Dodaj do ulubionych

Dlaczego leki homeopatyczne są taki drogie?

22.05.07, 18:22
Produkcja leków homeopatycznych jest bardzo tania. Składają się one głównie z
wody lub innego rozpuszczalnika. W jednym z popularnych specyfików substancję
czynną stanowi wyciąg z wątroby kaczki. Wyliczono, że z jednej kaczki można
wyprodukować leki wartości 20 mln dolarów.
Koncerny produkujące homeopatyczne specyfiki zarabiają spore pieniądze,
sprzedając leki co najmniej wątpliwej skuteczności.
Na opakowaniach nie spotkamy informacji, że ich działanie nie jest
potwierdzone naukowymi badaniami. Producenci chętnie dzielą się informacją, że
leki te nie mają żadnych skutków ubocznych. Pacjent płaci jednak nie za to,
żeby lek mu nie zaszkodził, lecz za to, by mu pomógł.
Obserwuj wątek
    • nowak15 Re: Dlaczego leki homeopatyczne są taki drogie? 22.05.07, 20:50
      Idź na forum HOMEOPATIA!
      • vazyger Re: Dlaczego leki homeopatyczne są taki drogie? 23.05.07, 11:24
        Jak będę chciał to pójdę.
        Czyż homeopatia nie jest częścią szarlatanerii zwanej medycyną naturalną?
        • nowak15 Re: Dlaczego leki homeopatyczne są taki drogie? 23.05.07, 11:29
          vazyger - I voto unhappy?
          alter ego
        • darz_bor Re: Dlaczego leki homeopatyczne są taki drogie? 25.05.07, 20:15
          vazyger napisała:

          > Jak będę chciał to pójdę.
          > Czyż homeopatia nie jest częścią szarlatanerii zwanej medycyną naturalną?

          Homeopatia jest rzeczywiscie szarlataneria, ale generalnie medycyna naturalna
          raczej nie, bowiem moze ona miec znaczenie prewencyjne, poprzez prowadzenie
          m.innymi dzialalnosci edukacyjnej w zakresie wlasciwego stylu zycia czlowieka.


          Niestety w tej chwili w Polsce ta medycyna jest synonimem szarlatanerii,
          zacofania i ciemnoty, bowiem zajmuja sie nia glownie ludzie, nastawieni na
          ciagniecie zyskow z czesto chorych ludzi, ktorzy w jakis sposob zawiedli sie na
          terapiach zalecanych przez tzw. medycyne konwecjonalna lub stracili zaufanie do
          nierzetelnych lekarzy.

          • nowak15 Re: Do unhappy/darz_bor 26.05.07, 11:32
            Leczenie na śmierć

            Tygodnik "Wprost", Nr 988 (04 listopada 2001)

            Szpitale i koncerny farmaceutyczne dybią na nasze zdrowie?

            Co roku w amerykańskich szpitalach więcej ludzi umiera po niewłaściwej kuracji
            i wskutek zaniedbań personelu, niż ginie w wypadkach samochodowych, lotniczych,
            z powodu samobójstw, zatruć i utonięć. Liczba śmiertelnych ofiar błędnych
            terapii i stosowania złych leków sięga w Stanach Zjednoczonych od 44 tys. do 98
            tys. rocznie. Tylko z powodu niewłaściwego stosowania leków umiera więcej ludzi
            niż na skutek wypadków przy pracy. Ponadto co roku około miliona pacjentów
            doznaje w szpitalach ciężkich uszkodzeń fizycznych i psychicznych, choć nie
            kończą się one zgonem.

            Leki nieskuteczne lub szkodliwe
            Opublikowanie danych amerykańskiego Instytutu Medycyny wywołało wstrząs nie
            tylko w Stanach Zjednoczonych. Przeprowadzenie podobnych badań zlecono także w
            Australii, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Okazało się, że w Australii odsetek
            ofiar kuracji i pobytu w szpitalu jest jeszcze wyższy niż w USA. W kraju
            liczącym 18 mln obywateli niewłaściwa kuracja i źle ordynowane leki powodują co
            roku około 18 tys. zgonów. Brytyjska Narodowa Służba Zdrowia przyznała, że
            pomyłki lekarzy i personelu szpitalnego są trzecią z kolei przyczyną zgonów.
            Podane liczby dotyczą tylko przypadków szpitalnych. Szacuje się, że jeszcze
            więcej zgonów powodują niewłaściwe medykamenty przepisywane w lecznictwie
            pozaszpitalnym. Dwa lata temu we Francji przeanalizowano 23 tys. recept
            wypisanych przez lekarzy domowych. Od 30 proc. do 90 proc. zalecanych leków
            okazało się nieskutecznych. W wielu chorobach były wręcz szkodliwe. Rok temu na
            polecenie francuskiego ministra zdrowia komisja ekspertów, złożona z profesorów
            medycyny i lekarzy największych francuskich szpitali, sprawdziła działanie 1100
            najczęściej przepisywanych preparatów. 270 z nich oceniono negatywnie, gdyż
            były nieefektywne lub szkodliwe.

            Obłudni, kłamliwi, drapieżni
            David John Moore Cornwell (znany jako John Le Carre), autor powieści
            szpiegowskich, w ostatniej z nich każe jednemu z bohaterów zadać
            pytanie: "Gdzie mieści się kryjówka najobłudniejszych, najbardziej kłamliwych,
            przebiegłych i pełnych hipokryzji, drapieżnych typów, z jakimi miałem wątpliwą
            przyjemność się zetknąć?". I odpowiada: "W przemyśle farmaceutycznym".
            John Le Carre twierdzi, że firmy farmaceutyczne podają nieprawdziwe wskazania
            terapeutyczne, by zwiększyć sprzedaż swoich specyfików. Ponadto przekupują
            badaczy, którzy w prestiżowych pismach wychwalają zalety preparatów
            podsuniętych im przez koncerny farmaceutyczne, sprzedają środki przeterminowane
            lub potencjalnie niebezpieczne, nie zważając na nieszczęścia, jakie mogą one
            spowodować. Czy jest to tylko fikcja literacka? Okazuje się, że wiele zarzutów
            powieściowego bohatera jest prawdziwych. Francuska Agencja Krwi sprzedała
            przecież tysiącom osób cierpiących na hemofilię krew, której nie przetestowano
            na obecność wirusów HIV, choć istniały już odpowiednie metody ich wykrywania.
            Zmarły tysiące osób. W tej samej Francji, która przoduje w Europie w ilości
            produkowanych leków i jest liderem w ich konsumpcji, setkom wolno rosnących
            dzieci zaaplikowano hormon wzrostu uzyskany w karygodnych warunkach
            higienicznych z przysadek mózgowych osób często cierpiących na choroby
            zwyrodnieniowe mózgu. W efekcie osiemdziesięcioro dzieci zmarło.

            Zdrowie na ołtarzu interesów
            "Nasze zdrowie poświęcono na ołtarzu interesów koncernów farmaceutycznych" -
            twierdzą autorzy publikacji "Des lobbies contre la santé" ("Grupy interesów
            przeciwko zdrowiu"). Przemysł farmaceutyczny chce, rzecz jasna, sprzedać jak
            najwięcej swoich produktów za możliwie najwyższą cenę. Leki trafiają do nas
            jednak za pośrednictwem lekarzy, za ich radą czy zgodnie z ich zaleceniami. A
            lekarzy traktujemy jak osoby godne zaufania. Autorzy książki "Des lobbies
            contre la santé" przytaczają dziesiątki przykładów, gdy ta ufność jest niczym
            nie usprawiedliwiona.
            Matki noworodków opuszczających kliniki wynoszą stamtąd recepty, leki, próbki i
            materiały promocyjne firm farmaceutycznych. Część tych środków jest pożyteczna,
            inne są niepotrzebne lub wręcz szkodliwe. Niemowlętom aplikuje się na przykład
            leki ograniczające odbijanie się pokarmów, choć wystarczyłaby odrobina
            rozsądku, aby nie podawać im jednorazowo więcej płynów, niż może pomieścić
            niewykształcony jeszcze przewód pokarmowy. Lekarze ordynują drogie preparaty
            przeciwko biegunkom, nieskuteczne i toksyczne, od lat odradzane przez Światową
            Organizację Zdrowia. Nie zalecają tanich i prostych soli, ułatwiających
            nawadnianie organizmu. Sześcioletnie dzieci otrzymują środki nasenne i
            psychotropowe, które mają im ułatwić przystosowanie się do życia w szkole. W
            Kanadzie rodzicom zaleca się podawanie sześciolatkom leku psychostymulacyjnego,
            ograniczającego ich ruchliwość. Ten sam lek w innych krajach jest na liście
            środków narkotycznych. Koncerny farmaceutyczne usiłują też zarabiać na ludzkich
            emocjach. Zwykły smutek kwalifikowany jako depresja jest leczony specyfikami,
            od których często trudno się później wyzwolić. Niepokój przed egzaminem,
            żałoba, separacja, niesprawność seksualna - stają się powodem do faszerowania
            nas niepotrzebnymi lekami.

            Miliardy dolarów na promocje
            Pośrednikiem w tym interesie są lekarze. Co roku firmy farmaceutyczne
            przeznaczają 11 mld USD na promocję swoich produktów. Na każdego lekarza -
            według czasopisma Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarskiego - wydają 8-13 tys.
            USD. Na sumy te składają się prezenty, honoraria, stypendia, sponsorowane
            wyjazdy na konferencje i seminaria do atrakcyjnie położonych miejscowości,
            wystawne kolacje i lunche. W zamian fundatorzy oczekują, że obdarowani nie
            zapomną o wprowadzeniu produkowanych przez nich środków do szpitalnych spisów
            leków, a także nie pominą ich w wystawianych przez siebie receptach. Według
            badań opublikowanych przez czasopismo medyczne "The Journal of the American
            Medical Association", "dobroczyńcy" rzadko są rozczarowani.

            Wszyscy ludzie koncernów
            Powiązania między lekarzami a producentami leków coraz częściej prowadzą do
            konfliktu interesów. Terminem tym określa się sytuacje, w której czyjaś
            profesjonalna opinia jest zależna od zysku, jaki może dzięki niej osiągnąć.
            Lekarze często są współwłaścicielami firm farmaceutycznych, właścicielami ich
            akcji, doradcami. Amerykańska Agencja ds. Leków i Żywności (FDA) ujawniła, że
            połowa ekspertów biorących udział w ostatnich 150 spotkaniach, na których
            ważyły się losy nowych leków, czerpała korzyści finansowe od firm
            farmaceutycznych zamierzających te leki produkować.
            Trzy najbardziej cenione czasopisma medyczne na świecie ogłosiły we wrześniu,
            że coraz trudniej im znaleźć niezależnych ekspertów do oceny nowych
            medykamentów i terapii. Większość lekarzy i naukowców ma bowiem finansowe
            powiązania z koncernami farmaceutycznymi. Żeby uniknąć zarzutów o korupcję,
            wydawcy czasopism medycznych wymagają od autorów artykułów oceniających leki,
            by poinformowali o swych związkach z producentami farmaceutyków. Tygodnik
            Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarskiego "JAMA" ujawnił, że niemal wszyscy
            autorzy artykułów na temat leków przeciw AIDS i otyłości mają finansowe
            powiązania z produkującymi je koncernami. Z kolei "New England Journal of
            Medicine" przyznał, że autorzy 19 artykułów przeglądowych o lekach prowadzą
            wspólne interesy z przemysłem farmaceutycznym.
            Nieograniczone zaufanie do leków i bezstronności zalecających je lekarzy
            zaczyna w tej sytuacji wyglądać na niebezpieczną naiwność.

            Bożena Kastory

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka