Dodaj do ulubionych

Problem pseudokatolika - spowiedź

03.03.04, 09:03
Jak przezyliscie spowiedź przed slubem - pytanie do katolików mało gorliwych.

Strasznie boję sie spowiedzi przedślubnej. Zwłaszcza, że katoliczka ze mnie
pozal się Boze. W kościele bywam tylko na ślubach i pogrzebach, ale jak
ksiądz po koledzie chodzi, to pieknie ładnie, główka spuszczona, pieniazki w
kopercie.

No a teraz mi przyjedzie brać ślub i to kościelny. Nie ma przeproś, muszę iść
do spowiedzi. No i co? Mam kłamać, udawać skruchę? Łatwiej by było mi wyznać,
że coś ukradłam, niż że uprawiałam zwierzęcy seks z ilomaś tam facetami. Do
ołtarza będe szła z drutem w macicy. No przecież jak to powiem, to mnie chyba
ekskomuniką potraktują! Bo tyle dzieci juz zabiłam. A z drugiej strony
kłamać? Omijać drażliwy temat? A jeśli sam zapyta? Rany!
Obserwuj wątek
    • jaga39 Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 09:10
      Po co Ci właściwie ten ślub kościelny? Ty go nie potrzebujesz. A jeśli
      potrzebuje go Twój przyszły, to można wziąć ślub jednostronny tzn. tylko on
      przyjmuje sakrament. Wybacz, ale nie rozumiem Twojego sposobu myślenia.
      Pzdr.
      • hipohipokrytka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 09:16
        Nie rozumiesz, bo nie masz mojej rodziny i nie mieszkasz tam gdzie ja mieszkam.
        Nie chcę być rzucona wilkom na pożarcie. Nie wiesz, że w niektórych
        srodowiskach najważniejsze jest zachowanie pozorów? Ślub koscielny musi być, bo
        inaczej rodzice przyszkłego nas wydziedzicza, rodzina sie odwróci. Nie bedziemy
        mieli życia. zostaniemy wyrzuceni ze stada. Takie są realia. Ślub nie jest
        uroczystością dla młodych, tylko dla rodziny i znajomych.
        • Gość: renia Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.ath.spark.net.gr 03.03.04, 09:18
          A coz powstrzymuje Cie w takim razie przed zatajeniem niewygodnych grzechow?
          Naprawde nie rozumiem Cie.
    • Gość: renia Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.ath.spark.net.gr 03.03.04, 09:13
      Po jaką chorobe w ogole bierzesz ten slub koscielny? Nie rozumiem - przeciez
      jesli nie usuniesz druta z macicy to ksiadz nie ma prawa dac ci rozgrzeszenia.
      Jesli zs masz zamiar to xataic, to jaki problem zataic i wszystko inne i wyznac
      tylko brak codziennego paciorka, no, ze czasem brzydkie slowo powiesz i ze moze
      skalmalas. Tak powiedz i bedziesz miala spokoj i tak robisz z tego parodie to
      po co sobie dowalasz stresu? Strasznie zaklamana jestes, nie uwazasz? Po co
      takie pozoru zachowujesz, jesli mozna spytac? Pytam, bo naprawde nie rozumiem
      czegos tskiego - dorosla kobieta i przed ksiedzem po koledzie spuszca glowke i
      pieniazki ladnie w kopercie? Ludzie ratujcie!
      • hipohipokrytka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 09:21
        Bo mi głupio kłamac, pewien respekt czuję. A życie nie jest czarne albo białe.
        Wpływ kościoła katolickiego odczuwam na własnej skórze bardzo mocno. Wolę
        odwalić szopkę niz wypaść z kręgu rodziny. Zalezy mi na spokoju. Żeby go
        uzyskać, muszę podporzadkować się większości. Tylko taki niesmak pozostaje.
        Cholerny niesmak. W pewnym sensie jest to nieposzanowanie pewnych wartości.
        Stad ten mol siedzi we mnie.
        • Gość: renia Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.ath.spark.net.gr 03.03.04, 09:30
          Wiesz, mozesz tez ksiedzu powiedziec szczerze, ze masz sprawy , o ktorych nie
          chcesz, wstydzisz sie z nim rozmawiac i ze przyszlas do tej spowiedzi nie z
          potrzeby serca tylko tak jak jest naprawde - z powodu tradycji i ludzkiego
          gadania. Moze ci cos doradzi. Mowiac szczerze, jesli czujesz "pewien respekt"
          to radzilabym Ci powstrzymac sie (mimo wszystko) od przyjmowania komunii
          swietej podczas wlasnego slubu (niekoniecznie musi to byc oficjalnie ogloszone
          calemu zgromadzeniu, mozna to zalatwic dyskretnie z ksiedzem. Bo jesli w
          cokolwiek wierzysz to naprawde nie rob sobie jaj z Boga. W koncu zatajanie
          grzechow to swietokradztwo.
        • Gość: jendza a co Ci szkodzi IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 03.03.04, 09:33
          zaczac zyc jakos tak... lepiej? A slub potraktowac jako poczatek
          tego lepszego zycia?
          Powiedz, zamierzasz dalej spac z roznymi facetami, pomimo slubu?
          Nie? ZNaczy, ze - z perspektywy religii - postanowilas 'poprawe'?
          A dzieci chcecie, czy nie?
          Chcecie? To co za problem wyjac ten drut?
          Nie chcecie teraz? To co za problem - skoro masz juz jednego, stalego partnera
          i jak rozumiem ustabilizowany rytm zycia -
          wyjac takze ten drut i SPRAWDZIC choc, czy moze wystarczy po prostu, znajac
          dobrze wlasny organizm, od czasu do czasu powstrzymac sie od wspolzycia?
          Jesli nie - zawsze mozesz wziac stosowna tablete... To w koncu dla CIEBIE
          (staly argument tych pro-choice) zdrowsze...:(
          I masz 'z glowy' swoj 'mol' oraz szanse na zycie bardziej w zgodzie z soba...

          A jesli to Cie jednak nie przekonuje... badz inaczej - jesli rzeczywiscie slub
          koscielny dla Ciebie to tylko taki rodzaj cyrku dla widowni... to wydaje mi
          sie, ze nie ma sensu brac koscielnego... po prostu. Szczerze odradzam! Cywilny
          wystarczy... A srodowisko... hm, poburzy sie, poburzy... i w koncu
          przestanie... W koncu nie wy jedni...
          A druta niezaleznie od wszystkiego warto sie pozbyc... Po prostu sa lepsze
          metody...
          • Gość: jendza a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 03.03.04, 09:40
            • hipohipokrytka Re: a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt 03.03.04, 09:48
              Po nim to spływa jak po gęsi. Powiedział, że będzie "bardzo żałował"
              i "napierdzielał głową w mur". Takze uważa to wszystko za cyrk na kółkach i
              najchetniej by wziął ślub cywilny. Ale nawet nie wypowie tego głośno, bo nasze
              rodznki za bardzo się dobrały pod wzgledem katolickości. Zlinczowaliby nas.
              • kini Re: a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt 03.03.04, 09:58
                Uważam, że twój narzeczony przyjął dobrą strategię. Jeśli cały ten ślub
                kościelny to tylko dla rodziny, to nie rozumiem, po co jeszcze sobie stwarzać
                dodatkowe problemy. Wy i tak wiecie swoje, spędzicie życie prawdopodobnie
                raczej w niezbyt ścisłym związku z Kościołem...
                Natomiast bardziej mnie zastanawia taka uległa postawa, "bo rodzina nas
                zlinczuje". Nie wiem, czy ja bym tak mogła.
              • Gość: renia Re: a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt IP: *.ath.spark.net.gr 03.03.04, 09:59
                Wiesz co? Zatrzymajmy sie na chwile przy "waszych rodzinkach". Dlaczego mieliby
                was zlinczowac? Zapewniam ie, ze tak nie bedzie. Moja ciotka, a bylo to prwie
                30 lat temu, wyszla za maz za ateiste, nie ochrzcila dzieci, a dziadek byl
                rownie fanatyczny, przypuszcam, jak Wasze rodzinki. I wiesz co sie stalo? Nic,
                troche dasow, troche gadania bylo przez pierwsze mesiace, a potem ludziom
                zaczely pola rodzic, trzeba bylo isc do roboty, innym sie urodzilo chore
                dziecko i musieli sie nim zajmowac, ktos mial wypadek i cala uwaga zostala
                przeniesiona na to czy przezyje i... rozeszlo sie po kosciach. Ludzie owszem,
                interesuja sie sprawami swoich bliznich, ale to jestprzejsciwe, nprawde nikt
                nie wyklnie Was z rodziny, jesli nie wezmiecie tego koscielnego. A pomysl o ile
                wiecej satysfakcji bedziecie miec oboje, jesli pokazecie reszcie, ze to Wy, a
                nie ktos inny decyduje o Waszym zyciu. Mysle, ze gdybym miala taki stosunek do
                sprawy jaki prezentujesz, to pieknie zapraszajac na wesele przyacil i rodzine
                informowalabym, ze z powodu szacunku dla ICH wiary, nie bedziecie brac slubu
                koscielnego i bardzo prosicie o uszanowanie tgo i powstrzyanie sie od
                komentarzy. Sprobuj, mowie Ci, nikt was nie wyklnie. Po prostu boisz sie isc
                troche pod prad, ale nie mozna byc az taka choragiewka w zyciu, to Teoje zycie,
                Wasze, dlaczego chcesz tanczyc tak jak INNI wam zagraja. Osobiscie moj o wiele
                wieszy szacunek wzbudza odwaga powiedzenia nie, dziekuje, niz robienie takiej
                szopki.
                • hipohipokrytka Re: a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt 03.03.04, 10:07
                  Niestety nie wszyscy mają odwagę na taki krok, nie wszystkim też się chce żreć
                  z rodzinką, być wytykanym palcami i znosić dąse. Nie należę do osób bojowych.
                  Zwłaszcza z własną rodziną wojować nie chcę. Z resztą, ślub za 2 miesiace
                  niecałe, wszystko już załatwione, nie będę się teraz wycofywać. Dopiero bym
                  narobiła bigosu.
                  • Gość: renia Re: a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt IP: *.ath.spark.net.gr 03.03.04, 10:08
                    Wspolczuje Ci takiej postawy w zyciu. EOT.
                  • kini Re: a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt 03.03.04, 10:09
                    To kłam na spowiedzi i miej święty spokój.
                • Gość: miki Re: a co na to wszystko Twoj narzeczony? ntxt IP: 212.244.155.* 03.03.04, 12:38
                  Zgadzam się z Renią: biorąc ślub w kościele wbrew własnym przekonaniom, tylko
                  po to, by "odwalić ten cyrk" dla krewnych, nie tylko gwałcicie samych siebie,
                  ale też okazujecie brak szacunku samej religii. To kpina z czegoś, w co wierzy
                  wiele osób, także drwina z poglądów waszych rodzin.Może uda się to wytłumaczyć
                  rodzicom - przecież coś takiego jest bez sensu. A nawet jeśli nie od razu
                  zrozumieją, warto zrezygnować z farsy. A spowiedź z drutem w Tobie równie
                  dobrze mogłaby się nie odbyć - tak czy siak będzie nieważna.Może warto
                  porozmawiać o tym zwyczajnie z jakimś sensownym duchownym, może on pomógłby
                  wytłumaczyć to i owo rodzinie?
                  miki
      • bubster Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 09:22
        > Nie rozumiem - przeciez
        > jesli nie usuniesz druta z macicy to ksiadz nie ma prawa dac ci
        rozgrzeszenia.

        możecie niedouczonej smarkuli wytłumaczyć co to jest to dłuto? spirala?
        i dlaczego ksiądz nie ma prawa dać rozgrzeszenia?
        to nie jest tak że ksiądz daje rozgrzeszenie na podstawie własnego osądu?
        • Gość: Nelka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: 217.153.141.* 03.03.04, 09:30
          Według Koscioła wszelka antykoncepcja jest zła, a zwłaszcza spirala, bo ona
          zabija nienarodzone dzieci. Tak, tak. Spirala jest uwazana za środek
          wczesnoporonny. Jeżeli ktoś nie wyraża skruchy, mocnego postanowienia poprawy
          itd, to nie dostanie rozgrzeszenia. Ksiadz nie może więc dać rozgrzeszenia
          jeśli się spirali nie zamierza zdjąć.
          • bubster Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 09:33
            > Tak, tak. Spirala jest uwazana za środek
            > wczesnoporonny.

            jest uważana czy jest de facto środkiem wczesnoporonnym?
            • Gość: Nelka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: 217.153.141.* 03.03.04, 09:43
              W pewnym sensie jest, ale to też zalezy jak się na to patrzy. Po pierwsze
              nowoczesne spirale nie dopuszczają do zpłodnienia w ogóle, a jeśli juz jakimś
              cudem dojdzie do spotkania plemnika z komórką jajową, to i tak się ona nie
              zagnieździ. Jedni uważają, że ciąza zaczyna sie nie w chwili zapłodnienia, ale
              w chwili zagniezdzenia. Jesli się przyjmie, że ciąża zaczyna się w chwili
              zapłodnienia, trzeba by przyjąć że cała masa kobiet przeszła w zyciu poronienie
              i to nie raz, ale wielokrotnie, gdyż wiele zarodków nie "przyjmuje się" i w
              zupełnie naturalny sposób są wydalane. Organizm sam je odrzuca jako "wadliwe".
              • bubster Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 09:45
                czyli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :-)
                jak zwykle :-)
              • Gość: Anton Problem spiralki IP: *.acn.waw.pl 03.03.04, 17:14
                > Jedni uważają, że ciąza zaczyna sie nie w chwili zapłodnienia, ale
                > w chwili zagniezdzenia.

                Nelka, wszystko pięknie, tylko weź pod uwagę, że nie chodzi tu o ciążę, a o
                człowieka. Nie ma znaczenia, kiedy zaczyna się ciąża - niech będzie i przy
                zagnieżdżeniu. Znaczenia ma okoliczność, kiedy powstaje ludzkie życie - a to ma
                miejsce przy zapłodnieniu.
                • bubster na marginesie 03.03.04, 19:03
                  > Nie ma znaczenia, kiedy zaczyna się ciąża - niech będzie i przy
                  > zagnieżdżeniu.

                  ma znaczenie kiedy zaczyna się ciąża
                  bo idąc tym tropem dojdziemy do wniosku że "plemnik to człowiek a ginekolog to
                  komunista"
                  i nawet stosunek przerywany będzie grzechem, a chłopiec mający nocne zmazy
                  będzie uwazany za mordercę
                  • Gość: Anton Re: na marginesie IP: *.acn.waw.pl 05.03.04, 10:25
                    > > Nie ma znaczenia, kiedy zaczyna się ciąża - niech będzie i przy
                    > > zagnieżdżeniu.
                    > ma znaczenie kiedy zaczyna się ciąża
                    > bo idąc tym tropem dojdziemy do wniosku że "plemnik to człowiek a ginekolog
                    to
                    > komunista"

                    Nie o to mi chodziło.

                    Chodzi mi o to, że ciążę można sobie definiować jako ten okres w życiu przed
                    urodzeniem, kiedy zarodek jest wczepiony w macicę - i to jest OK. Rzecz w tym,
                    że w "przerywaniu ciąży" nie chodzi o przerywanie ciąży, tylko o zabijanie
                    człowieka. A nowe życie ludzkie powstaje w momencie zapłodnienia.

                    Plemnik ewidentnie nie jest nowym życiem ludzkim. Po zapłodnieniu - ewidentnie
                    powstaje nowe życie, niezależnie od tego czy uważasz, że należy je prawnie
                    chronić, czy nie.
                    • bubster Re: na marginesie 05.03.04, 12:47
                      > Plemnik ewidentnie nie jest nowym życiem ludzkim. Po zapłodnieniu -
                      ewidentnie
                      > powstaje nowe życie, niezależnie od tego czy uważasz, że należy je prawnie
                      > chronić, czy nie.



                      czyli jednak dochodzimy do wniosku że ma znaczenie kiedy określi się ciążę :-)
        • Gość: miki Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: 212.244.155.* 03.03.04, 12:50
          Nie , to nie jest tak, że ksiądz daje rozgrzeszenie na podst. własnego sądu.
          Bóg rozgrzesza, ksiądz jest pośrednikiem. Jeśli nie powiesz mu o spirali, a on
          ci da rozgrzeszenie, to i tak spowiedź jest nieważna i tyle.
          • bubster Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 04.03.04, 08:42
            miejscie jeszcze trochę cierpliwości dla smarkuli i wytłumaczcie mi, czy osoby
            stosujące inną antykoncepcję (nie naturalną) też nie dostaną rozgrzeszenia?
            • Gość: miki Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: 212.244.155.* 04.03.04, 09:51
              No niestety - jeśli nie postanowisz poprawy, czyli nie myślisz rzeczywiście o
              zamiarze odstawienia środków antykoncepcyjnych - rozgrzeszenie będzie nieważne.:
              ((
              • bubster Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 04.03.04, 11:13
                btw - ja nie mam spirali...
                więc nie wiem, dlacego mówisz do mnie? :-)

                ok, a teraz miej jeszcze trochę cierpliwości i potłumacz mi dalej
                - potępienie spirali jeszcze rozumiem
                - ale np. przy prezerwatywie i tabletkach nie ma zabijania zarodków - dlaczego
                więc są potępiane? na zasadzie grzechu?
    • blanchet rozumiem że z księdzem"nie zadzierałaś"dla spokoju 03.03.04, 09:21
      świętego spokoju,bo po co walczyć z wiatrakami Osobiście niepokatolicku uważam
      że antykoncepcja i sex wogóle nie może być grzechem z racji że ta potrzeba
      musiała być stworzona przez Boga jeśli jest, nawet przykazania o tym nie mówią
      a jedynie o zdradzie(cudzołostwie) no bo komu sie tym szkodzi? a chyba na tym
      polega grzech taka chora interpretacja kościoła Jeśli nie jest to grzech wg
      ciebie to się z niego nie spowiadaj.
      • hipohipokrytka Re: rozumiem że z księdzem"nie zadzierałaś"dla sp 03.03.04, 09:24
        No w sumie... ale jeśli zapyta? Głupio tak kłamać w zywe oczy.
        • blanchet Re: rozumiem że z księdzem"nie zadzierałaś"dla sp 03.03.04, 09:27
          a czy taka dopytka jest wogóle możliwa? :) u spowidzi nie byłam dawno bo jej
          nie uznaję ale i to mnie czeka z pewnością tam kiedyś Wydaje mi się ż e ksiądz
          nie dopytuje Przecież mówisz mu że wyznałaś wszystkie co pamiętasz i żałujesz
          za to co nie pamietasz
          • hipohipokrytka Re: rozumiem że z księdzem"nie zadzierałaś"dla sp 03.03.04, 09:32
            Tak, ale spowiedx przedślubna jest podobno inna, bardziej szczegółowa. Dlatego
            pytanie kieruję do tych, którzy przez nią przeszli. ja też do spowiedzi nie
            chodzę, więc nie wiem. Pewnie dlatego się tak boję.
            • astrit Re: rozumiem że z księdzem"nie zadzierałaś"dla sp 03.03.04, 10:34
              Tu wychodzi dosyć dziwaczne i płytkie podejście do spowiedzi. Dla typowego
              polskiego katolika spowiedź to wyklepanie księdzu listy iluś tam grzechów
              typu " przeklinałam, okłamałam panią listonoszkę, kopnęłam kota " i inne
              duperele, w zamian oczekuje się od księdza wyznaczenia trzech "zdrowasiek" ,
              zastukania w konfesjonał i po wszystkim. Zwykle tak to wygląda, a wielu księży
              nie jest zainteresowanych zmianą tego podejscia - również w swoim przypadku. A
              to wcale tak nie jest. Spowiedż to rozliczenie z samym sobą z rzeczy, w których
              nie było się w porządku wobec siebie i innych, spowiedź daje okazję do
              zastanowienia się nad tym. Ksiądz jest tylko urzędnikiem, spowiedzi dokonujemy
              nie przed ksiedzem ale przed sobą i Bogiem. Sam rachunek sumienia - czyli
              zastanowienie się nad swoim postępowaniem, nad tym, co nami kieruje,
              uświadomienie sobie tego, co w tym jest złe i postanowienie zmiany - daje
              możliwosć rozgrzeszenia. Nie ksiądz jest ważny , ani to, co powie, ale
              szczerośc wobec siebie. Na tym polega spowiedź. Jeśli ma się szczęście i trafi
              się na rozsądnego księdza - jest szansa, że nie bedzie to twój monolog, ale
              usłyszysz parę rzeczy wartych przemyslenia. Tacy księża trafiają się np. w
              duszpasterstwach akademickich. Ja też miałam problem ze spowiedzią przed
              ślubem. Pamiętam, że zwyczajnie rozpłakałam się że zdenerwowania i wcale nie
              powiedziałam tego, co planowałam, właśnie tej "listy", tylko zwyczajnie
              opowiedziałam ksiedzu o swoich obawach i niepewnosci. I myślę, że to właśnie
              była najprawdziwsza spowiedź.
          • lolyta Re: rozumiem że z księdzem"nie zadzierałaś"dla sp 10.03.04, 20:26
            blanchet napisała:

            > a czy taka dopytka jest wogóle możliwa? :)

            Tak, dopytka jest mozliwa. kiedys pewien ksiadz wypytal mnie dokladnie gdzie
            pracuje, z kim mieszkam (nie pracowalam, studiowalam, mieszkalam sama) i na
            podstawie tego sobie sam dopowiedzial z czego sie utrzymuje i zapytal czy mialam
            JUZ aborcje. Po tym sakramencie przez pare lat omijalam mury kosciola z daleka,
            pozniej mi przeszlo bo w sumie w kazdej grupie sa palanci i ludzie porzadni.
            Pzry spowiedzi przedslubnej bylo zupelnie inaczej, ksiadz mowil ze rachunek
            sumienia powinien byc nie tylko z grzechow ale i z dobrych rzeczy, bo w sumie
            nie tylko grzeszymy, a wazne jest, zeby sie jakos pozytywnie motywowac do poprawy.
      • Gość: j76 Re: rozumiem że z księdzem"nie zadzierałaś"dla sp IP: *.acn.waw.pl 10.03.04, 18:59
        > Osobiście niepokatolicku uważam
        > że antykoncepcja i sex wogóle nie może być grzechem z racji że ta potrzeba
        > musiała być stworzona przez Boga jeśli jest, nawet przykazania o tym nie mówią
        > a jedynie o zdradzie(cudzołostwie) no bo komu sie tym szkodzi? a chyba na tym
        > polega grzech taka chora interpretacja kościoła

        "Kto z pożądaniem patrzy na kobietę już w myśli z nią dopuścił się cudzołóstwa"

        Zgadnij, kto to powiedzial? Podpowiem: to było dawno, dawno temu.
        Seks bezmałżeński jest grzechem przeciwko szóstemu przykazaniu.

        Ciekawa jest ta Polska, gdzie prawie każdy chce mieć ślub w instytucji, z którą
        się nie zgadza. To się dopiero nazywa hipokryzja.

        A jeszcze ciekawsze jest to, że w tej dyskusji najuczciwiej wypowiada się osoba,
        która z KK nie chce mieć nic wspólnego. Pięknie.
    • Gość: Jaśmina Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 09:27
      Miałam przed ślubem identyczne obawy. Nie chciałam kłamać. Spowiedzi były dwie
      (druga w przeddzień ślubu). Pierwszy ksiądz umoralniał i grzmiał, tak że na
      drugą spowiedź szłam z duszą na ramieniu :-)A tu niespodzianka -
      ksiądz "życiowy", rozumiejący przymus sytuacji i nie wymagający ode mnie więcej
      niż sama mogę.(nie wiem czy to ma znaczenie, ale był Franciszkaninem) Myślę
      więc, że bywa różnie - może idź do księdza "poleconego" np. przez koleżankę.
      • blanchet Ach ci Franciszkanie 03.03.04, 09:30
        kiedyś byłam przed ciężką operacją i baąłm się że umrę Więc z wariacji całej
        (jak trwoga to do Boga) poszłam do spowiedzi (moja ostatnia spowiedź) Ten
        Franciszkanin to wogóle nieżyciowy był I tylko mnie dobił nazwał mnie
        cudzołożnicą bez życia czy coś tam Hhaha:)
    • Gość: Jola Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.03.04, 09:48
      Miałam taki sam problem przed "kolędą". Jak się zachować, czy powiedzieć, że
      nie praktykuję, że dzieci nie chodzą na religię, że właściwie jestem ateistką.
      Z drugiej strony nie chciałam głowy chować w piasek i go nie wpuszczać.
      Zaprosiłam, powiedziałam jak jest i oczywiście nie dałam koperty. Pogadaliśmy o
      pieskach, ksiądz był wyjątkowo życiowy.
      Myślę, że rada pójścia do "normalnego" księdza i szczerego porozmawiania jest
      najlepsza. Najlepiej w jakiejś innej parafii.
    • pajdeczka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 10:01
      hipohipokrytka napisała:

      > Jak przezyliscie spowiedź przed slubem - pytanie do katolików mało gorliwych.
      >
      > Strasznie boję sie spowiedzi przedślubnej. Zwłaszcza, że katoliczka ze mnie
      > pozal się Boze. W kościele bywam tylko na ślubach i pogrzebach, ale jak
      > ksiądz po koledzie chodzi, to pieknie ładnie, główka spuszczona, pieniazki w
      > kopercie.
      >
      > No a teraz mi przyjedzie brać ślub i to kościelny. Nie ma przeproś, muszę iść
      > do spowiedzi. No i co? Mam kłamać, udawać skruchę? Łatwiej by było mi wyznać,
      > że coś ukradłam, niż że uprawiałam zwierzęcy seks z ilomaś tam facetami. Do
      > ołtarza będe szła z drutem w macicy. No przecież jak to powiem, to mnie chyba
      > ekskomuniką potraktują! Bo tyle dzieci juz zabiłam. A z drugiej strony
      > kłamać? Omijać drażliwy temat? A jeśli sam zapyta? Rany!


      Albo przemilcz parę spraw dla świętego spokoju, albo zrezygnuj ze ślubu
      kościelnego. Jakkolwiek nie uczynisz i tak popełnisz grzech:))) A przecież nie
      zależy ci na tym, prawda?
      A co do drutu w macicy. Nie rozumiem, co znaczy "zabiłam tyle dzieci". Plemnik
      to nie dziecko przecież.
      • Gość: renia Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.ath.spark.net.gr 03.03.04, 10:05
        Pajdeczko, spirala nie powoduje zabijania plemnikow tylko smierc zarodkow
        uniemozliwiajac im zagniezdzenie sie w macicy. w mysl nauki Kosciola jest to
        srodek wczesnoporonny powodujacy zabijanie nienarodzonych dzieci.
        • pajdeczka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 10:30
          Gość portalu: renia napisał(a):

          > Pajdeczko, spirala nie powoduje zabijania plemnikow tylko smierc zarodkow
          > uniemozliwiajac im zagniezdzenie sie w macicy. w mysl nauki Kosciola jest to
          > srodek wczesnoporonny powodujacy zabijanie nienarodzonych dzieci.

          aha, widocznie mam złe informacje, ale wiesz, że ja jestem "specjalistką" od
          antykoncpepcji naturalnej:)
    • annb i po co się w to pchasz? 03.03.04, 10:06
      z tego co piszesz wynika że slub kościelny bierzesz tylko dla rodziny, niejako
      pod presja.wobec tego nastepnego dnia możesz ruszyć machinę zwaną
      uniewaznieniem, bo twój slub i tak bedzie nieważny.
      zastanów się nad tym.
      za chwilę czeka cię wypełnianie protokołu przedslubnego i co?
      jak ksiądz zapyta czy nie działasz pod przymusem gładko odpowiesz "ależ skąd"?
      smieszne to...
      za rok pojawi się twój post pod tytułem-rodzina naciska na dziecko a ja jeszcze
      nei chcę ale jestem rok po ślubie i jak nie zajdę w ciaże to mnie
      zaszczuja/wykluczą/spalą na stosie?
      a jesli czego ci oczywiscie nie zyczę ale hipotetycznie napiszesz mój mąż ma
      kochankę a ja nie mogę się z nim rozwieśc bo w mojej rodzinie rozwodów nie było?
      bo mnie zaszczuja/wyklucza/spalą na stosie....

      ech.....dowód masz?
      pewnie masz
      a zachowujesz się jak nastolatka która grzecznie odrabia lekcje aby dostac
      pozwolenie wyjścia na dyskotekę?

      • hipohipokrytka Re: i po co się w to pchasz? 03.03.04, 10:11
        Masz dużo racji. Z tym dzieckiem spełni się pewnie na bank:))) Ale moze do tego
        czasu uda nam się wynieśc do innego miasta, albo w ogóle wyjechać z kraju.
        Niestety, jesli chodzi o moja rodzinę, czuje się bezradna jak dziecko.
        • annb Re: i po co się w to pchasz? 03.03.04, 10:20
          wiesz, nie mój cyrk nie moje małpy ale żal mi twojego przyszłego męża bo skoro
          ty się czujesz bezradna w powiedzmy oględnie delikatnej materi jaka jest
          posiadanie własnego zdania to co on biedny bedzie miał z tego małżeństwa?
          jak wszystko bedziecie robić pod dyktando twojej rodziny?
          może lepiej już teraz się wynies do innego miasta co?
          dla własnego dobra
          a może Ci jest tak wygodniej?zwalac wszystko na rodzinę?
          ech...taki luksus niemyslenia...co jest?to nei ja oni mi kazali...
          • yagres Re: i po co się w to pchasz? 03.03.04, 10:30
            Robisz strasznie głupią rzecz, a mianowicie bierzesz slub kościelny i składasz
            przysięgę wobec siebie, partnera, swiadków, rodziców, księdza i co
            najważniejsze – składasz przysięgę Bogu DLA POZURU!
            I po się się okłamujesz?

            Musisz wybrać konkretne rozwiązanie a nie zachowywać się jak mała dziewczynka.
            Spałaś z tyloma facetami ale dalej jesteś bardzo niedojrzała emocjonalnie. Albo
            zdecydujesz się na slub i na spowiedź przedślubną i wraz z zawarciem małżeństwa
            rozpoczniesz nowy, całkiem czysty i bez grzechu etap w swoim życiu przy boku
            męża albo będziesz kłamać lub zatająć grzechy przy spowiedzi i dalej będziesz
            żyć jak do tej pory.

            Biorąc ślub z wybrankiem chyba nie zamierzasz dalej korzystać ze zwierzęcego
            seksu z byle kim? Jeśli więc masz być i chcesz mu byćwierna to nie ma potrzeby
            się okłamywać. Oczyszczasz się przed ślubem i zaczynasz życie od nowa a seks
            tylko z mężem.
            Co do spirali to masz prawo do tego. Masz prawo decydować kiedy chcesz mieć
            dzieci tak samo jak masz prawo do rozrusznika serca, który utrzymuje cię przy
            życiu, bo inaczej : niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać
            trzeba, a więc umierać.
        • undyna Re: i po co się w to pchasz? 03.03.04, 10:42
          Dopisuję się do ostatniego, żebyś mnie przeczytała. Doskonale cię rozumiem z
          rodziną i środowiskiem nie ma żartów i jeśli nie chcesz kłamać to z mojego
          doświadczenia wynika:> usuń spiralę a)ksiądz z drutem nie rozgrzeszy (o tym
          zapomnij)
          b) druty są do niczego jeśli chodzi o zapobieganie, (statystyki)
          >obiecaj księdzu(Bogu), że nie będziesz współżyła z przyszłym do ślubu i
          dotrzymaj(jeśli chcesz być w porządku wobec Boga), bez tego też nie dostaniesz
          rozgrzeszenia
          Wiem co mówię, poważnie:)Po ślubie, jeśli nie chcesz od razu w pieluchy, to
          zawsze można tabletki, bezpieczniejsze.:) Powodzenia i nie ma strachu, ja jakoś
          to przeżyłam i nawet było do przyjęcia.
          • pajdeczka Re: i po co się w to pchasz? 03.03.04, 10:44
            undyna napisała:
            )
            > b) druty są do niczego jeśli chodzi o zapobieganie, (statystyki)
            > >obiecaj księdzu(Bogu), że nie będziesz współżyła z przyszłym do ślubu i
            > dotrzymaj(jeśli chcesz być w porządku wobec Boga), bez tego też nie
            dostaniesz rozgrzeszenia

            Biorąc pod uwagę hipokryzję księży, na pewno, po takim wyznaniu, dostanie
            rozgrzeszenie:)
            • undyna Re: i po co się w to pchasz? 03.03.04, 12:49
              Wiem:)
        • oka5 Re: i po co się w to pchasz? 03.03.04, 11:04
          hipohipokrytka napisała:

          > Ale moze do tego
          > czasu uda nam się wynieśc do innego miasta, albo w ogóle wyjechać z kraju.
          > Niestety, jesli chodzi o moja rodzinę, czuje się bezradna jak dziecko.

          No to może odłóż ten ślub i weź go po swojemu z dala od rodziny, dopiero wtedy,
          gdy wyjedziecie. Mamy XXI wiek, a Ty osaczona przez bliskich zamierzasz brać
          udział w jakiejś szopce zupełnie wbrew sobie i swojemu narzeczonemu? Jesteście
          dorośli. Jeśli nie czujecie się katolikami, to dajcie sobie spokój z katolickim
          ślubem, spowiedziami itd.
    • losiu4 Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 10:49
      hipohipokrytka napisała:

      > Jak przezyliscie spowiedź przed slubem - pytanie do katolików mało gorliwych.

      my-normalnie :)

      > Strasznie boję sie spowiedzi przedślubnej. Zwłaszcza, że katoliczka ze mnie
      > pozal się Boze. W kościele bywam tylko na ślubach i pogrzebach, ale jak
      > ksiądz po koledzie chodzi, to pieknie ładnie, główka spuszczona, pieniazki w
      > kopercie.

      nie będę moralizował za dużo, ale to niedobrze... Najlepiej by było albo-albo.

      > No a teraz mi przyjedzie brać ślub i to kościelny. Nie ma przeproś, muszę iść
      > do spowiedzi. No i co? Mam kłamać, udawać skruchę?

      nie. Powinas powiedzieć prawdę. Bo inaczej spowiedź będzie nieważna (no chyba
      ze Ci na niej w ogóle nie zależy - tylko po co się wtedy spowiadać)

      > Łatwiej by było mi wyznać,
      > że coś ukradłam, niż że uprawiałam zwierzęcy seks z ilomaś tam facetami. Do
      > ołtarza będe szła z drutem w macicy. No przecież jak to powiem, to mnie chyba
      > ekskomuniką potraktują! Bo tyle dzieci juz zabiłam.

      rozgrzeszenia na pewno - bez postanowienia poprawy (czyt. usunięcia spirali) z
      Twojej strony - nie dadzą. Co do seksu - z tym bywa różnie. Zależy na jakiego
      księdza trafisz. I tu dygresja in minus sakramentowi spowiedzi - ciekawe czemu
      za pewne grzechy jedni księża absolutnie nie chcą dać rozgrzeszenia, inni bez
      problemu dają, radzac przy tym, by do "tamtego" księdza z takimi grzechami nie
      chodzić...

      > A z drugiej strony
      > kłamać? Omijać drażliwy temat? A jeśli sam zapyta? Rany!

      jak dla mnie - powiedzieć trzeba prawdę. Jeśli miałbym coś radzić: rozpuść wici
      wśród znajomych, może znają jakiegoś polecanego, tzw "życiowego" księdza...
      wtedy i korzysć będzie podwójna: uda się spowiedź (oczywiście pod pewnymi
      warunkami), i rozmowa z kimś mądrym pomoże. Mimo wszystko szkoda, że nie
      potrafisz twardo postanowić i wziać np. "jednostronny" ślub kościelny z Tobą
      jako stroną niewierzącą. Jak znam życie pewnie masz kłopoty środowiskowe - czy
      to ze strony Twojego, czy też przyszłego męża otoczenia...

      Pzodrawiam, życząc udanego rozwiązania dylematów

      Losiu
    • miriammiriam Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 03.03.04, 12:57
      jeśli twój katolicyzm jest tylko fasadowy, to konsekwentnie traktuj w ten sam
      sposób wszystkie sakramenty
    • hipohipokrytka Czyżby w Polsce nie było hipokryzji? 03.03.04, 15:31
      Dostałam na tym forum wile rad, aby postawić na swoim i wyjść z zakłamania i
      profanacji świętości, powiedzieć jawnie co mi lezy na wątrobie i nie udawać
      świętej. Bardzo bym tak chciała, ale nie mam w sobie dośc siły. Szopka bedzie
      odstawiona i już.

      Cos mi tu nie pasuje... Podobno 90 z hakiem % Polaków to katolicy, ale przecież
      w większości stosują antykoncepcję, są w tzw "wolnych związkach", kobiety biorą
      hormony, mają założoną spiralę, ale sluby są jak trzeba: po katolicku, w
      Kościele, biała kiecka, welon, wesele. Chciałabym znać prawdę: czy rzeczywiście
      żałowaliście, badź żałujecie swego poprzedniego życia? Czy do ślubu szliście z
      tzw "czystością w sercu"? Nie oszukiwaliście z wykresami na kursach
      przedmałżeńskich? Po spowiedzi do ślubu nie współzyliscie?
      • undyna Re: Czyżby w Polsce nie było hipokryzji? 03.03.04, 15:41
        hipohipokrytka napisała:

        > Dostałam na tym forum wile rad, aby postawić na swoim i wyjść z zakłamania i
        > profanacji świętości, powiedzieć jawnie co mi lezy na wątrobie i nie udawać
        > świętej. Bardzo bym tak chciała, ale nie mam w sobie dośc siły. Szopka bedzie
        > odstawiona i już.


        Moja słodka hipokrytko, napisałam ci tylko jak to zrobić, żeby nie skłamać(o
        ile sobie przypominam, napisałaś, że nie chcesz kłamać), a to wcale nie znaczy,
        że ja nie poszłam na łatwiznę (skoro Bóg wie wszystko, to po co jeszcze ma o
        tym wiedzieć ksiądz?;)), zresztą wcale nie jestem przekonana, że księża wiedzą
        lepiej niż reszta jak jest dobrze i dlaczego, ja osobiście ślub potraktowałam
        jak ludowy obyczaj.
        > Cos mi tu nie pasuje... Podobno 90 z hakiem % Polaków to katolicy, ale
        przecież
        >
        > w większości stosują antykoncepcję, są w tzw "wolnych związkach", kobiety
        biorą
        >
        > hormony, mają założoną spiralę, ale sluby są jak trzeba: po katolicku, w
        > Kościele, biała kiecka, welon, wesele. Chciałabym znać prawdę: czy
        rzeczywiście
        >
        > żałowaliście, badź żałujecie swego poprzedniego życia? Czy do ślubu szliście
        z
        > tzw "czystością w sercu"? Nie oszukiwaliście z wykresami na kursach
        > przedmałżeńskich? Po spowiedzi do ślubu nie współzyliscie?
      • miriammiriam ja ci dam praktyczną radę 03.03.04, 15:44
        przed spowiedzią spisz sobie na kartce listę odpowiednich grzechów i naucz się
        tego, nie radze pisać m.in. ze opuszczasz niedzielną msze, o seksie to już
        nawet nie wspomne. dzięki temu odwalisz sakrament pokuty szybko i w miarę
        bezboleśnie. sposób sprawdzony - robiłam tak, gdy byłam małolatą i mama kazała
        mi chodzić do kościoła - bierzmowanie itp. szopki. teraz jestem dużą
        dziwczynką, nie odstawiam przed nikim komedii, jeśli ty nie jesteś na tyle duża
        aby żyć według własnych zasad, zastosuj opisany chwyt, a mama, tata i dalsi
        krwni będą z ciebie dumni.
      • orvokki Re: Czyżby w Polsce nie było hipokryzji? 03.03.04, 15:52
        No więc myślę, że spora część osób rzeczywiście traktuje całość jako szopkę,
        przy spowiedzi albo kłamie, albo spowiada się z tego, co sami uważają za
        grzech, nie wnikając za bardzo w katechizm KK...
        Można i tak.
        Spróbuj ocalić choć trochę szacunku dla siebie znajdując mądrego księdza i
        odbywając z nim prawdziwą, szczerą rozmowę. Bo nie sądzę, żebyś kłamiąc na
        spowiedzi lub zatajając coś, dobrze się z tym czuła.

        > Cos mi tu nie pasuje... Podobno 90 z hakiem % Polaków to katolicy, ale
        przecież
        >
        > w większości stosują antykoncepcję, są w tzw "wolnych związkach", kobiety
        biorą
        >
        > hormony, mają założoną spiralę, ale sluby są jak trzeba: po katolicku, w
        > Kościele, biała kiecka, welon, wesele. Chciałabym znać prawdę: czy
        rzeczywiście
        >
        > żałowaliście, badź żałujecie swego poprzedniego życia? Czy do ślubu szliście
        z
        > tzw "czystością w sercu"? Nie oszukiwaliście z wykresami na kursach
        > przedmałżeńskich? Po spowiedzi do ślubu nie współzyliscie?
        • hipohipokrytka Re: Czyżby w Polsce nie było hipokryzji? 03.03.04, 16:08
          Czuję się z tym wszystkim bardzo nieswojo, jest mi tak dziwcznie nieprzyjemnie.
          Może wyrzuty sumienia? Kiedy mówie o tym swojemu mężczyźnie, patrzy na mnie jak
          na wariatkę. On sie tym wcale nie przejmuje. Ksiądz sobie pogada, a on i tak
          wie swoje. A żyjemy w państwie katolickim i trzeba się dopasowac - poza tym, to
          jest już tradycja, a tradycja zbliza ludzi i nie ma się co buntować. I tak nie
          mamy tak źle, w krajach wschodu kobiety noszą chusty na codzień, u nas mamy
          tylko sluby i pogrzeby. Trzeba się dostosowac. - Tak mi mniej więcej
          wytłumaczył swój punkt widzenia mój przyszły. Pytanie: ile ludzi tak mysli? Jak
          się to dogłębniej przeanalizuje, to większość par robi ze ślubu szopkę "w imię
          tradycji".
      • oka5 Re: Czyżby w Polsce nie było hipokryzji? 03.03.04, 16:33
        hipohipokrytka napisała:

        > Cos mi tu nie pasuje... Podobno 90 z hakiem % Polaków to katolicy, ale
        > przecież w większości stosują antykoncepcję, są w tzw "wolnych związkach",
        > kobiety biorą hormony, mają założoną spiralę.

        Oczywiście, że wsród katolików hipokryzja kwitnie. Pytanie tylko, czy to są
        prawdziwi katolicy. Katolicyzm jest religią wymagającą, a wielu pseudowiernych
        traktuje ją wybiórczo. Najważniejsze, że nie zdają sobie nawet z tego sprawy i
        w ankietę wpisują dziarsko "katolik" w rubryce dot. wyznania. Stąd te 90%. Moja
        ultrakatolicka (we własnym mniemaniu) sąsiadka stosuje wyszukaną antykoncepcję,
        ma "tylko" dwoje dzieci, obmawia znajomych aż miło, kłamie, bije synów itp. Nie
        odczuwa przy tym żadnych wyrzutów sumienia i wcale nie przeszkadza jej to
        biegać co tydzień na mszę, a nawet udzielać się społecznie w kościele. To pełne
        sprzeczości postępowanie zupełnie jej nie rusza. Ale z Tobą jest całkiem
        inaczej. Ty masz wątpliwości, Tobie jest głupio, źle się z tym czujesz. Masz
        świadomość, że chcesz zrobić coś niewłaściwego i wbrew sobie. Problem jest dla
        Ciebie na tyle duży, że napisałaś o nim na forum. To dlatego widząc Twoją
        rozterkę ja i parę innych osób doradziło Ci, byś zaniechała szopki. Kiedy już
        będzie po wszystkim, zostanie Ci niesmak, bo akurat Tobie nie jest wszystko
        jedno. Oczywiście zrobisz, jak będziesz chciała. To Twoje życie. Ja na Twoim
        miejscu zrobiłabym inaczej, ale zupełnie nie musisz brać tego pod uwagę.
        • Gość: jendza A ja nie wiem, jak jest 'w Polsce'... IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 03.03.04, 16:53
          Wiem natomiast, jak jest u mnie...:)))
          Swieta nie jestem:(, ale slub koscielny byl... bo ja mialam taka potrzebe:)).
          Maz mnie w tym wsparl, choc nie jest katolikiem.
          Nasz slub katolicki zatem jest jednostronny.
          Slub byl skromny i dodam, ze akurat z naszych z mezem ukladow wyniklo, ze to ja
          go finansowalam... NIe wyobrazam sobie, zeby za moj slub miala placic moja mama
          na przyklad... No i zeby miala mi cokolwiek narzucac, jak chodzi o ten moment...
          I dodam, ze naprawde jest dobrze...:))

          Jesli zalozymy teoretycznie, ze wszyscy kradna, to czy to automatycznie
          oznacza, ze kradziez jest dobra? Tak samo z ta hipokryzja...
          A jest jeszcze jedna rzecz... Moze ta sasiadka Oki kiedys tez miala
          watpliwosci... Bo widzisz, jak sie czlowiek zaklamuje, to przy odrobinie
          talentu sam moze w swoje klamstwa uwierzyc...
          Po co Ci to?
          Olej, badz 'albo goraca, albo zimna'. Tak jest po prostu uczciwie.
          pozdrawiam i odwagi zycze
          j.
    • Gość: julia Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 17:31
      Stanełam w podobnej sytuacji jak Ty. Kilka lat temu przyszły teść oznajmił,że
      albo ślub kościelny, albo wynocha.
      Był ślub kościelny, do spowiedzi przed nie poszłam, kolega miał pieczątkę
      księdza i nawet mi wszystkie lekcje przedmałżeńskie podstęplował.
      Gdy obecnie raz w roku przychodzi ksiądz zostawiam z tym problemem męża.
      Nie rozumiem z czym masz problemy?Ksiądz kłamie, ty kłamiesz i wszyscy udają,że
      jest jak być powinno. Popatrz dziewczyno na to co dzieje się w strukturach
      kościoła i przestań mieć skrupuły.
      • calineczka1 antykoncepcja a kosciol 03.03.04, 18:14
        Pare osob pisalo we wczesniejszych postach, ze ksiadz nie udzieli
        rozgrzeszenia, gdy kobieta ma zalozona spirale. A co w takim razie z pigulkami?
        Rowniez nalezy zaprzestac ich stosowania, by byc rozgrzeszonym? Pytam z czystej
        ciekawosci, do spowiedzi sie w najblizszym czasie nie wybieram. ;) Oczywiscie
        zdaje sobie sprawe, ze kosciol nie uznaje m. in. antykoncepcji w postaci
        hormonow.
    • Gość: Ethlinn Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.cbgnet.pl 03.03.04, 18:30
      Mam wrażenie że tu nawet nie chodzi o naciski rodziców; po prostu chcesz wziąć
      udział w ładnym przedstawieniu, śliczna, biała sukienka, welon (hehe), te
      sprawy... Mi jako chrześcijance przykro czytac takie posty jak Twój, bo chociaż
      święta nie jestem; biorę pigułki, u spowiedzi byłam ostatnio ze 3 lata temu, to
      sakrament małżeństwa jest dla mnie czymś na tyle ważnym i pięknym, że boli mnie
      gdy ktoś nie ma poszanowania dla czyjejś religii i urządza sobie z jej
      sakramentów szopkę. Naprawdę uważam że dużo lepszym rozwiazaniem byłoby wziecie
      jedynie ślubu cywilnego, zwłaszcza że oboje zdaje się jesteście niewierzący. A
      jeśli sie mylę, i naprawdę chcecie wziąć ślub koscielny ze względu na rodziców,
      to -sorry- ale straszne dzieciuchy jeszcze jesteście.
    • Gość: akirka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.dialup.telenergo.pl 03.03.04, 20:10
      Twoje wyrzuty sumienia sa dla mnie zrozumiale, bo wedlug mnie zalezy o od
      wychowania, srodowiska w jakim sie dorastalo..to zostaje..co do spowiedzi,
      mysle,ze skoro masz jakiekolwiek skrupuly, to powinnas isc na spowiedz, jak na
      rozmowe.nie mow tych wszystkich regulek tylko powiedz mu to ,co tutaj, ze nie
      jestes przekonana itd.jednak, jesli zamierzasz to wszystko potraktowac tak
      lekko, oklamac, to pomysl czym jest dla Ciebie ten slub.przysiega czy szopka?
      czy ma dla Ciebie to jakies znaczenie,ze jestes w kosciele i przysiegasz?
      pomysl, ze jesli sklamiesz na spowiedzi to sakrament bedzie niewazny.szkoda ,
      ze daliscie sie zmanipulowac rodzicom,ale moge zrozumiec ta presje.
    • Gość: gosciowa Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.toya.net.pl 03.03.04, 22:38
      Hipokrytko, bylam w takiej sytuacji jak ty, slub koscielny wzielam w wyniku
      pesji obu rodzin, bardzo katolickich. I nie z powodu ladnej oprawy, welonu i
      sukni ale dlatego ze wiedzialam jak takie odstepstwo zabolalo by moich
      rodzicow. Bo ostracyzm babc, ciotek i innych krewnych mialabym gdzies, ale wiem
      ze moi rodzice musieliby sie strasznie czuc w rolu rdzicieli takiego odmienca
      co nie chce "po bozemu" i "normalnie, jak wszyscy ludzie" wziac slubu w
      kosciele.
      Do spowiedzi poszlam tylko po stepelek na kartce, wyklepalam spreparowane na ta
      okazje "bezpieczne" grzechy i slowem sie nie zajaknelam o zyciu na kocia lape,
      tabletkach i ze nawet nie czuje sie katoliczka. Gdyby ksiadz spytal o to wprost
      to bylam zdecydowana sklamac.
      Takie podejscie jest kwestia poukladania sobie wszystkiego samemu w glowie.
      Jestesmy w wiekszosci wychowani w wierze katolickiej i czy chcemy czy nie ma to
      wplyw na nas. Jesli nie wypracujemy sobie wlasnego pogladu na istnienie
      jakiegos wyzszego porzadku na swiecie, to mimo ze katolicyzm nie bedzie nam
      pasowal, to jednak zawsze bedzie gdzies w srodku tlil sie ten zabobonny lek ze
      moze jednak jakas prawda w tym jest a my za kare bedziemy sie smazyc w piekle.
      Mi bylo latwo zrobic to co zrobilam bo jestem przekonana ze Bog nie jest
      katolikiem. Wierze w stopniowe dochodzenie do Boga przez kolejne wcielenia,
      wierze w prawo karmy. Wierze ze grzechem jest kiedy przyczyniamy sie do
      czyjegos cierpienia. A to co robimy w lozku i kiedy to sa duperele ktore tak
      naprawde Boga nie obchodza.
      Dlatego obrzedy katolickie sa dla mnie wylaczne tradycja jak ubieranie choinki
      na swieta.
      Hipokrytko sadze ze albo wyrbisz sobie jednoznaczne stanowisko na temat
      podejscia do kosciola albo oszalejesz od tego rozdwojenia jazni.
      • Gość: zuzka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.ny325.east.verizon.net 04.03.04, 06:41
        gosciowa - swietnie to ujelas. pozdrawiam, bardzo wiele lat temu tez tak
        zrobilam. nie widze w tym nic niemoralnego, zeby oszczedzic rodzicom
        rozczarowania. Tak samo dlaczego w tak milym dniu masz być bezkompromisowa i
        walczyc z opinia spoleczna. Masz tez prawo panna mloda, zeby cieszyc sie ladna
        uroczystoscia jaka daje oprawa w kosciele. mniej w tym hipokryzji i
        szkodliwosci niz w zachowaniu chociazby biskupa P. czy innych ksiezy, ktorzy
        rownoczesnie beda przesluchiwac na okolicznosc spirali.
    • Gość: jendza Do czesci dyskutantow IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 04.03.04, 08:25
      Wiecie co, czytajac znakomita wiekszosc postow tu czulam sie tak,
      jakbym zajrzala w wasze prywatne obslizgle piekielka, ble....:(((
      Nawet nie jakies gorace i z rozmachem, tylko wystudzone i obmierzle, fuj:((
      Z jednej strony krytykujecie Kosciol w czambul: wszystko zle, nie tak,
      jak uwazacie ze powinno byc, a ksieza to homoseksualisci i pedofile.
      WY jestescie LEPSI.
      A potem sie okazuje, ze zalezy WAm na 'folklorze' i 'spokoju rodziny', i zeby
      wszystko LADNIE WYGLADALO, wszyscy Wam KLASKALI i was LUBILI... aha, i jeszcze
      na tym, zeby sobie biala sukienke z welonem zalozyc... Ohyda:(((
      I do tego - znowu Waszym zdaniem - macie PRAWO, zeby kazdy ksiadz
      pokornie spelnil wasze zachcianki BEZ PYTAN, bo i tak sam na pewno jest od was
      gorszy... Dulska przy was to matka Teresa, naprawde...
      Jak mozna sobie - majac tak zaklamane wnetrza - jeszcze moc patrzec rano w oczy
      w lustrze, pytam?
      Jak mozna - przy takiej wewnetrznej kloace - jeszcze czegos pozytywnego dla
      siebie wymagac od swiata?
      Jak mozna tak dransko mieszac w glowie dziewczynie, ktora jeszcze probuje sie
      jakos w tym wszystkim ocalic?
      Czy tak trudno byc 'zimna', jesli nie mozna byc goraca?

