39.a
20.03.17, 13:38
leżę już z tydzień. pocieszam się, że odbębniam obowiązki. pracuję. coś tam gotowałam parę razy. nawet zakupy kilka razy. nawet przychodnia. następnego dnia nawet zrobienie morfologii. dluższe rozmowy towarzyskie nawet opowiadalam dowcipy. z kamienną twarzą. śmiali się. dominuje jednak czytanie, sen, leżenie. śnię jakieś przedziwne sny. boję się, że umrę. nawet plakalam bo podwyższony poziom cukru. głównie jednak spanie. kto też sufituje? tydzień temu pomagało moczenie się w bardzo gorącej wodzie. bo obejrzalam film o japońskich makakach śnieżnych i ten obraz małpek z błogim wyrazem pyszczka, gdy siedzą w gorących źródlach byl bardzo sugestywny. przed chwilą pomogło nakrycie sie w calosci. ciepla koldra jest bezpieczna. ale brakuje otworka na nosek. btw. i może nie bardzo stosownie: masqa podobno juz nie ma, czyli marchewka, betakaroten i bieg po porannej rosie nie jest remedium. przepraszam za wisielczy humor. leżenie jest nudne. czekam aż minie.. amen.