Gość: margaret
IP: 212.180.168.*
01.06.10, 07:36
Witam,
mam 31 lat,dwie małe córki i prawo jazdy jest mi baardzoo
potrzebne.Uczę się jezdzic od listopada 2009,najpierw 2 miesiące z
koszmarnym instruktorem,który na mnie wreszczał,resztę z
b.fajnym,któremu dużo czasu zajelo samo odstresowanie mnie po tamtym.
Problem w tym,ze jak jezdze z instruktorem,jest OK,on twierdzi,ze
nie ma juz co poprawiac.Na egzaminie za to pojawia sie u mnie
potworny stres,do tego stopnia,ze trzesa mi sie nogi,wali
serce,szumi w uszach i skupiam sie na tym by sie nie rozplakac,a nie
na jezdzie.W rezultacie 3 pierwsze egzaminy w ogole z placu nie
wyjechalam,wczoraj wyjechalam pierwszy raz i poleglam przy pierwszym
zadaniu za placem(W-wa,Radarowa)-parkowaniu prostopadlym(ktore z
instruktorem zawsze wychodzi).Teraz jade na wakacje,bede zdawac
jeszcze za 3 tyg,a potem juz we wrzesniu(2-gi raz bede musiala
zdawac teorie).Juz wiele razy myslalam,zeby odpuscic,ale chociazby
to,ze mlodsza corke przyjeto do przedszkola gdzie nie ma dojazdu
autobusem i auto przydaloby mi sie codziennie,dopinguje mnie do
walki.Probowalam jazd z innym instruktorem z tej szkoly,ale caly
czas mialam wrazenie,ze sie ze mnie wysmiewa i szlo
srednio.Powiedzcie czy macie jakas rade na takie nerwy?Ja siedze i
placze i juz nie wiem co zrobic.Z gory dzieki za jakakolwiek pomoc.