mahadeva
28.09.09, 15:27
Chyba w mojej sytuacji doradzane jest wyluzowanie… Po raz drugi w
tym roku trace prace (tym razem ta luzna, na która chlop mnie
namowil), bo szef nie ma dla mnie jednak zadań. Nie mam kasy na nic,
a nie chce przerywac nauki jazdy konnej, musze kupic buty. Zarabiam
tak malo, ze nawet na jedzenie przed wyplata pożyczam. Od 13
sierpnia wyslalam około 170 aplikacji, na razie zaliczyłam 4
rozmowy, z których nic nie wyszlo, w maju, nim dostalam ta ‘prace’,
bylam po 20stu… Chlopu nie zalezy, nie wspiera, znow chciał mnie
rzucic, zreszta caly czas jest w delegacji. Pogodziłam się z tym, ze
seksu już nie będzie. Nie wspominam tu o moich potwornych
niezakonczonych problemach rodzinnych. Niestety chlopa nie rzuce, bo
nie mam szansy na innego, a tak przynajmniej mogę się przytulic w
weekend… Nikt inny mnie nie chce, nikt mnie nigdy nie kochal.
Jeszcze do niedawna bylam szczesliwa wewnętrznie, ale teraz już
jestem zla na los, ze jestem w takich tarapatach mimo staran. Na
dodatek ‘przyjaciele’, którym wcale wszystko się nie udaje,
naśmiewają się ze mnie. Najgorszy jest ten brak kasy. Już się
zdążyłam od tego odzwyczaic… Startuje w kryzysie, z niskiego poziomu
o dobra prace… Mam nadzieje, ze chlop to zaakceptuje, zreszta już
widział, ze nie mam na jedzenie, wczesniej mi nie wierzyl… On sam ma
powazna prace, tylko uwaza, ze kobiety sa gorsze… Caly czas mnie
krytykuje. Ze niby wszystko robie zle. Ale przeciez nie mogę być
zawsze singlem. Wcale to nie było wesole… No wiec chce cos zrobic,
żeby się trzymac. Może jestem zbyt spieta, może powinnam wyluzowac.
Inni tez maja problemy, tylko ich nie akcentuja.