przemasboss 05.01.11, 10:46 Najfajniejszy komplement jaki znacie lub usłyszałyście? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 10:49 przemasboss napisał: > Najfajniejszy komplement jaki znacie lub usłyszałyście? Jesteś mi potrzebny. Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 11:02 Jeśli chodzi o komplement od partnera to ja akurat za najlepszy uznałabym totalnie odwrotny "jesteś mi niepotrzebna"...w sensie że jestem z Tobą bo pragnę z Tobą być, a nie dlatego, że Cię potrzebuje do zaspokojenia swoich potrzeb. Ale ludzie różni są, bo mnie "jesteś mi potrzebna" akurat by podłamało. Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 11:21 No tak, to różnimy się diametralnie. Dla mnie każdy związek, nie tylko między kobietą a mężczyzna, ma sens tylko wówczas gdy jestem komuś potrzebny. Jeśli ten ktoś mnie nie potrzebuje-przestaje dla mnie istnieć. Słowa :"Nie potrzebuję Cie" oznaczają natychmiastowe i bezwarunkowe zakończenie znajomości ze mną. Dla mnie nie ma gorszej obrazy. Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 11:31 Może to kwestia wieku...tak czy siak bardzo interesująca różnica. Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 11:37 sweet_pink napisała: > Może to kwestia wieku... Tak, jeśli mówimy o wieku, w znaczeniu okresu wychowywania się, kształtowania osobowości. Nauczono mnie tego już w wieku przedszkolnym i tak mi zostało. To nie jest coś co "przyszło" do mnie w formie doświadczenia. tak czy siak bardzo interesująca różnica. Właśnie o taki różnice (imponderabilia) rozwalają się związki. Żadna miłość nie zastąpi "poznania" człowieka. Odpowiedz Link Zgłoś
asystentka_prezesa_zarzadu Re: Komplement 05.01.11, 11:45 piotr_57 napisał: > > Tak, jeśli mówimy o wieku, w znaczeniu okresu wychowywania się, kształtowania o > sobowości. > Nauczono mnie tego już w wieku przedszkolnym i tak mi zostało. To nie jest coś > co "przyszło" do mnie w formie doświadczenia. No właśnie-kiedyś ludzie często wiązali się ze sobą bo się potrzebowali(z różnych powodów). Mnie się wydaje(nie tylko mnie), ze dojrzała postawa to jest taka-'nie potrzebuję cię ale chcę z tobą być'. Czyli 'nie mam żadnych braków, jestem samodzielna, nie musisz być moją podporą czy rekompensatą'. Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 11:55 asystentka_prezesa_zarzadu napisała: > > No właśnie-kiedyś ludzie często wiązali się ze sobą bo się potrzebowali(z różny > ch powodów). Mnie się wydaje(nie tylko mnie), ze dojrzała postawa to jest taka- > 'nie potrzebuję cię ale chcę z tobą być'. Stąd już prosty wniosek, że jestem niedojrzały :D:D:D Czyli 'nie mam żadnych braków, jestem > samodzielna, nie musisz być moją podporą czy rekompensatą'. A ja rozumuję tak : Skoro jesteś taka samodzielna, to radź sobie sama :), ja w żaden układ z Tobą nie wejdę, bo mam bardzo silną potrzebę akceptacji, przynależności stadnej, wspólnoty, splatania się w jedność. Płać życiu sama swoje "rachunki", dla mnie będziesz jedna z 15 milionów bezimiennych Polek. Odpowiedz Link Zgłoś
asystentka_prezesa_zarzadu Re: Komplement 05.01.11, 12:09 piotr_57 napisał: >> Stąd już prosty wniosek, że jestem niedojrzały :D:D:D Najmocniej przepraszam. Nie chcialam tutaj takich tez stawiac ale jednak musialam jakoś napisać to co chcialam odnośnie postawy dojrzałej lub nie;) > > A ja rozumuję tak : > Skoro jesteś taka samodzielna, to radź sobie sama :), ja w żaden układ z Tob > ą nie wejdę, bo mam bardzo silną potrzebę akceptacji, przynależności stadnej, w > spólnoty, splatania się w jedność. Płać życiu sama swoje "rachunki", dla mnie b > ędziesz jedna z 15 milionów bezimiennych Polek. > Tutaj sa dwie kwestie. Po pierwsze nie chodzi mi o ostetnacyjna samodzielność. W sensie kobieta czy mężczyzna podkreślający to na każdym kroku. Ktoś z kim człowiek nie czuje, że jest w parze. A po drugie-to jeszcze chyba zależy co jest dalszą częścią komunikatu. 'Potrzebuję cię' do czego? Czy nie jestem w stanie sama iść przez życie, nie radzę sobie sama i wtedy pytanie-czy taka osoba to dorosły, dojrzały emocjonalnie człowiek czy ktoś kto szuka rodzica. I czy ta druga strona wiąże się z dorosła osobą czy dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 12:19 asystentka_prezesa_zarzadu napisała: > > Tutaj sa dwie kwestie. Dla mnie nie :) Po pierwsze nie chodzi mi o ostetnacyjna samodzielność. > W sensie kobieta czy mężczyzna podkreślający to na każdym kroku. Ktoś z kim czł > owiek nie czuje, że jest w parze. To jest dla mnie bardzo silny sygnał negatywny. Powiedziałbym sygnał decydujący. > A po drugie-to jeszcze chyba zależy co jest dalszą częścią komunikatu. 'Potrzeb > uję cię' do czego? Ja bym tego nie rozróżniał. "Potrzebuję cię", jest dla mnie bez przymiotnikowe, jak demokracja. Jeśli zaczniemy to "warunkować" to już jesteśmy na innej płaszczyźnie, już jesteśmy w jakimś "porozumieniu". Ja potrzebuję takiego sygnału przed wejściem w jakiekolwiek porozumienie, muszę to "czuć", że jestem komuś potrzebny. . Czy nie jestem w stanie sama iść przez życie, nie radzę sobi > e sama i wtedy pytanie-czy taka osoba to dorosły, dojrzały emocjonalnie człowie > k czy ktoś kto szuka rodzica. I czy ta druga strona wiąże się z dorosła osobą c > zy dzieckiem. Ale to już jest właśnie zupełnie inny etap znajomości. Jeśli dostaję od kogoś sygnał, że jest mną zainteresowany, że jestem mu do czegoś potrzebny, to zaczynam się zastanawiać do czego?. Jeśli takiego sygnału nie otrzymuję, po prostu osoby "nie zauważam". Nie znaczy to jednak, że staram się "zadowolić" wszystkich którzy wysyłają sygnał, że jestem im potrzebny, to tylko lont który "odpala" moje wstepne zainteresowanie osobą. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Komplement 05.01.11, 14:59 w pełni zgadzam sie z Piotrem jestem szczesliwa, gdy czuje sie potrzebna tej drugiej osobie nie oznacza to, ze moj mąż gdyby mnie nie było, umarłby z głodu, z brudu, z braku pieniedzy;) my akurat duzo rozmaiamy o uczcuiach wiec moge powiedziec z pełną swiadomoscią jestesmy sobie nawzajem potrzebni do szczesliwego zycia- choc kazde z nas pewnie daloby sobie rade samo w zyciu, ale nie byloby to takie zycie o jakim marzymy Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 18:31 aneta-skarpeta napisała: > jestesmy sobie nawzajem potrzebni do szczesliwego zycia- choc kazde z nas pewni > e daloby sobie rade samo w zyciu, ale nie byloby to takie zycie o jakim marzymy Oczywiście. Sama milość jest wystarczającym powodem do "potrzebowania" innej osoby. Kocham Cie. Jesteś mi potrzebna, do życia, jak powietrze brzmi dość logicznie. Potrzeba wcale nie musi dotyczyć rzeczy, czy innych "pojęć materialnych". > > > Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 11:57 Hmmm..no ja miałam na myśli wiek w sensie jak starym się jest...do mnie tyle wiedzy, rozumienia spraw przychodzi z czasem i doświadczeniem, że jak patrzę wstecz 10 lat to mam wrażenie że byłam zupełnie inną osobą...no i takim lekkim podnieceniem wyglądam co tam jeszcze do mnie przyjdzie (czasem chciałbym zgadnąć, przewidzieć jaka będę). Akurat skoro do Ciebie to nie przyszło z wiekiem to chyba raczej różnica wynika z tego jak nas wychowano, a nie kiedy. Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 12:05 sweet_pink napisała: > Akurat skoro do Ciebie to nie przyszło z wiekiem to chyba raczej różnica wynika > z tego jak nas wychowano, a nie kiedy. > Jest właśnie dokładnie tak jak mówisz:) Jestem ostatnim pokoleniem(chociaż już nie cale!), które przeszło tak zwaną kindersztubę. Myślenie prezentowane przeze mnie, jest jednym z jej elementów. Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 12:14 A fajnie/łatwiej się żyje z taką kindersztubą? Tak z ciekawości pytam tylko. Bo akurat ja to wszelkie swoje wartości poglądy gdzieś tam sama kształtowałam, nikt mi nigdy nie mówił jak się powinno żyć, rodzice ograniczali się do dawania przykładu. Jesteś dumny ze swoich poglądów czy stylu myślenia (bo ja ze swojego bardzo)? Ciekawe to :) Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 12:28 sweet_pink napisała: > A fajnie/łatwiej się żyje z taką kindersztubą? Dużo łatwiej. I to zarówno Tobie jak i innym wokół Ciebie, bo jesteś przewidywalna. Tak z ciekawości pytam tylko. Bo > akurat ja to wszelkie swoje wartości poglądy gdzieś tam sama kształtowałam, ni > kt mi nigdy nie mówił jak się powinno żyć, rodzice ograniczali się do dawania p > rzykładu. Mnie uczyła tego moja babcia. Osoba sztywna, wyniosła, oschła, ale.... najbardziej kochana na świecie. :) Jesteś dumny ze swoich poglądów czy stylu myślenia (bo ja ze swojego > bardzo)? Kindersztuba to raczej system "wartościowania" niż poglądów. Dopiro na podstawie systemu wartości kształatujesz swoje poglądy na wiele spraw. Oczywiście, że jestem dumny ze swojego systemu wartości, natomiast co do poglądów to, nie będąc krową:D:D, zmieniam je, wraz ze zdobywanymi doświadczeniami. Ciekawe to :) Miło mi , że tak uważasz :) > Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 12:59 Ja mam tak, że mam nabudowane system wartościowania, jakichś zasad, po to właśnie żeby ułatwić sobie życie, łatwiej decydować nie gmatwać się. Przewidywalność jest trochę ograniczona, bo przecież stale uczę się czegoś nowego (ale przecież nie z dnia na dzień), ale jest. Budowałam to latami, na masie błędów. Raczej chodziło mi o to jak się czujesz z tym, że ogrom swojego "wartościowania" dostałeś w pakiecie z wychowaniem? Że jakby mniej pracy musiałeś nad tym wykonać (chyba ze się mylę i takie przyjęcie wartościowania to też kawał roboty?) Ja wręcz koszmarnie wspominam bycie nastolatką...w sumie aż do ok 25 roku życia...te wieczne rozterki co jest słuszne co nie...czy kłamać by kryć kumpelę czy nie, czy tolerować takie zachowanie faceta czy nie, co jest ważne co jest nieważne itp. Teraz jak już dużo pobudowałam, to jest mi o wiele łatwiej w życiu. I ja mam taki pogląd też, że zasad, które się samemu pobudowało/wybrało dla siebie jakoś świadomie, łatwiej jest się trzymać...bo często obserwuje ludzi, którzy stosują jakieś tam wpojone im zasady i sie z tym straszliwie męczą. Dlatego się spytałam jak to jest z takimi "otrzymanymi" zasadami. btw słowa kindersztuba tez używał tylko dziadek u którego jeszcze w duecie szło ordnung must sein...dziadkowi się nie podskakiwało, ale fakt faktem z dziadkiem wszystko było łatwe proste i na swoim miejscu. Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 16:27 sweet_pink napisała: Budowałam to latami, na masie błędów. Niektórych błędów nie da się odkręcić . > Raczej chodziło mi o to jak się czujesz z tym, że ogrom swojego "wartościowania > " dostałeś w pakiecie z wychowaniem? To nie jest aż tak proste:) Oczywiście, że gdy dziecko jest jeszcze małe to się je uczy zachowań w sposób bezdyskusyjny. Ale gdy ma już 7-8lat system nauki zmienia się. Generalnie polega to na wariantowym ukazywaniu pewnych cech i zmuszaniu do dokonywania wyborów(szczególnie na podstawie literatury, bohaterów literackich). (Że jakby mniej pracy musiałeś nad tym wyko > nać (chyba ze się mylę i takie przyjęcie wartościowania to też kawał roboty?) Ogromny kawał roboty. Ciągle musiałem babci odpowiadać na miliony pytań, musiałem dokonywać ocen zachowań, poszczególnych bohaterów, raz stając po stronie krytycznej raz po apologetycznej, z drobiazgowym uzasadnieniem. Na przykład : dlaczego trzej muszkieterowie powinni być rozstrzelani/wynagrodzeni? dlaczego Cezary Baryka był bohaterem sowich czasów/łajdakiem itp. całymi latami. Babcia "egzaminowała" mnie jeszcze wówczas gdy ja miałem prawie 40 lat a ona prawie 100. I zawsze utyskiwała nad marnością mojego wykształcenia i kręgosłupa moralnego :) > Ja wręcz koszmarnie wspominam bycie nastolatką...w sumie aż do ok 25 roku życia > ...te wieczne rozterki co jest słuszne co nie...czy kłamać by kryć kumpelę czy > nie, czy tolerować takie zachowanie faceta czy nie, co jest ważne co jest niewa > żne itp. No widzisz. To ja, tego wszystkiego uniknąłem. Za to wpadłem w inny problem. Byłem tak 'przywiązany" do swoich "poglądów", że w wieku 16 lat opuściłem rodzinę i zacząłem życie na własny rachunek. Teraz jak już dużo pobudowałam, to jest mi o wiele łatwiej w życiu. Zasady zawsze ułatwiają życie:) Łatwo się o tym przekonać na przykład w wielu miastach Indii gdzie nie ma żadnych zasad rządzących ruchem drogowym :D:D:D Babcia zawsze mi mówiła, że 100razy lepiej mieć do czynienia z człowiekiem o złych zasadach, niż z takim który nie ma ich w ogóle. > I ja mam taki pogląd też, że zasad, które się samemu pobudowało/wybrało dla sie > bie jakoś świadomie, łatwiej jest się trzymać...bo często obserwuje ludzi, któr > zy stosują jakieś tam wpojone im zasady i sie z tym straszliwie męczą. Nie bardzo rozumiem ten akapit. Czyli co? Korci ich pojechać lewą strona jezdni przez Warszawę ? Jeśli zasada przestaje mi pasować, lub się po prostu wyczerpuje, odrzucam ją. Dlaczego miałbym z nią się męczyć ? A jeżeli sprawdza się to dlaczego miałaby być męczącą ? Dam Ci taki przykład: nauczono mnie, że nie wolno mi siedzieć kiedy w moim otoczeniu stoi kobieta. Jadę więc sobie tramwajem(pierwszy raz od 30lat, bo oczy mi wysiadły i nie mogę jeździć autem, staje koło mnie młoda kobieta i stoi. Wstaje więc i ustępuję jej miejsca. Nie chciałabyś usłyszeć tego co ja od niej usłyszałem. Że jestem stary dziad obleśny, żebym się nie ślinił na jej widok etc. No to już teraz