Dodaj do ulubionych

po psychozie

22.04.14, 13:21
Kilka miesiecy temu przezylam psychoze towarzyszacą lekkiej hipomanii. Trwała 1,5 miesiaca, w styczniu wyszlam ze szpiatla. Glosy ktora zslyszalam odeszly, ludzie ktorzy mnie obserwowali znow stali sie neutralni. Ale nadal nie do konca czyje sie soba. W trakcie psychozy moj chlopak odszedl od mnie i byl to tak silny stres ze pewnegoo dnia poczulam rozszczepienie mysli, bylam ja ktora ma urojenia i ja broniaca sie przed nimi. W trakcie leczenia to doswiadczenie tracilo na sile ale teraz, po kilku miesiacach nadal czuje lekkie rozdwojenie. Czesto w mojej glowie pojawiaja sie zdania ktorych nigdy wczesniej w danym kontekscie bym nie pomyslala, docinki, nieprzyjemne slowa odnosnie jakis osob, brzydkie i wulgarne. Choroba dwubiegunowa bardzo zmienila moj poziom swiadomosci i inteligencji ale to co czuje teraz nie trudne do zaakceptowaia. Mam tylko momenty kiedy czuje sie soba, brzydze sie to druga mna ktora produkuje te haslowe zdania i brzydkie wyrazy. Czy ktos mam podobne doswiadczenia, czy to kiedys wroci do normalnosci?
Obserwuj wątek
    • dzedlajga Re: po psychozie 23.04.14, 09:15
      To o czym piszesz to natrętne myśli. Tuż przed psychozą czy w trakcie nie pamiętam takich, ale po - mniej lub bardziej intensywnie - już tak. Ale z czasem to mija. Pomaga (nie tylko mnie) jak się człowiek czymś zajmie, najlepiej czymś co wymaga wysiłku umysłowego, choć pewnie fizyczny też pozwoli przenieść gdzieś myśli i wtedy te natrętne ustępują. Albo jakakolwiek rozrywka - samotnie lub z kimś. Cokolwiek, co zajmie umysł na tyle, że objawy ustąpią.
      Pewnie bierzesz jakiś neuroleptyk i on też powinien to niwelować. Z czasem powinno zniknąć całkiem lub na tyle, że przestanie przeszkadzać. Mnie czasem jeszcze pojawiają się takie przykre myśli ale już naprawdę rzadko.

      Spróbuj pomyśleć o psychozie jak o butelce mocno wstrząśniętej, gazowanej wody. Otworzyłaś ją, trochę, może nawet sporo się wylało, ale trzeba czasu, żeby cały gaz się ulotnił i wszystko się całkiem uspokoiło. Naprawdę będzie lepiej. A póki co szukaj jakiegoś zajęcia. No i powiedz o tym lekarzowi, może coś jeszcze wymyśli z lekami.

      Dużo cierpliwości Ci życzę. I do "tej drugiej" siebie i do choroby jako takiej. Trzy miesiące to naprawdę bardzo mało na pełne dojście do siebie, za to półtoramiesięczna psychoza to baaardzo długo. Czas, czas, i jeszcze raz czas... Daj go sobie i myśl o sobie dobrze. Ja zawsze staram się myśleć o wszystkim co związane z chorobą, że to tylko objawy i że one miną i że to nie ja naprawdę tak myślę, tylko mózg płata mi figle. Nie zawsze jest to łatwe ale staram się.

      I jeszcze jedno - ja mam wrażenie, że mnie na takie historie pomaga antydepresant (ale to tylko moje wrażenie). Choć na derealizację pomógł na pewno i to bardzo szybko. Wszystko, dom i ukochany pies było jakieś dziwnie obce - to było naprawdę straszne.

      Właśnie, ja bym też poobserwowała siebie pod kątem depresji - rzadko się zdarza, żeby prędzej czy później nie nadeszła, czasem antypsychotyki dodatkowo obniżają nastrój lub skutecznie nie pozwalają mu się podnieść. Niby taka ich rola, ale wszystko zależy od tego na jakim poziomie się to wszytko (brakuje mi słowa) ustawi(?)

