Gość: NITKA
IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net
10.04.04, 20:17
Jestem ze swoim chłopakiem od czterech lat. Oboje dorośli, pracujący,
wykształceni. Kochamy się, mamy do siebie pełne zaufanie. Kiedy przyjdzie
pora staniemy wspólnie przed ołtarzem.
Jest kimś niezmiernie dla mnie ważnym. Jest pierwszym. Z pełną
odpowiedzialnością i świadomością miłości poszłam z nim do łożka jakies trzy
lata temu.
Oboje uważamy, że przed tak ważną decyzją jaka jest wypowiedzenie
sakramentalnego TAK należy "sprawdzić się" w każdej dziedzinie. Kiedyś
rozmawiałam o tym z księdzem - usłyszałam, że co prawda w prawie kościelnym
jest to zabronione, ale to zawsze kwestia sumienia każdego człowieka. W pełni
się z tym zgadzam, bo skoro to ktoś z kimplanuje swoje zycie, ktoś, bez kogo
już nie wyobrażam sobie istnienia to...
Dziś, chcąc móc w pełni przezyć święta poszłam do spowiedzi. Do tej pory się
z tego nie spowiadałam uznając że moje nastawienie i podejście do tematu jest
czymś w rodzaju umowy z Tym Kimś na górze.
Dzisiaj postanowiłam o tym powiedziec, chcąc znów poruszyć temat. Liczyłam na
szczerą rozmowę z kims kogo nazywają powiernikiem. Tymczasem co? NIE DOSTAŁAM
ROZGRZESZENIA. Ba! Usłyszałam, że nie powinnam w ogóle przychodzic do
spowiedzi.