wiem, że nie należy ustępować miejsca młodym kobietom, chyba że są w ciąży. Wytłumaczyła mi to moja córka, przyjąłem do wiadomości, zmieniłem swoją zasadę!. Tak to działa. Zasada jest drogowskazem, a nie wąwozem bez możliwości zmiany kierunku. > Dlatego się spytałam jak to jest z takimi "otrzymanymi" zasadami. Identycznie jak ze wszystkimi innymi. Zresztą ja mam wiele zasad "przyjętych" już w dorosłym życiu. Na przykład przyjąłem połowę nauk stoików(tę dotyczącą mnie). > > btw słowa kindersztuba tez używał tylko dziadek u którego jeszcze w duecie szło > ordnung must sein... Bo to jedno z drugim jest nierozerwalnie związane. dziadkowi się nie podskakiwało, ale fakt faktem z dziadkie > m wszystko było łatwe proste i na swoim miejscu. I o to chodzi. Łatwe, proste, przewidywalne, szczere, uczciwe, a co z tego wynika, nie zawsze miłe. Zdaje się, że ja miałem Cię omijać :D:D Coś nie za bardzo mi "idzie" :D:D > Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 17:23 Piotr miałeś fantastyczna babcię :D Mój dziadek to uważał, że chyba że do wychowywania są rodzice i ograniczał sie do kładzenia do głowy tego, że sie trzeba uczyć i do wpajania wiedzy ścisłej ("nie można przejść przez życie nie rozumiejąc zasad ruchu po okręgu! jak skręcać będziesz?"). Czyli Ty swoich wartości, nie "dostałeś" tylko Cię babcia konfrontowała z wyborami/koniecznością oceny zanim w życiu taki wyborów dokonać musiałeś. Czyli robotę odwaliłeś podobną jak ja tyle, że Ty za błędy sobie w brodę nie plujesz (albo mniej) i pewnie babcia była wstanie postawić Cię przed większa liczbą wyborów niż mnie życie. (można by to nazwać wychowaniem bezstresowym...uczyć dokonywać wyborów zanim wybór stanie się konieczny in real life i będzie stresem...ja teraz dopiero sama siebie tak szkolę) Co do błędów to błędy nie służą do okręcania (znaczy jak się da to trzeba naprawić zło, ale to tylko jak się da i nie to jest w błędzie najważniejsze), zresztą trzeba umieć się godzić z tym co nieodwracalne. Ja to mówię, że błędy są jak kupa...albo zrobisz z nich dobry nawóz (skorzystasz ucząc się na nich, wykorzystasz w dobry sposób sytuację w której się przez nie znalazłeś) albo będziesz mieć zasrane życie. Że zasady są dobre to mnie przekonywać nie trzeba :) Teraz powiem o tym co mam na myśli z tą trudnością przestrzegania zasad "otrzymanych". Znam bardzo dużo osób wychowanych za zasadzie tak się robi/to wypada tego nie wypada...po prostu garść reguł wyniesionych z domu, nad którymi nigdy nie było okazji się zastanowić, bo po co bo przecież takie sie robi, tak należy i już (w sumie nie wiem czy takiego wychowania nie można by również kindersztubą nazwać). I weźmy że np kogoś nauczono, że jest się wiernym/nie kłamie się (nie dlaczego warto, nie bo jakie ma to skutki, tylko po prostu nie bo nie, bo tak trzeba i już) i taka osoba zostaje postawiona przed wielką pokusą pt fantastyczny facet/niebotyczny profit z kłamstwa...i widzisz akurat uważam, że komuś kto w jakimś momencie swojego życia z jakiegoś konkretnego powodu świadomie wybrał "będę wierny" "nie będę kłamał" będzie o wiele łatwiej się tego trzymać i szybko zapomnieć o pokusie...a ten pierwszy będzie dumał "a może jednak" "może trzeba było sie skusić może to nie jest słuszna zasada" "och, dlaczego ja muszę być człowiekiem z zasadami" (btw kiedyś o tym pisałam na wątku kobiety, która żałowała, że nie zdradziła, ale nikt wtedy nie rozumiał moich wypocin). No i co do zasad to ja mam takie, których będę się trzymać rękami i nogami i bardzo mi trudno wyobrazić sytuację w których miałabym je zmienić (np że nie wybaczę zdrady, że nigdy nie będę z kimś kto używa przemocy) i mam też takie o których czuje, że są jeszcze "niedopracowane", że jeszcze za mało się skonfrontowałam z jakimś problemem, żeby uważać że zawsze będę miała taką, a taką zasadę. Cholera ja cały czas mieszam zasadę z wartościowaniem, ale mam nadzieję że zrozumiesz o co chodzi. A z tym omijaniem mnie...:D Przyznaję się bez bicia zaczęłam i wciągam w rozmowę z premedytacją :D Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 18:22 sweet_pink napisała: > Piotr miałeś fantastyczna babcię :D Wiem. Była wszechstronni i wspaniale wykształconą kobietą. Była też bardzo mądrą osobą. > Mój dziadek to uważał, że chyba że do wychowywania są rodzice Ja, w wieku dziecięcym, praktycznie rodziców nie miałem. A już na pewno nie mogli się mną zajmować. i ograniczał sie > do kładzenia do głowy tego, że sie trzeba uczyć i do wpajania wiedzy ścisłej (" > nie można przejść przez życie nie rozumiejąc zasad ruchu po okręgu! jak skręcać > będziesz?"). Też miał rację. Moja babcia była humanistka, co jednak nie przeszkadzało jej, równie pewnie, poruszać się po zawiłościach nauk ścisłych. > Czyli Ty swoich wartości, nie "dostałeś" tylko Cię babcia konfrontowała z wybor > ami/koniecznością oceny zanim w życiu taki wyborów dokonać musiałeś. Tak:) Dopiero po latach zrozumiałem, że babcia niczego mi nie narzucając, przekazała mi cały swój system wartości. Była na tyle mądrą osoba by pozostawić mnie w przekonaniu, że sam do wszystkiego doszedłem, że to moje wybory. Chociaż tak, nawet w najmniejszym stopniu, nie było. Czyli robo > tę odwaliłeś podobną jak ja tyle, że Ty za błędy sobie w brodę nie plujesz (alb > o mniej) i pewnie babcia była wstanie postawić Cię przed większa liczbą wyborów > niż mnie życie. (można by to nazwać wychowaniem bezstresowym...uczyć dokonywać > wyborów zanim wybór stanie się konieczny in real life i będzie stresem...ja te > raz dopiero sama siebie tak szkolę) Różnica jest taka, że gdy oboje byliśmy ślepi jak kociaki, to ja miałem przewodnika, Ty nie. Ja mniej nabiłem sobie guzów, przez co mogłem uczyć się dużo szybciej, bo nie traciłem czasu na rekonwalescencję:D:D:D > > Co do błędów to błędy nie służą do okręcania (znaczy jak się da to trzeba napra > wić zło, ale to tylko jak się da i nie to jest w błędzie najważniejsze), zreszt > ą trzeba umieć się godzić z tym co nieodwracalne. Masz racje, ale jeśli zostajesz matką, w wieku 15lat, to jest to błąd z którego ciężko wybrnąć, jeśli nie masz wsparcia w rodzinie. O takim 'odkręceniu" myślałem. Ja to mówię, że błędy są jak > kupa...albo zrobisz z nich dobry nawóz (skorzystasz ucząc się na nich, wykorzys > tasz w dobry sposób sytuację w której się przez nie znalazłeś) albo będziesz mi > eć zasrane życie. To do mnie przemawia, jest ok . > > > Teraz powiem o tym co mam na myśli z tą trudnością przestrzegania zasad "otrzym > anych". Znam bardzo dużo osób wychowanych za zasadzie tak się robi/to wypada te > go nie wypada...po prostu garść reguł wyniesionych z domu, nad którymi nigdy ni > e było okazji się zastanowić, bo po co bo przecież takie sie robi, tak należy i > już (w sumie nie wiem czy takiego wychowania nie można by również kindersztubą > nazwać). To nie jest kindersztuba, to nie jest spójny system wartości, oparty na tradycyjnych , konserwatywnych zasadach. Taki zlepek, nawet najlepszych, zasad może byc zupełnie nieakceptowalny. Stąd mogą się brać trudności w jego wdrażaniu w życie. Poza tym, podstawowym warunkiem kindersztuby była jej akceptacja przez wychowanka. Nawet jeśli do tej akceptacji trzeba było mocno delikwenta przymuszać. I weźmy że np kogoś nauczono, że jest się wiernym Mnie też uczono, że należy być wiernym, tyle tylko , że zupełnie inaczej zdefiniowano wierność. A więc niekoniecznie jest to kwestia zasad, a tylko definicji. /nie kłamie się Co do kłamstwa nauczono mnie kilku prawd. To nie jest tak, że nigdy się nie kłamie. Kłamać wolno ze strachu, co odwracając, oznacza, że kłamią tchórze. Można też kłamać, lub zatajać prawdę(co też jest formą kłamstwa) w celu zaoszczędzenia cierpień, zmartwień, osobom bliskim. (nie > dlaczego warto, nie bo jakie ma to skutki, tylko po prostu nie bo nie, bo tak > trzeba i już) i to właśnie różni takie despotyczne wychowanie od kindersztuby. Kindersztuba kształtowała charakter, despotyzm tylko narzuca, często niezrozumiałe, zasady. taka osoba zostaje postawiona przed wielką pokusą pt fantastycz > ny facet/niebotyczny profit z kłamstwa...i widzisz akurat uważam, że komuś kto > w jakimś momencie swojego życia z jakiegoś konkretnego powodu świadomie wybrał > "będę wierny" "nie będę kłamał" będzie o wiele łatwiej się tego trzymać i szyb > ko zapomnieć o pokusie...a ten pierwszy będzie dumał "a może jednak" "może trze > ba było sie skusić może to nie jest słuszna zasada" "och, dlaczego ja muszę być > człowiekiem z zasadami" Musze Ci coś wyjaśnić. Otóż jest taka, jeszcze rzymska, zasada prawa : Nie wolno stanowić prawa kreującego bohatera(nie wolno zmuszać człowieka do heroizmu). Mój system wartości wychodzi tej zasadzie na przeciw:D, nie zabrania chwilowego zauroczenia, nawet seksu pozamałżeńskiego. To znaczy nie zezwala, ale nie zakazuje. Po prostu sytuuje seks w sferze intymnej każdego człowieka. W sferze do której nawet mąż nie powinien zaglądać. (Tak jak nigdy mężczyzna nie powinien zaglądać do damskiej torebki). (btw kiedyś o tym pisałam na wątku kobiety, która żało > wała, że nie zdradziła, ale nikt wtedy nie rozumiał moich wypocin). Widocznie trafiłaś na niewłaściwe audytorium :), net potrafi pakować ludzi w takie problemy. \\ > No i co do zasad to ja mam takie, których będę się trzymać rękami i nogami i ba > rdzo mi trudno wyobrazić sytuację w których miałabym je zmienić (np że nie wyba > czę zdrady, Jak już mówiłem, nikt nie każe Ci tej zasady zmieniać. Natomiast może ulec Twoje zdefiniowanie zdrady :) że nigdy nie będę z kimś kto używa przemocy) Człowiek używający przemocy względem kobiety, bez uzasadnionej przyczyny, jest po prostu kanalia. Tu nie trzeba żadnej, Twojej zasady, wystarczają przepisy kodeksu honorowego. Z nimio nie ma dyskusji. Tu i mam też takie o któr > ych czuje, że są jeszcze "niedopracowane", że jeszcze za mało się skonfrontował > am z jakimś problemem, żeby uważać że zawsze będę miała taką, a taką zasadę. Ch > olera ja cały czas mieszam zasadę z wartościowaniem, ale mam nadzieję że zrozum > iesz o co chodzi. Trochę mieszasz, ale staram się rozumieć :), a nawet nie wytykać tego pomieszania. > > A z tym omijaniem mnie...:D Przyznaję się bez bicia zaczęłam i wciągam w rozmow > ę z premedytacją :D Rozumiem, że z premedytacją, ale myślę, że należy mi się objawienie powodu tej premedytacji. :) Myślę, że będzie dość na dzisiaj :) Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 19:23 Oj ale się korespondencja rozbudowała, postaram się po kolej odpowiedzieć. Guzów sobie ponabijałam oj, kiedyś miałam o to żal, ale mi przeszło...w sumie ja jestem chyba uparciuchem i przekorą i może to jedyna droga była żeby się nauczyć jak należy...na szczęście na mnie się jakoś szybko goi. Dziecko w wieku 15 lat, cóż nie odwrócisz, nie znikniesz dziecka, w błędach ważne jest to by nie pozwolić im pociągnąć się na dno...po za tym nigdy nie wiemy jak wyglądało by życie gdybyśmy błędów nie porobili...nigdy nie wiadomo czy błąd nie był czymś najlepszym co mogliśmy zrobić....i dlatego nie warto się chyba martwić tym, że błędy bywają nieodwracalne...warto się martwić tym by pchać się ku górze. Dziękuję za objaśnienie co to kindersztuba. Napisałeś o definicji wierności...hmm..definicja..to mój ulubiony temat na forum ostatnio...tylko chodzę i czytam i odkrywam jak różnie ludzie rozumieją słowa. Wierność ma bardzo dużo znaczeń...jak przyjaźń i miłość...o defnicjach można cały nowy temat założyć Co do rzymskiej zasady...zasadniczo to ja mam w nosie jakie inni mają zasady dopóki mnie nie krzywdzą. Ja mam jakieś swoje zasady, które zbudowałam dla siebie i mnie nie razi jak ktoś ma inne. Nie zależy mi na tym by narzucać je komukolwiek, lecz staram się nimi dzielić, może komuś podpasują/pomogą. Ja np wybrałam sobie, że "nie zdradzam i chcę się związać z kimś kto będzie mi wierny fizycznie" uważam, że jest to dobra zasada dla mnie, komunikuję ją i stosuję (nie zdradzam, zerwę związek w którym facet pójdzie z inną)...ale nie potępiam z automatu że Ziutek zdradza Zdziśkę, bo może lubią i to ich sprawa/problem...kobiecie która żyje z przemocowcem (poznałam takich kilka) będę się starała otworzyć oczy (bo tej przemocy czasem nie widać), ale nie potępię jeśli wybierze tak żyć (np są ludzie którzy są uzależnieni od huśtawki emocjonalnej). Czemu prowokuję w rozmowę...to oczywiste! Bo to ciekawe rozmowy, pobudzają do myślenia i do spojrzenia na pewne sprawy pod innym kątem..to rozwija a ja lubię się rozwijać. Np sobie wracając tramwajem (niestety nie spotkałam żadnego miłego dżentelmena co by mi ustąpił...muszę ze 30 lat na ten luksus poczekać) mogłam porozmyślać o tym co znaczy słowo "potrzebować" i "chcieć" i jak to jest, że tak odmiennie można do tego podchodzić. Do tego fascynujące jest to jak odmiennie można mówić/pisać o czymś bardzo podobnym i jak odmiennie można rozumieć to samo zdanie (w takie sensie emocjonalnym). No i ja zwyczajnie ciekawa różnych rzeczy jestem i lubię rozmawiać :) Odpowiedz Link Zgłoś
ursyda Re: Komplement 05.01.11, 13:02 No to ja też tak mam. Glupi potrzeba bycia potrzebną:) Odpowiedz Link Zgłoś
grassant Re: Komplement 05.01.11, 12:00 sweet_pink napisała: Jeśli chodzi o komplement od partnera to ja akurat za najlepszy uznałabym total > nie odwrotny "jesteś mi niepotrzebna"...w sensie że jestem z Tobą bo pragnę z T > obą być, a nie dlatego, że Cię potrzebuje do zaspokojenia swoich potrzeb. Ale l > udzie różni są, bo mnie "jesteś mi potrzebna" akurat by podłamało. "Jesteś kiepska". w tej tonacji Odpowiedz Link Zgłoś
grassant Re: Komplement 05.01.11, 12:28 sweet_pink napisała: > W tej tonacji to nie komplement. nie? jesteś kiepska, a jestem z tobą, czyli masz wartości wyższego rzędu:)) Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 13:02 Jak się ma wartości wyższego rzędu to się nie jest kiepskim...i w ogóle w sumie doszłam do wniosku, że nie wiem co znaczy słowo "kiepska". Ło laboga, którędy do domu... Odpowiedz Link Zgłoś
grassant Re: Komplement 05.01.11, 13:22 Ło laboga, którędy do domu... tamtędy, bez las. Odpowiedz Link Zgłoś
sweet_pink Re: Komplement 05.01.11, 13:26 Czemu wszystkie moje drogi prowadza przez las? Las i las ;) Odpowiedz Link Zgłoś
raknor Re: Komplement 05.01.11, 10:53 najfajniejsze było proste "nie zmieniaj się" Odpowiedz Link Zgłoś
jeriomina Re: Komplement 05.01.11, 10:59 Nie najfajniejszy a najśmieszniejszy: "Masz takie wysoko osadzone spojówki" - powiedział tak do mnie w rozmarzeniu mój kolega z roku:) Odpowiedz Link Zgłoś
salma75 Re: Komplement 05.01.11, 11:02 Ostatnio, jak już zasypialiśmy..."Czuję się z Tobą taki szczęśliwy, cieszę się, że jesteś". I Jego życzenia świąteczne, nie powiem jakie, zapamiętam je do końca życia :). Odpowiedz Link Zgłoś
przemasboss Re: Komplement 05.01.11, 11:12 salma75 napisała: > Ostatnio, jak już zasypialiśmy..."Czuję się z Tobą taki szczęśliwy, cieszę się, > że jesteś". > I Jego życzenia świąteczne, nie powiem jakie, zapamiętam je do końca życia :). > > no podziel się Odpowiedz Link Zgłoś
martishia7 Re: Komplement 05.01.11, 11:20 "Ale śliczne jajniczki". Mój ginekolog. Odpowiedz Link Zgłoś
jeriomina Re: Komplement 05.01.11, 11:41 martishia7 napisała: > "Ale śliczne jajniczki". Mój ginekolog. Raz na usg piersi parę lat temu jakaś starsza lekarka która mi robiła zachwycała się moim biustem. Uciekłam stamtąd i obiecałam sobie, że nigdy więcej moja noga itd. :D:D:D Odpowiedz Link Zgłoś
annjen Re: Komplement 06.01.11, 01:26 hahaha.... szurnięta laryngolog zachwycała się kiedyś moimi strunami głosowymi: "no naprawdę są śliczne! mówił to pani już ktoś?" Odpowiedz Link Zgłoś
martishia7 Re: Komplement 05.01.11, 12:03 Ta, zaplątały się wokół wziernika. Zobaczył na ekranie :-) Odpowiedz Link Zgłoś
poezja1983 Re: Komplement 05.01.11, 13:15 ostatnio kolega (myślałam że za mną nie przepada) powiedział że jestem najładniejszą dziewczyną w firmie Odpowiedz Link Zgłoś
chersona Re: Komplement 05.01.11, 11:43 raz kolega, jak się plułam i wściekałam, powiedział, że ładnie wyglądam jak się złoszczę. 100 lat temu nagrywałam obecnemu mężowi, a wtedy koledze ze studiów wykład na dyktafon, na końcu nagrał się mój śmiech. Mąż przyznał mi się potem, że odtwarzał, odtwarzał ten śmiech na okrągło i nie mógł przestać. koleżanka, że mój głos ją koi i uspokaja. i dwa fajne: jeden od mamy, drugi od dziecka, ale zbyt intymne Odpowiedz Link Zgłoś
poezja1983 Re: Komplement 05.01.11, 13:25 o jeszcze jeden mi sieprzypomniał mąż przyznał sie że w szkole ukradł mi zdjęcie żeby na mnie stale spoglądać Odpowiedz Link Zgłoś
kombinerki.pinocheta Re: Komplement 05.01.11, 18:37 > ł, odtwarzał ten śmiech na okrągło i nie mógł przestać. a to akurat jest fajne mialem podobnie ze zdjeciem pewnej dziewczyny Odpowiedz Link Zgłoś
takajatysia Re: Komplement 05.01.11, 12:11 "jesteś zaje*bista du*pa w ch*uj" Miałam wtedy lat naście, ale nadal pamiętam swoją konsternację, czy podziękować (w końcu to chyba miał być komplement) czy zareagować na te wszystkie brzydkie wyrazy... ;P Kurcze jakoś się tak ogólnie nie trafiało się słuchać wyszukanych komplementów. Najwięcej to od mamy chyba usłyszałam ;) Odpowiedz Link Zgłoś
takajatysia Re: Komplement 05.01.11, 12:12 Ostatnio dziecię z zachwytem: Mamusiu! Wyglądasz jak śliwka! (na fioletowo się ubrałam). Odpowiedz Link Zgłoś
brzydal-is-me Re: Komplement 05.01.11, 13:04 Dla mnie najfajniejszym był: "Twoje 4 letnie dziecko mówi składniej, niż użytkownicy forum kobieta piszą" Byłem dumny! Odpowiedz Link Zgłoś
kota_behemota Re: Komplement 05.01.11, 13:55 Komplementy od czapy, ale była w nich pewien urok. ;) - "myślałem, że będziesz miała palce jak serdelki, a masz takie zgrabne i małe dłonie" :D - "jak Ty to robisz, że masz brwi w łuk? to jest bardzo ładne" :D Odpowiedz Link Zgłoś
chersona Re: Komplement 05.01.11, 15:02 Ha! Mój facet mówi, że nasz 6-letni syn lepiej potrafi się wysłowić, niż jego studenci! Odpowiedz Link Zgłoś
ursyda Re: Komplement 05.01.11, 17:28 oi oi oi brzydalu, ty chyba dawno w pierd..ol nie dostałeś:P brzydal-is-me napisał: > Dla mnie najfajniejszym był: > > "Twoje 4 letnie dziecko mówi składniej, niż użytkownicy forum kobieta piszą" > > Byłem dumny! Odpowiedz Link Zgłoś
k7i Re: Komplement 05.01.11, 16:07 ...że mam piękny umysł :D znam się z nim tylko poprzez GG, więc tylko tym się mogę poszczycić ^ ^ Odpowiedz Link Zgłoś
kombinerki.pinocheta Re: Komplement 05.01.11, 18:36 "ladny chlopak" pewna 70 letnia kobieta do mojej mamy podczas rodzinnego spedu Odpowiedz Link Zgłoś
chersona Re: Komplement 05.01.11, 18:54 fajne są komplementy od grupy wiekowej 60-90. Moja babcia zachwycała się moim kuzynem: Ty to galancie wyglądasz, plastry szynki można by z ciebie kroić' i ruch ręką po bicepsie kuzyna, jak ciachnięcie nożem. wiadomo, że babcie i opiekunki starej daty lubią podkarmiać i przekarmiać. mój facet, któremu apetyt dopisywał od dziecka, doczekał się od opiekunki komplementu: weźmiemy udko (bo kulaski miał tłuściutkie), owiniemy w liść kapusty i starczy nam na całą zimę. Odpowiedz Link Zgłoś
kombinerki.pinocheta Re: Komplement 05.01.11, 19:07 Mojej ciagle mowie, ze sie odchudzam i za kazdym razem jest na mnie zla, ze nie chce jesc tyle, ile ona by chciala bym jadl. :) Babciom sie podobam. Odpowiedz Link Zgłoś
chersona Re: Komplement 05.01.11, 19:19 O, to masz fajnie. Ja się babciom nigdy nie podobałam. Babcia Mania mówiła na mnie gardzielec albo pomorowiec, bo byłam niejadkiem. Mój brat miał fajnie - tak jak Ty. Nic nie musiał robić, w niczym nie musiał pomagać, a i tak zawsze był najukochańszym wnusiem. Szlajał się z kolegą cały dzień po łąkach, wracał wieczorem, a ja dostawałam ochrzan, że mu herbaty i kanapek nie naszykowałam. byłam za to ulubienicą dziadka 'z drugiej strony', mnie by palcem nie tknął, a bratu za jego łazęgi przylał kiedyś niewąsko pocięglem. ale zbaczamy z tematu, który przecież w zamyśle miał być miły! Odpowiedz Link Zgłoś
kitek_maly Re: Komplement 05.01.11, 20:47 > "ladny chlopak" pewna 70 letnia kobieta do mojej mamy podczas rodzinnego spedu Pszepraszam, ale mówiłeś coś innego. :P Odpowiedz Link Zgłoś
kombinerki.pinocheta Re: Komplement 06.01.11, 08:54 Psieprasiam, ale nie pamieta. Pomoz mi sobie przypomniec. :) Odpowiedz Link Zgłoś
rzeka.chaosu Re: Komplement 05.01.11, 19:49 Lubię komplementy dotyczące mojej pracy. ;P Nie spisuję, nie pamiętam, ale trochę miłych słów słyszałam. :) Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 19:54 rzeka.chaosu napisała: > Lubię komplementy dotyczące mojej pracy. ;P Nie spisuję, nie pamiętam, ale troc > hę miłych słów słyszałam. :) To usłyszysz jeszcze kilka :) Masz nik nieadekwatny do osobowości. Poczytałem sobie trochę Twoich postów, jesteś ogromnie "uporządkowaną" rzeką chaosu:) Odpowiedz Link Zgłoś
rzeka.chaosu Re: Komplement 05.01.11, 19:57 Masz nik nieadekwatny do osobowości. Poczytałem sobie trochę Twoich postów, jes > teś ogromnie "uporządkowaną" rzeką chaosu:) Mylę tropy. :) Odpowiedz Link Zgłoś
piotr_57 Re: Komplement 05.01.11, 20:57 rzeka.chaosu napisała: > > Mylę tropy. :) :), nie udaje Ci się :D Odpowiedz Link Zgłoś
rzeka.chaosu Re: Komplement 06.01.11, 16:58 > :), nie udaje Ci się :D O nie… A tak się staram… ;) Odpowiedz Link Zgłoś
kitek_maly Re: Komplement 05.01.11, 20:55 Ciężko wybrać jeden, bo miałam okazję usłyszeć wiele fajnych od różnych osób. Nie raz, że mam piękne nogi, brzuszek, figurę. Żem dżaga, laska, że uzależniam, idealna, bogini rozkoszy and so on. Często, że mam ładny śmiech. Dziś z kolei, że mam radiowy głos - z czym się średnio zgadzam. ;) Z innej beczki - że 'jestem wielka', że potrafię słuchać, że można na mnie liczyć. Odpowiedz Link Zgłoś
krzywelustro Kocham złośliwe komplementy - czasem się przydają. 06.01.11, 01:19 Wyobraźcie sobie np. jadącą ze mną w tym samym przedziale pociągu niezbyt młodą damę typu "z tyłu liceum, z przodu muzeum", zrobioną na skrzyżowanie lalki Barbi i Dody, próbującą rozmową i zachowaniem grać "młodzieżówę". Kiedy miałem już tego dosyć, na kolejną opowieść o tym, jak lecą na nią młodzi faceci, odpowiedziałem z ogromnym zachwytem: "Wcale im się nie dziwię, jak na swoje lata całkiem nieźle się pani trzyma!". Po minutowym zmieszaniu i głupich uśmiechach moja towarzyszka zaczęła z uwagą studiować "Życie na gorąco". --------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś