20.04 moja Mama obchodziłaby swoje urodziny.
Za tydzień będą święta, które dla mnie nic nie znaczą, ale dla Niej były ważne...
No i mnie dopadło. Smutek. Płacz. W dzień jest ok. Wieczorem pojawiają się przed oczami straszne obrazy, w głowie powstają dziwne myśli.
Dziś tak źle się poczułam, że wróciłam do domu, gdzie normalnie zostaję "tam" do poniedziałku...
Wszystko jest piękne, cudowne, ale w tak ważne dla Mamy dni nie mogę przy Niej być.... Nie mogę zapalić Jej lampki, nie mogę podarować Jej kwiatka... Trudne to dla mnie...
To są właśnie plusy i minusy mieszkania "gdzieś daleko" od domu rodzinnego...
I choć na grobie u Mamy będą 20stego kwiaty ode mnie, choć święta mam z kim spędzić - zostałam zaproszona na całe 4 dni do rodziny Kogoś Ważnego... to jednak cholernie źle, że Mamy nie będzie, że nawet zadzwonić do Niej nie mogę, że nawet 5 min. przy grobie spędzić nie dam rady...
Na szczęście na Dzień Mamy będę w PL, będę u Niej. Na rocznicę Jej śmierci też przylatuję - dziś już bilet kupiłam. Zrezygnowałam z urlopu na plaży, w słońcu, na rzecz bycia przy Niej w ten dzień. To dla mnie ważniejsze...
Szkoda, że wcześniej nie pomyślałam o tym, iż w Jej urodziny też tam być powinnam
Teraz przecierpieć swoje muszę...
Tak bardzo chciałabym Jej opowiedzieć, że tu tak pięknie jest, że się odnalazłam, że spokój i radość panuje u mnie... Tak bardzo chciałabym Jej powiedzieć, że Ją kocham, że tęsknię... Tak bardzo chciałabym, aby zobaczyła mój ukochany Schwarzwald
Niestety czasami jest już za późno...
Pozdrawiam!
P.S. Mój post nie ma na celu otrzymania porad, słów podtrzymujących na duchu itd... Wystarczy dla mnie, że to napisałam. Już mi lepiej...
I co najważniejsze, Ktoś Ważny, choć nigdy nie przeżył tego co ja, doskonale mnie rozumie. Chyba rozumie to lepiej niż ja sama... Fajno mieć kogoś takiego przy sobie, kogoś, kto zrozumie, uszanuje, gdy w pewnym momencie chcę po prostu nagle i natychmiast sama zostać...