Dodaj do ulubionych

Mam dość...

28.07.11, 05:13
Piszę pod nowym nickiem ze względu na ustawienia prywatności, liczę na to, że rozpoznacie mnie po moim charakterystycznym stylu (i braku komentarzy i postów ze starego nicka). wink Więc się nie witam. smile
No więc mam dość. Mam wrażenie, że wali mi się ostatni bastion "normalności" (co widać z tego, że piszę o piątej rano, hurra, ciekawe ile można nie spać). Tym bastionem jest praca. Chodzi mi o relacje niejako publiczne, więc nie liczę związku i przyjaźni. Spieprzyłem studia (choć jest jeszcze szansa na obronę pracy mgr, tylko trzeba ją jeszcze napisać). Poobiecywałem coś różnym osobom niejako oficjalnie i nic nie zrobiłem, wychodzę na niesłowną świnię, najgorsze jest to, że w ogóle o tym nie pamiętam, a potem nagle sobie uświadamiam. Z innego poletka, mam problemy dermatologiczne, a nawet nie myję się wieczorem i a potem świecę oczami u dermatologa. I różne takie.
Opieprzył mnie szef, nie do końca ma rację, ale niech mu będzie. Opuszczam się, może nie w jakości pracy, ale we frekwencji i punktualności (co nie wpływa na pracę, bo jest zadaniowa, a zadania wykonuję cały czas). Najgorsze jest to, że znowu wchodzę w stary schemat, czyli "o mój Boże, nagle mi się zaczyna walić na głowę". Schemat: 1. jest w miarę, daję radę 2. jest fatalnie, idę do lekarza 3. świat zewnętrzny komunikuje mi, że było źle już wcześniej (chociaż w tym konkretnym przypadku świat zewnętrzny mógłby coś powiedzieć wcześniej)
O ironio, poprzedni szef uważał, że jestem profesjonalny, skrupulatny i w ogóle och i ach, a bynajmniej nie byłem w okresie remisji.
Chciałbym znaleźć pracę, która będzie mi naprawdę odpowiadała (moja obecna praca nie ma obiektywnie żadnego znaczenia, sad but true). Boję się, że mi się to nie uda, a jeżeli tak, to potem nie będę w stanie jej utrzymać. Nie chcę żyć na rencie (której bym pewnie i tak nie dostał) i nie chcę żyć za grosze...
Jest mi teraz ciężko i źle, mam dość tej jebanej depresji podającej się za normalny stan, ale po cichu pieprzącej mi życie. No bo jeśli mogę wyjść z domu i iść do pracy, to jest dobrze, nie? - tak sobie tłumaczę. Nie leżę w łóżku cały dzień, nie mam ochoty skrócić swoich cierpień, to jest dobrze? Gówno prawda.
Chociaż trochę remisji, chociaż trochę (z) górki, czy mi się nic nie należy po ponad 10 latach choroby?!
Mam ochotę iść do szpitala na kilka miesięcy na oddział dzienny, niech mi nareszcie się poukłada lepiej! Ale nie mam oszczędności, żeby sobie pozwolić na taki luksus.
Narzekam, zacząłem w zeszły piątek brać Coaxil, ale to, że pomoże mi za jakieś dwa-trzy tygodnie kompletnie mnie nie urządza.
Wystarczy, narzekam, wszyscy pewnie wymiękną w połowie posta. świta, czas złożyć znużoną głowę na miękką poduszkę...
Obserwuj wątek
    • eydur8791 Re: Mam dość... 28.07.11, 12:47
      Siema. Ja nie wymiękłem. Znam ten stan nazywam go cholerną inercją, marazmem. Niby jest ok, jakoś wszystko idzie do przodu, ale wcale i nic nie jest ok. Mi się udało go przeczekać u boku osoby, która mi bardzo pomogła i pomaga. Może właśnie przydałoby się żebyś znalazł kogoś takiego, kto w tym "trybie awaryjnym" pomoże Ci zająć się jakoś wszystkim, co wykracza poza podstawy egzystencji? Trzym się i pozdro.
      A i chyba się domyślam kim jesteś, ale tylko domyślamsmile
      • 38takatam Re: Mam dość... 28.07.11, 12:56
        Mam podobnie,choć ja już pracę straciłam...a mam rodzinę...czeka mnie śmieszna renta-jak mi ją dadzą i wegetacjasad

        Pozdrawiam.


        "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
        nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

        Terri Cheney
        • caray Re: Mam dość... 28.07.11, 13:07
          Cholera, współczuję Ci! Mam nadzieję, że ułoży Ci się lepiej niż przewidujesz!
      • caray Re: Mam dość... 28.07.11, 13:11
        Może się dobrze domyślasz, w sumie mieliśmy kiedyś pogadać na gadu. smile
        Mam kogoś, ale przecież nie będę ciągał tej osoby za rękę do pracy, żeby mi mówiła, czy na pewno nie robię sobie kłopotów...
        Fajnie, że nie jestem sam z takim stanem, jak ludzie tutaj piszą, że mają za sobą takie depresje, jak usiłowali popełnić samobójstwo lub nie wychodzili z łóżka, to ja się z moją depresją czuję trochę śmieszny...
    • panna.m.igotka Re: Mam dość... 28.07.11, 16:01
      Myślę, że obecnie wyszukujesz w swoim życiu samych negatywnych sytuacji, bo jest ci źle. W tej chorobie to normalne. Co ja bym zrobiła na Twoim miejscu? Zajęła bym się tym co niezbędne i wymaga jak najmniej wysiłku psychicznego. Na początek regularny prysznic wink Potem szkoła, jeśli jeszcze jest nadzieja na jej skończenie. No i praca, tzw. wegetacja i przetrwanie na razie, a jak zbierzesz odpowiednie siły w sobie to zmiana na inną. Doskonale znam ten stan gdy coś się wali, to całkowicie wszystko. Do tego niechęć do pracy. Zaniedbane kontakty ze znajomymi. Ale nad wszystkim da się choć trochę zapanować. Planuj dzień i się jego trzymaj. Skreślaj to co udało ci się zrobić. Ja sobie właśnie takie czasem śmieszne i żałosne cele wyznaczam i niejednokrotnie na tej liście jest punkt dotyczący prysznica i mycia głowy. Niestety.
    • jasminka28 Re: Mam dość... 02.08.11, 15:12
      Styl rzeczywiście charakterystyczny kolego....będzie lepiejsmile))Tulam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka