Dodaj do ulubionych

przesilenie wiosenne?

13.03.05, 16:59
a jednak napiszę..
chodzi o coś, co mnie dopada dokładnie co roku o tej porze mniej więcej -
nazywam to syndromem kwietniowym, bo kiedyś brało w kwietniu właśnie i trwało
około miesiąca, potem odpuszczało. ciągnie się takie cudo od końcowych klas
podstawówki, więc 14-15 lat. z czasem się zaczęło przedłużać i na przykład
potrafi zacząć się w marcu i trwać do maja - choć nie ma tu żadnej
regularności poza tą, że co roku. o czym piszę? o ogólnym zniechęceniu do
wszystkiego, braku siły i chęci na cokolwiek, do życia w ogóle, ale jednak z
możliwością zmuszenia się do tego, co trzeba, o poczuciu beznadziejności,
ospałości, zmęczeniu przez duże Z - i takich różnych, które by mogły
wskazywać na depresję. może raczej stan subpresyjny. nie wiem. o ile potrafię
świetnie odróżnić w sobie smutek depresyjny od niedepresyjnego to pojęcie
subdepresji i depresji jest dla mnie ciągle łamigłówką. ale nie o tym.

do tego dochodzi ogólna huśtawka - jak zauważyłam dość popularna tutaj
tendencja ostatnio. jakiś dzień, dwa na wyżu (a czasem tylko parę godzin),
kiedy dokonuje się niemal rewolucja mojego życia, a potem dolina, czasem dość
głęboka zahaczająca o myśli samobójcze. pomiędzy tym mieszanka obu lub
chwile "spokoju" - czyli tego, co opisałam w pierwszym akapicie.

no to się zastanawiam - czy ma z tym coś wspólnego głośne w ostatnich
latach "przesilenie wiosenne"? myślałam też o tym w kontekście szukania
początków mojej ew. (!) "choroby" - czy to się rzeczywiście zaczęło półtora
roku temu czy tak naprawdę trwa od lat - właśnie te obniżenia nastroju
wiosną. hipomanii nie wychwyciłam, ale to mnie nie dziwi, tej się zwykle nie
zauważa.

wprawdzie takie "przesileniowe" stany zawsze mi jakoś przechodziły w
poprzednich latach i choć potrafiły osiągać całkiem przyzwoite głębokości, to
jednak chyba nigdy nie trąciły większą patologią... ale się zastanawiam czy
to ma jakiś związek. i czy jest sens zawracać tym głowę mojej lekarce? jeśli
to nic takiego, a tylko właśnie "przesilenie"..

trochę może chaotycznie bredzę, ale macie coś podonego?
pozdrawiam serdecznie!
[nev.]
Obserwuj wątek
    • nevada_blue Re: przesilenie wiosenne? - errata 13.03.05, 17:02
      te 14-15 lat to tyle miałam w podstawówce, a nie jak wynika z kontekstu, że
      tyle miałoby trwać.. mówiłam, że bredzę, sorry
      pozdr. smile
      • jagoda16 Re: przesilenie wiosenne? - errata 13.03.05, 17:22
        wlasnie napisalam o przesileniu w watku o hustaniu, wyslalam, a tu patrze Ty
        tez o przesileniu.
        TAK JEST TO ZWIAZANE Z CHAD I Z DEPRESJAMI W OGOLE. Niestety. Depresje
        zazwyczaj dopadaja lub poglebiaja sie w momencie przesilenia wiosennego i na
        przelomie pazdziernika i grudnia. Manie , hipomanie zas pozna wiosna. To tak w
        ogolnym zarysie, jest to opisane w literaturze przedmiotu. Depresja jest scisle
        zwiazanA z problemami z serotonina , a ta z kolei oprocz nastroju wplywa tez na
        regulacje cyklu dobowego - melatonina wlasnie powstaje z serotoniny. Stad te
        charakterystyczne dla chadowcoW zaklocenia aktywnosci dobowej : fatalne ranki,
        lepsze wieczory, a gdy pora isc spac do nierzadko nadmierne ozywienie. To w
        skali doby, podobnie mamy tez wiekszy problem niz zdrowi z przejSciem przeZ
        okresy przesilen, zmiany dlugosci dnia i nocy.

        Zaobserwowalam u siebie tez takie zjawisko: depresja w okresie jesienno -
        zimowym jest u mnie bardziej "bezsilna" - apatyczna i beznadziejma; trudniej
        mi sie zmusic do jakiejkolwiek aktwnosci, siedze, gapie sie w sciane i placze,
        nie moge sie obudzic rano. Te wiosenne sa na nieco wiekszym napedzie i pelne
        rozpaczy, czarnych mysli, silniejszych negatywnych emocji

        A teraz jak stara ciotka: w wieku 15 - 25 lat moje depresje wiosennne tez tak
        wygladaly. Wiec prosze bierz stabilizator!
        • awanturka Re: przesilenie wiosenne? - errata 13.03.05, 17:37
          No tak, u mnie zawsze ta korelacja z porami roku była dokładnie taka jak opisujesz. awanturka
          • awanturka Re: przesilenie wiosenne? - errata 13.03.05, 18:10
            Jagodo! Już dawno miałam się zapytać skąd wiesz tak wiele o tej chorobie. nie sa to rzeczy, które mozna przeczytać w pierwszym podreczniku psychiatrrii. Ja przeczytałam troche i z literatury przeznaczonej dla pacjentów i rodziny i z literatury fachowej ale na taka dogłębną analizę pewnych prawidłowosci nigdzie się nie natknełam.

            Możesz zdradzić skośd to wszystko wiesz? awanturka
            • jagoda16 Re: przesilenie wiosenne? - errata 14.03.05, 20:07
              odnoszac sie do Twojego zapytania o moja wiedze na temat tego nieszczesnego
              tematu: wydaje mi sie , ze to Ty jestes najbardziej zorientowana w wiekszosci
              tematow poruszanych na forum. A ja coz, lata praktyki....
              A tak przy okazji przychodzi mi na mysl w zwiazku z tym pewien kawal:
              Jas dostal w szkole w nagrode ksiazke o bialych niedzwiedziach. Nastepnego dnia
              pani pyta : I co Jasiu podobala Ci sie ksiazka?
              Jas : Eeee, tak sobie
              Pani : Jasiu, ale chyba dowiedziales sie z tej ksiazki wiele o bialych
              niedzwiedziach?
              Jas: Eeee, tak prosze Pani, ale ja wcale nie chcialem tyle wiedziec o bialych
              niedzwiedziach!
        • nevada_blue Re: przesilenie wiosenne? - errata 13.03.05, 18:53
          heh, biorę stabilizator - od początku stycznia nawet regularnie i jeszcze nie
          rzuciłam, normalnie prawie sukces wink dobra, parę razy zapomniałam, ale to jak
          mnie chwilowo gdzieś niosło akurat.. teraz nawet w większej dawce, a i tak
          czasem mam wątpliwości czy to cosik w ogóle daje (?), choć aktualnie nie
          zamierzam się przekonywać - przejechałam się okrutnie w styczniu ;/

          u mnie jest chyba odwrotnie - jeśli w ogóle coś jest - wiosną właśnie pseudo(?)
          depresyjny "syndrom kwietniowy", hipo/manię miałam właśnie jesienią.. na razie
          (?) jedną, ale te "depresje" wiosenne powtarzają się już od jakichś.. 6-7 lat
          jakby nie patrzeć.. rety.. ;/ w zeszłym roku depresja zaczeła się pod koniec
          listopada, ale dopiero pod koniec marca osiągnęła takie szczyty, żeby mnie
          zmusić do szukania lekarza.. i jakoś w tym roku sie nie cieszę na myśl o jej
          nadejściu, mimo że bardzo lubię.. dopiero się wygrzebałam ze styczniowego
          ciężkiego stanu.. agrh ;/

          niby mechanizm melatoninowo-serotoninowy znam, choć trochę w skrócie, ale u on
          się u mnie nie zawsze potwierdza.. fakt, poranki są najgorsze kiedy trzeba
          zwlec się z łóżka, za to wieczorem się często ożywiam i nie mogę długo zasnąć,
          ale zawsze myślałam, że to po prostu mój przestawiony rytm dobowy - skądinąd
          też końcówka podstawówki.. bo bywa i tak, że największego doła, a nawet czasem
          napad lęku łapię właśnie wieczorem.. w pierwszej depresji dobrze czułam się
          tylko w dzień, wieczorami wpadałam w panikę ;/ (ale to może z kolei wynik
          długich miesięcy fatalnej bezsenności, na samą myśl o długich czarnych
          godzinach bez chwili snu..)

          ciekawe, bo Twój opis jesiennych depresji pasuje jakby do moich wiosennych..
          właśnie takie bezsilne, apatyczne, czas leci, a ja gapię się w ścianę, ciężko
          idzie zrobienie czegokolwiek i milion razy dłużej niż powinno.. najchętniej bym
          poszła spać, bo jestem permanentnie zmęczona wszystkim i wszystkimi.. dlatego
          optuję za wakacjami wiosennymi smile bo tego nijak nie idzie pogodzić z gonitwa z
          czasem na uczelni.. bleeeh ;/

          marudzę, nie o tym w sumie miało być..
          chciałam tylko zapytać czy to "norma", bo ciągle jestem na etapie układania
          układanki i dochodzenia czy w ogóle takowa istnieje..
          no i też czy jest sens zawracać tym głowę swojej lekarce skoro zawsze
          przechodziło i teraz pewnie też przejdzie? bo w zasadzie nawet mi się nie chce
          do niej iść, najchętniej bym nigdzie nie łaziła tylko zakopała się w kocyk i
          poszła spać.. no i co ona zrobi? antydepresant mogłaby mi zwiększyć najwyżej,
          ale mnie buja i mogłabym łatwo polecieć gdzieś w przestrzeń na dłużej niż dwa
          dni może.. to i tak zostaje przeczekać.. argh ;/

          no wiem, rozlazła i marudna jestem.. ;/
          bleeeh

          ale dziękuję Ciociu za troskę! smile
          staram się być grzeczna, naprawdę
          chociaż chwilami łatwo nie jest..
          ale trochę się mimo wszystko boję powtórki października/listopada
          i stycznia..

          pozdrawiam ciepło i ciągle trzymam kciuki za poprawę! kiss
          [nev.]
    • planasana Re: przesilenie wiosenne? 14.03.05, 07:40
      nev, Kochanie, koniecznie zawroc glowe Twojej lekarce i powiedz jej o tym.
      TO JEST WAZNE.
      To moze miec znaczenie w CHAD.
      Wiesz, nigdy nie przepadalam za wiosna. Chyba wlasnie dlatego, ze przewaznie
      nastroj zjedzal mi do piwnicy i czulam sie klapnieta, no chu..wo po prostu.

      Odezwij sie czasem.

      przytulam jak zwykle mocno

      p.
      • nevada_blue Re: przesilenie wiosenne? 14.03.05, 18:03
        ech, niezależnie od wszystkiego i tak zawsze lubiłam wiosnę.. i lato..
        do zeszłego roku przynajmniej..
        do lekarki spróbuję się przejsc jutro lub najdalej pod koniec tygodnia jak się
        nic nie zmieni - bo to już nie sam tylko depresyjny "syndrom kwietniowy", ale
        huśtawki zaczynają przekraczać pewne granice i jestem już nimi cholernie
        zmęczona.. zdarzył mi się też ostatnio dwa fatalne napady lękowe i tak się po
        prostu nie da.. zobaczę co powie, jak nic, to zostanie jakoś przeczekać..

        przepraszam ,że się nie odzywam ostatnio, ale czuję się jak widać - z doła w
        górę albo szalony galop przez ciemne doliny.. dziś jest jakoś spokojniej -
        odpukać! choć już znó wieczór się robi i czuję jak coś w środku się zrywa.. sad
        do tego mam mnóstwo roboty na uczelni, bieżące zaległości, zaległości z
        poprzedniego semestru, nie zamkniętą ciągle sesję zimową, zaległości w
        korespondencji w ogóle.. za dużo.. a jak mnie wyniesie na wyż na dzień lub dwa
        to jeszcze się w coś dodatkowo wpakuję, jakieś zobowiązanie, a potem siędzę i
        mam ochotę się pochlastać, no bo kiedy? crying więc wybacz, jak znajdę chwilę to
        coś skrobnę, bloga czytam co jakiś czas smile

        trzymaj sie Kotku cieplutko, serdeczne uściski! kiss
        [nev.]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka