elbanda
20.08.09, 17:01
witam
Czytam forum od jakiegoś czasu, pomyślałem, że napiszę chociaż nie
sądzę żebyście mogli mi powiedzieć coś, czego nie wyczytałem tu
wcześniej
Jesteśmy z moją konkubiną :)) lekko po trzydziestce, mamy fajne
kilkuletnie dziecko, ale nie mamy zupełnie ognia, namiętności,
seksu.
Tak jak sięgam głębiej pamięcią to wulkanów namiętności nie było
nigdy, ale coś się jednak działo. Od urodzenia dziecka właściwie nic
się nie dzieje. Przegadaliśmy temat na tysiąc sposobów myślę, że
zupełnie szczerze i bez oporów, naprawiliśmy hormony, odwiedziliśmy
terapeutów. Efektów brak, seksu brak, życie przecieka przez palce.
I problemu by nie było, gdyby nie to, że oboje chcemy (tak zakładam)
sytuację naprawić. Próbowaliśmy się rozejść jakiś czas temu,
stwierdziliśmy że tak będzie lepiej i nie będziemy się razem męczyć,
skoro obojgu nam to nie odpowiada, ale nie potrafimy. Uczucia są
zbyt silne żeby móc żyć bez siebie - tak musi być, chociaż jak
czytam co napisałem to mi samemu wydaje się to idiotyczne. Jest
ciepło, zrozumienie, czułość, nie ma wrogości itp.
Mnie nie odpowiada układ bez seksu, Ona mówi, że jej też nie i też
chciałaby to zmienić. I wierzę jej, wierzę też że nie ma nikogo na
boku. Ja też nie mam, nie mam ochoty na romanse, zależy mi na
naprawie tego co jest.
Oboje pracujemy, domem też zajmujemy się razem (to na okoliczność
rady pt. "odkurz mieszkanie i od razu rzuci ci się w ramiona" :))).
Potrafimy zrobić sobie kolację przy świecach, bawić się świetnie i
przegadać pół nocy o dupie maryny. Jednym słowem jesteśmy naprawdę
blisko. Może za blisko ?
A fizyczność jest raczej przyjacielska niż seksualna. Owszem
przytulić się mogę, ale namiętnie pocałować to już raczej nie, nie
ma ochoty. W łóżku sie ode mnie "opędza" :)))
Nie potrafię odkryć, a Ona nie potrafi mi powiedzieć co ją kręci, na
co miałaby ochotę, co musiałoby się stać, żeby miała ochotę. A z
drugiej strony czasem jak już "się trafia" to jej wigor mnie
zaskakuje. I wygląda na to, że to ja nie potrafię jej rozpalić.
Tak pesymistycznie wyszło jakos. Wciąz mam wiarę, że da się coś
zmienić, ale z dnia na dzień coraz mniejszą.