Dodaj do ulubionych

Jest taka teoria

18.10.09, 13:21
Dziewczyny jest taka teoria,ze u wiekszosci dzieci ,ktorym podaje sie sloiczki
oraz wszelkie zmiksowane mikstury dzieci maja problemy pozniej z
gryzieniem,polykaniem ,wymiotami itp.
Nie chce wprowadzac zamieszania chce tylko wiedziec czy to prawda?
Poruszam ten temat gdyz duzo jest postow od kiedy podawac to czy tamto...
Jak to u waszych dzieciaczkow bylo lub jest.Ja tylko dodam,ze zaczelam pdawac
synkowi najpierw zmiksowane zupki oraz surowe owoce od 4mca kor.1mc.Nigdy ne
dawalam sloiczko gdyz nie wierze w ich urok cudu ekologicznego.Wiekszosc mam
powie ze to za wczesnie ale mysle ,ze to pomoglo i maly terazz 2latka wssowa
wszystko bez problemow.
Nie chce was urazic poprostu jestem ciekawa.Pozdr
Obserwuj wątek
    • 100ania Re: Jest taka teoria 18.10.09, 13:57
      ja u moich chłopców wprowadzałam nowości już od 5 m-ca (3 kor.) i zaczynałam od kleików, kaszek, a potem poszły warzywa - marchewka, ziemniak, dynia, buraki (z tego marchewka i dynia ze słoiczka), potem owoce. Do ukończenia półtora roku chłopcy byli głównie na słoiczkach, ale oczywiście dobierałam dania do wieku, czyli zaczęły się pojawiać słoiczki z kawałkami warzyw, całym ryżem itp.
      Poza słoiczkami chłopcy na miarę swoich możliwości dostawali do gryzienia chrupki, biszkopty itp.
      Obaj jedli wszystko jednakowo, ale tylko u Oskara w okolicach 10 m-ca życia pojawiły się problemy z przeżuwaniem i połykaniem. Nawet grudki w kaszy zaczęły wywoływać odruch wymiotny.
      Jednak to nie błędy żywieniowe (ani słoiczki) były powodem takiego stanu rzeczy, tylko nadwrażliwość w obrębie jamy ustnej (język, dziąsła, policzki). Przeszło po kilku ćwiczeniach zadanych nam przez neurologopedę.
      W tej chwili maluchy jedzą normalne, dorosłe dania, są w stanie zjeść nawet schabowego smile, gryzą twarde owoce, a z papkami rozstaliśmy się już bardzo dawno.
    • mama-cudownego-misia Re: Jest taka teoria 18.10.09, 14:51
      Cały Zachód jedzie na słoiczkach i jakoś nie ma problemów z
      połykaniem.
      Nasze dzieci są specyficzne, bo intubacja, sonda, drażnienie przełyku
      może wpływać na jego uwrażliwienie - stąd u nas tyle tych
      delikatesów, co to grudek nie tolerują. Poza tym w słoiczkach od 6 miesiąca już są grudki, a od 8 prawdziwe grudy smile
      • tolka11 Re: Jest taka teoria 18.10.09, 21:25
        Judyta - 6 m-cy na piersi, potem słoiczkowe papki przez 3 m-ce. zero
        problemów z gryzieniem.
        Miłosz - do 9 m-ca życia na piersi, potem 1 m-c na słoiczkowych
        papkach. Zero problemów z gryzieniem.
        Sara- 5 m-cy na piersi, potem 3 m-ca na słoiczkowych papkach. zero
        problemów z gryzieniem.
        wszystkie moje dzieci słoiczkowe są, bo ja nie gotuję. Brak mi chęci
        i czasu
    • karro80 Re: Jest taka teoria 19.10.09, 14:27
      Teoria i tak dotyczy zdrowych dzieci - moja nie tolerowała nawet
      zgrudkowanej kaszki, bo rzyg, więc czym miałabym ja niby karmićwink

      Druga sprawa - można podawać w kawałkach, ale obserwacja mówi mi, że
      kawaki dla treningu, ale nawet teraz 19 mies - duzo
      papek,pulpetcików miękkich, zupy kremy, rozgotowane płatki, zmielone
      ziarna(choć pogryzie i mięso z grila, nie ma już zadnych problemów) -
      czemu? Bo w innym przypadku duzo rzeczy jest wykupkowane w
      niezmienionej postaci-szkoda po prostu, żeby dzieć nie przyswoił.

      Sprawa trzecia - fakt sa dzieci zdrowe, którym mamy nie dadzą nic o
      konsystencji stałej, "bo się zadławi", "bo nie umie" itp - też
      duuuży błąd.

      Anetko i trzeba by usciślić teorię - kiedy jest to "poźniej"? rok,
      dwa, czterdzieści, czy siedemdziesiątwink

      Moja jako dziecko po intubacji praktycznie 4 miesięcznej,4 ponad
      miesięcznego żarcia pozajelitowego i sondy, problemach z łykaniem,
      haftami itp w wieku tych 19 mies nie ma zadnych problemów z
      gryzieniem, łykaniem itp, choć idealnie zmiksowane czy słoiki jadla
      baaardzo długo - wyjątek?suspicious
      • mamaduo Re: Jest taka teoria 20.10.09, 14:04
        jest taka teoria, ale glownie chodzi o podawanie zbyt dlugo papek, a
        nie sloiczkow jako takich, przy jednoczesnym nie podawaniu jedzenia
        go gryzienia (chrupek, chlebkow itd.), z tym, ze mowi ona (teoria) o
        tym, ze dziecko moze miec problemy z mowieniem, poniewaz nie
        cwiczylo/nie cwiczy miesni buzi. Czyli moze mowic pozno, zle itd. Z
        tego samego powodu krytykowane sa kubki niekapki, poniewaz dziecko a
        nie ssie przez nie, ani nie pije, wiec takze nie cwiczy buzi.
    • carmita80 Re: Jest taka teoria 20.10.09, 14:38
      To nie tylko teoria, ''caly zachod jedzie na sloiczkach'' - ja mieszkam wlasnie
      na tzw. zachodzie i wrecz przeciwnie, bardzo propaguje sie domowe jedzenie juz
      od poczatku rozszerzania diety, wlasnie po to aby pozniej nie bylo problemow.
      Dzieci urodzone przedwczesnie moga miec problemy i to jest zupelnie zrozumiale
      dlatego trzeba dostosowac sie do ich indywidualnych potrzeb, jednak w miare
      mozliwosci karmic jak dzieci urodzone o czasie.Moj synek ur. w 29 tyg. obecnie
      ma 26 m-cy nigdy nie mial problemow z dieta, ani z polykaniem wiekszych
      kawalkow, do dzis wpycha do buzi za duze kawalki i czasem trudno mu je pogryzc,
      ale ona juz tak ma. Ja od poczatku podawalam domowe jedzenie, sloiczki
      sporadycznie, nigdy nie dawalam mleka z kaszka z butelki przez smoczek. Maly
      jada wszystko, lubi pikantnie (niewielkie ilosci) nie wybrzydza, nie grymasi,
      jest otwarty na wszelkie nowosci.
      • mama-cudownego-misia Re: Jest taka teoria 20.10.09, 14:49
        Carmioto, ale to, ze Twój synek nie miał problemów nie ma żadnej, że
        się tak wyrażę, wartości statystycznej. Wcześniaki zresztą też nie są
        reprezentacyjną grupą właśnie ze względu na często występujące
        przeczulice i zaburzenia napięcia w obrębie jamy ustnej.

        Poza tym wytłumacz mi, proszę, czym się różni np makaron (kawałki
        około 3 cm) z całymi groszkami i grudami mięsa ze słoiczka od takiego
        samego makaronu, który zrobię dziecku sama? W jednym i drugim grudy
        będą takie same.
        Pod względem grudek producenci słoiczków wręcz moim zdaniem
        przesadzają - w daniach dla 10-miesięcznego spotykamy nawet pulpety o
        średnicy tchawicy takiego malucha, którymi się można elegancko
        udławić - jak już Misica mogła je jeść, to wyławiałam i kroiłam na
        pół, bo się bałam tak podawać.

        A UE niestety leci na słoiczkach. Akcje akcjami, ale i tak słoiczków
        się w UE zużywa nawet więcej, niż w USA - przoduje bodajże GB ze
        względu na styl życia (rzadsze gotowanie w domu), chociaż i tutaj
        frytki rulezzz.
        • carmita80 Re: Jest taka teoria 20.10.09, 21:14
          Uzywa sie sloiczkow bardzo duzo wlasnie ze wzgledu na styl zycia,
          uzywa sie ich tez od wielu lat i na przestrzeni lat zauwazono jaki
          wplyw na dzieci (chodzi mi o ich kulinarne zwyczaje, smaki,
          przyzwyczajenia itd) ma taki rodzaj diety. Procent maluchow, dla
          ktorych dania sloiczkowe byly podstawa w pozniejszym wieku mialo
          duze problemy z przestawieniem sie na inne jedzenie, niechec do
          probowania potraw innych niz utrwalone z okresu niemowlectwa czyli
          sloiczkowe, ktore niestety pomimo ze niby oferuja w skladzie rozne
          smaki to sa do siebie bardzo podobne jest bardzo wysoki, na tyle ze
          juz dawno rozpoczeto kampanie zmiany stylu zywienia juz od
          niemowlectwa. Jedzenie ze sloiczkow ma sie nijak do jedzenia
          przygotowanego w domu i bynajmniej nie chodzi tu o wielkosc grudek,
          bo to zalezy jak pisalam w poscie wczesniej od indywidualnych
          potrzeb dziecka bez wzgledu czy urodzilo sie o czasie czy nie.
          Jest duza roznica miedzy jakoscia gotowych dan, ktore wystarczy
          podgrzac a tym co ugotuje sie w warunkach domowych i o ile od czasu
          do czasu mozna cos gotowego zjesc o tyle na codzien wybieram druga
          opcje. Tak mniej wiecej wyjasnil mo to pediatra mojego syna, jak
          rowniez pielegniarki srodowiskowe (tak to sie chyba w PL nazywa).
          Tak na marginesie w kilku postach przeczytalam, ze rozszerzanie
          diety rozpoczyna sie od 4 m-ca, a WHO zaleca od 6-go, pierwsze
          sloiczki rowniez sa od 4-go, im wczesniej mamy zaczna podawac tym
          lepiej oczywiscie dla producentow sloiczkow.
          • mama-cudownego-misia Re: Jest taka teoria 20.10.09, 21:49
            No dobrze, ale tutaj już zupełnie odbiegłaś od tematu - mówiłyśmy o
            teorii, że słoiczki powodują nietolerancję grudek. Jedno z drugim nie
            ma nic wspólnego.
            Nie jestem absolutną fanką słoiczków, chociaż uważam, że są lepiej
            zbilansowane, niż nasze jedzenie, mimo wszystko lepiej przebadane
            (zdarzało mi się już zatruć bananami, winogronami czy brokułem z
            targu - kontrola nad tym, co kupujesz w sklepie czy kiosku jest
            żadna, a słoiczek musi jednak spełniać pewne normy), no i nie
            zawierają lub prawie nie zawierają soli. Według mnie nie ma powodu
            ich demonizować - jest to całkiem sensowna alternatywa dla domowych
            zupek.
            > Tak na marginesie w kilku postach przeczytalam, ze rozszerzanie
            > diety rozpoczyna sie od 4 m-ca, a WHO zaleca od 6-go, pierwsze
            > sloiczki rowniez sa od 4-go, im wczesniej mamy zaczna podawac tym
            > lepiej oczywiscie dla producentow sloiczkow.
            To jeszcze doczytaj o różnicach w rozszerzaniu diety u dzieci
            karmionych piersią i tych karmionych mlekiem modyfikowanym - bo to
            właśnie stąd ta różnica.
            • carmita80 Re: Jest taka teoria 20.10.09, 22:06
              O jakich normach piszesz? Produkty, z ktorych przyrzadzam posilki
              dla rodziny oceniam pod wzgledem przydatnosci do spozycia (m.in.
              czytajac etkiety, ogladajac warzywa, wachajac mieso itp.) zachowuje
              higiene, gotowalam na poczatku na parze, przez pierwszy rok
              calkowicie bez soli itd. Domowe posilki tez mozna dobrze
              zbilansowac. Nie demonizuje sliczkow, ale nie uwazam aby powinny byc
              podstawa karmienia niemowlat.Co do roznic w rozszerzaniu diety
              dzieciom karmionym mlekiem modyfikowanycm a mlekiem matki to roznice
              nie wystepuja przynajmniej tu gdzie mieszkam, a jesli nawet to nie 2-
              miesieczne.
              • mama-cudownego-misia Re: Jest taka teoria 20.10.09, 23:47
                O normach zawartości pestycydów, nawozów sztucznych, upiększaczy
                (rzadko dziś znajdziesz marchew czy jabłko, które by nie były
                woskowane, nie bez powodu też unijny ziemniak leży i leży i się nie
                psuje, co najwyżej fioletowieje). Tu nie chodzi o higienę, ale o
                świństwa, które się pakuje do żywności (poza oczywiście tą organic).
                W przeciwieństwie do słoiczków, których każda partia musi zostać
                zbadana i podlega dość rygorystycznym normom, nad żywnością
                ogólnodostępną po prostu nie ma kontroli.
                Jadamy w domu ogromne ilości warzyw i owoców i niestety co pewien
                czas zdarza się, ze się po tym źle poczujemy. Kiedyś się całą rodziną
                zatruliśmy bananami na przykład, a właściwie konserwantem, dzięki
                któremu dotarły na nasz stół śliczne i zdrowe.
                W przeciwieństwie do Ciebie uważam, że słoiczki jak najbardziej mogą
                być zdrową podstawą żywienia niemowląt, chociaż oczywiście mądra mama
                się do nich nie ograniczy.

                > podstawa karmienia niemowlat.Co do roznic w rozszerzaniu diety
                > dzieciom karmionym mlekiem modyfikowanycm a mlekiem matki to
                roznice
                > nie wystepuja przynajmniej tu gdzie mieszkam, a jesli nawet to nie
                2-
                > miesieczne.
                Gwoli ścisłości 1-miesięczne (standardem jest rozszerzanie diety PO 4
                MIESIĄCU, a nie od 4 miesiąca, i tak tez pisze na większości
                słoiczków, jeśli nie na wszystkich). Czyli wprowadzamy nowości po 4
                miesiącu (od 5 miesiąca) dla niemowląt karmionych mlekiem
                modyfikowanym i od 6 miesiąca dla karmionych piersią. Oczywiście nie
                ma zakazu rozszerzania diety wcześniej i w wielu wypadkach jest to
                nawet wskazane dla dziecka.
                Jest już za późno i nie mam dziś siły uzasadniać, dlaczego tak i co
                na to WHO, ale jeśli CI się nie chce poszukać, skąd ta różnica, to
                jutro mogę Ci to objaśnić.
                • karro80 Re: Jest taka teoria 21.10.09, 13:49
                  Napisz, napisz plizz - ja gdzies dawno czytałam Twojego posta ale za
                  duzo do szukania(płodnaś w wypowiedzi ogromnie) - wiem, że coś z
                  brudną wodą w krajach 3 świata, tak? I, że te sławione przeciwciała
                  to tylko na początku są?

                  Napisz, bo czasem sie by taka wiedza przydała - jak się fanatyka
                  cycastego spotykawink(co prawda ja za jak najbardzie j zwłaszcza po
                  tych zaparciach u małej, ale takie argumenty są na wagę złotawink)
                  • mama-cudownego-misia Re: Jest taka teoria 23.10.09, 19:36
                    No to tak: faktycznie zarówno zakaz reklamowania mleka początkowego,
                    jak i zalecenia WHO dotyczące karmienia piersią są skierowane głównie
                    do krajów trzeciego świata, w których agresywne promowanie mleka
                    modyfikowanego zwiększyło śmiertelność niemowląt - matki chciały
                    dobrze, ale brak dostępu do czystej wody sprawił, ze dzieci karmione
                    mieszankami zaczęły mrzeć na różne cholery i inne biegunki, na które
                    nie chorowały maluchy karmione piersią (bo jak wiadomo, pokarm z
                    piersi jest sterylny).
                    W krajach rozwiniętych i u donoszonych niemowląt karmienie piersią
                    czy mlekiem modyfikowanym nie przekłada się ani na rozwój, ani na
                    "chorowitość" - po wymuszonej przez WHO zmianie składu mieszanek na
                    mniej kaloryczny prawie że nie ma różnicy w składzie i "efektach"
                    różnych sposobów karmienia. Różnice są dwie:
                    - w pierwszych miesiącach życia wcześniaki karmione lżej strawnym
                    mlekiem matki rozwijają się lepiej, niż te karmione "zwykłym" mlekiem
                    modyfikowanym (ale już nie ma statystycznej różnicy między mlekiem
                    matki, a specjalistycznymi preparatami dla wcześniaków, dostosowanymi
                    do ich niedojrzałego układu pokarmowego). Poza tym zawsze jakieś
                    przeciwciała w tym mleku pływają.
                    - dzieci karmione mlekiem matki później mają kontakt z białkami mleka
                    krowiego, z którego robi się mleka modyfikowane, a im później, tym
                    mniejsze ryzyko alergii. Dlatego właśnie WHO zaleca karmienie piersią
                    bez rozszerzania diety do 6 miesiąca życia. W przypadku dzieci
                    karmionych mlekiem modyfikowanym takie opóźnianie nie ma sensu - już
                    i tak jedzą przetworzone mleko krowie. Po 4 miesiącu życia dziecko
                    produkuje już wszystkie enzymy trawienne i tę dietę można spokojnie
                    rozszerzać.
                    I faktycznie tak, jak piszesz, z czasem przeciwciała w mleku mamy są
                    coraz mniej istotne, bo układ pokarmowy robi się mniej
                    "przepuszczalny", a jednocześnie coraz lepiej trawi białka.

                    Co nie zmienia faktu, że cyc trochę lepszy jest, no i że dziecko
                    bliżej mamy, niż przy butli. Ale nie każdej jest dane karmić piersią
                    i dzieje się to bez szkody dla dziecka.
                • mama_janka007 odnosnie zachodu i sloiczkow 24.10.09, 16:37
                  w porownaniu do polski, w niemczech NIE MA wyboru w sortymencie
                  sloiczkowym.
                  zupek, po dokladniejszych poszukiwaniach znalazlam 2 rodzaje!!!!
                  a wybor obiadkow dla dzieci powyzej 12.miesiaca (czyli tych typowo
                  grudkowych) nijak ma sie do ciagnacych sie metrami polek w sklepach
                  polskich.
                  od lekarzy dowiedzialam sie, ze typowe jest to, ze dzieci od 1.roku
                  zycia jedza w sumie to co dorosli wiec i tych sloiczkow za duzo
                  dlatego nie ma. bo naprawde nie ma....sad
                  co dla mnie jest tragedia...
                  tu bardzo szybko przestawia sie krasnale na jedzenie domowe, wiec z
                  tym jechaniem przez ue na sloiczkach, to chyba od kraju do kraju
                  inaczej.
                  nie bardzo rwalam sie do gotowania malemu, miedzy innymi wlasnie z
                  wymienionych przez mcm powodow (trudny dostep w polsce do produktow
                  bio). teraz produktow bio mam pod dostatkiem, ale przyzwyczajenie to
                  ciezki do zrzucenia balast...sad
          • iwonakk112 Re: Jest taka teoria 23.10.09, 10:36
            Jako mama 4 dzieci, pozwole sobie na "mala" dygresje. Otoz 2 moich starszych dzieci wychowanych zostalo na tzw. domowym jedzonku. Gotowalam dla nich wszystko sama, z dzialkowych warzywek i owocow. Syn ma obecnie 21 lat (ponadprzecietnie inteligentny, dobrze zbudowany. I corka-19 lat (ponadprzecietna inteligencja emocjonalna). Jestem ich matka, wiec to jasne, ze zawsze beda dla mnie "ponad" wink. Druga dwojeczka wychowana zostala rowniez przeze mnie, ale 15 lat pozniej. Byla to juz era pampersow i sloiczkow. Rewelacja. Z racji bycia mama blizniat, mialam swietna okazje do obserwacji 2 dzieci jednej mamy i taty, i to dokladnie w tym samym okresie rozwojowym. Dwojka starszych- mama prala tetrowe pieluchy i stala przy garach. Dwojka mlodszych- mama bawila sie z dziecmi, zamiast prac pieluchy i stac przy garach. Sprawa wartosci jedzenia domowego i sloiczkowego. O ile w sezonie, skladniki mialam ze swojej dzialki, to poza sezonem moglam liczyc tylko na warzywa i owoce z cudzych upraw. Kupujac w warzywniakach i na targowiskach, nigdy nie mialam pewnosci z jakiej jakosci upraw pochodza. A moze dzialka byla przy torach, a moze przy autostradzie? A ciekawe czym nawozona? A ciekawe, co wylewane bylo na pola, przy dzialkach, z ktorych pochodzi marchewka, czy pietruszka? Nigdy nie mamy pewnosci. Natomiast producenci sloiczkow z jedzeniem dla dzieci, chocby nie wiem jak nie chcieli, musza jakies normy spelniac. Musza badac skladniki, z ktorych produkuja jedzonko dla dzieci. I choc mozemy w to watpic, badz nie, to w najgorszym przypadku ani w przypadku domowego jedzonka, ani w przypadku gotowego, nie mamy pewnosci, co do jakosci. Druga sprawa, to sprawa roznorodnosci smakow. Ile potraw roznych smakowo mozemy przyrzadzic w domu? Oczywiscie mozemy wymyslac, ale tak naprawde, to zycie pokazuje co innego. Zdobywanie przepisow, potem skladnikow, nastepnie gotowanie, uda sie albo nie uda, no i czy bedzie smakowalo naszym dzieciom, bo to chyba najwazniejsze. A co z czasem dla dzieci? Jak my zaczynalismy przygode ze sloiczkami, przezylam maly szok. Takiej roznorodnosci smakow i potraw, to nawet w restauracjach trudno byloby mi spotkac. Niektore nazwy potraw byly nawet trudne do wymowienia. Ja kupowalam zapas zawsze na pare tygodni, stawalam przed polka i pytalam sie glosno " no to dzisiaj zjemy na obiadek Rogout cielecy z warzywami". Przygotowanie- pare minut. "Oooo nie smakuje? No to moze kurczaczek?" I w nastepne pare minut zmiana menu. Zaczelam ich karmic od 3go miesiaca zycia. Im wczesniej, tym lepiej. Blizniak nr I: Uwielbia probowac nowe potrawy. Dla niego jedzenie to degustacja, przyjemnosc, przygoda. Otwarty na wszelkie nowosci. Preferuje warzywa i owoce, biale miesko, unika slodyczy. Szczuply, zadnych problemow z cera, bez wiekszych problemow zdrowotnych. Blizniak nr 2: Od samego poczatku niechec do warzyw i owocow. Pluje i za zadne skarby nie moge go przekonac do zdrowego jedzenia. Uwielbia wszystko, co tuczace. Podstawa jadlospisu, to sery zolte, pizza, slodycze, zero warzyw i owocow. Kompletnie nie daje sie namowic na eksperymenty kulinarne. Je tylko to, co zna. Problemy z nadwaga juz w tym wieku. Obaj jednakowo przestawione na sztuczne mleko po 2 miesiacach od urodzenia. Podsumowujac: 2 dzieci w jednym wieku, w jednym domu, a tak skrajnie rozni pod kazdym wzgledem. Wszystkie moje dzieciaki rozwijaja sie prawidlowo i sa zdrowe ( nie mam na mysli niepelnosprawnosci mojej corki, bo ona tu nie ma nic do rzeczy). Relatywnie, w porownaniu z innymi dziecmi, bardzo malo choruja. I oby tak dalej, tfu, tfu! Przepraszam, ze tak obszernie, ale ja nie umiem inaczej sad((
    • w_miare_normalna Re: Jest taka teoria 20.10.09, 18:00
      Choć nie jestem mamą wcześniaka, zaglądam do was często ze względu na
      to, że mam znajomą, która urodziła wcześniaka,a że nie ma internetu
      to często dzwoni żeby podczytać to czy tamto.Moja córka jest
      dzieckiem urodzonym dokładnie w dzień terminu.
      Pozwolę sobie zabrać głoś w tej sprawie.Też słyszałam takie historie
      na temat karmienia ze słoiczków.Ze względu na to, że nie umiem
      gotować o ci najważniejsze nie lubię tego robić podawałam młodej
      słoiczki od urodzenia (oczywiście od skończonego 4 miesiąca)i do dziś
      choć ma 16 miesięcy zdarza się, że nie raz zje.Córka ładnie je
      wszystko co jej podam niezależnie od konsystencji.Od skończonego roku
      dostaje parówkę w dłoń i sama, pije z kubka niekapka od kiedy
      skończyła 9 miesięcy i nie zdarzyło jej się wymiotować, no jedynie że
      przy histerii, przy płaczu, ale to już chyba na inny wątek.
      Pozdrawiam serdecznie wink)
      • mamaduo Re: Jest taka teoria 21.10.09, 10:55
        wszystko jest dla ludzi i sloiczki rowniez. Tylko trzeba rozsadnie i
        z glowa. Dla mnie sloiczki sa jak sloiki dla doroslych - czasami nie
        chce mi gotowac, wiec kupuje gotowca.
        • czarnawrona.online Re: Jest taka teoria 21.10.09, 12:23
          Jestem mamą dwójki wcześniaków (12 lat i 3 mce). Oto co na ten temat mówi nasza
          neonatolożka: jeżeli ma się dostęp do sprawdzonych warzyw np. z własnej działki
          - gotować samemu. Jeżeli gotować 6-mcznemu bobasowi zupkę na marchewce z
          supermarketu - niekoniecznie. Poza tym trzeba pamietać, że bardziej trzeba się
          cackać z niemowlakiem, niż dwulatkiem. Czyli rozsądnie rozszerzać dietę po 1 rż
          - właśnie po to, aby dziecko powoli wchodziło w dietę pozostałych domowników. Po
          prostu nie dać się zwariować.
          • karro80 Re: Jest taka teoria 21.10.09, 13:46
            O to, to właśnie, nam też tak radzili- na pierwszy rzut słoiki eko,
            albo sprawdzone warzywka, ale lepiej słoiki, a później jak okaże
            się, że jest dobrze to można gotować. Tyle, że słoiki były lesze
            konsystencją to jechaliśmy na nich głównie.

            Nawet nie tylke o rozwój czy coś, ale tak jak MCM napisała- żeby
            takiego malucha nie struć.
            Zaświadczam, że dzieć mi dostał wysypki po marketowej brzoskwince i
            bananie dziwej firmy-normalnie alergii nie ma na nic, więc
            obstawiam "chemię" właśnie.
            • 11anetta Re: Jest taka teoria 23.10.09, 11:07
              MCM mialas pecha z tymi banankami tak struc cala rodzinke haha ale szczerze
              mowiac rzadki sie chyba cos takiego zdarza mi najwyzej po kradzionych wpol
              zielonych sliwkach z ogrodka hahha
              Ach zostanie tak ,ze czesc mam bedzie anty sloiczkom a czesc jak najbardziej
              za.Ja od poczatku musialam gotowac dla rodzinki wiec tymbardziej nie chcialo mi
              sie kupowac dodatkowo sloiczkow dla bejbinka poprostu jadl i je to co my.
              Pozdrawiam was laski
              • ewelajnawrocek Re: Jest taka teoria 28.10.09, 22:39
                DEbata w sumie miała dotyczyc tolerancji dziecia na grudki..w sumie
                domowe żarło tez mozna zmiksowac na papke wiec roznicy nie bedzie.
                Moj rzyga po grudkach skądkolwiek by nie pochodziły. Logopeda kaze
                masowac buzie, bo mowi, ze ma i trzylatkow, ktorzy nie potrafia nic
                gryzc i jedza papki. te mamy, ktorych dzieci rzygały minimum raz na
                dzien wwiedza jaki to koszmar dla dziecka i dla niejsad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka