okiem instruktora....

IP: *.adsl.inetia.pl 31.03.09, 21:25
Witam wszystkich.Jestem instruktorem z wieloletnim stazem.Nie wyzywam
kursantow,odnosze sukcesy w swoim zawodzie,staram sie byc cierpliwy i
tlumaczyc wszystko najlepiej jak potrafie.Czasami zagladam na to forum i
przewaznie widze skargi kursantow.A dzis ja mam ochote sie poskarzyc.Pisze to
bo wszyscy(ALBO PRAWIE WSZYSCY)na tym forum pomstuja na instruktorow i
egzaminatorow.Nikt nie wie jak to wyglada z nasze strony.Mam kursantke,kobitka
37 lat.Jezdzimy juz 23 godziny.....tlumacze:jesli zmienia Pani bieg to noga z
gazu,sprzeglo,zmiana biegu.Puszczam sprzeglo calkowicie i dopiero noga na
gaz.Tylko pierwszy bieg to wyjatek.tu i gaz i sprzeglo razem.Mysle ze jest to
w miare jasno wytlumaczone.Poparte zademonstrowaniem
wszystkiego.Luuuuuuudzie!!!!!Myslicie ze rozumie???/tlumacze ze spali sprzeglo
wciskajac jedno i drugie.I nic nie dociera...jezdzimy i co zmiana biegu to to
samo.Jak mam do niej dotrzec?????dzis wjezdzamy w slepa,krotka
uliczke.Zawrocilismy.Skoro slepa to chyba logiczne ze dwukierunkowa.W dodatku
minute wczesniej sama wjezdzala w nia.Pytam gdzie sie ustawi do skretu w
lewo?a ona na to:przy lewym krawezniku.Gdzieeeeeeeee?POD PRAD PYTAM.Ostatnio
wyjezdzamy z parkowania.Przed nami stoi blisko auto.Tlumacze:jesli Pani ruszy
a pozniej zacznie skrecac to nie da rady wyjechac bo zblizy sie pani do
auta.Trzeba najpierw skrecic a pozniej ruszyc.Wtedy mniej sie zblizymy i
napewno wyjedziemy.Rozumie Pani roznice?TAK-odpowiada.To bylo na poprzedniej
godzinie.Wczoraj.Dzis taka sama sytuacja.I co??NIC!!!!!znowu rusza a pozniej
skreca.Gadam i jak grochem o sciane.I jak cos zle zrobi to mowi ze ona to
wie.Tzn.wie jak jest dobrze.A ja pytam:to jak Pani wie to dlaczego tego nie
robi???Dzis mialem juz kryzys.Nie wiem co z nia poczac.Jesli nic sie nie
zmieni to zostanie:bez kasy,bez prawa jazdy ale z przekonaniem ze ona jest ok
,tylko instruktor i egzaminator do duszy:(Wiec jak czasem smarujecie tak na
tych instruktorow i egzaminatorow to starajcie sie byc w miare
obiektywni."TALENTY"sa po jednej i drugiej stronie barykady.
    • mdrive Re: okiem instruktora.... 31.03.09, 21:32
      ...
      Niejednokrotnie w pracy naszej są tego typu sytuacje!.
      Życzę cierpliwości i uśmiechu :):):)
      Ale przyznam, że kilka razy w karierze zadałem pytanie:
      "czy pani/panu prawo jazdy jest na prawdę potrzebne? "
      Instruktor zgodnie ze sztuką nie może powiedzieć:
      "Ty się nie nadajesz", ale może to trochę owinąć w bawełnę!, przykre to, ale
      czasem trzeba.
      • dooorothy Re: okiem instruktora.... 31.03.09, 21:36
        mdrive-jesteś instruktorem?
        • mdrive Re: okiem instruktora.... 31.03.09, 21:53
          ...
          nie!, jestem alpinistą :):)
          Oj, dooorothy, chyba już powinnaś mnie znać:)
          Trochę uśmiechu nie zaszkodzi, nie gniewaj się.
    • dooorothy Re: okiem instruktora.... 31.03.09, 21:35
      Oj tak, niestety ... Ze mną instruktor tez miał krzyz pański,
      panicznie bałam się skrzyżowań, bardzo długo :D Cieprliwy był, a
      póżniej już nawet zgryźliwy niestety, pewnie go denerwowałam ...
      Pomogło. Jak przestał być miły, to wzięłam się za robotę :)
      Pozdrawiam serdecznie!
      • Gość: gosc Re: okiem instruktora.... IP: *.adsl.inetia.pl 31.03.09, 21:48
        Ale ja zakladam ze po prawo jazdy przychodza dorosli ludzie.To nie szkola
        podstawowa.Ze kazdy musi skonczyc a jak jest slaby to jakos przepchna....ja tez
        nie ide do pracy zeby sie wyżywac.Mam sie drzec?ludzie bywaja tacy
        smieszni.Kiedys kursantka ktora znakow nie widziala nigdy,na jednym skrzyzowaniu
        zawsze poprawnie sie zachowywala.Pytam dlaczego tak jest?dlaczego przejezdza dwa
        identycznie oznakowane skrzyzowania i na jednym zachowuje sie ok a na dugim
        nie.A ona na to:bo mi tu instruktor tak zachamowal ze malo glowy o kierownice
        nie rozbilam.Ludzie to kurs prawa jazdy a nie klub sado-masochistyczny!!!!!
    • eliiii Re: okiem instruktora.... 31.03.09, 21:44
      Gość portalu: gosc napisał(a):

      > "TALENTY" sa po jednej i drugiej stronie barykady.


      Nic dodać, nic ująć. A bezpośrednia praca z ludźmi to niełatwy
      kawałek chleba. Co do kursantki, to nie sądzę, żeby się cokolwiek
      zmieniło w jej podejściu. Przede wszystkim trzeba CHCIEĆ! Życzę
      cierpliwości:)
      • Gość: gosc Re: okiem instruktora.... IP: *.adsl.inetia.pl 31.03.09, 21:50
        A wiecie co boli najbardziej?????ze ja naprawde chce ja nauczyc,a na koncu okaze
        sie ze to ja jestem do bani.:(
        • eliiii Re: okiem instruktora.... 31.03.09, 22:08
          pewnie, że boli... jak dajesz z siebie wszystko (no w każdym razie
          dużo), wkładasz w to, co robisz masę energii, a ktoś ma to w nosie:(
          Jest to pewnego radzaju porażka, a Twoje chęci niestety nie
          wystarczą. Wcale sie nie okaże, że jesteś do bani, jeśli zrobiłeś
          wszystko co w Twojej mocy (nie jesteś chyba cudotwórcą:)) Powodzenia
          • Gość: . Re: okiem instruktora.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.09, 08:24
            Tu jest temat, który może coś pomóc:
            www.naukajazdy.pl/assets/modules/forum/viewtopic.php?t=2764
            zaraz mnie zjadą, że porównuję 37latkę z 50latką, ale chodzi mi o
            trudny prypadek. Myślę, że Staś daje w tym wypadku dobre rady. Taka
            sytuacja jest trudna, jedzie po ambicji i podkopuje własną wartość.
            I boli, owszem. Człowiek daje z siebie ile ma, a to nie wystarcza.
            Kursanci nie widzą instruktorów potem, kiedy oni przyznają, że mają
            kryzys. Czasem ta praca wypruwa psychicznie.
            Dużo rozmawiam z instruktorami i niestety - 99% problemów bierze się
            z nieznajomości przepisów. Sam wczoraj uczestniczyłam w egzaminie
            wewnętrznym - dziewczyna nie potrafiła ustalić pierwszeństwa w
            oparciu o znaki "ustąp pierwszeństwa" i "droga z pierwszeństwem" -
            nie rozumiała hierarchii (kodeks-znaki-sygnalizcja) i stosowała ją
            przypadkowo, wymiennie, przy czym utrzymywała, że zna przepisy, ale
            jest kiepska z polskiego i nie rozumie pytań. Jednak było widać, że
            nie nauczyła się nawet testów, które można poznać na pamięć, choć to
            nie rozwiązanie, jednak mogła wykazać chociaż tyle inicjatywy,
            prosiła o podpowiedzi, o mozliwośc zdawania jeszcze raz, nie
            wiedziała, co oznacza postawa policjanta, miała błędy w łatwych i
            bezhaczykowych pytaniach. Nie wiem, co ona robiła na teorii.
            Usiłowałam wytłumaczyć jej delikatnie, że dopóki nie nauczy się tego
            minimum, jazda z instruktorem będzie czasem straconym, ponieważ
            zamiast uczyć się jeździć, będzie przerabiała całą teorię. 30h to
            mało, zdecydowanie za mało na naukę przepisów od podstaw, to już
            jest czas, aby "przerzucić" je na drogę. Jeśli będą omawiać teorię,
            przerobią ją, ale kursantka nie będzie miała czasu na przećwiczenie
            tego wszystkiego z pełną świadomością obowiązujących "reguł gry".
            Jej koleżanka jeździła z naszym najlepszym instruktorem, ale wiem,
            że ta dziewczyna nie dogadałaby się z nim, bo: nie zna przepisów,
            kurs chce zrobić jak najszybciej i oczekuje, że instruktor będzie
            miły i że będzie miło - a ten instruktor wymaga i podchodzi bardzo
            poważnie do szkolenia. Zasugerowałam jej instruktora tworzącego
            luźną atmosferę - może dzięki niej czegoś się nauczy. Ja też nie
            wiem, jak mam im tłumaczyć, że przepisy są ważne, wydaje im się, że
            pochodzą na jazdy, a my będziemy koło nich skakać i wbijemy im
            wszystko do głowy. Nie dziwne, że instruktorzy wypalają się po 2
            latach pracy.
            Jak już się skarżę: dzwoni kursantka kiedy może umówić się na
            egzamin w sobotę, mówię jej, że od 9 do 13:30 (trzeba, żeby był przy
            tym instruktor i trzeba się z nim umówić, kiedy będzie mógł), na co
            kursantka:
            - a do której czynne jest biuro
            - do 14
            - no to o 14
            próbuję jej tłumaczyć, że biuro jest do 14, że egzamin trwa chwilę
            czasu, na co ona: nic się Pani nie stanie, jak Pani poczeka te 15
            minut. No ludzieee. Nie, nie stanie mi się (pomino, że mogę mieć
            studia, zaliczenie, dyżur, mogę być umówiona, iść do dentysty i mieć
            życie prywatne), zgadzam się, że mi się nie stanie - ale chodzi o
            szacunek.
    • Gość: Mona okiem kursantki. IP: *.aster.pl 31.03.09, 22:11
      oczywiście, że zawód instruktora nie jest lekki, łatwy i przyjemny. Są ludzie,
      którzy mają do tego dryg i w lot łapią, o co chodzi, a są tacy, którym trzeba
      tłumaczyć po kilka razy, a i tak nie do końca rozumieją, o co chodzi;)
      • Gość: staś Re: okiem instruktora IP: *.idc.net.pl 31.03.09, 22:31
        Natomiast co do Twojej kursantki.
        Rozumiem, że nauczenie jest trudne. Czasem wydaje się niemożliwe. A czasem
        trzeba zmienić podejście, albo dokładniej sposób tłumaczenia. Ludzie są różni i
        w różny sposób przyswajają pewne nauki.
        Sposobów jest kilka:
        1.Sprawdzić i postarać się zmienić podejście kursantki. Ale wygląda, że ona
        problemu nie widzi, chce się nauczyć.
        2.Zmienić swój sposób tłumaczenia. Bo obecny, jak widać nie skutkuje.
        3.Dać jej "chwilę odpoczynku". Inaczej planować jazdy.
        4.Zaproponować zmianę instruktora. Niestety, mimo najlepszych chęci, nie każdego
        potrafimy nauczyć. Czasem zmiana pomaga. I nie jest to żadna "ucieczka".
        To takie moje uwagi z moich doświadczeń. Nie piszę, że są to pewne
        rozwiązania, ale może się przydadzą.
        Powodzenia i cierpliwości.
        • Gość: gosc Re: okiem instruktora IP: *.adsl.inetia.pl 31.03.09, 22:52
          1.Sprawdzić i postarać się zmienić podejście kursantki. Ale wygląda, że ona>
          problemu nie widzi, chce się nauczyć.hmmmm gdyby chciala to robilaby tak jak
          mowie.Wydaje mi sie ze ona mysli ze ja bede caly czas komenderowac a ona bedzie
          to wykonywac.I to bedzie ta "nauka".I tylko my wiemy jak to sie
          skonczy....Zmienić swój sposób tłumaczenia. Bo obecny, jak widać nie
          skutkuje.Moj sposob tlumaczenia jest na tyle dobry ze wiekszosc moich kursantow
          zalicza egzamin bez problemu.To co zmienilem dla niej to to ze kazda rzecz ktora
          widze ze nie rozumie tlumacze zatrzymujac sie gdzies z boku.I jak tak stoimy to
          niby juz jest ok ,juz rozumie,po chwili ta sama sytuacja i juz nie rozumie:(No
          tak...ale jak wytlumaczyc cos kiedy my rozmawiamy po polsku ale jednak sie nie
          rozumiemy.Ja pytam czy ulica jest jednokierunkowa czy dwukierukowa a ona ze jest
          slepa..Dać jej "chwilę odpoczynku". Inaczej planować jazdy.Jezdzi
          codziennie.Jazda raz w tygodniu to bedzie horror.Ona nie pamieta co bylo
          wczoraj> 4.Zaproponować zmianę instruktora. Niestety, mimo najlepszych chęci,
          nie każdeg
          > o
          > potrafimy nauczyć. Czasem zmiana pomaga. I nie jest to żadna "ucieczka".I TO
          JEST CHYBA WYJSCIE.JA NIE DAM RADY.WIDAC 12 LAT DOSWIADCZENIA TO MALO.O PRACY Z
          TAKIMI DELIKWENTAMI ZACZNE MYSLEC ZA NASTEPNE 12 LAT.JESLI MI DO TEJ PORY SERCE
          NIE STANIE;)
    • Gość: ktosiowa Re: okiem instruktora.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.09, 22:45
      A moj instruktor R nie byl do duszy.. byl super... chociaz kilka razy mi
      podniosl cisnienie (wiem, ze dla mojego dobra etc), ale nigdy nie wykorzystal
      swojego hamulca, za to czesto komentowal: wlasnie oblalabys egzamin (a ja na to
      w mysli: pfffffffffff chcialabym miec tylko takie problemy w zyciu - przyznalam
      mu sie do tych mysli na pozegnalnej jezdzie juz po zdaniu egzaminu).
      A do tego ma: fantastyczna pamiec (bylam pod wrazeniem, szczegolnie ze pierwszy
      instruktor nie pamietal nawet tego ze jezdzilam z nim dzien wczesniej, za to R
      pamietal doskonale o czym rozmawialismy tydzien wczesniej, a rozmowa towarzyska,
      wiec pamietac nie musial), olbrzymia wiedze, ktora dzielil sie ze mna nieraz
      wprawiajac mnie w oslupienie (a i osoby, ktore juz prawko mialy niektorych
      rzeczy nie wiedzialy) oraz nieziemska cierpliwosc, do powtarzania manewru az do
      skutku!

      Rezultat: zdany egzamin za pierwszym podejsciem. OK, wyjezdzilam wiecej godzin
      niz przepisowe 30, ale R przejal mnie na 27 h i mial duzo pracy ze mna ;-)


      Pozdrawiam - ktosiowa
      • Gość: ktosiowa PS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.09, 22:58
        Dodam tylko ze po pierwszym instruktorze:
        - zmienialam biegi tak jak przy 1
        - nie wiedzialam ze skrecac nalezy na 2
        - luk wychodzil albo i nie, a jak sie cudem udal to w formie pijanego zajaca
        - najchetniej przy kazdej zebrze bym sie zatrzymywala widzac czlowieka na horyzoncie
        i pewnie wiele, wiele innych bledow:/.
        Po pierwszej jezdzie (2h) z R chcialam rzucic caly kurs w diably, bo
        stwierdzilam ze to nie dla mnie.

        A teraz zebram u kazdego uzyczenie samochodu chociaz na malym odcinku.. i
        tesknie do jazd z R.
        • Gość: gosc Re: PS IP: *.adsl.inetia.pl 31.03.09, 23:08
          Ok.Rozumiem.Wniosek jest prosty:ja jestem jej pierwszym instruktorem czyli do
          bani.Jutro zaproponuje jej zmiane;)nastepny obudzi w niej milosc do auta,luku i
          uczyni mistrzem kierownicy....
          • Gość: ktosiowa Re: PS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.09, 05:13
            wrecz przeciwnie. wydaje mi sie ze jestes 2... tamten nie tlumaczyl i nie
            pamietal nawet, ze bylam dzien wczesniej, wiec bledow moich of kors tez nie
            pamietal, ani tego ze luk mi nie wychodzi...

            a ty pamietasz i nawet sie przejmujesz swoim przypadkiem....

            po prostu napisales, ze strasznie narzekamy na instruktorow, wiec postanowilam
            sie swoim pochwalic :)
          • Gość: Staś Re: PS IP: *.idc.net.pl 01.04.09, 08:42
            "Ok.Rozumiem.Wniosek jest prosty:ja jestem jej pierwszym instruktorem czyli do
            bani.Jutro zaproponuje jej zmiane;)nastepny obudzi w niej milosc do auta,luku i
            uczyni mistrzem kierownicy...."

            Właśnie to jest najczęściej spotykany sposób myślenia. Niestety, wnioski są
            błędne. Tego się obawiałem.
            Bo to nie o to chodzi, że jestem do bani. Nie o to chodzi, że po następnych
            12 -tu latach będę mógł szkolić takie osoby. Nic z tych rzeczy.
            Tak, jak piszesz, szkolisz dobrze. Osoby szkolone przez Ciebie zdają egzaminy
            i później bezpiecznie jeżdżą. Tylko to, że dobrze czy doskonale szkolisz nie
            znaczy, że każdego potrafisz nauczyć. Dokładnie to bardzo trudno powiedzieć w
            czym problem. Ale czasem się zdarza, że do konkretnej osoby "nie umiemy trafić".
            Sam długo myślałem, że każdego nauczę. Aż kiedyś kolega mi uświadomił, że to
            niemożliwe. Nie bardzo rozumiałem o co chodzi. Ale spróbowałem. I okazało się,
            że osobę z którą ja mam problemy, nauczył kolega. I odwrotnie: Ja nauczyłem
            kogoś kogo inny nie mógł nauczyć. Tak, że nie odpowiem na czym to zjawisko
            polega, ale istnieje. I czasem warto taką zmianę zaproponować.
            I nie dołować się z tego powodu. To dziwne, ale działa.
            PS:
            Jest jeszcze jedna możliwość. Dajesz jej za mało samodzielności. Tak się
            oddała Tobie w opiekę, że sama przestała myśleć. Liczy tylko na Ciebie. Przy
            Tobie czuje się bezpiecznie i Tobie ufa.
            Pozwól na więcej samodzielności. Mimo, ze będzie miała do Ciebie pretensje,
            że jej nie pomagasz, mimo, że zrobi dużo rzeczy źle.
            Zresztą doskonale wiesz o co chodzi :-)
    • fairycharlotte Re: okiem instruktora.... 31.03.09, 23:55
      A ja powiem tyle. Przez pierwszych 30 h jazd szło mi fatalnie -
      coraz gorzej. Instruktor sie wkurzał, ja byłam coraz bardziej
      załamana, robilam po 100 razy te same błędy pomimo, że bardzo sie
      starałam. Po 2 jazdach z innym instruktorem od razu zaczelam duuuzo
      lepiej jezdzic. Wytlumaczył mi kilka spraw, ja rowniez uwierzyłam,
      ze jednak potrafie.... Jesli Ty nie wierzysz w swoja kursantke to
      jej tez bedzie trudno. Poza tym naprawde, ja po 20 godzinach mialam
      mega kryzys. To wcale nie jest głupie, ze powinna sprobowac
      pojezdzic z kims innym. Roznym ludziom pasuje rozny styl nauczania.
      Przy pierwszym instruktorze myslalam, ze jestem przypadkiem
      beznadziejny, a teraz zdałam prawko. Pozdrawiam
    • marta3434 Re: okiem instruktora.... 01.04.09, 09:28
      daj spokój , nie mów ,że aż tak bardzo przejmujesz się faktem ,że
      babka jest "talentem" ? jeszcze się taki nie urodził co by... itd
      tak czy inaczej -robisz co możesz , starasz się itp i na tym
      powinieneś zakończyć skoro nic innego nie mozna , przecież nie
      zrobisz z nikogo mistrza kierownicy skoro tłumok jest. niektórzy nie
      mają do tego drygu a pomino wszystko na siłę pchają się na drogi.
      Naprawdę nie warto się wszystkimi przejmować -wierz mi :-)
      • Gość: mama_pinki za dużo na raz IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.09, 10:35
        Jeżeli widzisz, że ma problemy ze zmianą biegów to po cholerę
        jedziesz na miasto, gdzie jak piszesz również ma problemy. Nie ważne
        ile godzin macie za soba odpuść sobie miasto, na plac i skupcie się
        na nauce techniki jazdy. Być może za dużo na raz i kobieta ma w
        głowie mętlik, też się stresuje że nie robi wszystkiego poprawnie a
        do tego dochodzi stres z prawidłowym poruszaniem się w ruchu
        miejskim. I nie uczy się ani techniki jazdy ani poruszania po
        naszych swietnie oznakowanych drogach. Ja też mam 37 lat i trochę
        mnie coś ruszyło kiedy napisałeś wiek, czy jest on taki wazny?
        Zacząłeś od niego cały opis, ja jako kursantka czytając to uważam,
        że nie jesteś w tym bez winy. A że młodzież się lepiej i przyjemniej
        naucza to fakt, ale samych łatwych przypadków mieć nie można. I
        mysle że powinieneś spytać się kobiety co jej przeszkadza w
        opanowaniu tych rzeczy rozmowa nie boli a jeśli zda nawet
        przypadkiem, to będzie zagrożeniem. Ja opiszę ci mój przypadek,
        nauka była dla mnie mordęgą ale jakoś szła choc podobnie jak twojej
        podopiecznej, kilka niezdanych egzaminów i stres za każym razem
        kiedy wsiadałam do elki. Ostatni instruktor któy miał podejście
        spytał z czym ma pani problem? i nie smiać się powiedziałam, mu
        prawdę z hamowaniem bo jadąc stresuję się potwornie bo nie potrafię
        zahamować, i tak się na tym skupiałam, że jadąc i mając w
        perspektywie wykonanie tego manerwu moje nogi latały po sprzęgle po
        hamulcu w międzyczasie zmiana biegów w rezultacie instruktor ladował
        na szybie a ja na zderzaku auta z przodu. Dwie godziny tresury
        niemalże ale poświęconej tylko tej jednej rzeczy i okazało się że
        jeżdże wspaniale i mam czas na spojrzenie przed siebie i ocenę
        sytacji na drodze.
        Podsumowując im człowiek starszy tym bardziej zmęczony i jeżeli się
        wsiada do elki i na pierwszej godzinie wypycha się człowieka na
        miasto bez opanowania podstaw czyli ruszania, zmiany biegów
        hamowania nie tylko w sensie teorii to dokładając stres związany z
        poruszaniem się miedzy innym kierowcami to wychodzi wielkie nic.
        NO i pewnie dostanę od was opr ale jezeli panie nie potrafi zmieniać
        biegów to jej po prostu tego nie nauczono najprawdopodobniej ona nie
        panujac nad samochodem nie bedzie się zastanawiać czy wjechała w
        ulicą slepą pod zakaz czy pod prąd. Panowie i panie trochę więcej
        samokrytycyzmu bo na osmiu moich instruktorów tylko 3 i to byli
        panowie z jednego OSK miało zdolności pedagogiczne, potrafiło uczyć.
        • Gość: Mona Re: za dużo na raz IP: *.waw.cdp.pl 01.04.09, 11:09
          ja na samym początku zaliczyłam godzinę jazdy po parkingu ucząc się tylko
          ruszania i hamowania. Ktoś powiedział, że to źle, że powinnam od razu wyjechać
          na miasto etc. ale jeśli ktoś kompletnie nie ma pojęcia o podstawach takich jak
          ruszanie i hamowanie, to jak może w ogóle wyruszać na ulice? I co chwila stawać
          jak przysłowiowa krowa na środku ulicy, z tyłu będą trąbić, a ogłupiały od tego
          wszystkiego kursant nawet zapomina, jak uruchomić prawidłowo silnik i ruszyć! ;)
          Ale prawdą jest, że pierwszy instruktor nie miał do mnie odpowiedniego
          podejścia. Koleżanka, która u niego się uczyła, była zadowolona i nawet mi go
          poleciła, ale do mnie jakoś nie "dotarł". Zamiast coś spokojnie tłumaczyć,
          złościł się, gdy mi nie szło, krytykował i był złośliwy, a po 2 czy 3 godzinach
          jazdy oznajmił, że nie mam drygu do jazdy i powinnam poprzestać na karcie
          miejskiej. Albo nie mówił nic, tylko jeździliśmy w kółko w te same miejsca w
          centrum. Dopiero z obecnym instruktorem zaczęłam uczyć się manewrów, zaczęliśmy
          jeździć w różne miejsca, także za miasto, odpytuje ze znaków, kazał mi kupić
          kodeks drogowy i nauczyć się przepisów do paragrafu 52;) i rozporządzenia o
          znakach drogowych, no i widzę, że mimo faktu, iż nie jestem łatwym przypadkiem,
          to chce mnie nauczyć.
          Owszem, są kursanci i kursanci, ale podejście instruktora też jest ważne. Bo jak
          mamy uwierzyć we własne możliwości, jeśli instruktor mówi, że ktoś się nie
          nadaje, że po co mu prawko, że nie ma drygu etc. To, po co komuś prawko, to
          osobna sprawa - mnie bynajmniej nie dla szpanu, ale z konieczności.
        • marta3434 Re: za dużo na raz 01.04.09, 12:14
          miałaś ośmiu instuktorów ???? ile godzin wyjeździałaś zanim zdałaś
          egzamin ?
          • Gość: m_p Re: za dużo na raz IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.09, 13:43
            45
    • Gość: smutna i zła Re: okiem instruktora....do gościa IP: *.merinet.pl 01.04.09, 09:59
      Przeczytałam twój post i od razu przypomniały mi się moje początki
      nauki jazdy z instruktorem.Na szczęście Pani instruktorka była mi
      bardzo życzliwa i na mnie nie krzyczała.Potem było już trochę lepiej.
      Nikogo nie obrażając uważam,że instruktor powinen być i na takie
      sytuacje przygotowany, bo jak wiadomo kursanci bywają różni, nie
      wszycy są w stanie od pierwszej jazdy opanować samochód i dobrze
      znać przepisy wymaga to jednak czasu.Myślę jednak,że kursanci nie są
      tacy źli ,a instruktorów też mamy dobrych. Pozdrawiam
      • marta3434 Re: okiem instruktora....do gościa 01.04.09, 12:20
        Gość portalu: smutna i zła napisał(a):

        > Przeczytałam twój post i od razu przypomniały mi się moje początki
        > nauki jazdy z instruktorem.Na szczęście Pani instruktorka była mi
        > bardzo życzliwa i na mnie nie krzyczała.Potem było już trochę
        lepiej.
        > Nikogo nie obrażając uważam,że instruktor powinen być i na takie
        > sytuacje przygotowany, bo jak wiadomo kursanci bywają różni, nie
        > wszycy są w stanie od pierwszej jazdy opanować samochód i dobrze
        > znać przepisy wymaga to jednak czasu.Myślę jednak,że kursanci nie

        > tacy źli ,a instruktorów też mamy dobrych. Pozdrawiam

        no fakt , od pierwszej jazdy nie , ale od 23... :-)
        • Gość: smutna i zła Re: okiem instruktora do marta 3434 IP: *.merinet.pl 01.04.09, 15:12
          Zgoda, ale może ktoś zaczyna sobie radzić dopiero od 23 lekcji.
          Jest to pewnie nie możliwe,ale czasem się zdarza chociaż nie powinno.
          Pozdrawiam.
    • Gość: kolega Re: okiem instruktora.... IP: 195.116.132.* 01.04.09, 12:19
      Witam ,a co pan powie na to ,jak egzaminator zbrania ustawiania
      lusterka i tylko, to człowiek przez to oblał.Panowie to ze
      egzaminator 90%a moze i95%nie przepuszcza to takze i wasza sprawa bo
      jak inaczej by było co byscie wy instruktorzy robili gdyby
      zdawalnosc była wieksza.Nic sie nie zmieniło jak posmaryjesz to
      jedziesz POZDROWIENIA dla egzaminatowrow z CHEŁMA
      • Gość: gosc Re: okiem instruktora.... IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.09, 14:05
        Ale wie Pan co???ja mam problem z nauczeniem kursantki i wcale mi nie zalezy
        zeby oblala.Nie reklamuje sie a pracy mam tyle ze nie moge nadazyc.Dla mnie
        zdany kursant to szczescie bo na nastepnym kursie,w lawkach cala ekipa czeka na
        jazdy.Zdany kursant to podstawa pracy i funkcjonowania szkoly a nie taki ktory
        wraca po godziny dodatkowe.A z lusterkami na egzaminie to jest tak ze jesli
        trafi sie na upierdliwego egzaminatora to faktycznie moze oblac.Mnie ten problem
        jednak nie dotyczy bo ucze jezdzic patrzac do tylu.
        • Gość: kolega Re: okiem instruktora.... IP: 195.116.132.* 01.04.09, 15:20
          Bardzo dziekuje oby takich ludzi było jak najwiecej!!!!!!!!!!!!
    • Gość: e-go Re: okiem instruktora.... IP: *.189.255.138.szara.net.pl 01.04.09, 14:46
      cóż, ja też mam 37 lat i udało mi się niedawno zdać egzamin
      nie było łatwo - jak dla mnie było cholernie trudno przestawić się z
      pozycji pasażera na pozycję kierowcy, do tego stopnia, że na
      czerwonym siwetle zamiast obserwować ruch uliczny ja gapiłam się na
      przechodniów zapominając o bożym świecie :/
      a moje doświadczenia z instruktorami potwierdzają, że nie każdy
      instruktor "trafia" do kursanta
      pierwszy "mój" instruktor - podobno świetny, nauczył mnie baardzo
      mało - przegapił moment, w którym przestałam robić postępy i nasze
      jazdy były do niczego - egzamin -> klapa
      kolejny - zadufany w sobie i skupiony na swoim egzaminie na motocykl
      (!) nie pomógł mi zbytnio - szybko z niego zrezygnowałam
      kolejny egzamin -> klapa
      dopiero polecony przez znajomego instruktor okazał się tym
      właśnie "moim" :) próbował różnych metod - miło, szorstko, prośbą i
      groźbą jak to się mówi potocznie, wątpiłam, że kiedyś się uda, ale
      udało się :) tylko ze musiałam o wiele więcej czasu poświęcić na
      naukę - zaparkować te kilka razy więcej, za każdym razem objechać
      rondo czy nawrotkę, zaliczyć co trudniejsze skrzyżowania...
      poszłam na egzamin, miałam pokonać strach, a udało się i zdałam :)
      pamiętam jak dziś naszą naukę zawracania - ponieważ wciąż robiłam te
      same błędy, instruktor postanowił, że będziemy to robić do upadłego -
      aż zrobię to dobrze... i jeździłam 1, 2, 3... n-ty raz i za którymś
      z kolei "zajarzyłam" - zrozumiałam na czym ma to polegać, musiał
      nastapić taki moment, że udało mi się "zebrac do kupy" wszystkie
      rzeczy które mam opanować i wykonac to w odpowiedniej kolejności :/
      dla niektóych może to być smiesznie łatwe, dla innych niekoniecznie
      dlatego jak np. są trudności ze zmianą biegów i sprzęgłem, moze
      rzeczywiście trzeba pocwiczyć na placu, nie na ulicy - do upadłego,
      aż się uda ;)
      pozdrawiam
      • princessofbabylon Re: okiem instruktora.... 02.04.09, 20:09

        Gość portalu: e-go napisał(a):

        > instruktor postanowił, że będziemy to robić do upadłego -
        > aż zrobię to dobrze... i jeździłam 1, 2, 3... n-ty raz i za
        > którymś z kolei "zajarzyłam"

        No. A jak ja chciałam jeździć na tym cholernym rondzie wciąż i
        wciąż, żebym w końcu sama je przejechała to instruktor mówi "na ale
        ile my tego czasu mamy"? Co prawda zaraz wiozłam się na egzamin i na
        pustym rondzie się zatrzymała nie wiem po co ;P Ale czasem
        chciałąbym jakieś trudne skrzyżowanie czy to rondo objechać kilka
        razy nawet to nie. Dwa, trzy razy góa i jedziemy dalej. W ogóle nie
        jeździłąm miesiąc już, za miesiąc mam poprawkę i wiem, że nie objadę
        sama ronda ;(
    • Gość: romy do "instruktora" IP: *.aster.pl 01.04.09, 15:38

      Drogi panie!

      > Mam kursantke,kobitka
      > 37 lat.

      Rozumiem, ze opisaną panią szkoli pan spolecznie? I wcale nie jest pan w pracy? Bo przeciez gdyby bral pan pieniadze za nauke bylby pan w pracy, a te nalezy wykonywac profesjonalnie?
      Kursant ma prawo sie zalic, bo jest klientem, taka miedzy nami roznica. Ta pani placi panu pieniadze i chyba pan o tym zapomnial.


      > Jezdzimy juz 23 godziny.....

      Rozumiem tez, ze tak sie dziwnie zlozylo, ze na panskim kursie instruktorskim nie bylo mowy o tym, ze po to jest 30 godzin szkolenia, zeby kazdy mogl sie SPOKOJNIE nauczyc we wlasnym rytmie? I samodzielnie zdecydowac, czy dokupic kolejne godziny, za wlasne (niemale) pieniadze.
      Rozumiem rowniez, ze jest pan tak wybitnym istruktorem, ze co tam 23 godziny, ta kobieta powinna juz po 15 smigac perfekcyjnie?


      > ona jest ok ,tylko instruktor i egzaminator do duszy:(
      > Wiec jak czasem smarujecie tak na tych instruktorow i
      > egzaminatorow to starajcie sie byc w miare obiektywni

      Rozumiem, ze juz pan wie, co owa kobieta bedzie mowila o egzaminatorze Przeciez jak dotad (23h) nie miala z ZADNYM do czynienia?


      CDN
      • Gość: romy Re: do "instruktora" -cd IP: *.aster.pl 01.04.09, 15:42
        cd.


        > Skoro slepa to chyba logiczne ze dwukierunkowa.W dodatku
        > minute wczesniej sama wjezdzala w nia.Pytam gdzie sie ustawi do skretu w
        > lewo?a ona na to:przy lewym krawezniku.Gdzieeeeeeeee?POD PRAD PYTAM.

        Jakby mi TAK ktos tlumaczyl, to do dzis bym nie miala plastiku. Co to za logika? O co chodzi w tym zdaniu?


        > Wczoraj.Dzis taka sama sytuacja.I co??NIC!!!!!znowu rusza a pozniej
        > skreca.Gadam i jak grochem o sciane.I jak cos zle zrobi to mowi ze ona to
        > wie.Tzn.wie jak jest dobrze.

        Moim zdaniem powinen sie pan jeszcze doszkolic z przekazywania wiedzy. Jakis retraining, bo dopadlo pana co najmniej wypalenie zawodowe, albo jakis typ nerwicy. Z tego co czytam: PAN NIE UMIE UCZYC.
        Przysposobic rozumowo pewna informacje, a gladko i odruchowo wcielac ja w zycie to sa ROZNE rzeczy, od tego jest wlasnie PRAKTYKA. Zeby powtarzac, do upadlego, po kilkanascie, kilkadzisiat razy cos, co latwo ulatuje z pamieci. Uchowaj boze od takich instruktorow, co przekazą komunikat (jeden, drugi, pietnasty) i oczekuja ze kursant natychmiast to wszystko wcieli w czyn. Kursaci to nie Holowczyce. I dobrze dla pana, bo gdyby bylo inaczej nie mial by pan pracy.


        No i na koniec. Jesli zal panu sprzegla, to nalezy samochod ubezpieczyc. I radze przypomniec sobie, jak pan sie uczyl nowej umiejetnosci, nie wiem, mowienia w obcym jezyku, gotowania, jazdy na nartach, tanca. Czy naprawde bylo tak, ze kazde polecenie kogos kto uczy wystarczylo "zrozumiec"??
        Napisal pan tu tyle glupot wykazujac sie nieznajomoscia procesu nauczania i zasad panujacyh na wolnym rynku, ze smiem sadzic ze to jakas prowokacja.

        Dobrze panu radze ochlonac, poodychac, wejsc tu jeszcze raz i napisac post od nowa. Bez tylu wykrzyknikow, bo nikt panu nie uwierzy w te cierpliwosc i niekrzyczenie na kursantow.
        • Gość: gosc autor Re: do "instruktora" -cd IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.09, 22:08
          > Skoro slepa to chyba logiczne ze dwukierunkowa.W dodatku
          > > minute wczesniej sama wjezdzala w nia.Pytam gdzie sie ustawi do skretu w
          > > lewo?a ona na to:przy lewym krawezniku.Gdzieeeeeeeee?POD PRAD PYTAM.
          >
          > Jakby mi TAK ktos tlumaczyl, to do dzis bym nie miala plastiku. Co to za logika
          > ? O co chodzi w tym zdaniu?
          PO calym Pani poscie widac ze ma Pani problemy z rozumieniemMoim zdaniem powinen
          sie pan jeszcze doszkolic z przekazywania wiedzy. Jakis re
          > training, bo dopadlo pana co najmniej wypalenie zawodowe, albo jakis typ nerwic
          > y. Z tego co czytam: PAN NIE UMIE UCZYC.
          > Przysposobic rozumowo pewna informacje, a gladko i odruchowo wcielac ja w zycie
          > to sa ROZNE rzeczy, od tego jest wlasnie PRAKTYKA. Zeby powtarzac, do upadlego
          > , po kilkanascie, kilkadzisiat razy cos, co latwo ulatuje z pamieci. Uchowaj bo
          > ze od takich instruktorow, co przekazą komunikat (jeden, drugi, pietnasty) i oc
          > zekuja ze kursant natychmiast to wszystko wcieli w czyn. Kursaci to nie Holowcz
          > yce. I dobrze dla pana, bo gdyby bylo inaczej nie mial by pan pracy.
          hahaha dobre.Nie mialbym pracy???zdany kursant to praca.Byc moze w Pani toku
          myslenia sprawa wyglada tak:im wiecej oblewaja tym wiecej jezdza.W moim
          przypadku jest odwrotnie.Ja uwazam ze kursant zdany zadowolony przysle
          nastepnego.Nastepnego na 30h a nie na jakies marne,smetne dodatkowe
          godziny.Proponuje zostac instruktorem.Zobaczymy kto ze swoim podejsciem utrzyma
          sie na rynku...>> No i na koniec. Jesli zal panu sprzegla, to nalezy samochod
          ubezpieczyc. Dla Pani wiadomosci:sprzegla mi nie zal.Moje jest wliczone w cene
          kursu.Za to kursant ktory wyjdzie z takimi nawykami sprzeglo musi kupic sobie
          pozniej sam.A jesli mozna gdzies sprzeglo ubezpieczyc!:):):) to prosze podac
          gdzie.Wszyscy instruktorzy chetnie skorzystaja:):):)>>Napisal pan tu tyle glupot
          wykazujac sie nieznajomoscia procesu nauczania i zas
          > ad panujacyh na wolnym rynku, ze smiem sadzic ze to jakas prowokacja.Ten cytat
          pozostawie bez komentarza.Kto tu pisze glupoty mozna wywnioskowac z tego co
          napisane jest wyzej.A ubezpieczenie sprzegla.......hahaha
          • Gość: Ewa Re: do "instruktora" -cd IP: *.chello.pl 01.04.09, 23:25


            Dziwna ta cala wypowiedz.Ludzie maja racje, instruktor jest w pracy, a nie od jojczenia na forum. Opisanie kursantki w takim poblazliwym tonie uwazam za skandaliczne. Zwlaszcza ze pana styl nauczania pozostawia wiele do zyczenia (vide posty mamy-pinki i romy)Nie wiem, czy pan udaje glupiego, czy co?

            > A ubezpieczenie sprzegla.......hahaha

            Oo, prostej ironii pan instruktor nie wyczul?Jak ja nie lubie takich instruktorow co nie patrza na postepy kursanta, traktuja ludzi jak stado ("kursant zdany"), scigaja sie z czasem, i odbebniaja program, bo juz 23 godzina, grrr. I ten rechot jeszcze, co za czlowiek.
            • permanentne_7_niebo Re: do "instruktora" -cd 02.04.09, 07:52
              Ok, to prawda, że nie opiał jej przyjemnie, ale tylko opisując jej
              błędy i własną flustrację mógł opisać jej błędy i własną flustrację.
              A co to za sprawiedliwość - to my możemy jęczeć, bluzgać, robić co
              chcemy w opisie instruktora, a instruktor nie może się wygadać?
              Racja, lepiej by zrobił gadając z kolegą po fachu, ale chciał nam
              wykazać, że instruktorzy też się borykają z różnymi problemami i też
              je przeżywają, widać musi je przeżywać, skoro aż napisał na forum, a
              może nie ma z kim pogadać, bo np. koledzy to karierowicze, którzy
              wykorzystają to przeciw niemu. Na przykład.
              Instruktorze, wpadaj do mnie na kawę :PP
              • Gość: Ewa Re: do "instruktora" -cd IP: *.chello.pl 02.04.09, 11:59
                > np. koledzy to karierowicze, którzy
                > wykorzystają to przeciw niemu. Na przykład.


                > Instruktorze, wpadaj do mnie na kawę :PP


                Wiesz, ja wole byc solidarna z kursantami, a nie z instruktorami...
                To, co napisal "instruktor" jakos mi sie zdaje podejrzane ("narzekacie na instruktorow, a my tez mamy nielatwo").Pewnie dlatego, ze to my placimy, a instrukotorom jest placone.I to my placimy! A ktos taki pogrwa sobie na forum, i szuka.. czego?Zrozumienia? Pocieszenia? U kursantow?!
                Uwazam, ze instruktorzy, ze wzgledu na typ klienta (mlodzi ludzie, czesto malo asertywni) to jedna bardziej rozpuszczonych i zdemoralizowanych grup zawodowych. Naprawde. Bardzo im szybko sie w glowach przewraca, albo wpadaja w rutyne. Dlugo moglabym wymieniac, ale nie o to chodzi. pozdr
                • permanentne_7_niebo Re: do "instruktora" -cd 02.04.09, 14:38

                  > Wiesz, ja wole byc solidarna z kursantami, a nie z
                  instruktorami...

                  Ja staram się przede wszystkim zrozumieć. Wolę być solidarna z tym,
                  kto ma w danym wypadku rację, bez względu na to, czy to kursant,
                  instruktor, akrobata, czy strażak. Nie wszystko podoba mi się w
                  zachowaniu tego instruktora (nie chce zmienić metod nauczania,
                  uważając, iż każdego można uczyć na jedno kopyto, nie podoba mi się
                  lekka agresja, ale wynika z flustracji) ale staram się nie negować,
                  a zrozumieć motywy postępowania.
                  Jestem za tym, aby kursantka zmieniła instruktora - trzymam za nią
                  kciuki, ponieważ wiem, że 99,9% ludzi da się nauczyć jeździć. Być
                  może ten instruktor nie daje już rady, każdy z nas czasem nie daje.
                  Ale uważam, że tak samo, jak każdy ma prawo się wygadać i poszukać
                  zrozumenia! Zwłaszcza, że kursanci też bywają różni. Ta Pani wygląda
                  na miłą, pełną chęci, ale nierozgarniętą i komplentnie nie umiejącą
                  przenieść teorii na drogę (być może, że nie zna teorii, wtedy musi
                  się jej nauczyć i będzie ok, jeśli to ta pierwsza przyczyna, musi
                  pomóc instruktor).
                  • Gość: romy Re: do "instruktora" -cd IP: *.aster.pl 02.04.09, 15:19
                    Hej:)
                    Bardzo ciekawa dyskusja wynikła. Pan instruktor mi zarzucił, że mam problem z rozumieniem tekstu (a ja odbijam pileczkę: pan ma poważny problem z czytelnym przekazem, zwłaszcza na piśmie jest to łatwe; czasem wystarczy klilknąć Enter i post jest bardziej przejrzysty..).. Wiec napisze innymi słowami, o co mi chodziło.

