Gość: gogo
IP: *.*.*.*
03.07.01, 15:23
Mam ojca egzaminatora i smiech mnie bierze jak czytam o tych lapowkach i o mafi.
Owszem znam jego kolege, ktory bierze i jak to okresla stac Cie na prawko to
stac Cie na oplate(lapowke). Ojciec nie bierze(przynajmniej tak twierdzi) a z
oblewaniem bywa roznie. Oblal.... moja kobiete. Ona sama dzis po 4 latach
przyznaje mu racje, choc wtedy reakcja byla odmienna.
Kiedy sie czasem pytam dlaczego oblewasz tylu, odpowiada mi bo oni moze umia
prowadzic samochod ale nie jezdzic. Placyk to nie egzamin, tylko sierota nie
umnie go przejsc. Na kursach sa identczne co do wymiarow i nie zdac tego to
smiech. Egzamin jest na miescie. Tam poznaje sie czy kos umie jezdzic. Umiec
jezdzic to nie tylko nie pozwolic by nie zgasl samochod, ale pewien sposob
zachowania. Na ulicy nie ma czasu spogladanie na drozek od biegow gdzie on
jest, a czasem co gorsza jaki bieg jest wlaczony. Zdajacy patrza tylko przed
siebie a z boku to juz nie ich wina jak cos uderzy.
Tylko nie liczni sa wstanie po 20 godzinach nauczyc sie jezdzic, miec
oczy "wszedze" i odpowiednio reagowac. Dlatego tylko nie liczni u mnie zdaja-
zawsze mi powtarza.
Sam zdawalem egzamin w innym miescie(mieszkam we Wroclawiu zdawalem w Lodzi)by
nie bylo watpliwosci co uczciwosci. Zdalem za pierwszym razem i nie powiem bym
sie nie denerwowal. Zdawalem u takiego co podobno nikogo nie przepuszcza.
(21zdajacych zdalo 2. )Ale jezdzc umialem. Co sam przyznal egzaminujacy "Pan to
chyba jezdzi juz od wielu lat bez prawka". Co jest normalne bo po 20 godzinach
to mozna sie nauczyc chyba ruszania i zatrzymywnia, a na pewno nie jazdy po
miescie.
Reaumujac, egzamininatorzy to tez ludzie. Sa bioracy i nie. Ale i zdajacy umia
jezdzic i nie. Ale jezdzic a nie krecic kierownica i wciskac gaz do dechy.
A juz na pewno nie nie ci co jezdza 120km/h po miescie i mowia, ja umiem bo nie
mialem wypadku. On ma tylko szczescie a nie rozum i umiejtnosc jazdy.