Dodaj do ulubionych

jutro wraCA mąż...

20.12.07, 09:06
no właśnie...kolega po niego pojedzie ,bo jeszcze trzech pacjentów chce sie z
nim zabrać a ja jechałabym z małą...no ok...sama nie wiem jak mi trochę się
boję...taki irracjonalny lęk...nie wiem czego się spodziewac.Po Kai szpitalu
nie mogłam dojśc do siebie...lekarka przepisała mi Afobam i kazała brać...ale
jakoś dziwnie na mnie działa wpadłakm w depresję...matko co za stan...ani
ręką ani nogą i wyć się chce i zyc się nie chce...po jednej dawce leku??? to
jakiś odjazd...wcześniej to brałam ale nigdy takiej jazdy nie miałam...dzisiaj
próbuję walczyc sama z lekką pomoca no-spy...co by mi rozkurczyła zołądek
ściśnięty na maksa...boże ja nawet nie wiem co czuć...cieszyc się czy
martwić?bac czy nie?co za idiotyczny stan...a przecież święta...i co z tego ?
Obserwuj wątek
    • dol_inka Re: jutro wraCA mąż... 20.12.07, 09:43
      Cóż,bardzo trudny dla Ciebie czas,mąż,świeta...nerwy.Może Twój mąż
      też ma świadomość "świąt",myślę(mam nadzieje) że też został odp.
      ustawiony przez lekarkę i lekami i psychicznie/emocjonalnie. Staram
      się przekazać Ci trochę optymizmu smile Może wystarczy jak będzie
      stabilnie,bezpiecznie i tego życzę.
      • kajka68 Re: dol_inka 21.12.07, 01:17
        By łabym szczesliwa gdyby było stabilnie...ale wydaje mi się,że on jest cały
        czas nakręcony...mało tego z tego co mówi innym jest nakręcony na mnie i to mało
        pozytywnie...oni się boją i ja się boję..nie wiem co z tego wyniknie...albo
        wybuchnie wielka awantura albo bóg wie jak to się skończy...mam ochotę już
        zwiac..ale coś mnie powstrzymuje..nie wiem ciekawosć,ze moze jednak nie?że moze
        jednak rozumoie? ale jego telefony świadcza o tym,ze cos knuje...nie ma co
        gdybać...juitro się okarze...okaże?po polsku juz pisać nie umiem z nerwów...ze
        strachu..skąd go tyle jest w czółowieku?
        • poetkam Re: dol_inka 21.12.07, 01:25
          Kajka, jakże Ci współczuję. Widzę, że najgorsze dla Ciebie jest to
          czekanie na niewiadomo na co.
          Biedactwo, posyłam Ci mnóstwo całusów i pozytywnej energiismile))))
          • kajka68 Re: poetkam 21.12.07, 01:34
            tez nie śpisz? a ja tu do ciebie piszęsmile
    • poetkam Re: jutro wraCA mąż... 20.12.07, 11:48
      Wiem, najgorsze jest to czekanie na coś złego...Kurczę, ile razy ja
      to przeżywałam. A wiesz, że ja dokładnie trzy lata temu przeżywałam
      podobną historię do Twojej? Z tą różnicą, że mąż wyszedł na
      przepustkę tylko na święta, ale po nowym roku całkiem go wypuścili.
      Tak się bałam...Podobnie, jak Ty teraz. Sąsiedzi wtedy popiekli mi
      ciasta na święta, przynieśli węgiel do kotłowni, przywieźli męża do
      domu (ja nie mam prawa jazdy). Mąż prawie cały czas był nieobecny
      myślami- autyzm. Ale zmusił się i razem smażyliśmy karpia i
      zasiadaliśmy do stołu wigilijnego.

      Spróbuj zastosować ćwiczenia oddechowe. Wmawiaj sobie, że Ty
      jesteśteż ważna, dzieci. Pomyśl sobie tak: jeśli będzie dla mnie
      niedobry, zawsze mogę go zostawić choć na trochę odpocząć od niego.
      Mam do tego prawo. Ja, kiedy jest źle tak właśnie myślę. Wiem, że
      mam zawsze wybór. Jeśli nie to, to to. Ale zawsze musi być jakieś
      wyjście. Może wtedy się opamięta. Kubeł zimnej wody jest najlepszą
      metodą sprowadzenia kogoś na ziemię, serio. I na mnie i na męża też
      zawsze działa. Ja uciekłam z małą od męża w ataku paniki. Miałam tak
      silną depresją z napadami paniki i omdleniami, że prawie non stop
      spałam u mamy. Obskoczyłam wtedy ośrodki interwencji kryzysowej,
      psychologów...Szukałam pomocy, rad. Na męża moje czterodniowe
      odejście podziałało jak kopniak. Od tej pory nie uderzył mnie, nie
      gonił z siekierką. Stosuję szantaż emocjonalny wobec niego: jeśli
      nie będziesz brał leków- odejdę z małą. Jeśli podniesiesz na mnie
      rękę- dzwonię po pogotowie i policję . Niemoralne? Cóż, chcąc żyć
      jako tak nie mam innego wyjścia.
      Trzymaj się! Musi być dobrze!!!
      • kajka68 Re: poetkam 21.12.07, 01:33
        za świeta nawet się nie biorę...w końcu nawet nie wiem gdzie je
        spędzę..ogarnęłam chatę,ogród..i tak się dopieprzy do detali...jak zawsze...ale
        to mnie juz nie rusza..zrobiłam w miarę miejsca i wywaliłam niepotrzebne rzeczy
        ...przydałoby się jeszcze trocvhę czasu ...przepadły mi dni na pobyt z tusią w
        szpitalu...jakie to idiotyczne ,ze nawet nie mogę zaplanować sobie dni...zawsze
        cos mi w środek wpada...jak na złość...okrutne to..a ja się nie wyzwqoliłam spod
        tyrani...i ciagle myślę jego kategoriami...smutne to jak bardzo człowiek jest
        ubezwłasnowolniony...myśli nawet jego tokiem...chyba popadam w jakąś
        paranoje...nie wiem czego tak naprawde się boję..było mi w sumioe tak
        dobrze...spokój cisza...mogłam poznać Was- w normalnych warunkach mam
        ograniczpony dostęp do kompa ,bo jak tylko widzi ,ze siadam odebrać poczte to
        krew go zalewa i wymuśla mi tysiąc rzeczy do zrobienia...a tak nie musiałam
        nikomu się tłumaczyć...i tak nie miałabym wiele do roboty bo ostatnio odkąd
        jesteśmy sami tylko pies brudzi...dzieciaki jakoś szanują moją pracę i
        pomagają...nie ma 10 szklanek 100talerzy...kurcze..chyba tego najbardziej mi
        zal...i ta cisza,brak wyjacego telewizora,miły półmrok...ech...nie wiem,,może
        się okazaćź ,że on gra przed znajomymi a tak naprawdę pojął ,zrozumiał i będzie
        miło...marzy mi się?chyba tak...w końcu przeżyliśmy razem 17 lat...to szmat
        czasu..różnie bywało ale były przeciez i miłe chwile...choć po tym wszystkim tak
        trudno je w sobie odnalexć...
        Jesli zacznie się czepiać jesli zacznie się coś nie tak to odejdę...ale tym
        razem już bezpowrotnie...tyle już razy odchodziłam ale zawsze dawałam się
        przebłagać,,,ale pękło coś we mnie...jeszcze w jakiś sposób za nim
        tęsknię,naprawdę po ludzku tęsknię,nachodzi mnie tak czasem ale czy zasłużył na
        to ?nie umiem sobie odpowiedziec,z jednej strony tyle złych rzeczy nawywijał
        budzę się z koszmarami na oczachm a z drugiej...dzięki Poetkam za te ćwiczenia
        oddechowe...pomagająsmilezapomniałam ,ze coś tak prostego moze przynieść taką ulgę
        .nie brałam dziś afobamu...wystarczyła jedna no-spa..i cwiczonka i
        kilkunastominutowe grabienie trawnikabig_grindobranocsmile
        • poetkam Re: poetkam 21.12.07, 01:51
          Nie, nie śpię-szaleję jeszcze. Mało śpię.

          Wycisz się. Nie myśl o złym , to nie pomaga , tylko dołuje. Stres, panika.
          Dziewczyno! Sama nabawisz się depresji! I kto zajmie się wtedy dziećmi, Tobą?
          Zwolnij tempo, pobaw się trochę w flegmatyka- załóż sobie taką maskę spokoju
          przed powrotem męża i za Chiny Ludowe nie pozwól jej nikomu zdjąć!
          Posyłam Ci ten spokó wirtualnie ode mnie i dobry humor, rzecz jasna smile

          Daj znać jutro, co i jak, okey?

          CAŁusy Magda
          • kajka68 Re: poetkam 21.12.07, 01:57
            Jak tylko dopadnę kompa będę pisaćsmile obiecujęsmilepowiem Ci ,że dziś wyjątkowo
            spokojna jestem...moze to brzmi w tym co piszę inaczej..ale więcej w tym chyba
            smutku...zal mi tego ,że to co tyle budowaliśmy może tak łatwo się
            rozwalić...ale nie da się samemu trzymać drabiny i reperowac dachu
            jednoczesnie...zrobiłam co miałam zrobić nie do końca się udało
            ,,trudno...nie,,dzisiaj stanowczo jestem inna...sama się sobie dziwię
    • vinci28 Re: jutro wraCA mąż... 20.12.07, 15:24
      wiesz jak ja trafilem do szpitala to bylem w szoku pierwszy raz jacy ludzie jak tam bedzie ale z depresji wpadlem w ciezka manie i bylo super zajebiste wakacje no i przyszedl moment wyjazdu do nowego zycia rodzina milczala cala droge a ja nawijalem i do dzis inaczej na mnie patrza wcale im sie nie dziwie wiadomo szpial byelm tam ,ale minelo juz 4 miesiace od tego i czuje ze jeszcze wiele minie moze i rok zebym to zostawil za soba i w pelni byl tu i teraz
      • kajka68 Re: vinci 21.12.07, 01:45
        rozumiem Ciebie...to nie jest taklie proste byc tam...na pewno zostawia to
        ślad...ale przecież czasem nie ma wyjścia...człowiek czasem znosi gorsze
        rzeczy.Jak byłam teraz z córka w szpitalu tez były kraty i tak sobie
        pomyślałam...(bo mąż z tesciową ciagle mi te kraty wypominają),że co z tego ze
        są...widać przez nie niebo...a ja i tak byłam wpatrzona w wenflon i kroplówkę
        pod która córcia była podłączona...byłam wpatrzona w jej chorobę...więc moze
        będac tam warto ten czas poświęcić na popatrzenie się w siebie,w swoja chorobę
        swój stposunek do ludzi...nie wiem Vinici jaki jesteś ,z twoich postów wydajesz
        się byc bardzo delikatnym człowiekiem,bardzo kruchym kojarzysz mi się z piosenką
        Stinga Fragile..."jestesmy tylko ludźmi ,jesteśmy tacy delikatni"...ale wracając
        do tematu...nie wszyscy chyba muszą robić taki rachunek sumienia..ale tam gdzie
        jest przemoc,gdzie cierpia dzieci to juz jest o czym myślec.tak myślę...myślę
        tez ,ze rodzina po prostu oswaja się z Twoją chorobą...moze boją się pierwsi
        odezwać?mój mąż do dziś nie zaakceptował choroby córki do dzis uznaje tylko
        oczopląs porażenie jest dla niego nie do przyjęcia...mimo ,że młoda ma prawie 5
        lat...ja jestem inna ja szukam a moze to co innego a jesli to to co mogę zrobic
        zeby naprawić co się da...każdy z nas ma chyba inaczej,,,
        i bardzo ciebie lubięsmile
        • maciusiko Re: vinci 21.12.07, 02:06
          jak sie ciesze,ze lubisz Vinciego...-ja tez! smile
          • kajka68 Re: vinci 21.12.07, 02:29
            bo fajny z niego chłopaksmilei potrafi tak miło pisać.że az mi się cieplutko na
            sercu robismile
    • kajka68 Re: jutro wraCA mąż... 21.12.07, 15:26
      Mąż wrócił...zaczął od tego ,że ja podpisałam na niego wyrok...bo dali mu kartkę
      z karetki z moim podpisem ,że się boje o moje zdrowie i życie,,,no a potem
      stwierdził ,że jest syf i trzeba sprzątac...i narobił dopiero sajgonu...ja
      wcześniej generalkę robiłam...teraz gdzieś pojechał a mnie się chce po prostu
      stąd wyjść i zamknać drzwi...mam dość...nie widzę nawszej przyszłosci razem w
      ogóle...po czymś takim już zeszło mi bielmo z oczu...moze wieczorem koleżanka
      przyjedzie to moze się z nią zabiorę w swiat...zobaczę co będzie jak wróci ale w
      cuda nie wierzę...mogłam wczoraj wyjechać...i chyba trzeba było...liczyłam na
      coś co nie miało sensu...ale chyba tak trzeba było postąpić ,żeby miec
      pewnośc...a na dworze aż biało od mrozu...brrrr...jakby co to wszystkiego dobrego...
      • czareg Re: jutro wraCA mąż... 21.12.07, 17:14
        Kurde, zapomniałem Ci podpowiedzieć, byś wymieniła zamki w drzwiach. Jak on taki
        mądry, zamknąć drzwi, a jakby się dobijał, wzywać policję.
        Bardzo chciałbym Ci pomóc, a mogę jedynie przesłać wirtualne uściski.
        Przepraszam, że tak chłodno, ale bardziej ciepło nie umiem sad
      • poetkam Re: jutro wraCA mąż... 21.12.07, 17:24
        Biedactwo, tulę Cię. Musisz sobie zadać pytanie: co teraz chcesz?
        Kto jest dla Ciebie ważny? Nie może liczyć się tylko mąż. Jest
        ważny, owszem, ale nie najważniejszy. Nie możesz przez niego
        cierpieć ani Ty, ani Twoje dzieci. Nie możesz gdzieś zamieszkać na
        jikiś czas? U rodziców, krewnych, przyjaciółki? Ja tak zrobiłam.
        Zobaczysz, przyjdzie do Ciebie na kolanach i będzie już wiedział, że
        Ty nie cofniesz się przed niczym, aby zapewnić spokój sobie i
        dzieciom.
        Piszęto na podstawie własnych przeżyć- nie wymądrzam się, serio.
        Mnie pomogło, to i Tobie pomoże. Trzymam kciuki, odwagi. Wytrwaj.
        Całe forum jest z Tobą myślami!!!
        • kajka68 Re: jutro wraCA mąż... 22.12.07, 10:08
          nie wiem na jakiej podstawie go wypuszczono...on chce odstawić leki...udało mi
          się go wczoraj przekonać ,ze nie można od razu więc zmniejszył sobie
          dawkę.umówił się z kumplem z detoksu na jutro na piwko...mam nadzieję ,że nie
          dojdzie do skutku...a jeśli nawet to będzie świetny pretekst...jestem
          spakowana,nie chciałabym go tak zostawiac,ale jeśli nie będzie innego
          wyjścia...trudno.jest teraz u naszej bliskiej znajomej dentystki ,więc mam
          nadzieję,ze ona mu wbije do głowy,ze leki trzeba brac.on jest taki
          rozdygotany...mówi ,że po tych lekach ma problem z utrzymaniem szczoteczki do
          zębów w rękach...zaraz wam powiem co bierze...haloperidol,depakine
          chrono,polmesilat i na noc tisercin.przespał całą noc.widac ,że ma do mnie żal
          ale przede wszystkim jest to jakiś napakowany przez kolegów pogląd o mnie jaka
          to jestem wredna wyzyskiwaczka.coś w tym stylu...jakby nie myślał swoimi
          kategoriami tylko tym co inni mu mówią.widać to po tych tekstach..jakby jakieś
          hasła z siebie wyrzucał...nie jest cały czas taki czasem mówi normalnie w
          miarę,trochę sie wycisza ,ale drobiazgi wyprowadzają go z równowagi.nawet
          pies.sama nie wiem co o tym myśleć.Teściowa znów się wypieła i mówi no co ja mam
          zrobic?ale przez poltora miesiąca twqierdziła ,że ona by go przypilnowała i on
          by berał leki...no a teraz że ona nie przyjedzie bo co ona poradzi...na razie ja
          olewam ,jaeśli stąd wyjadę to ona będzie musiała przyjechać ,powiedziałam jej
          tylko ,że jkestem spakowana i jeśli on nie będzie brał leków i wypije chociazby
          piwo nie czekam na nic tylko natychmiast wyjeżdzam ,zeby miała tą
          swiadomosć.tyle u mnie z nowości..Czarku i \Poetkam ściskam was oboje
          wirtualnie...Dla mnie od kilku lat wirtualnie znaczy o wiele więcej niz realnie
          to cały mój świat..tu mam najwierniejszych przyjaciół,niektórych miałam
          przyjemnosć spotkać w realu ,niektórych znam tylko ze słów...jakze waznych dla
          mnie...czasem dowody przyjazni i pomocy są jak najbardziej realne dzięki Wam ,że
          jestescie...łatwiej mi...o wiele...dzięki temu ,ze tu jesteście nie uciekłam od
          razu tylko czerpię z Waszych doświadczeń...odezwę się jak tylko będę
          mogła...jeśli mozecie powiedzcie czy braliście takie leki j/w i czy one długo
          się przyswajają..tzn po jakim czasie brania widać efekty?on je bierze od kilku
          tygodni ok. 4-5.tAK MI SIę WYDAJE
          • czareg Re: jutro wraCA mąż... 22.12.07, 15:03
            Depakina 1500 dziennie, z efektami różnie, czasami w dwa-trzy dni, czasami 3
            tygodnie, 4-5 to trochę dużo, ale początkowo mógł mieć niską dawkę by sprawdzić
            reakcję organizmu. (w depakinie miałem przerwy na dwukrotnie wprowadzany lit i
            raz lamictal - lamotrygina).
            Haloperidol parę lat temu się przewinął, lekko uspakający i podnoszący nastrój -
            u mnie nie dał tak dobrych efektów by dłużej z nim się bawić.
            Tisercin reguluje i u mnie wydłuża sen (potrafił do 12 na dobę).
            Polmesiltalu nie kojarzę.
            Jednym słowem silna grupa, ale raczej według starej szkoły.
            Przy takiej mieszance alkohol to idiotyzm - pal licho śmierć, ale trwałe
            uszkodzenie mózgu to już duża nieprzyjemność.
            Jak zdecyduję się na jedno piwo to piję je godzinę - mam jakąś szansę, że
            wyczuję jakieś niepokojące sygnały.
            Jestem ostrożny od momentu, gdy na początku terapii, mając 1300 depakiny,
            oglądając w zaprzyjaźnionym barze mecz wypiłem cztery piwa. I pomimo, że szybko
            wyprowadziłem się na dwór, a w listopadowy wieczór było około 0 stopni, nie
            bardzo potrafię odtworzyć jak z Ursynowa dotarłem na Plac Zamkowy i bij zabij,
            nie wiem po co. sad
            • kajka68 Re: czarku 23.12.07, 00:49
              dziękuję Ci najpiękniej jak potrafię...spróbuję mu o tym alkoholu jakoś
              podszepnąć...myślimy o wezwaniu do domu prywatnie psychiatry,co by sprawdził
              skąd ten efekt ociężalości kończyn...mąż mówi ,że czuje się jak robot...i
              rzeczywiście tak chodzi jak automat...zwrot całym ciałem,ciężko mu utrzymać
              szklankę w ręce...i ciągle jest w jakimś kołowrotku...mówi ,ze chce mu się
              siedzieć ale jak usiądzie to zaraz musi wstać i chodzić...mówi ,że wariuje
              juz...nie moze sobie z tym poradzic...moze rzeczywiscie trzeba by było jednak
              zmiany leków?boję się ,że jeśli nadal tak się będzie czuł to odstawi leki...na
              razie udaje mi się go przekonywać ,ze musi brać...
              • poetkam Kajko 23.12.07, 01:53
                Jam nie Czareg, wybacz...
                Opisujesz dokładnie takie same objawy u swojego męża, jakie miał mój mąż po
                wyjściu ze szpitala...Powiedz, czy Twój mąż ma wyznaczony termin do psychiatry?
                Na kiedy? Jeśli nie- szybko go ustalcie. On musi być pod stałą opieką lekarza
                psychiatry. Pamiętam, że mój mąż brał wtedy lek na tę sztywność kończyn, ale
                zabij mnie jaka nazwa tego leku-nie pamiętam. Jak Czaruś rano, jak tylko się
                obudzi napewno celnie trafi nazwą leku.
                Póki co- cieszę się, że mąż Twój bierze leki.
                Dziewczyno, nie wygląda to źle- uszy do góry!
                Całusy
                M.
                • poetkam Re: Kajko 23.12.07, 01:56
                  Jeszcze się wcinam. Piszesz, że Twój mąż czuje, że musi chodzić...Kurczę, kubek
                  w kubek...Wiesz ile mój mąż po wyjściu ze szpitala zrobił kilometrów po naszym
                  pokoju? Liczę na to, że jak ode mnie do morza naszego....
                  • kajka68 Re: Kajko 23.12.07, 02:21
                    o cholera...wizyta dopiero 17 stycznia bo lekarka poszła na urlop...chyba jednak
                    wezwę do domu tego lekarza o ile będzie taka możliwość...chociaż kurcze...tamta
                    go już zna wie co i jak...zobaczymy może się uda...może rzeczywiście dałby jakiś
                    środek ,bo się chłop zawezmie i przestanie brać...
                    Magda...dzięki ,że się odezwałaśsmile*...jakoś nie mogę spać a juz czas
                    najwyzszy.No dobrze ,ze trochę się to poukładało choc nie jest łatwo..zaciskam
                    jeszcze zęby ,rzeczy spakowane lezą...jakby co a z drugiej strony choinka stoi
                    gotowa do ubrania...a mnie się zwyczajnie nie chce świąt...cały czas w
                    pogotowiu...nie wiem co dalej...na razie jakoś trzeba przetrwac ten czas...idę
                    spać...tusia znalazła dziś grę z taką cudną muzyczką ,ze nie mam sumienia kompa
                    wyłączyc...jest tak piękna ,ze usypiała przy niej...a teraz ja od dwóch godzin
                    jej słucham i nie mogę przestac...podsyłam link...
                    www.gry.pl/gra/Sad-Fairy-Dress-Up.html
                    buziaki dobranoc...
                    • poetkam Re: Kajko 23.12.07, 03:21
                      Spokojnie przeczekaj święta, obserwuj męża, zobaczysz jak będzie się
                      czuł i co masz ewentualnie dalej robić.
                      Dobrze, że się wyciszasz muzyką , to dużo daje.
                      Spokojnych snów w ramionach muzyki, bo na ramiona męża nie masz na
                      razie co liczyć, prawda?
                      Buziaki.
                      Łeb mi pęka...
                      • kajka68 poetkom 23.12.07, 10:17
                        jest pełnia...mnie boli łeb jak jest pełnia jakies wampirze skłonnosci mamwink
                    • poetkam Re: Kajko 23.12.07, 15:48
                      est tak piękna ,ze usypiała przy niej...a teraz ja od dwóch godzin
                      > jej słucham i nie mogę przestac...podsyłam link...
                      > www.gry.pl/gra/Sad-Fairy-Dress-Up.html

                      Dzięki za linka, Kajko...Ale nie mogę słuchać, bo mam zaraz dreszcie na całym
                      ciele i łzy kapią mi strumieniami...Zawsze tak mam , kiedy jakaś melodia
                      szczególnie mnie wzruszy...

                      Nie piszesz, co u Ciebie aktualnie, ufam więc, ze z mężem okey.
              • dalaj-lama Re: czarku 23.12.07, 03:49
                Swego czasu brałam haloperidol.Ohydne lekarstwo.Występuje po nim tak zwany
                niepokój ruchowy - jak stać to siedzieć itp.Nie mogłam spokojnie stać na
                przystanku - tak mnie nosiło.Występowała też sztywność kończyn.Jako antidotum
                dano mi Pridinol i wtedy było w porządku.Ale to było dawno,nie wiem czy jeszcze
                jest produkowany Pridinol.
                • czareg Re: czarku 23.12.07, 08:38
                  To bardzo możliwe. Niepokój ruchowy występuje też często jako uboczne
                  antydepresantów. UWAGA: Alkohol te niedolegliwości wzmacnia i utrwala!
                  Ja wieczne poczucie posiadania kończyn i potrzebę ich użycia miałem po
                  permazynie, po tisercinie mam ociężałą głowę i niemożność koncentracji (co
                  przerabiam na bieżąco).
                  PS. Czy będzie wielką obrazą majestatu, jak twój nick zacznę przerabiać na
                  Dawaj-Lamo (tryginę?) ?
                  • ditta12 Re: czarku 23.12.07, 09:17
                    Kajko ja tez tak kiedys miałam.Picie meza i ciagły
                    strach.Zachorowałam,bylam w szpitalu i teraz jestem sama i to tez
                    nie jest dobresadSama nie wiem co jest,ale przynajmniej sie nie boje
                    ze przyjdzie i mnie udezy.Sluchalam twojej muzyczki i ,lza zakreciła
                    mi sie w oku.Chcialabym wyslac do Ciebie takiego malego elfa aby Cie
                    strzegl w dzien i w nocy.Zycze Ci spokoju bo bardzo go teraz
                    potrzebujesz.
                  • maciusiko Re: czarku 23.12.07, 10:04
                    Czareg-Twoja inwencja tworcza nie zna granic...
                    • czareg Odp: maciusiko 23.12.07, 11:54
                      Nie bardzo, lepsze jest Dawaj-Lama (dawaj). Coś a'la "Go Forest! Go!"

                      PS. Wypiłem godzinę temu kawę (6 albo 7 w roku), ale ociężałości mózgowej mi nie
                      zdjęła sad Za to zaczynam spamować smile
                      PS.2 A forum za uszy wyciąga mnie ze złapanej wczoraj chandry świątecznej. Może
                      w tym roku nie będzie tak źle?
                      • kajka68 Czarku 23.12.07, 13:05
                        no to jestesmy już dwoje...ja też mam chandrę świąteczną...brrr...ale w kupie
                        rażniej jak mówią...kawy wypijam hektolitry...ale ostatnio jakos wyjatkowo jej
                        nie potrzebuje...a teraz wypiłam i mnie nosi...blee...choinka stoi i jakos tak
                        nie chce mi sie na noia patrzec...po co sa święta?
                        • czareg Re: Czarku 23.12.07, 17:07
                          > nie chce mi sie na noia patrzec...po co sa święta?
                          No ja mam w rodzinie osobę która od kilkudziesięciu lat, wie po co są święta. I
                          to dla niej nie mogę chodzić po domu i jojczyć jak ja nie lubię świąt. Bozia
                          pozbawiła ją możliwości zrozumienia moich problemów, bez względu jak by się
                          starała sad
                          Ale z drugiej strony potraktowałem święta parę razy jak zwyczajne dni wolne, bez
                          sprężu, a raz nawet udało mi się je olać. Zdecydowanie zmniejszyło to napięcia
                          związane z Wigilią i teraz łatwiej mi się do nich przygotowywać, i łatwiej znosić.
                          Nie lubić świąt to nic zdrożnego, trzeba je tylko przeczekać.
                          PS. Z kolei osoby głoszące namiętnie jak wspaniałe są święta i jak nimi MUSZĘ
                          się cieszyć traktuję na równi z doradcami od "weź się w garść". Mówię tu o
                          kwestii obyczajowej, nie religijnej, chociaż jeżeli kapłan nie potrafi uszanować
                          moich emocji świątecznych, to wiem, że Duch Święty poskąpił mu swojej łaski i
                          zaczynam go żałować.
                          • kajka68 ufff/// 24.12.07, 04:00
                            Mój nastrój świąteczny ...hmm...właśnie skończyłam smazyc ,piec i
                            gotować...wystarczy nic więcej nie robię ...po raz pierwszy nie ubrałam stołu
                            teraz jak to zawsze miałam w zwyczaju...a to dlatego ,zeby zajrzeć tutaj zanim
                            padnę...kurcze...uzależniłam się od Was...tak bardzo...od kilku godzin wciąż
                            myślę co u was...to niesamowite...dlatego cieszę się ,ze opatrzność -czymkolwiek
                            jest kazała mi tu zostać...za chwilę 4...a mnie się przypomniała piosenka
                            Starego dobrego Małżeństwa...czwaryta nad ranem ,moze sen przyjdzie...dobranoc...
                      • poetkam Re: Odp: maciusiko 23.12.07, 13:27
                        Chandra świąteczna...Ciekawy termin. Mnie łeb pęka już od wczoraj. Tabletek
                        zażyłam już multum i guzik.

                        Jak wyciągać za uszy? mm. Ładna pogoda za oknem, chociaż mrozik tęgi..Trzeba
                        pisać prowokacyjnie to i ociężałość mózgowa zejdzie sama.
                        Kto zacznie dziś prowokować?
    • maciusiko Re: jutro wraCA mąż... 23.12.07, 09:28
      Ja rowniez dziekuje Ci Kajko za link do tej muzyki.Boze,jak ona wycisza...
      Z rozwodem czekalam 8 lat,o osiem za duzo...
      • kajka68 kochani 23.12.07, 09:36
        odpowiem hurtem...przepraszam ,ze tak...
        dzięki za nazwę tego antidotum zadzwonię dziś do szpitala i zapytam co mam
        zrobic.Mam nadzieję,że po alkohol jednak nie sięgnie,teraz jest zajęty
        świętami...wczoraj choinka,dziś wędzeniesmilenasza rodzinna tradycja,sąsiad ma
        wędzarnie ,więc korszystamy.Mam nadzieję,że zaden kolega sie nie pojawi z jakimś
        piwskiem...bo ubiję.jest ogólnie nawet znosnie,,,obym nie przechwaliła,ale od
        czasu do czasu pojawiają się jakieś wkręty...staram sie zastosować wtedy metodę
        głupie pytanie głupia odpowiedx...na razie skutkuje.Na szczęscie bnierze leki
        ale mówi ,że jeśli nie przestanie go tak męczyc to je rzuci.domyślam sie że nie
        jest mu łatwo i staram się to uszanować.Dzięki wam wiejm,że rzeczywiscie tak
        jerst.Ciuchy nadal nie rozpakpowane ,ale tak czuje się pewniej...on tez widzi
        ,że to nie przelewki.buziaki postaram sie póxniejk...
        • kassa10 Re: kochani 26.12.07, 20:38
          jest jeszcze drugi specyfik na sztywność po haloperidolu - akineton
          (jest to specyfik na parkinsona), jednak nie na wszystkich dobrze
          działa - mój mąż dostał zwidów, lekarz kazał go odstawić, ostatnim
          razem dostał wymieniany tu pridinol (faktycznie były trudności z
          kupnem).
          Mam nadzieję, że święta były do zniesienia.
          Pozdrawiam
          Kasia
    • poetkam Kajka 27.12.07, 12:25
      Jak po świętach? Jak się czujecie? Jak mąż?
      • kajka68 Re: Kajka 28.12.07, 06:38
        Polmesilat ,który miał przepisany mąż jest tym antidotum ,ale miał za mała
        dawkę,wczoraj znalazłam mu lekarza,był i jest bardzo zadowolonysmileno to polowa
        sukcesu.Swięta minęły w miarę spokojnie,było kilka małych wybuchów,ale do
        ujarzmienia...on nie potrafi poradzic sobie z emocjami ...no ,cóż ja tez nie
        pozwalam sobie wejsć na głowę...teściowa próbowała mnie utemperowac,ze on chory
        i powinnam ustąpić,ale jak zaczał jeździć po niej to już nie była taka
        hojraczka...tak jak mówicie choroba chorobą,ale trzeba przynajmniej
        próbowac...myślę ,ze trochę do niego dotarło..nie wiem dalej jestem w kropce..on
        ponoc pamnicznie sie boi ,ze znów go zamknę.wczoraj bał się tego lekarza jak
        ognia w końcui poszedł sam...no i wrócił szczęśliwy...zrozumiał może ,że nie
        chcę zamylkac tylko pomóc...chciałabym wierzyc,ze to się poukłada...choć jeszcze
        tak trudno....pozdrawiam cieplutko...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka