Długie lata przed diagnozą żyłam jakby w hypomanii, swoistym uzależnieniu. Narobiłam masę strasznych rzeczy. Teraz wszystko się zmieniło. Żyję etycznie. Niestety wspomnienia wracają bez ustanku. Do tego inne toksyczne wspomnienia minionych błędów, potknięć, win, grzechów. Moje myśli obijają się jak kulka w bilardzie: ciągle o te same obrazy. Mam świadomość, że to długa depresja kieruje tak moimi myślami ale to nie pomaga. Jestem w swoistym czyśćcu. Kto z Was tak ma? Jak sobie radzicie? Pozdrawiam