                    Pana wypowiedzi posłużyły mi za pretekst do wyrażenia takiej opinii: Pan jest w pracy, pan bierze pieniądze, pan odebrał profesjonalne przeszkolenie, a nie kursant, zresztą samo narzekanie NIE jest profesjonalne. Co więcej, moim zdaniem, opisany styl nauczania także pozostawia wiele do życzenia.

                    Pojawiają się opinie (p-7), ze każdy ma prawo do ponarzekania. A ja się nie zgadzam i będę protestować. Istnieją takie zjawiska jak tzw. Białe Listy, w pełni legalne zjawiska. Biała lista lekarzy, Biała lista fryzjerów, biała lista ... (można wpisać dowolny zawód, który polega na wykonaniu USŁUGI).
                    Klienci wymieniają się opiniami, dlatego że na ogół w obrębie jednego zawodu jest źle pojęta solidarność zawodowa (ludziom nie chce sie doskonalić, przyznać do błędu itd) i często trzeba wydać mnóstwo pieniędzy, żeby trafić wreszcie na kogoś, kto nam odpowiada, nie partoli roboty, nie ma problemów psychicznych itd.
                    Prawda?
                    A proszę sobie teraz wyobrazić, że na forum z np. Białą listą lekarzy ginekologów wchodzi nie pacjentka, tylko LEKARZ i pisze, że "są dwie strony medalu, on ma zły dzień, a w ogóle to uważa, ze pacjentki śmierdzą". Albo na Białą listę fryzjerów wpisuje się fryzjer, który narzeka, ze "zawsze ciął na garnek i było w porządku, a tu się trafiło takie dziwo, któremu powoli rosną włosy. On im tłumaczy, ze muszą rosnąc szybciej, a one swoje". Albo, że "klienci, takie świnie, domagają się dokończenia usługi, mimo ze już zamykaliśmy zakład. Wiec nie narzekajcie, wy panie ze spalona trwała, bo są dwie strony medalu i my tez mamy niełatwo".

                    Tu jest podobnie. To instruktorzy są przeszkoleni, maja przewagę w umiejętnościach (prowadzenia pojazdu, bo z nauczaniem jest różnie),w takim obyciu z samochodem (jakie to są emocje dla nowicjusza, to instruktorzy już nie pamietają, a POWINNI). I jeszcze sytuacja, gdzie w malej przestrzeni jest ktoś wydający polecenia, patrzący na ręce, krytykujący, mający właściwie przewagę (w L-ce, nie poza nią) pod każdym względem. Instruktor jest przyzwyczajony nawet do tej małej przestrzeni i typu relacji, a kursant nie jest.
                    I kursant, inaczej, niż pan instruktor, nie jest w pracy.

                    Taka jest różnica, dlatego - drogi panie instruktorze - jest zwykłym OBCIACHEM obsmarowywanie tu klientki i użalanie się nad swoja sytuacja.
                    • Gość: gosc autor Re: do "instruktora" -cd IP: *.adsl.inetia.pl 02.04.09, 15:37
                      Fryzjer w tym wypadku to doskonaly przyklad.Przychodzi klientka prawie lysa i
                      chce miec warkocz do kolan.Fryzjer profesjonalista zapewne powie:pleciony
                      normalnie czy na trzy????;)a jesli zastanawia sie co z tym fantem zrobic to juz
                      profesjonalista nie jest.
                      • Gość: romy Re: do "instruktora" -cd IP: *.aster.pl 02.04.09, 16:23
                        > Przychodzi klientka prawie lysa i
                        > chce miec warkocz do kolan


                        Jesli mial w ofercie "robienie warkocza każdemu"
                        • Gość: xxx Re: do "instruktora" -cd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.09, 17:06
                          romy.. spokojnie:)każdy ma prawo do wymiany własnych doświadczeń, opinii i
                          wypowiedzi:) od tego tu jest te forum..Czasami lepiej ponarzekać komuś,kogo się
                          nie zna niż dla osoby która to by mogła w jakiś sposób wykorzystać..Z wypowiedzi
                          Instruktora wywnioskowałam że bardzo poważnie podchodzi do swojej pracy i widać
                          zależy mu żeby kogoś nauczyć. Życzę powodzenia i pozdrawiam.
                          • Gość: € Umowa, umową, a wykonanie Zlecenia...... IP: 80.48.90.* 02.04.09, 18:11
                            Już w wielu Tematach Ktoś opisywał różne podejście Instruktora do
                            Kursanta......

                            Tak samo jest duuuużo Uczciwych jak i Nieuczciwych "instruktorów"....
                            (nie liczyłem których jest więcej...)

                            Dla Mnie to wszystko wygląda jak "Ruska Ruletka" (kto przeżyje...)

                            Wg. Mnie powinno się powrócić do "szkolenia" Eksternistycznego lub
                            takiego jakie jest w wieeeelu krajach całego ŚWIATA->>> osoba która
                            ma Prawo Jazdy od iluśtam lat szkoli "podwładnego".
                            Jeżeli "podwładny" czuje się na tyle dobrze, że może "iść" na
                            Egzamin Państwowy, to sprawa KORUPCJI i NACIĄGACTWA była by
                            przynajmniej trochę rozwiązana.

                            ps.
                            KAMERY były by jedynie potrzebne Egzaminatorom , aby uniknąć
                            pomówień....

                            Instruktorów NIKT NIE KONTROLUJE jak lecą w "kulki"....... !!!
                        • Gość: Anna Do Romy IP: 212.182.107.* 02.04.09, 20:02
                          Romy, jestem nie instruktorem, lecz byłą kursantką, zresztą w dość
                          średnim wieku, ale przyznam, że BARDZO!!!! mi się nie podoba to co i
                          jak piszesz! Jakaś agresja, chęć dokopania? Komu i za co?
                          Człowiek ma trudności (z kursantką), chce się wygadać i poradzić. I
                          nawet rady otrzymał! A Ty co? O co Ci właściwie chodzi? Masz jakiś
                          żal jawny lub ukryty do wszystkich instruktorów świata?? Za co?
                          Dobrze napisała 7 niebo, że jest solidarna z tymi co mają rację.
                          Niestety, Ty masz jakiś zapiekły żal do instruktorów, a może do
                          nauczycieli w ogóle? i usiłujesz tu go wylać.
                          Budzisz znacznie mniej sympatii, niż rozpoczynający wątek
                          instruktor, a może nawet budzisz niechęć?

                          I jeszcze jedno: zawiera się umowę z instruktorem czy szkołą na
                          UCZENIE, ale niekoniecznie na NAUCZENIE. Bo widzisz nauczanie to
                          proces dwustronny, angażuje zarówno nauczyciela, jak i ucznia,
                          inaczej nie ma żadnych szans na sukces! O zaangażowaniu nauczyciela
                          świadczy właśnie ten wątek, nawet po pracy przejmuje się kursantą.
                          Natomiast jak angażuje się kursantka tak naprawdę obiektywnie nie
                          wiemy. Może za mało?

                          I Romy, spokojniej. Raczej coś poradź, jeśli potrafisz, zamiast
                          napadać.
                          • Gość: romy Do Anny IP: *.aster.pl 03.04.09, 13:48

                            > I Romy, spokojniej. Raczej coś poradź, jeśli potrafisz, zamiast
                            > napadać.

                            Oj, Anno, wzajemnie. Poradz cos, zamiast napadac (na mnie). Nie ma przepisu, ze trzeba mnie lubic, mnie jest to obojetne, naprawde.
                            Co do racji, to na forum ewentualne TZW. RACJE mozna wyluskac tylko za pomoca swojej UWAZNEJ LEKTURY czyjejs wypowiedzi, MYSLENIA oraz WIARY w to, ze ow ktos pisze prawde. Ty zas tylko oceniasz i to nie tresc postow, a osoby. To absurdalne.

                            Nie mam zalu do nauczycieli, mam za to spora wiedze nt. przekazywania wiedzy, i ogolnego "poziomu" instruktorow (nie jest to wysoki poziom). Dlatego umiem wlozyc cudza wypowiedz w kontekst tej wiedzy. Wiesz o czym mowie? Jak znasz dobrze kulture obcego kraju to latwo w to wpiszesz jednego czlowieka. Jesli nie znasz - mierzysz go swoja miara. Tak jak Ty zmierzylas mnie.


                            > I jeszcze jedno: zawiera się umowę z instruktorem czy szkołą na
                            > UCZENIE, ale niekoniecznie na NAUCZENIE.

                            To chyba nie do mnie. Ja wlasnie pisalam, ze do kursanta nalezy doszkolenie, jesli jest taka potrzeba.


                            > O zaangażowaniu nauczyciela
                            > świadczy właśnie ten wątek, nawet po pracy przejmuje się kursantą.

                            Nie, moim zdaniem watek jest, zeby upuscic napiecia, zeby sie zrelaksowac po robocie, czy cos takiego. Zeby pogadac, a nie zeby sie doskonalic zawodowo. Podkreslam, moim zdaniem, subiektywna ocena.


                            > Natomiast jak angażuje się kursantka tak naprawdę obiektywnie nie
                            > wiemy

                            Bede jak katarynka. Kursantka nie jest w pracy, kursantce wolno wiecej. I basta. Takie mam poglady i Twoj... antyfeminizm? nic tu nie zmieni.

                            > Budzisz znacznie mniej sympatii, niż rozpoczynający wątek
                            > instruktor

                            Aaa, trzeba reagowac! Jakas baba krzyczy na takiego symaptycznego pana... !
                            Wiesz co.......
                            ;)
                    • Gość: p7 Re: do "instruktora" -cd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.09, 18:24
                      Pana wypowiedzi posłużyły mi za pretekst do wyrażenia takiej opinii:
                      Pan jest w pracy, pan bierze pieniądze, pan odebrał profesjonalne
                      przeszkolenie, a nie kursant, zresztą samo narzekanie NIE jest
                      profesjonalne. Co więcej, moim zdaniem, opisany styl nauczania także
                      pozostawia wiele do życzenia.

                      Z tym się zgadam w 100% - to jest nieprofesjonalne zachowanie.
                      Równie nieprofesjonalne, jak krytyka kolegów po fachu. Co innego
                      zwierzyć się komuś po cichu, co innego publicznie. Stąd zawsze
                      ceniłam właśnie tych instruktorów, którzy nie pozwalali sobie na
                      nieprofesjonalne komentarze. To jest niestety na minus tego Pana,
                      jeśli nie traktować go prywatnie, a jako przedstawiciela pewnej
                      grupy zawodowej. Stąd przynaję Ci rację - forum to nie miejsce na
                      tego typu komentarze. To prawda. U mnie na kawie każdy może
                      ponarzekać, tutaj nie.
                      • Gość: p7 Re: do "instruktora" -cd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.09, 18:30
                        Ale jednak zapraszam na tą kawę, to może chociaż wysłucham i wesprę
                        kursanckim podejściem.
              • Gość: Water Proof Re: do "instruktora" -cd IP: *.icpnet.pl 06.07.09, 11:51
                fRustrację, fRustrację, błagam!!!
      • Gość: gosc autor Re: do "instruktora" IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.09, 21:47
        > Rozumiem, ze opisaną panią szkoli pan spolecznie? I wcale nie jest pan w pracy?
        > Bo przeciez gdyby bral pan pieniadze za nauke bylby pan w pracy, a te nalezy w
        > ykonywac profesjonalnie?
        > Kursant ma prawo sie zalic, bo jest klientem, taka miedzy nami roznica. Ta pani
        > placi panu pieniadze i chyba pan o tym zapomnial.
        Droga Pani,poniewaz ta Pani placi mi za kurs chcialbym aby godzin ktore musi
        wyjechac bylo jak najmniej.W koncu to jej pieniadze i nalezy aby to za co placi
        osiagnela w miare szybko i skutecznie.> Rozumiem tez, ze tak sie dziwnie
        zlozylo, ze na panskim kursie instruktorskim n
        > ie bylo mowy o tym, ze po to jest 30 godzin szkolenia, zeby kazdy mogl sie SPOK
        > OJNIE nauczyc we wlasnym rytmie? I samodzielnie zdecydowac, czy dokupic kolejne
        > godziny, za wlasne (niemale) pieniadze.
        > Rozumiem rowniez, ze jest pan tak wybitnym istruktorem, ze co tam 23 godziny, t
        > a kobieta powinna juz po 15 smigac perfekcyjnie?
        Kazdy kursant ma prawo uczyc sie we wlasnym tempie.Niestety tempo szachisty nie
        jest wskazane.I wlasnie ze wzgledu na szacunek dla kursanta chce zeby to tempo
        bylo troche wieksze.W przeciwnym razie kursantka bedzie musiala zaciagnac kredyt
        aby ukonczyc kurs.A o tym czy kursant ma dokupic jazdy czy nie decyduje
        instruktor:)akurat Pani ma najmniej do powiedzenia.Pani co najwyzej moze zmienic
        szkole jesli sie Pani nie zgadza z ta decyzja:)CDN
    • eliiii Re: okiem instruktora.... 01.04.09, 19:00
      Osobiście uważam, że instruktorzy mają anielską cierpliwość,
      przynajmniej ja miałam szczęście na takich trafić. Pewnie zdarzają
      sie też mniej cierpliwi... jak to w życiu...

      Mały ot, sytuacja z dzisiaj.
      Zajęcia na szanującej się, wyższej uczelni, poważny wykładowca:
      -K...wa no!!! Nic się, nie uczycie!!! To ja połowę roku niedawno
      uwaliłem, a Wy się nadal, k...wa nie uczycie!
      I trzask plikiem kartek o biurko:):):) hmmm, każdemu się zdarza
      stracić cierpliwość:)
      • permanentne_7_niebo Re: okiem instruktora.... 02.04.09, 07:56

        To ja połowę roku niedawno uwaliłem, a Wy się nadal, k...wa nie
        uczycie!

        Buehehehehe, piękne:) Aż zaczynam tęsknić za studiami ;)

        Ok, no mi też się nie podoba, że instruktor nie chce zmienić metod,
        bo uważa swoje za jedne jedyne zawsze skuteczne... ale żeby się
        nawet wygadać nie mógł? To niesprawiedliwe.
        • Gość: Aga Re: okiem instruktora.... IP: 212.160.240.* 02.04.09, 11:43
          No faktycznie taki uczeń co nie rozumie że ślepa droga musi być dwu
          kierunkową to porażka. Mogłabym się Pań zapytać a jak z niej
          wyjedziesz skoro jest jednokierunkowa, i ślepa?
          Ja miałam instruktora jednego.
          Po przejechaniu 6 godzin, opowiadam mu że w domu pytają się jak mi
          idzie, a ja mówię : Instruktor na każdej godzinie przynajmniej raz
          mówił mi co pani robi (...) , Instruktor zaczął się śmiać no i nie
          mówił mi co ja robię ale zwracał uwagęna masę rzeczy.
          Słuchałam go i cierpliwie przyjmowałam jego uwagi. (15 lat temu nie
          chciano mnei dopuścić do egzaminu - swoją droga może i lepiej) Teraz
          wyjeździłam kurs + 10 dodatkowych godzin i zdałam na Radarowej za
          pierwszym razem.
          Nie czułam się mistrzem kierownicy, ale jechałam przytomnie.I chyba
          to podobało się egzaminującemu mnie
          Troszę pokory przyszli kierowcy.
          • Gość: gosc autor Re: okiem instruktora.... IP: *.adsl.inetia.pl 02.04.09, 15:29
            No moi drodzy.Chcecie wiedziec co dalej?Po wczorajszej rozmowie z kursantka
            okazalo sie ze Pani instruktora zmieniac nie chce!!!!hmmm.Nie wiem czy bedzie to
            powod do radosci czy smutku.Zobaczymy.Ale jest jeden zauwazalny sukcesik.Byc
            moze obawa przed zmiana spowodowala ze zmenia biegi BEZ GAZU:):):)Zobaczymy jak
            bedzie dzisiaj.....
            • Gość: romy Re: okiem instruktora.... IP: *.aster.pl 02.04.09, 16:20
              > Ale jest jeden zauwazalny sukcesik.Byc
              > moze obawa przed zmiana spowodowala ze zmenia biegi BEZ GAZU:):):)

              Rece opadaja.
              Proponuje jeszcze podac tu nazwisko tej pani.
              • mdrive Re: okiem instruktora.... 02.04.09, 21:25
                ...
                "Rece opadaja.
                Proponuje jeszcze podac tu nazwisko tej pani".
                ...nie rozumiem o co chodzi i po co podawać te nazwisko?
                "Ale jest jeden zauwazalny sukcesik.Byc
                > > moze obawa przed zmiana spowodowala ze zmenia biegi BEZ GAZU:):):)"
                ...co wtym złego, że aż ręce opadają?
                ...gościu autorze, trzymaj się i rób swoje. Tylko czasem rzeczywiście warto
                zmieniać metody nauczania w zależności od tego kogo się uczy. Warto dostosować
                intensywność zajęć ich program itp.
                Warto.
            • permanentne_7_niebo Re: okiem instruktora.... 03.04.09, 07:23
              Ja też swojego nie chciałam za ch*** zmienić, zawsze te kilka dni
              przed był telefon i pytanie, czy mi nie odwali żadnego numeru i nie
              odda innemu instruktorowi ... ale on nie chciał mnie
              oddawać:):):):):):):):)
          • Gość: po co sie wkurzac Re: okiem instruktora.... IP: *.adsl.inetia.pl 06.07.09, 11:48
            cyt: "No faktycznie taki uczeń co nie rozumie że ślepa droga musi
            być dwu
            kierunkową to porażka"

            a dlaczego porazaka? no ja tez nie wiedzialam, a prawko mam ;)
            albo nie ma w moim miescie slepcow, albo po nich nie jezdzilam.
            tyle w temacie.
    • kastelka Re: okiem instruktora.... 02.04.09, 19:37
      Czasami wieloletni staż pracy jest przeszkodą, zwłaszcza, kiedy popada się w
      rutynę i stosuje zawsze te same, stare sprawdzone metody.
      I oto pojawia się kursantka, na którą stare metody nie skutkują-dla mnie to
      byłoby wyzwanie-taką nauczyć-to dopiero jest sukces!
      Żeby dowiedzieć się dlaczego nie skutkują, trzeba rozmawiać, nie tylko wydawać
      polecenia, ewentualnie pytania w stylu "Zrozumiała pani wreszcie?" Na takie
      pytanie zawsze padnie odpowiedź twierdząca, kobieta nie chce się narażać dalej
      na dezaprobatę i przytakuje licząc, że następnym razem się uda. Warto poprosić
      kursantkę aby to ona sama opisała problem, jak zamierza wyjechać z parkingu i
      dlaczego taki a nie inny manewr jest ważny.

      I przede wszystkim poznać i zrozumieć, skąd bierze się problem np. ze zmianą
      biegów, może ona nie rozumie, po cholerę te biegi, po co je się zmienia i co
      znaczy palić sprzęgło?
      Na tym pięknym świecie nie ma rzeczy oczywistych, to, że 10 kursantów załapuje
      np parkowanie równoległe tyłem nie oznacza, że tak samo załapie 11. Ludzie
      przychodzą na kurs z rożnym życiowym i motoryzacyjnym doświadczeniem, z różnymi
      predyspozycjami i przekonaniami.
      Zaryzykuję również stwierdzenie nie poparte autorytetem naukowym ale
      wygenerowane na podstawie moich doświadczeń i doświadczeń dwóch koleżanek
      (wszystkie po 30 tce). Pamiętam nasze rozmowy na temat fenomenu łuku i
      cofania-mogłam załapać kierunki "prawo lewo" jadąc do przodu, ale to tyłu to już
      była sztuka!Nie dość że się cofam, to jeszcze patrzę w tylna szybę, a kierownica
      jest z przodu! Ha! W którą kręcić? Dla mojego instruktora to było tak oczywiste,
      że nie potrafił pojąc mojej niekompetencji, a ja nie umiałam (wstydziłam się)mu
      do tego przyznać.Ćwiczyłam w domu na samochodzikach syna.
      Kobiety mają trudniej, przynajmniej na początku:-)
      Aha, przez pierwszych 20 godzin, byłam tak zestresowana za kółkiem, że nie
      docierały do mnie żadne komentarze instruktora. Reagowałam jak małpka
      przytakiwaniem na wszystkie komentarze z siedzenia obok.
      Później w domu, brałam kartkę i rozrysowywałam skrzyżowania, miejsca, i razem
      z mężem analizowałam drogę i moje zachowanie.
      Warto sprawdzić, czy kursantka rozumie (nie tylko zna)przepisy, rozumienie zasad
      ruchu bardzo ułatwia poruszanie się po drogach...
      Niemniej życzę wytrwałości, bycie instruktorem to piekielnie odpowiedzialna praca.

      • w357 Re: okiem instruktora.... 02.04.09, 21:32
        kastelka napisała:

        > >..... bycie instruktorem to piekielnie odpowiedzialna
        > praca.
        >

        Szczególnie jeżeli Instruktor nie jest
        na bieżąco ze "zmianami"....
      • permanentne_7_niebo Re: okiem instruktora.... 03.04.09, 07:29
        Kastelka słusznie prawi ;) Ile razy, nie chcąc zrobić z siebie
        idiotki (raz zrobiłam i to nie było przyjemne, bo instruktor zrobił
        o to wielkie halo), śmigałam tak, jak mi instruktor powiedział, że
        się w danym miejscu śmiga, a analizy dokonywałam potem. Zero pytań.
        Jeśli instruktor okazuje niecierpliwość, to tym większy stres dla
        takiej kursantki.
        • Gość: gosc Re: okiem instruktora.... IP: *.adsl.inetia.pl 05.07.09, 21:13
          ......jestem:)tworca watku to ja:)ehhhhh współpraca z kursantką zakończyła się
          po 53 godzinach jazd.Wynik egzaminu-negatywny:(.A tym którzy zarzucali mi brak
          cierpliwości chętnie powiem co poszło nie tak.Pani jadąc DO PRZODU NA
          ŁUKU(!!!!!!!!!!!!!)wjechała pomiędzy dwa łuki.I dopiero gdy egzaminator kazał
          wysiąść i zobaczyć ,zorientowała się gdzie jest......mój numer instruktora
          zapiszą sobie złotymi zgłoskami w miejscowym WORD-zie:)
          • mdrive Re: okiem instruktora.... 05.07.09, 21:20
            ...nie będzie tak źle! :)

            Gdybyś zajrzał do W-wy na Radarową, tam wiszą zdjęcia z egzaminu jak pewna osoba
            "górkę" robiła!!! :)
            To co by jej instruktor powiedział???
            Te zdjęcia to nawet gdzieś w necie były.

            ...nie bierz do głowy.
            • Gość: gosc Re: okiem instruktora.... IP: *.adsl.inetia.pl 05.07.09, 21:28
              ......dzieki za pocieszenie:)koledzy ubaw mieli do wieczora;)
              • Gość: p7 Re: okiem instruktora.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.09, 22:12
                boże przyznała się...............?
            • Gość: obejrzalabym do mdrive IP: *.adsl.inetia.pl 06.07.09, 11:54
              daj linka, bo ciekawa jestem ;)
              • eliiii Re: do mdrive 06.07.09, 12:55
                też jestem ciekawa. co można na górce wykombinować?:)
                • Gość: obejrzalabym Re: do mdrive IP: *.adsl.inetia.pl 06.07.09, 13:06
                  pewnie jechala po gore tylem ;) (bo zakladam ze kobitka)
    • Gość: sara Re: okiem instruktora.... IP: *.multimo.pl 05.07.09, 23:12
      jezdzilam z jednym instruktorem i bylam zachwycona, ale gdzies w okolicy 18 h
      mialam taki kryzys, ze jezdilam gorzej niz na samym poczatku. i wtedy przestalam
      wierzyc, ze sie uda. na szczescie wykupilam 2h w innym osk(tylko dlatego, ze
      pracowal tam ,,przyjaciel rodziny'' ;P) i co sie okazalo? ze to bylo to co bylo
      mi wlasnie potrzebne. jechalam inaczej bo goscia nie znalam i okazalo sie, ze
      calkiem dobrze sobie radze. Instruktor byl ze mnie zadowolony i powiedzial, ze
      mam potencjal.Ostatnie godziny wyjezdzilam dalej z tym pierwszym instruktorem i
      wszytskie jazdy byly bardzo udane bo wierzylam, ze nie ma rzeczy, ktorej nie
      zrobie ;P w efekcie na egzamin szlam z lekkim stresem i usmiechem w przekonaniu,
      ze powinnam zdac bo czuje sie odpowiednio by na drodze jedzic( instruktor moje
      zdanie podziel) zdalam za pierwszym razem i dodam, ze jazda samochodem to chyba
      moj ulubiony sposob na spedzanie czasu, a mojego instruktora nie zamienilabym na
      zadnego innego , ale krotka odmiana byla mi potrzebna. Jak dla mnie powinies tej
      kobiecie zaproponowac zeby sprobowala z kims innym. nie chodzi tu o twoje
      umiejetnosci, ale o sposob podejscia bo przeciez oczywiste, ze nie ma ludzi,
      ktorzy maja tylko samych zwolennikow albo tylko pzreciwnikow. Pozdtawaim i zycze
      cierpliwoci :P
    • Gość: sara Re: okiem instruktora.... IP: *.multimo.pl 05.07.09, 23:17
      tak sie rozpisalam,z dopiero potem doczytalam do konca :P dziwie sie, ze kobieta
      sie przyznala do teakiego bledu bo ja bym chyba nie byla wystarczajaco odwazna :P
    • Gość: m Re: okiem instruktora.... IP: *.chello.pl 06.07.09, 17:59
      Miałam super instruktorkę, dokupiłam przed egzaminem 5 godzin, zdałam za pierwszym podejściem. I wiem, że zawdzięczam to jej, zresztą nie ja jedna. Zdecydowana większość osbób, które się u niej szkoliły zdała za pierwszym, ew. drugim razem. Jak ktoś jest dobry, to wyniki kursantów powiedzą same za siebie. A na taką panią, co ma problemy ze wszystkim zawsze można trafić. Jeśli reszta odnosi sukcesy to nie warto się nią przejmować :)
Pełna wersja