Dodaj do ulubionych

męczę się ze sobą

27.10.06, 14:12
Witajcie. Od lutego męczę się ze świadomością, że mam CHAD.
Wcześniej leczyłam się na depresję, psychiatra, terapie itp. Po półtorej roku
miałam dość grzebania we mnie. Przez ponad rok nie brałam żadnych leków.
Własciwie było tak samo, raz do góry i szał potem na dół do łóżka.
W lutym zmieniłam lekarza, od tego czasu dużo zaszło, pomimo leków wpadłam
w stan pobudzenia związany też z moimi ciągotami do alkoholu na imprezach.
Wakacje poświęciłam na terapię na oddziale dziennym, to sporo dało.
Jednak jest październik i znów czuję sie okropnie. Od lutego faszeruje się
depakiną oraz najpierw był mobemid, potem rexetin, potem bioxetin teraz efektin.
Przytyłam od wiosny 15 kilo wyglądam jak miś kuleczka a czuje sie
beznadziejnie. Nie mam siły, motywacji do zycia. Mam wrażenie, że to nigdy sie
nie skończy. Moja niechęć, lenistwo, apatia.
Pierwszy raz poszłam na L 4 z pieczątka od psychiatry i dołuje mnie to.
Najgorsze w mojej sytuacji jest to, że mieszkam sama i nie mam bliskiej osoby
przy sobie na codzień. Przesiaduje czasem u znajomych, ale to też mnie męczy.
Znalazłam to forum i postanowiłam napisać. Wiem, że jest trochę takich osób
jak ja, ale to mnie nie pociesza. Moje życie to wegetacja z dnia na dzień.
Agnieszka.
Obserwuj wątek
    • fannie6 Re: męczę się ze sobą 27.10.06, 15:29
      Witaj!!!
      Mnie też długo leczono na depresje aż po latach wielkie bum...to Chad a wyszło
      dzięki manii którą przeszłam podczas pobytu W Katowickim Centrum Psychiatrii.
      Tak parawdą a Bogiem to z manią zawsze było mi dobrze gorzej z depresją rzecz
      jasna dlatego też nie chwaliłam się lekarzom, że miewam bardzo podwyższony
      nastrój i stąd dopiero po 6 latach leczenia wyszło,że to chad. Staram się
      przede wszystkim być czujna na objawy i w miarę możliwości szybko reagować.
      Tobie życzę wytrwałości tym co teraz Cię drąży i oby skończył się ten złyczas
      jak najszybciej.

      Pozdrawiam cieplutko
      Jeśli chcesz to napisz do mnie fannie6@gazeta.pl
      • suchyxxx2 Re: męczę się ze sobą 27.10.06, 16:11
        u mnie chad wykryto dopiero 3 miesiące temu mimo 3 letniego leczenia lekami
        antydepresyjnymi bo myślano że to depresja a potem że nerwica.U mnie nie było
        takich dużych stanów manii albo po prostu nie umiałem tego określić.U mnie
        ciągle były depresje nawracające mimo stosowania leków no i jak dobrze sobie
        przypominam kilka razy miewałem taką lekką manię objawiającą się
        bezsennością-wtedy łykałem benzodiazepiny bo myślałem że to wina leku
        antydepresyjnego.Potrafiłem nie spać do 2 i nawet jak się położyłem to
        zasypiałem dopiero o 3-4.Jakoś byłem wtedy energiczny bardzo zwłaszcza w nocy i
        bywało że miałem euforię albo się ze wszystkimi kłóciłem o byle co i łatwo mnie
        było zdenerwować.Od 3 miesięcy po wykryciu chad biorę depakinę 600mg wieczorem i
        cital 20mg rano.Jak narazie muszę przyznać że jest ze mną normalnie bo depresji
        dawno nie miałem a euforię miałem tylko kilkugodzinną bez powodu raz.Mieszkam w
        Warszawie-jeeli mieszkasz blisko to możemy się spotkać i podyskutować.
        • anies4 Re: męczę się ze sobą 02.11.06, 20:42
          Dzięki za list. W warszawie studiowałam, mam tam sporo znajomych.
          Teraz mieszkam na śląsku i myślę, że brak bliskiej osoby dodatkowo utrudnia mi
          walkę z chorobą. Teraz od ponad miesiąca jestem w bardzo złym stanie, męczę się.
          Moja praca i zaangażowanie podczas pobytu na dziennym oddziale poszły na marne.
          czuję się jakbym sie bardziej pogrążyła w chorobie.
      • anies4 Re: męczę się ze sobą 02.11.06, 20:36
        Dzieki za list. Czy jesteś z Katowic? lub okolicy? Jeśli tak, to super,
        ja mieszkam w Siemianowicach i mogłybyśmy się czasem spotkać i pogadać.
        Większość moich znajomych nie rozumie co się ze mną dzieje. W fazach manii
        jestem duszą towarzystwa, rozrabiam, śpiewam, śmieję się, to jednak mija i potem
        jestem wycofana, czasem ten stan trwa tak długo, że myślę jak ze sobą w miarę
        bezboleśnie skończyć. Nie mam namacalnych efektów leczenia a teraz gdy przyszedł
        kolejny dół po ogromnej pracy jaką wykonałam na dziennym oddziale myślę, że całe
        to leczenie i prochy i grzebanie we mnie jest bez sensu. Przepraszam, że tak
        akurat piszę ale męczę się już ponad miesiąc i jestem cholernie zmęczona.
        pozdrawiam ciepło, Aga.
        • planasana Re: męczę się ze sobą 24.11.06, 17:53
          Anies4, mam tak samo jak Ty - w manii - dusza towarzystwa, towarzyska itp., a w depresji kompletnie
          wycofana, unikam ludzi i 90% czasu spedzam w lozku spiac.
          Czasem tesknie za lekka mania, chcialabym byc taka zawsze - pewna siebie, potrafiaca zawalczyc o
          swoje.
          Mysl o ewentualnym samobojstwie przynosi ulge.

          pozdrawiam Cie

          planasana
    • avoid Re: męczę się ze sobą 27.10.06, 16:52
      Witaj
      ja mam Chad zdiagnozowany od sierpnia zeszlego roku (wtedy nastapila gigant
      mania i wyladowalam w szpitalu dzieki rodzinie, ktora zupelnie nie mogla sie ze
      mna porozumiec).
      Od zeszlego roku leki mialam juz kilkakrotnie zmieniane i od miesiaca jestem na
      Lamitrinie i Ketrelu i jakos ciagne.
      Wczesniej, pare lat temu nie myslalam, ze moge na cos chorowac, szczegolnie, ze
      mialam kolo siebie kumpele psychologa, ktora jak sie pozniej okazalo byla
      beznadziejnym diagnosta bo zupelnie nie widziala u mnie depresji tylko moj
      wiecznie ponury nastroj.
      Wtedy zwyzki nastroju byly raczej rzadkoscia, czasem zdarzalo sie zarywanie
      nocek (ale wtedy pisalam np. mgr) i jakos do glowy mi nie przyszlo, ze to moga
      byc jakies objawy chorobowe (pare miesiecy pozniej zdiagnozowano u mnie Chad).
      Do psychologa chodzilam prawie rok ale przynioslo to raczej srednie skutki -
      nie pomoglo w tym z czym przyszlam.
      Nie jestem sama mam kolo siebie bliska mi osobe, mam w miare rozumiejaca i
      wspierajaca rodzine.
      Natomiast kontakty towarzyskie utrzymuje raczej przez telefon lub gg bo nie mam
      sily ani ochoty na spotkania.
      Zrobilam sie nieco aspoleczna ale po prostu nie daje rady, zeby spotkac sie z
      ludzmi i tak sobie towarzysko pogadac.
      Tez sie z tym mecze.
      Przez dosc dlugi czas wegetowalam i wydawalo mi sie, ze nie jestem nic warta,
      ze jestem beznadziejna i wlasciwie po jaka cholere zyje.
      Do dzis nei stanelam na nogi ale to juz warunkuje moj stan emocjonalny.
      czasem jest lepiej czasem gorzej.
      Ale najgorszy w tym wszystkim jest utrzymujacy sie prawie od poczatku stan
      mieszany, ktory nie daje mi normalnie funkcjonowac i na remisje sie na razie
      nie zapowiada.
      Czasem marzy mi sie odizolowanie od swiata, bycie zupelnie sama bez nikogo z
      rodziny obok.
      Ale wiem, ze to slabosc mna manipuluje, ze to po prostu efekt choroby, niemniej
      latwo nie jest.
      Pozdrawiam Cie serdecznie i zycze zmiany stanu jak najszybciej
      A
      • planasana Re: męczę się ze sobą 24.11.06, 18:04
        Tez nie mam sily na utrzymywanie kontaktow towarzyskich. Czasem czuje sie jak dziwadlo, porownuje
        sie z innymi, "normalnymi" ludzmi. Nie wszyscy ludzie rozumieja, kiedy odmawiam spotkania i biora to
        osobiscie, wcale sie im nie dziwie. Sa zdezorientowani - kilka miesiecy wczesniej bylam chetna na
        kazde wyjscie, idealna kumpela do balowania, a teraz nagle mi sie nie chce. Przyjaciele wiedza i nie
        wyciagaja mnie na sile z domu, pozwalaja mi przeczekac i wiedza, ze za jakis czas do nich wroce i bede
        pelna spontanicznej energii (mania???) jak przedtem. Niektorym blizszym nowym znajomym
        powiedzialam, ze jestem chora, zeby wyjasnic moje nieobecnosci i zeby nie czuli sie dotknieci, kiedy im
        odmawiam.

        Czuje sie zmeczona tymi hustawkami.

        pozdrawiam

        planasana
        • anies4 Re: męczę się ze sobą 25.11.06, 22:49
          Witaj, dziękuję Tobie za słowa otuchy, teraz powoli wyszłam z dołka i jest
          coraz lepiej. Nie mogę jednak pozbyć się napięcia związanego z myślami o tym,
          że po dobrym okresie znów się zapadnę. Mam odczucie, że kolejne doły są głębsze
          i możliwe, że któregoś następnego nie przetrzymam.
          Pozdrawiam Aga vel anies
    • avoid Re: męczę się ze sobą 27.10.06, 16:53
      BTW
      ja po zalascie przytylam prawie 20 kilo ale jakos zaakceptowalam to, ze mam
      troche wiecej ciala.
      Zal tylko ciuchow, w ktore juz sie nie mieszcze.
    • kapuzda Re: męczę się ze sobą 23.11.06, 16:22
      nie martw się, jesteś w depresi a to minie jak grypa smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka