Dodaj do ulubionych

wsteczniactwo

19.02.07, 17:21
........im więcej jeżdżę tym gorzej mi idzie. Jestem zrozpaczona. Niedługo
egzamin, jeżdżę sobie na jazdach dodatkowych, zaczęłam je super (pierwsze
parę godz.), a teraz jakoś wszystko pod górkę, coraz gorzej, ....
wsteczniactwo jakieś się do mnie dorwało czy co ?!?!? Może rozleniwienie,
albo po prostu nie przykładam się do jazd tak jak na kursie, cholera oby mi
tylko to minęło!!!!!!!!!!
Macie podobnie? Czy tylko ja taka oferma?
Obserwuj wątek
    • Gość: gość portalu Re: wsteczniactwo IP: 80.50.91.* 28.02.07, 13:11
      coś takiego ma chyba każdy - przynajmniej od wielu osób o tym słyszałam... Ja
      wczoraj skończyłam kurs i ostatnie zajęcia były koszmarne - tak źle nie szło mi
      chyba nawet na pierwszej lekcji:)
      Ale mam nadzieję, że to tylko drobne "przesilenie" i szybko minie...
      Oby :)
    • Gość: renia68 Re: wsteczniactwo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.07, 14:19
      Zbliżam się do połowy kursu i i zgrozo mam to samo co ty.Nie wiem co to jest mam
      nadzieję że przejdzie.Mimo wszystko miło przeczytać że nie tylko
      ja!Pozdrowionka,damy radę!!!!!!!!!
      • Gość: flautka Re: wsteczniactwo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.07, 14:28
        e tam , to normalne ;] ja też byłam w takiej sutacji, nie martw się na zapas
        przejdzie z czasem:)
        • Gość: paula Re: wsteczniactwo IP: *.adsl.net.t-com.hr 02.03.07, 15:31
          Nie martw sie, to jest normalne. Ja zaczelam jazde i od samego poczatku
          slyszalam od instruktora, ze mam sie przygotowac na ten kryzys mniej wiecej w
          polowie kursu. Nie wierzylam w to, bo z jazda jakis wiekszych problemow nie
          bylo, ale rzeczywiscie facet mial racje. Wsteczniactwo jest faza, ktora
          przechodzi duzy procent kursantow, szczegolnie dziewczyn.

          Minie i wszystko bedzie dobrze!
          • el_mariposa Re: wsteczniactwo 06.03.07, 07:58
            No i tak jakby mi minęło.....ale z oporami ;-)
            To chyba nerwy były, albo zbyt pewnie się czułam w samochodzie i nie zwracałam
            uwagi na wiele rzeczy tak jak na początku jazd. Ale najważniejsze że zdałam
            egzamin ;-) Yupiiii
            Reasumując wsteczniactwo nie jest groźne ( na krótką metę)
    • errata5 Re: wsteczniactwo 06.03.07, 14:21
      Jeździłam 6 godzin (w zasadzie to 5 godzin).Instruktor to mój znajomy,wczoraj
      miałam pierwszy raz jazdę po łuku, i to może małe piwo, coś tam dobrze, dużo
      źle, ale mnie szlak trafił na wszystkie słowa i swoje mizerne postępy (choć jak
      można meć jakies postepy za pierwszym razem!), że jak wyjechałam z placu to
      było już tylko gorzej i nagle okazało się, że wszystko robię źle, łącznie z
      zaciąganiem hamulca ręcznego i wyjmowaniem kluczyka ze stacyjnki! Niczego ie
      robiłam dobrze! To są pierwsze moje godziny w samochodzie, rodzice, znajomi,
      własny mąż, nikt mnie nie uczył jak siedzieć i działać za kierownicą. Mój
      znajomy instruktor o tym wie, nawet uznał, że to rewelacyjnie, bo nie musi
      wykorzeniać żadnych nawyków. Teraz żałuję, że u Niego jeżdżę, bo jak kurcze
      można sobie nawyki wyrobić przez 5 godzin jazdy, jakie kurcze nawyki! Może ktoś
      poradzi, jak siadać za kierownicą i od razu być kierowcą roku! Aż boję się
      myśleć, co będzie jak mnie jakiś standardowy kryzys dopadnie, będę jeździć na
      dachu?! Skoro nie panuję nad samochodem, to czemu lubię jeździć po mieście?
      Czemu mi się podobały te 2 godziny w mieście, nie wiem, sam prowadził i mnie
      oszczędzał?! To czemu teraz mówi, że nie panuję nad samochodem? Jeszcze nie
      wymiotuję na myśl, że za parę dni mam kolejną jazdę, ale za lekami
      uspokajającymi się rozglądam, a melisę piję od zawsze. Pomocy!
      • el_mariposa Re: wsteczniactwo 06.03.07, 15:16
        Errato5 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Głowa do góry!!!!
        Ja miałam strasznego doła - z każdą wyjeżdżoną godziną większego. Idąc na kurs
        nie odróżniałam gazu od sprzęgła, gdy miałam zmienić biegi w rugu ulicznym
        zlewał mnie zimny pot. Ale mój spokojny i sympatyczny instruktor wszystko mi
        tłumaczył po pięć razy, uspokajał i chwalił postępy - nawet te malutkie.
        Trzeba w siebie wierzyć! Nikt nie jeździ idealnie, powolutku trzeba wszystko
        chłonąć. Powolutku się uczyć, nie ma pośpiechu. Obyś tylko z przyjemnością
        chodziła na jazdy i widziała swoje małe i duże kroczki na przód w nauce to
        będzie dobrze! Każdy ma jakieś chwile słabości, nie wolno się poddawać!!!!!
        Jazda samochodem nie jest taka złą i skomplikowana jak ją malują ;-) Skoro
        zdecydowałaś się na kurs to musisz być konsekwentna i ukończyć go zadowolona.
        No i zdać egzamin za pierwszym razem! Czego gorąco życzę!!!!! Wiara we własne
        siły to podstawa.
      • no-comments Re: wsteczniactwo 06.03.07, 17:34
        errata5 napisała:

        > Jeździłam 6 godzin (w zasadzie to 5 godzin).Instruktor to mój znajomy,wczoraj
        > miałam pierwszy raz jazdę po łuku, i to może małe piwo, coś tam dobrze, dużo
        > źle, ale mnie szlak trafił na wszystkie słowa i swoje mizerne postępy (choć jak
        >
        > można meć jakies postepy za pierwszym razem!), że jak wyjechałam z placu to
        > było już tylko gorzej i nagle okazało się, że wszystko robię źle, łącznie z
        > zaciąganiem hamulca ręcznego i wyjmowaniem kluczyka ze stacyjnki! Niczego ie
        > robiłam dobrze! To są pierwsze moje godziny w samochodzie, rodzice, znajomi,
        > własny mąż, nikt mnie nie uczył jak siedzieć i działać za kierownicą. Mój
        > znajomy instruktor o tym wie, nawet uznał, że to rewelacyjnie, bo nie musi
        > wykorzeniać żadnych nawyków. Teraz żałuję, że u Niego jeżdżę, bo jak kurcze
        > można sobie nawyki wyrobić przez 5 godzin jazdy, jakie kurcze nawyki! Może ktoś
        >
        > poradzi, jak siadać za kierownicą i od razu być kierowcą roku! Aż boję się
        > myśleć, co będzie jak mnie jakiś standardowy kryzys dopadnie, będę jeździć na
        > dachu?! Skoro nie panuję nad samochodem, to czemu lubię jeździć po mieście?
        > Czemu mi się podobały te 2 godziny w mieście, nie wiem, sam prowadził i mnie
        > oszczędzał?! To czemu teraz mówi, że nie panuję nad samochodem? Jeszcze nie
        > wymiotuję na myśl, że za parę dni mam kolejną jazdę, ale za lekami
        > uspokajającymi się rozglądam, a melisę piję od zawsze. Pomocy!

        Heh Errato, wypisz wymaluj moje uczucia mniej więcej na tym samym etapie kursu i
        prawie identyczna sytuacja, aczkowliek ja już od pierwszej jazdy (i pierwszego
        styku z autem w ogóle) bylam pouczana, jak to kompletnie nie panuje nad autem,
        gdy na zirytowane żądanie instruktora, żeby zmienić bieg na zakręcie, ja nerwowo
        syczałam, że przecież wszystkiego naraz nieskoorydunuje (co z tego, że silnik
        wyje jak ja się staram, żeby po wyjściu z zakrętu znaleźc się na swoim pasie a
        nie dla przeciwnego ruchu)- usłyszalam irytujące: "to nie jest wszystko" to też
        zaczęłam o melisie myśleć. Wiesz moim zdaniem jeźdzenie z kimś znajomym nie jest
        najlepszym pomysłem, zawsze to zupełenie inna sytuacja, czasem lepiej oddać się
        w obce ręce jeśli chodzi o takie rzeczy. Dobrze, że instruktor od Ciebie wymaga,
        ale też powinien znać granicę Twojej samodzielności, niech sobie łaja za błędy
        (od tego jest), ale niech też chwali za postępy (na wszystkich to działa). Nie
        przejmuj się, początki zawsze są trudne, wsteczniactwa się na razie nie obawiaj,
        najpierw trzeba się poczuć za kółkiem chociaż trochę pewnie, zrobić większe
        postepy i wsteczniactwo dopiero wtedy przychodzi (znienacka), oby tylko Cię tak
        jak mnie nie trzymało przez pół kursu;/ Pozdrawiam i więcej wiary w siebie i
        więcej wytrzymałości na uwagi instruktora, ewentualnie zamiast zaopatrywać się
        ziółka uspokajaące po prostu go zmień i tyle.

        PS Dopóki to lubisz, i dopóki Cię do jeżdzenia ciągnie, nawet wtedy gdy nie
        robisz postepy, a liczbą błędów przerażasz samą siebie- dopóki masz zapał-
        wzzystko jest możliwe, za pare tygodni uśmiejsz się ze swoich dzisiejszych obaw.
        Powodzenia
    • errata5 Re: wsteczniactwo 14.03.07, 22:12
      Pociągnę dalej wątek, z powodu, że jak dzisiaj usłyszałam (po 10 godzinach -
      praktycznie 9-ciu)"no i dzisiaj już chyba lepiej';) Hurahurahura! + pokochanie
      łuku od "drugiego wejrzenia" + 1,5 godziny we własnym samochodzie, jeżdżąc w
      kółko i ćwicząc wyobrażenia sytuacji na drodze na zaprzyjaźnionym, kompletnie
      pustym, szeroki, trochę "z górki", trochę "pod górkę" parkingu. I opłacało się,
      jestem na to żywym dowodem. A w ogóle to uważam, że cały ruch na drodze
      powinien się odbywać na "pół-sprzęgle", na wstecznym i po łuku;) Przesadzam,
      ale taka jestem szcześliwa, że łoooooj;) Dziękuję za pomoc i pozdrawiam
      szczególnie tych co 1/3 jazd kursowych mają już "za sobą".
      • linia.frontu Re: wsteczniactwo 14.03.07, 22:52
        errata5 napisała:
        A w ogóle to uważam, że cały ruch na drodze powinien się odbywać na "pół-
        sprzęgle", na wstecznym i po łuku;)

        nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
        eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeróbmitego... :.(
        ;)
        • Gość: NanaDomi Re: wsteczniactwo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.07, 07:58
          Jak bym czytała siebie po 20 h jazdy.Teraz mam już to za sobą ale też był moment
          zwątpienia .Minął -po 30 h jeżdże bardzo dobrze-opinia instruktora.Tylko mam
          problem z łukiem-cofanie.No ale ćwicze sobie w domu i nie jest tak żle.Egzamin
          mam w środe.
          Postanowiłam sobie,że bede opanowana,co ma być to i tak będzie -niepotrzebnie
          się przejmować-nie takie rzeczy w życiu się robi jak zdawanie prawka.
          Chodziłam na kurs z moją najbliższą ciotką,która dokupiła sobie 10 h
          jazdy.Egzamin miała 9 marca-i co?nerwy ją zżarły i na łuku wyjechała za
          linie.Teraz kolej na mnie:tak po cichu wierze,że wszystko pójdzie płynnie i gładko.

          Ludzie usmiech na twarzy i opanowanie-a bedzie sukces.
          • Gość: wciąż w trakcie Re: wsteczniactwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.07, 18:05
            Mam za sobą 23 godzinę jazdy, na 21 po raz pierwszy ćwiczyłam parkowania i
            poległam, 2 następne godziny zmarynowałam źle robiąc wszystko co się tylko
            dało, skończyłam tę żałosną działalność na placu, totalnie zawalając nawet
            wcześniej lubiany łuk. Nie wiem jak dojechałam na parking przed szkołą, ale
            raczej w fatalnym stylu. Od następnej lekcji zaczynam brać tabletki na
            uspokojenie, a jutro umówiłam się z innym instruktorem (ten który mnie kurcze
            przecież wszystkigo uczył od początku ma ten tydzień wolny, zresztą nie sądzę,
            żeby chciał mnie za szybko oglądać, bo mu pewnie psuję rewelacyjną statystykę
            zdawań, o której mnie zapewnia przed każdą lekcją - nota bene zabierając mi
            kolejne 5 minut z 60 po tym jak się już 5 minut spóźni a jeszcze musimy
            zatankować "minus" kolejne kilka minut). W ogóle to wciąż sobie myślę, że ze
            mną jest coś nie tak i totalnie nie nadaję się do posiadania prawa jazdy (co
            myślę jutro oceni ten inny instruktor). Sny związane z jazdą samochodem mam od
            wielu nocy, jeszcze nie koszmary, ale i tak nic przyjemnego. I naprawdę
            chciałabym już to prawo jazdy, nie wiem, mimo wielu trudności, wylanych łez nad
            własną głupotą, i licznych słów krytyki, wciąż cieszy mnie możliwość
            prowadzenia auta, i już już bym chciała jechać do pracy. Najgłupsze jest to, że
            momentami mi się wydaje, że przecież umiem to zrobić.
            • no-comments Re: wsteczniactwo 02.05.07, 18:33
              Gość portalu: wciąż w trakcie napisał(a):

              >Sny związane z jazdą samochodem mam od
              > wielu nocy, jeszcze nie koszmary, ale i tak nic przyjemnego. I naprawdę
              > chciałabym już to prawo jazdy, nie wiem, mimo wielu trudności, wylanych łez nad
              >
              > własną głupotą, i licznych słów krytyki, wciąż cieszy mnie możliwość
              > prowadzenia auta, i już już bym chciała jechać do pracy. Najgłupsze jest to, że
              >
              > momentami mi się wydaje, że przecież umiem to zrobić.

              Heh jakbym siebie czytała - jedna wielka walka wewnętrzna pomiędzy prawdziwą
              lubością do samochodów i ich prowadzenia, a wyrzutem sumienia, że może jestem
              jednak tak beznadziejna w tym calym "kierowaniu" (albo staraniu się, żeby to na
              kieorwanie chociaż wyglądało), że może dla dobra innych użytkowników dróg nie
              powinnam wyjeżdzać na ulicę. A może jesteś zbyt krytyczna w stasunku do siebie,
              mozesz wymagasz od siebie za dużo. Kiedy bardzo czegoś pragniemy, kiedy bardzo
              chcemy, wtedy wystarczy sknocić jedną rzec, żeby cała jazda byłą pasmem porażek
              - jedna porażka potrafi nas wtedy tak przybić, że stajemy się bardziej
              roztargnieni, bardziej nieuważni, może potrzeba Ci trochę dystansu, może trochę
              zmiany myślenia, że jeszcze masz czas na błędy - właśnie teraz na kursie, póki
              te błędy możesz popełnić, aby nie popeniać ich potem w zyciu. DAj sobie jakiś
              margines popelaniania błędów, wrzuć na luz;), kiedy coś Ci nie wyjdzie - nie
              rozpamiętuj tej jednej sytuacji do końca jazdy i przez następny tydzien, tylko
              skup się na koljenym zdaniu, kolejnej rzeczy i na tym, jaki wniosek z błędów
              należy wyciągać - co zrobić, żeby ich nie popelniać. Kierowanie auta to
              szczególna dziedzina życia - w równym stopniu trzeba umieć opanować auto, co
              własne nerwy. Powodzenia i nie stresuj się:)
            • linia.frontu Re: wsteczniactwo 02.05.07, 21:49
              Gość portalu: wciąż w trakcie napisał(a):

              > zresztą nie sądzę, żeby chciał mnie za szybko oglądać, bo mu pewnie psuję
              rewelacyjną statystykę zdawań, o której mnie zapewnia przed każdą lekcją

              > W ogóle to wciąż sobie myślę, że ze mną jest coś nie tak i totalnie nie
              nadaję się do posiadania prawa jazdy

              > I naprawdę chciałabym już to prawo jazdy,

              > Najgłupsze jest to, że momentami mi się wydaje, że przecież umiem to zrobić.

              Mogę któreś na sygnaturkę...?:/
              • Gość: wciąż w trakcie Re: wsteczniactwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.05.07, 19:04
                a bierz wszystkie;) może mam chociaż talent do wymyślania durnych zdań!
    • Gość: agusia7777 Re: wsteczniactwo IP: 89.174.106.* 10.05.07, 10:55
      Ja wczoraj miałam kryzys 12 godziny. Tragedia i porażka:-( Jeździłam gorzej niż za pierwszym razem. Głóna przyczyną było chyba to, że naprawili sprzęgło w samochodzie i teraz zupełnie nie mogę go wyczuć:-( Samochód gasł mi na każdych światłach. Na dodatek instruktor zaczął krzyczeć, ja się zdenerwowałam a wtedy jazda przestała mieć sens.
      Chyba nie będzie ze mnie kierowcy.
      A jutro kolejna jazda. Ciekawe co będzie. Perwsz raz będę się bała przed jazdą:-(
      • el_mariposa Re: wsteczniactwo 10.05.07, 15:47
        Kryzysy trzeba przezwyciężąć, nikt w końcu nie urodził się super kierowcą. Poza
        tym nawet ci co posiadają prawko od lat robią głupie błędy i czasem gaśnie im
        samochód. Nikt nie jest doskonały. A podobno idealnych kierowców nie ma,
        trzeba tylko potrafić zauważać i poprawiać swoje błędy.

        Poza tym dopiero teraz jak mam już prawko to mam wrażenie że zaczynam się
        naprawdę uczyć jeździć.... zupełnie inaczej się jeździ z instruktorem, inaczej
        samemu. Wynika z tego, że cały czas człowiek się uczy i polepsza swe
        umiejętności - przynajmniej ja......
        • Gość: wciąż w trakcie Re: wsteczniactwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.07, 18:27
          Z macierzystym instruktorem jeżdżę coraz żadziej, chyba sobie już odpuścił
          nauczenie mnie manewrów, na wszelki wypadek wzięłam jedną tabletkę Valerin mite
          i wreszcie odczepiliśmy się od parkingu i 60 minut jeździłam po mieście,
          kolejne 60 minut (- jego przerwa moim kosztem:] mam za tydzień, więc chyba
          naprawdę dał sobie z moją nauką spokój. Jak sobie spokojnie wyjeżdżę te 6
          pozostałych mi godzin z kursu po mieście, to najwięcej na tym kursie
          skorzystam. A w międzyczasie popytałam u znajomych i poszłam zapłacić za jazdę
          z takim instruktorem, co nie krzyczy. Istniej szansa, że wkrótce opanują
          parkowanie na wszystkie sposoby. Znowu jazda sprawia mi przyjeność, choć "w
          macierzystej" szkole jest napędzana tabletkami (niestety)
    • Gość: wciąż w trakcie Re: wsteczniactwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.07, 10:03
      Nie parkuję, to znów mi się podoba;), wczoraj nawet parę razy usłyszałam "no
      dobrze", najlepsze, ze wiem dlaczego usłyszałam "dobrze", hura, wywalić
      parkowanie i trochę już umiem jeździć. Wiem, ze nie ma się z czego cieszyć, 25
      godzina za mną, a ja trochę..... Ale ak już głupia natura. Głupia też, bo
      wyjechałam z podporządkowanej, z zachowaniem wszystkich środków ostrożności
      wyznaczonych znakeim "ustąp pierszeństwa", na "4" zamiast na "2" i nie
      zmieniłam na "2" z "3" przed zakrętem za którym była górka, w związku z czym
      wlokłam się jak potępieniec. Ale dobre i to pare "dobrze" i zatrzymywanie się
      przy każdym pieszym na wszystkich możliwych przejściach (nwet mi się wydawało,
      ze te dwie Panie na Tarnowskiej, to zmusiłam do przejścia swoim zatrzymaniem,
      bardzo przepraszam;). Ale przy moim szczęściu do wciąż zielonych świateł, to w
      zyciu nie nauczę się płynnie i szybko ruszać, więc nie ma wyjścia, muszę
      zmuszac przechodniów do przechodzenia. Za co z góry wszystkich przepraszam,
      Kolejna godzina jazdy po mieście sprawia, że rzeczywiście zaczynam przewidywać
      kolejne działania i nareszcie nie wciskać sprzęgła tylko przyspieszać jak mam
      miejsce i zielone. Valerin mite może wkrótce porzucę. I może zdam przed
      wakacjami. Dziękuję wszystkim wspieraczom i towarzyszom, ale nie "w niedoli",
      bo to nie jest "niedola";)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka