Dodaj do ulubionych

co z tym rakiem

25.01.04, 03:13
wiadomo, że gdy tak duży, że śmiertelny to, no, człowiek prędzej czy później
i tak, ale teraz tragedia

ale bez przesady. mnóstwo jest raków wyleczalnych. Nawet wie się, że to jest
rak wyleczalny, ale najbliżsi i tak uważają takiego za umierającego, bo
padło sakramentalne "rak". Odnoszę wrażenie, że nawet moda nastała na głośne
mówienie o raku, bo Kofta, bo Kaczmarski. Kaczmarski mówi jeszcze w bardzo
ciepły sposób, miło i chciałoby się go czytać dalej, ale dalej nie ma, bo
wiedział, że musi skończyć. Ale Kofta? Jeszcze pamiętnik, jeszcze autografy,
jescze film nakręcą, a ona tantiemy zgarnie, jej felietony w TS co i rusz
przypominają o tym, że była chora. Była.

A najbliższych też kochamy jakby bardziej, mimo, że rak wyleczalny jest.
Dlaczego nie kocha się bo ma chwilę może pod auto wpaść tylko dlatego, że
akurat przechodzi wyleczalną chorobę.

Czy jest się silnym po przebyciu. Jeśli od samego początku wie się, że
odsetek śmiertelności na dany rodzaj raka w danym stadium jest minimalny to
brak jest tak silnych przeżyć niż wtedy gdy tylko cudem uniknęliśmy śmierci.
Oczywiste. Więc dlaczego mawia się o sile tych co przeszli. Figa nie siła.
Siła bierze się z ciągłego, codziennego zmagania, a nie z półrocznej choroby.

Czasem właśnie może być zupełnie na odwrót.
a niech Was
znów będą cięgi
Obserwuj wątek
    • reniatoja Re: co z tym rakiem 25.01.04, 18:26
      Czy mam wnioskowac, ze Kaczmarski tez juz BYŁ, a nie JEST chory? Jesli tak, to
      bardzo sie ciesze.
    • pajdeczka A chorował w Twojej rodzinie ktoś na raka? 26.01.04, 09:49
      Podejrzewam, że nie. I nawet gdybyś była moim wrogiem to nie życzę Ci, żebyś
      przez to przechodziła. Chyba, że zwyczajnie olejesz chorego, ale nie sądzę by
      tak było, gdyby to któreś z rodzicow zachorowalo albo rodzeństwo.



      > Odnoszę wrażenie, że nawet moda nastała na głośne > mówienie o raku, bo
      Kofta, bo Kaczmarski.

      Nie, to nie kwestia mody. To kwestia powszechności tej choroby. Nie wybiera,
      czy to przeciętny człowiek, czy ktoś znany.

      > A najbliższych też kochamy jakby bardziej, mimo, że rak wyleczalny jest.
      > Dlaczego nie kocha się bo ma chwilę może pod auto wpaść tylko dlatego, że
      > akurat przechodzi wyleczalną chorobę.

      Tak. Miałam wtedy okazję wybaczyć ojcu wszystko, co nam uczynił i rzeczywiście
      kochałam go wtedy bardzo. To się należy choremu, żeby go wzmocnić w walce z
      chorobą, której final nigdy nie jest do końca znany.

      • r.richelieu Re: A chorował w Twojej rodzinie ktoś na raka? 27.01.04, 02:42
        ciotki, wujkowie, babcia daje ewidentnie przesłanki do genetycznych
        predyspozycji
        kto? ja

        i nie czuję się wcale silniejsza niż przed
        w ogóle co to za przeżycie, powiedziałabym, że nawet piękne, bo uwidoczniły
        się w otoczeniu te cechy, których wcześniej o to nie podejrzewałabym. same
        korzyści, ale nie siła. Takie wydarzenia w porównaniu z czym innym to głupstwo
        wręcz.
        Tyle, że nie śmiertelny.
    • mary_ann Re: co z tym rakiem 26.01.04, 10:10
      r.richelieu napisała:

      > Dlaczego nie kocha się bo ma chwilę może pod auto wpaść tylko dlatego, że
      > akurat przechodzi wyleczalną chorobę.
      >(...)

      > Siła bierze się z ciągłego, codziennego zmagania, a nie z półrocznej choroby.
      >(...)

      > Czasem właśnie może być zupełnie na odwrót.
      > a niech Was
      > znów będą cięgi


      Nie będą. Zgadzam się w całej rozciągłości. Rak jest pomnikowy, to jakas
      niesamowita kulturowa klisza - zasługuje z automatu na pomnik, pozycję
      klęczącą publiczności i nieograniczone współczucie. Nic nie ujmując chorym na
      tę straszną, było nie było, chorobę - niejedno przewlekłe cierpienie wymaga
      IMHO więcej hartu ducha niż paromiesiączne zmagania z rakiem.
      • pajdeczka Re: co z tym rakiem 26.01.04, 11:09
        mary_ann napisała:

        > > Nie będą. Zgadzam się w całej rozciągłości. Rak jest pomnikowy, to jakas
        > niesamowita kulturowa klisza - zasługuje z automatu na pomnik, pozycję
        > klęczącą publiczności i nieograniczone współczucie. Nic nie ujmując chorym na
        > tę straszną, było nie było, chorobę - niejedno przewlekłe cierpienie wymaga
        > IMHO więcej hartu ducha niż paromiesiączne zmagania z rakiem.

        PAROMIESIĘCZNE?! A co powiesz, na dwa lata, pięć lat? Wg ciebie choroba
        nowotworowa to nie jest "przewlekłe cierpienie"? Daruj, ale nie masz zielonego
        pojęcia o raku.
        • mary_ann Re: co z tym rakiem 27.01.04, 00:37
          pajdeczka napisała:

          > PAROMIESIĘCZNE?! A co powiesz, na dwa lata, pięć lat? Wg ciebie choroba
          > nowotworowa to nie jest "przewlekłe cierpienie"? Daruj, ale nie masz
          zielonego
          > pojęcia o raku.


          1. Mam pojęcie.

          2. Choroba nowotworowa to JEST z reguły przewlekle cierpienie (choć wcale nie
          zawsze - mogłabyś się zdziwić). Nie miałam najmniejszego zamiaru go
          bagatelizować - chodziło mi o podkreślenie dysproporcji między uwagą i
          współczuciem poświęcanym pacjentom onkologicznym a współczuciem dla
          wszystkich pozostałych.

          R.trafnie zwróciła zreszta uwagę, że sa postaci, stadia raka dobrze rokujące,
          ale nawety wtedy dzieje się j/w.

          3. Są przewlekle choroby, zespoły bólowe, w ktorych ludzie cierpia przez całe
          życie. Bez taryfy ulgowej, którą daje magiczne słowo "rak". Takim ludziom
          zdarza się zadrościć tym "onkologicznym":-(

          To tyle. Naprawdę nie bagatelizuję niczyjego cierpienia
          Pozdrawiam
          Mary_ann
      • da_tura Re: co z tym rakiem 26.01.04, 14:27
        > nie ujmując chorym na
        > tę straszną, było nie było, chorobę - niejedno przewlekłe cierpienie wymaga
        > IMHO więcej hartu ducha niż paromiesiączne zmagania z rakiem
        Rak - to nie "paromiesięczne" zmaganie - to choroba, która zmienia całe życie,
        bo zawsze, nawet przy pomyślnych rokowaniach, trzeba liczyć się z
        przerzutami... już nigdy nie jest tak samo! A jeśli chodzi o przewlekłe
        cierpienie - to ono jest cechą chorób nowotworowych. Ból fizyczny, cierpienie
        psychiczne, wynikające z choroby, ale też ze strachu, obawy przed większym
        bólem - czy to nie wymaga hartu ducha? Nie chodzi mi o to, żeby licytować,
        która chroba czy nieszczeście gorsze, ale o to, że rak - nawet wyleczony -
        towarzyszy zawsze, i na pewno nie przez parę miesięcy.
    • capa_negra Re: co z tym rakiem 26.01.04, 14:41
      Co z tym rakiem??? dobre pytanie ...
      Z tym rakiem to jest tak, że w mojej najbliższej rodzinie jest 3:1 ...dla raka
      Kilkumiesięczna choroba.....
      Taaa ...
      To moze powiedziec jedynie osoba, która nie miala doczynienia z rakiem i nie
      widziała człowieka chrego na raka mózgu czy krwi... od zdiagnozowania, poprzez
      leczenie, operacje i nadzieje pomieszana z nawrotami choroby prowadzącymi do
      utraty świadomości i niepoznawania najbliższych włacznie.
      Rak mózgu - 4 lata choroby 0-1 dla raka
      Rak krwi - 2,5 roku 0-1 dla raka
      Rak piersi - 2 lata 0-1 dla raka
      Rak piersi 1:0 dla nas
      To najbliższa rodzina - gdyby doliczyć powinowatych to nalezało by jeszcze
      wspomniec o raku płuc i watroby ..wtedy byłoby 5:1 dla raka

