Dodaj do ulubionych

Ujarzmić potwora

03.01.07, 17:20
To wspaniałe uczucie ,gdy nagle odkrywamy w zapachu skreślonym przy pierwszych testach jego urok. Udało się Wam ujarzmić jakiegos potwora? Jesli tak, to jakiego? Mnie kusi oswojenie Agent Provocateur- poznałam całkiem przystępną wersję Eau Emotionnelle i widzę pewną szansę. ( Tak jak w przypadku Chanel 5- najpierw Sensuel Elixir, potem klasyk...)
Obserwuj wątek
    • rawita7 Re: Ujarzmić potwora 04.01.07, 00:04
      O tak! Najtrwalsze miłości (w moim wypadku) to te, które na początku były gorącą
      nienawiścią. Trudno mi sobie to teraz wyobrazić, ale na początku nie lubiłam
      moich sztandarowych Nu. Powąchałam i myśle, co to w ogóle jest? Jakies takie
      "nieperfumowe". Ale nie pozwoliło mi o sobie zapomnieć. Nie lubiałam też
      Narciso, czerwonej Dolce Gabbany. Bardziej tej drugiej!
      Pamiętam jak sto lat temu ze wstrętem wąchałam po raz n-ty bloter. A potem nie
      wiadomo czemu, zamiast do śmieci, wrzuciłam do torebki. I po kilku dniach zapach
      tejże torebki mnie uwiódł. Tegorocznym (tzn zeszło) oswojonym potworem jest
      Addict Fraiche. Nie znosiłam tej charakterystycznej głównej nuty Addicta, wersja
      Fraiche tez była przez nią skreślona. Nagle gdzieś mnie "owiało", mi się
      "przypomniało" i jakby grom we mnie strzelił. Zakochałam się z miejsca.
      Faktycznie, cudowne uczucie.
      • mary32 Re: Ujarzmić potwora 04.01.07, 10:56
        W moim przypadku była to Pamplelune. Na początku zapach mnie zachwycił i
        zakupilam dwie probki. W użyciu okazal się dla mnie nie do zniesienia - jak
        zwierzyło się już kilka forumek - po prostu kocie siki w połaczeniu z babcią w
        non-ironowej trzydniowej bluzce ;-)
        Z wielkim żalem porzuciłam te perfumy, aby po dwoch latach znowu spróbować. I
        co się okazało? Nieprzyjemnie nuty jakby znikły! Nie ma!
        Tak więc lato upłynęło mi pod znakiem pomarańczy i na wiosnę znowu po nie
        sięgnę.
    • icegirl Re: Ujarzmić potwora 04.01.07, 11:50
      Świetny temat. Sama chcę sobie oswoić AP, ale jakoś mnie nie powala. Nie
      odrzuca, ale też nie zachwyca. Chyba zrobię tak samo :)
    • mmartiene OI i LBdD 05.01.07, 12:35
      moje dwa ukochane zapachy przyszly do mnie w probkach od Balbiny i pamietam ten moment, w ktorym otwieralam koperte i poczulam Le Baiser du Dragon. Moja pierwsza mysl: CO TO *** JEST???!!! Mylam rece dluga chwile i balam sie dotykac koperty, zeby wyjac pozostale probki, ale jako ze ten kontakt byl nieunikniony, troche smoka zostalo mi na palcach na nastepne kilka godzin i pod koniec dnia bylam juz ugotowana, wetiwer i styraks zrobily swoje, nie moge juz zyc bez niego. W tej samej kopercie przyszla OI, ktora niemal krzyczala na mnie z fiolki, zapach byl nachalny, halasliwy i wtedy dotarlo do mnie ze ja sama taka jestem. Nie rozstaje sie z zadnym z tych pachnidel :)
      • renia.renia Re: OI i LBdD 05.01.07, 20:23
        Pierwsze wrażenie kiedy powąchałam NR było "torebki foliowe, naftalina, fuj!",
        a teraz kocham chłopaka na zabój. MR testowałam w trakcie intensywnego
        kucharzenia, wśród kuchennych zapachów wydal mi się nie do zniesienia, taki
        jakiś zimny i bezduszny. Po kilku dniach nastąpił pierwszy klik na stronie
        FMalle ;o)
        I ostatnie oswojenie - Lolita klasyczna edp. Teraz czuję jak złożony jest to
        zapach, kiedyś wyczuwałam głównie nutę plasteliny. Pewnie wkrótce nabędę
        jabłuszko. Zrobiłam też podejście do wersji Minuit, niestety czułam głównie
        lakier do paznokci... ale nie zniechęcam się, będę testować dalej,
        pozdr.
        • eau_de oswoiłam :D 29.03.07, 18:19
          Moje pierwsze spotkanie z BC było wyjątkowo nieudane. Odrzuciłam blotter z
          odrazą, a fuj! Drugie podejście (na skórze, po kilku miesiącach) sprawiło, że
          zaczęłam o BC obsesyjnie myśleć. Po trzecim "niuchu" dostałam amoku i MUSIAŁAM
          mieć flaszę zaraz natychmiast. Teraz kocham BC do SZALEŃSTWA :D

          Podobnie miałam z ukochaną herbatką TfT, Shalimarem i Passage d'Enfer :)

      • mary32 LBdD 30.03.07, 16:32
        Ja właśnie jestem na podobnym etapie z Le Baiser:
        Pierwszy mój kontakt z tym zapachem zakończył się absolutnym niepowodzeniem.
        Zainspirowana zachwytem na forum dobralam się do próbki i odrzuciło mnie na
        kilometr - będziecie się śmiały, ale perfumy te pachniały dla mnie, jak świeżo
        naostrzona siekiera albo nóż :-D Po prostu metal i jeszcze raz metal.

        Coś mnie jednak podkusiło, aby użyć go ponownie i już było lepiej - odkryłam
        jego złożoność i niepokojące nuty (co to jest???)
        A dzisiaj mam na sobie bluzkę, w której byłam właśnie tamtego dnia - jakiś
        tydzień minął, a na niej nadal utrzymuje sie delikatna zapach smoka, który
        przebija nawet Nu, którym dzisiaj pachnę i gdzie się nie odwrócę tam mi o sobie
        przypomina. (Teraz wyszłam na taką, co to rzadko pierze ;-))

        Tak więc musze przyznać, że moja fascynacja smokiem się rozpoczęła, chociaż
        zapach zupełnie jakby nie mój. A jednak!
    • vivyan Re: Ujarzmić potwora 29.03.07, 19:32
      I to całkiem niedawno :) oswoiłam sobie Shalimar edp - wcześniej jeden z
      najbardziej nielubienych zapachów. Okazało się, że chodziło o rozcieranie na
      nadgarstkach. Przestałam rozcierać i tada! :)
    • miriam_73 Re: Ujarzmić potwora 30.03.07, 17:23
      ja mam takie 3 zapachy:

      Kompletną porażką było dla mnie pierwsze podejście do Dune Diora - odrzuciło
      mnie, potem dłuższy czas mnie ten zapach nieprzyjemnie prześladował, było w nim
      coś bardzo mdlącego. I dopiero po jakimś czasie - wracałam z Egiptu i jakies
      licho mnie podkusiło żeby ściągnąć na wolnocłówce w HRG Dune z półki i jeszcze
      raz sprawdzić. No i zapracowało - skojarzył mi się jak należy :))) - z
      bieganiem po rozpalonych piaskowych dunach pod Tel El Salaam nad Kanałem
      Sueskim kilka dni wczesniej. Teraz ciągle wracam do niego.

      Angel - klasyczny kiler. Wyczuwałam na odległość i jego słodycz i lepkość
      doprowadzała mnie do szału. Aż spróbowałam na własnej skórze....

      Chanel Nr 5 - oswajałam przez dekadę. Od czasu do czasu zwłaszcza na
      wolnocłówkach "podwąchiwałam" Piątkę i wydawała mi się nieciekawa, jak to się
      popularnie mówi "babciowa". Zapracowało wkrótce po 30 urodzinach :)))) Z nudów
      sięgnęłam po Nr 5 na lotnisku no i całą drogę w samolocie do Warszawy spędziłam
      z nadgarstkiem przy nosie... To jest zapach do którego musiałam dorosnąć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka