Gość: Adam
IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl
04.08.01, 17:21
Ja zdawałem na prawo jazdy w 1996 r. w Krakowie. Egzamin jak egzamin, jazdę
zdałem za drugim razem co uważam za sukces (mogłem za pierwszym, wystarczyło
iść do kibla i przeczytać ile który z egzaminatorów bierze - wszystko było
wypisane na ścianach przez "życzliwych"). Chcę jednak napisać o nauczycielach
nauki jazdy. Ja miałem takiego człowieka, który notorycznie spóźniał się na
jazdy 15-20 min., nic do mnie nie mówił w czasie jazdy, tylko mi hamował, łapał
za kierownicę itp. Jak taki człowiek może uczyć jeździć. Ja go bardzo szybko
zmieniłem (co prawda na niewiele lepszego), ale są ludzie którzy boją się
odezwać. Dlaczego nauczyciele nauki jazdy nie odpowiadają za swoje wyniki? Może
najlepszym wyjściem byłoby pozbawianie prawa do wykonywania tego zawodu ludzi,
którzy mają najgorsze wyniki wśród swoich uczniów. Mój pseudonauczyciel nazywał
się Ryszard Suder - szkoła jazdy na Topolowej w Krakowie. Z daleka od tego
typa. Z rzeczy zabawnych - jak się zepsuła w dużym fiacie wentylacja i w lipcu
jeździliśmy z włączonym gorącym powietrzem (!!!) to przez dwa tygodnie nie
umiał tego naprawić.