Dodaj do ulubionych

Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa

22.01.04, 23:58
Witam i od razu uprzedzam, że opowiedziana przeze mnie historia jest tak samo
długa, jak prawdziwa. To na wypadek posądzeń, że napisała ją redaktorka "Pani
Domu" w celu darmowego badania Opinii Publicznej (z pełnym szacunkiem - można
mnie sprawdzić, jak kto chce).
Oto sprawa: mniej więcej rok temu wylądowałam na bezrobociu, bez szans na
zasiłek. Wówczas z pomocą przyszła mi moja wieloletnia przyjaciółka, z którą
przeżyłam niejedną burzę i niejedno szczęście, niejedną porażkę i niejedną
satysfakcję. Przyjaciółka zaszła w ciążę i znając moją sytuację,
zaproponowała w pracy moją osobę na zastępstwo w okresie ciąży (zagrożonej) i
urlopu macierzyńskiego. Ja oczywiście zgodziłam się z entuzjazmem, firma
zaakceptowała jej pomysł, poparty poręczeniem - że jestem osobą wiarygodną,
uczciwą, itd.
Od tego czasu minął rok. Cały czas pracowałam na zastępstwie i cieszę się, że
mam z czego żyć - dzięki mojej przyjaciółce. Od początku podeszłam do sprawy
ostro i poważnie - przede wszystkim dlatego, żeby spłacić kredyt zaufania,
jakiego udzieliła mi przyjaciółka - tzn. żeby po powrocie nie musiała mi z
wyrzutem powiedzieć: "Zaufałam Ci, zostawiłam wszystko na twojej głowie, a
teraz mam burdel, który muszę odkręcać". Ale był i drugi powód - że może
firma zauważy moje zalety, moje starania się i zaproponuje mi stałą pracę na
jakimś stanowisku w tym dziale?
Pewnego dnia wszystko stanęło na głowie. Zostałam wezwana do naczalstwa. Po
kilku pytaniach typu czy podoba mi się ta praca, czy jestem z niej zadowolona
itp. usłyszałam: jesteśmy z ciebie OGROMNIE zadowoleni. Dopiero teraz praca w
twoim dziale idzie tak, jak iść powinna. Widzimy, że podoba Ci się u nas
bardziej niż Przyjaciółce... itd. Innymi słowy: widzimy, że Przyjaciółka nie
angażuje się tak jak ty, że uważa (? jak oni to "zauważyli"?), że to jest
praca poniżej jej ambicji i oczekiwań, a zatem - czy chcesz, byśmy się
postarali o etat dla ciebie, czy masz jakieś inne plany na najbliższą
przyszłość?
Dla mnie przesłanie było jednoznaczne, choć nie wypowiedziane wprost.
Nazwijmy rzecz po imieniu wywalamy Przyjaciółkę, a ty wchodzisz na jej
miejsce.
Mimo iż szefowie zastrzegli, że jest to nieoficjalna rozmowa tylko między
nami, poszłam z tym do Przyjaciółki. Uznałam, ze zwykła uczciwość wymaga,
abym ją "ostrzegła", co się szykuje. Wiedziałam, że nie przyjmie tego
spokojnie. Wiedziałam, że dozna szoku. Ale uznałam, że z dwojga złego lepsze
to niż nagłe postawienie ją przed wypowiedzeniem z kadr.
Jej reakcja jednak przerosła nawet moje gdybania. Moja przyjaciółka
powiedziała, że ona w podobnej sytuacji, na moim miejscu - honorowo by
odmówiła. Po czym skreśliła mnie natychmiast, od razu, nieodwołalnie i do
końca. Od tamtej pory minęły dwa miesiące, nie odezwała się do mnie ani
słowem, mimo że nadal nie wiadomo, jak dalej się sprawy potoczą. Nie wzięła
pod uwagę, że przyszłam do niej z tym problemem powodowana uczciwością,
honorem właśnie i przyjaźnią. Przecież mogłam to przemilczeć, rżnąć głupa do
(niewiadomego) końca.
Moja przyjaciółka wielokrotnie wspominała, że posiada wyjątkową zdolność
empatii, co zresztą utrudnia jej życie i nie pozwala spojrzeć na ludzi w
pełni obiektywnie. Dlaczego teraz ta empatia nie dochodzi u niej do głosu?
Niech spojrzy na życie z mojego punktu widzenia. Ja nie mam (jak ona)
dodatkowych dochodów, przewyższających moją pensję netto. Ja nie mam nawet
prawa do zasiłku. Ja nie mam (już, niestety) męża, który mnie wesprze
finansowo, nawet relatywnie niewielką pensją. Oczywiście z drugiej strony: ja
nie mam malutkiego dziecka, które trzeba ubrać i nakarmić. Mam za to rodziców
w wieku emerytalnym, którzy nie tylko że już nie są w stanie mi pomagać, ale
sami już wymagają pomocy finansowej.
Czy w tej sytuacji - najem się honorem? Czy zapłacę nim rachunki? Czy wykupię
nim recepty? Czy się najem panierowanymi kotletami ze smacznego, soczystego
honoru? Czy moja przyjaciółka (już chyba eks) będzie mnie utrzymywała z
wdzięczności za honorowe postępowanie?
Nie pytam o to, jak byście postąpili. Pytam o co innego: CZY postąpilibyście
inaczej?

Zagubiona Babcia Kocikowa

PS. Umieszczam ten post równolegle na forum Społeczeństwo.
Obserwuj wątek
    • Gość: anai delikatna sprawa IP: *.hrz.tu / *.hrz.tu-chemnitz.de 23.01.04, 02:14
      NIE, NIE POSTAPILABYM INACZEJ.


      wiesz, trudna to sprawa, ale zachowalas sie honorowo.

      Twoje zachowanie:
      nie ma tu nic do zarzucenia. nie dziwi fakt, ze chcialas pracowac jak
      najlepiej, ze nie chcialas zawiesc danego Ci zaufania. wszystko ok.

      zachowanie Twojego szefa:
      tez wszystko logiczne. ktory szef by nie chcial pracownika efektywniejszego
      i bardziej zmotywowanego niz tego, ktorego ma? z ekonomicznego punktu
      widzenia jestes dla niego lepszym rozwiazaniem niz przyjaciolka

      zachowanie Twojej przyjaciolki:
      szok. ale troche i przesada. rozumiem, ze mozna na dzien dobry sie
      obrazic, zerwac znajomosc i w ogole rzucac sie na wszystkie strony, ale
      nalezaloby rowniez zastanowic sie objektywnie w jakiej jest sie sytuacji. w
      koncu nie zostala postawiona w sytuacji podbramkowej, dowiedziala sie
      od Ciebie, a nie od szefa, o mozliwym rozwiazaniu (choc dla niej
      niekorzystnym), ale dwa miesiace nie reagowac na cokolwiek.. sorry, ale
      ja bym zmienila chyba przyjaciolke. wiem, ze to nie jest proste, ale w tej
      sytuacji okazalo sie, ze ta przyjazn nie przetrwala proby czasu.
      przynajmniej tak to wyglada.

