Dodaj do ulubionych

Pejzaż Weteranów

07.11.10, 12:51
Ciekawi mnie jedna rzecz z punktu widzenia osób, które chorują już długie lata.
Mianowicie jak obecnie patrzą na chorobe. Po latach ChAD lubi się wyciszyć (nie zawsze) a etapy, w których się rozrabia ma się już za sobą. Noi jak wygląda taka obecna refleksja, co choroba dała przez te lata, co zabrała, jak jest obecnie, jak według wyobraźni mogłoby się potoczyć życie gdyby jej nie było nigdy...

Ciężki wątek, pewnie udziela mi się jesienno-zimowy klimat, no ale może ktoś napisze coś fajnego. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 07.11.10, 18:06
      Wyjątkowo jestem pesymistką. Podobno im dalej w las (w wiek), tym więcej depresji będzie. Tymczasem ciągle: krótkie często zmieniające się fazy. Zaburzenie daje mi radość dziecka, lepiej rozumiem dzieci, lepiej rozumiem osoby pozmarszczkowane, wręcz sędziwe. I do nich się uśmiecham. I do zwierząt. Moje pokolenie, ich problemy są mi niestety obce. Lgnę do radości. Rozumiem smutek, nie rozumiem wiecznego narzekania, rozumiem milczenie, skupienie, refleksję. Zabrała mi...albo nie dała mi: dyplomu magazynierabig_grin Podsumowanie: doceniam to, co mam.
      • kisunob Re: Pejzaż Weteranów 07.11.10, 19:08
        I fajnie. A co w kwestii: "jak według wyobraźni mogłoby się potoczyć życie gdyby jej nie było nigdy... " (choroby) ?
        • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 07.11.10, 20:06
          Szczerze?
          Byłoby nudno. Delikatnie nad kreską jest rozkoszne. Tysiące barw, zwiększona wrażliwość na bodźce, czuję, że żyję.
          Bez - standard, skonczona szkoła, nudna pracabig_grin


          zastrzeżenie: nie mam dziś depresjismile stąd pogodny dość stosunek do rzeczywistości.
        • sensi41 Re: Pejzaż Weteranów 07.11.10, 23:49
          kisunob napisał:

          > I fajnie. A co w kwestii: "jak według wyobraźni mogłoby się potoczyć życie gdyb
          > y jej nie było nigdy... " (choroby) ?

          Byłabym nadal w pełni usłużną,dającą się wkorzystywać, nie mówiącą o swoich odczuciach i potrzebach,pozwalającą na obarczanie mnie winą, dzielną matką żoną i ...kim tylko mogłabym być w życiu.
          Co nie oznacza,że już całkowicie taka nie jestemwink
    • majagor Re: Pejzaż Weteranów 07.11.10, 20:39
      Weteranką jest [a raczej była] moja Mama.
      Chorowała 27 lat.
      Pierwsze etapy choroby miały bardzo ostry przebieg. Ostatnie ponad 10 lat były w remisji. Żyła normalnie, zwyczajnie. Zobaczyła jak jej dorosłe dzieci kończą szkoły, walczą w pierwszej pracy, zdążyła zobaczyć i pokochać swego jedynego wnuka, góry w końcu zobaczyła i wiele innych, zwyczajnych i niezwyczajnych rzeczy zdążyła uczynić...
      W tym ostatnim dziesięcioleciu nie miała ani górek, ani dołów [wyłączając ostatnie 3 miesiące życia, gdzie rak już zaczął jej na "głowę działać"]. Przez te lata zdążyła nadrobić, to co straciła przez lata choroby, naprawić, to co przez, podczas choroby zepsuła.
      Tyle, że skończyła w trumnie... bo wątroba siadła...

      A jak ona patrzyła na swoją chorobę? Ona zupełnie już na nią nie zwracała uwagi. Jeździła raz na pół roku do swojego lekarza na pogawędkę, dostawała raz na miesiąc zastrzyk, a reszta zwyczajnie, zupełnie zwyczajnie.
    • kebli Re: Pejzaż Weteranów 08.11.10, 19:47
      Im dalej w las tym więcej depresji. Niekończące się, ciągnące się miesiącami stany wiecznego doła.
      Co mi dała choroba? Przyjaciela smile W chorobie poznałam kogoś, za kim poszłabym w ogień bo pomógł, kiedy najbardziej tego potrzebowałam.
      Co zabrała? Plany na życie, poukładane myśli o sobie i o świecie. Wywróciła moje życie do góry nogami i zabrała mi kilka lat życia kiedy najciężej przechodziłam chorobę. Ja po wielu latach ciągle się nie mogę z nią pogodzić. Zwyczajnie uważam że to nie sprawiedliwe.
      Jak by moje życie wyglądało bez choroby? Nie wiem. Nie umiem sobie go wyobrazić. Lubię myśleć, że miałabym już skończone studia, męża, dziecko i byłabym szczęśliwa. a jakby było naprawdę, to nikt nie wie i się nie dowie.
      • just-me-online Re: Pejzaż Weteranów 16.11.10, 19:21
        > Co zabrała? Plany na życie, poukładane myśli o sobie i o świecie. Wywróciła moj
        > e życie do góry nogami i zabrała mi kilka lat życia

        Czy próbujesz realizować te plany? Co w tym ewentualnie Ci pomaga lub mogłoby Ci pomóc?

        Moje pytanie wynika z tego, że nasza Córka ma zdiagnozowane (od niedawna) CHAD.
        W zeszłym roku przerwała studia (na pierwszym roku), kiedy ją w listopadzie dopadła depresja.
        W tym roku miała zacząć ponownie, ale nie zaczęła z powodu kolejnego epizodu depresyjnego ...

        Chcielibyśmy zrozumieć jak możemy jej pomóc.

        Just me
        • beatrix-kiddo Re: Pejzaż Weteranów 16.11.10, 20:04
          Myślę, że każdemu w depresji pomaga co innego. Mnie osobiście pomaga przytulenie i powiedzenie "to minie", ale wiem, że są osoby, które za takie słowa zamordują smile. Po prostu bądź cie blisko.
          • just-me-online Re: Pejzaż Weteranów 16.11.10, 20:36
            Tak też robimy - jesteśmy blisko. Chyba nawet bliżej niż byliśmy kiedykolwiek dotychczas. Traktujemy to jako swoisty bonus od choroby ...

            Zresztą z jednego dołka udało się Córce wyjść, co traktujemy jako nasz wspólny sukces.

            Niestety później była hipo, o której nie mieliśmy zielonego pojęcia bo "lekcje odrobiliśmy" tylko z depresji, a psychiatra prowadzący Córkę to przegapił. A później kolejna depresja leczona przez (na całe szczęście) już innego lekarza, który koniec końców zdiagnozował CHAD ...

            Natomiast moje pytanie bardziej drążyło w kierunku potwierdzenia/zaprzeczenia tego, że pomimo choroby wcześniejsze plany życiowe daje się realizować.

            Just Me
            • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 16.11.10, 22:26
              jesli mogę się wtrącić - każdemu życzyć tak rozsądnych rodziców. powodzenia i pozdrowienia

              mnie podobnie, pomaga: to minie
              • just-me-online Re: Pejzaż Weteranów 17.11.10, 00:45
                Dzięki za ciepłe słowa!

                Just Me
            • beatrix-kiddo Re: Pejzaż Weteranów 17.11.10, 06:12
              Ależ oczywiście, że mimo choroby wielu chadowcom udaje się realizować życiowe plany. Czasem trzeba je modyfikować, albo zdarza się w nich przerwa, ale ogólnie - jak najbardziej są do zrealizowania. Najważniejsza jest stała opieka lekarska i stałe branie leków.
              • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 17.11.10, 10:16
                Beatrix sama nie powie, bo jest skromna, ale ja tak: ma co najmniej tytuł doktora, czy hab. to juz nie wiem...
                o!
                • beatrix-kiddo Re: Pejzaż Weteranów 17.11.10, 12:42
                  Chodziło mi raczej o to, że wielu z nas się udało. Wielu z nas zdobyło różne zawody, pozakładało rodziny, jakoś sobie w życiu radzimy. Czyli z chadem można.
                  • sensi41 Re: Pejzaż Weteranów 17.11.10, 12:52
                    Można. Skończyłam niedawno szkołę policealną, studia pewnie też bym skończyła, bo nauka była odskocznią i sprawiała mi duzo frajdy,ale nie ten wiek wink
                    Może miałam nieco lepiej z założeniem rodziny,bo wszystko jeszcze przed chorobą zdobyłamsmile
    • poetkam Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 08:44
      Jeśli chodzi o długie lata w chorobie, to przykładem jest, podobnie jak mama Mai, moja mama. Mama ma obecnie 61 lat, choruje od 36 lat.
      Obecnie od paru lat nasiliły się depresje, są częstsze, niż dawniej. Kilka razy w roku jest pacjentką szpitala psychiatrycznego. Obecnie też w nim przebywa.. sad
      Manii nie zauważyłam już od wielu, wielu lat. Łagodne hipomanie zdarzają się za to - nie śpi w nocy, jest rozgadana, ma sto pomysłów na minutę. Później od razu leci w dół.
      Nie mam pojęcia, jak mogłoby się potoczyć życie mamy, gdyby nie ChAD, nigdy o tym nie rozmawiałyśmy.

      Ja mam stosunkowo krótki staż, jeśli chodzi o ChAD, a właściwie rozpoznanie - diagnoza 2007, weteranką się nie czuję.
      Gdyby nie było choroby, co by było? Może mniej problemów miałabym ze sobą?
      ---
      "Bytka abo ne bytka to je zapytka"
      ---
      poetkowewiersze.blox.pl/html
    • dr.zabba Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 10:21
      12 lat choroby.
      Rozpoznanie właściwie postawione w pierwszych miesiącach, ale zanegowane przeze mnie i całkowicie wyparte.
      7 lat bez leków - myślę, że gdybym się leczyła, byłoby mi łatwiej - prawdopodobnie funkcjonowałam przez wiekszość czasu w subdepresji z krótkimi wstawkami dobrego samopoczucia lub lekkiej hipo.
      Wybuch choroby w 2006, paranoidalna mania, depresje, stan mieszany...
      Leczenie regularne od 12.2007.
      Od półtorej roku cieszę się z autentycznej remisji. Tak dobrze nie czułam się chyba nigdy.
      Jak wyglądałoby życie - nie wiem, bo nie wiem, na które decyzje miała wpływ choroba. I to dotyczy zarówno decyzji dobrych i gorszych. Na przykład: czy udałoby mi się wyrwać z toksycznego domu i wyjść za mąż,gdyby nie odrobina hipomaniakalnego speeda? Nie mogę tego wiedzieć. Z dzisiejszego punktu widzenia decyzja o drugich studiach była niepotrzebna, czy to była "moja" decyzja, czy decyzja "choroby"?
      Jestem spleciona z chorobą. Mam wrażenie, że więcej mi ona dała, niż zabrała.
      Z nadzieją patrzę w przyszłość, wierzę, że będzie dobrze.
      • kara.mija Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 11:44
        Ja co prawda nie powinnam się wypowiadać w tym wątku bo diagnozę mam od tego roku właściwie ale sięgając wstecz wydaje mi się, że choruję już długo z dość łagodnym przebiegiem. I tak sobie myślę, że dopiero teraz wiedząc o chorobie mogę się usprawiedliwić, wytłumaczyć sobie swoje niepowodzenia, dziwne zachowania. Nie mam pojęcia jak by było gdybym była zdrowa. Może osiąnęłabym to samo co teraz lecz innym kosztem - z mniejszym stresem, bez lęków lub bez wyrzutów sumienia, że coś zrobiłam nie tak. A może udało by mi się coś więcej ............
    • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 12:06
      Bonus,
      a mnie ciekawi jeszcze jedna rzecz: jak mianowicie wpływa świadomość choroby, duża/mała świadomość na jej długofalowy przebieg. z góry i może niesprawiedliwie zakładam, że obie mamy nie czytały na temat choroby, nie doształcały się w niej, poddawały się jej, zamiast aktywnie choćbny ograniczyć bodźce powodujące chorobę (można je ograniczyc do pewnego stopnia).
      No właśnie: jak?
      • ergo_pl Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 13:17
        Jeśli chodzi o ograniczenie bodźców, to jedyne, na co mogę mieć wpływ, to nieoglądanie stresujących mnie filmów. Co jest pikusiem. Na resztę czynników będących katalizatorami deprechy/hipo no i manii wpływu nie mam żadnego. Póki istnieję żadna świadomość, multum przeczytanych informacji nie uchronią mnie przed rzeczywistością i tym, co ze sobą niesie, a co przekłada się na górę/dół. Poza tym jest czas, że ni stąd, ni zowąd (abstrahując od codzienności) neuroprzekaźniki szaleją, mimo dostarczanych im substancji. Świadomość może jedynie (ale nie w manii) spowodować, że udam się do lekarza celem zmiany leków.
        • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 13:28
          Wiem ergo. Wczoraj złapałam się na tym, że panują nade mną neuroprzekaźniki, pieprzone (wczoraj) lenie i nie jestem w stanie zrobić NIC, aby lepiej się poczuć. Literalnie nic. Umierałam, prawie nie oddychałam, musiałam pracować (na siłę, bo odpuszczanie sobie weszłoby mi w nałóg, znam siebie) i ta myśl: nie mogę nic zrobić, bezradność. Ale myślę też o jakiejś długofalowości. Są okresy dobre i bardzo dobre, i jeśli jestem człowiekiem świadomym (a jestem), to jak mogę przygotować się na depresję, na jej nieuchronność.
          Polemizowałabym, czy jedyne co mozesz dla siebie zrobić, to odciąć się od filmów.. Na serio nic więcej nie możesz zrobić?
      • majagor Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 13:23
        No moja Mama raczej "nie znała" się na swojej chorobie. Ojciec, czyli jej opiekun, też się na tym nie znał.
        W tamtych czasach - ona chorowała od 82/83 roku... nawet o tym się nie rozmawiało, a co dopiero szukać gdzieś wiedzy/wsparcia itd. Był to powód do wstydu, do chowania się w domu. Chorzy byli dyskryminowani, wyśmiewani itd.
        Dopiero w remisji, dopiero gdy ja podrosłam zaczęłyśmy gdzieś czytać o tym, rozmawiać o tym, zastanawiać się dlaczego i skąd to wszystko.
        Więc działali z ojcem tak nieporadnie. To co lekarz powiedział było świętością - a może nie zawsze miał rację[?]. Sami chyba nawet nie potrafili rozpoznać, nazwać pewnych objawów - może gdyby potrafili je lepiej wyłapać, Mama za każdym razem nie trafiałaby do szpitala?

        Ale mimo wszystko, mimo tej niskiej świadomości choroby, udało się osiągnąć remisję. I to baaardzo długą remisję i taką mocno stabilną remisję. Mama przez ostatnie 10 lat absolutnie nie miała ŻADNYCH objawów chorobowych. Nawet silne, przykre doświadczenia, które gdzieś tam w życiu człowieka spotykają, nie rozwaliły Jej stabilności - a czasami były u mnie obawy, czy jakaś mocno stresująca, mocno przykra sytuacja nie wywoła choroby - np. śmierć Mamy siostry, nagła śmierć, mój "niezapowiedziany" pobyt w szpitalu [rodziców telefonicznie poinformowałam, że wylądowałam w szpitalu i szybko do mnie pędzili], potem diagnoza nowotworu - bardzo baliśmy się, że to Mamę rozwali, ale jednak nie. Remisja trwała. Trwała nawet, gdy Mama sobie [oczywiście bez wiedzy i zgody lekarza] odstawiła leki - przez ostatnie 3 lata Mama nie zażywała leków, tylko zastrzyk raz w miesiącu miała robiony - z tego nie mogła zrezygnować, ponieważ musiała swojemu lekarzowi pokazywać podpisy pielęgniarek, które robiły jej ten zastrzyk. On Ją z tego rozliczał.
        • sensi41 Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 14:17
          Nie tylko Twoja mama nie znała się na chorobie. Po opuszczeniu szpitala grzecznie łykałam tabletki, chodziłam do lekarza. Na wypisie jakieś rozponanie,obietnica tylko dwuletniego leczenia. Kiedy ostatnia próba odstwienia leków kończyła sie nawrotem objawów zaczełam dociekać co mi jest?
          Pełną świadomość choroby mam od roku-odkąd zaczęłam grzebać w necie.
      • kisunob Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 17:38
        Świadomość ma ogromne znaczenie i w dużym stopniu ułatwia leczenie.
        Kiedy czujesz, że coś jest nie tak albo działasz na własną rękę, albo zgłaszasz się do lekarza itd.
        Pamiętam jak kiedyś doktorek powiedział do mnie: "Nawet pan nie wie, że choruje..." i to był przełom.Mianowicie powstała lekka świadomość, którą sam sobie rozbudowałem poprzez google`owanie.
        Zgadza się obie mamy na pewno nie miały neta i było im trudniej na własną rękę zapanować nad tym co się działo. To były inne czasy (...) .
        Podobnie masz racje w kwestii bodźców zewnętrznych wyzwalających czynniki chorobowe.
        Na swój sposób można, a nawet trzeba je dostosować do własnego charakteru i trybu życia.
        Jak ? Myślę, że to kwestia wielu wyrzeczeń i kombinacji, np:

        - rezygnacja z pracy na etacie na rzecz własnej działalności gospodarczej
        ( o ile to w ogóle możliwe ), czyli więcej luzu, mniej stresu i poczucie niebycia niewolnikiem
        czysto teoretycznie

        - singielstwo, jeśli ktoś nie odczuwa potrzeb partnerowania przez życie drugiej osobie, to na siłe nie ma się co pchać w zakładanie rodziny

        - mało "agresywny" tryb życia,

        - drobne przyjemności

        - dla odreagowania stresu jakiś nałóg, najlepiej papierosy (śmiech)

        - posiadanie najlepszego przyjaciela, tj. psa (śmiech)

        - spokojne, niepobudzające otoczenie (chodzi o dom/mieszkanie)

        - stały, uporządkowany, "nudny", przewidywalny tryb życia.

        itd. itd.


        P.S. Z palca to w tej chwili wyssałem, proszę dosłownie tego nie interpretować.
        Jak to ktoś zdrowy przeczyta to pewnie omdleje.
        Szczerze to na pierwszy rzut oka chore, ale w praktyce działa, noi nie da się wykonać tego wszystkiego jednocześnie, bo by się było chodzącym cyborgiem (śmiech) .

        Tyle tongue_out
        • sensi41 Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 18:55
          no chyba nie do końca z palca,bo pamiętam,że w zeszłym roku coś podobnego radziłeś smile
          i są to bardzo cenne radysmile
        • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 21:08
          E nie, dobrze prawisz. Pies będzie, ale tak strasznie pozaciągał mój sweter, jak skakał...
          • dr.zabba Re: Pejzaż Weteranów 09.11.10, 22:48
            Może to pora żeby zmienić sweter na inny rodzaj topu: bluzka koszulowa, żakiet?
            Nie obraź się, ale byłaby to chyba u Ciebie rewolucja? Ale chyba tez na dobre, takie "wyjście z łóżka"...
            • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 10.11.10, 00:43
              I torebusia?

              Najlepiej na spacer z psem po polach i lasach?

              Szpileczki też?

              Zjechałaś mnie z góry. A szkoda.

              • 36.a Re: Pejzaż Weteranów 10.11.10, 00:59
                Skaczę Ci teraz do oczu, to prawda. Dziś np. zastanawiałam się, czy mogę poprawić Twój błąd typu "półtorej roku", ale doszłam do wniosku, że NIE, nie wolno mi. Ważniejszy przekaz... Aż chce mi się napisać, że żakiety są pańciowate i do dupy, ale nie. Są kobiety, które przepięknie wyglądają w żakietach. A że ich mało? No mało. Nie jestem specjalną fanką dzianiny, wręcz przeciwnie, ale zawsze 1-2 swetry mialam. Teraz noszę jeden w roli kurtki. Fajny cardigan i dobrze mi z tym. I gdy będzie pies na spacery konieczne bedzie cos innego, ale na Boga - nie żakiet. Kasuję cały czas, bo brzydkie słowa mi pod palce przychodzą. Bo nigdy nie przychodziło mi do głowy zmieniać kogoś. Bo to oznacza totalny brak akceptacji.
                Czasem sobie jestem w łóżku i komu to wadzi? Jutro nie będę bo zaplanowałam sobie sporo zajęć. Nie zmienię się o 180 st. i nie zamierzam się przykrawać do żadnych wzorców. Niby dlaczego? Wściek.
                • dr.zabba Re: Pejzaż Weteranów 10.11.10, 06:40
                  Jak masz ochotę mnie zjechać - możesz śmiało to zrobić. Nie, nie miało Cię to obrazić, ani zmienić, czy dać do zrozumienia, że powinnaś. Dotknęłam Cię - przepraszam. Trafiłam w czułe miejsce - nie wiedziałam, że jest czułe. Brak akceptacji - nie, na pewno nie. Znam Cię - taką, jaka pokazujesz się na forum i akceptuję - Ania jest taka i już. Szanuję.
                  Wytłumaczyć się spróbuję:
                  Mój post nie był na 100% poważny. Takie 50/50. Pies, sweter - skojarzyło mi się, jak zaradzić - wyeliminować sweter. Żakiet, bluzka, czy inne ustrojstwo - nie musi być żakiet. Nie miało być to na poważnie. A dalszy ciąg - on pewnie dotknął cię najbardziej... Skojarzenie z dawnymi wątkami. Były wątki o zmianie, ktoś bliski Tobie chciał, pisałaś nam o tym. Miała być to "luźna" uwaga: sweter - dom, inne ciuchy - świat.

                  Wyszło brzydko - przepraszam.
                  Akceptuję Cię. Dla mnie nie musisz się zmieniać. Szanuję Cię i cenię.

                  PS. Sama w żakietach nie chodzę, w bluzkach też nie - nie jest to dla mnie wyznacznik poprawności. Nie.
                  PS1. Czyli powinnam była napisać "półtora"? Zastanawiałam się pisząc, jak jest poprawnie.

                  PS2. Tłumaczę się, bo obrażanie Ciebie jest ostatnią rzeczą na jakiej mi zależy.

                  https://emotikona.pl/emotikony/pic/0recourse.gif
                  • drugikoniecswiata Re: Pejzaż Weteranów 11.11.10, 18:21
                    półtorA roku, miesiąca, jajka (r.męski i nijaki)
                    półtorEJ godziny, szklanki (r. żeński)

                    mówię bez bicia, że ja też dostaję na to wysypki big_grin big_grin big_grin
                    ale jako że mówi tak 80% Polaków, to jeszcze chwila, i RJP uzna to za poprawne
                    • dr.zabba Re: Pejzaż Weteranów 11.11.10, 20:00
                      Tak, tak, już wiem. Sprawdziłam, kiedy mi Ann tak napisała.
          • kisunob Re: Pejzaż Weteranów 10.11.10, 20:23
            ... więc machnij sobie psa, który żeby powąchać nie musi skakać i molestować sweter wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka