patsik
28.08.07, 11:22
Jechałam dziś do pracy ulicą Rycerską....
Nagle na jezdnię wypadł czarny kot. Samochód jadący z przeciwka nie
miał raczej szans, żeby wyhamować......Jednak nawet nie
próbował...nie wykonał ruchu kierownicą, w celu ominięcia kota, nic.
Wypadki się zdarzają, wiem...Może akutat patrzył na zegarek i nie
zauważył...
Ale gdybym to ja przejechała zwierzę (kota, psa, wiewiórkę, jeża -
jakiekolwiek!), z całą pewnością bym się zatrzymała.
Nie wiem, może kierowca był w szoku, bo jest jeszcze większym
miłośnikiem zwierząt, niż ja - w każdym razie oddalił się z miejsca
zdarzenia bez jakiejkolwiek reakcji.
Jestem od samego rana przybita...dlaczego życie zwierząt tak mało
dla nas znaczy?