Przedwczoraj minął rok od momentu, kiedy urodziła się Pola.
Niby wydaje mi się, że to było całkiem niedawno, jakby wczoraj, ale pamiętam
to wszystko trochę jakby przez mgłę. Mój pobyt na patologii, poród, czekanie
na wyjście ze szpitala, codzienne wizyty u Poli i odliczanie dni do wypisania.
Nie mam może jakiś strasznych przeżyć związanych z naszym pobytem w
szpitalach, ale jakiś ślad to zostawiło.
Pola urodziła się w 31 tc z wagą 1170 g, 39 cm. Apgar 7/7/7/8.
Od początku wydolna oddechowo (dzięki Bogu zdążyli z dexavenem).
Hipotrofia, wylewy I/II st., anemia (przetaczanie krwi).
W szpitalu 42 dni.
Miesiąc temu byliśmy na ostatniej wizycie u neurologa. Zdaniem pani dr Pola
dogoniła rówieśników. Czekają nas jeszcze kontrole w poradni rehabilitacyjnej,
okulista i bad. słuchu, ale jak narazie wszystko ok.
W sobotę Pola ważyła ok. 8800 g, mierzona przez mamę - ok. 76 cm.
Raczkuje, siedzi, siada sama z raczkowania, wstaje, chodzi przy meblach i za
ręce (nie czuje się jeszcze gotowa na chodzenie, bo jak tylko puszczę jedną
rączkę od razu siada). Jest wesoła (choć ciężko ją rozśmieszyć), mądra i
szybko się uczy. Mało mówi (wydaje mi się, że mówiła więcej jakiś miesiąc
temu): jak chce zawołać tatę woła "dada", na mnie tylko "e!"

Poza tym gada
troszkę po swojemu. Uwielbia zwierzątka, najbardziej pieski. Teraz ma etap ich
naśladowania, ale nie szczekania, tylko pokazuje jak piesek obwąchuje

a
robi przy tym taką minkę, że można się popłakać ze śmiechu. Robi papa, kosi,
umie zdmuchnąć świeczkę (a przynajmniej bardzo się stara

), zrobić "indianina"

To chyba tyle, chociaż o córci mogłabym mówić i mówić...
Przepraszam, rozpisałam się.
Wiele razy, jeszcze w szpitalu, zastanawiałam się, jak to będzie jak będzie
miała rok. Trzymałam się myśli, że wszystko będzie dobrze. I jest.
Dodałam do galerii fotkę prawie rocznej Poli w gdańskim zoo, jeżeli ktoś
miałby ochotę zobaczyć.
Pozdrawiam
Ola