kocikowa
22.01.04, 23:58
Witam i od razu uprzedzam, że opowiedziana przeze mnie historia jest tak samo
długa, jak prawdziwa. To na wypadek posądzeń, że napisała ją redaktorka "Pani
Domu" w celu darmowego badania Opinii Publicznej (z pełnym szacunkiem - można
mnie sprawdzić, jak kto chce).
Oto sprawa: mniej więcej rok temu wylądowałam na bezrobociu, bez szans na
zasiłek. Wówczas z pomocą przyszła mi moja wieloletnia przyjaciółka, z którą
przeżyłam niejedną burzę i niejedno szczęście, niejedną porażkę i niejedną
satysfakcję. Przyjaciółka zaszła w ciążę i znając moją sytuację,
zaproponowała w pracy moją osobę na zastępstwo w okresie ciąży (zagrożonej) i
urlopu macierzyńskiego. Ja oczywiście zgodziłam się z entuzjazmem, firma
zaakceptowała jej pomysł, poparty poręczeniem - że jestem osobą wiarygodną,
uczciwą, itd.
Od tego czasu minął rok. Cały czas pracowałam na zastępstwie i cieszę się, że
mam z czego żyć - dzięki mojej przyjaciółce. Od początku podeszłam do sprawy
ostro i poważnie - przede wszystkim dlatego, żeby spłacić kredyt zaufania,
jakiego udzieliła mi przyjaciółka - tzn. żeby po powrocie nie musiała mi z
wyrzutem powiedzieć: "Zaufałam Ci, zostawiłam wszystko na twojej głowie, a
teraz mam burdel, który muszę odkręcać". Ale był i drugi powód - że może
firma zauważy moje zalety, moje starania się i zaproponuje mi stałą pracę na
jakimś stanowisku w tym dziale?
Pewnego dnia wszystko stanęło na głowie. Zostałam wezwana do naczalstwa. Po
kilku pytaniach typu czy podoba mi się ta praca, czy jestem z niej zadowolona
itp. usłyszałam: jesteśmy z ciebie OGROMNIE zadowoleni. Dopiero teraz praca w
twoim dziale idzie tak, jak iść powinna. Widzimy, że podoba Ci się u nas
bardziej niż Przyjaciółce... itd. Innymi słowy: widzimy, że Przyjaciółka nie
angażuje się tak jak ty, że uważa (? jak oni to "zauważyli"?), że to jest
praca poniżej jej ambicji i oczekiwań, a zatem - czy chcesz, byśmy się
postarali o etat dla ciebie, czy masz jakieś inne plany na najbliższą
przyszłość?
Dla mnie przesłanie było jednoznaczne, choć nie wypowiedziane wprost.
Nazwijmy rzecz po imieniu wywalamy Przyjaciółkę, a ty wchodzisz na jej
miejsce.
Mimo iż szefowie zastrzegli, że jest to nieoficjalna rozmowa tylko między
nami, poszłam z tym do Przyjaciółki. Uznałam, ze zwykła uczciwość wymaga,
abym ją "ostrzegła", co się szykuje. Wiedziałam, że nie przyjmie tego
spokojnie. Wiedziałam, że dozna szoku. Ale uznałam, że z dwojga złego lepsze
to niż nagłe postawienie ją przed wypowiedzeniem z kadr.
Jej reakcja jednak przerosła nawet moje gdybania. Moja przyjaciółka
powiedziała, że ona w podobnej sytuacji, na moim miejscu - honorowo by
odmówiła. Po czym skreśliła mnie natychmiast, od razu, nieodwołalnie i do
końca. Od tamtej pory minęły dwa miesiące, nie odezwała się do mnie ani
słowem, mimo że nadal nie wiadomo, jak dalej się sprawy potoczą. Nie wzięła
pod uwagę, że przyszłam do niej z tym problemem powodowana uczciwością,
honorem właśnie i przyjaźnią. Przecież mogłam to przemilczeć, rżnąć głupa do
(niewiadomego) końca.
Moja przyjaciółka wielokrotnie wspominała, że posiada wyjątkową zdolność
empatii, co zresztą utrudnia jej życie i nie pozwala spojrzeć na ludzi w
pełni obiektywnie. Dlaczego teraz ta empatia nie dochodzi u niej do głosu?
Niech spojrzy na życie z mojego punktu widzenia. Ja nie mam (jak ona)
dodatkowych dochodów, przewyższających moją pensję netto. Ja nie mam nawet
prawa do zasiłku. Ja nie mam (już, niestety) męża, który mnie wesprze
finansowo, nawet relatywnie niewielką pensją. Oczywiście z drugiej strony: ja
nie mam malutkiego dziecka, które trzeba ubrać i nakarmić. Mam za to rodziców
w wieku emerytalnym, którzy nie tylko że już nie są w stanie mi pomagać, ale
sami już wymagają pomocy finansowej.
Czy w tej sytuacji - najem się honorem? Czy zapłacę nim rachunki? Czy wykupię
nim recepty? Czy się najem panierowanymi kotletami ze smacznego, soczystego
honoru? Czy moja przyjaciółka (już chyba eks) będzie mnie utrzymywała z
wdzięczności za honorowe postępowanie?
Nie pytam o to, jak byście postąpili. Pytam o co innego: CZY postąpilibyście
inaczej?
Zagubiona Babcia Kocikowa
PS. Umieszczam ten post równolegle na forum Społeczeństwo.