obecna_xyz
06.05.08, 18:06
Mam taką prywatną teorię dotyczącą kontaktów międzyludzkich
normalsów (cytat)i nadwrażliwców, do jakich się zaliczamy.
Otóż kontaktując się z ludźmi osobiście,na dystans lub tylko w
myślach, łączymy z nimi nasze KANAŁY (nazwijmy je tak roboczo).
Jeśli spotykamy kogoś kto wyżala się nam i wylewa swoje smutki,
rozgoryczenie a nawet tylko zwykłą frustrację- my przez owe "kanały"
przyjmujemy cudze TOKSYNY (też nazwa robocza).
Jeśli dodatkowo współczujemy tej osobie lub tylko doradzamy coś-
tracimy "międzyludzkimi kanałami" nasz z trudem gromadzony POWER
(roboczo).
Kiedy MY staramy się jakiś ciężar przerzucić na rozmówcę, a ten nie
reaguje empatią, także tracimy nasz"power".
Wśród moich licznych krewnych i znajomych są tylko dwie-trzy osoby,
które pytają mnie jak się czuję i są skłonne wysłuchać mojej
odpowiedzi.
Moje, strsze wiekiem krewne, zalewają mnie wprost szczegółowo
opowiadanymi niekończącymi się historiami swoich niezliczonych
dolegliwości.Swoją moc tracę szczególnie w obecności siostry męża,
która NIGDY nie zainteresowała się moim stanem.
Próbuję zamykać się na cudze utyskiwania i nie wynurzać się zbytnio
nieupoważnionym (duża strata POWER-a).
Musiałabym jednak w ogóle z nikim się nie kontaktować, a jestem
niestety osobą towarzyską.
Jak Wy to odczuwacie?