asiuniaa36
06.01.08, 17:00
Zostalam dzis posadzona o to,ze nie umiem zyc "normalnie".Ze jestem
niestala.Ze potrzeba mi ciaglych zmian.Ostre jak brzytwa slowa i to od kogo?
Od kogos kto mial byc ze mna do konca.Boli...
Zaczelam sie bardzo mocno nad tym zastanawiac...Hmm...
Moze i cos w tym jest.Tzn jezeli mezczyzna przestaje mi "dawac" poczucie
bezpieczenstwa-to tak uciekam od niego.Tyle,ze jak dotad w ramiona
kogokolwiek-teraz jestem juz bardzo ostrozna w czyje.
Czy niestalosc w milosci jest wpisana w nasza chorobe?