lucapuka
20.05.07, 03:55
A wiec ... nabralam dystansu. Wydawalo mi sie to niemozliwe, a jednak...po
czasie uzaleznienia potrafie jednak zupelnie nie myslec o perfumach. I co
dziwne odbieram to jako rodzaj wolnosci. Fakt ze jestem od jakiegos czasu w
kraju ludzi bezwonnych, pachna tu tylko pieknie kwitnace wszedzie kwiaty no i
niezwykle egzotyczne potrawy. Wszystkie zabrane fiolki pochowane sa gleboko i
nie mam ani ochoty ani czasu zeby o nich myslec. Fajne uczucie, na prawde.
Wczoraj w swiatyni buddyjskiej w gorach zapragnelam nagle powachac Flower
Oriental ale tylko powachac, bron Boze wypachnic sie. Kiedy na poczatku
pobytu tutaj poszlam wyperfumowana na jakies spotkanie, czulam ze po prostu
w niewlasciwy sposob podkreslam swoja osobe...to co tak lubilam w Europie,
tu staje sie dla mnie nieodpowiednie. No sama sie sobie dziwie, ale
doswiadczenie ciekawe...wierzcie mi. Pozdrawiam serdecznie cale forum z
bardzo dalekiego wschodu :) (troche juz teskniaca za butelka Poison) luca