mamamalegorycerza
17.08.09, 13:48
Witam,
Dziś wyszłam ze szpitala. Tydzień temu urodziłam synka, miał 27 tygodni, ale
jego dojrzałość oceniana była na 25 tydzień ciąży. Ważył 660g. Od tygodnia
właściwie nie żyję. Teraz po powrocie do domu czuję się jeszcze gorzej niż w
szpitalu. Bardzo za nim tęsknię i drżę ze strachu za każdym razem gdy dzwoni
telefon. Nie wiem jak można przeżyć te tygodnie niepewności i bólu. Jak
przychodzę do dzieciątka to staram się trzymać i dawać mu wsparcie, cały czas
mówię do niego w nadziei, że to da mu wsparcie. Chce żeby wiedział, że jestem
i że będę walczyć o niego zawsze. Nazywam go małym rycerzem, dlatego, że jest
taki dzielny. Niestety mój Piotruś jest bardzo chory. Po 3 dobie życia robili
mu usg główki i jak na razie nie miał żadnego wylewu. Jego płucka są bardzo
niedojrzałe, ale oddechowo jest od początku stabilny. Oczywiście oddycha przez
respirator. Ma niski poziom leukocytów, ale troszkę rosną. Miał przetaczaną
krew. Poziom płytek się poprawił, ale być może przetoczą mu znowu. Nie miał
żadnych infekcji. Poprawiła mu się skóra. Niestety ma wysokie tętno. A te
leukocyty tylko nieznacznie się poprawiły i nadal są niskie. Boję się bo to
świadczy o poziomie odporności, a ich nie można przytoczyć tak jak płytek.
Dałabym wszystko żeby tylko minęło więcej czasu, żeby miał więcej szans na
przeżycie. Chwytam się dobrym wieści, ale lekarze nie chcą powiedzieć nic
więcej poza suchymi, medycznymi faktami. To mnie zabija. On jest taki kruchy...