Wpisujcie tu, jeśli chcecie, takie swoje wigilijne przemyślenia i
myśli..Może to pomoże lepiej przyjrzeć się tej pustce , albo
bezsensowi, które nosimy w naszych sercach...A w konsekwencji
zaakceptować...
Może zacznę:
- Co roku mniej wierzę- chodzi o wiarę katolicką (bo do tej na
papierku należę)
- Pragnę jednak zasiadać przy wigilijnym stole z bliskimi- to jest
taki symbol zgody całorocznej
- Po co żyć? To ból. To gorycz...Nie zawsze jednak...Czy dla chwil
kilku przyjemności warto żyć?
- Czemu nie ma zgody na świecie? Po co wojny między państwami
religijne i cholera wie, jakie jeszcze?
- Czemu niektórzy ludzie spędzą samotnie święta?
- Czemu nie mogę adoptować całej gromadki dzieci?
- Czy bycie człowiekiem daje mi satysfakcję?
Wyszły z tych myśli pytania..Ale pytania też są swoistym rodzajem
myśli.
Jeśli chcecie, kontynuujcie, jeśli nie, wpadnę tu rano i wycofam ten
wątek. Swoją drogą, fajnie być sobie adminką- ten przywilej
wymazywania własnych choćby tekstów jest rewelacyjny
Dobranoc, bo zaczynam pleść bez sensu...