eydur8791
05.04.13, 14:53
Niestety przerasta mnie to. To-praca magisterska. Niby coś robię, ale tempo ledwo wynosi tyle żeby grawitacja nie powaliła mnie na łopatki. Lęk i strach. Już na początku studiów wiedziałem, że napisanie magisterki będzie najtrudniejszym wyzwaniem na studiach. Moje przypuszczenia okazały się trafne. Wiem, powinienem metodycznie wziąć się do roboty, mozolnie przeglądać książki, zaznaczać, podkreślać, pisać, poprawiać i tak w kółko. Niestety, same negatywne emocje. Pomimo, że temat sam wybrałem i jest ciekawy, interesujący. Nie, nie mogę. A wkurwienie rośnie.
O tym co po studiach nawet mi się myśleć nie chcę. Kojarzy mi się to tylko ze spadaniem w bezgraniczną przepaść. Jeszcze za siebie mogę odpowiadać. Mogę być bezdomnym, alkoholikiem, wiecznie niebieskim ptakiem itd. Ale jeśli ja chcę czegoś więcej? Chciałbym się wyprowadzić. założyć rodzinę (kandydatka jest) to trzeba myśleć nie o sobie, ale o nas dwojgu. A w głowie od dłuższego czasu kołacze mi tylko myśl w głowie: skoro nie potrafię sam ze sobą sobie czasem radzić, czasem nie umiem wziąć odpowiedzialności, po męsku za swoje życie, to jak mam jeszcze wziąć za czyjeś? A praca? Chciałoby się aplikację, oj chciało. Tyle, że wszystko kosztuje. A aplikacja, na którą chce iść nie jest płatna z reguły. Z rodzicami mi się już mieszkać nie chce, a tym bardziej ciągnąć kasy od nich.
Masakra. Rzuca mną. Sprzeczne emocje. Raz wierzę, że będzie dobrze i dam radę, innym razem myślę, że nie mam sił. Że wszystko się rozpieprzy.
Wisielczy nastrój.