kastelka
05.02.09, 19:27
Od trzech dni jeżdzę własnym autkiem po Wrocławiu.
Pierwszego dnia kiedy zajechałam do pracy, byłam tak naładowana emocjami, stresem i adrenaliną, że do żadnej konstruktywnej roboty się nie nadawałam.Od drugiej po południu myślałam o tym, że za dwie godziny będę musiała a)wyjechać z parkingu, b)włączyć się do ruchu, c)przejechać kilka skrzyżowań,jedno rondo i trzy przejazdy kolejowe d)kilkakrotnie zmieniać pasy ruchu i robić to dynamicznie i bezpiecznie.e) decydować !, którą drogę wybrać.
Siedząc w pandzie na parkingu, godz. 16.15, biorąc głębokie wdechy i wydechy, zatękniłam za moimi wszystkimi instruktorami, za poczuciem komfortu i bezpieczeństwa , które miałam będąc kursantką.
Póki co samodzielna jazda to dla mnie ogromna odpowiedzialność, wyzwanie, stres. Kiedy zacznę traktować prowadzenie samochodu jako normalną umiejetność, a nie sprawę życia? Kiedy ją opanuję?
Od trzech dni śnię o prowadzeniu samochodu, gadam tylko o tym, czytam tylko to forum ( a kiedys lubiłam sobie poczytać o serialach i seksie)Analizuje po stokroć przejechana trasę i popełnione błędy.
Z męzem w łózku rozmawiam o sprzęgle i gazie i nie sa to bynajmniej romantyczne metafory...