Gość: prosto_z_mostu
IP: 193.27.5.*
10.01.05, 13:00
I właśnie mam przez to problem. Uważam, że jeżdzę poprawnie. Podczas
pierwszego egzaminu na placu, nie wytrzymałem nerwowo. A mianowicie, wjazd
do "garażu przodem" idealnie, poprostu symetrycznie. A pan egzaminator proszę
powtórzyć manewr, ponieważ wjechał pan "za głęboko". Wysiadłem z auta i
krótko mówiąc w sposób agresywny powiedziałem co myślę, a w łapę wam nie dam
dodałem. Wsiadłem do auto i celowo powtarzając manewr postrącałem pachołki. I
gumki troszeczkę sobie popiszczały. I co dalej. Skończyło się tym, że teraz
pod koniec stycznia mam 5 egzamin. 2 egzamin oblałem z mojej winy jazda
łukiem do przodu i niezatrzymanie się w obszarze 40 cm. Ok nie mam o to
pretensji, choć manewr uważam za całkiem idiotyczny. 3,4 egzamin utopili mnie
w mieście. Zgadnijcie ile jeździłem. 45 minut, gdzie standart jest 20 min.
I co mam zrobić? Mam możliwośc dania w łapę, ale będzie to sprzeczne z moją
naturą i przecież do ku..wy nędzy naprawdę porządnie jeźdzę, lepiej od innych
leszczy którzy mają prawo jazdy. Czy widzicie jakieś rozwiązanie. Tak się
zastanawiam, czy na wniosek mój może w egzaminie uczestniczyć mój instruktor,
ciekawe ile to dodatkowo kosztuję i czy to ma sens. Jedno nierozważne
zachowanie i teraz mam cholerny problem. Dlaczego ten kraj jest taki podły,
dlaczego każdy chce napić swoją sakiewkę.