      Moj maz nie chodzi do kosciola, wzielismy slub jednostronny.
      Ksiedza po koledzie zapraszamy OBOJE i to moj maz wrecza mu najczesciej koperte.
      Ksiadz wie, ze maz nie jest katolikiem, a maz zaprasza ksiedza po prostu
      do domu, jak zwyklego goscia. A zaprasza i daje pieniadze nie dlatego, ze ja na
      niego naciskam, czy ksiadz, czy opinia publiczna, tylko dlatego,ze uznaje tego
      ZASADNOSC.
      NIGDY mnie z tytulu 'ateizmu' meza nie spotkala zadna przykrosc.
      NIGDY nikt mi z tego powodu nie 'szurnal' - ani w rodzinie, ani w parafii, ani
      w rozlicznych miejscach, gdzie mieszkalam...

      MAcie odwage wspolzyc byle jak i byle gdzie, macie odwage wkladac sobie w rozne
      miejsca rozne rzeczy, macie odwage wywalac z siebie to wszystko na forum chocby,
      a nie macie odwagi przyznac sie mamusi, ze religia nie jest dla was istotna?

      • bubster nie złość się tak 04.03.04, 08:55
        Gość portalu: jendza napisał(a):

        > Wiecie co, czytajac znakomita wiekszosc postow tu czulam sie tak,
        > jakbym zajrzala w wasze prywatne obslizgle piekielka, ble....:(((
        > Nawet nie jakies gorace i z rozmachem, tylko wystudzone i obmierzle, fuj:((

        kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem
        jesteś bez winy? na pewno?
        znam wielu tzw. "niepraktykujących" którzy są ludźmi "do rany przyłóż"
        a moja - onegdaj - bardzo dobra koleżanka, rzuciła wiarę w kąt jak tylko na
        horyzoncie pojawił się facet...
        nie można uogólniać - nie wszystcy katolicy są żli, nie wszyscy katolicy są
        dobrzy
        to że któś traktuje ślub tylko jako tradycję, to jego prywatna sprawa,
        a w rzeczywistości może być lepszym człowiekiem
        niż Ty, chociażby dlatego, że nie zieje nienawiścią do bliźnich
        nie zapominaj: "kochaj bliźniego jak siebie samego"

        i osąd nad ludźmi zostaw Bogu

        Bogu i tak zależy głównie na tym, by ludzie byli dobrzy nawzajem dla siebie
        myślę, że to, ile razy się chodzi do kościłoa, nie ma dla niego takiego
        znaczenia
        • Gość: jendza Bubster IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 04.03.04, 10:50
          A teraz jeszcze raz sobie otworz moj post i przeczytaj go uwaznie.
          ...
          i jak? dostrzegasz juz?
          No to sprobuje wylozyc... raz jeszcze dla Ciebie i innych, ktorzy tez byc moze
          nie zrozumieli..

          Mozna by mowic, ze 'sadze' wowczas, gdybym stwierdzila na przyklad, ze
          'Bubster jest zla, grzeszy smiertelnie i moim zdaniem pojdzie do piekla'.
          Wtedy moglabys mi zasadnie zarzucic, ze osadzam 'Bubster'.
          Zeby jednak osadzic Bubster w miare uczciwie (to znaczy: gdybym rzeczywiscie
          postanowila Bubster osadzic), musialabym wiedziec o jej zyciu WSZYSTKO.
          Tu taka sytuacja nie zachodzi, jak wiesz zapewne...

          Ja nie 'sadze' tu nikogo.
          Ja oceniam konkretna POSTAWE tych ludzi, prezentowana tutaj.
          Rozumiesz roznice?
          Pytasz mnie, czy 'jestem bez winy'. To pytanie bez sensu. Ja nie napisalam tego
          postu by sobie poprawic samopoczucie, gdyz 'jestem lepsza'. Ja napisalam, jak
          jest w moim zyciu W TEJ KONKRETNEJ PLASZCZYZNIE zeby UDOWODNIC, ze MOZNA
          otwarcie przyznac sie do swoich przekonan bez leku, ze sie utraci akceptacje
          otoczenia. Dodam, ze - poza wszystkim - jesli otoczenie akceptuje obrazek,
          ktory mu pokazujemy, a nie prawde o nas, to i tak jest to akceptacja POZORNA.
          A jak chodzi o wine: NIE JESTEM BEZ WINY. Nikt nie jest.
          NIe rzucam kamieniem, co juz jasno wykazalam.
          JA tylko WYRZUCAM KUPCOW ze swiatyni.
          A do tego mam prawo... a nawet obowiazek:(

          Ja nie pisalam przeciez, ze wszyscy katolicy sa tacy lub inni, a niekatolicy
          to... skad Ci sie wzielo to zdanie o uogolnianiu?
          Ja oceniam POSTAWY osob tu piszacych. TU zaprezentowane - dodam ponownie dla
          wyjasnienia.
          Traktowanie slubu katolickiego jako tradycji jedynie TO NIE JEST PRYWATNA
          SPRAWA osoby przystepujacej do tego slubu. Jesli nie czuje sie protestantka czy
          osoba wyznania Mojzeszowego, czy muzulmanka, ani tez moj partner nie jest
          reprezentantem jednego z tych wyznan, to NIE PCHAM SIE do miejsc kultu tamtych
          religii, coby sobie zafundowac barwna uroczystosc. Przez szacunek dla przekonan
          innych... Bo to by bylo SWIETOKRADZTWO.
          Nadal trudno mi pojac logike, ktora daje ludziom sile, by zbuntowac sie przeciw
          KOsciolowi i odrzucic jego nauke, ale tej sily juz nie wystarcza, by
          konsekwentnie zbuntowac sie... przeciw jakiejs bezsensownej 'tradycji'...

          I gdzie ja zione ta nienawiscia?
          Na jakiej podstwie uwazasz, ze sadze ludzi?
          I skad wiesz, na czym 'zalezy' Panu Bogu?

          Ej, Bubster, zastanow sie troche, zanim rzucisz kamieniem...
          BO nie wiem, czy jestes swiadoma...., wlasnie rzucilas nim we mnie...
          i to bezzasadnie, wiesz?
          • bubster Re: Bubster 04.03.04, 11:32
            Gość portalu: jendza napisał(a):

            > A teraz jeszcze raz sobie otworz moj post i przeczytaj go uwaznie.

            poczytałam, piszesz językiem "ociekającym jadem" - stąd moja reakcja
            strasznie tego nie lubie
            ociekających jadem "swiętych" we wszelkiej dziedzinie - czy to KK czy to
            pieczenie chleba...
            nienawidze jak ludzie się nienawidzą dla zasady...
            chyba jestem zbytnią idealistką...

            > JA tylko WYRZUCAM KUPCOW ze swiatyni.
            > A do tego mam prawo... a nawet obowiazek:(
            to wyrzuć wszystkich
            mojego byłego sąsiada, który co niedziele grzecznie chodził do kościoła, a
            potem bił żonę
            moją koleżankę, która z pogardą patrzyła na tych, co nie chodza na oazę, a w
            momencie, gdy pojawił się chłopak....
            mojego kolegę, który poszedł na KUL bo to katolicka uczelnia, co nie
            przeszkadza mu pić i "chodzić w krzaki" z dziewczynami innymi, niż jego własna
            nie da się, wiem, ale nikt nie powiedział, że w życiu będzie łatwo być w
            zgodzie ze sobą
            ale zanim ich wyrzucisz, nie wylewaj na nich jadu bez przyczyny
            istnieje coś takiego jak konformizm, coś od czego niektórym trudno uciec

            > Ja nie pisalam przeciez, ze wszyscy katolicy sa tacy lub inni, a niekatolicy
            > to... skad Ci sie wzielo to zdanie o uogolnianiu?

            nie napisałam, że to Twoje zdanie (o katolikach), to był komentarz do mojego
            zdania powyżej (żebyś nie pomyślała, że to ja uogólniam)

            > Traktowanie slubu katolickiego jako tradycji jedynie TO NIE JEST PRYWATNA
            > SPRAWA osoby przystepujacej do tego slubu. Jesli nie czuje sie protestantka
            czy

            racja :-)
            przemyslałam i masz rację
            ale jeszcze raz PROSZĘ - nie ziej jadem
            zdanie w stylu "wkładacie sobie różne rzeczy w różne miejsca"....


            > Nadal trudno mi pojac logike, ktora daje ludziom sile, by zbuntowac sie
            przeciw KOsciolowi i odrzucic jego nauke, ale tej sily juz nie wystarcza, by
            > konsekwentnie zbuntowac sie... przeciw jakiejs bezsensownej 'tradycji'...

            już napisałam - konformizm
            to bardzo trudne

            >
            > I gdzie ja zione ta nienawiscia?

            napisałam, zdania typu jak powyżej
            i chociaż Twój post nie do mnie był adresowany, poczułam się, jakbym w twarz
            dostała
            musze się chyba wyleczyć z tego idealizmu, bo nic dobrego z tego nie wynika

            > I skad wiesz, na czym 'zalezy' Panu Bogu?
            wszystkie przykazania są po to, by chronić nas przed... sobą nawzajem
            inaczej zamiast "nie zabijaj" byłoby coś innego

            > Ej, Bubster, zastanow sie troche, zanim rzucisz kamieniem...
            > BO nie wiem, czy jestes swiadoma...., wlasnie rzucilas nim we mnie...


            nie rzuciłam

            nie ma tam żadnego zdania Cię osądzającego

            chciałam wylać kubeł zimnej wody, i tyle
            • Gość: jendza Re: Bubster IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 04.03.04, 12:23
              Moj jezyk nie ocieka nienawiscia, wiesz?
              Mam po prostu NEGATYWNY STOSUNEK DO BRUDU.
              I jesli mowie o BRUDZIE, to staram sie odpowiednie dac
              rzeczy slowo. Po prostu.

              Powtorze CI raz jeszcze: inny wymiar ma stwierdzenie:
              'wkladacie sobie rozne rzeczy w rozne miejsca'
              niz chocby.. Twoja ocena mojej osoby, ze ja 'zieje jadem'-
              bo to jest po prostu... pomowienie mnie.
              Moje zdanie natomiast oddaje istote tego, o czym pisza niektore forumowiczki
              w tym watku. POza tym - jakby je tak specjalistycznie zanalizowac, to... by sie
              okazalo, ze jego ciezar rodzi sie dopiero... w glowie odbiorcy, ktory
              ma... nieczyste sumienie...:((
              Dlaczego sie poczulas tak ciezko osobiscie dotknieta moim powyzszym zdaniem?
              Przeciez -poza wszystkim- tamtego postu nie napisalam do 'Bubster'...
              Czyzby 'uderz w stol...'?
              Nie sugeruje, wbrew pozorom, ze cos sobie gdzies wkladasz, poza wszystkim -
              jesli nawet, to to jest Twoja prywatna sprawa, co robisz ze swoim cialem.
              Ale wyrazanie sie POZYTYWNE, ugladzone i akceptujace o brudzie na forum
              publicznym moze spowodowac reakcje taka, jak moja... ROWNIE UPRAWNIONA, albo
              nawet bardziej..., bo brud trzeba nazwac po imieniu. Dla dobra tych, ktorzy
              moga sie w nim ubabrac z czystej nieswiadomosci - po przeczytaniu
              wyczyszczonych klamstw.

              Oburzasz sie, bo to zdanie wydobylo na swiatlo dzienne ohyde czynu? Przyjrzyj
              sie uwaznie: ono nie zawiera zadnego wulgaryzmu nawet...

              A jak chodzi o postulowane przez Ciebie wyrzucanie przeze mnie WSZYSTKICH
              kupcow ze swiatyni... WIdzisz, tu znow Ty sadzisz:(, nie ja...
              Ja nie wiem nic o Twoim sasiedzie, jego wierze, problemach z zona, przezyciach
              wewnetrznych i tak dalej. NIe mi sadzic i nie mi wyrzucac go za jego grzechy.
              Wszyscy popelniamy bledy lub 'grzeszymy', jak wolisz, a wspolnote Kosciola mamy
              po to, zeby sie wspierac nawzajem... w takich dramatach tez, albo zwlaszcza...
              Ty zas WYROKUJESZ bez wysilku: 'wyrzuc mojego sasiada'..., bo w Twojej opinii
              on grzeszy. Hm, AMeryki nie odkrylas... pewno, ze grzeszy...

              Nie mam danych,by stwierdzic, jaki jest stosunek Twojego sasiada do KOsciola,
              natomiast MAM DANE co do stosunku do KOsciola paru osob, ktore wypowiedzialy
              sie w tym watku. I to jest wlasnie KUPCZENIE.
              NIe mam ambicji uporzadkowania calego swiata - poza faktem, ze to nierealne,
              takie ambicje sa przejawem PYCHY. Ja tylko chcialabym utrzymac porzadek w
              najblizszej mojej okolicy, przede wszystkim w sobie samej, a potem - jesli moge
              wskazac komus NEGATYWNY wymiar jego postawy, to to czynie. Zwlaszcza jesli o to
              prosi. A przeciez po to wlasnie Hipohipokrytka zalozyla ten watek, prawda?

              Wiesz, co teraz robisz? Mowisz, ze jestes lepsza (tak to przynajmniej
              odbieram), bo nie polecialas za chlopakiem, jak Twoja kolezanka z oazy,
              albo nie 'chodzisz w krzaki'....


              Hm... 'konformizm'... jakie piekne, 'higieniczne' slowo...
              A spojrz tylko, na ile dramatow sie przeklada...
              Ta dziewczyna tez pewnie chodzila na oaze z konformizmu...
              a ten chlopak poszedl na KUL, bo rodzice chcieli... A ten,
              co chodzi do kosciola 'grzecznie' i bije zone to pewnie...
              tez taki mily 'konformista'...

              Ej, Bubster, Bubster...
              wymagasz ode mnie czegos, co ludowa tradycja okresla krotko i dosadnie:
              'bulke przez bibulke a g...o gola reka...'

              a ja... nie chce taplac sie w g.
              • bubster Re: Bubster 04.03.04, 12:51
                widzę że do porozumienia nie dojdziemy
                a szkoda, bo przyjemnie się z Tobą dyskutuje :-(

                > Moj jezyk nie ocieka nienawiscia, wiesz?
                punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

                > Mam po prostu NEGATYWNY STOSUNEK DO BRUDU.
                to tak jak ja
                tylko reakcje jak widać mamy odmienne
                i definicję brudu też

                > Powtorze CI raz jeszcze: inny wymiar ma stwierdzenie:
                > 'wkladacie sobie rozne rzeczy w rozne miejsca'
                > niz chocby.. Twoja ocena mojej osoby, ze ja 'zieje jadem'-
                > bo to jest po prostu... pomowienie mnie.
                jeżeli tak to odebrałaś to przepraszam

                > Dlaczego sie poczulas tak ciezko osobiscie dotknieta moim powyzszym zdaniem?
                takie moje idealistyczne zacięcie "wybacz bliźniemu boś sam nie bez winy"

                > Nie sugeruje, wbrew pozorom, ze cos sobie gdzies wkladasz,
                poza jedzeniem i tamponami to nic :-))))
                (to taki mały żart dla rozładowania atmosfery :-)


                > Oburzasz sie, bo to zdanie wydobylo na swiatlo dzienne ohyde czynu?
                nie nie o to

                > A jak chodzi o postulowane przez Ciebie wyrzucanie przeze mnie WSZYSTKICH
                > kupcow ze swiatyni... WIdzisz, tu znow Ty sadzisz:(, nie ja...
                > Ja nie wiem nic o Twoim sasiedzie, jego wierze, problemach z zona, przezyciach
                > wewnetrznych i tak dalej.
                o przeżyciach wewętrznych też nie wiem
                ale jak bił żonę, to ona krzyczała i słychać było...

                > NIe mi sadzic i nie mi wyrzucac go za jego grzechy.
                źle odczytałaś
                ja nikogo nie wyrzucam
                i "wyrzuć jeszcze" nie miało na celu ani oceny a nie namawianie
                widocznie różnie interpretujemy ten sam tekst


                > Ty zas WYROKUJESZ bez wysilku: 'wyrzuc mojego sasiada'..., bo w Twojej opinii
                > on grzeszy. Hm, AMeryki nie odkrylas... pewno, ze grzeszy...

                o rany!
                powiem wprost - TO BYŁA IRONIA JA NIC NIE WYROKUJĘ I NIKOGO NIE OSĄDZAM PODAŁAM
                PRZYKŁADY

                > Wiesz, co teraz robisz? Mowisz, ze jestes lepsza
                a tego to już nie rozumiem
                niby gdzie?


                (tak to przynajmniej
                > odbieram), bo nie polecialas za chlopakiem, jak Twoja kolezanka z oazy,
                > albo nie 'chodzisz w krzaki'....
                nie chodze, ale tego nie napisałam... to nadinterpretacja


                > Hm... 'konformizm'... jakie piekne, 'higieniczne' slowo...
                > A spojrz tylko, na ile dramatow sie przeklada...
                wiem
                ale za nonkonformizm parę razy w due dostała,m, dlatego wiem, jak ciężko go
                przezwyciężyć osobom ze słabszą wolą (wiem, bo wiem ile mnie to wysiłku
                kosztowało)


                > Ta dziewczyna tez pewnie chodzila na oaze z konformizmu...
                pozwolę sobie stwierdzić że mi mówiła inaczej...

                > Ej, Bubster, Bubster...
                > wymagasz ode mnie czegos, co ludowa tradycja okresla krotko i dosadnie:
                > 'bulke przez bibulke a g...o gola reka...'
                >
                > a ja... nie chce taplac sie w g.

                niczego od Ciebie nie wymagam
                wytłumacz mi, dlaczego tak twierdzisz
                • Gość: jendza A moze dojdziemy IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 04.03.04, 13:57
                  do porozumienia...:)?
                  Bubster, z faktu, ze wyrazam sie 'jadowicie' (jesli takie slowo Ci 'pasuje')
                  o akcie nie wynika automatycznie nienawisc do tego, kto dziala, zrozum,
                  prosze...
                  Na przyklad: wyobrazmy sobie, ze mam dziecko. Moje dziecko
                  pacnelo kolege lopatka w glowke, bo kolega nie chcial oddac
                  memu dziecku swojej zabawki, ktora sie memu dziecku bardzo
                  spodobala. Jak reaguje ja? NIe opowiadam wszystkim naookolo, ze moje
                  sliczne malenstwo to ma takie poczucie piekna - zas zabawka rzeczywiscie jest
                  sliczna, a tak w ogole to ono to zrobilo bardzo delikatnie i w ogole nie
                  rozumiem, po co ta afera, przeciez to tylko dziecko i lopatka, tylko...
                  tlumacze mej 'pociesze', ze 1) trzeba szanowac ludzi i ich rzeczy, 2) jak mu
                  sie zabawka podobala, to moglo poprosic o jej pozyczenie 3)bicie
                  lopatka po glowie jest WSTRETNE itd.. czyli staram sie pokazac dziecku
                  RZECZYWISTY WYMIAR tego, co zrobilo..
                  I taka moja reakcja wcale nie znaczy, ze nie kocham mego dziecka, prawda?
                  Rzeklabym nawet: wrecz przeciwnie... Bo majac jasna informacje moje dziecko
                  nastepnym razem zachowa sie dobrze i bedzie prawdopodobnie AKCEPTOWANE przez
                  otoczenie...

                  Napisalas:
                  > Nie sugeruje, wbrew pozorom, ze cos sobie gdzies wkladasz,
                  > poza jedzeniem i tamponami to nic :-))))

                  :))

                  > o rany!
                  > powiem wprost - TO BYŁA IRONIA JA NIC NIE WYROKUJĘ I NIKOGO NIE OSĄDZAM
                  PODAŁAM
                  >
                  > PRZYKŁADY

                  przyklady na co? Bo przeciez nie na moje stwierdzenia z postu... ANi na zadne
                  Twoje...
                  Z faktu, ze sasiad bije zone i chodzi do kosciola nie wynika nic ponadto, ze on
                  bije zone i chodzi do kosciola...
                  Moze dlatego zrozumialam, ze chcesz pokazac, ze Ty jestes lepsza, bo
                  nie 'bijesz zony' i 'nie polecialas za chlopakiem, pierwotnie sie
                  deklarujac "oazowo"'...
                  Jesli zle zrozumialam, to przepraszam.

                  Oj, ja tez dostalam w d. za nonkoformizm. Miedzy innym na skutek takiej
                  postawy dzis... nie mam pracy... Samo zycie. Jednak wole to, niz miec
                  prace, zarazem nie majac szacunku do siebie...

                  > > Ej, Bubster, Bubster...
                  > > wymagasz ode mnie czegos, co ludowa tradycja okresla krotko i dosadnie:
                  > > 'bulke przez bibulke a g...o gola reka...'
                  > >
                  > > a ja... nie chce taplac sie w g.
                  >
                  > niczego od Ciebie nie wymagam
                  > wytłumacz mi, dlaczego tak twierdzisz

                  Juz tlumacze. Otoz wymagalas ode mnie, zebym nie ziala jadem,
                  nie rzucala kamieniami w innych, bo sama pewno bezgrzeszna nie jestem,
                  no i zebym sie - ze ujme rzecz po swojemu - delikatniej wyrazala. Tu
                  przytoczylas moje zdanie o 'wkladaniu'.

                  Doszlysmy juz, jak mysle, w wielu punktach do uzgodnienia stanowiska:
                  nie potepiam ludzi, tylko postawe, nie 'zieje jadem', tylko nazywam
                  rzeczy po imieniu..., a jesli po imieniu, to rzeczy brudne trzeba nazywac
                  'brudnymi' slowami itd...

                  Jesli bym uzywala pieknych slowek na okreslenie kloacznych zachowan,
                  to uprawialabym wlasnie owa polityke 'bulke przez bibulke...'.
                  Czyli mowiac inaczej: czerwienilabym sie na dzwiek slowa 'd....a', zarazem
                  dokopujac komus w te 'd...e' bez krepacji... W baletkach i w bialych
                  rekawiczkach.
                  A ja nie chce.
                  I o rzeczach zlych bede dalej mowic tak, zeby budzily obrzydzenie.
                  Tak, jak u Ciebie:)
                  Teraz wyrazilam sie jasniej ciut, powiedz?

                  pozdrawiam
                  j.
                  • bubster Re: A moze dojdziemy 04.03.04, 14:22
                    > Bubster, z faktu, ze wyrazam sie 'jadowicie' (jesli takie slowo Ci 'pasuje')
                    > o akcie nie wynika automatycznie nienawisc do tego, kto dziala, zrozum,
                    > prosze...

                    no może masz rację
                    zadziałało moje popapranie emocjonalne i głupi dziecięcy idealizm
                    taka stara a taka naiwna jestem :-)

                    > przyklady na co?
                    do mojej ironi przykłady, że są poważniejsze rzeczy


                    > Z faktu, ze sasiad bije zone i chodzi do kosciola nie wynika nic ponadto, ze
                    on bije zone i chodzi do kosciola...

                    I TU DOPIERO JEST KUPCZENIE W ŚWIĄTYNI

                    > Moze dlatego zrozumialam, ze chcesz pokazac, ze Ty jestes lepsza, bo
                    > nie 'bijesz zony'
                    :-)
                    nie mam żony, nie mam kogo bić :))
                    żartuję


                    > Jesli zle zrozumialam, to przepraszam.

                    to były moje przykłady na Kupczenie
                    nie jestem lepsza
                    sobie też mam wiele do zarzucenia
                    >
                    co do nonkonformizmu - nie każdy ma taką siłę woli,
                    >
                    > Juz tlumacze. Otoz wymagalas ode mnie, zebym nie ziala jadem,
                    > nie rzucala kamieniami w innych, bo sama pewno bezgrzeszna nie jestem,
                    > no i zebym sie - ze ujme rzecz po swojemu - delikatniej wyrazala. Tu
                    > przytoczylas moje zdanie o 'wkladaniu'.
                    nie mam nic przeciwko "mówieniu dupa"
                    i nie o to mi chodziło
                    nie wymagałam delikatności
                    tylko zrozumienia

                    >
                    > Doszlysmy juz, jak mysle, w wielu punktach do uzgodnienia stanowiska

                    tak, a co powiesz na stanowisko jednego z forumowiczów, że ślub a małżeństwo to
                    nie to samo?
                    coś w tym jest
                    w końcu to małżonkowie dają sobie ślub, ksiądz jest tylko świadkiem
                    albo na postawę - biorę ślub bo moim rodzicom na tym zależy - nie na zasadzie,
                    że mam presję, ale że wiem, że im zależy, i robię to dla nich
                    przecież chrzest z wody może udzielić osoba, której nie zależy na sakramentach,
                    ale robi to dla kogoś

                    pozdro



                    > Teraz wyrazilam sie jasniej ciut, powiedz?

                    taa, teraz kumam :-)
                    pozdro
                    • Gość: jendza Re: A moze dojdziemy IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 05.03.04, 12:39
                      bubster napisała:
                      > no może masz rację
                      > zadziałało moje popapranie emocjonalne i głupi dziecięcy idealizm
                      > taka stara a taka naiwna jestem :-)

                      Hm, na moje wyczucie, Bubster, 'stara' to Ty nie jestes...:)) (wygloszone z
                      cieplem i akceptacja wielka...:))

                      > I TU DOPIERO JEST KUPCZENIE W ŚWIĄTYNI

                      Nie, Bubster, to nie jest 'kupczenie' w swiatyni.
                      NIe bede CI tu podawac gotowej egzegezy...
                      Pomysl sama: Piotr, ktory sie trzy razy zaparl Chrystusa,
                      zostal glowa jego Kosciola... ani w glowie bylo Jezusowi
                      wyrzucac Piotra ze swiatyni... To samo dotyczy takze chocby Judasza,
                      ktory Chrystusa wydal... Chrystus do siebie dopuszczal celnikow,
                      malo tego - dopuszczal NAWET (he, he...) grzeszne kobiety - przyklad chocby
                      Samarytanki, zyjacej z kolejnym mezczyzna bez slubu... O nia rowniez Chrystus
                      zabiegal...
                      Nie kazdy grzech to 'kupczenie w swiatyni'...

                      > nie mam nic przeciwko "mówieniu dupa"
                      > i nie o to mi chodziło
                      > nie wymagałam delikatności
                      > tylko zrozumienia

                      Rozumiem, ze nie pojelas metafory:(
                      Nie chodzi o 'mowienie dupa', tylko o takie
                      nazywanie DZIALAN, ktore w pelni odzwierciedla
                      ich etyczny wymiar. Tak, jak w przykladzie o dziecku
                      z lopatka... Co innego jest zas stosunek do osoby, ktora
                      takie dzialania podejmuje... Osobe NELEZY zrozumiec,
                      ale AKT nalezy potepic.

                      > tak, a co powiesz na stanowisko jednego z forumowiczów, że ślub a małżeństwo
                      to
                      >
                      > nie to samo?
                      > coś w tym jest
                      > w końcu to małżonkowie dają sobie ślub, ksiądz jest tylko świadkiem
                      > albo na postawę - biorę ślub bo moim rodzicom na tym zależy - nie na
                      zasadzie,
                      > że mam presję, ale że wiem, że im zależy, i robię to dla nich
                      > przecież chrzest z wody może udzielić osoba, której nie zależy na
                      sakramentach,
                      >
                      > ale robi to dla kogoś

                      Ow 'forumowicz' zachowal sie w sposob chamski, mowiac wprost,
                      probujac - przy pomocy argumentow ad personam i bredzenia
                      na temat, o ktorym pojecia nie ma - rozmydlic meritum sprawy.
                      W Kosciele katolickim - tworzac malzenstwo - mezczyzna i kobieta
                      zawieraja 'przymierze malzenskie' (pisze, opierajac sie na Katechizmie KOsciola
                      katolickiego, wyd. przez Pallotinum w 1994 roku), czyli, jak slusznie
                      twierdzisz, daja slub sobie..., co jest i bylo zreszta zawsze oczywiste i nie o
                      tym ta dyskusja... Jednak, aby to przyrzeczenie bylo WAZNE, musi byc
                      spelnionych pare warunkow. Jesli jakies nie sa spelnione, stanowi to w prawie
                      kanonicznym podstawe do pozniejszego uznania owego malzenstwa za niewazne.
                      Warunkow jest pare. Takie po prostu jest prawo kanoniczne. I naprawde - aby to
                      malzenstwo bylo 'wazne' - fakt , ze... mezczyzna i kobieta robia to z...
                      milosci dla rodzicow - nie stanowi zadnego uzasadnienia, ani nie jest zadnym z
                      tych warunkow...... CHocby nie wiem jak to byla szlachetna motywacja..., nijak
                      sie owa motywacja ma do uznania owego malzenstwa za wazne w Kosciele.
                      Tak samo jest z sakramentem chrztu sw., nawet z wody. Zeby byl wazny, musi byc
                      spelnionych pare warunkow. I tyle:)
                      I jeszcze jedno: 'Kosciol uwaza wzajemne wyrazenie zgody przez malzonkow za
                      nieodzowny element, ktory stwarza 'malzenstwo'. Jesli nie ma zgody, nie ma
                      malzenstwa.' To cytat ze wspomnianego katechizmu, s. 385. Przekladajac to na
                      polszczyzne potoczna: slub jest elementem, ktory stwarza malzenstwo. Skoro
                      zatem malzenstwo jest sakramentem, slub jest jego elementem. Na stroinie 384
                      stoi zas :'Obrzed zaslubin jako SAKRAMENTALNY akt uswiecenia... winien byc sam
                      w sobie wazny, godny i owocny' - to cytat z adhortacji Jana Pawla II Familiaris
                      consortio.
                      O 'warunkach',ktore sprawiaja, ze malzenstwo jest wazne, poczytaj w Katechizmie.

                      Pozdrawiam:))
                      j.
                      • bubster Re: A moze dojdziemy 05.03.04, 12:55
                        > Pomysl sama: Piotr, ktory sie trzy razy zaparl Chrystusa,
                        > zostal glowa jego Kosciola...
                        bo to, że ktoś grzeszy, nie znaczy, że mamy go potępiać
                        ale - sama przyznasz że są grzechy cięższe i lżejsze


                        > Co innego jest zas stosunek do osoby, ktora
                        > takie dzialania podejmuje... Osobe NELEZY zrozumiec,
                        > ale AKT nalezy potepic.
                        ale trzeba bardzo uważać - granica potępiam akt/potępiam osobę może być cienka

                        > Takie po prostu jest prawo kanoniczne.

                        i taraz należałoby rozważyć jak prawo kanoniczne ma się do Biblii

                        > milosci dla rodzicow - nie stanowi zadnego uzasadnienia, ani nie jest zadnym
                        z
                        > tych warunkow...... CHocby nie wiem jak to byla szlachetna motywacja...,
                        nijak
                        > sie owa motywacja ma do uznania owego malzenstwa za wazne w Kosciele.
                        ok, nawet jeżeli nie jest ważne, czy jest aż tak obraźliwe?

                        > Tak samo jest z sakramentem chrztu sw., nawet z wody. Zeby byl wazny, musi
                        byc
                        > spelnionych pare warunkow. I tyle:)
                        ale może go udzielić osoba niewierząca
                        > O 'warunkach',ktore sprawiaja, ze malzenstwo jest wazne, poczytaj w
                        Katechizmie
                        tak le w całej dyskusji nie chodziło o ważność małżeństwo tylko jakąś obraże
                        spowodowaną takim a nie innym podejściem
                        • Gość: jendza Re: A moze dojdziemy IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 05.03.04, 13:49
                          bubster napisała:

                          > > Pomysl sama: Piotr, ktory sie trzy razy zaparl Chrystusa,
                          > > zostal glowa jego Kosciola...
                          > bo to, że ktoś grzeszy, nie znaczy, że mamy go potępiać
                          > ale - sama przyznasz że są grzechy cięższe i lżejsze
                          I coz to ma do rzeczy? Przypominam - bylo o kupczeniu...

                          > > Takie po prostu jest prawo kanoniczne.
                          >
                          > i taraz należałoby rozważyć jak prawo kanoniczne ma się do Biblii
                          A po co? Mowimy tu o slubie katolickim, wiec obowiazuja tu katolickie
                          zasady udzielania go.. ktore oczywiscie automatycznie OPARTE SA na BIBLII.
                          CHcesz poznac lepiej BIblie - SWIETNIE:)) powodzenia! Bedzie jakis pozytek
                          z tego watku...

                          > ok, nawet jeżeli nie jest ważne, czy jest aż tak obraźliwe?
                          A czy ktokolwiek tu twierdzi, ze sa obrazliwe?

                          > ale może go udzielić osoba niewierząca
                          I coz to ma do rzeczy?

                          > tak le w całej dyskusji nie chodziło o ważność małżeństwo tylko jakąś obraże
                          > spowodowaną takim a nie innym podejściem
                          O jaka obraze? Ze kto sie niby obrazil: ja? czy wspolnota Kosciola potraktowana
                          tak instrumentalnie? Czy hipokryci, ktorym staralam sie pokazac rzeczywisty
                          wymiar ich dzialan w tej materii? Bo nie rozumiem...
                          Ja od poczatku staram sie mowic, ze slub jest sakramentem i nie mozna sobie z
                          niego robic jaj oraz traktowac jako folklor. I dlaczego tak jest.
                          A teraz nie bede tu zagladac przez pare dni, bo mam sporo pracy.
                          • bubster Re: A moze dojdziemy 05.03.04, 14:02
                            Gość portalu: jendza napisał(a):


                            > I coz to ma do rzeczy? Przypominam - bylo o kupczeniu...
                            a przychodzenie do świątyni z zamiarem - postoję postoję posłucham ale nadal
                            będę robił swoje (np. bił żonę) to nie kupczenie?
                            >
                            > > i taraz należałoby rozważyć jak prawo kanoniczne ma się do Biblii
                            > A po co?
                            chociażby po to, by sprawdzić czy oddaje Biblię bo z założenia powinno,
                            Mowimy tu o slubie katolickim, wiec obowiazuja tu katolickie

                            > zasady udzielania go.. ktore oczywiscie automatycznie OPARTE SA na BIBLII.
                            tu sprawa może być troszkę kontrowersyjna i dyskusujna, ale to szersza rozmowa
                            teologiczna :-) jeszcze nas admin wykasuje bo czytacze będą mieli dośc :-)

                            > CHcesz poznac lepiej BIblie - SWIETNIE:)) powodzenia! Bedzie jakis pozytek
                            > z tego watku...
                            a jak dojdę do jakiś nieprawomyślnych teori? ;-) ostatnio jak cośtam sobie
                            czytałam to uderzyło mnie... traktowanie kobiet mających miesiączkę :-) Stary
                            Testament ale nie wiem jaka Księga, i co? nic dobrego z tego nie wynikło
                            >
                            > > ok, nawet jeżeli nie jest ważne, czy jest aż tak obraźliwe?
                            > A czy ktokolwiek tu twierdzi, ze sa obrazliwe?

                            no jak to? obraźliwe dla gorliwych katolików i będące hipokryzją
                            >
                            > > ale może go udzielić osoba niewierząca
                            > I coz to ma do rzeczy?
                            że skoro osoba niewierząca może udzielić chrztu i dla niej będzie to np. tylko
                            tradycja a nie sakrament (warunkiem udzielenia chrztu jest tylko tyle by ta
                            osoba CHCIAŁA, i tyle, nie musi uznawać w tym sakramentu)to dlaczego nie może
                            tak być w przypadku ślubu?

                            >
                            > > tak le w całej dyskusji nie chodziło o ważność małżeństwo tylko jakąś obra
                            > że
                            > > spowodowaną takim a nie innym podejściem
                            > O jaka obraze? Ze kto sie niby obrazil: ja? czy wspolnota Kosciola
                            potraktowana tak instrumentalnie?
                            gorliwi wierzący

                            > Ja od poczatku staram sie mowic, ze slub jest sakramentem i nie mozna sobie z
                            > niego robic jaj oraz traktowac jako folklor.
                            uznawanie w ślubie tradycji to nie robienie jaj, nie przesadzajmy



                            > A teraz nie bede tu zagladac przez pare dni, bo mam sporo pracy.

                            ok, miłego weekendu :-)
                            to napisz może potem na priv, co?
                            • Gość: jendza Re: A moze dojdziemy IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 09.03.04, 12:30

                              bubster napisała:
                              > a przychodzenie do świątyni z zamiarem - postoję postoję posłucham ale nadal
                              > będę robił swoje (np. bił żonę) to nie kupczenie?
                              1. Nie znasz zamiarow sasiada. 2.Nawet gdybys znala - to nie jest 'kupczenie'.
                              3.Jesli nawet uznamy, skoro tego chcesz, ze to jest kupczenie, to nalezaloby
                              tego meza wyrzucic ze swiatyni. Tak samo, jak wszystkich innych grzeszacych,
                              czyli po Twojemu 'kupcow'. Czyli na pewno hipokrytow.

                              > > > i taraz należałoby rozważyć jak prawo kanoniczne ma się do Biblii
                              > > A po co?
                              > chociażby po to, by sprawdzić czy oddaje Biblię bo z założenia powinno,
                              > Mowimy tu o slubie katolickim, wiec obowiazuja tu katolickie
                              >
                              > > zasady udzielania go.. ktore oczywiscie automatycznie OPARTE SA na BIBLII.
                              > tu sprawa może być troszkę kontrowersyjna i dyskusujna, ale to szersza
                              rozmowa
                              > teologiczna :-) jeszcze nas admin wykasuje bo czytacze będą mieli dośc :-)

                              Co prawda, to prawda. Ale o Biblii zaczelas mowic Ty w kontekscie problemu
                              Hipohipokrytki, nie ja. Ja spytalam - 'po co'?... Nawiasem mowiac na wspomniany
                              przez Ciebie temat - w rzeczy samej z dyskusja nie zwiazany - jest wielka
                              literatura. Nie takie glowy, jak nasze, z calym szacunkiem, nad sprawa sie
                              pochylily...:)))))

                              ostatnio jak cośtam sobie
                              > czytałam to uderzyło mnie... traktowanie kobiet mających miesiączkę :-) Stary
                              > Testament ale nie wiem jaka Księga, i co? nic dobrego z tego nie wynikło

                              Moze masz na mysli Ksiege Kaplanska? Poczytaj wiecej:)) O obyczajowosci
                              owczesnej, o higienie, o medycynie... O kulturze tamtych czasow i ziemi w
                              ogole...:)). To bardzo cenna wiedza - niezaleznie od wyznawanej lub nie
                              religii...

                              > no jak to? obraźliwe dla gorliwych katolików i będące hipokryzją

                              Hm, a kto tu - poza Toba - stwierdzil, ze 'obrazliwe dla gorliwych katolikow'?
                              Przypis poprosze...

                              > że skoro osoba niewierząca może udzielić chrztu i dla niej będzie to np.
                              tylko
                              > tradycja a nie sakrament (warunkiem udzielenia chrztu jest tylko tyle by ta
                              > osoba CHCIAŁA, i tyle, nie musi uznawać w tym sakramentu)to dlaczego nie może
                              > tak być w przypadku ślubu

                              Odsylam ponownie do katechizmu.

                              I pozdrawiam nieustajaco:)
                              j.
                              • bubster Re: A moze dojdziemy 09.03.04, 13:08
                                > Odsylam ponownie do katechizmu.

                                taką wykładnię swego czasu doatałam na lekcji religii
                                >
                                > I pozdrawiam nieustajaco:)
                                > j.

                                ja też :-)

                                ps.na resztę odpowiem potem
                              • bubster Re: A moze dojdziemy 16.03.04, 08:07
                                no, już jestem :-)
                                co prawda na jeden dzień, bo jutro pod skalpel, ale za to dzielnie Ci odpowiadam
                                >

                                > > a przychodzenie do świątyni z zamiarem - postoję postoję posłucham ale nad
                                > al
                                > > będę robił swoje (np. bił żonę) to nie kupczenie?
                                > 1. Nie znasz zamiarow sasiada. 2.Nawet gdybys znala - to nie jest 'kupczenie'.
                                kupczeniem w świątyni jest używanie jej do innych celów niż jest (może poza
                                podziwianiem jako architektonicznej budowli/zabytku) - czyli przychodzę by coś
                                sprzeać, albo by się pokazać a nie na nabożeństwo to kupczenie


                                > 3.Jesli nawet uznamy, skoro tego chcesz, ze to jest kupczenie, to nalezaloby
                                > tego meza wyrzucic ze swiatyni. Tak samo, jak wszystkich innych grzeszacych,
                                > czyli po Twojemu 'kupcow'. Czyli na pewno hipokrytow.
                                tak

                                >

                                > literatura. Nie takie glowy, jak nasze, z calym szacunkiem, nad sprawa sie
                                > pochylily...:)))))
                                wiem, wiem
                                \:-)
                                strasznie daleko odeszłysmy od tematu :-)

                                > Moze masz na mysli Ksiege Kaplanska? Poczytaj wiecej:)) O obyczajowosci
                                > owczesnej, o higienie, o medycynie... O kulturze tamtych czasow i ziemi w
                                > ogole...:)). To bardzo cenna wiedza - niezaleznie od wyznawanej lub nie
                                > religii...

                                wiem, wiem
                                tak pisałąm - co będzie jak dojdę nie do tych wniosków co trzeba?
                                w końcu Daniken dopatrzył się w Biblii opisu lądowania statku kosmicznego
                                >

                                >
                                > Odsylam ponownie do katechizmu.\
                                tak mnie właśnie podług katechizmu uczono - slub dają sobie małżonkowie, a
                                ksiądz to tylko świadek

                                pozdrawiam
                                • Gość: jendza Ja tez pozdrawiam:)) IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.03.04, 11:55
                                  I trzymam kciuki za jutro:)
                                  j.
                                  • bubster Re: Ja tez pozdrawiam:)) 16.03.04, 12:01
                                    dzięki :-)
                                    trzymaj kciuki by wycieli to co trzeba :-)
                                    pozdr.
                                    • Gość: jendza Re: Ja tez pozdrawiam:)) IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.03.04, 13:41
                                      Tak tez trzymam...:)))
                                      I zeby NIE BOLALO:))) ani przed, ani w trakcie, ani po...:)))
                                      I zeby bylo NAJLEPIEJ DLA CIEBIE:))
                                      Trzymaj sie, Dziewczyno:)))!!!!!
                                      • bubster Re: Ja tez pozdrawiam:)) 16.03.04, 14:08
                                        dzieki :-)
                                        ból przed już jest, po raczej też nie do uniknięcia
                                        ale to nic poważnego (choć bolesne)- ósemki do wycięcia bo powoduja zapalenie
                                        będę żyć :-)
                                        • Gość: jendza Re: Ja tez pozdrawiam:)) IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 16.03.04, 14:43
                                          Kazda ingerencja skalpela w organizm to rzecz nie do zbagatelizowania...:(
                                          DZIEKI jednak za info, co to, bo juz wiem, ZA CO trzymac te kciuki...
                                          Trzymam je zatem niezmiennie:))
                                          I niezmiennie pozdrawiam:))!
                                          j
                                          • bubster Re: Ja tez pozdrawiam:)) 16.03.04, 15:55
                                            dzieki wielkie!
                                            trzymanie kciuków się przyda!
                                            pozdro
          • doswiadczony Re: Bubster 04.03.04, 11:32
            A cóż ma wspólnego ślub udzielony w kościele z wiarą ???
            To tylko ceremoniał , jak wszystko, co odbywa się w kościołach. To tylko
            tradycja, biała suknia, welon, organy, oświetlenie, monumentalność wnętrza...
            Argument, że Ty nie pchasz się do innych kościołów, aby nie czynić
            świętokradztwa do mnie nie przemawia. Katolicyzm jest w Polsce mocno
            zakorzenioną tradycją, a kościoły miejscem społecznego i politycznego
            samookreślenia, a nie miejscem kultu. Szczególnie widać to na wsiach, gdzie po
            wyjściu z niedzielnej mszy głownym tematem rozmów jest ile Goździkowa dała na
            tacę. Wyobrażasz sobie, że w takim środowisku ktoś jawnie przyznaje się do
            odstępstwa nie biorąc ślubu kościelnego i potem żyje wsród tych ludzi do końca
            życia ???

            pozdro
            • Gość: jendza doswiadczony IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 04.03.04, 12:30
              Nie mam sily powtarzac wszystkiego od poczatku.
              Powiem tylko, ze slub katolicki to nie ceremonial, a sakrament.
              Roznice miedzy zakresami semantycznymi obu slow mozesz znalezc
              w dowolnym slowniku.
              Zycie w zaklamaniu to negacja zycia.
              Wybor nalezy do kazdego z nas.
              Kazdy z nas ma tez PRAWO by rozumiec, miedzy czym a czym wybiera.

              pzdr
              j
              • doswiadczony Re: doswiadczony 04.03.04, 13:35
                Nie wysilaj się, szczególnie że i tak do mnie nie przemawiasz...
                Sprawdź sobie zakres semantyczny słowa ślub ( w dowolnym słowniku ). Dla
                ułatwienia ( żebyś się za bardzo nie przesiliła)
                ślub : liturgiczna ceremonia towarzysząca zawarciu małżeństwa...
                Jako praktykującej katoliczce przypominam Ci, że sakramentem jest małżeństwo a
                nie ślub. Ponadto, przypomnę Ci też że prawo kanoniczne dopuszcza ślub
                kościelny, nawet wtedy kiedy katolikiem jest tylko jedno z
                narzeczonych...Dopuszcza też śluby, które nie zachowują formy kanonicznej...

                Ty po prostu mylisz wiarę z obrządkiem...

                pozdro

                Więc o czym my właściwie dyskutujemy
                • Gość: jendza Re: doswiadczony IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 04.03.04, 14:04
                  doswiadczony napisał:

                  > Nie wysilaj się, szczególnie że i tak do mnie nie przemawiasz...


                  Hm, w rzeczy samej... nie warto sie 'wysilac'...:(((
        • Gość: BD Re: nie złość się tak IP: 195.136.36.* 04.03.04, 10:55

          > to że któś traktuje ślub tylko jako tradycję, to jego prywatna sprawa

          Jest to jego prywatna sprawa jeśli tak sobie myśli.
          Nie jest, jeśli bierze ślub. Odpowiada to fałszerstwu pewnej umowy.

          pozdrawiam,

          BD

          P.S. brawa dla jendzy za celne podsumowanie!
      • Gość: Ethlinn Re: Do czesci dyskutantow IP: *.cbgnet.pl 04.03.04, 17:43
        Podpisuję się pod powyższym.
    • triss_merigold6 Może nie powinnam się wypowiadać 04.03.04, 11:01
      w tej kwestii ale wydaje mi się, że wiara połączona z wyznawaniem konkretnej
      religii i przynależnością do wspólnoty wiernych to niehipermarket z ktorego
      możemy wybrać to co nam pasuje.
      Jesli autorka postu traktuje nakazy i zakazy KK dość dowolnie to nie powinna
      oczekiwać, że słudzy tegoż (księża) przychylą się do jej wyborów. Dlaczego
      miałaby wybrać to co pasuje (sakrament ślubu w kościelnej oprawie, obietnicę
      zbawienia) a odrzucić to co wadzi (prawdę na spowiedzi, pokutę, obietnicę
      poprawy)?
      Duża dziewczyna jest, rodzinę chce zakładać a o jej własnym ślubie rodzice
      decydują? Coś jest nie tak...
      Czasami mam wrażenie, że z większym szacunkiem jako niewierząca traktuję cudzą
      wiarę niż sami pseudowierzący.
      • Gość: jendza Triss IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 04.03.04, 11:19
        Najpierw SERDECZNE GRATULACJE z powodu MALENSTWA:))
        NIech WAM zdrowo rosnie:))

        A poza tym mysle sobie, ze dobrze, gdy czlowiek sie wypowiada
        w kazdej kwestii, ktora go jakos porusza..., gdy ma jakies zdanie
        w zakresie danego zagadnienia, uwage marginalna czy chocby tylko
        pytanie...:))
        Na tym polega m. in. wolnosc slowa.. i to jest warunek konieczny
        normalnej wymiany mysli...
        Wcale nie trzeba byc katolikiem, by wypowiadac sie o katolikach
        i o katolicyzmie...:)). Wrecz przeciwnie: zdrowa krytyka kogos z
        zewnatrz powinna byc przyjeta i szczegolowo 'rozpatrzona'.
        I mysle, ze masz absolutna racje, niestety:(, gdy mowisz o tym szacunku...

        pozdrawiam
        j.
        • brajze cała ta dyskusja 04.03.04, 14:37
          ups, własnie skonczylam czytac to wszystko
          aż mi sie włosy zjeżyły na głowie, co im sie rzadko zdarza bo sa krecone.
          lepiej sie poczułam jak jednak dotarłam do wypowiedzi jendzy.
          moje zdanie? slub to sakrament, nie robi sie z tego szopki (Swieta Bozego
          Narodzenia to pamiatka Wydarzenia a nie tylko prezenty) . miejmy do tych spraw
          troche szacunku. Mówiło sie tu o braniu slubu w kosciele pod presja rodziny,
          ludzie jak ktos jest dorosły i go do tego nie zmuszaja fizycznie to nic takiego
          nie musi robic,
          jak mozna po takim fakcie uwazac sie za dorosłego czlowieka,
          nawet jesli sie nie wierzy i twierdzi ze slub to tylko ceremonia to nie powiino
          sie tego robic, nawet ryzykujac otracenie przez rodzine, przede wszystkim
          nalezy miec szacunek do siebie,
          a co do spowiedzi i formulek, oki nie jest latwo isc d oksiedza i opowiadac o
          swoich brudkach, ale chyba lepiej jest nie isc niz isc i jeszcze klamac , to
          wieksze swietokradztwo, ja sama przyznaje BALABYM sie
          a propo ksiedza to nie wymajmy zeby odpuszczal takie sprawy, on NIE MOZE - dla
          was spowiedz moze byc szopka , dla niego nie i dlatego jest ksiedzem (nie mowie
          ze wszyscy ksieza, w kazdej rodzinie zdarza sie czarna owca)
          ups, tyle moich wypocin
          a dla głównej BOHATERKI dyskusji , naprawde szczere zyczenia zeby jak najlepiej
          rozwiązala swoj problem, powodzenia (nie boj sie rodziny i badz przede
          wszystkim w zgodzie z soba )
          • Gość: kika Re: cała ta dyskusja IP: 213.241.33.* 05.03.04, 11:51
            Brawa dla bubster, jest najmądrzejszą osobą w tym gronie, bez klapek na oczach.
            Jendza to współczesny faryzeusz dosłownie, bardziej święta niż sami święci,
            ohyda. Ciekawe kto z kim z tego grona spotka się z zaświatach;)))
            • babeleczek1 Re: cała ta dyskusja 05.03.04, 12:12
              KIKA,
              Świetnie podsumowałaś wypowiedzi Jendzy - nic dodac nic ująć!!!!
              • Gość: Jola Re: cała ta dyskusja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.03.04, 12:50
                Jędza grzebie w ludzkich sumieniach jak w swoim.
    • happy_me Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 05.03.04, 12:48
      Tez jestem katoliczka malo gorliwa. Bardzo bardzo malo gorliwa. Zdarza mi sie
      raz na kilka lat isc do kosciola - dokladnie to samo - sluby i wesela. Do
      spowiedzi w ogole nie chodze i nie wyobrazam sobie, jakbym miala opowiadac
      swoje intymne sprawy jakiemus tam przypadkowemu facetowi (jak mam problemy zeby
      zwierzyc sie Temu Jedynemu).
      Na razie nie planuje wychodzic za maz, ale jesli juz, to tez wezme koscielny.
      Inaczej nie wyobrazam sobie mojego slubu. Mam troche inne spojrzenie, bo
      mieszkam za granica, moi znajomi mowia wprost, ze placa podatki na kosciol i w
      zamian oczekuja typowych uslug, jakimi sa slub i pogrzeb. Ja mam dokladnie
      takie same poglady.
      Teraz wracajac do spowiedzi. Moj system jest nastepujacy (no czasami trzeba,
      przed jakims chrztem czy pogrzebem). Ide do Kosciola polsko-katolickiego (czy
      jakos tak), gdzie jest spowiedz ogolna (jesli Bog istnieje, to slyszy moja
      spowiedz). Po czym ide do normalnego Kosciola, mowie, ze spowiadalam sie 3 dni
      temu, nie nagrzeszylam i poprosze o zaswiadczenie.

      I co wy na to? Czy jestem skrajna bezboznica? Moze po prostu praktyczna
      realistka?
      Fakt, ze nie jestem jedyna w moich pogladach - problem - nie powiem, zebym byla
      zupelnie niewierzaca, ale jestem 100% antyklerykalna, jednak uwazam, ze zeby
      tradycji stalo sie zadosc, moj slub odbedzie sie w kosciele!
    • mayen Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 05.03.04, 13:37
      A ja się postawiłam....nie wziełam ślubu kościelnego.
      Oboje z mężem pozostaliśmy zupełnie głusi na argumenty, że babcia się obrazi i
      nie przyjedzie(rzeczywiście, na poczatku nie chciała przyjechać, ale później
      jej przeszło), że bedziemy mieli później problemy - nie sprecyzowano jakie,
      chyba chodziło o potencjalny chrzest (ale to osobny temat), że wszyscy biora
      kościelne, że na zachodzie biora kościelne - tak, tyle, że jak wygląda ślub na
      zachdzie - wiercenie dziury w brzuchach :) trwało jakies dwa miesiące. Później
      ucichło. A my kościelnego nie chcieliśmy właśnie dlatego, żeby uniknąć
      hipokryzji. Nie chodzimy do kościoła, nie przyjmujemy księdza po kolędzie,
      dlaczego wię mielibysmy brac udział w czymś, co nic dla nas nie znaczy a wręcz
      powoduje niesmak...Dla sukni? - miałam bardzo piękną do ślubu cywilnego, dla
      oprawy? Co prawda Ave Maria mi nikt nie spiewał,ale ceremonia była b. ładna i
      tylko i wyłącznie nasza! - dla mnie ślub kościelny to tylko dodatek do mszy,
      przepraszam jezeli kogoś uraziłam,ale byłam na kilku ślubach kościelnych i tak
      to odebrałam.
      Kwestia zdania rodziców: mieliśmy o tyle dobrze, że nie w ogóle nie są
      ortodoksyjni (sami nie sa specjalnie prokościelni), więc dali za wygrana
      oświadczając, że to nasz slub, nasze życie i zrobimy, co chcemy. I tak było -
      postawiliśmy na swoim, wszelkie głosy ucichły jeszcze przed samym ślubem.
      Tym sposobem omineła mnie watpliwa przyjemnośc nauk i spowiedzi, a swoją drogą
      jak niewiele zaufania maja hierarchowie kościelni, że wierni muszą udowadniać
      pieczątkami, że byli u spowiedzi... Ktoś zna jakiś racjonalny powód?
      pozdrawiam,

      m.
      • Gość: Nelka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.pl / 193.24.200.* 05.03.04, 13:59
        A ja mam pytanie do znajacych temat. Przecież księdza obejmuje tajemnica
        spowiedzi. Do spowiedzi sie poszło, wiec nawet jesli nie ma rozgrzeszenia, sam
        wymóg (spowiedź) został spełniony. Czyli jesli nawet nie dostanie się
        rozgrzeszenia, mozna przystapic do sakramentu?
        • annb Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 05.03.04, 14:06
          nie, nie mozna
          przy nastepnej spowiedzi należy księdzu powiedzieć że w poprzedniej się nie
          dostało rozgrzeszenia
          i jeszcze jedno
          jesli ktoś spowiadając się czuje iż ksiądz w konfesjonale go poniża lub narusza
          jego intymnośc, należy przerwać spowiedź, wstać i odejśc
          to porada starego duchownego, zakonnika,
          nikt nie musi w upokorzeniu przyjmowac słów księdza...


          • Gość: Nelka Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.pl / 193.24.200.* 05.03.04, 14:26
            Ale kto będzie wiedział, że nie dostales rozgrzeszenia? Przecież to kwestia
            Twojego sumienia pójdziesz czy nie. Niech mnie ktoś sprosuje jak to jest.
            przypuszczalnie ktoś wyzna, że jego ona wcale nie zginęł w wypadku, tylko on ją
            zamordował. Zrobi to samo z następną, jeśli mu się znudzi (czysto hipotetyczny,
            drastyczny przykład). Rozgrzeszenia rzecz jasna nie dostanie, ale na ślubnym
            kobiecy stanie bez przeszkód. Nich mnie ktos sprostuje, jeśli się mylę...
            • annb Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 05.03.04, 14:29
              tak
              masz rację
              jest to kwestia sumienia

              • charlie_x Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 05.03.04, 14:37
                annb napisała:

                > tak
                > masz rację
                > jest to kwestia sumienia
                >
                witam..8)..i należy dodać,że bilans na tym rachunku
                tj.sumienia robi się nagle ujemny.Nie byłoby sprawy gdyby nie było też Boga,
                ale ON jest.pozdr...8)
                • doswiadczony Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 05.03.04, 15:06
                  Powinieneś napisać : a ja wierzę , że On jest...

                  pozdr.
            • Gość: Nelka Przepraszam za błędy w ostatnim poście n/t IP: *.pl / 193.24.200.* 05.03.04, 14:32
    • Gość: jurek Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.dyn.optonline.net 09.03.04, 07:47

      Ale sie tutaj obczytalem roznych rzeczy,jak dzika swinia.
      Powiem wam tylko z tego wszystkiego szczerze,wszyscy jestescie
      niespelna rozumu,i troche stuknieci.
      Ja,pamietam moja spowiedz przedslubna;naklamalem tam co niemiara,
      a ksiadz jescze pytal mi sie,czy jak naprawde tak grzesze,bo te grzechy
      o ktorych mowilem,to byly grzechy mojej wyobrazni,a wiec mowilem ze tak,
      na co on mi powiedzial idz i nie grzesz wiecej.
      Zreszta ja zawsze traktowalem spowiedz jaka zwykla komedie,bo jak mozna
      mowic do jakiegos czesto bawola swoje wlasne grzechy,za ktorymi kryje sie
      pewne zycie;co innego jest Spowiedz Sw.przed samym Bogiem,a polega ona na
      zrozumieniu wlasnych win i grzechow i przeproszenia Go za to.To jak mysle
      zupelnie co innego,niz opowiadanie jakis bzdur temu co siedzi w konfesjonale,
      i wychodzac z niego pokazuje reka,ze juz mu sie w glowie zakrecilo.Nie dziwie
      sie,bo po paru takich grzesznikach maialbym juz naprawde dosc.
      Wracjac do tego watku,to wlasnie to chialbym poradzic jego autorce,
      poprostu olac to wszystko i z otwarta twarza isc tam gdzie che isc czyli
      w zwiazek malzenski,a grzechy,to niech zostawi Panu Bogu,bo to jego zajecie
      martwic sie o czyjes grzechy.
      Bog jest definiowany w religii katolickiej jako nieskonczona Milosc,a zatem
      zaden grzech Go nie przerazi,bo na pewno zna znacznie lepsze niz te,ktore
      popelnila autorka tego watku.A zatem glowa do gory,i nie musisz ich wyznawac
      przed jakims tam swiezo upieczonym wikarym,ktory tylko czeka na takie lanie.
      Problem polega na tym jak Ty sie odnosisz do przyszlego zycia obecnie,
      a kosciol zostaw w spokoju,niech tam ta Twoja rodzinka grasuje i podglada
      ktory z nowo przybylych ksiezy jest przestojniejszy (to lubia robic stare
      baby koscielne,ktore caly czas oberwuja ludzi i ksieza,i czy im sie podoba
      czy nie,jak nie, zmieniaja pore mszy,albo kosciol).
      Wracajac do niektorych postow tego watku,to mozna umrzec ze smiechu czytajac je
      I tak niejaka Jendza pisze,ze slub i malzenstwo to rozne rzeczy.
      No,niby tak,ale dlaczego?Czy dlatego,ze po slubie sie pije a po malzenstwie
      zostaje juz sama tylko gorycz.
      I co to znaczy,ze malzenstwo jest Sakramentem Sw. skoro moze byc zawierane
      pomiedzy ludzmi o roznych wyznananiach,wrecz ateistycznych.
      Jeszcze takiej bomby nie slyszalem,aby ateista wchodzil w zwiazek malzenski
      ktory jest Sakramentem Sw. z osoba niby okreslajaca sie jaka katolik.
      To poprostu jakas czysta bzdura.
      Z drugiej strony ta sama Jendza pisze,ze na taki zwiazek potrzebna jest zgoda
      obojga przyszlych malzonkow,tylko nie rozumiem na co ta zgoda ma byc wyrazona
      skoro jeden z nich jest ateista;chyba z jego punktu widzenia jest to zgoda
      na wzajemne wspolzycie juz od dzis? na co druga strona w swietle przykazan
      koscielnych wyraza rowniez zgode.Niech mnie piorun teraz trafi,ale takiej
      glupoty to nie slyszalem jak zyje,a zyje juz troche.
      I oto jak pozniej mozemy spojrzec sobie w twarz sami sobie patrzac w lustro?
      Ano,ci co tak mysla moga spogladac spokojnie,gdyz ich dewiacjia mysli jest
      az tak daleko posunieta,ze wiedza zawsze to samo.Tacy ludzie zwykle czuja sie
      niewinni;ale jakie to ma znaczenie dla calego swiata ?Sa gorsze przypadki,
      a mimo to ten nasz niszczesny Bog jakos sobie z nimi radzi.

      pozdr.

      j.

      • Gość: jendza Jurku IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 09.03.04, 12:39
        Drogi!
        To nie ja napisalam, ze 'slub i malzenstwo to dwie rozne rzeczy', he, he:)),
        tylko bodaj 'doswiadczony' czy jakos tak, w dodatku w poscie dosc chamskim...
        Z mojej wypowiedzi, opartej zreszta na cytatach z katechizmu, wynika troche cos
        innego...
        Hm, wiesz, masz racje, ze na swiecie zdarzaja sie rzeczy straszne naprawde i
        Pan Bog musi jakos 'Sobie' z nimi radzic... Tylko ze to nie powod, bysmy sobie
        pozwalali radosnie na mniejsze odstepstwa... BO odstepstwo to zawsze odstepstwo
        i ma to do siebie, ze Pana Boga rani... zarazem raniac nas samych.
        DO tego anatomia grzechu jest taka, ze jak sobie czlowiek pozwoli najpierw
        na 'male' grzechy, to z biegiem czasu zaczyna sobie 'pozwalac' na coraz
        wiecej...:((

        Trzymaj sie mocno!
        j
        • doswiadczony Re: Jurku 09.03.04, 13:32
          'Jendza', czy jakos tak, napisała :

          > To nie ja napisalam, ze 'slub i malzenstwo to dwie rozne rzeczy', he, he:)),
          > tylko bodaj 'doswiadczony' czy jakos tak, w dodatku w poscie dosc chamskim...

          Pozwolę sobie przytoczyć mój chamski post w całości ....

          .....................................
          Nie wysilaj się, szczególnie że i tak do mnie nie przemawiasz...
          Sprawdź sobie zakres semantyczny słowa ślub ( w dowolnym słowniku ). Dla
          ułatwienia ( żebyś się za bardzo nie przesiliła)
          ślub : liturgiczna ceremonia towarzysząca zawarciu małżeństwa...
          Jako praktykującej katoliczce przypominam Ci, że sakramentem jest małżeństwo a
          nie ślub. Ponadto, przypomnę Ci też że prawo kanoniczne dopuszcza ślub
          kościelny, nawet wtedy kiedy katolikiem jest tylko jedno z
          narzeczonych...Dopuszcza też śluby, które nie zachowują formy kanonicznej...

          Ty po prostu mylisz wiarę z obrządkiem...

          pozdro

          Więc o czym my właściwie dyskutujemy
          .........................................

          Drobne "złośliwości", nie związane z tematem, jakich się dopuściłem były tylko
          odpowiedzią na takie zachowanie 'jendzy', czy jakoś tak.

          Po lekturze postów jendzy ( czy jakos tak :),znam już powody wojen
          religijnych, krucjat, inkwizycji, poparcia papieża dla nazimu...

          pozdro



          pozdro
          • Gość: jendza Re: Jurku IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 09.03.04, 14:25
            Chamski post doswiadczonego, ktory rzeczony doswiadczony zechcial ponownie
            przytoczyc, byl zaczepka, na ktora nie zareagowalam wowczas. Czemu bym zatem
            miala reagowac nan teraz? Oraz na jego bezpodstawne supozycje na temat
            domniemanych zwiazkow moich wypowiedzi z krucjatami, wojnami religijnymi
            etc. :)?

            Jak chodzi o meritum - w poscie do Bubster jest moje wypracowanko o
            zaleznosciach m. slubem a malzenstwem w obrzadku katolickim.

            pzdr
            j.

        • Gość: zgryzliwy Re: Jurku IP: *.dialup.mindspring.com 12.03.04, 03:46
          BO odstepstwo to zawsze odstepstwo
          >
          > i ma to do siebie, ze Pana Boga rani... zarazem raniac nas samych.


          Jak cokolwiek moze ranic Boga, co to za pojecie w ogole, jak mozna tak
          prymitywnie rozumiec Boga, taki absurd..., w glowie sie nie miesci.
      • losiu4 Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 10.03.04, 20:09
        Gość portalu: jurek napisał(a):

        >
        > Ale sie tutaj obczytalem roznych rzeczy,jak dzika swinia.
        > Powiem wam tylko z tego wszystkiego szczerze,wszyscy jestescie
        > niespelna rozumu,i troche stuknieci.
        > Ja,pamietam moja spowiedz przedslubna;naklamalem tam co niemiara,
        > a ksiadz jescze pytal mi sie,czy jak naprawde tak grzesze,bo te grzechy
        > o ktorych mowilem,to byly grzechy mojej wyobrazni,a wiec mowilem ze tak,
        > na co on mi powiedzial idz i nie grzesz wiecej.

        no i? jakaś radocha z powodu kłamania? a po cóż to było. Nie lepiej po prostu
        do spowiedzi nie iść?

        > Zreszta ja zawsze traktowalem spowiedz jaka zwykla komedie,bo jak mozna
        > mowic do jakiegos czesto bawola swoje wlasne grzechy,za ktorymi kryje sie
        > pewne zycie;

        ale po co "traktowałeś spowiedź jako..." skoro nie szanujesz jej - po prostu do
        niej nie podchodź i tyle. Bo inaczej wystawiasz swiadectwo nie tyle księdzu
        (bawołowi, jak go okresliłeś), a sobie. I jeśli myślisz, że jest ono pochlebne,
        to wielce się mylisz. Tak jak dzieciak z piaskownicy chlubiący się
        sprytnym "oszukaniem" swojej "starej", której to potajemnie - gdy tyłem stała -
        język wystawił.

        > co innego jest Spowiedz Sw.przed samym Bogiem,a polega ona na
        > zrozumieniu wlasnych win i grzechow i przeproszenia Go za to.

        a czymże innym jest spowiedź przed ksiedzem dla wierzącego katolika? Poczytaj
        może więcej o tym sakramencie, bo na razie chełpisz się tym, że kłamałeś (no
        chyba że o co innego Ci chodzi).

        > Wracjac do tego watku,to wlasnie to chialbym poradzic jego autorce,
        > poprostu olac to wszystko i z otwarta twarza isc tam gdzie che isc czyli
        > w zwiazek malzenski,a grzechy,to niech zostawi Panu Bogu,bo to jego zajecie
        > martwic sie o czyjes grzechy.

        hę , że przepraszam co? Kto kobiecie broni wstąpić w związek w sensie prawa
        cywilnego? A niech sobie idzie. Niech tylko ideologii się nie dorabia do tego,
        by z sakramentu ścierkę czynić. Sprawa winna być jasna: skoro myśli i czuje się
        inaczej, to bądź konsekwentny.

        > Bog jest definiowany w religii katolickiej jako nieskonczona Milosc,a zatem
        > zaden grzech Go nie przerazi,bo na pewno zna znacznie lepsze niz te,ktore
        > popelnila autorka tego watku.A zatem glowa do gory,i nie musisz ich wyznawac
        > przed jakims tam swiezo upieczonym wikarym,ktory tylko czeka na takie lanie.

        Bóg w religii katolickiej definiowany jest jako dobry ojciec, któren za dobre
        wynagradza, a za złe karze. Na tym, albo na tamtym świecie. Po coś to piekło w
        sumie jest.

        > Problem polega na tym jak Ty sie odnosisz do przyszlego zycia obecnie,
        > a kosciol zostaw w spokoju,niech tam ta Twoja rodzinka grasuje i podglada
        > ktory z nowo przybylych ksiezy jest przestojniejszy (to lubia robic stare
        > baby koscielne,ktore caly czas oberwuja ludzi i ksieza,i czy im sie podoba
        > czy nie,jak nie, zmieniaja pore mszy,albo kosciol).

        coś chłopie pojęcia mylisz. Kościół jako budynek, w którym księża mszę
        odprawiają (i wtedy można ich urodę podziwiać), mylisz z Kościołem. Żałosne.

        > Wracajac do niektorych postow tego watku,to mozna umrzec ze smiechu czytajac
        > je I tak niejaka Jendza pisze,ze slub i malzenstwo to rozne rzeczy.

        rozdzielnosć kto inny wprowadził. Wystarczy dokładniej poczytac. A Jendza
        akurat wypowiadała sie całkiem sensownie.

        > I co to znaczy,ze malzenstwo jest Sakramentem Sw. skoro moze byc zawierane
        > pomiedzy ludzmi o roznych wyznananiach,wrecz ateistycznych.

        znaczy że jest sakramentem. I tyle. I może być zawierane między katolikiem/
        katoliczką a innowiercą (lub ateistą) pod pewnymi warunkami.

        > Jeszcze takiej bomby nie slyszalem,aby ateista wchodzil w zwiazek malzenski
        > ktory jest Sakramentem Sw. z osoba niby okreslajaca sie jaka katolik.
        > To poprostu jakas czysta bzdura.

        małoś słyszał i mało widział. Czas na dokształcenie, może poczytanie czegoś
        grubszego niż 3 kartki (bez komiksowych rysunków). Nie tylko z ateista jest to
        możliwe, ale i z człowiekiem wyznającym inną wiare. Jest pare po temu warunków.
        Jeden z nich wymieniłem niżej.

        > Z drugiej strony ta sama Jendza pisze,ze na taki zwiazek potrzebna jest zgoda
        > obojga przyszlych malzonkow,tylko nie rozumiem na co ta zgoda ma byc wyrazona

        m.in. na wychowanie dzieci w duchu katolickim. Jeśli Jendza zechce coś dodać,
        zmienić, lub dokładniej powiedziec o co jej chodziło, niechybnie to uczyni.

        > skoro jeden z nich jest ateista;chyba z jego punktu widzenia jest to zgoda
        > na wzajemne wspolzycie juz od dzis? na co druga strona w swietle przykazan
        > koscielnych wyraza rowniez zgode.Niech mnie piorun teraz trafi,ale takiej
        > glupoty to nie slyszalem jak zyje,a zyje juz troche.

        gonisz chłopie w piętkę. Który to kanon mówi to, co piszesz? Najwyraźniej za
        krótko żyjesz i za mało czytasz.

        > I oto jak pozniej mozemy spojrzec sobie w twarz sami sobie patrzac w lustro?
        > Ano,ci co tak mysla moga spogladac spokojnie,gdyz ich dewiacjia mysli jest
        > az tak daleko posunieta,ze wiedza zawsze to samo.Tacy ludzie zwykle czuja sie
        > niewinni;ale jakie to ma znaczenie dla calego swiata ?Sa gorsze przypadki,
        > a mimo to ten nasz niszczesny Bog jakos sobie z nimi radzi.

        a teraz to już zupełnie nie wiem, o co Ci chodzi :(

        Losiu
        • Gość: jurek Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.dyn.optonline.net 11.03.04, 01:29

          Moj post byl skierowany do autorki tego watku przedewszytskim,
          a to,ze przy okazji zaczepilem niejaka Jendze to moja sprawa,bo
          lubie ja czasami zaczepic.
          Niestety,ale nie zrozumiales go;
          niemniej jednak pochylam sie przed Twoja dojrzala religijnoscia
          i nie zdziw sie,kiedy, kiedys doprowadzi Cie ona wprost do Piekla.
          Mimo to,zycze Ci powodzenia,

          :))
          • Gość: jendza Jurku IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 11.03.04, 10:00
            napisales nieprawde:(
            I to juz nie jest kwestia 'zrozumienia' czy 'interpretacji'..
            Smutno mi...
            • Gość: jurek Re: Jurku IP: *.dyn.optonline.net 12.03.04, 03:08
              Gość portalu: jendza napisał(a):

              > napisales nieprawde:(
              > I to juz nie jest kwestia 'zrozumienia' czy 'interpretacji'..
              > Smutno mi...

              Tak,to prawda,ze napisalem nieprawde i tez mi jest smutno.
              Ale taka jest cena mojej wrazliwosci.

              j.
              • Gość: jendza Re: Jurku IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 12.03.04, 04:49
                A to prawda:)
                I mi smutno, ze CI smutno...
                Co powiesz na piwko w ramach rozweselania?
                j.
                • Gość: jurek Re: Jurku IP: *.dyn.optonline.net 13.03.04, 07:31
                  Gość portalu: jendza napisał(a):

                  > A to prawda:)
                  > I mi smutno, ze CI smutno...
                  > Co powiesz na piwko w ramach rozweselania?
                  > j.

                  Niezla mysl,ale juz pozno,a zatem dobrej nocy zycze i
                  badz zdrowa; tak sie zegnaja nie wrogi
                  "ale na dwoch sloncach swych przeciwnych bogi".
                  :)))
                  j.
          • losiu4 Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 11.03.04, 20:32
            Gość portalu: jurek napisał(a):

            > Niestety,ale nie zrozumiales go;

            szkoda, a tak się starałem :(

            > niemniej jednak pochylam sie przed Twoja dojrzala religijnoscia
            > i nie zdziw sie,kiedy, kiedys doprowadzi Cie ona wprost do Piekla.

            powiem tak: wcale bym się nie zdziwił, gdybym z powodu swoich przekonań
            wylądował w piekle. Ale akurat nie z tego, by w spowiedzi oszukiwać :)


            Pozdrówka

            Losiu
        • Gość: jendza Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.w81-50.abo.wanadoo.fr 11.03.04, 09:58
          > > Z drugiej strony ta sama Jendza pisze,ze na taki zwiazek potrzebna jest z
          > goda
          > > obojga przyszlych malzonkow,tylko nie rozumiem na co ta zgoda ma byc wyra
          > zona

          Przede wszystkim: na BYCIE RAZEM, jednym cialem... tworzenie nowej rodziny,
          wspieranie sie, trwanie przy sobie, gdy jest dobrze, i gdy jest zle, w milosci,
          wiernosci i uczciwosci malzenskiej... i zaproszenie do tego domowego kosciola
          Chrystusa. To - w moim odczuciu - najwazniejsze. A reszte - jesli Kto chcialby
          wiedziec wiecej - moze sobie doczytac...

          Losiu:) Dzieki:)...
          j.
          • losiu4 Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 11.03.04, 20:37
            Gość portalu: jendza napisał(a):

            a w czemże to skromny łoś zasłużył na dobre słowo od sławnej po świecie
            Jendzy :)

            Pozdrawiam

            Losiu
    • morgana_le_fay Do Autorki wątku..... 11.03.04, 11:35
      Dziewczyno, nie czytałam wszystkich postów, więc wybacz jesli powtórzę po
      kimś. Myślę, że cokolwiek postanowisz, najważniejszy problem to poniesienie
      konsekwencji swojego działania. Jeśli postanowisz zdobyć się na odwagę i
      stanowczo postawić sprawę uczciwie, z pewnością czeka Cię przeprawa z rodziną,
      być może z ksiedzem, może i z narzeczonym. Jeśli zdecudujesz się na kłamstwo,
      czeka Cię przeprawa z samą sobą. Być może nie od razu, być może po latach.
      Taka hipokryzja potrafi boleć wręcz fizycznie, ale daleka jestem od tego, by Ci
      radzić jakie wyjście w tej chwili jest dla Ciebie lepsze. Nikomu i nigdy nie
      wolno wymagać od innych heroizmu.

      Jeżeli sama nazywasz się pseudokatoliczką i hipo(hipo)krytką, to fałszując
      spowiedź i w pełni świadomie przyjmując to do wiadomości postąpisz
      konsekwentnie. Twój wybór, jaki by nie był, będzie Twoim wyborem.
      Konsekwencje tego wyboru, tez będą Twoje. A że wybór trudny, to nie ma co
      liczyć na to, że skutki będą lekkie łatwe i przyjemne. Księdza można oszukać,
      w niektórych sytuacjach(o zgrozo)wręcz należy, żeby sprawdzić ile jest się
      wartym, a Pan Bóg i tak to wszystko widzi i osądzi. Po coś w końcu dał nam
      Wolną Wolę, nieprawdaż?

      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      morgana.
    • Gość: Mrufka. Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: *.w193-252.abo.wanadoo.fr 11.03.04, 21:59
      Matko, ale jaja w tej Polsce odchodza.
      U nas do spowiedzi chodzi kto chce, slub-nie slub, chrzciny-nie chrzciny.
      Francja to tez kraj katolicki, a nikt tu nikogo do spowiedzi nie zmusza, a juz
      na pewno nie szantazem, ze sie nie dostanie papierka! Zeby przyjac niedzielna
      komunie tez nie trzeba zaraz latac do ksiedza. Raz jeden ksiadz to mi
      powiedzial tak: "Sluchaj, posiedz sobie w kosciele, pogadaj w duchu z Panem
      Bogiem, zastanow sie co zrobilas zle i czy mozesz to jakos naprawic, a potem
      jesli uwazasz, ze znalazlas wyjscie, jesli gotowa jestes do tego, zeby tego czy
      tamtego czlowieka przeprosic, jesli czujesz sie w zgodzie z wlasnym sumieniem
      to przyjmij komunie. Spowiedz jest dla ciebie, a nie dla duchownego. To jest
      wiec najlepsza spowiedz."

      Czesto powtarza sie tu na forum zdanie:"Jak nie zgadzasz sie calkowicie z
      naukami KK, nie chodzisz do kosciola, unikasz spowiedzi etc. to po co bierzesz
      slub koscielny ?? Jestes zaklamana." etc.
      Smiac mi sie chce jak to czytam. Bo POLSKI KK i Bog to dwie rozne sprawy.
      Trzeba byc slepym, zeby tego nie zauwazyc. Te cudaczne nauki przedmalzenskie,
      przez ktore trzeba obowiazkowo przejsc(bo inaczej nici z papierka)....Normalnie
      cyrki. A kuzynce mojego meza to ksiadz tu we Francji powiedzial przed slubem
      tylko tak: "Znacie Boze przykazania-pilnujcie ich sie." I tyle.
      Bo on wie, ze Boga nosi sie w sercu a nie na papierku.

      Prosze mnie oswiecic, w jakim jeszcze innym kraju europejskim odchodza jaja jak
      w Polsce, bo nie moge znalezc.

    • Gość: abc Re: Problem pseudokatolika - spowiedź IP: 80.51.242.* 16.03.04, 17:10
      No to faktycznie tylko im zazdroscić niekłopotliwych stosunków z Kosciołem.
    • lysyadam Re: Problem pseudokatolika - spowiedź 27.03.04, 05:14
      ale z Was dupy wolowe!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka