Mojego pisklaka czeka zabieg....... Wcześniej, później ale raczej na 100 %. Nic wielkiego ale będzie znieczulenie itd i mam w sobie wielki strach ....... obezwładniający, okropny..... Tak wielki, że zwlekam od kilku miesięcy z decyzją (moją bo zasadniczo tata pisklaka jest zdania ze lepiej trzymać się w bezpiecznej odległości od szpitala). Marzy mi się, że sprawa sama się rozmywa, znika problem..... Cóż chowam się więc co nie jest ani dorosłe, ani racjonalne. Czego tak strasznie się obawiam??? Jej rozpaczy, jej panicznego strachu w obcym, złym miejscu (bo dla niej to jest złe miejsce), rozstania (bo można być tylko do 20 z dzieckiem) i to co najgorsze - że coś bardzo złego się wydarzy, że będziemy przypadkiem 1 na milion, że szczęście kiedyś się odwraca a dla nas było tak łaskawe bo pisklaczka zdrowa a miała być bardzo chora i to będzie ten punkt krytyczny - za dużo dobrego i coś musi się zepsuć........ Takie mam mysli - nie wypowiadam ich na głos z obawy o jutro ale pali mnie to od środka

.