      I to tyle w temacie statystyki wyleczalności raka.
      I nie sadze, żeby było lepiej skoro nawet ilośc i częstotliwość wykonywanych w
      zakładzie pracy badań okresowych uległa zmniejszeniu...
      Pytam sie ile jest osób świadomych na tyle by sobie raz do roku zrobić
      badania ??? O ile uda im sie "wydusic" skierowanie na lekarzu rodzinnym lub ich
      stac żeby za nie zapłacic.
      Zyczenia "zdrowie życze " są coraz bardziej na czasie..
    • Gość: Iza Re: co z tym rakiem IP: *.acn.waw.pl 26.01.04, 16:14
      Fajnie, że tak lekko do tego podchodzisz. Gdybyś zachorowała, miałabyś pewnie
      ogromne pokłady optymizmu i wiele nadzieji na wyzdrowienie....
      Weź jednak po uwagę, że dla większości diagnoza o chrobie nowotworowej działa
      paraliżująco. Chowają wyniki głęboko do szuflady, nie rozpoczynają leczenia,
      myśląc że nie ma dla nich ratunku...
      To co robi Kaczmarski, Kofta, Durczok pomaga ludziom oswoić raka. Czy wiesz, że
      ludzie boją się przyznać do tej choroby? Jakby to była jakaś kara za grzechy...
      Drażni Cię ten temat, bo nie masz o tym zielonego pojęcia...
      I życzę ci abyś pozostała w tej błogiej nieświadomości...
    • gapka Re: co z tym rakiem 27.01.04, 01:29
      mama ma raka limfome i musi caly czas byc pod kontrola
      tata mila raka jelita grubego. Wycieto mu duza czesc jelita. Teraz tez co pare
      miesiecy musi miec badana krew a co roku te powazniejsze badania. Jest w
      remisji. Oboje zyja, ale nie sa najlepszej kondycji.
      • yagnieszka Co z tym rakiem? 27.01.04, 02:48
        Raz zdiagnozowany rak to wyrok na cale zycie. Gdy maly czlowiek ma 2 latka i
        wyjdzie powoli z dzieciecej bialaczki, chocby i mial zyc 120 lat, bedzie co
        roku sprawdzac, czy wszystko jest OK. Kazde dziwniejsze przebarwienie skory,
        kazde dluzej utrzymujace sie przeziebienie, uporczywy kaszel czy siniak
        traktowac bedzie podejrzliwie. I slusznie, bo "licho nie spi". To jest
        to "zycie z wyleczonym rakiem" - zycie na krawedzi, w ciaglym tchnieniu
        hipochondrii, ktora jednak pozwala dostrzec ewentualne pierwsze znaki
        powracajacego zla. Czysta tragedia - wyrok na cale uratowane zycie.
        A ci, ktorym dane sa tylko 3 miesiace, 2 lata, 7 lat? Cuda sie ponoc zdarzaja
        ale to sa czesciej nasze marzenia niz sprawdzalna rzeczywistosc. To juz jest
        tylko zegnanie sie ze swiatem, zalatwianie spraw ostatecznych, porzadkowanie
        papierow i modlitwa o choc pol godziny bez bolu.
        Ze inni chorzy nie otrzymuja tyle wsparcia, co chorzy na raka? Bo chorobom
        serca mozna zapobiegac, cukrzycy mozna zapobiegac, choroby genetyczne czy
        wypadki maja jednoznaczne przyczyny a rak? Rak dopada znienacka (moze z
        wyjatkiem raka pluc i kratni, na ktory palacze "uczciwie" zapracowywuja), nie
        dyskryminuje i wciaz wymyka sie klasyfikacjom dajac szanse na pozycie jednym a
        odbierajac ja bezwzglednie innym.
        Ze bywa zaleczalny? Bywa. AIDS tez, ale co z tego, wciaz wiecej zabija niz
        zostawia w spokoju by dozyli poznej starosci bez bolu i strachu.
        Najwiekszy kanal to miec raka w rodzinie - swiadomosc, ze rodzice, dziadkowie,
        rodzenstwo mieli/maja raka to dla wielu ludzi poczucie zycia z odlozonym na
        chwile wyrokiem smierci, a co gorsza ze strachem przed bolem i przed utrata
        kolejnego krewnego.
        No i mimo postepow w medycynie, codziennie umieraja na raka dzieci, ludzie
        mlodzi, zamozni, wplywowi - bardzo demokratycznie, niestety :(
        Nad ludzkim cierpieniem warto pochylac sie z szacunkiem i pokora, to pozwala
        bardziej doceniac wlasne malutkie szczescia.
    • gapka Re: co z tym rakiem 27.01.04, 03:03
      jak mowie u mnie mama ma bialaczke, jakis czas temu miala raka cerviksu, ale
      wyleczyla sie z niego po operacji.

      Tata mial raka jelita, babcia macicy. dziadek tez mial, ale w wyniku rany.
      Chce tylko powiedziec ze nas nikt "nie zaluje", glownie sie zwraca uwage na
      tych ktorzy juz maja raka.
      • gapka Re: co z tym rakiem 27.01.04, 03:04
        gapka napisała:

        > Chce tylko powiedziec ze nas nikt "nie zaluje", glownie sie zwraca uwage na
        > tych ktorzy juz maja raka.

        a ja czytalam w internecie ze my jako dzieci mamy duza predyspozycje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka