z2006
21.04.08, 20:56
www.mateusz.pl/czytania/20080420.htm
"To jeden z trudniejszych fragmentów najtrudniejszej do zrozumienia Ewangelii
– wg św. Jana, więc nie możemy się dziwić, że nie bardzo wiemy o co tu chodzi.
Fragment ten należy do tzw. Mowy Pożegnalnej Jezusa, wygłoszonej w Wieczerniku
podczas Ostatniej Wieczerzy. Jezus chciał wtedy przygotować uczniów na swoje
odejście i rozstanie. Dlatego powiedział wtedy rzeczy najważniejsze, które są
zarazem wskazaniami dla całego Kościoła. Żeby jednak je rozszyfrować i
zrozumieć, trzeba trochę uwagi i wysiłku.
Zdaniem, które nas naprowadza na właściwy trop, jest prośba Filipa: „Panie,
pokaż nam Ojca”. Problem leży w tym, że Boga nikt nigdy nie widział, a dla
Żyda zdanie to jest wręcz bluźniercze. Skoro Filip je wypowiedział, to
znaczyło, że wierzył, iż Chrystus może to uczynić. Było to poniekąd wyznanie
wiary w Jego szczególną bliskość wobec Boga. Pamiętajmy, że było to w czasach,
gdy nikomu nie mieściło się w głowie, że Bóg mógłby się stać człowiekiem! (A
czy nam się mieści?)
Odpowiedź Jezusa jest wyraźnym stwierdzeniem Jego bóstwa. Oczywiście, wtedy
Apostołowie tego nie zrozumieli; stało się to dla nich jasne dopiero po
Zmartwychwstaniu, a może nawet jeszcze później – gdy otrzymali Ducha Świętego.
A czy jest to jasne dla nas, po dwóch tysiącleciach historii chrześcijaństwa?
Można by mieć wątpliwości. Zresztą wątpliwości są w tym przypadku rzeczą
naturalną: sam Chrystus to stwierdza: „Nie musicie wierzyć Mi na słowo, bo
wiem, że to, co mówię, jest niepojęte. Ale wobec tego wierzcie przynajmniej ze
względu na moje dzieła, na cuda, których Ojciec dokonał przeze Mnie.”
Rzeczywiście: Chrystus, a potem także Apostołowie, zwracali wielką uwagę na
uwiarygodnienie prawdy, którą głosili. Bo w zasadzie każdy mógłby powiedzieć o
sobie, że jest synem bożym – czy wobec tego każdemu mielibyśmy dawać wiarę?
Ale potwierdzić to tak wyraźnymi znakami mógł tylko prawdziwy Bóg. A więc
słowa Chrystusa w połączeniu z Jego czynami, są wiarygodnym świadectwem Jego
boskości.
Ale możemy spytać: „A skąd ja mam wiedzieć, że to wszystko jest prawdą?”
Owszem, słuszne pytanie. Żeby jednak na nie odpowiedzieć, trzeba by bardzo
wnikliwie przeanalizować dokumenty, które o tym piszą, czyli po prostu Nowy
Testament. Jest to praca niełatwa, ale możliwa do wykonania, jeśli się wie
jak. A jeśli ktoś nie potrafi tego sam zrobić, albo nie ma na to czasu, to
sądzę, że można tu zaufać świadectwu Kościoła. Skoro ufamy historykom i
wierzymy im na słowo, że był ktoś taki, jak Juliusz Cezar, to dlaczego nie
mielibyśmy uwierzyć Ewangelistom, męczennikom i tylu innym, którzy świadczą,
że był ktoś taki, jak Jezus i dokonał to, czego dokonał? Wiara poświadczona
tyloma tak starymi i autentycznymi dokumentami jest rozumna i godna zaufania,
nawet jeśli do końca nie rozumiemy, co ona naprawdę oznacza. Zresztą, chyba
nigdy tego do końca nie zrozumiemy.
Jeszcze jeden argument na swoją wiarygodność pozostawił nam Jezus. On
wiedział, że za kilkadziesiąt, kilkaset, a co dopiero za kilka tysięcy lat,
ludzie będą żądali znaków wiarygodności Ewangelii i bóstwa Chrystusa. I to
znaków namacalnych, a nie opowiadań z zamierzchłej przeszości. I dlatego
obiecał, a nawet zagwarantował, że każdy, kto w Niego wierzy, Jego mocą bedzie
mógł dokonywać takich samych, a nawet większych znaków i cudów.
Więc dlaczego się to nie zdarza – zapytamy. Zdarza się, ale znaki te są ukryte
i dostępne jedynie dla tych, którzy są gotowi uwierzyć; znaki te nie mają
charakteru nadprzyrodzonych doświadczeń, które można by rozłożyć na czynniki
pierwsze, by eksperymentalnie udowodnić działanie Boga. Jezus nie chce nikogo
zmuszać do wiary, On czeka na naszą dobrowolną decyzję i akt zaufania. Kto się
na to zdobędzie, przekona się osobiście o mocy Boga."
Ale to jest już osobista sprawa i zadanie dla każdego z nas. Chyba warto
spróbować?"
Ks. Mariusz Pohl