poetkam
20.12.09, 13:01
Wzięłam sobie dzień wolny z pracy i poturlałam się ku przychodni
psychiatrycznej. Niespodzianka- prawie wszyscy psychiatrzy z przychodni, a
zarazem szpitala przy tejże zwolnili się z pracy. Przyczyna- konflikty z nowym
dyrektorem, notabene byłym ordynatorem szpitala, gdzie leczył się mój były.
Cóż, trzeba mi było udać się do nowej pani doktor. Przyjechałam wcześniej,
byłam pierwsza. W rejestracji panie informują, że w dniu dzisiejszym
przyjmowani są tylko pracujący pacjenci. W kolejnych dniach niepracujący.
Dyskryminacja, czy jaka cholera..? Cóż, weszłam. Długi wywiad, ciśnienie,
skierowanie do laboratorium. Pójdzie pani na oddział dzienny. Nie pójdę, ja na
to. Guzik. Mam pracę, obowiązki, nie będę chodzić na jakieś idiotyczne
terapie. Skończyło się na stwierdzeniu, że wymagam leczenia, w związku z tym
najpierw przyjdę do niej z wynikami badań, a ona ustawi mi leczenie.
Co będzie w tej przychodni po nowym roku - nie wie nikt... Czy w Waszych
przychodniach psychiatrycznych też jest taka jedna wielka niewiadoma?