      A i jeszcze jedno. Bierzesz jakiś stabilizator? Bo niektórzy lekarze nie chcą dawać antydepresantów, a niektóre stabilizatory mają działanie stabilizujące w górę (lamotrygina) a niektóre raczej w dół (depakina). Warto się temu wszystkiemu na spokojnie poprzyglądać i przegadać z lekarzem.

      I jeszcze raz pamiętaj, że powrót do stabilizacji trwa

      Trzymaj się
    • marysia_live Re: po psychozie 23.04.14, 16:49
      Doskonale Cię rozumiem, bo sama wiem co to psychoza. Lekarz zapisał mi ketrel, neuroleptyk, który biorę od marca w dawce 500mg. Schizy są, ale nie w takim natężeniu. A poza tym lek mnie trochę, spłyca, przymula i spać mi się po tym chce.
      Zastanawia mnie jeden wątek, o którym tylko wspomniałaś. Pisałaś, że zostawił Cię chłopak. To wydarzenie na pewno zadziałało na Ciebie stresogennie. Ciekawi mi czy w psychozie, nieświadomie sama go odepchnęłaś, czy koleś po prostu się wystraszył i uciekł. Oczywiście jak nie chcesz nie musisz o tym pisać, ale warto by się zastanowić.

      --------------
      gorydoliny-xq.blog.pl/
    • 39.a Re: po psychozie 25.04.14, 02:03
      forum.gazeta.pl/forum/w,15184,150419987,150421960,Re_Je_przewidywalnosc.html
      Obejrzyj.
      U mnie poruszył kanaliki łzowe. W jakiś sposób też pozytywnie odczarował schi.
      Trzymaj się.
    • anastazjameander Re: po psychozie 26.04.14, 15:35
      Ja polecam jakies na prawde spokojne miejsce, samotnie, lub wsrod bliskich, spokojnych ludzi, trzeba sie troche podbudowac, odprezyc, zrobic krotkie wakacje od swoich wewnetrznych radykalnych towarzyszek, srodowiska ktore moglo na nas zle wplywac, stresowac (ja chwilowo odcielam sie od miasta, wrocilam do 'korzeni', starych wartosci, prostych ludzi, bardzo pomoglo...nie bez przyczyny choroby typu chad czy schizofrenia nazywa sie cywilizacyjnymi...). Fajnie pogapic sie w niebo, o niczym nie myslec...wiem ze to wszystko oczywistosci, ale chyba takie proste i oczywiste rzeczy moga pomoc najbedziej...im dalej w cos brniemy tym blizej martwego punktu, jesli chcemy go przekroczyc - rozpadamy sie(psychoza), lub uciekamy w wymuszone, radykalne zachowania(mania-depresja). Jestem swiadoma czynnikow biologicznych, ale niektore rzeczy na pewno nie pozostaja bez wplywu i poteguja pewne symptomy...bo mimo wszystko choroba moze byc tak postrzegana tylko w jakims srodowisku ludzi 'zdrowych', gdy znika srodowisko, jest znacznie latwiej, byc soba - cokolwiek to znaczy...choziaz wiadomo, ze na poczatku jest trudno, ale nie ma takiej rzeczy ktorej nie przezwyciezymy! czlowiek posiada ogromne poklady sily, wystarczy sie pogimnastykowac i powydobywac nieco...przepraszam za moze gornolotny ton? ja nie chce zeby to wygladalo na wymadrzanie, wiem, ze jestem rownie glupia co wszyscy, tak po prostu pewne rzeczy przyszly mi na mysl po przeczytaniu Twojej wypowiedzi, czemu by sie tym nie podzielic? Wlasciwie...to bez znaczenia gdzie jestesmy, chyba jestem ta, co przeczy samej sobie...bez znaczenia, ale im wiecej bodzcow i poprzekrecanych wartosci, tym blizej obledu...stad moja tesknota - do prostoty, do "parobka", jak w Ferdydurke. Pozdrawiam.
    • ewelinao0 Re: po psychozie 06.05.14, 12:00
      Hej
      Doswiadczylam identycznego stanu. Rozdwojenie trwalo przez kilka miesiecy. Na poczatku bylo bardzo silne, potem coraz slabsze. Nie boj sie. Bedzie dobrze. A w tym czasie obserwuj to, kim jest "ta druga Ty". Moze ona wyraza cos do wyrazenia czego Ty nie dawalas sobie dotad prawa : niechec, wscieklosc. Modl sie duzo nawet jesli nie wierzysz w Boga. Pisz, maluj czy co tam potrafisz najlepiej. A jak nie potrafisz to sie nie przejmuj, nie musisz tego nikomu pokazywac. W tej chorobie trzeba wykorzystywac te okresy kreatywnosci. Ja zaczelam pisac opowiadanie w tendencji brzydkiej i mrocznej, bo takie jest moje Alter Ego. Wiedz ze to stan przejsciowy. Ja w tej chwili juz wystepuje juz w licznie pojedynczejwink, a mialam nie tylko rozdwojenie, ale czulam kilka wcielen na raz.

    • anastazjameander Re: po psychozie 06.05.14, 19:35
      to wszystko na nic...wszystko. juz nie wiem w ktora strone, wie ktos? kiedy wracam do 'normalnosci', czuje, ze trace tak wiele. zwlaszcza ze 'tworze', tzn maluje, rzezbie, pisze i wiem jak duzo taka choroba daje ale i jak wyniszcza, alienuje...chociaz wtedy wcale mnie to nie obchodzi, mam ludzi za polglowkow, siebie za geniusza, odpycham 'normalnych', zeby mnie nie zarazili. kiedy normalnieje przez chwile bywam przerazona, przekonana, ze cos mnie opetalo, ze zaprzedalam dusze diablu...dla...sztuki? zabicia nudy, cholernej 'prostolijnosci'. Co wybrac? Potepienie, skreslenie w oczach ludzi i poswiecenie sztuce cudownej, czy zwyczajny nudny, przecietny ale zdrowy zywot. Jak pojmujecie wogole 'chorobe psychiczna', dla mnie to dar, ktory kosztuje, bardzo duzo....i juz nie wiem co jest dobre....na prawde....jakie wartosci. W ktora strone? Jestem na takim etapie, ze moge zdecydowac, nie jestem 'skonczona wariatka', ani skostniala konserwatystka...czy miewa ktos takie rozterki? Ja bym sie zatracila, calym sercem i dusza, ale pewnych kwestii nie rozumiem, czy dusze mozna stracic, czy jest cos takiego? Co jest prawdziwa madroscia, co jest na prawde dobre....a tworzenie, to jedyne, co posiadam...tak na sucho, 'normalnie', staje sie jak kazda inna praca, rownie dobrze moge sie zatrudnic w supermarkecie...ale rownie dobrze moge to wykonywac z pasja, tak do konca, chocbym miala to przyplacic zyciem i zdrowiem. Chocby mnie przetrzymywali w szpitalu, faszerowali swinstwami i uczynili ze mnie grzeczna ale tepa roslinke...nie chce tak zyc, nie moge, tzn jak wszyscy.....tak wolalo juz pewnie wielu - poetow i oblakanych, niech bede wykleta, skoro nikt nie pozwolil mi zrozumiec, skoro Bog(?) zamilknal, badz nie wiem co robi, bede musiala bladzic dalej. Blogoslawiony glos wewnetrzny, blogoslawionych nascie 'mnie' czyniacych dzien innym od poprzedniego...tak nie da sie zyc. jak? tak, czy tak...ani tak, ani tak, wiec moze lepiej oblednie : ) pewnie niedlugo napisze, ze to stek bzdur i wszystko jest cudowne...albo, ze jestem Dionizosem i pragne gnac ze swym orszakiem...albo powiem ze kocham matematyke i chce sie doksztalcic do roli ksiegowej...wolalabym z Dionizosem, po lakach, zburzyc cuchnace miasta i tarzac sie w kwiatach. czy piekno musi byc zle? poezja wykleta, artysta okrutny..........czy ludzie zastanawiaja sie nacodzien nad czymkolwiek? chyba tylko plyna z pradem, bezmyslnie...a ja lubie szukac. i przeczytalam ostatnio, ze ten kto szuka, oddala sie od Boga. Wiec jaki musi byc ten Bog? Chyba szalenie nudny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka