bejman2
28.01.08, 14:55
Nie chce mi się wierzyć, że za nami już rok, a tak nie dawno
chodziłam z brzuchem i nic nie podejrzewałam, że to będzie tylko 7,5
miesiąca. Z pierwszym dzieckiem nie miałam żadnego problemu i
myślała, że tutaj będzie tak samo. Pomyliłam się, i Weronika
urodziła się w 34 tyg. Gestoza to przyczyna i debil ginekolog
prowadzący moją ciąże. Do tej pory mam pretensję do siebie, że do
niego chodziłam, ale też jestem z siebie dumna, że coś mnie tknęło i
poszłam prywatnie to był ostatni dzwonek. Od tej pory przestałam
wierzyć lekarzom, nie jestem w stanie. Pierwszym sygnałem
niepokojącym było drętwienie rąk, które pojawiło się w 5 mieś. Nie
byłam w stanie rano ukroić sobie chleba. Lekarz mówił, że to ucisk
na nerw w kręgosłupie i taka moja uroda w tej ciąży. Drugim
puchnięcie nóg, i przedwczesne skurcze. W szpitalu w pruszkowie dali
fenoterol i skurcze ustały, szkoda że nie zrobili moczu. Po wyjściu
ze szpitala sama zrobiłam badanie moczu i poszłam prywatnie.To nas
uratowało Pani dokor złapała się za głowę i wysłała natychmiast do
szpitala. do MSWIA tam dwa dni ciśnienie zaczęło skakać i cesarka. O
godzinie 00.10 dnia 25.01.2007 urodziła się Weronika z wagą 1670
mierząca 41 cm. Zielone wody, hipotrofia płodu, z podejrzeniem o
zakażenie wewnątrzmaciczne okręcona pępowiną dosatała 10 pkt. nie
miała żadnych problemów z oddychaniem, widocznie przez te zastrzyki
na rozwój płuc, które zdąrzyłam jeszcze dostać. Nie leżała w
inkubatorze tylko w łóżeczku podgrzewanym, trzeciego dnia zaczęłam
karmić piersią, lekarki były w szoku, że za pierwszym razem chwyciła
pierś, i bez większych problemów ssała, że ma siłe. Zadnego napięcia
nie było, bioderka w porządku. Retinopatia też nas ominęła. Teraz
tylko mamy małego zezika i idziemy z tym do okulisty.Neurolog
powiedziała, ze dzieciątko już nadrobiło i już nie musimy
przychodzić. Weronika teraz sama chodzi przy meblach i tylko patrzeć
jak za miesiąc po maszeruje( 1 marca skończyłaby rok.)Co jej zostało
z wcześniactwa tylko to, że jest mała. Ma teraż około 70 cm i waży
7500. ale tym się tak bardzo nie martwię.Chciałam się tylko
pochwalić swoją kochaną dzidzią, kocham ją nad życie, uwielbiam
przytulać, całować, bawić się z nią i gonić jak ona ucieka na
czworaka. Już dawno chciałam opisać moją historię ale jakoś nie
miałam odwagi bo wiem, że wasze dzieci przeszły o wiele więcej niż
moje, wiem że macie gorsze problemy. Ciesze się że znalazłam to
forum, bo pomimo tego cierpienia, które tutaj rodzice opisują jest
tyle ciepła zrozumienia i pomocy, jak na żadnym innym. Wierzę w to,
że wyjdziecie zwycięsko z tych kłpoptów i podziwiam za wielki trud,
poświęcenie i walkę o zdrowie i życie waszych dzieci.
Pozdrawiam Mama Weroniki