      ja bym odczekala jeszcze na decyzje szefa. nie wplywalabym na nia. jak
      zadecyduje, tak bedzie., jak bedziesz sie mieszac w to, co szef planuje, to
      bedziesz miala potem wyrzuty sumienia, bo jesli wybronisz przyjaciolke i
      "honorowo" odejdziesz, to bedziesz miala problem jak przetrwac. jesli
      bedziesz za druga opcja, by nalegac na pozostanie w firmie, to wtedy
      bedziesz sie meczyc z wyrzutami sumienia wzgledem kolezanki.

      na miejscu szefa wyrzucilabym z pracy Twoja kolezanke, bo okazala sie
      nieefektywna. jakos nie przekonalaby mnie, ze potrafi pracowac lepiej,
      wydajniej itede. moze brutalne, ale takie jest zycie.

      moze zapytaj sie ewentualnie o jakies inne miejsce w tej firmie?
      w najgorszym przypadku poszukaj innej pracy, jestes dobra, wiec nie
      powinno byc z tym problemu.
      tak mi sie wydaje.

      • moniorek1 Re: delikatna sprawa 23.01.04, 02:49
        Uwazam ,ze postapilas bardzo honorowo ostrzegajac przyjaciolke. Nie powinnas
        miec wyrzutow sumienia. Przyjaciolka jesli juz chce na kogos psioczyc to niech
        to bedzie szef,ktory zrezygnowal z jej uslug, ty nie mialas z tym nic
        wspolnego wkoncu nie podlozylas jej zadnej swini tylko lepiej i wydajniej
        pracowalas. Zycze powodzenia.
        • Gość: kinia Re: delikatna sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 03:02
          myślę że zrobiłaś ok
          to nie Ty zaproponowałaś pracę szefowi ale on Tobie
          gdybyś się nie sprawdziła tak samo twoja przyjaciolka miałaby pretensje do
          Ciebie
          teraz też je ma bo myśli tylko sobie i nawet nie potrafi się w czuć w twoją
          sytuację, nawet w to że do niej przyszłać, mogłaś przecież o tym "nie wiedzieć"
          oficjalnie i udać że dopiero się dowiadujesz i nawet nie mówić, że zmieniła ci
          się umowa o pracę na bardziej korzystną - aż do jakiegoś tam momentu
          w tej chwili dużo firm zatrudniając osobę na zastępstwo decyduje się na tego
          pracownika
          poza tym chyba twoja przyjaciółka jest na wychowawczym>? i tak naprawde
          niewiadomo kiedy chciałaby wrocic do pracy?
          warto byc fair do ludzi jezeli oni sa w porządku wzgledem nas
          a jezeli była twoja przyjaciółką to powinna chociaż z tobą porozmawiac a nie
          unosić się honorem że wygryzłaś ją z miejsca, bo to nie do końca prawda, choć
          poniekąd starałaś się o pracę i to zrozumiałe i normalne
          życie jest brutalne i trzeba myslec o sobie i myslec tez o innych ale jezeli
          oni myslą o nas
          to ze zaproponowała cie na swoje miejsce tez jeszcze o niczym nie swiadczy bo
          mogli cie nie przyjac wiec tak naprawde jej zawdzieczasz tylko to ze wysłałaś
          do nich swoje cv i poszłaś na spotkania a to w dzisiejszych czasach zaledwie
          początek startu do rozpoczęcie pracy
          pracuj w tej firmie i pozbądź się wyrzutów sumienia, bo nikt nie będzie płacił
          za ciebie rachunkow a łatwo jest mówić
          oddaj decyzje przełożonym co postanowią tak bedzie
          dla własnego sumienia postaraj się z nią porozmawiac zeby spalic topory,
          powiedz jej jak wyglada sytuacja tak szczerze, jezeli nie bedzie chciala cie
          słuchac to o niej tez swiadczy
          ewentualnie wyslij jej list - z opisem sytuacji, jezeli zalezy ci jeszcze na
          kontakcie z nią i w zaleznosci od tego co was wczesniej łączyło
        • bezszansa Re: delikatna sprawa 23.01.04, 03:03
          ja mysle ze zrobilas dobrze. Wiesz jak oni zobaczyli Twoja efektywnosc, a Ty
          bys potem honorowo odeszla (dla przyjaciolki) to oni by

          zatrudnili INNA osobe, bo wiedza przez porownanie, ze przyjaciolka nie jest
          dobra pracownica.
          A wiec tak czy inaczej przyjaciolka by dostala kopa.
          jestes fajna kobietka i zycze Tobie powodzenia.
    • Gość: milky Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 08:43
      a ja myślę, że zarzucasz przyjaciółce brak empatii, sama jej nie posiadając.
      Czy rozumiesz, jak poczuła się gdy przekazałaś jej te informacje? Nie tylko
      poczuła, że traci pracę, ale zrozumiała, że była gorszą od ciebie pracownicą.
      Zachłyśnięta pochwałą od szefa myślisz tylko o sobie. Tu potrzeba dyplomacji i
      jeszcze raz dyplomacji. Mogłaś dać szefowi delikatnie do zrozumienia, że
      chciałabyś pozostać lojalna w stosunku do przyjaciółki, przecież i tak to na
      tobie mu bardziej zależy. Może wtedy dostałaby inne stanowisko? Ona ci
      zaufała, sprawy wymknęły się spod kontroli, ale moim zdaniem zachowałaś się
      nie fair. Gdybym była na twoim miejscu radość z posady przyćmiłby fakt,że
      odbyło się to czyimś kosztem.
      • kocikowa Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 08:54
        Gość portalu: milky napisał(a):

        > a ja myślę, że zarzucasz przyjaciółce brak empatii, sama jej nie posiadając.
        > Czy rozumiesz, jak poczuła się gdy przekazałaś jej te informacje?

        Alez oczywiście, że rozumiem i że o tym pomyślałam!! Jak sądzisz - po co
        napisałam ten długi post?! Nie zauważyłaś, ile w nim jest właśnie na ten
        temat???
        B. K.
      • byhanya Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 09:01
        wszystko byloby OK gdyby nie szef. mowiac szczeze tez czulabym sie glupio w
        takiej sytuacji. Moze poprosilabym szefa, zeby sam z nia porozmawial, a
        kolezance powiedzialabym, ze szef ma miec jakas rozmowe z nia w sprawie pracy.

        moze twoja kolezanka nie byla na tyle dorosla, zeby przekazywac ci stanowisko,
        bo nie znala kosekwencji. to tak jak komus prezentujesz zdrapke, a potem
        okazuje sie ze jest na niej milion i co dalej????

        Kolezanka poszla na urlop, a potrzeba bylo zastepstwa. wyobraz sobie, gdyby
        zalezli jakas osobe, ktora tez bylaby od kolezanki lepsza? twoja kolezanka
        wylecialaby tak samo.

        moze jest sama na siebie zl, ze nie przykladala sie lepiej do swojej pracy.
        moze jest zazdrosna wlasnie o to?

        role sie odwrocily i teraz masz mozliwosc pomagania innym.....
    • true_oveja Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 09:08
      jestes zuch kobieta. zdecydowanie zrobilas wszystko w 100% jak nalezy. ja bym
      jeszcze tylko za jakis czas znowu sprobowala z przyjaciolka nawiazac kontakt -
      kupic jej jakis drogi prezent ;)))) (polechtac kobieca proznosc) i pogadac jak
      z osoba dorosla. zal przyjazni - moze warto sprobowac wyciagnac do niej reke?
      moze juz sie z tym pogodzila? powodzenia.
    • ninel Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 09:14
      Jezeli kolezanka zdecydowała się polecić Ciebie na swoje zastepstwo, to znaczy
      że Ci zaufała. W sytuacji którą opisujesz ma prawo czuć sie urażona, bo od
      przyjaciół oczekuje sie wiecej niz od obcych ludzi, pewnie tak by jej to
      wszystko nie ubodło, gdyby firma pozbyła się jej, ponieważ na jej miejsce ma
      wejść ktoś nowy ale dla niej obcy. Wybrałaś między pracą/kasą a przyjaźnią.

      Praca nie jest czymś co się nalezy - nie należy sie komus bardziej, ponieważ ma
      chorych rodziców, a komus mniej, bo ma przecież męża, który zarabia. To sa
      takie tłumaczenia dla poprawy samopoczucia.
      I to że szczerze powiedziałaś koleżance, według mnie świadczy, że oczekujesz
      od niej rozgrzeszenia, ale to chyba niemozliwe w tej sytuacji - nikt na jej
      miejscu, nie byłby w stanie zapomnieć i dalej uważać taka osobę za przyjaciela.
      No bo co z zaufaniem na przyszłośc?
      • Gość: cecotto Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 09:34
        Wszystko co piszecie to żenada jest / poza ninel i milki :) / piszesz o
        swoim statucie i że się honorem nie nakarmisz????? , sięgnęłaś bruku rybko,
        mieszasz swoją sytucję materialną / która nikogo obchodzić nie powinna/ z
        etyką.... - a tak się nie da i na tym właśnie polega honor...Dałaś ciała,
        powinnaś od razu powiedzieć szefowi że wszystko ok i chętnie byś u nich
        pracowała ale to dla ciebie b.niewygodna sytuacja ze względu na kolezankę i
        spróbować poszukać jakiegoś kompromisowego rozwiązania, praca w innym dziale,
        przesunięcie koleżanki etc....
      • Gość: ilecka do ninel IP: *.pool80116.interbusiness.it 23.01.04, 11:09
        w jaki sposob niby zawiodla zaufanie kolezanki? ze pracowala lepiej od niej?
        czy ze chce tam pracowac na stale? bez sensu
        • ninel Re: do ninel 23.01.04, 11:37
          koleżanek mozna mieć wiele - przychodzą i odchodza. Ale tu byla mowa o
          przyjaciółce. I jesli kocikowa pracowała lepiej niż koleżanka / przyjaciólka -
          chwała jej za to, ale umowa na wstępie między nimi dwoma byla jaka była -
          zastępstwo. I ze w firmie zadecydowali, ze wola pracowac z kocikowa, to nie
          znaczy, ze kocikowa musi się tej decyzji podporządkowac. Może wybierac.
    • Gość: Miang Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: 195.205.148.* 23.01.04, 10:08
      Masz ciekawe rozumienie słowa uczciwość. Przyjaciółka poleciła cię na swoje
      miejsce właśnie dlatego że była pewna, że jej tego miejsca nie zajmiesz. Nie
      dotrzymałaś umowy i dziwisz sie ze ma do ciebie pretensje????
      Naczalstwo pewnie nie jest naiwne i orientuje się w całej sprawie. Teraz cię
      chcą bo okazałaś się dobrą pracownicą, ale w razie jakiś kłopotów nie będą się
      z tobą cackać - wiedzą że nie potrafisz być lojalna, więc nie będą uczciwi w
      stosunku do ciebie.
      • Gość: personalna Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 13:31
        bzdura jezeli chodzi o lojalnosc
        oni maja to w nosie czy to są przyjaciolki czy znajome
        poza trym firma mysli o sobie tylko i jak bedzie ktos kto im lepiej bedzie
        pasowal niz kocikowa z jakichkolwiek powodow tez ja wyrzucą
        poza tym wcale jej kolezanka nie musiala byz zlym czy gorszym pracownikiem ,
        czasami jest tak ze wiele rzeczy sie bierze pod uwage takze czysto personalnych
        w podejmowaniu takich decyzji
        poza tym, owszem mieszanie jakby sytuacji materialnej kocikowej nie ma
        znaczenia ale nie do konca bo to wlasnie w zaleznosci od swojej wlasnej
        sytuacji materialnej podejmujemy takie a nie inne decyzje, godzimy sie czesto
        na wykonywanie upokazajacej pracy itd.
        poza tym to jest praca i w ogole tu postawa kocikowej choc ma znaczenie ma
        mniejsze niz jej szefow bo to oni podjeli taką decyzję
        pytanie jest tylko takie, ze ona tez moze tą prace stracic w kazdej chwili wiec
        trzeba wybierac czy jest dla niej wazniejsza przyjaźń i osoba na ktorą moze
        liczyc jak na człowieka zawsze, czy firma ktora zawsze sie bedzie kierowala
        swoim interesem i zawsze moze ja wywalic z dnia na dzien i zapomnien o jej
        istnieniu i to jest pytanie podstawowe
        • Gość: Miang Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: 195.205.148.* 23.01.04, 14:56
          Owszem firma kieruje się własnym interesem. Jeżeli będą mieli do wyboru
          kocikową i inną osobę o której wiedzą że jest lojalna i uczciwa, a praca bedzie
          np. związana z dostępem do informacji, które nie powinny przeciec do
          konkurencji... jak myślisz kogo wybiorą?
          Jeszcze jedno - teraz kocikowej moze być w pracy dużo trudniej, skoro koledzy
          dowiedzą się że trzeba na nią uważać.
          • true_oveja Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 15:02
            " inną osobę o której wiedzą że jest lojalna i uczciwa"

            czyli musialaby to byc albo jakas osoba spokrewniona z szefostwem lub ktos z
            firmy - pracujacy juz jakis czas -skoro dotad nie bylo rekrutacji wewnetrznej
            na stanowisko przyjaciolki kocikowej znaczy takiej osoby nie ma

            teraz kocikowej moze być w pracy dużo trudniej, skoro koledzy
            > dowiedzą się że trzeba na nią uważać.

            zakladajac ze koledzy lubili kolezanke kocikowej... moze sie w duchu ciesza ze
            juz jej nie ma.

          • Gość: kid Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: 193.128.25.* 23.01.04, 15:21
            > Jeszcze jedno - teraz kocikowej moze być w pracy dużo trudniej, skoro koledzy
            > dowiedzą się że trzeba na nią uważać.

            Ale dlaczego "uważać"? Ja nadal nigdzie w opisanej historii nie widzę
            informacji, że jej bohaterka działała z premedytacją i że jest "niebezpieczna
            dla otoczenia". A że w pracy będzie jej trudniej? W pewnym sensie na pewno.
            Prawdopodobnie jej (eks) przyjaciółka ma tam swoich zwolenników i antagonistów,
            podobnie zapewne kocikowa. Ci, którzy lubią tę pierwszą, nie będą zadowoleni ze
            zmiany. Ci, którzy jej nie lubią - też mogą być tacy - ucieszą się, że kocikowa
            zostaje. Jest jeszcze jeden aspekt - jeśli k. pracuje lepiej niż jej eks p., to
            koledzy w sensie zespołu powinni być zadowoleni, że na stanowisku zostaje ktoś,
            czyja praca przynosi większe efekty. Kazdy woli mieć w pracy gładko i równo, a
            nie po wertepach. Samo życie. Przypuszczam, że naszą bohaterkę sumienie będzie
            kąskało jeszcze długo, ale moim zdaniem nie powinna az tak bardzo sie
            przejmować - po prostu okazała się lepsza, nie wygryzła tamtej celowo i
            świadomie, nie podłożyła świni (cały czas zakladam, że była w swoim poście
            szczera), po prostu tak się stało i już. Gdyby człowiek wiedział, że się
            przewróci, to by usiadł. Łatwo tak sobie teoretyzować, co by się zrobiło na
            czyims miejscu, ale nigdy nie wiemy, co zrobimy naprawdę, jeśli nas życie
            postawi w podobnej sytuacji.
            Pozdrawiam
            Kid
            • true_oveja Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 15:30
              kropka :)))))))))
              pozdro kid
    • Gość: renia Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.ath.spark.net.gr 23.01.04, 10:16
      Mowiac szczerze, to ta sprawa to rodzaj gowna zawinietego w papierek. Piszesz,
      ze uczciwie ja polecialas uprzedzic - i niby co ona miala zrobic? Gdybys
      faktycznie byla taka uczciwa, to powinnas pojsc do niej poiedziec jest tak i
      tak i zapytac ja o opinie. To byla jej praca i na takich zasadach korzystalas
      z tej pracy. A Ty przekroczylas zasady przyjazni - wyslalas ja na bezrobocie
      tylko dlatego, ze okazalas sie w tej pracy lepsza. Wobec Twojej kolezanki,
      dyrekcja jest ok, bo wiadomo,ze szuka lepszego pracownika, ale zauwaz - nawet
      oni dali ci do zrozumienia, ze to klopotliwa delikatna sprawa i ostroznie
      prowadzili rozmowe. Ty zas (co do pewnego stopnia rozumiem, nikt nie chce byc
      bezrobotny) wykorzystalas sytuacje, ale jakimkosztem? Takim ze wlasna
      przyjaciolke, kotra ci pomogla posylasz na bezrobocie zagarniajac jej
      stanowisko. I w tym momencie , w ukladzie miedzy Wami dwoma przyjaciolkami,
      fakt, ze w pracy jestes lepsza niz ona, jest kompletnie bez znaczenia. To byla
      jej praca, a ty jej te prace zabralas dopowiadajac sobie na usprawiedliwienie
      pseudo filozofijke. Nazwij rzecz po imieniu - zachowalas sie podle i pracuj
      tam dalej, jesli bardziej zalezy Ci na pracy niz na przyjaciolce. Jesli zas
      przyjaciolka jest dla Ciebie wazniejsza, to niestetey jedynym rozwiazaniem
      jest rezygnacja z pracy i powrot do niej Przyjaciolki. Moim zdaniem nei ma
      innej mozliwosci, a Twoje zdziwienie, ze kolezanka jest na ciebie wsciekla i
      nie hcce Cie znac swiadczy tylko o kompletnym braku empatii. Zreszta cala
      Twoja postawa w tej sytuacji o tym swiadczy.
    • kaszmirowa Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 10:35
      Piszesz o empatii, dlaczego przez pryzmat przyjaciółki? Ciebie nie dotyczy to
      co ona czuje? Jesteś dobrym pracownikiem, Twoje umiejętności zostały docenione,
      możesz osiągnąć znacznie więcej... Szkoda tylko, że kosztem kogoś bliskiego.
      Lojalność... tego Ci brakuje. I niech nikt nie bredzi, że nie warto, że wyścig
      szczurów... Można zdobywać góry, kiedy ma się przyjaciół, szczególnie takich
      jak Ty miałaś. Zazdroszczę Ci, że ktoś ofiarował Ci dowód swojej przyjaźni,
      zaufania i troski.Współczuję, wyboru jakiego dokonałaś. A może jeszcze nic
      straconego?
      • Gość: renia Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.ath.spark.net.gr 23.01.04, 10:39
        Wlasnie to jest najgorsze - ona wyszla do Ciebie z sercem, przeciez wcale nie
        musiala, pewnie przeszly jaej przez mysl przeblyski w stylu :a moze beda z
        tego klopoty?" noale Ci zaufala i to bardzo zaufala. A Ty odplacilas jej takk
        jak odplacilas, czy chociaz sprobowalas porozmawiac z dyrekcja na temat tego,
        zebyscie mogly jednak obie pracowac, moze daloby sie stworzyc dodatkowy etat,
        tak,z eby i firma zyskala i przyjaciolka nie wyladowala w biurze pracy.
        Naprawde przykre jest to, ze nie widzisz swinstwa, jakie jej zrobilas. Sprobuj
        sobie wyobrazic, ze sytuacja jest odwrotna - jakbys sie czula? Dalas komus
        chleb, gdy byl glodny, a teraz on oddaje ci trucizne. Bo nawet nie okruchy z
        tego chleba.
        • kocikowa Tak uściślając 23.01.04, 10:59
          > Naprawde przykre jest to, ze nie widzisz swinstwa, jakie jej zrobilas.

          reniu,
          czy gdybym uważała, że wszystko jest w porządku, sądzisz, że w ogóle
          otworzyłabym ten wątek?
          Czy gdybym uważała, że sprawa jest czysta, zatytułowałabym go "Trudna sprawa,
          głupia sprawa - poważna sprawa"?
          Przecież ja dlatego poruszyłam ten temat, że od dwóch miesięcy się czuję między
          młotem a kowadłem. Pomimo że, jak zaznaczyłam, ta sprawa jest cały czas
          otwarta, nic nie zostało ustalone na "sicher", dziewczyna nadal siedzi na
          urlopie, a ja robię swoje i właściwie to czekam, jak to się dalej potoczy.
          Może pisząc tego posta nie ujęłam wszystkiego precyzyjnie, może się zbyt
          spieszyłam, mnie męczy to, że dziewczyna nie daje mi szansy rozmowy - normalnej
          rozmowy, nie odpowiada na moje maile, nie odbiera moich telefonów i tak dalej.
          Co mam zrobić - pojechac do niej do domu i wepchnąć się siłą do mieszkania?!
          Żeby mnie zrzuciła ze schodów?! Dość ostentacyjnie okazuje, że nie chce ze mną
          rozmawiać. Kurczę, przecież nawet oskarżony (rozumując w tych kategoriach) ma
          prawo do ostatniego słowa!! A może taka rozmowa pozwoliłaby wpaść na jakiś
          pomysł?
          Generalnie to wszystkim dziękuję za opinie, bo za chwilę kończy mi się na jakis
          czas dostęp do kompa, więc podziękować wole już teraz. Zapewniam, że wszystkie
          przeczytałam bardzo uważnie.
          B. K.

          • Gość: renia Re: Tak uściślając IP: *.ath.spark.net.gr 23.01.04, 11:12
            Ok, to sorry, jesli nie doczytalam miedzy wierszami, ze jednak masz wyrzuty
            sumienia. To bardzo dobrze, ze je masz, bo to nie jest sprawa , w ktorej
            owinnas miec spokojne sumienie. Tak czy inaczej na pewno nie ma innej
            mozliwosci jak: albo zalatwic z szefem to, zebyscie obie mogly pracowac, albo
            zrezygnowac z tej pracy - jesli chcesz odzyskac przyjaciolke (co wcale nie
            jest powiedziane, ze odzyskasz). Wcale Ci nie mowie co powinnas robic. PRaca
            to dobro cenne bardzo w dzisiejszych czasach i moze cenniejsze niz ta
            przyjazn, sama musisz zdecydowac. Dobrze jednak Ci ktos napisal - mieszanie tu
            korzysci zawodowo-finansowych i honoru jest nie na miejscu. Zreszta ja nawet
            nie wiem czy tu chodzi o honor. raczej o umiejetnosc postawienia sie w
            sytuacji kolezanki - jak bys sie czula, czego bys oczekiwala? Ta sytuacja to
            dla niej nie tylko zostawienie jej na lodzie jesli chodzi o prace - to rowniez
            ponizenie (zostala przez szefa postawiona w paskudnym swietle, moze ona bardzo
            sie starala, skad wiemy? A jejpraca zostala tak a nie inaczej oceniona) na
            pewno ma prawo czuc sie paskudnie i nie chciec miec z Toba nic wspolnego. JA w
            jej zachowaniu nie widze nic niezrozumialego.
            • Gość: personalna Re: Tak uściślając IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 13:51
              reniu a ja widzę i to bardzo dużo
              bo to zachowanie małego dziecka a nie dorosłej osoby która jeszcze była z kimś
              w przyjaźni
              przyjaźń wymaga dawania sobie szansy na wyjaśnianie nieporozumień a nie
              odpychania kogoś kto chce porozmawiać i obrażania się na zasadzie spadaj i już
              przyjaźń wymaga też wczucia się w drugą osobę a więc jedna powinna wiedziec co
              czuje druga i odwrotnie i powinny to same przeanalizować na tyle żeby móc ze
              sobą chociaż porozmawiać
              jeżeli ktoś nie chce gadać to wystawia świadectwo sobie
              konsekwencja taka, że kocikowa straci pracę , straci przyjaciolke ktora moze
              nie byla jej przyjaciolka wcale skoro nie dala jej szansy na rozmowe itd.
              mysle ze tak czy inaczej bez wzgledu na sytuacje z pracą one powinny
              porozmawiac i ustalic to na czym stoją
              smieszą i doprowadzaja mnie do łez sytuacje gdy ktos jest naszym przyjacielem
              tylko wtedy gdy wszysko idzie po jego mysli (nawet jezeli mamy trudną sytuacje
              i nam pomaga itd) i slyszy od nas rzeczy ktore chce uslyszec albo ktore
              akceptuje a jezeli juz jest jakas inna trudniejsza sytuacja to zachowuje sie na
              zasadzie - nie chce z tobą gadac - akurat mowie o roznych sytuacjach zyciowych
              nie tylko o tej
              milosc czy przyjaźń wymaga zrozumienia obustronnego i nie reagowania az tak
              zywiolowego na zasadzie spadaj ale wczucia sie w sytuacje i druga osobe i
              pogadania z nią nawet jezeli to miałoby nic nie dac - a przykładow takich
              sytuacji moze byc wiele
              np. sa dwie przyjaciolki rozmawiaja licza na siebie itd. jedna z nich mowi
              drugiej o jakiejs sytuacji ze swojego zycia przykrej i meczacej dla niej . no
              np. jakas choroba ciezka psych w rodzinie, (to tylko przyklad) a tamta nagle
              odwraca sie od niej i nie chce gadac bo calkowicie zmienia o niej swoja opinie
              to juz nie jest przyjaźć
              trudno tu porownywac tą sytuacje ale odkladanie słuchawki swiadczy o osobie
              ktora ja odklada sorry
        • Gość: personalna Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 13:40
          rewniu nie mow takich rzeczy - (delikatnie mowiac), ze ona nie widzi swinstwa
          ktore zrobila
          poza tym firma jak miala by wyrzucic jej kolezanke to to zrobi a szef ma w
          nosie jej tłumaczenia i teksty o pracach w innych działach
          sytuacja jest dosc ciezka a przyjaźńt tez ma to do siebie ze jest przyjaźnia bo
          sie sprawdza w roznych sytuacjach
          i nie zapominaj tego ze nawet jak ona została polecona to wcale nie znaczy ze
          musiałaby byc przyjeta
          i nie patrzcie na firme jako na friendow sprawdzajacych lojalnosc wzgledem
          przyjacioł powtarzam jeszcze raz ze firma patrzy tylko i wyłączenie na siebie a
          nie na innych
    • true_oveja Ok kocikowa mogla sprobowac wywalczyc etat-extra 23.01.04, 10:49
      dla swojej przyajaciolki, mogla w rozmowie z szefostwem powiedziec, ze ta
      propozycja b. ci odpowiada, ale ze przyjaciolka tez jest dobrym pracownikiem.
      No ale co wy uwazacie ze pracodawca jest slepy i glupi? i jak mu sie powie no
      bo to by bylo nielojalne wobec przyjaciolki, to on powie no tak ma pani racje
      przyjazn jest najwazniejsza i przyjmie przyjaciolke z powrotem - nie sadze. no
      cholera skoro okazalo sie ze:
      1. przyjaciolka jest pracownikiem nieefektywnym
      2. niezaangazowanym w dobro firmy
      to polecialaby tak czy tak, czy by sie kocikowa wstawila za nia czy nie. i w
      ten sposob mogloby sie okazac, ze w firmie nie pracuje ani kocikowa ani jej
      przyjaciolka tylko osoba trzecia ktora skorzystala.
      i co myslicie ze wtedy przyjaciolka by sie nie obrazila tak czy tak, przeciez
      kocikowa i tak wykazala jej niekompetencje i przyczynila sie do jej zwolnienia?
      moim zdaniem sytacja bez innego wyjscia jak to ktore wybrala kocikowa.
      • Gość: renia Re: Ok kocikowa mogla sprobowac wywalczyc etat-ex IP: *.ath.spark.net.gr 23.01.04, 11:04
        A moim zdaniem dla przyjazni lepiej byloby gdyby nawet trzecia osoba tam
        pracowala, a Kocikowa nie Pytanie tylko czy dla przyjazni warto tracic taka
        okazje. ANjwyrazniej dla Kocikowej nie bylo warto. I nie mozna jej potepiac,
        to ludzka sprawa, trzeba w zyciu dokonywac trudnych wyborow. To byl jeden z
        nich. Kocikowa zrobila co zrobila, pewnie nei bedzie tego zalowala. Ale nie
        mow mi, ze wobec przyjaciolki Kocikowa zachowala sie fair. Ja sama nie wiem
        jak bym postapila. Nie jest powiedziane, ze przyjazn, ta akurat przyjazn,
        warta jest takiego poswiecenia. Moze warta, a moze nie warta, nie znamy
        wartosci tej przyjazni. No, chyba, ze uznamy, ze skoro nie bylo warto, to w
        ogole swietokradztwem jest nazywac t znajomosc przyjaznia. W kazdym razie
        PRzyjaciel Prawdziwy, taki, kotrego poznaje sie w biedzie, tak by sie nie
        zachowal jak zachowala sie Kocikowa i trzeba to Kocikowej wprost powiedziec,
        moim zdaniem, skoro pyta.
        • true_oveja Re: Ok kocikowa mogla sprobowac wywalczyc etat-ex 23.01.04, 11:12
          no to w takim razie dam ci do zastanowienia sie taka oto analogie
          2 przyjaciolki jeden facet. jedna przyjaciolka nie moze isc do teatru z tym
          facetem, oddaje drugiej swoj bilet, facet nagle strasznie sie zajawia ta druga
          przyjaciolka - a ona jest tylko mila i sympatyczna - nie uwodzi go po chamsku,
          tylko po prostu nie chce zeby facet sie zle bawil z takim zastepstwem - no
          czyja tu jest wina? czy slepa lojalnosc wobec przyjaciol jest zawsze
          uzasadniona w 100%? Jezeli ten hipotetyczny facet juz tej pierwszej i tak nie
          chce?
          sluchaj dobra prace na prawde w Polsce nie jest latwo znalezc.
          • Gość: renia Re: Ok kocikowa mogla sprobowac wywalczyc etat-ex IP: *.ath.spark.net.gr 23.01.04, 11:19
            true_oveja napisała:


            > czyja tu jest wina? czy slepa lojalnosc wobec przyjaciol jest zawsze
            > uzasadniona w 100%? Jezeli ten hipotetyczny facet juz tej pierwszej i tak
            nie
            > chce?
            > sluchaj dobra prace na prawde w Polsce nie jest latwo znalezc.


            No wiec wlasnie ja mowie, ze to nie jest jednoznacznie zle zachowanie
            Kocikowiej. W stosunku do koelznaki na pewno jest paskudne, wrecz podle, ale
            trzeba wywazyc co wazniejsze - praca czy kolezanka. Nic na to nie poradzimy,
            ze czasem wlasny interes jest dla nas wazniejszy niz lojalnosc. Ale
            przynajmniej badzmy szczerzy - noe mowmy, ze jesli kierujemy sie czysta
            prywata, to jestesmy szlachetni. Wobec kolezanki Kocikowa postapila paskudnie
            i koniec. A czy wrto bylo tak postapic to juz zupelnie inna kwestia.

            Co do podanej prze Ciebie analogii - pewnie , ze niczyja tu wina. Ale zostajac
            z tym ezczyzna, trzeba sie liczyc z tym, ze pierwsza dziewczyna nie bedzie
            chciala wiecej cie znac, czyz nie? I trzeba poweidziec sobie wprost, ze bedzie
            to wobec tej dziewczyny podlosc. Nie zawsze przyjazn jest warta takiego czy
            innego poswiecenia. trzeba polozyc to i to na szali i zwazyc, po prostu. Oby
            tylko waga nie byla zepsuta. Z drugiej strony, to o prawdziwa przyjazn jest
            chyba jeszcze trudniej niz o dobra prace. O czym niejeden z nas sie przekonal
            bolesnie.

            • true_oveja Re: Ok kocikowa mogla sprobowac wywalczyc etat-ex 23.01.04, 11:31
              No wiec tak - zaczynajac od konca

              Nie zawsze przyjazn jest warta takiego czy
              > innego poswiecenia. trzeba polozyc to i to na szali i zwazyc, po prostu. Oby
              > tylko waga nie byla zepsuta. Z drugiej strony, to o prawdziwa przyjazn jest
              > chyba jeszcze trudniej niz o dobra prace. O czym niejeden z nas sie
              przekonal
              > bolesnie.

              swieta prawda

              co do pozostalej czesci twojej wypowiedzi to nie podoba mi sie slowo "podlosc".
              bo kocikowa z poczatku nie kierowala sie tylko wlasnym interesem - chciala
              dobrze pracowac takze dla przyjaciolki - zeby jej nie robic tylow, to nie jest
              wina kocikowej ze pracodawca uznal ze jest lepszym pracownikiem od swojej
              przyjaciolki, tak samo jak nie jest niczyja wina ze zakochuje sie w nas czyjs
              chlopak. moim zdaniem to sa zdarzenia ktore nie zaleza od nas w 100% i dlatego
              wlasnie zdolnosc empatii pozwala na zrozumienie co czuje taka kocikowa. Czuje
              sie zle, ma wyrzuty sumienia, ale ma poczucie ze nie zrobila nic zlego, nie
              ukradla tej pannie posady po prostu wygrala wyscig.
              a poza tym skad wiesz jak przyjaciolka postapilaby wobec kocikowej w podobnej
              sytuacji?
              pozdrawiam reniu, i juz teraz dziekuje za ciekawa dyskusje. :)
              • Gość: renia Re: Ok kocikowa mogla sprobowac wywalczyc etat-ex IP: *.ath.spark.net.gr 23.01.04, 11:41
                true_oveja napisała:

                > a poza tym skad wiesz jak przyjaciolka postapilaby wobec kocikowej w
                podobnej
                > sytuacji?
                > pozdrawiam reniu, i juz teraz dziekuje za ciekawa dyskusje. :)

                Otoz wlasnie nie mamy zbyt wielu danych o przyjaciolce Kocikowej. Moze ona
                wcale nie postapila szlachetnie tylko wykorzystala Kocikowa dla wlasnego
                interesu - wbrew pozorom? Chciala moze (z moze poszli do lasu...) posluzyc sie
                Kocikowa jak zapychaczem dziury, zeby szef w czasie jej nieobecnosci nie
                znalazl kogos innego? MOze wcale nie interesowala jej pomoc Kocikowej tylko
                wlasna dupa? Nie wiemy. Pojecia nie mamy. Dlatego pisalam o szalach wagi, ale
                to sama Kocikowa moze jedynie powazyc to wszystko my sobie tu gdybamy jedynie.
                Tak czy inaczej, to decyzja Kocikowej nie jest w moim odczuciu decyzja
                prawdziwego przyjaciela. Ale to wcale nie znaczy nic jeszcze, bo moze po
                prostu Kocikowa i jej kolezanka nie byly prawdziwymi przyjaciolkami i juz.
                NAwet trudno wyczuc kto postapilabardziej nie fair. Takie jest zycie.
                Jesli slowo "podlosc" jest za mocne to przepraszam Kocikowa, zapedzilam sie.

                W kazdym razie uwazam, ze nie ma takiej mozliwosci, zeby Kocikowa zostala w
                pracy, przyjaciolka na bezrobociu, a przyjazn mogla byc kontynuowana. I to
                jest zupelnie zrozumiale.

            • Gość: personalna Re: Ok kocikowa mogla sprobowac wywalczyc etat-ex IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 13:57
              reniu nie bedzie to podlasc wzgledem pierwszej dziewczyny bo facet ma swoj mozg
              i sam wybiera
              nikt na siłę mu nie każe wybierać tej drugiej wiec jezeli jest już ktoś winny
              to oboje zarówno facet który nie chce być z tą pierwszą jak i ta kobieta która
              zgadza się z nim być
              mamy dziwną przypadłość znajdowania kozła ofiarnego i winienia tylko osoby
              która ponosi część winy - czyli wtym przypadku tej drugiej dziewczyny
    • volesky Tu opinia Pajdy jest potrzebna 23.01.04, 14:13
      Juz nie moge sie doczekac co napisze. Bedzie kontrowersyjne, ale pajda ma
      zawsze racje.:)
    • Gość: bo Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.dialup.nuria.telefonica-data.net 23.01.04, 15:01
      Coz,samo zycie,lepszy wygrywa.
      A gdzie miejsce na "prawdziwa przyjazn"?
      Logiczne jest,ze to ty powinnas tam pracowac bo jestes efektywniejsza a nie
      przyjaciolka(juz chyba ex).Ale istnieje cos jak niepisana umowa pomiedzy dwoma
      osobami.Poinformowalas ja tylko,ze jestes lepsza od niej i,ze ciebie chca do
      wspolpracy.Uwazam,ze kierownictwo powinno wiedziec o waszej umowie i to oni
      powinni z nia ten problem rozwiazac,czyli pewnie podziekuja jej za wspolprace
      a nie w tak malo elegancki sposob,ze ja o tym informujesz dajac jej do zrozu-
      mienia,ze jest kiepska.
      Zastanawiam sie czy w miedzyczasie szukalas innej pracy wiedzac,ze jest tylko
      tymczasowa,czy przypadkiem nie planowalas tego od poczatku-dac z siebie wszystko
      bo jest szansa na etacik?
      Wszyscy jestesmy po trosze egoistami ale wartosci takie jak przyjazn nalezy
      pielegnowac.
      • Gość: kid Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: 193.128.25.* 23.01.04, 15:11
        > Poinformowalas ja tylko,ze jestes lepsza od niej i,ze ciebie chca do
        > wspolpracy.Uwazam,ze kierownictwo powinno wiedziec o waszej umowie i to oni
        > powinni z nia ten problem rozwiazac,czyli pewnie podziekuja jej za wspolprace
        > a nie w tak malo elegancki sposob,ze ja o tym informujesz dajac jej do zrozu-
        > mienia,ze jest kiepska.

        Ejże? Czy to czasem nie było tak, że ostrzegła przyjaciółkę, że kręcą na nią
        powróz? Nie musialo to brzmieć "chcą cię zwolnic, bo jestem lepsza od ciebie".
        Ja w każdym razie nigdzie tego nie widzę...

        > Zastanawiam sie czy w miedzyczasie szukalas innej pracy wiedzac,ze jest tylko
        > tymczasowa,czy przypadkiem nie planowalas tego od poczatku-dac z siebie
        wszystko
        > bo jest szansa na etacik?

        Ty chyba nieuważnie czytasz (znowu). Przeciez wyraźnie napisała, że starała się
        wypaść jak najlepiej w nadziei, że może zostanie to przez szefa docenione. No i
        okazało sie, że zostało, tylko chyba niezupełnie tak, jak to sobie dziewczyna
        wyobrażała.
        Taka uwaga mi się nasuwa: nie zarzucajmy jej nieczystych intencji "od samego
        początku", zakładam, że skoro napisała o tym wszystkim na forum, to dlatego, że
        ją to dręczy i nie jest wyrachowana zimną karierowiczką, która juz pierwszego
        dnia opracowała sobie planik wygryzienia przyjaciółki z pracy ;) Wyrachowana
        zimna karierowiczka raczej nie czułaby potrzeby wyspowiadania się z tego.
        Pozdrawiam

        Kid

        • Gość: bo Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.dialup.nuria.telefonica-data.net 23.01.04, 15:33
          Alez o jakim wyspowiadaniu sie tutaj opowiadasz?Na forum-smiechu warte!
          Szuka potwierdzenia wlasnej dobrze podjetej decyzji.Nie krytykuje kobiety
          tylko uwazam,ze mozna to bylo rozegrac w lepszy sposob.
          Dlaczego przyjaciolka od razu sie obrazila?bo zostalo jej to przedstawione w
          taki sposob,ze nie ma juz wyboru i "zegnaj gienia"
          Moze jestem przewrazliwiona na punkcie tzw przyjazni czyli niebezinteresownych
          bo calkiem niedawno bardzo zawiodlam sie na pewnej osobie i dlatego bardzo
          wartosciuje prawdziwa przyjazn.
          • Gość: kid Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: 193.128.25.* 23.01.04, 15:48
            > Alez o jakim wyspowiadaniu sie tutaj opowiadasz?Na forum-smiechu warte!
            > Szuka potwierdzenia wlasnej dobrze podjetej decyzji.

            Czy ja wiem? Zazwyczaj gdy ktoś pisze o swoich sprawach, od razu mówi się, że
            to dlatego, że chce się upewnić, że ma rację. Może i tak jest w tym wypadku.
            Ale mimo wszystko to jest wyspowiadanie się. Dziewczynie nie jest dobrze z tą
            sytuacją, to widać. Musiała to z siebie zwalić i tyle.


            > Nie krytykuje kobiety
            > tylko uwazam,ze mozna to bylo rozegrac w lepszy sposob.
            > Dlaczego przyjaciolka od razu sie obrazila? bo zostalo jej to przedstawione w
            > taki sposob,ze nie ma juz wyboru i "zegnaj gienia"

            Ale skąd wiesz? Nie znasz przeciez tych dziewczyn (chyba? ;). Nie było cię też
            przy ich rozmowie (chyba? ;) K. pisze, że poszła do eks-p, żeby ją uprzedzić,
            co się dzieje, bo uznała, że lepsze to niż niespodziewany cios w postaci
            wypowiedzenia. wcale nie musiała tego zrobić w sposób "jestem lepsza, a ciebie
            chcą wypie****lić, aha!" A może eks-p nie tyle się obraziła, co nie może
            przełknąć tego, że w czyichś oczach okazała się gorsza? Piszę tak, bo
            skojarzyła mi się własna siostra, która nie mogła przeżyć tego, że ktos jest
            lepszy od niej. Pamiętam, jak sie kiedyś do mnie przez tydzień nie odzywała, bo
            sie pochwaliłem przy stole, że dostanę nagrodę na koniec roku, no a jej nie
            było na liście :)
            Pozdrawiam
            Kid
    • Gość: Lenka Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.4web.pl 23.01.04, 15:37
      Powinnaś zrezygnować z pracy, po prostu po przyjacielsku odejść, ale to trudno
      z czegoś takiego zrezygnować, prawda? Zachowałąbyś się podobnie jak ona i nie
      ma tu nic do rzeczy empatia. Po prostu ją zdradziłaś jeżeli nadal tam
      pracujesz i ja też bym tak postąpiła jak ta eks.
      • Gość: kinia Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 19:27
        jestes a zatem głupia, nietolerancyjna i wolisz kłamstwo niż szczerość
        gdyby ona nie powiedziała koleżance co się może ewentualnie wydarzyć, - bo nie
        musiała o tym wiedzieć przeciez, wszystko byłoby ok? prawda???
        a jak powiedziała jaka jest sytuacja to nagle obruciło się to przeciwko niej
        gdzie tu przyjaźń>??
        • Gość: Lenka Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.4web.pl 23.01.04, 21:15
          to że powiedziała to jak zauważyła kturaś z poprzedniczek jakieś rozgrzeszenie
          i pozostawienie rozstrzygnięcia koleżance dobrze ze powiedziala ale powinna
          nie przyjąc tej pracy i tyle
          jesli tam pracuje to po prostu zołza z niej a nie koleżanka
          zwyczajnie ją wykorzystała
    • charlie_x Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 20:55
      ..przyjaciólka swoim wyborem Twojego zastępstwa chciała zabezpieczyć sobie
      powrót.Tyle tylko,że powinna uwzględnić interes pracodawcy,a on nie musi
      honorować takich umów!Jeśli odmówisz to myślę,że na tym stanowisku za parę
      tygodni pracować będzie całkiem nowa osoba.Zachowałaś się lojalnie wobec niej
      do momentu kiedy poinformowałaś ją o zamierzeniach pryncypała-to
      WYSTARCZY...ona sama nic więcej nie ma prawa od Ciebie wymagać!!Jeśli
      zrezygnujesz to będziesz...nierozsądna.pozdr...8)
    • Gość: lolyta Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa IP: *.mia.bellsouth.net 23.01.04, 21:54
      Wlasciwie to juz po ptokach... ale kiedy czytalam tego posta, przypomniala mi
      sie scena z "W pustyni i w puszczy", kiedy to Stas nie chcial przejsc na Islam i
      uzyl takiego argumentu "gdybym sie zgodzil, to bylbym tchorzem, a chyba nie
      chcielibyscie, zeby wasza wiare wyznawali tchorze?" i to byl chyba najlepszy
      sposob na odpowiedz szefostwu: "gdybym przyjela ta propozycje, to znaczy, ze
      jestem swinia bez zasad, czy naprawde chcecie zeby swinia bez zasad dla was
      pracowala?" No chyba ze chca i tacy sami sa - no to juz trudno, krzyzyk na droge.
      Swoja droga wydaje mi sie, ze kierownictwo pod tym pretekstem probowalo sie
      pozbyc kolezanki - mlodej matki, bo przecie chyba umieja mowic i gdyby
      faktycznie byliby z niej niezadowoleni - to mogli jej wczesniej powiedziec, ze
      powinna usprawnic swoja prace. Poniewaz jednak chca rozwiazac ta sprawe tak a
      nie inaczej, jestem dziwnie przekonana, ze gdyby Kocikowa zaszla w ciaze,
      zostalaby potraktowana dokladnie tak, jak jej przyjaciolka. I nie moglaby nawet
      uskarzac sie na nielojalnosc kierownictwa - moglaby od nich co najwyzej
      uslyszec, ze sie przejechala na wlasnym gownie.
      Co do opinii wyrazanej tu powszechnie, ze dobrze uczynila - nie jestem
      przekonana. Po pierwsze jest od dawna wiadome, ze najbardziej przerabane ma ten,
      kto przynosi zle wiesci, chyba to nie jest dla niej nowina?
      Po drugie, nie napisala, co ona odpowiedziala kierownictwu - ale skoro zlozono
      jej propozycje, a nie postawiono przed faktem, to znaczy, ze _mogla_ cos
      odkrecic. Czyli od razu powiedziec kierownictwu ze taka opcja nie wchodzi w gre
      i ona uwaza rozmowe za niebyla, no chyba ze oni chcieliby ja widziec na innym
      stanowisku. Nie wykorzystala tej szansy, popelnila blad za ktory byc moze
      zaplaci utrata przyjazni - no trudno, bywa.
      Oczywiscie nie chce tu moralizowac ze ja bym na pewno lepiej to rozwiazala itp.
      - latwo sie mowi, jak mozna sobie to na spokojnie i teoretycznie porozwazac, a
      ona byla wzieta z zaskoczenia. Ale chyba wlasnie po to napisala tego posta -
      zeby sie na chlodno, przy pomocy innych opinii przymierzyc do calej sprawy.
    • hehe.he Re: Trudna sprawa, głupia sprawa - poważna sprawa 23.01.04, 22:26
      moral tej historii jest taki:
      chcesz komuś pomóc to zastanow sie dwa razy
      hehehe
    • miriammiriam o co chodzi kierownictwu? 23.01.04, 22:36
      powiedzieli kocikowej, że jest dobra, możliwe że jest, ale z drugiej strony co
      mieli jej powiedzieć? moze ona wcale nie jest lepsza od swojej poprzedniczki,
      tylko bardziej dyspozycyjna, bo nie obarczona dzieckiem. jeśli kierownictwo
      chce się pozbyć młodej matki zrobi to niezależnie od decyzji kocikowej.
      sytuacja kocikowej wyglada tak, że przyjaciłokę pewnie już straciła (nie
      rozmawiają ze sobą), nie wiadomo, czy odzyska ją rezygnując z posady, zwłaszcza
      jeśli trafnie zinterprtowałam intencje kierownicta. w tej sytuacji lepiej wiąść
      posadę, która nie jest przecież własnością kocikowej, ani jej przyjaciółki, nie
      one więc, lecz firma dysponuje tym etatem. przyjaciłóka zrozumiałaby to, gdyby
      była osoba rozsądna, poza tym kiedy decydowała się na urlop powinna zdawać
      sobie sprawę z jakimi konsekwencjami to się moze wiązać i że polecenie na
      swojej miejsce zaufanej osoby nie wyeliminuje zagrożenia zwolnieniem, czy
      przesunięciem na inne stanowisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka