Kupiłam prezent w postaci przepięknego wazonu dla osoby, która jutro obchodzi okrągły jubileusz. Trochę to to kosztowało. Pani pięknie zapakowała. W domu postawiłam na podłodze, co by nie spadł i... niechcący uderzyłam nogą w to cudo. Wazon rozpadł się na kilkanaście kawałków. Wzięłam te szczątki ze sobą do auta i migiem pojechałam kupić nowy. Nie było takiego samego, wzięłam bardzo podobny, mniejszy. Zawiozłam do siostry, szczątki kazałam jej wyrzucić u siebie. Kasę wypłaciłam z bankomatu, żeby śladu po sobie nie zostawić (nazwa sklepu). Po co to wszystko? A no po to, że ostatnio wszystko tłukę.

Talerze szt.3, naczynie żaroodporne szt.1, szklanki szczególnie mężowskie do piwa szt.... nie pamiętam

Wszystko z rąk mi leci. I te jego ulubione szklanki...