Julia (33 tc, 1930g) miała w poniedziałek bilans dwulatka. Zaszokowała panią
doktor bo:
- po wejściu do gabinetu oświadczyła: Ja nie chcę tu być. Chcę do domu.
- po usłyszeniu zza ściany płaczu: Tam dzieci płaczą.
Pani doktor wyraźnie zdziwiona spojrzała w kartę i ze zdziwieniem
stwierdziła: "CO????". Ja na to: tak tak, Julia jest wcześniakiem. Pani
doktor stwierdziła, że żadnych cech wcześniaczych to ona nie widzi a poza tym
dziecko pięknie mówi.
Potem jeszcze kilka razy podkreśliła że Julia zachowuje się bardzo dojrzale i
bardzo dobrze buduje zdania. Podobnie zdziwiona była pielęgniarka podczas
szczepienia.
Na dodatek moja kruszynka, która ciągle była na 3 centylu nagle wyskoczyła z
wagą na 10 a ze wzrostem na 25. Jestem z niej bardzo dumna tym bardziej, że
pomiary były po wakacjach na których bardzo słabo jadła i moim zdaniem
schudła. Jestem z niej TAAAKA dumna

))
Jedną mam tylko refleksję: szkoda, że dwa lata temu jak ryczałam w szpitalu
przy inkubatorze nikt mi nie powiedział, że tak może być. Wręcz przeciwnie.
Pielęgniarki mówiły raczej że TAKIE dziecko będzie wymagało dużo pracy ....