się bardzo otwarte, panowie partnerscy... nie wiem czym jest to spowodowane (może powodem jest fakt, że pan z holandii nie będzie się spowiadał w tym samym kościele co moja ciocia...?) ale kreuje ten właśnie pozytywny stereotyp polaków kochanków. a średnia krajowa jest straszna, niestety.

          ktoś mówił, że włosi i hiszpanie są tacy fajni bo też mają te swoje zachamowania i temat tabu budzi dreszczyk emocji. tu się chyba nie zgodzę. oni mają kościół ale mają też chyba zdrowsze podejście - jak nagrzeszę to się wyspowiadam i już...

          chociaż zdarzyło mi się płacić w jakimś włoskim hoteliku za dwa pokoje bo żona nie była wtedy jeszcze żoną i właścicielka nie zgodziła się wynająć jednego pokoju. ale to było urocze - włoska prowincja.
        • loppe Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 19:24
          Podtrzymuję - twierdzenie o wyższości śródziemnomorskiej kultury
          erotycznej nad atlantycką
    • misyjka Re: My i nasze dzieci 03.04.09, 17:34
      Myślę, że rozmawiać trzeba , a właściwie to nawet nasz obowiązek.
      Jeśli od nas się nie dowiedzą , to uświadomi ich ktoś na podwórku, w
      szkole, internet itp. i niekoniecznie w sposób jakiegobyśmy
      oczekiwali. Ja jestem na etapie początkowym, jako matka kilkulatków.
      Moje dzieci na razie wiedzą tyle ile potrzeba,przyjęły to całkiem
      naturalnie, nie wstydzą się o tym rozmawiać , choć jest ich troje
      proszą nas o jeszcze choć jedną dziecinkę:)Za kilka lat , ale nie za
      długo uświadomię im ,że niestety nie wszystko w seksie to takie cacy
      glancy .
      • fanny Re: My i nasze dzieci 03.04.09, 17:42
        misyjka napisała:
        > Za kilka lat , ale nie za długo uświadomię im ,że niestety nie wszystko w
        seksie to takie cacy glancy .

        Tzn. co zamierzasz im konkretnie powiedziec?

        f.
        • misyjka Re: My i nasze dzieci 03.04.09, 18:33
          Tyle ile uznam za stosowne, na pewno nie będdzie to coś w stylu -
          mały słuchaj, to jest tak i tak, to się robi, tego nie. Trzeba
          uświadomić, ale nie dawać całkowitego instruktarzu na życie. Młody
          człowiek zielony być nie powinien, żeby go pózniej jakiś koleżka nie
          ośmieszał, ale też garnicę zachować należy, to moje zdanie.
    • krzysztof-lis Re: My i nasze dzieci 03.04.09, 22:56
      > Moze nie tylko chodzi o to, by dzieci nie mialy pod gorke, ale
      > powinnismy jakos dzialac, by mialy z gorki?

      Dziewczynie bym uświadomił, że seks jest dla ludzi, nie warto czekać do ślubu,
      nie warto czekać na tego jednego jedynego, ale nie iść do łóżka z kimś, na kogo
      się nie ma ochoty (tylko po to, by jemu sprawić przyjemność).

      Co należałoby uświadomić chłopakowi
      • triss_merigold6 Pomogę Ci 05.04.09, 20:35
        Chłopcu należałoby przekazać, że:
        - prezerwatywa jest jego najlepszym przyjacielem
        - nie należy wierzyć w mity i legendy ludowe o "bezpiecznych dniach"
        ani uskuteczniać stosunku przerywanego jako antykoncepcji
        - nie warto mieć inicjacji pod wpływem alkoholu z przygodną partnerką
        - przyjemniejszy jest seks z kimś kogo się przynajmniej lubi
        - lepiej sprawdzić ile faktycznie panienka ma lat, żeby potem matka
        nie musiała płacić łapówki za tuszowanie puknięcia 14-latki
        - nie należy pukać dresiar, bo szybko zaciążają
        - nie należy upierać się przy dziewicach, zwłaszcza starszych
        - porno to nie materiał szkoleniowy dla małolatów
        - real różni się od porno w stopniu znacznym więc nie rozczaruj się
        synu
        - nikt nie staje się fantastycznym kochankiem od razu
        • krzysztof-lis Re: Pomogę Ci 05.04.09, 21:37
          > - prezerwatywa jest jego najlepszym przyjacielem

          Nie rozmawiamy tu chyba o oczywistych oczywistościach w rodzaju tłumaczenia
          dziecku na czym polega zabezpieczenie przed ciążą i STD, tylko o tym, co należy
          dziecku mówić, by jak dorośnie cieszyło się pełnią radości z seksu.

          > - nie warto mieć inicjacji pod wpływem alkoholu z przygodną
          > partnerką

          Dlaczego?

          > - przyjemniejszy jest seks z kimś kogo się przynajmniej lubi

          Dla kobiety
          • triss_merigold6 Re: Pomogę Ci 06.04.09, 21:14
            AD1 - ponieważ lepiej, żeby inicjacja była doświadczeniem, które
            wspomina sie miło i bez wstydu. Które sie w ogóle wspomina a nie
            nastepuje zrzut i kasacja pamięci pod wpływem %.
            AD2 - sam pisałeś, że nie masz imponujących doświadczeń, ja
            natomiast owszem i z mężczyznami o bardzo dużym przebiegu ilościowym
            i jakościowym też rozmawiałam
            Nie chodzi o lubienie w senasie zaangażowania emocjonalnego tylko
            sympatię, fascynację nawet krótką, jakieś pozytywne odczucia
            względem drugiej osoby. W McDonaldzie można sie najeść, luz, nawet
            nie otrują. Ale jest różnica między zaspokojeniem głodu w
            McDonaldzie a w restauracji. W sumie dużym fiatem czy maluchem też
            można jeździć w sensie dotarcia do celu ale przyjemność mniejsza niż
            w volvo.
            • krzysztof-lis Re: Pomogę Ci 06.04.09, 21:54
              > AD1 - ponieważ lepiej, żeby inicjacja była doświadczeniem, które
              > wspomina sie miło i bez wstydu. Które sie w ogóle wspomina a nie
              > nastepuje zrzut i kasacja pamięci pod wpływem %.

              Dla kobiet
    • kachna79 Re: My i nasze dzieci 05.04.09, 21:36
      Ta tematyka też ostatnio mnie zastanawia - to chyba efekt czytania tego forum.
      Odpowiedzi na Twoje pytanie nie znam - mogę się jedynie domyślać. Gdybym ja
      wysłuchała rad osób piszących przede mną to prawdopodobnie nie byłabym teraz w
      szczęśliwym związku. Osoby, które znają mnie nieco wiedzą o czym piszę:) Dlatego
      postulowałabym nie obarczanie dzieci własnymi ograniczeniami. Zresztą myślę, że
      podstawa udanego życia seksualnego to poczucie własnej wartości, szacunek do
      siebie i innych, umiejętność dokonywania rozsądnych wyborów. Choć zapewne od
      wynurzeń natury technicznej też nie uciekniemy:)
    • grazyna510 Re: My i nasze dzieci 05.04.09, 22:21
      ja zwyczajnie powiedzialam corce , kiedy moze zajsc w ciaze
      i ona wziela to pod uwage
    • eeela Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 00:27

      > Songo w watku o lodzie napisal 'Śmiem twierdzić, że wszyscy z domu rodzinnego w
      > sprawach seksu mieliśmy pod górę - takie pokolenie.'
      >
      > I tak sie zastanawiam, co my, jako rodzice mozemy zrobic, by nasze dzieci nie m
      > ialy pod gorke?

      Moja mama nie wpoiła mi nigdy niczego, od czego miałabym mieć 'pod górkę'. I tak
      samo jak ona ze mną, ja zamierzam postępować ze swoimi dziećmi.
      • cyklista6 Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 09:56
        Świetny wątek - chociaż chciałbym przeczytać opinie nieco poważniejsze.

        Chciałbym, aby moje dzieci wiedziały że seks to nie jest jakaś straszliwa
        tajemnica, ani magiczny Graal. Tylko aby wiedziały, że to bardzo potężna siła
        która może dostarczyć fantastycznych wzruszeń ale i wiele bólu - i to od ich
        roztropności zależy czego będzie więcej. Chciałbym, aby wiedziały że to
        naturalna ludzka czynność - która wymaga jednak dojrzałości i odpowiedzialności
        za drugiego człowieka.

        Ale nie wiem jak im to przekazać - wiem, że najskuteczniejszy jest przekaz
        niewerbalny ale tutaj akurat mój przekaz nie jest taki, jaki chciałbym aby był.
        • misyjka Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 10:25
          Zgadzam się z tobą, myśle sobie, że nie zawsze chodzi o to,żeby
          wszyściutko dzieciom powiedzieć , dać gotowy instruktaż ,sądzę ,że
          wiele dowiedzą sie z obserwacji nas samych, jakie są wzajemne
          relacje rodzinne, jaki my dorośli mamy storunek do samych
          siebie.Jeśli dziecko będzie miało do nas zaufanie , nie będzie się
          bać , czy wstydzić pytać o wszystko.Musi czuć ,ze traktujemy je
          poważnie, nie boimy się niewygodnych pytań. Trzeba też umieć
          dobierać odpowiednie słowa.
        • kachna79 Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 11:14
          > Chciałbym, aby moje dzieci wiedziały że seks to nie jest jakaś
          straszliwa
          > tajemnica, ani magiczny Graal.
          Trafiłeś w sedno.

          Ja chciałabym przekazać córkom wiedzę o różnicach w podejściu do
          seksu kobiet i mężczyzn (raczej poprzez jakieś pozycje
          literaturowe). Szczególnie w momentach takich jak ciąża i okres
          okołoporodowy. Dla mnie w tym czasie seks mógł nie istnieć, a mój M
          cierpliwie usychał.

          Popieram też postulat przekazu niewerbalnego. Osoba mająca poczucie
          własnej wartości, akceptująca siebie i jednocześnie gotowa do
          kompromisów i pragnąca szczęścia partnera poradzi sobie w życiu,
          seksualnym również.
          Myślę, że trzeba również położyć nacisk na dojrzałość i umiejętność
          określenia własnych potrzeb. Niekontrolowany wpływ rówieśników może
          przynieść opłakane skutki.
          • arronia Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 14:11
            > Popieram też postulat przekazu niewerbalnego.

            Czyli wychodzi na to, nic zaskakującego, trzeba najpierw swoje główne problemy z
            danej działki mieć rozpracowane, żeby swojego bagażu dzieciom nie przekazywać.
            Bez tego wszelkie pogadanki to będzie pic na wodę.
            • kachna79 Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 14:59
              Nauczyciel jest autorytetem, gdy sam jest fachowcem.
              • arronia Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 15:31
                I gdy jest wiarygodny.

                Jest taka opowieść o Dalajlamie. Przyszła do niego matka z dzieckiem, bo nie
                mogła sobie poradzić z łakomstwem dzieciny. Poprosiła Dalajlamę, żeby pomógł jej
                przekonać dziecko, żeby nie jadło cukierków. Dalajlama uśmiechnął się i
                powiedział: przyjdź jutro.
                Przyszła. Dalajlama zwrócił się do dziecka: przestań jeść cukierki. Matka
                podziękowała i poszła w swoją stronę.
                Po kilku dniach wróciła. Chciała podziękować, bo dzieciak rzeczywiście przestał
                jeść cukierki. I spytać, dlaczego Dalajlama nie mógł powiedzieć dziecku, żeby
                ich nie jadło, już za pierwszym razem.
                Dalajlama odpowiedział: kiedy przyszliście pierwszy raz, to ja sam jeszcze
                jadłem cukierki.
    • stary.kawaler Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 11:24
      > Pewne rzeczy wydaja sie oczywiste - nie robic z seksu jakiegos
      > tabu, odpowiadac szczerze na pytania dzieci na kazdym etapie.

      Jak dzieci sa na tyle małe, że nie zdają sobie sprawy, że seks, to
      kwestia intymna, to warto im tłumaczyć w prostych słowach jak to
      wygląda, bo sa to typowo "techniczne" pytania wynikające z prostej
      potrzeby zaspokojenia ciekawości, podobnie jak pytanie "Dlaczego
      mleko kipi? " :)
      Potem przychodzi etap dawania do zrozumienia, że to coś, co robią
      rodzice w sypialni wynika z tego, że się kochają. Ale to ich
      prywatna sprawa, nieszczególnie wstydliwa, ale osobista.
      To bardziej kwestia wyrobienia pewnej postawy akceptacji wobec
      seksu, jako części życia, podobnie jak choroba, śmierć lub przyjaźń.
      Na tym etapie warto mówić o aspektach bezpieczeństwa w seksie,
      zarówno zdrowotnego, emocjonalnego....
      Wątpię, by nastolatek pytał rodziców o kwestie techniczne, i tak
      wie już lepiej od kolegów i z netu.

      Żeby nie miały po górkę? Tu już trudniej, bo dzieci również
      przejawiają zachowania erotyczne, bardziej lub mniej świadomie. Np.
      masturbują się. To jeden z przejawów seksualizmu dzieci z jakim
      spotykają się rodzice. Macie pomysły jak reagować?
      • zakletawmarmur Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 12:25

        Nic nie robić! Pozwolić dziecku swobodnie poznawać swoje ciało.
        Wiele dzieci się onanizuje i nie ma w tym nic złego. Najlepiej nie
        zwracać na to uwagi. Znudzi się i minie...
        Zareagować powinno się jedynie, gdy dziecko uprawia onanizm
        publicznie i boimy się negatywnej reakcji otoczenia. Wtedy można
        wytłumaczyć dziecku, że siusiaczkiem/pipką można się bawić bez
        ograniczeń ale w swoim pokoju.

        To samo dotyczy sytuacji gdy dzieci oglądają/dotykają się nawzajem.
        Chyba, że dochodzi do przemocy i jedno z dzieci jest zmuszane...
        • loppe Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 12:47
          Być. Być radosnym - gdy para emanuje radością życia, dziecko widząc
          to na codzień rozwija się harmonijnie i nie ma potrzeby ingerowania
          werbalnego, werbalizcja rodzicielska rzadko zresztą doścignie to co
          młodzież sobie poczyta, więc...

          Krótko mówiąc - pracowac nad sobą i swoim podejściem do życia i
          seksu, a nie nad dzieckiem. Jakie to proste...
          • loppe Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 13:06
            Na początek dobrze pochować wulgarne pornole... Primum non nocere.
          • songo3000 Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 13:13
            Prezentujesz typową postawę zwalania odpowiedzialności na 'kolegów', 'podwórko' czy kogo tam jeszcze. Obudowanie jej w radosne hasła o 'emanowaniu zadowoleniem' niczego nie zmienia. Rzeczywiście, jakie to proste...
            • loppe Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 13:16
              Zupełne nieporozumienie, które wynika z tego że prezentujesz
              przestrzałay model wychowawczy oparty na werbalnych kazaniach.
              • kachna79 Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 13:25
                Zgadzam się z Loppe: moi rodzice prezentują taki typ radosnego
                zadowolenia i szczęścia. Obserwując ich mam poczucie, że każda sfera
                życia dobrze im się układa. Do kazań skorzy nie byli (rumieniec na
                twarzy ojca - bezcenne), ale przekaz niewerbalny był czytelny.
                Patrząc na nich widzę, że małżeństwo jest jak dobre wino.
                • glamourous Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 13:50
                  Rowniez zgadzam sie z Loppe. Jakos tez nie bardzo mi sie widza te rodzicielskie
                  instruktazowe pogadanki o seksie. Chyba czulabym sie troche zazenowana, gdyby w
                  te tematy wprowadzali mnie wlasnie rodzice. Odbieralabym to chyba wrecz jako cos
                  niesmacznego. Zdecydowanie zdrowiej jest, jezeli rodzic odpowie szczerze i bez
                  tabu na pytanie dziecka, nie wglebiajac sie zanadto w pikantne szczegoly. Nasza
                  psychologia jest jakos tak dziwnie pokretna, ze niezbyt dobrze, jezeli "te
                  sprawy" nadmiernie kojarza nam sie z osobami rodzicow. I dlatego to chyba nie
                  rodzice powinni byc promotorami seksu w zyciu ich dzieci, w kazdym razie na
                  pewno nie powinni sie z tym dziecku narzucac i mowic o tym zbyt szczegolowo.
                  Powinni po prostu klimatem miedzy nimi dawac dziecku do zrozumienia ze seks jest
                  fajny i piekny, bez zbytniego werbalizowania przy niedzielnym obiedzie.
                  • loppe Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 14:08
                    I ja również się z Paniami zgadzam!
                  • arronia Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 14:28
                    Zastanawiam się, na ile mój przypadek był typowy lub nie. Jak mnie tematy płci
                    zaczęły interesować, a na "pogadanki" się nie zanosiło (nie żałuję, zresztą się
                    ich nie domagałam), to po prostu poszłam do księgarni i sobie kupiłam książkę na
                    ten temat. Coś w rodzaju nastolatka dorasta. Jakoś kolegów za wiarygodne źródło
                    nie uważałam, książki kupić się nie wstydziłam, trzymać otwarcie w pokoju też
                    nie. Jakbym chciała się czegoś dowiedzieć o kaktusach, też bym pewnie literatury
                    poszukała.

                    Chociaż... To było w czasach przedinternetowych. Teraz pewnie najpierw sieć,
                    potem (o ile...) książka. A w sieci to treści różnorakie. Ech, może jednak
                    dinozaurzeję.
                    • loppe Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 14:35
                      Nie dinozaurzysz lecz masz całkowitą rację - wspominałem już w tym
                      watku o popisach do kamery seksuolożki, a to przecież tylko średni
                      albo nawet lepszy od średniego poziom internetowych prezentacji
                      zagadnień erotycznych.

                      Literatura przedmiotu, oczywiście.
                    • kachna79 Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 14:37
                      Mam nadzieję, że moje dzieci będą takie rozsądne. Zresztą szukanie w
                      wartościowych źródłach można stymulować. Już dla kilkulatków są
                      fajne książki typu "skąd się biorą dzieci". Natomiast współczuję
                      osobom, które wiedzę o seksualności człowieka czerpią z internetu -
                      trzeba mieć naprawdę dobrze poukładane w głowie żeby odróżnić ziarno
                      od plew.
                      • glamourous Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 14:52
                        Ja na przyklad w wieku 13 lat nie wiedzialam jeszcze nawet, ze facet
                        musi miec erekcje, zeby seks byl mozliwy. Zakochiwalam sie w
                        chlopakach czysto platonicznie i chyba nawet nie bardzo chcialam,
                        zeby ktokolwiek mnie na tamtym etapie uswiadamial. Pamietam tez, ze
                        spytalam kiedys ojca co to jest prezerwatywa - splonal rumiencem i
                        powiedzial ze nie wie ;-) Pomimo tego, fakt, iz jako dziecko i
                        wczesna nastolatka nie mialam precyzyjnego pojecia o tym jak wyglada
                        prawdziwy seks - i nie bylam tez uswiadamiana przez rodzicow - nie
                        przeszkodzil mi jakos pozniej w rozwinieciu wielkiej pod tym
                        wzgledem otwartosci i calkiem sporego temperamentu. Kazdy mlody
                        czlowiek "idzie" chyba pod tym wzgledem wlasnym rytmem, wiec nie ma
                        co dzieciakow ewangelizowac na sile na zasadzie "skonczyl/a 12 lat?
                        No to robimy pogadanke o seksie."
                        • kachna79 Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 14:56
                          wiec nie ma
                          > co dzieciakow ewangelizowac na sile na zasadzie "skonczyl/a 12
                          lat?
                          > No to robimy pogadanke o seksie."

                          Prawdziwa sztuka polega na tym, że rodzic jest z dzieckiem na tyle
                          blisko, że ono samo przychodzi ze swoimi wątpliwościami do niego.
                          Wtedy nie ma problemu typu "czy już czas o tym pogadać", bo dziecko
                          samo nam powie (czasem nie wprost) jakie ma wątpliwości.
                      • arronia Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 15:18
                        > Już dla kilkulatków są
                        > fajne książki typu "skąd się biorą dzieci".

                        Ano fakt, o tym elemencie zapomniałam. Co prawda z "naszych czasów" (chyba
                        jesteśmy równolatkami, sądząc po nicku), nie przypominam sobie takich książek,
                        ale rodzice czasem dostawali jakieś dziecięce książki z zagranicy. I miałam taką
                        właśnie "skąd się biorą kindery". Zupełnie nie pamiętam, czy rodzice ją ze mną
                        oglądali (ale pewnie tak, czemu miałoby z nią być inaczej niż z innymi?), co
                        mówili. Tekstu nie rozumiałam ni du du, ale jakieś ogólne pojęcie z ilustracji,
                        że tata i mama mają dzieci,że dzidziuś jest w brzuchu, a potem się rodzi, jak
                        się zmienia wygląd rosnących dziewczynek i chłopców. No, nie seks jeszcze, ale
                        płciowość, ciało. Czyli nic na siłę i nie w naprędce.
                      • gomory Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 09.04.09, 12:14
                        > Natomiast współczuję
                        > osobom, które wiedzę o seksualności człowieka czerpią z internetu -

                        Racja. Do kumpla z pracy przyszedl syn z zapytaniem co to znaczy
                        nimfomanka. Kazal mu w internecie sprawdzic. Dla mnie to niezla
                        masakra ;).
                    • aandzia43 Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 18:11
                      arronia napisała:

                      > Zastanawiam się, na ile mój przypadek był typowy lub nie. Jak mnie
                      tematy płci
                      > zaczęły interesować, a na "pogadanki" się nie zanosiło (nie
                      żałuję, zresztą się
                      > ich nie domagałam), to po prostu poszłam do księgarni i sobie
                      kupiłam książkę n
                      > a
                      > ten temat.

                      To tak, jak ja w latach siedemdziesiąych. Uświadomiłam się właściwie
                      sama przy pomocy książek, które stały w domu na półce, tych
                      kupionych i tych pożyczonych od koleżanek. Ale niewerbalny przekaz,
                      jaki pamiętam od najmłodszych lat był taki: CIELESNOŚĆ JEST W
                      PORZĄDKU I JEST FAJNA.
                      Miałam wewnętrzne, zaszczepione przez rodziców, pozwoleństwo na
                      swobodne interesowanie się tematem. Nie wszystkei moje rówieśnice
                      miały to szczxęście.
                  • zyg_zyg_zyg Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 17:49
                    > Chyba czulabym sie troche zazenowana, gdyby w
                    > te tematy wprowadzali mnie wlasnie rodzice. Odbieralabym to chyba
                    wrecz jako cos niesmacznego.
                    Nasza
                    > psychologia jest jakos tak dziwnie pokretna, ze niezbyt dobrze,
                    jezeli "te sprawy" nadmiernie kojarza nam sie z osobami rodzicow

                    A mnie sie tu nasuwa pytanie - co jest przyczyną, a co konsekwencją?
                    Może jest tak, że niesmak kojarzenia rodziców z "tymi sprawami"
                    rodzi się stąd, że o nich nie rozmawia się z dziećmi - od
                    maleńkości, dostosowując rozmowy do "rodzaju ciekawości"? Mnie
                    rodzice nie uświadamiali - dojrzewając znalazłam w domu książkę "O
                    dziewczętach dla dziewcząt" i stamtąd czerpałam wiedzę o relacjach
                    damsko-męskich (zresztą wypaczyłam tę wiedzę nieco). A może gdyby
                    moi rodzice otwarcie rozmawiali ze mną na temat seksu, to nie
                    czułabym się niezręcznie myśląc, że oni też "to" robią (robili)?
              • songo3000 Re: Taa, koledzy, szkoła byle by nie rodzice... 06.04.09, 17:29
                Aha, ciekawe skąd to sobie dośpiewałeś. Jak na razie obśmiałem proponowaną przez Ciebie metodę 'gęba na kłudę' nie obstając przy żadnej innej :)
        • prosty_facet Re: My i nasze dzieci 06.04.09, 22:34
          zakletawmarmur napisała:

          >
          > Nic nie robić! Pozwolić dziecku swobodnie poznawać swoje ciało.
          > Wiele dzieci się onanizuje i nie ma w tym nic złego. Najlepiej nie
          > zwracać na to uwagi. Znudzi się i minie...
          > Zareagować powinno się jedynie, gdy dziecko uprawia onanizm
          > publicznie i boimy się negatywnej reakcji otoczenia. Wtedy można
          > wytłumaczyć dziecku, że siusiaczkiem/pipką można się bawić bez
          > ograniczeń ale w swoim pokoju.
          >
          > To samo dotyczy sytuacji gdy dzieci oglądają/dotykają się nawzajem.
          > Chyba, że dochodzi do przemocy i jedno z dzieci jest zmuszane...
          >

          Dobrze mówisz.
    • zakletawmarmur Re: My i nasze dzieci 07.04.09, 12:48

      1. Jestem za edukacją seksualną już od pierwszych lat życia. Nie
      chodzi tu o wymuszanie sztucznych rozmów... Małe dzieci są bardzo
      ciekawe świata i zadają mnóstwo pytań. Powinniśmy to wykorzystać.
      Wolę od początku szczerze na nie odpowiadać bez przekładania na
      później. Gdy będziemy bez większych emocji odpowiadać dwulatkowi na
      pytania to będzie chętnie je zadawał też w wieku 3, 5, 8 a później
      14 lat... Jeśli stworzymy mór tabu to później się przez niego już
      nie przebijemy. Oczywiście treść musi być dostosowana do wieku.
      Trzeba spróbować spojrzeć na świat oczami dziecka... Obecnie na
      rynku jest wiele pozycji książkowych (jak i bajek) poruszających tą
      tematykę.
      Jeśli dziecko zadaje pytanie, na które nie potrafimy odpowiedzieć to
      trzeba szczerze powiedzieć "to trudne pytanie muszę się nad tym
      dłużej zastanowić i dopiero wtedy pogadamy, ok?" lub "sama nie znam
      odpowiedzi, musimy sprawdzić w książce/internecie".

      2. Uważam, że bardzo ważna jest nauka asertywności i pewności
      siebie. Powinniśmy pokazać dziecku, że jego zdanie/uczucia są dla
      nas ważne. Nie zmuszajmy więc do wycałowywania dziecka przez babcie,
      do dzielenia się nawet najukochańszą lalką z koleżanką czy jedzenia
      znienawidzonej potrawy. Nie porównujmy do innych dzieci. Nie
      ograniczajmy dziecka na każdym kroku. Niech samo podejmuje decyzje
      tam gdzie to jest możliwe (wybór ubrania, formy aktywności itp.).
      Oprócz książeczek o seksie i rozmnażaniu bardzo podobają się
      książeczki z tej serii "Bezpieczne dziecko":
      www.gwp.pl/product/1357.html
      Poruszają wiele trudnych ale ważnych tematów.

      3. Co do podejścia do seksu to jest to sprawa dość indywidualna. Dla
      mnie seks jest czymś bardzo naturalnym. Przy otwartych drzwiach
      kochać się nie zamierzam, ale nie będę się czuła skrępowana gdy
      dziecko zaskoczy mnie w trakcie lub wygrzebie jakiś seksualny
      gadżet:-) Nie będę zastanawiać się, czy dziecko już śpi, czy nie
      jestem za głośno itp... Podstawą jest jednak naturalność. Nie ma
      sensu zmuszać się do sztucznej swobody bo dzieci to wyczuwają.

      4. Bądźmy bardziej świadomi tego co dziecku mówimy, jak i tego co
      mówimy w jego obecności. Jeśli obgadujemy sąsiadkę która się puszcza
      to też przekazujemy dziecku jakiś komunikat... Nie ograniczajmy
      dziecka do stereotypów np. dwie dziewczynki nie mogą wziąć ślubu (w
      wielu krajach już mogą). Nie straszmy dziecka "jak nie będziesz mył
      siusiaka to ci odpadnie"...

      5. Dobry przykład. Jeśli dziecko ma zadowolonych z życia rodziców to
      duże prawdopodobieństwo że i ona takie będzie. Dlatego sami starajmy
      się być szczęśliwi!

      Znowu elaborat mi wyszedł:-)
      • cyklista6 Re: My i nasze dzieci 07.04.09, 14:45
        Może i długi ten Twój elaborat, ZaklętaWMarmur, ale niegłupi. Z tym, że ja i
        moja małżonka mamy okropną blokadę i nie umiemy się kochać, kiedy dzieci jeszcze
        nie śpią. A że starsze zasypia około 23, to i czasu na seks zwyczajnie brakuje.
        Nie umiałbym się kochać gdybym wiedział, że mnie dzieci słyszą. Nie dlatego, że
        jest to coś wstydliwego - ale po prostu jest to ten rodzaj intymności jaki
        bardzo chronimy. Psychologowie dziecięcy stanowczo i zgodnie twierdzą, aby
        dzieci odizolować od sfery seksu rodziców - tzn. nie chodzi o pocałunki,
        uściski, czułości - te jak najbardziej tak.

        Poza tym jednym punktem - pełna zgoda.
        • zakletawmarmur Re: My i nasze dzieci 07.04.09, 16:29
          > Nie umiałbym się kochać gdybym wiedział, że mnie dzieci słyszą.
          Nie dlatego, że
          > jest to coś wstydliwego - ale po prostu jest to ten rodzaj
          intymności jaki
          > bardzo chronimy. Psychologowie dziecięcy stanowczo i zgodnie
          twierdzą, aby
          > dzieci odizolować od sfery seksu rodziców - tzn. nie chodzi o
          pocałunki,
          > uściski, czułości - te jak najbardziej tak.
          >
          Źle się zrozumieliśmy. Nie mam zamiaru wydzierać się na całe gardło,
          gdy dziecko w pokoju obok odrabia lekcje:-) Nie mam też jednak
          zamiaru leżeć cicho pod kołderką stresując się czy dziecko na pewno
          śpi...
          IMO lepiej uprawiać dobry seks i dzięki temu mieć udane i trwałe
          małżeństwo niż doprowadzić do rozwodu z powodu zestresowania
          odgłosami czy możliwością podejrzenia:-)

          Zgadzam się z poglądami Lwa Starowicza:

          kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,96856,4550817.html?as=3&ias=3&startsz=x
      • yayamiomur Re: My i nasze dzieci 09.04.09, 10:40
        > 1. Jestem za edukacją seksualną już od pierwszych lat życia. Nie
        > chodzi tu o wymuszanie sztucznych rozmów... Małe dzieci są bardzo
        > ciekawe świata i zadają mnóstwo pytań. Powinniśmy to wykorzystać.
        > Wolę od początku szczerze na nie odpowiadać bez przekładania na
        > później.

        och, jak się z tym zgadzam. ale jakie to jest trudne! wyobraźcie sobie siebie samych siedzących twarzą w twarz ze swoim dzieckiem i... przyszedł czas na tą "właściwą rozmowę" (bo córka zaczyna wyglądać jak kobieta i idzie na imprezę i wraca o północy...).

        toż większość ludzi woli egzamin - choćby nawet z topologii. albo rozwoju garncarstwa na terenie saksonii.

        od czego byście zaczęli taką rozmowę? od "pszczółek"? a może od "muszę ci powiedzieć skąd się wzięłaś na świecie..."?

        a poniżej jedna z moich ulubionych "pogawędek uświadamiających".

        >>
        Edina: I know it's a sensitive issue with someone your age, darling. And a bit embarassed to talk about it, aren't you, sweetie? Mm? My analyst says that I should let you sort it out in your own time, and everything. But Jesus Christ, darling! Not one bloody boyfriend in the whole time that I've known you! I mean, you're not that bloody ugly! What's the matter with you? Huh? Have you read that "Karma Sutra" I gave you? No! That Dutch cap has only ever seen the light of day. I mean, God! Here I am, your mother, poised for your first sexual experience and night after night, dry bloody sheets! I'm sorry, darling, but I don't want a little moustached virgin for a daughter, so do something about it! Unless of course...
        Saffron: Mum, don't!
        Edina: Well, darling...
        Saffron: Mum, please!
        Edina: Unless of course... Unless of course you're gay, darling.
        Saffron: Mum!
        Edina: Sweetie! Are you darling? You can tell me, sweetie. Are you darling?
        Saffron: Yes, I'm gay.
        Edina: Oh, hoorah!
        <<
        • zakletawmarmur Re: My i nasze dzieci 09.04.09, 13:37

          Na garsonierze czytałam o gościu, który przyszedł do divy z synami.
          Chciał ich uświadomić przelatując dziwkę na ich oczach...
          • kinkygirl Re: My i nasze dzieci 10.04.09, 15:32
            jezus! jaki hardkor!

            taniej by wyszlo jakby matke przelecial na ich oczach, ale pewnie za bardzo ja
            na to szanowal... ;)
            • malu-ksa Re: My i nasze dzieci 13.04.09, 16:47
              kinkygirl napisała:

              > jezus! jaki hardkor!
              >
              > taniej by wyszlo jakby matke przelecial na ich oczach, ale pewnie
              za bardzo ja
              > na to szanowal... ;)
              A czy seks rodzinny jest czyms gorszącym, żłym???
              • kinkygirl Re: My i nasze dzieci 14.04.09, 05:54
                nie jest, skadze!
                moze i tych synow moglby i przeleciec, w rodzinie by zostalo ;)
                • malu-ksa Re: My i nasze dzieci 14.04.09, 17:59
                  kinkygirl napisała:

                  > nie jest, skadze!
                  > moze i tych synow moglby i przeleciec, w rodzinie by zostalo ;)
                  Znowu mowa o kazirodztwie lub molestowaniu seksualnym. Co za
                  skrajnosci?
                  • aandzia43 Re: My i nasze dzieci 14.04.09, 18:50
                    > Znowu mowa o kazirodztwie lub molestowaniu seksualnym. Co za
                    > skrajnosci?

                    Malu-ksa, żarty żartami, ale tak naprawdę twój poprzedni post wcale
                    nie był śmieszny. Skoro już urwałaś się z choinki i spadłaś nam
                    nagle do naszego śwaita (Europa 2009) i udajesz, że nei wiesz o co
                    chodzi (albo co gorsza naprawdę nie wiesz, o co kaman), to muszę cię
                    poinformować, że współżycie w obecności dzieci JEST SEKSUALNYM
                    WYKORZYSTYWANIEM tychże. Czyli molestowaniem, czyli znęcaniem się.
                    Daruj więc sobie dalsze wynurzenia w klimacie Josepha z Amstetten.
            • songo3000 Re: My i nasze dzieci 13.04.09, 23:22
              Ale wtedy byłby full incent a tak to tylko wersja południowe italiano :DDD
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka